Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 143 ]

66

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Z alkoholikiem nie ma racji bytu żadna umowa.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
alien92 napisał/a:

Rozumiem, że po przeczytaniu moich postów uważasz, ze mam "jobla" i przesadzam?
Serio pytam poważnie, bez ironii. rozumiem, że jesteś facetem, więc to tez interesujące poznać  opinię drugiej strony


Znam tylko twoją wersję wydarzeń wiec skąd mam wiedzieć?


Już to pisałem wcześniej - można pić świadomie i nie ilość alkoholu, ale okoliczności świadczą o problemie. Jak ktoś pije żeby się najebać, to nawet jak robi to raz w roku, to ma problem.

Z drugiej strony, są tacy jak Churchill - piją codziennie, nawet obiektywnie sporo, ale trudno powiedzieć, że są uzależnieni.


Jest wiele dostępnych narzędzi do pomocy w kontroli lub ograniczeniu spożycia. Jak ktoś się broni rękami i nogami pod tym kątem, kłamie itp no to ewidentnie powinna się zapalić czerwona lampka.


Wybacz ale trochę nie rozumiem, ja nie pytam czy on miał rację albo co myślał gdy sie o coś tam pokłóciliśmy. Ja podaje obiektywne dawki i częstotliwość. Nie mam żadnego interesu żeby to przekłamywać czy naginać. Tak samo napisałam szczerze jak często w przeszłości kłóciliśmy się o alkohol i o ile tutaj można uznac, ze to moja wersja ze miałam w tym rację, tak fakt ze łamał nasza umowę to znowu jest obiektywna prawda.

No dobrze ale co masz zamiar zrobić ?
Co ci dał ten wątek i dyskusja na forum?

68

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Wybacz ale trochę nie rozumiem, ja nie pytam czy on miał rację albo co myślał gdy sie o coś tam pokłóciliśmy. Ja podaje obiektywne dawki i częstotliwość. Nie mam żadnego interesu żeby to przekłamywać czy naginać. Tak samo napisałam szczerze jak często w przeszłości kłóciliśmy się o alkohol i o ile tutaj można uznac, ze to moja wersja ze miałam w tym rację, tak fakt ze łamał nasza umowę to znowu jest obiektywna prawda.


Obiektywne to jest dla ciebie. A ja nigdy nie będę wiedział czy to prawda czy jedynie koloryzowane przez ciebie twoja wersja wydarzeń. Bo już takie rzeczy były grane na tym forum, a co wychodziło w trakcie dyskusji.


Tobie jego picie przeszkadza.


Jemu nie. I uważa, że wszystko jest ok, bo nie zawala pracy. A nie widzi jak dysfunkcyjne staje się jego życie prywatne.



Problem z osobami uzależnionymi jest taki, że to są osoby, które o swoim uzależnieniu dowiadują się ostatnie. I nie ma znaczenia czy to alkohol, cukierki czy dragi.


Kłótnie o alkohol czy pretensje nie mają sensu, bo tylko zaognią konflikt. Jeśli ci na nim zależy to idź do specjalisty w zakresie uzależnień i pogadaj z nim jak zaciągnąć twojego partnera na terapię albo jak sprawić, aby uzmysłowił sobie swój problem. Albo olej to całkowicie i po prostu się rozstań, bo szkoda nerwów. Walka z nałogiem jest brzydka.

69 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-01-30 18:43:46)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
wieka napisał/a:

Jakby nie patrzeć, partner autorki jest już od dawna uzależniony, predyspozycje genetyczne też robią swoje, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia na jego picie.

Od początku, autorka bagatelizowała problem, samo chowanie alkoholu już powinno zapalić czerwoną lampkę.
Relacja jest toksyczna, dlatego tak trudno jej zrezygnować z tego związku, świadczy o tym nawet tytuł wątku.

Dziękuje Wam

Ja już teraz widzę wiele spraw zupełnie inaczej. wcześniej obwiniałam się, że nie potrafię tak bardzo zaangażować się w ten związek jak on, że nie jestem tak bardzo " zakochana", naprawdę miałam z tego powodu wyrzuty sumienia i nie rozumiałam tego. Zresztą on mi to wielokrotnie wypominał.
A ja teraz widzę, że ja bardzo chciałam się bardziej zaangażować, ale nie umiałam, coś mnie blokowało i teraz widze co, to były te drinki na randkach, te upijanie się gdy byłam w jego domu itd...
Szczególnie jak poczytałam te bardzo stare rozmowy, to zupełnie inaczej to wygląda z perspektywy lat. A po prostu ciągle sie zawodziłam i nie czułam bezpieczeństwa, non stop niepokoił mnie temat alkoholu, on powtarzał ze jestem przewrażliwiona, wiec ja nie zabraniałam tego całkowicie a i tak nie umiał dotrzymać umowy.  Ja już wtedy go pytałam, ze skoro nie ma problemu to czemu ma taki problem z tym

I nawet wtedy na tym największym "zakochaniu" nie wygrywałam z alkoholem...

Pamiętam, że to był najinteligentniejszy facet z jakim rozmawiałam, tak się złożyło ze latami ze sobą mailowaliśmy  i potem gdy się w końcu spotkaliśmy doznałam ogromnego szoku (bo wydawał się niesamowicie ogarnięty) gdy na spotkaniach wyszło ze nie dokończył prawka, rzucił studia, w zasadzie nie ma kompletnie pomysłu na siebie w wieku 27 lat wtedy i nawet za bardzo środków do życia.

I nie chodzi o to, ze każdy musi mieć studia czy prawko, ja po prostu teraz widzę, że on miał to wszystko gdzieś, byle był alkohol, fajna imprezka, ludzie i miłe wspomnienia. To był jedyny priorytet i to była jego mentalność zawsze. Bardzo pielęgnowana w rodzinie zresztą.

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.

70 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-01-30 18:47:42)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
wieka napisał/a:

Jakby nie patrzeć, partner autorki jest już od dawna uzależniony, predyspozycje genetyczne też robią swoje, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia na jego picie.

Od początku, autorka bagatelizowała problem, samo chowanie alkoholu już powinno zapalić czerwoną lampkę.
Relacja jest toksyczna, dlatego tak trudno jej zrezygnować z tego związku, świadczy o tym nawet tytuł wątku.

Dziękuje Wam

Ja już teraz widzę wiele spraw zupełnie inaczej. wcześniej obwiniałam się, że nie potrafię tak bardzo zaangażować się w ten związek jak on, że nie jestem tak bardzo " zakochana", naprawdę miałam z tego powodu wyrzuty sumienia i nie rozumiałam tego. Zresztą on mi to wielokrotnie wypominał.
A ja teraz widzę, że ja bardzo chciałam się bardziej zaangażować, ale nie umiałam, coś mnie blokowało i teraz widze co, to były te drinki na randkach, te upijanie się gdy byłam w jego domu itd...
Szczególnie jak poczytałam te bardzo stare rozmowy, to zupełnie inaczej to wygląda z perspektywy lat. A po prostu ciągle sie zawodziłam i nie czułam bezpieczeństwa, non stop niepokoił mnie temat alkoholu, on powtarzał ze jestem przewrażliwiona, wiec ja nie zabraniałam tego całkowicie a i tak nie umiał dotrzymać umowy.  Ja już wtedy go pytałam, ze skoro nie ma problemu to czemu ma taki problem z tym

I nawet wtedy na tym największym "zakochaniu" nie wygrywałam z alkoholem...

Pamiętam, że to był najinteligentniejszy facet z jakim rozmawiałam, tak się złożyło ze latami ze sobą mailowaliśmy  i potem gdy się w końcu spotkaliśmy doznałam ogromnego szoku (bo wydawał się niesamowicie ogarnięty) gdy na spotkaniach wyszło ze nie dokończył prawka, rzucił studia, w zasadzie nie ma kompletnie pomysłu na siebie w wieku 27 lat wtedy i nawet za bardzo środków do życia.

I nie chodzi o to, ze każdy musi mieć studia czy prawko, ja po prostu teraz widzę, że on miał to wszystko gdzieś, byle był alkohol, fajna imprezka, ludzie i miłe wspomnienia. To był jedyny priorytet i to była jego mentalność zawsze. Bardzo pielęgnowana w rodzinie zresztą.

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.

Nie masz innego wyjścia, bo inaczej zmarnujesz sobie zdrowie i życie.
Nawet tacy co są na odwyku nie raz, wracają do nałogu, także nie licz na jego trzeźwość w życiu. Cały czas byś siedziała na bombie zegarowej.

71

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.


Tego musisz być pewna przede wszystkim dla siebie samej. Żebyś nie miała wyrzutów sumienia za kilka lat, że się poddałaś, że zrezygnowałaś. Inaczej będzie ta wątpliwość za tobą się ciągnęła.

Dla wszelkiego spokoju ducha, odchodząc zostaw mu namiary na jakaś klinikę czy coś. Tak ze zwykłej przyzwoitości. Nie dla niego. Dla siebie samej. Żebyś potem nie miała sobie czego wypominać.

72

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Jest wiele sposobów na życie, znacznie zdrowszych i ciekawszych. Najważniejsze, że znalazłaś odpowiedzi na nurtujące Cię wątpliwości.

73

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
wieka napisał/a:

. Cały czas byś siedziała na bombie zegarowej.

Tak zwanej bombie trąbie big_smile

74

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
paslawek napisał/a:
alien92 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Znam tylko twoją wersję wydarzeń wiec skąd mam wiedzieć?


Już to pisałem wcześniej - można pić świadomie i nie ilość alkoholu, ale okoliczności świadczą o problemie. Jak ktoś pije żeby się najebać, to nawet jak robi to raz w roku, to ma problem.

Z drugiej strony, są tacy jak Churchill - piją codziennie, nawet obiektywnie sporo, ale trudno powiedzieć, że są uzależnieni.


Jest wiele dostępnych narzędzi do pomocy w kontroli lub ograniczeniu spożycia. Jak ktoś się broni rękami i nogami pod tym kątem, kłamie itp no to ewidentnie powinna się zapalić czerwona lampka.


Wybacz ale trochę nie rozumiem, ja nie pytam czy on miał rację albo co myślał gdy sie o coś tam pokłóciliśmy. Ja podaje obiektywne dawki i częstotliwość. Nie mam żadnego interesu żeby to przekłamywać czy naginać. Tak samo napisałam szczerze jak często w przeszłości kłóciliśmy się o alkohol i o ile tutaj można uznac, ze to moja wersja ze miałam w tym rację, tak fakt ze łamał nasza umowę to znowu jest obiektywna prawda.

No dobrze ale co masz zamiar zrobić ?
Co ci dał ten wątek i dyskusja na forum?


Bardzo dużo mi dał, m.in skłoniło mnie to do przejrzenia historii rozmów i uwierz z perspektywy lat, gdy jestem tez dużo starsza i bardziej doświadczona wygląda to bardzo fatalnie i jest mi tamtej siebie żal. Zrozumiałam czemu nigdy nie umiałam być w tym związku na 100%. dlaczego nigdy nie poruszałam tematu ślubu i dzieci. O wielu sytuacjach zapomniałam, w innym wypadku pewnie tez bym je opisała w pierwszym poście. Jestem w stanie wyobrazić sobie jak czułam się straszne...nie umiał dotrzymać prostej umowy i wmawiał mi ze to ja jestem przewrażliwiona, a przecież każdy normalny człowiek nie może aż wytrzymać bez alko do tego stopnia, że łamie dane słowo. Prawda? To taka norma

Jego życiowe nieogarnięcie gdy mnie poznał tłumaczyłam niefortunnym zbiegiem wydarzeń, przecież to taki fajny, inteligent facet, więc po prostu musiał mieć trochę pecha, a trochę jego niedopatrzenie. A on po prostu zawsze był takim "ochlejusem", który nie ma większych ambicji w życiu i najważniejsze to zrobić fajną posiadówę przy piwku i papierosie, żeby mieć miłe wspomnienia na starość. To nawet widać w tych starych rozmowach, jak bardzo istotne było to "piwerko"

Nie mam innego wyjścia jak to zakończyć i znaleźć terapeutę, bo nic dobrego mnie z nim nie czeka. On jest bardzo towarzyski, w domu leje sie alkohol, więc to ja jestem przewrażliwiona według wszystkich. I on z tego nie zrezygnuje, nawet nie umiem sobie wyobrazić, ze miałby tyle silnej woli  i umiałby tak wiele razy odmówić alkoholu

75 Ostatnio edytowany przez paslawek (2025-01-30 19:07:33)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Nie mam innego wyjścia jak to zakończyć

Zrób tak,
trochę Ciebie prawdopodobnie rozstanie z nim "wytrzęsie"na początku,jak to przejdziesz to potem bywa spokojnie i dość ciekawie w życiu.

