Witajcie.
Jestem w trudnej sytuacji życiowej. Proszę o dobre rady, może spojrzenie kogoś z boku, rozjaśni mi nieco w głowie.
Otóż, jestem mężatką od 6 lat, mam trzyletnie dziecko i... romans od pół roku. Z mężem od dawna mi się nie układa, jesteśmy jakby z dwóch różnych światów. Brak bliskości, czułości, rozmowy i seksu że strony męża sprawił, że zaczęłam tego szukać poza związkiem. I znalazłam, przez internet. Piszemy i rozmawiamy że sobą od pół roku, codziennie, spotkaliśmy się dziewięć razy.Jesteśmy w sobie zakochani, on jest kawalerem w tym samym wieku co ja,30+. Chce żebym odeszła od męża z którym jestem nieszczęśliwa. Twierdzi, że wiecznie nie będzie na mnie czekał, chce po moim rozwodzie się ze mną spotykać i mówi, że zobaczymy jak będzie. Zachowuje się bardzo asekuracyjnie. Nie jestem go do końca pewna i boję się odejść od męża.Boję się, że zostanę sama z dzieckiem. Raz mówi o mnie że chciałby taką żonę, potem jakby się wycofuje. Nie wiem co o tym myśleć, proszę doradźcie mi coś.
2 2017-04-26 06:10:31 Ostatnio edytowany przez Teufel (2017-04-26 06:11:16)
Witajcie.
Jestem w trudnej sytuacji życiowej. Proszę o dobre rady, może spojrzenie kogoś z boku, rozjaśni mi nieco w głowie.
Otóż, jestem mężatką od 6 lat, mam trzyletnie dziecko i... romans od pół roku. Z mężem od dawna mi się nie układa, jesteśmy jakby z dwóch różnych światów. Brak bliskości, czułości, rozmowy i seksu że strony męża sprawił, że zaczęłam tego szukać poza związkiem. I znalazłam, przez internet. Piszemy i rozmawiamy że sobą od pół roku, codziennie, spotkaliśmy się dziewięć razy.Jesteśmy w sobie zakochani, on jest kawalerem w tym samym wieku co ja,30+. Chce żebym odeszła od męża z którym jestem nieszczęśliwa. Twierdzi, że wiecznie nie będzie na mnie czekał, chce po moim rozwodzie się ze mną spotykać i mówi, że zobaczymy jak będzie. Zachowuje się bardzo asekuracyjnie. Nie jestem go do końca pewna i boję się odejść od męża.Boję się, że zostanę sama z dzieckiem. Raz mówi o mnie że chciałby taką żonę, potem jakby się wycofuje. Nie wiem co o tym myśleć, proszę doradźcie mi coś.
Dziewczyno nie wchodź w to, teraz szykuję sie do pracy to nie mam za bardzo czasu ale później wyłuskam Ci swoje racje.
Typowa historia. Wiesz jak to będzie wyglądać? Ten Twój kochanek zwyczajnie zostawi Cię prędzej lub później - to mi ciężko stwierdzić, kiedy dokładnie. Zaciągnie Cię do łóżka, zdarzy się pierwsza lepsza kłótnia i zabierze się z Twojego życia, gwarantuję Ci to. Te wszystkie romanse nigdy nie wychodzą... Potem tylko kolejny temat na forum powstaje tego samego autora pt. "zniszczyłam sobie życie, jak wrócić do męża".
Z tego co mówisz, to sytuacja w związku jest kiepska. Próbowałaś z mężem o tym rozmawiać? Jeśli tak, to w jaki sposób i ile razy? Jeśli nie, to dlaczego?
popros o zabezpieczenie
niech Ci przeleje na konto 120 000 zl zanim odejrziesz od meza ![]()
a potem zobsczycie jak bedzie
jak sie nie uda kupisz sobie cos ladnego na pocieszenie
5 2017-04-26 07:55:15 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2017-04-26 07:57:52)
Kochanek zachowuje się asekuracyjnie ...
Widocznie zdaje sobie sprawę z tego, ze skoro zdradzałas z nim, to możesz zdradzać również jego.
Domyśla się , ze początki Twojej znajomosci z mężem były również romantyczne a teraz wieszasz psy na mężu .
Kochanek wie, ze dopóki jest kochankiem to będzie romantycznie , kiedy wejdzie w kalosze męża , stanie się kolejnym "winowajca".
A poza tym, dopóki jest kochankiem nie musi borykać się codziennością w której już zawsze będzie Twoje dziecko oraz jego ojciec.
Nie jestem go do końca pewna i boję się odejść od męża.Boję się, że zostanę sama z dzieckiem.
Co ten mąż tak strasznego zrobił, że zasłużył sobie na bycie nieświadomą zapchajdziurą dla kobiety, która pomimo bycia dorosłą nie potrafi i nie chce ponieść konsekwencji własnych działań? Nie wiem, zastraszył, że Cię zamorduje jak odejdziesz i goryla potrzebujesz?
Co do romansu - obstawiam, że nic nie wyjdzie. Teraz są emocje związane z faktem, że relacja jest ukryta, nie jest "przechodzona", nie ma prozy codzienności... A potem facet pewnie sobie uświadomi, że właściwie to nie jest mu niezbędna niewierna partnerka z cudzym dzieckiem u boku. Do tego jeszcze zapewne "wymagająca wsparcia", zwłaszcza jak się mąż dowie i zechce rozwodu z Twojej winy, co zwykle się ciągnie i ciągnie.
