LostAndSad napisał/a:jakról napisał/a:I trochę sobie ten związek wymyśliłaś - wy widzieliście sie tylko 8 razy!
Nie zmyśliłam sobie związku. My nie jesteśmy w związku.
Związek nie jako związek, a bardziej jako relacja.
Po co od niego odbierasz?
Niech se chłop dzwoni albo z żoną pogada.
Działam powoli. Zauważyłam, że szybkie, nagłe cięcia się w moim przypadku nie sprawdzają. Powolutku powolutku aż pewnego dnia ten telefon przestanie dzwonić. Myślę że on już widzi zmianę we mnie, a ja też jestem już inna, nie doszłam jeszcze do pełni sił by zacząć go olewać, ale myślę, że już to się dzieje. Jak dziś rozmawialiśmy, nie było już z mojej strony och i ach. Skończyły się zachwyty i oczekiwania. Gadałam jak z kolegą, ale takim który coraz bardziej zaczyna mnie irytować.
Stan zakochania trwa około 2 lat, ja już półtora roku w tym prawie siedzę, już jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej aż w końcu zapomnę. Przy takim braku pożywki jaką byłby realny, namacalny kontakt, to musi w końcu zdechnąć.
Zresztą on na to pracuje, bo coraz rzadziej się odzywa, a jego telefon ponoć został już przez nią objęty wzmożoną inwigilacją. Jakby podejrzewała że coś nawywijał pod jej niedawną nieobecność.
Dla mnie w ogóle nie do pojęcia jest, abstrachujac już od tego czy gość zdradza żonę czy nie, jak w ogóle zdrowy na umyśle facet może pozwolić tak sie zdewaluować kobiecie, tak wleźć jej pod pantofel że spod niego go nawet nie widać, bo spowiada jej się dosłownie z każdej minuty dnia, tam wszystko jest wyliczone, nawet 20 minut na sklep. Wszelkie odstępstwa już są wywąchiwane, a czemu się spóźniłeś 5 minut, a co tak długo kupowałeś...gdzie byłeś te dodatkowe 5 minut. No czeski film.
Kto normalny coś takiego wytrzymuje?
Rozumiem żeby tak się zachowywała nastolatka a nie dojrzała baba.
A on że tak sobie daje, też niepojęte.
Dziś mi powiedział, że przez te 5 ostatnich dni ani razu nie zadzwonił bo ona bite 5 dni była cały czas koło niego i wszędzie z nim łaziła. Nawet na wyjazd do jego dentystki się wepchala. To nie jest normalne.
A on ma chyba dwa oblicza, w domu potulny pantofel przerządzającej wszystkim hetery, a na zewnątrz bawidamek. Coraz bardziej mi się to spina w całość. On tak podrywa te kobiety, bo odbija sobie to co czuje w domu, a tam ma g...wno do powiedzenia.
Coraz mniej mam ochotę na kontakt z kimś, kto po każdym spotkaniu i przyciągnięciu mnie do siebie, stosował technikę odpychania. To mnie na maksa dezorientowało i choć taka czerwona lampka mi się zapaliła już po drugiej takiej sytuacji, byłam jeszcze zbyt zadurzona, by to zobaczyć w pełni. Jeszcze patrzyłam przez różowe okulary, jeszcze go tłumaczyłam wyrzutami sumienia które pewnie ma wobec żony.
Ale on znajomość ciągle kontynuował, tam nie było żadnej przerwy z jego inicjatywy, było kilka z mojej.
Zatem jeśli ciągle w to brnął, po to tylko by po spotkaniach ze mną mieć kaca moralnego, to jest z nim coś mocno nie tak.
Ja wobec swojego męża NIE miałam żadnych wyrzutów, po tym jak przez kilka lat zrobił z mojego poczucia wartości sito i przez którego zaczęłam sama siebie nienawidzić.
Teraz jednak widzę, że skrzydła wyrosły mi tylko na krótko, teraz znów ich nie mam, wracam do punktu wyjścia a jedyne co ten romans mi dał to to, że widzę jak bardzo mąż się mylił jadąc mi że nikt mnie już nie zechce, jeszcze poczułam co to znaczy się podobać i co to znaczy jak ktoś naprawdę stara się w łóżku.
No może jeszcze jedno mi ten romans dał: jak ktoś wyżej słusznie napisał, lekcję życia. Nigdy więcej z żonatym, nawet jakby cały świat wokół powtarzał mi, że jego małżeństwo to jest układ gdzie on co parę lat ma kogoś nowego na boku.
I co z tego...
Ja byłam gotowa nawet na bycie tą drugą, ale przy kontakcie z raz w miesiącu na żywo. Lubiłam go na tyle mocno, tak ciepło o nim myślałam, że byłam gotowa byc tylko koleżanką z benefitami, wszystko wydawało mi się lepsze niż brak kontsktu.Niestety nawet tego spotkania regularnego raz na miesiąc nie umiał dać więc niech spada