76

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
paslawek napisał/a:
alien92 napisał/a:

Nie mam innego wyjścia jak to zakończyć

Zrób tak,
trochę Ciebie prawdopodobnie rozstanie z nim "wytrzęsie"na początku,jak to przejdziesz to potem bywa spokojnie i dość ciekawie w życiu.


Najlepsze jest to, że niedawno potrafił trochę na mnie zwalić całą odpowiedzialność, zapytał czy naprawdę mysle, ze on tak bardzo chce co weekend sam pic na balkonie, że wolałby ten czas spędzić ze mną, ale ja nie jestem tym zainteresowana i on jest sam w tym związku.

To prawda, bardzo nam sie od jakiegoś czasu nie układa i jestem zdystansowana, ale najgorsze, ze on kompletnie nie rozumie czemu i zwala odpowiedzialność na mnie. On nie rozumie, że to trwa latami, a ja po tak długim związku gdybym zaszła w ciąże to nie skakałabym z radości.

77 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-01-30 19:34:47)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
alien92 napisał/a:

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.


Tego musisz być pewna przede wszystkim dla siebie samej. Żebyś nie miała wyrzutów sumienia za kilka lat, że się poddałaś, że zrezygnowałaś. Inaczej będzie ta wątpliwość za tobą się ciągnęła.

Dla wszelkiego spokoju ducha, odchodząc zostaw mu namiary na jakaś klinikę czy coś. Tak ze zwykłej przyzwoitości. Nie dla niego. Dla siebie samej. Żebyś potem nie miała sobie czego wypominać.

No bez przesady, to co on małe dziecko nie wie gdzie ma się zwrócić o pomoc jeśli by chciał, absolutnie nie ma potrzeby, żeby go traktować jak małe dziecko.
I niby dlaczego miałby mieć jakieś wyrzuty sumienia, nie pomagasz.

Gorzej jak on się dowie że chcesz go zostawić, to będą obiecanki-cacanki. I pewnie dasz się na nie nabrać.
To musi być decyzja i konsekwencja. I koniec. Nie ma odwrotu.
Zacznij od terapii.

78

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
paslawek napisał/a:
alien92 napisał/a:

Nie mam innego wyjścia jak to zakończyć

Zrób tak,
trochę Ciebie prawdopodobnie rozstanie z nim "wytrzęsie"na początku,jak to przejdziesz to potem bywa spokojnie i dość ciekawie w życiu.


Najlepsze jest to, że niedawno potrafił trochę na mnie zwalić całą odpowiedzialność, zapytał czy naprawdę mysle, ze on tak bardzo chce co weekend sam pic na balkonie, że wolałby ten czas spędzić ze mną, ale ja nie jestem tym zainteresowana i on jest sam w tym związku.

To prawda, bardzo nam sie od jakiegoś czasu nie układa i jestem zdystansowana, ale najgorsze, ze on kompletnie nie rozumie czemu i zwala odpowiedzialność na mnie. On nie rozumie, że to trwa latami, a ja po tak długim związku gdybym zaszła w ciąże to nie skakałabym z radości.

Raczej wyła z bólu, musisz wiedzieć że dziecko alkoholika może urodzić się z wadami.

79

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Przerzucanie winy na innych to cecha osób uzależnionych. Wszyscy wokoło są winni, a oni to biedni pokrzywdzeni.

80

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Alessandro napisał/a:

Przerzucanie winy na innych to cecha osób uzależnionych. Wszyscy wokoło są winni, a oni to biedni pokrzywdzeni.

Oczywiście ze to wina innych - zwłaszcza : syjonistów,rudych pedałów, komunistów, jezuitów,banksterów,ciapatych etc big_smile

81

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
wieka napisał/a:

Jakby nie patrzeć, partner autorki jest już od dawna uzależniony, predyspozycje genetyczne też robią swoje, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia na jego picie.

Od początku, autorka bagatelizowała problem, samo chowanie alkoholu już powinno zapalić czerwoną lampkę.
Relacja jest toksyczna, dlatego tak trudno jej zrezygnować z tego związku, świadczy o tym nawet tytuł wątku.

Dziękuje Wam

Ja już teraz widzę wiele spraw zupełnie inaczej. wcześniej obwiniałam się, że nie potrafię tak bardzo zaangażować się w ten związek jak on, że nie jestem tak bardzo " zakochana", naprawdę miałam z tego powodu wyrzuty sumienia i nie rozumiałam tego. Zresztą on mi to wielokrotnie wypominał.
A ja teraz widzę, że ja bardzo chciałam się bardziej zaangażować, ale nie umiałam, coś mnie blokowało i teraz widze co, to były te drinki na randkach, te upijanie się gdy byłam w jego domu itd...
Szczególnie jak poczytałam te bardzo stare rozmowy, to zupełnie inaczej to wygląda z perspektywy lat. A po prostu ciągle sie zawodziłam i nie czułam bezpieczeństwa, non stop niepokoił mnie temat alkoholu, on powtarzał ze jestem przewrażliwiona, wiec ja nie zabraniałam tego całkowicie a i tak nie umiał dotrzymać umowy.  Ja już wtedy go pytałam, ze skoro nie ma problemu to czemu ma taki problem z tym

I nawet wtedy na tym największym "zakochaniu" nie wygrywałam z alkoholem...

Pamiętam, że to był najinteligentniejszy facet z jakim rozmawiałam, tak się złożyło ze latami ze sobą mailowaliśmy  i potem gdy się w końcu spotkaliśmy doznałam ogromnego szoku (bo wydawał się niesamowicie ogarnięty) gdy na spotkaniach wyszło ze nie dokończył prawka, rzucił studia, w zasadzie nie ma kompletnie pomysłu na siebie w wieku 27 lat wtedy i nawet za bardzo środków do życia.

I nie chodzi o to, ze każdy musi mieć studia czy prawko, ja po prostu teraz widzę, że on miał to wszystko gdzieś, byle był alkohol, fajna imprezka, ludzie i miłe wspomnienia. To był jedyny priorytet i to była jego mentalność zawsze. Bardzo pielęgnowana w rodzinie zresztą.

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.

Kamien z serca co? Troche smutno ale wewnatrz jednak lekko. Wszyscy się motamy i oszukujemy tak długo dopoki nie podejmiemy decyzji. Chociaż wiemy że to dla nas dobra decyzja to odkładamy i odklaldamy. A jak podjęta to z górki.

Wystarczy - ciesz się życiem bez kuli u nogi. Choć jestem ostatnim który doradza rozstania bez walki nie wiem dlaczego w Twoim przypadku ucieszyła mnie Twoja decyzja. Nawet nie przeszlo mi przez myśl namawiać Cie do czegokolwiek co może odsunąć realizację decyzji w czasie. Mądra dziewczyna smile

82 Ostatnio edytowany przez Soffi (2025-01-30 21:44:47)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
alien92 napisał/a:

Zakończę ten związek, bo on  na 100% nie będzie chciał nad tym pracować u specjalisty, uzna, że zwariowałam, że on nie ma problemu i "tylko" korzysta z życia, tak samo jak korzystał przed spotkaniem mnie.


Tego musisz być pewna przede wszystkim dla siebie samej. Żebyś nie miała wyrzutów sumienia za kilka lat, że się poddałaś, że zrezygnowałaś. Inaczej będzie ta wątpliwość za tobą się ciągnęła.

Dla wszelkiego spokoju ducha, odchodząc zostaw mu namiary na jakaś klinikę czy coś. Tak ze zwykłej przyzwoitości. Nie dla niego. Dla siebie samej. Żebyś potem nie miała sobie czego wypominać.

Czekaj.. Ona ma mieć wyrzuty sumienia, że zostawiła alkoholika, który nie chce się leczyć? Czy gdyby u niego nie występował problem z alkoholem tylko po prostu autorka chcialaby się z nim rozstać to również miałaby mieć wyrzuty sumienia, że go zostawia? Czy to tylko alkoholicy są tacy biedni, jejku, jejku, że trzeba ich po główce głaskać i przepraszać za rozstanie?
Jak ona się poddała? Z czego zrezygnowała? Z chujowego życia z osobą uzależnioną? No proszę Cię...

On sobie tą klinikę sam doskonale potrafiłby znaleźć, ośrodki, leczenie albulatoryjne ,spotkania AA, telefony zaufania są na wyciągnięcie ręki. On tej pomocy nie chce, bo uwaza, że nie potrzebuje.


Autorko, fajnie, że ratujesz siebie i swoje życie. On pewnie będzie próbował Cię urabiać, może nawet deklarował, że przestanie pić. Ba, może nawet uda mu się nie pić i przez pół roku. Ale bez leczenia, nie ma zdrowienia. Bycie tzw suchym alkoholikiem nie oznacza bycia zdrowym. Potem to wraca i ze zdwojoną siłą. Wielu alkoholików próbuje udowodnić innym, a czasem i sobie, że przecież może żyć bez alkoholu i siedzą na tych imprezach na dupościsku, wkurwieni wewnętrznie, pełni napięcia, że nie piją. Jak ktoś nie ma problemu z alkoholem to naprawdę alkohol w ich życiu ma marginalne znaczenie. Weekend nie kojarzy się z piciem. Relaks z piwem, dobra zabawa z procentami.

Jeszcze typ Ci wmawia, że to przez Ciebie nie spędzacie razem czasu, bo nie chcesz z nim chlać na balkonie. Dobre

Zrzucane winy na innych jest domeną alkoholików. Zobaczysz po rozstaniu jak będzie Ci przesyłał pijackie głosówki czy wiadomości, że to przez Ciebie pije, bo rozwaliłaś ten związek.
Powodzenia Ci życzę. Istnieją mężczyźni, którzy nie piją alkoholu z którymi życie wygląda dużo inaczej

83

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
wieka napisał/a:

No bez przesady, to co on małe dziecko nie wie gdzie ma się zwrócić o pomoc


wieka - pewne rzeczy robimy dla kogoś, inne dla samych siebie. Wycofanie się ze związku w sytuacji kiedy partner potrzebuje pomocy (bycie w nałogu jest chorobą jednak, bo to nie jest kwestia wyboru) jest ogólnie dość słabe. Dlatego podejmując ten krok trzeba mieć przede wszystkim czyste sumienie, że faktycznie zrobiło się wystarczająco dużo, aby odejść bez poczucia żalu, który jest jednak nieodłącznym elementem osób współuzależnionych. A współuzależnienie w takiej sytuacji na pewno istnieje. Bo po latach związku z alkoholikiem raczej nie ma innej opcji.


Dlatego na jej miejscu już po rozstaniu podjąłbym terapię. Aby wzorców z obecnego związku nie przenosić na nowy. I aby nie popełniać kolejny raz takiego samego błędu.

84

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Soffi napisał/a:

Czekaj.. Ona ma mieć wyrzuty sumienia, że zostawiła alkoholika, który nie chce się leczyć? Czy gdyby u niego nie występował problem z alkoholem tylko po prostu autorka chcialaby się z nim rozstać to również miałaby mieć wyrzuty sumienia, że go zostawia? Czy to tylko alkoholicy są tacy biedni, jejku, jejku, że trzeba ich po główce głaskać i przepraszać za rozstanie?
Jak ona się poddała? Z czego zrezygnowała? Z chujowego życia z osobą uzależnioną? No proszę Cię...

On sobie tą klinikę sam doskonale potrafiłby znaleźć, ośrodki, leczenie albulatoryjne ,spotkania AA, telefony zaufania są na wyciągnięcie ręki. On tej pomocy nie chce, bo uwaza, że nie potrzebuje.

Ty chyba nie wiesz jak działa uzależnienie co? I jak to działa w wieloletnim związku.

https://nasz-gabinet.pl/osoba-wspoluzal … rozpoznac/

85

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
Soffi napisał/a:

Czekaj.. Ona ma mieć wyrzuty sumienia, że zostawiła alkoholika, który nie chce się leczyć? Czy gdyby u niego nie występował problem z alkoholem tylko po prostu autorka chcialaby się z nim rozstać to również miałaby mieć wyrzuty sumienia, że go zostawia? Czy to tylko alkoholicy są tacy biedni, jejku, jejku, że trzeba ich po główce głaskać i przepraszać za rozstanie?
Jak ona się poddała? Z czego zrezygnowała? Z chujowego życia z osobą uzależnioną? No proszę Cię...