Oczywiście, że wiele razy rozmawiałem z mężem, prosiłam żebyśmy zadbali o nasze małżeństwo. Ja dbałam o naszą relację przez kilka lat, a on mnie odrzucał. Wreszcie zaczęłam być obojętna i też nie zauważyłam żeby cokolwiek mu w tym przeszkadzało. Kiedy już wszystko zawiodło zaczęłam szukać kogoś poza małżeństwem.
Nie planowałam romansu, ale stało się. Głodna bliskości, uczuć, seksu po prostu przepadłam.
A kochanek wymaga rozwodu, ale zaznacza abym zrobiła to dla siebie, nie z jego powodu, zeby nie miał wyrzutów sumienia jeśli nam nie wyjdzie. Czy to jest w porządku? Mówi, że nie będzie wiecznie czekał, ja to rozumiem, że chce z kimś być na co dzień, z drugiej strony nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. Nie wiem czy nagle mu się nie znudzi.
Nie chodzi tutaj tylko o emocje, a już na pewno nie bawi nas ukrywanie się. Oboje chcemy wspólnej codzienności, prawdziwego związku. Jesteśmy podobni emocjonalnie, potrafimy rozmawiać ze sobą, tego brakuje w moim małżeństwie.Wierzę, że udałoby nam się stworzyć coś trwałego, jednak to jego asekuracyjne zachowanie budzi mój strach. Nie wiem czy słusznie?
Kochanek zachowuje się asekuracyjnie ...
Widocznie zdaje sobie sprawę z tego, ze skoro zdradzałas z nim, to możesz zdradzać również jego.
Domyśla się , ze początki Twojej znajomosci z mężem były również romantyczne a teraz wieszasz psy na mężu .
Kochanek wie, ze dopóki jest kochankiem to będzie romantycznie , kiedy wejdzie w kalosze męża , stanie się kolejnym "winowajca".
A poza tym, dopóki jest kochankiem nie musi borykać się codziennością w której już zawsze będzie Twoje dziecko oraz jego ojciec.
Przychylam się do tego co jest napisane powyżej. Facet może mieć wątpliwości czy wiązać się z kobietą, która zdradziła swojego męża. Niestety.
Owszem, jakieś obawy może mieć. Jednak dobrze wie o tym, że zanim zdradziłam, walczyłam o to małżeństwo przez kilka lat. Sama. Tracąc resztki godności, prosząc męża o współpracę.
A kochanek wymaga rozwodu, ale zaznacza abym zrobiła to dla siebie, nie z jego powodu, zeby nie miał wyrzutów sumienia jeśli nam nie wyjdzie. Czy to jest w porządku? Mówi, że nie będzie wiecznie czekał, ja to rozumiem, że chce z kimś być na co dzień, z drugiej strony nie daje mi poczucia bezpieczeństwa.
A czym dla Ciebie jest poczucie bezpieczeństwa? Bycie takim facetem do wiszenia na nim, póki nie pojawi się inny? Oczywiście, że jego propozycja jest w porządku, na tyle, na ile cokolwiek może być w takiej sytuacji. Zdrowe relacje nie polegają na przeskakiwaniu z człowieka na człowieka ze strachu przez samotnością.
Złap się za ramiona i potrząśnij sobą, żeby dotarło do Ciebie to, co się dzieje. Zdradzasz męża, obawiasz się odejścia, a Twoim głównym problemem jest to, że nie wiesz, czy po rozwodzie masz zaklepane miejsce gdzie indziej. Pomyśl - co będzie, jak kochanek jednak się wycofa przed rozwodem? Zostaniesz w tym małżeństwie i poczekasz na kolejną "drogę ucieczki"?
Taa.. Zdecydowanie mu zależy na wspólnej codzienności i prawdziwym związku. Kobieto, opanuj się. Osoba, która wlazi z buciorami w związek kogoś innego i go rozbija, z miejsca powinna być skreślona.. Jak w ogóle można coś takiego robić? Dla mnie ten Twój kochaś to zwyczajny, niegrzeszący inteligencją margines społeczny, który i tak zostawi Ciebie, gdy mu się znudzi. Uwierz, nie będzie chciał bawić się w ten cały "związek" z kobietą, która ma dziecko. On Ci zwyczajnie mydli oczy, wprowadza wszelkie słodkości, byś tylko uległa. Jak już to zrobisz, a on osiągnie cel, wtedy dostaniesz soczystego kopa w dupę. Zresztą, jeśli będziesz brnąć w to dalej, to sama się przekonasz. Wszystkie historie na tym forum są niemalże identyczne - odnośnie zdrad oczywiście. Na początku sielanka, a potem papa.
Proponuję spakować swoje i dziecka rzeczy, powiedzieć mężowi, że odchodzisz, zadzwonić do kochanka niech po Was przyjeżdża.
A jak będzie:
- honorowy małżonek nie da Ci zabrać ze sobą dziecka, ale chętnie pozbędzie się Twoich rzeczy. Oczywiście będziesz mogła je pozbierać do walizki przed domem.
- kochanek odbierze Twój telefon i powie" ale jak to? coś Ty zrobiła? Ja nie kazałem Ci się wyprowadzać. U mnie nie możesz mieszkać"
- Twój mąż złoży pozew o rozwód z Twojej winy
- Sąd przyzna mu rację
- telefon kochanka będzie milczał jak grób
- zaczynasz życie od nowa
W takim razie po co nalega na mój rozwód, jeśli nie chce ze mną być? Jeśli zależałoby mu tylko na łóżku, to spotykałyby się ze mną jak dotychczas. Czy to możliwe, że wszystkie związki z kochankiem kończą się porażką? Raczej nie, ale jak byłoby w naszym przypadku nie jestem pewna.
I nie jest on dla mnie ucieczką, myślę o nim całkiem poważnie. Tak gdyby mnie zostawił przed rozwodem zostałabym z mężem.I trwałabym przy nim nieszczęśliwa. Jestem tchórzem.
(...) Nie planowałam romansu, ale stało się. (...)
Nie "stało się". Jesteś autorką tej decyzji. Nie odbieraj sobie odpowiedzialności za nią, bo niczego to nie zmieni, fakty są faktami.
(...) A kochanek wymaga rozwodu, ale zaznacza abym zrobiła to dla siebie, nie z jego powodu, zeby nie miał wyrzutów sumienia jeśli nam nie wyjdzie. Czy to jest w porządku? (...)
Nie wiem o jakim porządku myślisz. Twój kochanek sprawę stawia jasno. Cokolwiek zrobisz, zrób to ze względu na siebie. Rzadko, jeśli w ogóle, można spotkać człowieka zdecydowanego przejąć odpowiedzialność za inną dorosłą osobę. On nie chce.
(...) Tak gdyby mnie zostawił przed rozwodem zostałabym z mężem.I trwałabym przy nim nieszczęśliwa. Jestem tchórzem. (...)
Dlatego kochanek postawił warunek.
Rada?
Zrób coś dla siebie. Spojrzyj w metrykę i zachowuj się zgodnie z nią.
zdrada to porazka, Twoja i wszystkich wspoluczestnikow
zwiazek z kochankiem prawie zawsze konczy sie klapa, bo laczy dwoje ludzi, ktorzy nie licza sie z uczuciami innych, zwiazek dwojga niedojrzalych egoistow... tak Twoj tez jest porazka
i uzylam czasu terazniejszego celowo, bo to sie juz dzieje![]()
Nalega na rozwód, byś była bardziej uległa, byś zaufała mu, że rzekomo mu zależy, byś była po prostu łatwiejsza... Nie oszukujmy się.
I pamiętaj jedną zasadę, jeśli ktoś wchodzi w czyjś związek, jest po prostu zerem i bezwartościowym ścierwem. Nikomu nie odbija się partnerów, to tylko świadczy o braku stabilności emocjonalnej. Koleś chce może się w ten sposób dowartościować, jeśli uda mu się zniszczyć małżeństwo, zyska wielkie ego, że wyrwał mężatkę.
Natomiast ciekawi mnie jeszcze jedno. Ma ponad 30 lat i dalej brak stabilnego związku, nie zastanawia Cię to w żaden sposób? Bo dla mnie jest to co najmniej dziwne.
18 2017-04-26 09:51:35 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-04-26 10:36:09)
A co tu radzić. Jesteś zakochana, wiec bedziesz ciagnela do kochanka. Wiesz, gwarancji to nigdy nie ma w milosci. Z mężem Ci nie wyszło, z kochankiem moze byc podobnie. I co wtedy? Tak wiec ryzyko Twoje. Możesz odejść od męża i liczyć, ze to była dobra decyzja. Być może tak będzie, ludzie niejednokrotnie znajdują szczęście za drugim a nawet trzecim podejściem. Ale równie dobrze może to być kolejny niewypał. Nie ma na to mądrych. Weź jeszcze pod uwagę, ze początki zawsze są fajne, stad złudzenie, ze tak bedzie zawsze i ze to wlasciwy czlowiek... Naprawdę nikt tu Ci nie powie, co masz zrobić, co jest dobre a co zle, a jeśli, to będzie to jak wróżenie z fusow. Tylko czas weryfikuje słuszność naszych wyborów ![]()
Dopisze jeszcze, zebys nie traktowała opinii innych jako prawd objawionych. To są tylko opinie innych a nie zadna prawda o Tobie. To co inni mówią na Twój temat i Twoich wyborow, wynika z ich własnych przekonań, lękow i doświadczeń, taka ich wlasna projekcja na Twój problem. Tak wiec miej to zawsze na uwadze i miej dystans do tego. Nikt poza Toba nie ma lepszego rozeznania w w tym, co lepsze dla Ciebie. Nikt nie jest na Twoim miejscu i nigdy nie będzie.
W takim razie po co nalega na mój rozwód, jeśli nie chce ze mną być?
Po co?
Bo gadanie nic nie kosztuje i nie angażując się przesadnie może zgrywać bohatera?
Bo nie bardzo mu pasuje, że inny facet może Cię dotykać i chciałby mieć wyłączność?
Bo jest zwykłą ludzką szmatą i papla co mu ślina na język przyniesie mając w dupie konsekwencje,
a kiedy odejdziesz od męża, to nagle się pojawi 1001 powodów, dla których kochaś nie może z Tobą być?
30 lat na karku i dajesz sobie sadzić takie głodne kawałki? Z litości pominę milczeniem zapewnienia o wielkiej miłości
po kilku spotkaniach gdzieś tam ukradkiem w celu wiadomym, no błagam dziewczyno, ogarnij się.
Oczywiście, że wiele razy rozmawiałem z mężem, prosiłam żebyśmy zadbali o nasze małżeństwo. Ja dbałam o naszą relację przez kilka lat, a on mnie odrzucał. Wreszcie zaczęłam być obojętna i też nie zauważyłam żeby cokolwiek mu w tym przeszkadzało. Kiedy już wszystko zawiodło zaczęłam szukać kogoś poza małżeństwem.