On sobie tą klinikę sam doskonale potrafiłby znaleźć, ośrodki, leczenie albulatoryjne ,spotkania AA, telefony zaufania są na wyciągnięcie ręki. On tej pomocy nie chce, bo uwaza, że nie potrzebuje.

Ty chyba nie wiesz jak działa uzależnienie co? I jak to działa w wieloletnim związku.

https://nasz-gabinet.pl/osoba-wspoluzal … rozpoznac/

Doskonale wiem jak działa uzależnienie i jak działa współuzaleznienie.
W koncu wkleiłeś link z wartościową treścią, a nie pierdołami.

Dziewczyna napisała, że jest zdecydowana na rozstanie, a Ty jej wmawiasz to aby miała wyrzuty sumienia i to że ma się upewnić, że zrobiła wszystko dla tego związku i czy aby napewno się za szybko nie rozstała. No człowieku..

Niech zwiewa jak najprędzej, jeśli będzie potrzebowała terapii to na nią pójdzie.
Wiele osób współuzależnionych potrzebuje lat na terapii zanim im się otworzą oczy, że jednak czas spierd*lać. Ona jest tego świadoma w tym momencie i do tego żałuje samej siebie sprzed lat i zmarnowanych lat życia. To jest sukces, ogromny. Drzwi otwarte, na oścież, niech się nawet nie obraca za siebie

86

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

"wieka - pewne rzeczy robimy dla kogoś, inne dla samych siebie. Wycofanie się ze związku w sytuacji kiedy partner potrzebuje pomocy (bycie w nałogu jest chorobą jednak, bo to nie jest kwestia wyboru) jest ogólnie dość słabe. "

Ty nie rozumiesz, że ON TEJ POMOCY NIE CHCE, bo ON NIE WIDZI PROBLEMU?
I choćby Ona go wołami zaciągnęła na najdroższą, najlepszą terapię na świecie, to to NIC nie da, bo to ON musi chcieć wyjść z tego gówna.
A ona nie musi zgrywać żadnego superbohatera i czekać kolejne lata, aż może mu się odklika w głowie i jednak dojdzie do wniosku, że jest alkoholikiem i CHCE się leczyć (bo na to tez decyduje się zaledwie kilka procent)

87

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Soffi napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
Soffi napisał/a:

Czekaj.. Ona ma mieć wyrzuty sumienia, że zostawiła alkoholika, który nie chce się leczyć? Czy gdyby u niego nie występował problem z alkoholem tylko po prostu autorka chcialaby się z nim rozstać to również miałaby mieć wyrzuty sumienia, że go zostawia? Czy to tylko alkoholicy są tacy biedni, jejku, jejku, że trzeba ich po główce głaskać i przepraszać za rozstanie?
Jak ona się poddała? Z czego zrezygnowała? Z chujowego życia z osobą uzależnioną? No proszę Cię...

On sobie tą klinikę sam doskonale potrafiłby znaleźć, ośrodki, leczenie albulatoryjne ,spotkania AA, telefony zaufania są na wyciągnięcie ręki. On tej pomocy nie chce, bo uwaza, że nie potrzebuje.

Ty chyba nie wiesz jak działa uzależnienie co? I jak to działa w wieloletnim związku.

https://nasz-gabinet.pl/osoba-wspoluzal … rozpoznac/

Doskonale wiem jak działa uzależnienie i jak działa współuzaleznienie.
W koncu wkleiłeś link z wartościową treścią, a nie pierdołami.

Dziewczyna napisała, że jest zdecydowana na rozstanie, a Ty jej wmawiasz to aby miała wyrzuty sumienia i to że ma się upewnić, że zrobiła wszystko dla tego związku i czy aby napewno się za szybko nie rozstała. No człowieku..

Niech zwiewa jak najprędzej, jeśli będzie potrzebowała terapii to na nią pójdzie.
Wiele osób współuzależnionych potrzebuje lat na terapii zanim im się otworzą oczy, że jednak czas spierd*lać. Ona jest tego świadoma w tym momencie i do tego żałuje samej siebie sprzed lat i zmarnowanych lat życia. To jest sukces, ogromny. Drzwi otwarte, na oścież, niech się nawet nie obraca za siebie

Zgadzam się z Toba.

Rozumiem tez Jacka ale uważam że ona wyciąga do swojego faceta pomocna rękę od dlugiego długiego czasu. Po prostu czasami mimo checi trzeba się pogodzielc z tym że nic nie wskóramy.

A on jak będzie chcial to znajdzie pomoc. Terapeuta uzależnień go nie oleje. Ale ona ma na szali swoje życie. Po prostu czuje ze zmarnuje z nim zycie. Że on nie potrafi przyjac pomocy

88 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-01-30 22:45:32)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie

89

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Soffi napisał/a:

"wieka - pewne rzeczy robimy dla kogoś, inne dla samych siebie. Wycofanie się ze związku w sytuacji kiedy partner potrzebuje pomocy (bycie w nałogu jest chorobą jednak, bo to nie jest kwestia wyboru) jest ogólnie dość słabe. "

Ty nie rozumiesz, że ON TEJ POMOCY NIE CHCE, bo ON NIE WIDZI PROBLEMU?
I choćby Ona go wołami zaciągnęła na najdroższą, najlepszą terapię na świecie, to to NIC nie da, bo to ON musi chcieć wyjść z tego gówna.
A ona nie musi zgrywać żadnego superbohatera i czekać kolejne lata, aż może mu się odklika w głowie i jednak dojdzie do wniosku, że jest alkoholikiem i CHCE się leczyć (bo na to tez decyduje się zaledwie kilka procent)

Mnie te wypowiedzi Jacka mrożą krew w żyłach.

90

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie

K..wa nie doczytałem że 7.5 roku. Uciekaj dziewczyno. Będzie jak będzie ale gorzej już nie.  I mała porada rodem z tego forum - uwazaj jak wybierasz w przyszłości bo wiesz....historie lubia się powtarzac

91

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie



Do picia każda okazja jest dobra-skąd ja to znam...I co z tego, że to już trzeci raz w tygodniu. Tak wypadło xD Przecież trzeba opić ugotowany obiad big_smile
A jak nie ma okazji to zawsze są imieniny Ani- "ani moje, ani twoje"
Cała rodzina alkoholików, a Ty pewnie masz obrabiany tyłek, że jesteś drętwa i nie potrafisz się bawić.
On pewnie ma dużo więcej kompromitujących historii, o których Ty nawet nie wiesz.

92

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Obyś wytrwała w swoim postanowieniu i nie dała się zmanipulować.
Zycie mamy jedno i naprawdę szkoda go na jakiegoś gościa, dla którego liczy się tylko wóda.

93 Ostatnio edytowany przez Klaryssa (2025-01-31 10:31:27)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie

Wiesz może być kilka scenariuszy: może obecnie nie walczyć i rozstanie może być właśnie pełne pretensji i zrzucania winy na Ciebie ... ale ... ale minie kilka dni/kilka tygodni i zacznie pisać, błagać i obiecywać. I na to nie daj się 'nabrać' bo na pewno Tobie będzie trudno i raczej będziesz za nim tęskniła. Żadne rozstanie nie jest łatwe. Bądź bardzo ostrożna bo skoro 7.5 roku żyjesz w takim związku to znaczy ze jesteś wspoluzalezniona. Twój umysł ma duże skłonności do życia w iluzji i do nieracjonalnego myślenia. On nie pije przez Ciebie i nie przestanie dla Ciebie dlatego jak odejdziesz to nie pozwól na powrót gdyby zaczął się z jego strony 'love bombing' z obietnicami o zaprzestaniu picia (to niestety tez mechanizm/część uzależnienia).

94

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Zacznijmy od tego , że osoba która pije tylko albo az jedno piwo dziennie , z różnych przyczyn.... jest alkoholikiem!  Przyczyny mogą być różne , od nagradzania się czy tłumaczeniem " gorszego" dnia . I to jest fakt nie opinia! Oczywiście osoba uzależniona, nie musi wypijać tego piwa codziennie , bo przez stawiane "ultimatum" czy też obowiązki ( jeśli je ma ) to na "duposcisku" wytrzyma ale to nic nie zmienia , bo w weekend "nadrobi stracony czas" , większość jednak będzie ukrywać jakiegoś 4-paka i zrobi wszystko żeby się napić, bo mu się przecież należy po ciężkim dniu pracy! Tak, znam to z autopsji! Sam się przekonałem jak wiele mozna stracić przez taki tryb życia. Jednakże osoba , nieświadoma swojego problemu będzie tkwić w przekonaniu , że to nic złego . Bez dwóch zdań niszczy sobie życie , przez błędne twierdzenie , że pije jak wszyscy i że potrafi kontrolować swoje picie, prawda jest niestety taka że już dawno stracił nad tym kontrole! Mało tego , to że skraca sobie świadomie życie nie jest w tym najgorsze , dużo gorsze jest w tym wszystkim krzywdzenie bliskich osób o których dana osoba nie ma zielonego pojęcia, terapia wstępna czy później pogłębiona pięknie to wszystko przedstawia! Śmieszny mnie to jak bardzo ludzie " hejtuja" trzezwiejacych alkoholików....pijesz chujoooowo wiadomo ....idziesz się leczyć, zmieniasz się , widzisz te zmiany , to Cię wyśmieją , ale to już inny temat.

alien92 , bardzo ciężka sprawa niestety, Twój partner ma problem i to od dawna ! Ty zresztą też masz ! Bo jeśli go kochasz , i w jakimś stopniu Ci zależy na tej relacji to wyjście jest tylko jedno, które de facto nie zależy od Ciebie . Fundamentalna zasada by wystartować z leczeniem tej choroby to przyznanie się przed samym sobą , że jest się alkoholikiem! Jeśli dana osoba tego nie widzi , nie czuje noo po prostu nie przejdą mu te słowa przez usta , bo zwyczajnie będzie brnął, że wszystko jest wporzadku.....nie zrobisz nic! Chodź byś go ciągnęła , stawiała warunki , nawet rozwody czy sprawy sądowe wchodzą w grę ...jeśli sam nie chce Ty go nie uleczysz! Możesz mu tylko nakreślić problem z Twojej perspektywy, i powiedzieć czego oczekujesz a później po prostu odejść! Możesz wierzyć lub nie ale swoje przeżyłem, wiem po krotce jak to wygląda , wiem też , że jeśli czegoś się chce to można to osiągnąć!
P.s 6 lat bez alko, 24/h , pozdro dla kumatych!

95 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-01-31 17:43:50)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Soffi napisał/a:
alien92 napisał/a:

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie



Do picia każda okazja jest dobra-skąd ja to znam...I co z tego, że to już trzeci raz w tygodniu. Tak wypadło xD Przecież trzeba opić ugotowany obiad big_smile
A jak nie ma okazji to zawsze są imieniny Ani- "ani moje, ani twoje"
Cała rodzina alkoholików, a Ty pewnie masz obrabiany tyłek, że jesteś drętwa i nie potrafisz się bawić.
On pewnie ma dużo więcej kompromitujących historii, o których Ty nawet nie wiesz.

to sa dosłownie jego słowa " No tak się akurat złożyło" " Ale ja już nie mam zdrowia ani lat  na takie maratony" Ciekawe smile

Zapewne wiele ma takich sytuacji, ale akurat w tej to ja zostałam upokorzona smile
I dlatego ja widzę, że nie było szans żebym umiała sie tak bardzo zaangażować w te relację. Co jakiś czas spadała jakas bomba, gdzie ja traciłam poczucie bezpieczeństwa
I dlatego teraz mnie tak skręca, gdy on mi wyrzuca, że to on zawsze bardziej walczył o ten związek i był bardziej zaangażowany a mi " wiecznie przez prawie  8 lat nic nie pasowało"
On ma taki obraz i absolutnie według niego kwestia alkoholu jest moim problemem a nie jego

Ja w jego rodzinie byłam absolutnym wyrzutkiem, pewnie straszna sztywniarą itd. Bardzo unikałam wszelkich rodzinnych spotkań, bo u nich urodziny babci potrafiły trwać od godziny powiedzmy 13 do 21 - dla mnie to już męczarnia.
A on robił oczywiście wszystko żeby nie być kierowcą.