Nie planowałam romansu, ale stało się. Głodna bliskości, uczuć, seksu po prostu przepadłam.
A kochanek wymaga rozwodu, ale wzaznacza abym zrobiła to dla siebie, nie z jego powodu, zeby nie miał wyrzutów sumienia jeśli nam nie wyjdzie. Czy to jest w porządku Mówi, że nie będzie wiecznie czekał, ja to rozumiem, że chce z kimś być na co dzień, z drugiej strony nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. Nie wiem czy nagle mu się nie znudzi.
Tak, w tym wszystkim to jest najbardziej "w porządku". Nikt nie ma obowiązku brać odpowiedzialności za twoje życie.
Niestety to nie on, a ty reprezentujesz tu typową pozycję asekuracyjną.
Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że to porażka. Moja i mojego męża. Nie wybielajcie go, bo ta zdrada jest skutkiem czegoś, także jego zaniedbań względem mnie. Naprawdę nie jest biedna ofiarą. Ja nie chcę trwać w tym romanse, nie mam sumienia. Chcę podjąć decyzję, dobrą decyzję. Piszę tu, bo już zupełnie się pogubiłam. Nie wiem co czuję do męża, na pewno przywiązanie, przyzwyczajenie. Nie mam siły sama walczyć o to małżeństwo. Ostatnio nawet postawiła ultimatum. Albo budujemy wszystko razem, od nowa, staramy się - albo rozstajemy. Co odpowiedział? Że tego nie da się od tak naprawić, że nie ma czasu, a poza tym on nie wie jak.
Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że to porażka. Moja i mojego męża. Nie wybielajcie go, bo ta zdrada jest skutkiem czegoś, także jego zaniedbań względem mnie. Naprawdę nie jest biedna ofiarą. Ja nie chcę trwać w tym romanse, nie mam sumienia. Chcę podjąć decyzję, dobrą decyzję. Piszę tu, bo już zupełnie się pogubiłam. Nie wiem co czuję do męża, na pewno przywiązanie, przyzwyczajenie. Nie mam siły sama walczyć o to małżeństwo. Ostatnio nawet postawiła ultimatum. Albo budujemy wszystko razem, od nowa, staramy się - albo rozstajemy. Co odpowiedział? Że tego nie da się od tak naprawić, że nie ma czasu, a poza tym on nie wie jak.
No to weźcie rozwód. Żadne z Was nie jest szczęśliwe. Po rozwodzie zobaczysz, czy kochanek nadal będzie chciał Ciebie już wolną, szczęśliwą, gotową do budowania Waszego związku.
Teraz jesteś z mężem z wyrachowania , bo Ci wygodnie, bo się boisz, że zostaniesz z niczym. Usprawiedliwiasz głupio swoją zdradę. Zdrada jest skutkiem słabości i pójścia na łatwiznę.
Tak, jestem naiwna, ale nie aż tak żeby wierzyć w jego wielką miłość. Nie znamy się tak dobrze. Jednak jesteśmy sobą zauroczeni. Nie wiem dlaczego niektórzy z Was uważają, że z każdego kochanka taki drań? Jednak biorę do siebie Wasze wypowiedzi, bo w tej chwili czuję się jak dziecko we mgle.
Wiesz pokręcona, jeśli Ty kilkuletnią walkę o małżeństwo nazywasz pójściem na łatwiznę, to mi brak słów.
25 2017-04-26 10:45:53 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-04-26 11:08:05)
W każdym podobnym temacie, a wierz lub nie ale są ich tutaj setki niemal identycznych jak ten, zawsze powtarza się ten sam scenariusz.
Najpierw czytamy o biednej zagubionej myszce, która nie wie co ma robić, bo jest taka biedna i zagubiona właśnie...
po czym następuje zwykle fala krytyki pod adresem autorki bądź autora wątku, bo biedni i zagubieni panowie też się tutaj przewijali...
i na koniec mamy zmasowany atak na niczego nieświadomego męża (bądź żonę) który jest wszystkiemu winien...
zaraz zleci się towarzystwo wzajemnej adoracji poklepywać autorkę po pleckach, że bardzo dobrze robi, że mu się należy, że to, że śmo...
i tym oto właśnie sposobem temat samej zdrady cudownie się rozmywa, a zdradzacz płynnie przechodzi w rolę pokrzywdzonej ofiary...
Już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam zwalające z nóg argumenty i przykłady na to jak to on Cię pchnął w ramiona innego.
Ostatnio w sąsiednim wątku wyczytałem, że przyczyną szukania wrażeń na boku przez żonę było marudzenie męża na lot balonem.
Ciekawe czy twoja historia to przebije...
Nie wiem dlaczego niektórzy z Was uważają, że z każdego kochanka taki drań?
Bo nikt "normalny" nie wybiera świadomie bycie na tą chwilę osobą "trzecią" i dzielenie się "partnerem" pomiędzy sobą a jej mężem. Przeczytaj posty Alojzego, ja się pod nimi podpisuje.
Nie wiem dlaczego niektórzy z Was uważają, że z każdego kochanka taki drań?
Bo wiele historii tutaj było i każda jest niemalże identyczna? Poza tym powtórzę po raz trzeci, ktoś kto pakuje się w cudzy związek, jest kiepskim materiałem... Dlaczego? A chociażby dlatego, że nie obchodzą go uczucia innych, więc spodziewaj się tego.
Chociaż skoro to piszę już trzeci raz, a dwa pozostałe pominęłaś, to pewnie nie bierzesz tej krytyki do siebie, że faktycznie tak jest. Nie wiem, na siłę nie chcesz w to wierzyć? Na siłę wmawiasz sobie, że będzie dobrze? Poczytaj trochę forum i sama sprawdź finały takich historii. Przecież z jakiegoś powodu Ci to wszystko piszemy, nie jest to nasze "widzi mi się", tylko twarde fakty, których po prostu nie da się zaprzeczyć.
28 2017-04-26 10:54:37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-04-26 10:55:33)
Hasło 'pogubiłam się' jest parawanem, pytanie tylko, co on zasłania.
Chcesz podjąć decyzję; rozpoczynając romans już ją podjęłaś. I wiesz, co czujesz do męża, bo napisałaś o tym. Postawiłaś też mu ultimatum i on na to odpowiedział, ruch więc należy do Ciebie.
Pamiętaj o tym, że brak decyzji też jest decyzją.
Strasznie generalizujesz, a każdy przypadek jest inny. Nie mówię, że zdrada jest cacy, mówię, że wina nigdy nie leży po jednej stronie. A jak widzę, jestem tu zupełnie potępiana, bez głębszego wnikania w sprawę.
(...) A jak widzę, jestem tu zupełnie potępiana, bez głębszego wnikania w sprawę.
Chętnie wniknę, jeśli to, co do tej pory napisałam nie jest wniknięciem. Jakiej odpowiedzi oczekujesz?
Nie mówię, że tylko i wyłącznie Twoja wina.
Nie jesteś również potępiana, po prostu jest Ci jasno mówione, jak najprawdopodobniej skończy się ten scenariusz.
To o "nie wnikaniu" było do anderstud.
Po prostu też zasługuję na szczęście. Mąż kiedyś stwierdził, że nie pasujemy do siebie i miał rację. Jesteśmy bardzo różni i męczymy się ze sobą. Teraz pojawił się ON. A ja boję się odejść.
34 2017-04-26 11:08:34 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-04-26 11:22:24)
Wiesz pokręcona, jeśli Ty kilkuletnią walkę o małżeństwo nazywasz pójściem na łatwiznę, to mi brak słów.
Wiesz zuza, akurat Pokręcona trafia w punkt i może dlatego brak Ci słów, bo ciężko się bronić w obliczu niezaprzeczalnych faktów.
Nie podoba Ci się w małżeństwie, to je zakończ. Cała procedura zajmuje dzisiaj góra miesiąc czasu. I jesteś wolna i robisz co chcesz.
To co robisz teraz, to jest dokładnie to o czym napisała Pokręcona, tylko Ty próbujesz dorabiać skomplikowaną teorię do banalnej sytuacji.
Kochaś się zawinie jak tylko wyczuje zagrożenie czyli w momencie gdy do niego dotrze, że możesz mu się w każdej chwili zwalić na łeb.
Prawdopodobnie zdajesz sobie z tego sprawę, ale nie chcesz tego romansu kończyć, więc przyszłaś tutaj zasięgnąć opinii
czy to co przeczuwasz jest tym w istocie, czy może jednak jest inaczej i on naprawdę Cię kocha... Tak, kocha. I zrobi dla Ciebie wszystko.
A jeśli chcesz się przekonać jak bardzo kocha i zrobi wszystko, to weź sobie wygoogluj wzór pozwu rozwodowego i go wydrukuj,
następnie wypełnij i podpisz, a na koniec zanieś kochasiowi i powiedz, że drugi identyczny po weekendzie dostanie twój mąż z sądu.
Obserwuj reakcję twojego bohatera...
Strasznie generalizujesz, a każdy przypadek jest inny.
To tylko tym, których to dotyczy się wydaje, że ich przypadek jest inny.
I mają rację, rzeczywiście tylko im się tak wydaje.
Po prostu też zasługuję na szczęście. Mąż kiedyś stwierdził, że nie pasujemy do siebie i miał rację. Jesteśmy bardzo różni i męczymy się ze sobą. Teraz pojawił się ON. A ja boję się odejść.
Ale wiesz, że to jest standardowa wymówka każdego zdradzacza, który mimo wszystko nadal tkwi w tym straszliwym piekle jakim jest jego małżeństwo?
Czy może nie wiesz? No to teraz już wiesz. Tak jak wyżej wspominałem, to tylko Tobie się wydaje, że twoja historia jest inna, niepowtarzalna i wyjątkowa.
Wcale taka nie jest. Jest do bólu banalna i tak samo przewidywalna. Podobnie jak to, że będziesz teraz psioczyć na męża, żeby poczuć się lepiej.
A nie boisz się spędzić reszty życia z osobą, której ani kochasz, ani ją szanujesz? Nie boisz się, jesteście (Ty z mężem) wzorem dla dziecka, że ono na tej podstawie buduje sobie wyobrażenie o relacjach, które panują w związku?
Twierdzisz, że boisz się odejść. Gdybyś, tak dla siebie, przeszła od ogółu do konkretu: czego w związku z odejściem się boisz. I co możesz zrobić, by ów lęk zmniejszyć? I po co trzymasz się tego lęku?
Wiesz pokręcona, jeśli Ty kilkuletnią walkę o małżeństwo nazywasz pójściem na łatwiznę, to mi brak słów.