96

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Klaryssa napisał/a:
alien92 napisał/a:

Szerzę mówiąc raczej nie przewiduje, że będzie mnie błagał na kolanach, między nami jest aktualnie bardzo źle, żyjemy praktycznie jak współlokatorzy, nawet on wyniósł się na kanapę, bo jak w weekend chrapie po alkoholu to mi to przeszkadza i tak juz zostało smile
Myślę, że chłopak wręcz odżyje i ze swoja rodziną zacznie czas biesiadowania
Jego matka 6 stycznia zrobiła obiad (mnie na nim nie było) i przeciągnął się do.... 2 w nocy. Z jakiego powodu? ano ostatni wolny dzień był, czy 7 stycznia ludzie normalnie pracują? Owszem, ale to w niczym nie przeszkadza  przecież. Nie przeszkadza tez fakt, ze w międzyczasie były święta, sylwester, czyli od cholery okazji żeby się napić. Ale wciąż to za mało

Co do wyrzutów sumienia, pewnie bym je miała gdybym go zostawiła w czasie tych wszystkich rozmów sprzed lat, ale łącznie minęło ok 7,5 roku jak jesteśmy razem, on ma w tym roku 35 lat, i chyba cudu potrzeba żeby to wszystko zmienił. Nie potrafił tego zrobić w największym zakochaniu gdy twierdził, że byłby w stanie za mnie umrzeć....może umrzeć tak, ale nie przestać pić smile

Jest jeszcze jedna kompromitująca historia z jego udziałem, nie zamieszczałam jej bo tutaj nie alkohol odegrał największą role, tylko jego osobowość, chęć bycia zawsze w centruj uwagi i na świeczniku. Ta jego osobowość właśnie go niestety chyba zgubiła, bo jak jesteś taki fajny i rozrywkowy, to alkohol to nieodłączna cześć. Ta sytuacja tylko jeszcze bardziej pogłębiła mój moje zdystansowanie

Wiesz może być kilka scenariuszy: może obecnie nie walczyć i rozstanie może być właśnie pełne pretensji i zrzucania winy na Ciebie ... ale ... ale minie kilka dni/kilka tygodni i zacznie pisać, błagać i obiecywać. I na to nie daj się 'nabrać' bo na pewno Tobie będzie trudno i raczej będziesz za nim tęskniła. Żadne rozstanie nie jest łatwe. Bądź bardzo ostrożna bo skoro 7.5 roku żyjesz w takim związku to znaczy ze jesteś wspoluzalezniona. Twój umysł ma duże skłonności do życia w iluzji i do nieracjonalnego myślenia. On nie pije przez Ciebie i nie przestanie dla Ciebie dlatego jak odejdziesz to nie pozwól na powrót gdyby zaczął się z jego strony 'love bombing' z obietnicami o zaprzestaniu picia (to niestety tez mechanizm/część uzależnienia).


Wiem, sam fakt, że ciągle mi się wydaje, że to gorzej wszystko brzmi opisane "na papierze" niż jest w rzeczywistości., bo przecież on nie zatacza się  co weekend, nie upija się aż do tego stopnia.
Ale potem sobie myślę, czy wyobrażam sobie żeby jakiś znajomy mi facet nawet w rodzinie co weekend był już hmm mocno nietrzeźwy i to bez żadnej okazji oprócz "celebrowania weekendu". To sobie nie wyobrażam

97

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Po prostu ja praktycznie w ogóle nie pije i chyba do tej pory próbowałam sobie tłumaczyć, ze może to jest okej, ze dorośli  ludzie w weekend po tygodniu pracy coś sobie wypiją. Ale tak wiem, raczej z naciskiem na dwie lampki a nie dwie butelki.

Jest piątek, wieczór, nalałam sobie pół kieliszka wina. Domyślam się, że doleję kolejne pół za jakąś godzinę, może pół godziny. I tyle mi starczy. Mój mąż nalał sobie cały kieliszek i pewnie jeszcze jeden wypije. I to tyle. Jutro wieczorem nie wykluczamy powtórki, ale to tyle jeśli patrzeć w perspektywie tygodnia. Nikt z nas się nie upija.

98

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Samba napisał/a:
alien92 napisał/a:

Po prostu ja praktycznie w ogóle nie pije i chyba do tej pory próbowałam sobie tłumaczyć, ze może to jest okej, ze dorośli  ludzie w weekend po tygodniu pracy coś sobie wypiją. Ale tak wiem, raczej z naciskiem na dwie lampki a nie dwie butelki.

Jest piątek, wieczór, nalałam sobie pół kieliszka wina. Domyślam się, że doleję kolejne pół za jakąś godzinę, może pół godziny. I tyle mi starczy. Mój mąż nalał sobie cały kieliszek i pewnie jeszcze jeden wypije. I to tyle. Jutro wieczorem nie wykluczamy powtórki, ale to tyle jeśli patrzeć w perspektywie tygodnia. Nikt z nas się nie upija.

No zuchy z Was big_smile
Śmiało możecie robić za przykład dla młodzieży big_smile

a bardziej serio i niezłośliwie absolutnie - nawet taki sposób picia nie jest gwarancją że się nie zachoruje na alkoholizm
naprawdę nie straszę i nie zniechęcam do picia
nie moja sprawa to jest czyjeś picie czy niepicie .

99

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Długoletnie picie systematyczne, tak samo  prowadzi do uzależnienia, również w mniejszych ilościach.
Tym bardziej podawanie przykładów jak się samemu piję alko w niczym nie pomaga autorce.

100 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-02-03 16:19:18)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
wieka napisał/a:

Długoletnie picie systematyczne, tak samo  prowadzi do uzależnienia, również w mniejszych ilościach.
Tym bardziej podawanie przykładów jak się samemu piję alko w niczym nie pomaga autorce.


Chyba nie pomaga, ale przynajmniej widzę, jak w moim związku to bardzo odbiega chociażby od takiego przykładu jak wyżej


Zerwaliśmy
Uznałam, że nawet jeśli upijałby się tylko RAZ w miesiącu już byłoby to dość niepokojące, prawda?
A co dopiero co tydzień bycie tak mocno nietrzeźwym


Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...

101

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Jak to przyjął do wiadomości?

102

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

To jest alkoholik.

103

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
wieka napisał/a:

Długoletnie picie systematyczne, tak samo  prowadzi do uzależnienia, również w mniejszych ilościach.
Tym bardziej podawanie przykładów jak się samemu piję alko w niczym nie pomaga autorce.


Chyba nie pomaga, ale przynajmniej widzę, jak w moim związku to bardzo odbiega chociażby od takiego przykładu jak wyżej


Zerwaliśmy
Uznałam, że nawet jeśli upijałby się tylko RAZ w miesiącu już byłoby to dość niepokojące, prawda?
A co dopiero co tydzień bycie tak mocno nietrzeźwym


Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...

Ciężko znosić to jak teraz to wygląda, a w przyszłości to będzie się tylko pogłębiało, więc nawet nie myśli o tym, że ten facet nadaje się do związku, nie mówiąc o byciu rodzicem.
Parę lat byłaś z nim za długo. Uzależniłaś się, dlatego masz takie rozkminy i żeby wrócić do normalności powinnaś korzystać z terapii.

104

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
wieka napisał/a:

Długoletnie picie systematyczne, tak samo  prowadzi do uzależnienia, również w mniejszych ilościach.
Tym bardziej podawanie przykładów jak się samemu piję alko w niczym nie pomaga autorce.


Chyba nie pomaga, ale przynajmniej widzę, jak w moim związku to bardzo odbiega chociażby od takiego przykładu jak wyżej


Zerwaliśmy
Uznałam, że nawet jeśli upijałby się tylko RAZ w miesiącu już byłoby to dość niepokojące, prawda?
A co dopiero co tydzień bycie tak mocno nietrzeźwym


Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...

Najistotniejsze że Ty nie tolerujesz i nie akceptujesz takiego stylu pica alkoholu jaki on ma ,a on nie akceptuje Twojego stosunku do jego picia
żadne akademickie dyskusje nic tu nie pomogą, ponieważ dobrowolnie nikt z was dwojga  nie chce,nie może,nie jest w stanie,nie potrafi ustąpić.

105

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Soffi napisał/a:

Doskonale wiem jak działa uzależnienie i jak działa współuzaleznienie.
W koncu wkleiłeś link z wartościową treścią, a nie pierdołami.

Dziewczyna napisała, że jest zdecydowana na rozstanie, a Ty jej wmawiasz to aby miała wyrzuty sumienia i to że ma się upewnić, że zrobiła wszystko dla tego związku i czy aby napewno się za szybko nie rozstała. No człowieku..

Niczego nie wmawiam. Po prostu jej piszę, żeby miała tą pewność. Bo znam też takie historie, w których takie babki po kilku tygodniach-miesiącach i tak wracały do takich partnerów. Albo nawet mieszkając już w innym miejscu, to potrafiły przyjeżdżać posprzątać, zakupy zrobić pijaczynie itp. I zawsze było do tego takie samo tłumaczenie - że ma wyrzuty sumienia, że go zostawiła, bo przecież nałóg to choroba. A jak to tak zostawić chorego partnera? To nie po bożemu....

I tak potem ciągnęło się to jeszcze kolejne lata.


A wiesz dlaczego tak napisałem?

Ano dlatego, ze mimo wszystko autorka nie brzmi na zbyt pewną siebie w tym względzie. Stąd pojawiają się u niej też i takie myśli:


ciągle mi się wydaje, że to gorzej wszystko brzmi opisane "na papierze" niż jest w rzeczywistości., bo przecież on nie zatacza się  co weekend, nie upija się aż do tego stopnia.

Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...

106

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
Soffi napisał/a:

Doskonale wiem jak działa uzależnienie i jak działa współuzaleznienie.
W koncu wkleiłeś link z wartościową treścią, a nie pierdołami.

Dziewczyna napisała, że jest zdecydowana na rozstanie, a Ty jej wmawiasz to aby miała wyrzuty sumienia i to że ma się upewnić, że zrobiła wszystko dla tego związku i czy aby napewno się za szybko nie rozstała. No człowieku..

Niczego nie wmawiam. Po prostu jej piszę, żeby miała tą pewność. Bo znam też takie historie, w których takie babki po kilku tygodniach-miesiącach i tak wracały do takich partnerów. Albo nawet mieszkając już w innym miejscu, to potrafiły przyjeżdżać posprzątać, zakupy zrobić pijaczynie itp. I zawsze było do tego takie samo tłumaczenie - że ma wyrzuty sumienia, że go zostawiła, bo przecież nałóg to choroba. A jak to tak zostawić chorego partnera? To nie po bożemu....

I tak potem ciągnęło się to jeszcze kolejne lata.


A wiesz dlaczego tak napisałem?

Ano dlatego, ze mimo wszystko autorka nie brzmi na zbyt pewną siebie w tym względzie. Stąd pojawiają się u niej też i takie myśli:


ciągle mi się wydaje, że to gorzej wszystko brzmi opisane "na papierze" niż jest w rzeczywistości., bo przecież on nie zatacza się  co weekend, nie upija się aż do tego stopnia.

Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...


Bo tak działa współuzależnienie. I tej pewności nie będzie, więc nie można oczekiwać od autorki, że będzie pewna swojej decyzji i nie wróci po jakimś czasie.
Dlatego powinna koniecznie korzystać z terapii.

107

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
wieka napisał/a:

Bo tak działa współuzależnienie. I tej pewności nie będzie, więc nie można oczekiwać od autorki, że będzie pewna swojej decyzji i nie wróci po jakimś czasie.
Dlatego powinna koniecznie korzystać z terapii.


Dlatego tak ważne jest, aby nie mogła sobie niczego zarzucić. Bo im więcej niedokończonych spraw i im większe wątpliwości, tym większa szansa, że wróci. Albo, ze wpakuje się w kolejny związek z nałogowcem.

Czy terapia jej będzie potrzebna czy nie, to już decyzja specjalisty. Ważne jednak, żeby się skonsultowała.

108

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Najgorsze, że ciągle mam takie "a jesli to nigdy sie nie pogłębi i wszystko byłoby względnie ok? pozłościłabym sie tylko trochę w piątki, trochę w niedziele" Bo przeciez kilka lat temu cięzko mu było nie pić w tygodniu piwa, ale jakoś się z tym ogarnął, więc może nie jest aż tak zle i wcale to sie nie pogłębia...

Czy według ciebie wszystko jest ok, gdy on upija się co weekend, w dodatku na każdej imprezie to nie on chce być kierowcą? Siarę tobie tylko robi.
Weź zostaw mu namiary na jakieś spotkania AA, a sama jak najszybciej i jak najdalej uciekaj.