Z tego co piszesz, jesteś mężatką od sześciu lat. Potem piszesz, że kilka lat walczyłaś. Czyli mamy rozumieć, ze od początku nie układało się tak dobrze jakbyś chciała. ok.
Zatem co zrobiłaś? Jak wyglądała Twoja walka? Opowiedz, chętnie wysłucham
Oj Zuza nikt nie wybiela Twojego meza, ale i Ty nie rob z niego winnego zdrady. Winny zaniedan w malzenstwie owszem... moze... tylko Ty i on to wiecie. Winna zdrady i zlamania zasad jestes tylko Ty. Tak jak ja jestem winna mojej zdrady, nie moj maz bo nie byl taki jak sobie wymarzylam ![]()
Czy ten nowy facet zdaje sobie sprawe co znaczy zyc z dzieckiem? Czy on chce miec dzieci? Wiesz, ze obcy nigdy nie pokocha Twojego dziecka tak naprawde. Nigdy ono nie bedzie dla niego najwazniejsze. Postaraj sie wyobrazic sobie z nim codzienne zycie. I wyobraz sobie w tej rodzinie Twoja coreczke. Facet odchodzi i ma dzieci w weekendy matka zabiera dziecko ze soba i wspolnie buduja nowe zycie. Jesli ten nowy facet nie ma dzieci nie wie na co sie pisze.
Wielokropku, czego się boję? Przyznam, że boję się samotności, tego, że sobie nie dam rady, finansowo, emocjonalnie. Wiem, że dziecko na wszystko patrzy i to jest straszne, choć już się nie kłócimy, tylko jesteśmy wobec siebie obojętni. A mąż jest dobrym ojcem, gorszym partnerem.
Owieczko pokręcona, to prawda, że psuje się między nami już dawno, mąż jest chłodnym zamkniętym w sobie człowiekiem, ja zupełne przeciwieństwo. Jak walczyłam? Próbowałam rozmawiać, mówiłam o swoich potrzebach i pytałam o jego, chciałam żebyśmy mieli trochę czasu tylko dla siebie, robili coś wspólnie, żebyśmy spali w jednym łóżku jak małżeństwo, troszczyłam się o niego, itd.
Wielokropku, czego się boję? Przyznam, że boję się samotności, tego, że sobie nie dam rady, finansowo, emocjonalnie. Wiem, że dziecko na wszystko patrzy i to jest straszne, choć już się nie kłócimy, tylko jesteśmy wobec siebie obojętni. A mąż jest dobrym ojcem, gorszym partnerem. (...)
Rozważając odejście odpowiedz sobie na pytanie: co mogę zrobić, by 'dać sobie radę' finansowo o emocjonalnie oraz by nie być samotną.
Proszę, podejmując decyzje o pozostaniu z mężem nie zasłaniaj się dzieckiem i jego dobrem. Cokolwiek zrobisz, zrób to dla siebie, bo żadne dziecko nie jest wdzięczne rodzicom za to, że dla niego poświęcili się.
Między 'gorszym' a 'złym' czy 'kiepskim' jest olbrzymia różnica.
Nie chcę ujawniać zbyt wielu szczegółów, ale ON wie co znaczy mieć dziecko i chciałby być ojcem.
A co do mojego męża, to nie jest taki zupełnie święty i to on zawiódł kiedyś moje zaufanie.
a każdy przypadek jest inny.
Pewnie tak, natomiast Twój wygląda identycznie jak co najmniej kilkanaście innych wątków w tym dziale, w dodatku przedstawiasz identyczne argumenty, co autorki tamtych tematów, więc nie dziw się, że reakcja jest taka, a nie inna.
Twój mąż odpowiada za rozpad związku, ale to Ty podjęłaś decyzję o zdradzie - i Ty jesteś jej winna w 100%.
Jak walczyłam? Próbowałam rozmawiać, mówiłam o swoich potrzebach i pytałam o jego, chciałam żebyśmy mieli trochę czasu tylko dla siebie, robili coś wspólnie, żebyśmy spali w jednym łóżku jak małżeństwo, troszczyłam się o niego, itd.
Rozumiem, że on stawał okoniem na każdą Twoją propozycję czy prośbę. Nie jest to miłe i dobre.
Natomiast wg mnie zamiast zdecydować się na zdradę, powinnaś była postąpić inaczej. Każdy kto posuwa się do takich czynów, uważa że nie było innych możliwości, "stało się samo", jakoś tak wyszło. Dlaczego? Bo tak jest najszybciej i najprościej.
WaltonSimons napisał w punkt : "Twój mąż odpowiada za rozpad związku, ale to Ty podjęłaś decyzję o zdradzie - i Ty jesteś jej winna w 100%."
Skoro tak mówisz, że większość wątków o zdradzie wygląda podobnie, to pewnie jest w tym jakiś schemat.Nie wiem, jestem tu nowa. Chciałabym zeby mi się udało odnaleźć tą właściwą drogę do spokoju, stabilizacji, szczęścia.Nie jest też tak, że całą winę za zdradę, moją zdradę, przypisuje mężowi. Razem coś spapraliśmy.
Tak to ja podjęłam decyzję, że jest inny mężczyzna.To moja decyzja. Ale to męża decyzją było zrezygnowanie z ratowania małżeństwa, obojętność. I gdzie tu szukać prawdy?