109 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-04 16:54:31)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Boisz się, że u niego to się nigdy nie pogłębi?
Przecież to już się wydarzyło.

alien92 napisał/a:

Przez jakiś czas pił dwa piwa w sobotę
Następnie czteropak
Później stwierdził ze piwo go za bardzo napełnia, zaczął pic whisky
Z pijącego piątku zrobiła sie również niedziela
Aktualnie sa to ok. dwie butelki wina w piątek oraz w niedziele

Czyli z dwóch piw w sobotę zrobiły się cztery butelki wina w każdy weekend. To dowód na to, że partner się uodparnia na działanie alkoholu, co jest typowe dla osób, które go nadużywają. Znam faceta, który wypija dwadzieścia piw dziennie, bo dla niego alkohol jest już jak woda. Według mnie podjęłaś słuszną decyzję i najlepsze, co możesz dla siebie zrobić, to wytrwać w niej. Mówię to jako dziecko alkoholiczki, które doskonale wie, jak wygląda życie z takim człowiekiem. Moja matka też początkowo piła niewiele. Ojciec podobnie jak Ty nie przepadał za alkoholem, dla niego jedno piwo raz na kilka tygodni było wystarczające, więc nierzadko zostawała z flaszką sam na sam, albo wychodziła do sąsiadów NA KAWĘ. Wiele razy pod jego nieobecność, żeby zdążyć wytrzeźwieć, zanim wrócił wieczorem z pracy. Jakoś w międzyczasie zaczęło się ściemnianie, że pójdzie do sklepu tylko po jedno piwo, a wracanie z całą reklamówką, którą ukrywała, żeby sobie podmieniać butelkę i udawać, że cały czas pije z tej samej. Puszki kitrała w koszu na pranie i innych dziwnych miejscach. Niby piła dość rzadko, ale jak już zaczynała, to nigdy nie potrafiła skończyć, dopóki wystarczyło jej funduszy. Z biegiem czasu ograniczyliśmy do minimum uczestniczenie w rodzinnych spotkaniach, weselach, urodzinach, bo za każdym razem upijała się niemal do nieprzytomności i odwalała dziwne akcje. Nigdy nie przyznała się do problemu. Zawsze powtarzała, że prawdziwy pijak to ten, co leży obszczany na ławce w parku, albo żebrze o dwa złote na ulicy. U niej w rodzinie również alkohol był czymś zupełnie normalnym, połowa jej licznego rodzeństwa i oboje rodziców regularnie zaglądało do butelki. Znajomych też szukała sobie takich, jak ona, żeby mieć z kim się napić. Jedna z koleżanek bardzo długo normalnie funkcjonowała w społeczeństwie, ale im częściej robiły sobie popijawy, tym bardziej traciła kontrolę. W pewnym momencie nie potrafiła już wytrzymać dnia bez procentów, więc zaczęła chodzić nietrzeźwa do pracy w szkole i została z niej dyscyplinarnie zwolniona. Wtedy ostatecznie poddała się nałogowi. Gdybyś zobaczyła ją przed i po, to ciężko byłoby uwierzyć, że to ta sama kobieta. Pamiętam do dziś, jak musieliśmy siłą wyciągnąć ją jako dzieciaki z naszego domu, żeby zakończyć kolejną wielogodzinną balangę, a jeszcze przy nas na klatce schodowej duszkiem wychyliła ćwiartkę. Zmarła kilka lat później na raka krtani.

Większość z nich prędzej czy później przegrywa z alkoholem. A warto pamiętać, że nadmierne picie może doprowadzić do uszkodzenia wielu narządów oraz poważnych zaburzeń psychicznych, takich jak choćby halucynoza alkoholowa. Co najbardziej przerażające, chorzy mogą słyszeć i widzieć różne rzeczy już na trzeźwo. Nawet gdy potem nie piją tygodniami, to u części z nich ten stan się utrzymuje. Nagle masz w domu nie tylko moczymordę wiecznie na głodzie, ale jeszcze paranoika i świra, który drze się po nocach, że nawiedzają go dusze zmarłych, albo ucieka przed niewidzialnym wrogiem. Osobiście NIGDY nie związałabym się z kimś, kto przesadza z piciem. Nawet gdyby poza tym był fajnym człowiekiem. Za duże ryzyko. Gra niewarta świeczki.

A żeby nie było, nie mam problemu z tym, że chłopak się czasem napije.

110

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Alessandro napisał/a:

Przerzucanie winy na innych to cecha osób uzależnionych. Wszyscy wokoło są winni, a oni to biedni pokrzywdzeni.



Wściekł się, że zadecydowałam beż żadnej rozmowy, ale rozmowy już były. I standardowo to ja wiecznie byłam niezadowolona przez 8 lat i "coś" mi nie pasowało, on przecież tyle zmienił dla mnie. Ja nigdy nie byłam tak zaangazowana jak on, a teraz sobie wymyśliłam powód żeby wreszcie go zostawić. I że to on zawsze tylko walczył o ten związek. I że on pije bo jest sam, nie jestem nim zainteresowana, że dużo bardziej by wolał spędzić razem wieczór. Odparłam, że to bardzo ciekawe bo wielokrotnie mnie pytał co planuje robić np w piątek, bo on to " balkonik" czyli picie na balkonie i jakos wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach.  Albo również w piatek jak przychodził z pracy i już od razu chciał pić, również wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach. Albo (to było w tamte wakacje) jak sie wkurzałam, że coś tam organizują na mieście ja chciałam iść ale on już był po dwóch drinkach i siedziałam wsciekła bo zrobił to bez konsutlacji.

To tak w skrócie  smile

111 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-02-04 21:16:27)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Autorko, trzymaj się. Teraz powinnaś skoncentrować się na sobie, na własnym zyciu. Powodzenia.

112

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:
Alessandro napisał/a:

Przerzucanie winy na innych to cecha osób uzależnionych. Wszyscy wokoło są winni, a oni to biedni pokrzywdzeni.



Wściekł się, że zadecydowałam beż żadnej rozmowy, ale rozmowy już były. I standardowo to ja wiecznie byłam niezadowolona przez 8 lat i "coś" mi nie pasowało, on przecież tyle zmienił dla mnie. Ja nigdy nie byłam tak zaangazowana jak on, a teraz sobie wymyśliłam powód żeby wreszcie go zostawić. I że to on zawsze tylko walczył o ten związek. I że on pije bo jest sam, nie jestem nim zainteresowana, że dużo bardziej by wolał spędzić razem wieczór. Odparłam, że to bardzo ciekawe bo wielokrotnie mnie pytał co planuje robić np w piątek, bo on to " balkonik" czyli picie na balkonie i jakos wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach.  Albo również w piatek jak przychodził z pracy i już od razu chciał pić, również wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach. Albo (to było w tamte wakacje) jak sie wkurzałam, że coś tam organizują na mieście ja chciałam iść ale on już był po dwóch drinkach i siedziałam wsciekła bo zrobił to bez konsutlacji.

To tak w skrócie  smile

Jest dokładnie tak jak napisał Alessandro; Teraz się dopiero dowiesz ile krzywdy mu zrobiłas, jak go nie rozumiałaś i jak go "dołowałaś" przez te 8 lat.

Najlepiej się odciąć od tego, nie kontaktować się z nim przez jakiś czas i darować sobie wysłuchiwanie tych wszelkich pretensji.
Teraz sama potrzebujesz czasu żeby się odnaleźć w tej nowej sytuacji i dojść do jakiej takiej równowagi.
Tylko nie pozwól mu wbić cię w poczucie winy.

113

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
wieka napisał/a:

Bo tak działa współuzależnienie. I tej pewności nie będzie, więc nie można oczekiwać od autorki, że będzie pewna swojej decyzji i nie wróci po jakimś czasie.
Dlatego powinna koniecznie korzystać z terapii.


Dlatego tak ważne jest, aby nie mogła sobie niczego zarzucić. Bo im więcej niedokończonych spraw i im większe wątpliwości, tym większa szansa, że wróci. Albo, ze wpakuje się w kolejny związek z nałogowcem.

Czy terapia jej będzie potrzebna czy nie, to już decyzja specjalisty. Ważne jednak, żeby się skonsultowała.


Nie mam aż tak dużo do zarzucenia. Ja mu ogromnie w życiu pomogłam, naprawdę, chociaż on chyba kompletnie tego nie widzi
Gdy kilka miesięcy  po tym gdy się poznaliśmy zawaliłl swoją działalność przez swoją nieodpowiedzialność i generalnie lekkie podejście do życia, zaproponowałam żeby wprowadził się do mnie, zostawił to za sobą i poszukal pracy w stolicy
Potem było jeszcze kilka sytuacji gdzie również mu pomagałam i wreszcie ostatnia gdy pożyczałam mu sporą sume na opłaty firmowe 
Ja wiem, że gdyby nie ja on by teraz nie był w tym miejscu - i to jest dośc obiektywne stwierdzenie, bo nawet jego matka to widziała
Nie wiem jaka siła musiałaby nastapić żeby on zobaczył ze ma realny problem z alkoholem, on po prostu lubi jego smak i tym się zasłania i okłamuje

114

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Salomonka napisał/a:
alien92 napisał/a:
Alessandro napisał/a:

Przerzucanie winy na innych to cecha osób uzależnionych. Wszyscy wokoło są winni, a oni to biedni pokrzywdzeni.



Wściekł się, że zadecydowałam beż żadnej rozmowy, ale rozmowy już były. I standardowo to ja wiecznie byłam niezadowolona przez 8 lat i "coś" mi nie pasowało, on przecież tyle zmienił dla mnie. Ja nigdy nie byłam tak zaangazowana jak on, a teraz sobie wymyśliłam powód żeby wreszcie go zostawić. I że to on zawsze tylko walczył o ten związek. I że on pije bo jest sam, nie jestem nim zainteresowana, że dużo bardziej by wolał spędzić razem wieczór. Odparłam, że to bardzo ciekawe bo wielokrotnie mnie pytał co planuje robić np w piątek, bo on to " balkonik" czyli picie na balkonie i jakos wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach.  Albo również w piatek jak przychodził z pracy i już od razu chciał pić, również wtedy mnie nie uwzględniał w swoich planach. Albo (to było w tamte wakacje) jak sie wkurzałam, że coś tam organizują na mieście ja chciałam iść ale on już był po dwóch drinkach i siedziałam wsciekła bo zrobił to bez konsutlacji.

To tak w skrócie  smile

Jest dokładnie tak jak napisał Alessandro; Teraz się dopiero dowiesz ile krzywdy mu zrobiłas, jak go nie rozumiałaś i jak go "dołowałaś" przez te 8 lat.

Najlepiej się odciąć od tego, nie kontaktować się z nim przez jakiś czas i darować sobie wysłuchiwanie tych wszelkich pretensji.
Teraz sama potrzebujesz czasu żeby się odnaleźć w tej nowej sytuacji i dojść do jakiej takiej równowagi.
Tylko nie pozwól mu wbić cię w poczucie winy.


Ostatnio trochę miałam wyrzuty, gdy on bardzo smutnym i przekonującym głosem w kłótni powiedział, że on tak pije sam, bo ja nie chce z nim spędzać czasu i mam go gdzieś. Ale potem sobie wyobraziłam jak proponuje mu pójście np. do muzeum zamiast picia w piątek i jego zachwyconą wcale nierozczarowana minę smile

115 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-02-04 20:37:13)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Nie mam aż tak dużo do zarzucenia. Ja mu ogromnie w życiu pomogłam, naprawdę, chociaż on chyba kompletnie tego nie widzi

Heh, nie kumasz, co?


Wielu aspektów współuzależnienia się nie dostrzega. A niestety osoby uzależnione to często-gęsto manipulanci. Będzie grał w czułe nuty jak robi to do tej pory. Ty mu pomagałaś - on cię oczerniał i obrzucił błotem, a ty......pomagałaś mu jeszcze mocniej. Dlatego chodziło mi o to, żebyś wykonała jeden, ostatni gest. Nie dla niego - dla siebie. Żeby właśnie nie mógł cię wpędzić w poczucie winy. Ostatni, pożegnalny gest.

Bo teraz to będziesz miała ciężko. Będzie ci robił koło pióra, jak to nie przyniesie rezultatu to będą dramy (bo znowu zawodowo zawali, bo się zachleje i wyląduje w szpitalu itp), a kiedy te nie przyniosą rezultatu, to będzie próbował udowadniać, że on się na pewno zmieni, ale jak mu pomożesz.

Ten terapeuta jest ci też potrzebny do samego procesu uwolnienia się z toksycznego związku. Żeby cię przeprowadził przez manipulacje ochlejusa.

116 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-02-04 20:56:40)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Mrs.Happiness napisał/a:

Boisz się, że u niego to się nigdy nie pogłębi?
Przecież to już się wydarzyło.

alien92 napisał/a:

Przez jakiś czas pił dwa piwa w sobotę
Następnie czteropak
Później stwierdził ze piwo go za bardzo napełnia, zaczął pic whisky
Z pijącego piątku zrobiła sie również niedziela
Aktualnie sa to ok. dwie butelki wina w piątek oraz w niedziele

Czyli z dwóch piw w sobotę zrobiły się cztery butelki wina w każdy weekend. To dowód na to, że partner się uodparnia na działanie alkoholu, co jest typowe dla osób, które go nadużywają. Znam faceta, który wypija dwadzieścia piw dziennie, bo dla niego alkohol jest już jak woda. Według mnie podjęłaś słuszną decyzję i najlepsze, co możesz dla siebie zrobić, to wytrwać w niej. Mówię to jako dziecko alkoholiczki, które doskonale wie, jak wygląda życie z takim człowiekiem. Moja matka też początkowo piła niewiele. Ojciec podobnie jak Ty nie przepadał za alkoholem, dla niego jedno piwo raz na kilka tygodni było wystarczające, więc nierzadko zostawała z flaszką sam na sam, albo wychodziła do sąsiadów NA KAWĘ. Wiele razy pod jego nieobecność, żeby zdążyć wytrzeźwieć, zanim wrócił wieczorem z pracy. Jakoś w międzyczasie zaczęło się ściemnianie, że pójdzie do sklepu tylko po jedno piwo, a wracanie z całą reklamówką, którą ukrywała, żeby sobie podmieniać butelkę i udawać, że cały czas pije z tej samej. Puszki kitrała w koszu na pranie i innych dziwnych miejscach. Niby piła dość rzadko, ale jak już zaczynała, to nigdy nie potrafiła skończyć, dopóki wystarczyło jej funduszy. Z biegiem czasu ograniczyliśmy do minimum uczestniczenie w rodzinnych spotkaniach, weselach, urodzinach, bo za każdym razem upijała się niemal do nieprzytomności i odwalała dziwne akcje. Nigdy nie przyznała się do problemu. Zawsze powtarzała, że prawdziwy pijak to ten, co leży obszczany na ławce w parku, albo żebrze o dwa złote na ulicy. U niej w rodzinie również alkohol był czymś zupełnie normalnym, połowa jej licznego rodzeństwa i oboje rodziców regularnie zaglądało do butelki. Znajomych też szukała sobie takich, jak ona, żeby mieć z kim się napić. Jedna z koleżanek bardzo długo normalnie funkcjonowała w społeczeństwie, ale im częściej robiły sobie popijawy, tym bardziej traciła kontrolę. W pewnym momencie nie potrafiła już wytrzymać dnia bez procentów, więc zaczęła chodzić nietrzeźwa do pracy w szkole i została z niej dyscyplinarnie zwolniona. Wtedy ostatecznie poddała się nałogowi. Gdybyś zobaczyła ją przed i po, to ciężko byłoby uwierzyć, że to ta sama kobieta. Pamiętam do dziś, jak musieliśmy siłą wyciągnąć ją jako dzieciaki z naszego domu, żeby zakończyć kolejną wielogodzinną balangę, a jeszcze przy nas na klatce schodowej duszkiem wychyliła ćwiartkę. Zmarła kilka lat później na raka krtani.

Większość z nich prędzej czy później przegrywa z alkoholem. A warto pamiętać, że nadmierne picie może doprowadzić do uszkodzenia wielu narządów oraz poważnych zaburzeń psychicznych, takich jak choćby halucynoza alkoholowa. Co najbardziej przerażające, chorzy mogą słyszeć i widzieć różne rzeczy już na trzeźwo. Nawet gdy potem nie piją tygodniami, to u części z nich ten stan się utrzymuje. Nagle masz w domu nie tylko moczymordę wiecznie na głodzie, ale jeszcze paranoika i świra, który drze się po nocach, że nawiedzają go dusze zmarłych, albo ucieka przed niewidzialnym wrogiem. Osobiście NIGDY nie związałabym się z kimś, kto przesadza z piciem. Nawet gdyby poza tym był fajnym człowiekiem. Za duże ryzyko. Gra niewarta świeczki.

A żeby nie było, nie mam problemu z tym, że chłopak się czasem napije.


Bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy, wyobrażam sobie jakie to musiało byc traumatyczne. Mam nadzieje, że mimo wszystko dobrze Ci się życie ułożyło smile



Te dawki na początku tak się u niego zmieniały bo były wymuszane przeze mnie, on pewnie z automatu od razu skończyłby z winami, skoro na jednym z pierwszych spotkan u mnie potrafi sam całe wypić smile
Ja mu to ograniczałam więc po każdym wypadzie gdzieś do rodziny lub z kolegą  wracał zalany.... prawdopodobnie musiał nadrobic "różnice". Nawet cos takiego takiego powiedział, że jak w domu w weekend będzie mógł sie napić to wtedy nie gdzies indziej nie będzie to dla niego takie atrakcyjne.
To brzmi strasznie chyba co? przecież człowiek bez nałogu nie powinien musieć "nadrabiac"

W tamtym roku jego wujek robił ogromna imprezę urodzinową, taką z tańcami itd, mój facet oczywiście rękami i nogami bronił się żeby nie byc kierowcą a jakże, więc wymyślił, ze zabierzemy się z jego wujkiem. Wujek był z nastoletnim synem więc na szczęście dość szybko się zwinęliśmy ok 1 w nocy. Poszliśmy do samochodu, mojego faceta nie ma, czekamy, dalej go nie było, więc wyszłam po niego, a on w najlepsze jeszcze sobie gawędził pijany i z wszystkimi zaliczał "rozchodniaczka". Byłam bardzo wściekła, bo jednak jego wujek robił nam przysługę, a musiał jeszcze na nas czekać.  Mija kolejna chwila, facet dalej się nie zjawia bo sie "żegna", W końcu łaskawie pojawił się, bardzo pijany...w połowie drogi przypomniał sobie, że zostawił plecak z kluczami od mieszkania....Kurtyna

Sam fakt, że doskonale wiedział, ze już wychodzimy, to ta kwestia wypicia jeszcze na odchodne była silniejsza i kompletnie się w tym zatracił, bo nawet gdy pierwszy raz po niego poszłam to nie zrobiło na nim wrażenia.

I gdyby to była jedyna taka sytuacja z alkoholem w jego wykonaniu to pewnie zamiast byc wściekła to bym sie może nawet uśmiechnęła, ale tak wyglądało większość imprez + to co było w domu. Założę się, ze teraz cała jego rodzina świętuje, że się mnie pozbyli, bo pewnie z boku uchodziłam za masakryczną sztywniarę, a ja juz miałam taki uraz do alkoholu w jego wykonaniu. Mnie już skręcało na samą mysl, jaki nagle stanie się "fajny" w towarzystwie i przy alkoholu, jak specjalnie będzie modulował głos przy żartach, żeby wyjść na jeszcze fajniejszego i zabawniejszego. On po prostu wtedy robił się tak szczęśliwym i ożywionym człowiekiem. A ja po prostu widziałam w tym zawsze coś niepokojącego

117

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:
alien92 napisał/a:

Nie mam aż tak dużo do zarzucenia. Ja mu ogromnie w życiu pomogłam, naprawdę, chociaż on chyba kompletnie tego nie widzi

Heh, nie kumasz, co?


Wielu aspektów współuzależnienia się nie dostrzega. A niestety osoby uzależnione to często-gęsto manipulanci. Będzie grał w czułe nuty jak robi to do tej pory. Ty mu pomagałaś - on cię oczerniał i obrzucił błotem, a ty......pomagałaś mu jeszcze mocniej. Dlatego chodziło mi o to, żebyś wykonała jeden, ostatni gest. Nie dla niego - dla siebie. Żeby właśnie nie mógł cię wpędzić w poczucie winy. Ostatni, pożegnalny gest.

Bo teraz to będziesz miała ciężko. Będzie ci robił koło pióra, jak to nie przyniesie rezultatu to będą dramy (bo znowu zawodowo zawali, bo się zachleje i wyląduje w szpitalu itp), a kiedy te nie przyniosą rezultatu, to będzie próbował udowadniać, że on się na pewno zmieni, ale jak mu pomożesz.

Ten terapeuta jest ci też potrzebny do samego procesu uwolnienia się z toksycznego związku. Żeby cię przeprowadził przez manipulacje ochlejusa.

Szczerze? Znam go dobrze i myślę, że na poczatku będzie próbował delikatnie wrócić z naciskiem na delikatnie, a potem odkryje jakie te zycie jest fajne i zabawne beze mnie, jak blisko ma szwagra i swoją rodzinę, z która chętnie pobaluje. Jak czuł się ze mną nieszczęśliwy, osaczony i ciągle osądzany.
Powiedział mi, że się ze mną nudził, bo nie byłam nim zainteresowana.
Między nami od jakichs dwóch lat naprawde się fatalnie układało, powiedział mi nawet, że przestał na mnie patrzeć jak na swoją partnerkę, a bardziej jestem "tylko" jak członek jego rodziny.
Więc myslę, ze obydwoje odżyjemy. I może za ok. rok gdy te nowe fajne zycie mu spowszechnieje, a opłaty go przytłoczą to sobie przypomni i zatęskni za tym stłamszeniem smile .
Ja mam nadzieję, że do tego czasu już będe bardzo ogarnięta i nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia

118

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

On po prostu wtedy robił się tak szczęśliwym i ożywionym człowiekiem.

Dlatego obstawiam jednak dwubiegunówkę.


„Samoleczenie” alkoholem

Etiologia tego zjawiska jest wieloczynnikowa. Pacjenci cierpiący na depresję, zanim trafią do specjalistycznej opieki psychiatrycznej, niekiedy próbują „leczyć” swoje objawy za pomocą alkoholu – zachowania takie mogą stać się wstępem do rozwoju uzależnienia. Ponadto u osób cierpiących na chorobę dwubiegunową skłonność do nadużywania substancji (w tym alkoholu) może być efektem stwierdzanego często w tej chorobie zaburzenia w sferze aktywności impulsywnej oraz częścią obrazu epizodu maniakalnego czy hipomaniakalnego. Podobnie jak w depresji nawracającej również w fazach depresyjnych choroby dwubiegunowej może występować zjawisko „samoleczenia się” alkoholem. Osoby cierpiące na zaburzenia afektywne używają też czasem alkoholu w celu redukcji lęku i napięcia (zaburzenia lękowe często współwystępują w chorobami afektywnymi) lub jako „lekarstwa” na nieprzyjemne społeczne, zawodowe, czy interpersonalne skutki choroby.

I mając na uwadze te jego huśtawki i zmiany trzeźwy-pijany, powiedz sama - pasuje?