Opinie facetów pod takimi wątkami są skrajnie negatywne, bo projektują swoje własne obawy przed taką sytuacją. Nimi się nie przejmuj ale zastanów się co jest dla ciebie najlepsze. Jak tu już niektórzy pisali, czy codzienność z kochankiem i twoim dzieckiem będzie po jakims czasie równie pasjonująca jak ukradkowe spotkania teraz? Czy jak wychodziłaś za mąż, to tez twój mąż nie wydawał się kimś lepszym niż się okazał w praniu?
Niestety tak się zdarza, że kochankowie, którzy koniecznie chcą doprowadzić do rozwodu, kiedy w końcu do niego dojdzie się wycofują. Ty masz pewne wątpliwości już teraz. Dlatego jeśli rozważasz odejście od męża, to zrób tylko wtedy jeśli gotowa będziesz na opcję, że odchodzisz od męża ale nie zostajesz na stałe z kochankiem. Jeśli natomiast uznasz, że lepiej dla ciebie zostać z mężem mimo, że cię zawodzi, to masz do tego prawo. Masz prawo do stabilizacji, wygody i niezmieniania swojego życia, nawet jeśli inni sądzą, ze powinnaś.
Dziękuję Swanen, ostatnio popadam już w depresję, tak czuję się rozdarta.
Masz prawo do stabilizacji, wygody i niezmieniania swojego życia, nawet jeśli inni sądzą, ze powinnaś.
i wg Ciebie nadal powinna zdradzać męża??? Bo ma wygodne życie i stablilizację? To się nazywa wyrachowanie.
Widzisz, ja nie oczekuję fajerwerków po codzienności z nim.Ale chcę bliskości, ciepła, rozmowy i zainteresowania, co powinno być oczywiste w dobrym związku
Jeśli zdecyduje się zostać z mężem, zrezygnuję z romansu. Nie potrafię tak żyć.
50 2017-04-26 12:37:11 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-04-26 12:47:16)
Niestety tak się zdarza, że kochankowie, którzy koniecznie chcą doprowadzić do rozwodu, kiedy w końcu do niego dojdzie się wycofują. Ty masz pewne wątpliwości już teraz. Dlatego jeśli rozważasz odejście od męża, to zrób tylko wtedy jeśli gotowa będziesz na opcję, że odchodzisz od męża ale nie zostajesz na stałe z kochankiem. Jeśli natomiast uznasz, że lepiej dla ciebie zostać z mężem mimo, że cię zawodzi, to masz do tego prawo. Masz prawo do stabilizacji, wygody i niezmieniania swojego życia, nawet jeśli inni sądzą, ze powinnaś.
Tylko najpierw pokaz mężowi ten wątek i opowiedz mu wszystko dokładnie. Kiedy, z kim, gdzie, jak, ile razy i tak dalej.
Mąż ma prawo wiedzieć z kim żyje w jednym domu i ma prawo zdecydować czy nadal chce go dzielić akurat z Tobą.
Jeśli zdecyduje się zostać z mężem, zrezygnuję z romansu. Nie potrafię tak żyć.
Tak tak, oczywiście. Twój romans trwa w najlepsze od pół roku co najmniej. Rozumiem, że to za mało czasu na podjęcie decyzji?
Tak się wahasz i miotasz biedna zagubiona bidulko i nie wiesz z którym masz zostać... Ojojoj, no co za wyjątkowy przypadek...
Moim zdaniem powinnaś zostać przy kochanku skoro on tak bezgranicznie Cię kocha i to dziecko twoje też pokocha jak własne i w ogóle.
Taka partia, to skarb prawdziwy, szkoda by było wypuścić go z rąk, tym bardziej że tak nalega na ten rozwód i odejście od męża,
no jak nic to musi być miłość prawdziwa, nie wiem nad czym Ty się jeszcze zastanawiasz.
Z kim żyje? Z kobietą która kochała i była w stanie góry dla niego przenosić. Której nie docenił i zaniedbał.Ale są jakieś granice i teraz to już inna bajka. Koniec upokorzeń! Rozumiesz?
Z kim żyje? Z kobietą która kochała i była w stanie góry dla niego przenosić. Której nie docenił i zaniedbał.Ale są jakieś granice i teraz to już inna bajka. Koniec upokorzeń! Rozumiesz?
Rozumiem. A teraz idź i jemu to powiedz. Rozumiesz?
Jasne, bo mu tego nie mówiłam przez ostatnie kilka lat. Daj spokój. Za mało wiesz, nie oceniaj.
Nie wszystko jest tak klarowne i czarno- białe jakbyś chciał, idealisto - marzycielu.
Jasne, bo mu tego nie mówiłam przez ostatnie kilka lat. Daj spokój. Za mało wiesz, nie oceniaj.
Powiedz mu, że ktoś inny zaspokaja Twoje potrzeby i jeśli mu to pasuje to trwajcie w tym dalej.
Zuza, ja Ciebie rozumiem, bo ciężko jest żyć w małżeństwie bez bliskości. Ale nie rozumiem i nie akceptuję Twojego postępowania. Chcesz mieć ciastko i zjeść ciastko. Tak się nie da niestety.
Zamknij oczy, wyobraź sobie całą tą historię. Twoją historię. Jest małżeństwo, jedno prosi o bliskość, czułość, drugie się nie wywiązuje. Efektem jest zdrada i długo trwający romans. A teraz zamień osoby miejscami. Wyobraź sobie, że Ty jesteś tą zdradzaną i oszukiwaną. Jak się czujesz?