Możesz sobie sama poczytać więcej na ten temat:

https://esperalszczecin.pl/blog/alkohol … biegunowa/


https://psychologiawpraktyce.pl/artykul … apeutyczne

119 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-04 22:07:13)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy, wyobrażam sobie jakie to musiało byc traumatyczne. Mam nadzieje, że mimo wszystko dobrze Ci się życie ułożyło smile

Dzięki, już dawno pogodziłam się z tym, że taka była. Teraz mocno choruje i picie oznaczałoby dla niej najpewniej szybki zgon, więc od paru lat jest trzeźwą alkoholiczką. Oczywiście do dziś utrzymuje, że problemu nigdy nie było. Co do mojego życia, to stało się na pewno o wiele lepsze, gdy wyniosłam się z rodzinnego domu. Im dalej od toksycznych ludzi, tym łatwiej człowiekowi odetchnąć pełną piersią.

alien92 napisał/a:

Ja mu to ograniczałam więc po każdym wypadzie gdzieś do rodziny lub z kolegą  wracał zalany.... prawdopodobnie musiał nadrobic "różnice". Nawet cos takiego powiedział, że jak w domu w weekend będzie mógł sie napić to wtedy nie gdzies indziej nie będzie to dla niego takie atrakcyjne.
To brzmi strasznie chyba co? przecież człowiek bez nałogu nie powinien musieć "nadrabiac"

Jakie to typowe. Czasem mam wrażenie, że alkoholicy to jakieś klony, wypuszczone z jednej taśmy, bo zachowania, teksty i wymówki mają niemal jeden do jeden te same. Jak opisałaś tę imprezę urodzinową wujka, gdy trzeba było namawiać partnera do wyjścia, chodzić go szukać po całym towarzystwie, by łaskawie zabrał swój zalany tyłek do domu, to na jego miejscu mogłabym postawić wielu ludzi z problemem alkoholowym, które znałam. Dla nich zawsze jest za mało. Zawsze musi być jeszcze ten jeden drink. Bo z tym kuzynem się jeszcze nie napił, a tamtemu niedługo urodzi się kolejne dziecko. Przecież nie wypada tego nie uczcić. Zresztą większość rodzin ma takiego wujka moczymordę, który na każdym weselu siedzi przyklejony do butelki i wszystkim polewa. Szczęście w nieszczęściu, że nie był agresywny, przynamniej na tym etapie, choć kto wie, co by się stało, gdybyś mu któregoś razu siłą zabrała alkohol, wylała drinka, czy opieprzyła go wprost przy innych.

alien92 napisał/a:

Sam fakt, że doskonale wiedział, ze już wychodzimy, to ta kwestia wypicia jeszcze na odchodne była silniejsza i kompletnie się w tym zatracił, bo nawet gdy pierwszy raz po niego poszłam to nie zrobiło na nim wrażenia.

Oni ogólnie wiedzą, że robią coś złego, tylko starają się zepchnąć to w najgłębsze odmęty umysłu. Twój partner nie bez powodu zatajał ilości wypitego alkoholu. Miał świadomość, że gdybyś wiedziała, ile w rzeczywistości w siebie wlewa, to kolejny raz usłyszałby, że sytuacja zaczyna go przerastać, a wolał zatkać uszy. Łatwiej sobie coś zracjonalizować, gdy nie docierają żadne argumenty z zewnątrz i nie psują zabawy.

alien92 napisał/a:

I gdyby to była jedyna taka sytuacja z alkoholem w jego wykonaniu to pewnie zamiast byc wściekła to bym sie może nawet uśmiechnęła, ale tak wyglądało większość imprez + to co było w domu. Założę się, ze teraz cała jego rodzina świętuje, że się mnie pozbyli, bo pewnie z boku uchodziłam za masakryczną sztywniarę, a ja juz miałam taki uraz do alkoholu w jego wykonaniu. Mnie już skręcało na samą mysl, jaki nagle stanie się "fajny" w towarzystwie i przy alkoholu, jak specjalnie będzie modulował głos przy żartach, żeby wyjść na jeszcze fajniejszego i zabawniejszego. On po prostu wtedy robił się tak szczęśliwym i ożywionym człowiekiem. A ja po prostu widziałam w tym zawsze coś niepokojącego

Nic dziwnego. Jeśli masz w rodzinie takich wujków, czy ciocie, o których wcześniej wspomniałam, to spróbuj sobie przypomnieć ich żony lub mężów i jak oni zachowują się w trakcie wszelkich zakrapianych imprez. Pod warunkiem, że nie dzielą wspólnie pasji do butelki, to zwykle partnerzy tych osób są spięci i widać, że tylko modlą się w duchu, żeby tym razem pijaczyna nie odwalił jakiejś akcji, nie pokłócił się z kimś, nie sprowokował bójki, nie narzygał na stół i nie sprawiał problemów, gdy trzeba będzie wyjść. Znam to z autopsji. Nie da się w towarzystwie takiego człowieka dobrze bawić i wyluzować. Bliscy mimowolnie zmieniają się w opiekunów, starają się go hamować, by pił mniej, by sięgał też po wodę, by coś zjadł.

120 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-02-04 22:49:23)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:

Dlatego obstawiam jednak dwubiegunówkę.

Nie wiem, czy co drugi alkoholik ma dwubiegunówkę, a z moich obserwacji wynika, że większość z nich ma takie wahania nastroju, gdy się napije. Moja matka też je miała. Na co dzień nie potrafiła powiedzieć, co ją gryzie, z kolei jak wypiła, to wylewała z siebie hektolitry szamba, bo wtedy wreszcie mogła być szczera. Mówiąc krótko, puszczają im hamulce, które na trzeźwo blokują pewne zachowania. Nie zastanawiają się, czy głupio wypadną, czy żart będzie kiepski, czy skrzywdzą kogoś bliskiego. Tylko bez spiny brylują w towarzystwie, przynajmniej swoim zdaniem, bo widownia niejednokrotnie ma ciary żenady. Niektórzy stają się kłótliwi i agresywni. Płaczą, opowiadają jakieś smutne historie ze swojego życia. Zdradzają. Czasem w ciągu paru godzin samopoczucie potrafi im się zmienić kilka razy. Oczywiście ma to związek z różnymi problemami psychicznymi, brakiem kontroli nad własnymi emocjami, czy wspomnianą depresją. Ludzie używają alkoholu do zapicia smutków, dodania sobie odwagi, wygłuszenia lub wręcz przeciwnie, stworzenia łącznika między nimi a skrytymi uczuciami i pragnieniami. Wielu myśli, że sobie w ten sposób pomaga. Zresztą nierzadko otoczenie przykłada do tego rękę, bo ile razy bywa, że ktoś przyjdzie z problemem, a znajomi jako rozwiązanie proponują mu pójście na drinka, czy dosłownie wspólne zalanie się w trupa, żeby się trochę wyluzował.

121

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Szczerze? Znam go dobrze i myślę, że na poczatku będzie próbował delikatnie wrócić z naciskiem na delikatnie, a potem odkryje jakie te zycie jest fajne i zabawne beze mnie, jak blisko ma szwagra i swoją rodzinę, z która chętnie pobaluje. Jak czuł się ze mną nieszczęśliwy, osaczony i ciągle osądzany.
Powiedział mi, że się ze mną nudził, bo nie byłam nim zainteresowana.
Między nami od jakichs dwóch lat naprawde się fatalnie układało, powiedział mi nawet, że przestał na mnie patrzeć jak na swoją partnerkę, a bardziej jestem "tylko" jak członek jego rodziny.
Więc myslę, ze obydwoje odżyjemy. I może za ok. rok gdy te nowe fajne zycie mu spowszechnieje, a opłaty go przytłoczą to sobie przypomni i zatęskni za tym stłamszeniem smile .
Ja mam nadzieję, że do tego czasu już będe bardzo ogarnięta i nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia

Nie znam człowieka, ale nie byłabym taka pewna, że ta historia będzie miała szybkie zakończenie. Ludzie z problemem alkoholowym są zbyt nieprzewidywalni, by coś zakładać. Po pierwsze, będzie mu pewnie bardzo ciężko przyjąć do wiadomości, że z nim zerwałaś, ponieważ za dużo pije, skoro od lat ucieka przed dostrzeżeniem swojego problemu. Wątpię, że komukolwiek się do tego przyzna, chyba że w kontekście zrobienia z Ciebie wariatki, której przeszkadzało, że facet chciał sobie kulturalnie wypić lampkę wina przy weekendzie. Kolejna sprawa, to mimo wszystko hamowałaś rozwój nałogu. Gdy zacznie pić kiedy tylko mu się zachce, czyli również w tygodniu, jak z początku, to w chwilach jasności umysłu może zatęsknić za kimś, kto trzymał go na powierzchni. Podobnie jak z tego powodu coś wreszcie zawali. Niemniej będę trzymała kciuki, żebyś dała radę się od niego raz na zawsze uwolnić i żebyś mu nie uległa, gdyby jednak zechciał wrócić.

122

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Mrs.Happiness napisał/a:

Nie wiem, czy co drugi alkoholik ma dwubiegunówkę

Raczej w drugą stronę. Dwubiegunowi mają ogromną skłonność do uzależnień.


Zresztą nierzadko otoczenie przykłada do tego rękę, bo ile razy bywa, że ktoś przyjdzie z problemem, a znajomi jako rozwiązanie proponują mu pójście na drinka, czy dosłownie wspólne zalanie się w trupa, żeby się trochę wyluzował.


Jeśli jest to epizod, to nie ma w tym nic szczególnego. Jeśli jest to stały schemat radzenia sobie z silniejszymi emocjami (w sensie upijanie się, a nie spożywanie samo w sobie), to faktycznie jest to problem. Jako ludzkość bardzo lubimy substancje zmieniające nasz nastrój i psychikę więc taki sposób zachowania nie powinien aż tak bardzo zaskakiwać.

123 Ostatnio edytowany przez alien92 (2025-02-05 12:16:26)

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:

On po prostu wtedy robił się tak szczęśliwym i ożywionym człowiekiem.

Dlatego obstawiam jednak dwubiegunówkę.


„Samoleczenie” alkoholem

Etiologia tego zjawiska jest wieloczynnikowa. Pacjenci cierpiący na depresję, zanim trafią do specjalistycznej opieki psychiatrycznej, niekiedy próbują „leczyć” swoje objawy za pomocą alkoholu – zachowania takie mogą stać się wstępem do rozwoju uzależnienia. Ponadto u osób cierpiących na chorobę dwubiegunową skłonność do nadużywania substancji (w tym alkoholu) może być efektem stwierdzanego często w tej chorobie zaburzenia w sferze aktywności impulsywnej oraz częścią obrazu epizodu maniakalnego czy hipomaniakalnego. Podobnie jak w depresji nawracającej również w fazach depresyjnych choroby dwubiegunowej może występować zjawisko „samoleczenia się” alkoholem. Osoby cierpiące na zaburzenia afektywne używają też czasem alkoholu w celu redukcji lęku i napięcia (zaburzenia lękowe często współwystępują w chorobami afektywnymi) lub jako „lekarstwa” na nieprzyjemne społeczne, zawodowe, czy interpersonalne skutki choroby.

I mając na uwadze te jego huśtawki i zmiany trzeźwy-pijany, powiedz sama - pasuje?


Możesz sobie sama poczytać więcej na ten temat:

https://esperalszczecin.pl/blog/alkohol … biegunowa/


https://psychologiawpraktyce.pl/artykul … apeutyczne



Nie sądzę. Nie chodzi o to, że ze mną sam na sam był niezadowolonym gburem, po prostu na wszelkich wypadach czy imprezach on od razu stawał sie promienny, po prostu czuje się tam jak ryba w wodzie i uwielbia te "klimaty". Stąd tez nie wierze ze w najbliższej przyszłości on zauważy, że ma jakis problem
Dodatkowo on wyrósł w środowisku gdzie tego alkoholu zawsze wszędzie było dużo
To nie przypadek, ze jest "spokojny i wycofany" i sięgał po alkohol z powodu stresów i w taki sposób się uzależnił
On lubi alkohol, lubi towarzystwo, więc w takiej konfiguracji myslę, że jeszcze trudniej dostrzeć swój problem

124

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Dwubiegunówka ma inne objawy do zauważenia, nie tylko zmienność nastrojów, więc to, że mu się oczy świeciły na widok alkoholu nie świadczy o tej chorobie.
A jeśli nawet, to trzeba daleko od niego uciekać tak czy tak.

125

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Mrs.Happiness napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Dlatego obstawiam jednak dwubiegunówkę.

Nie wiem, czy co drugi alkoholik ma dwubiegunówkę, a z moich obserwacji wynika, że większość z nich ma takie wahania nastroju, gdy się napije. Moja matka też je miała. Na co dzień nie potrafiła powiedzieć, co ją gryzie, z kolei jak wypiła, to wylewała z siebie hektolitry szamba, bo wtedy wreszcie mogła być szczera. Mówiąc krótko, puszczają im hamulce, które na trzeźwo blokują pewne zachowania. Nie zastanawiają się, czy głupio wypadną, czy żart będzie kiepski, czy skrzywdzą kogoś bliskiego. Tylko bez spiny brylują w towarzystwie, przynajmniej swoim zdaniem, bo widownia niejednokrotnie ma ciary żenady. Niektórzy stają się kłótliwi i agresywni. Płaczą, opowiadają jakieś smutne historie ze swojego życia. Zdradzają. Czasem w ciągu paru godzin samopoczucie potrafi im się zmienić kilka razy. Oczywiście ma to związek z różnymi problemami psychicznymi, brakiem kontroli nad własnymi emocjami, czy wspomnianą depresją. Ludzie używają alkoholu do zapicia smutków, dodania sobie odwagi, wygłuszenia lub wręcz przeciwnie, stworzenia łącznika między nimi a skrytymi uczuciami i pragnieniami. Wielu myśli, że sobie w ten sposób pomaga. Zresztą nierzadko otoczenie przykłada do tego rękę, bo ile razy bywa, że ktoś przyjdzie z problemem, a znajomi jako rozwiązanie proponują mu pójście na drinka, czy dosłownie wspólne zalanie się w trupa, żeby się trochę wyluzował.

Mój był zawsze bardziej wylewny po alkoholu i miał potrzebę rozmów, robił się bardzo rozmowny

Gdy ostatnio czytałam sobie te nasze bardzo stare rozmowy i ja robiłam mu wyrzuty, że łamie naszą umowę, on wmawiał mi, że jestem przewrażliwiona i żebym to ja pomyslała o terapii, to padło tam moje stwierdzenie, ze widzę ze konsultował to wszystko ze swoim przyjacielem, bo używa zdań, których nigdy wcześniej nie używał i że to on go buntuje, że przesadzam.
Więc tak, on miał/ma zawsze wsparcie otoczenia w swoim piciu. I nikt nigdy nie zadał sobie pytania czy faktycznie nie jest to przesada.
On jest ze środowiska gdzie tego alkoholu jest bardzo dużo, wręcz robia wszystko żeby znalezc okazje do świętowania
I faktycznie myslę, że trochę wstrzymałam rozwój jego uzależnienia, myslę ze gdyby mnie nie poznał byłby juz naprawde mocno rozpity i nie miał żadnego planu na siebie.

126

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Jack Sparrow napisał/a:

Raczej w drugą stronę. Dwubiegunowi mają ogromną skłonność do uzależnień.

Być może, ale nadal nie uważam, by ten problem dotyczył partnera autorki.

Jack Sparrow napisał/a:

Jeśli jest to epizod, to nie ma w tym nic szczególnego. Jeśli jest to stały schemat radzenia sobie z silniejszymi emocjami (w sensie upijanie się, a nie spożywanie samo w sobie), to faktycznie jest to problem. Jako ludzkość bardzo lubimy substancje zmieniające nasz nastrój i psychikę więc taki sposób zachowania nie powinien aż tak bardzo zaskakiwać.

Nikt się przecież nie rodzi z takim schematem, tylko go nabywa. Jeśli za każdym razem, gdy przychodzi z problemem do bliskich, oni wyciągają flaszkę, to prędzej czy później pojawiają się w mózgu skojarzenia, że jak coś się dzieje, to należy pić, bo to uśmierzy ból. Zwłaszcza, że przecież do pewnego momentu to faktycznie działa i daje złudzenie cudownego lekarstwa. Wydaje mi się, że mężczyźni bardzo często mają z tym styczność, rzadko który kumpel powie, żeby się chłop wypłakał, przeżył normalnie swoje emocje, tylko prędzej zaproponuje pójście do baru. Mnie to nie zaskakuje, ale uważam, że jest bardzo destrukcyjne. Tym bardziej, że niektórzy nie potrafią przyjąć kulturalnej odmowy i tak długo kogoś przekonują, aż ten ugnie się pod ich presją. Jak jest w złym stanie emocjonalnym, to dużo łatwiej nim manipulować. Bardzo nie lubię takich ludzi, nawet przez myśl im nie przejdzie, że dany człowiek może mieć słabą psychikę i pchają go właśnie w kierunku przepaści.

127

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Nie sądzę. Nie chodzi o to, że ze mną sam na sam był niezadowolonym gburem, po prostu na wszelkich wypadach czy imprezach on od razu stawał sie promienny, po prostu czuje się tam jak ryba w wodzie i uwielbia te "klimaty". Stąd tez nie wierze ze w najbliższej przyszłości on zauważy, że ma jakis problem
Dodatkowo on wyrósł w środowisku gdzie tego alkoholu zawsze wszędzie było dużo
To nie przypadek, ze jest "spokojny i wycofany" i sięgał po alkohol z powodu stresów i w taki sposób się uzależnił
On lubi alkohol, lubi towarzystwo, więc w takiej konfiguracji myslę, że jeszcze trudniej dostrzeć swój problem

Ale jednak pisałaś, że jak byliście sami w domu, to często w weekend wolał nigdzie nie wychodzić, tylko posiedzieć przy flaszce. Jak w piątek się upijał, to sobotę pewnie chorował, a w niedzielę robił powtórkę z rozrywki. Mógł przecież zaproponować kino, teatr, spacer, potem kolację i nawet wypić sobie w restauracji kulturalnie jednego czy ze dwa drinki. Mimo to bardziej kuszące wydało mu się obalenie za jednym zamachem dwóch butelek wina, co poza domem byłoby znacznie utrudnione, bo wiedział z doświadczenia, że miałabyś o to pretensje i zepsuła mu zabawę swoim narzekaniem. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale widzę to tak, że stawał się bardzo towarzyski i chętnie opuszczał mieszkanie wtedy, gdy miał pewność, że będzie można się wspólnie napić. Niektórzy tak mają. Bez alkoholu to nie warto nawet nogi wystawić za próg. Kiedyś mnie rozwaliło, jak mi koleżanka powiedziała, że choć wolałaby tego nie robić, to kupuje wódkę na komunię świętą swojego dziecka, bo pół rodziny by później narzekało, że zrobiła "imprezę" bez picia. Dramat.

128

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
alien92 napisał/a:

Mój był zawsze bardziej wylewny po alkoholu i miał potrzebę rozmów, robił się bardzo rozmowny

Gdy ostatnio czytałam sobie te nasze bardzo stare rozmowy i ja robiłam mu wyrzuty, że łamie naszą umowę, on wmawiał mi, że jestem przewrażliwiona i żebym to ja pomyslała o terapii, to padło tam moje stwierdzenie, ze widzę ze konsultował to wszystko ze swoim przyjacielem, bo używa zdań, których nigdy wcześniej nie używał i że to on go buntuje, że przesadzam.
Więc tak, on miał/ma zawsze wsparcie otoczenia w swoim piciu. I nikt nigdy nie zadał sobie pytania czy faktycznie nie jest to przesada.
On jest ze środowiska gdzie tego alkoholu jest bardzo dużo, wręcz robia wszystko żeby znalezc okazje do świętowania
I faktycznie myslę, że trochę wstrzymałam rozwój jego uzależnienia, myslę ze gdyby mnie nie poznał byłby juz naprawde mocno rozpity i nie miał żadnego planu na siebie.

Alkoholicy generalnie bardzo lubią koloryzować. Jeśli faktycznie konsultował się wtedy z kolegą, to pewnie opowiadał historię w ten sposób, że on sobie wypije piwko przy weekendzie, a baba ma wiecznie pretensje i nie daje mu normalnie odpocząć po całym tygodniu pracy. Jakby ujął to tak, jak było naprawdę, czyli cztery butelki wina pite regularnie w samotności na balkonie, to wiele osób spojrzałoby na niego inaczej. Rzecz jasna, o ile również nie mają takich ciągotek, bo swój swojego zawsze będzie bronił. Wspominałaś, że jego matka kiedyś powiedziała, że gdyby miał inną dziewczynę, taką, która podzielałaby zamiłowanie do picia, to pewnie już dawno by popłynął, czyli ona wiedziała doskonale co za ziółko z jej synka.

129

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Mrs.Happiness napisał/a:
alien92 napisał/a:

Nie sądzę. Nie chodzi o to, że ze mną sam na sam był niezadowolonym gburem, po prostu na wszelkich wypadach czy imprezach on od razu stawał sie promienny, po prostu czuje się tam jak ryba w wodzie i uwielbia te "klimaty". Stąd tez nie wierze ze w najbliższej przyszłości on zauważy, że ma jakis problem
Dodatkowo on wyrósł w środowisku gdzie tego alkoholu zawsze wszędzie było dużo
To nie przypadek, ze jest "spokojny i wycofany" i sięgał po alkohol z powodu stresów i w taki sposób się uzależnił
On lubi alkohol, lubi towarzystwo, więc w takiej konfiguracji myslę, że jeszcze trudniej dostrzeć swój problem

Ale jednak pisałaś, że jak byliście sami w domu, to często w weekend wolał nigdzie nie wychodzić, tylko posiedzieć przy flaszce. Jak w piątek się upijał, to sobotę pewnie chorował, a w niedzielę robił powtórkę z rozrywki. Mógł przecież zaproponować kino, teatr, spacer, potem kolację i nawet wypić sobie w restauracji kulturalnie jednego czy ze dwa drinki. Mimo to bardziej kuszące wydało mu się obalenie za jednym zamachem dwóch butelek wina, co poza domem byłoby znacznie utrudnione, bo wiedział z doświadczenia, że miałabyś o to pretensje i zepsuła mu zabawę swoim narzekaniem. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale widzę to tak, że stawał się bardzo towarzyski i chętnie opuszczał mieszkanie wtedy, gdy miał pewność, że będzie można się wspólnie napić. Niektórzy tak mają. Bez alkoholu to nie warto nawet nogi wystawić za próg. Kiedyś mnie rozwaliło, jak mi koleżanka powiedziała, że choć wolałaby tego nie robić, to kupuje wódkę na komunię świętą swojego dziecka, bo pół rodziny by później narzekało, że zrobiła "imprezę" bez picia. Dramat.


Tak było, ale to raczej nie wynika z dwubiegónówki, jak mu to ktos zarzucał, a po prostu juz od dłuższego czasu nam się nie układało. Coraz bardziej był sfrustrowany swoim "nudnym" życiem ze mną i faktem, ze coraz gorzej znosiłam weekendy, więc z automatu tez się dystansowałam w tej relacji. Myślę, że czuł sie ze mną naprawde ograniczany, stąd był taki szczęśliwy gdy nagle mógł być w swoim żywiole.

Zerwaliśmy przed weekendem i widze ze cały weekend wstawał po 13 sądząc po jego aktywności na mesangerze... dzisiaj np pojawił się dopiero po 11. Także... no jest grubo smile
Zwykle ze mna nigdy w tygodniu nie zdarzyło mu się tak długo spać.
Mozna oczywiście mówć ze pewnie jest załamany i dlatego tak poleciał, ale niestety obawiam się, ze tak to już teraz będzie wyglądać

130

Odp: Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?
Mrs.Happiness napisał/a:
alien92 napisał/a:

Mój był zawsze bardziej wylewny po alkoholu i miał potrzebę rozmów, robił się bardzo rozmowny

Gdy ostatnio czytałam sobie te nasze bardzo stare rozmowy i ja robiłam mu wyrzuty, że łamie naszą umowę, on wmawiał mi, że jestem przewrażliwiona i żebym to ja pomyslała o terapii, to padło tam moje stwierdzenie, ze widzę ze konsultował to wszystko ze swoim przyjacielem, bo używa zdań, których nigdy wcześniej nie używał i że to on go buntuje, że przesadzam.
Więc tak, on miał/ma zawsze wsparcie otoczenia w swoim piciu. I nikt nigdy nie zadał sobie pytania czy faktycznie nie jest to przesada.
On jest ze środowiska gdzie tego alkoholu jest bardzo dużo, wręcz robia wszystko żeby znalezc okazje do świętowania
I faktycznie myslę, że trochę wstrzymałam rozwój jego uzależnienia, myslę ze gdyby mnie nie poznał byłby juz naprawde mocno rozpity i nie miał żadnego planu na siebie.

Alkoholicy generalnie bardzo lubią koloryzować. Jeśli faktycznie konsultował się wtedy z kolegą, to pewnie opowiadał historię w ten sposób, że on sobie wypije piwko przy weekendzie, a baba ma wiecznie pretensje i nie daje mu normalnie odpocząć po całym tygodniu pracy. Jakby ujął to tak, jak było naprawdę, czyli cztery butelki wina pite regularnie w samotności na balkonie, to wiele osób spojrzałoby na niego inaczej. Rzecz jasna, o ile również nie mają takich ciągotek, bo swój swojego zawsze będzie bronił. Wspominałaś, że jego matka kiedyś powiedziała, że gdyby miał inną dziewczynę, taką, która podzielałaby zamiłowanie do picia, to pewnie już dawno by popłynął, czyli ona wiedziała doskonale co za ziółko z jej synka.


Z jednej strony na pewno miała trochę świadomości a z drugiej sama wielokrotnie wymyslała powody do napicia. Więc niestety nikt tam nie traktuje realnie zagrożenia jakim jest alkoholizm

Posty [ 66 do 130 z 143 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to jeszcze jest spożywanie alkoholu w granicach normy?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024