Opinie facetów pod takimi wątkami są skrajnie negatywne, bo projektują swoje własne obawy przed taką sytuacją. Nimi się nie przejmuj ale zastanów się co jest dla ciebie najlepsze. Jak tu już niektórzy pisali, czy codzienność z kochankiem i twoim dzieckiem będzie po jakims czasie równie pasjonująca jak ukradkowe spotkania teraz? Czy jak wychodziłaś za mąż, to tez twój mąż nie wydawał się kimś lepszym niż się okazał w praniu?
Niestety tak się zdarza, że kochankowie, którzy koniecznie chcą doprowadzić do rozwodu, kiedy w końcu do niego dojdzie się wycofują. Ty masz pewne wątpliwości już teraz. Dlatego jeśli rozważasz odejście od męża, to zrób tylko wtedy jeśli gotowa będziesz na opcję, że odchodzisz od męża ale nie zostajesz na stałe z kochankiem. Jeśli natomiast uznasz, że lepiej dla ciebie zostać z mężem mimo, że cię zawodzi, to masz do tego prawo. Masz prawo do stabilizacji, wygody i niezmieniania swojego życia, nawet jeśli inni sądzą, ze powinnaś.
Yes, yes, yes ![]()
Owieczka, ja nie chcę w tym trwać, chcę podjąć decyzję. W tą, albo tamtą stronę.Dlatego się tu udzielam, chcę obiektywnych opinii, spojrzenia z boku.
Tak odwracałam tą sytuację nie raz i wiesz co? Nie wybaczyłabym mu, jednak czułabym się współwinna zaistniałej sytuacji.
58 2017-04-26 13:10:52 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2017-04-26 13:11:45)
Nie wszystko jest tak klarowne i czarno- białe jakbyś chciał, idealisto - marzycielu.
I nawet powtarzasz te same sentencje, co inne zdradzające Panie na tym forum. To jakieś podświadome?
Nie myśl, że się czepiam, to po prostu... ciekawe na swój sposób, że osoby, które przecież się nie znają i mają różne sytuacje używają tych samych stwierdzeń.
Jasne, bo mu tego nie mówiłam przez ostatnie kilka lat. Daj spokój. Za mało wiesz, nie oceniaj.
Nic nie musisz. Podejmiesz decyzję kiedy do niej dojrzejesz. Oczywiście może się tak stać, że mąż się dowie sam i wtedy poniesiesz konsekwencje - to musisz brać pod uwagę.
Swanen napisał/a:Opinie facetów pod takimi wątkami są skrajnie negatywne, bo projektują swoje własne obawy przed taką sytuacją. Nimi się nie przejmuj ale zastanów się co jest dla ciebie najlepsze. Jak tu już niektórzy pisali, czy codzienność z kochankiem i twoim dzieckiem będzie po jakims czasie równie pasjonująca jak ukradkowe spotkania teraz? Czy jak wychodziłaś za mąż, to tez twój mąż nie wydawał się kimś lepszym niż się okazał w praniu?
Niestety tak się zdarza, że kochankowie, którzy koniecznie chcą doprowadzić do rozwodu, kiedy w końcu do niego dojdzie się wycofują. Ty masz pewne wątpliwości już teraz. Dlatego jeśli rozważasz odejście od męża, to zrób tylko wtedy jeśli gotowa będziesz na opcję, że odchodzisz od męża ale nie zostajesz na stałe z kochankiem. Jeśli natomiast uznasz, że lepiej dla ciebie zostać z mężem mimo, że cię zawodzi, to masz do tego prawo. Masz prawo do stabilizacji, wygody i niezmieniania swojego życia, nawet jeśli inni sądzą, ze powinnaś.
Yes, yes, yes
Tak mi się zdawało, że mamy podobną opinię ![]()
Wiesz dlaczego? Ponieważ właśnie w takiej sytuacji życie pokazuje, że nic nie jest takie oczywiste, takie idealne, chociaż chcielibyśmy i dążymy do tego i marzymy o tym.
To wyżej odnośnie podobnych zwrotów.
Nic nie musisz. Podejmiesz decyzję kiedy do niej dojrzejesz. Oczywiście może się tak stać, że mąż się dowie sam i wtedy poniesiesz konsekwencje - to musisz brać pod uwagę.
Musi podjąć decyzję, bo tak się nie da żyć. Autorka chce ją podjąć, ale większość wypowiedzi na forum nie jest dla niej łaskawa. Nikt nie głaszcze jej po głowie i nie współczuje. Jej się to niestety nie podoba. Zamiast wziąć sobie nasze rady i głosy do serca, atakuje i usprawiedliwia. Nie słucha rad, mówiących "odejdź". A tak powinna zrobić, przede wszystkim dla samej siebie.
(...) Nie słucha rad, mówiących "odejdź". A tak powinna zrobić, przede wszystkim dla samej siebie.
Nie wiem, co dla autorki jest dobre; jak ognia unikam różnych 'powinno się' i do zaprzestania używania takiego zwrotu namawiam. Namawiam też do zastanowienia się nad tym, co jest dobre dla niej i podjęcie decyzji bez zasłaniania się 'dobrem' innych osób. Nie zauważyłam też, by autorka rad nie słuchała, a że od razu nie zachwyca się proponowanymi rozwiązaniami i nie postępuje już teraz tak, jak autorzy rad napisali, jest dla mnie sprawą normalną.
Ależ biorę sobie do serca, biorę. Tylko nikt nie lubi być oceniany. I nie jest to dla mnie łatwe, nie tyle wybór, co jego konsekwencje.