Nie sądzę, że nie potrzebują się żalić obcym ludziom na jakimś forum internetowym, pełno tu tematów facetów, którzy przeżyli podobne rozstania, sam zresztą opisałeś swoje ![]()
Karmaniewraca napisał/a:Kolejny temat gdzie facet po jakimś czasie ucieka, zostawia kobietę bez słowa. Jeszcze takiego tematu nie było, żeby laska tak zrobiła. To pokazuje, jakimi tchórzliwymi dupkami są faceci. Bez honoru, bez jaj, bez odpowiedzialności. No i na co kobiecie facet. Ja się pytam. Kobiety są sto razy silniejsze, sprawniejsze i odważniejsze. A taka pizda nawet pożegnać się jak człowiek / kobieta nie umie ech. Do niczego jesteście, absolutnie bezużyteczna masa.
Jeszcze takiego tematu nie było być może dlatego, że faceci z natury raczej nie odczuwają potrzeby wyżalania się obcym ludziom na jakimś internetowym forum, tylko otrzepują kurz, poprawiają w gaciach jaja i ruszają dalej. Nie wiem, nie chcę wypowiadać się za innych, ale ja tak akurat mam. Rozstawałem się dziesiątki jak nie setki razy, sam rzucałem i byłem rzucany, powody zwykle jakieś tam były, ale z tych, które się powtarzały i przez to szczególnie zapadły mi w pamięć, to właśnie nieoczekiwane powroty lub podejmowanie prób powrotów do swoich byłych, czy to tych ostatnich przede mną, czy też na przykład swoich pierwszych miłości sprzed 10, 15 czy 20 lat, które właśnie się zwolniły i pojawiła się szansa wyruchać szympansa... za którego robiłem ja niestety
A może i stety, bo w sumie chyba nie sądzę, abym miał czego żałować przesadnie, patrząc na to wszystko dzisiaj z perspektywy czasu.
Jedną taką sytuację już gdzieś opisywałem w innym temacie, więc tym razem w skrócie:
Poznałem laskę na pewnym znanym portalu randkowym. Żadne tam jakieś kurwiszcze, zwykła dziewczyna lat powiedzmy 40 z czego połowa w jednym związku z ojcem jej dwójki dzieci, który rok temu wyjechał do pracy za granicą i stwierdził, że ma wszystko w piździe, zaczyna nowe życie, a dzieci i żona obchodzą go tyle co zeszłoroczne liście, dlatego nie życzy sobie żadnych kontaktów i zwracania dupy, bo gdyż ponieważ albowiem chlanie do upadłego na niemieckiej budowie i wciąganie koksu po robocie na hotelu, to jest właśnie to co chciałby w życiu robić. Zresztą to samo robił będąc na miejscu, tyle że forsa szybko się kończyła, bo prócz tego że był pijusem i ćpunem, to do tego leniem i nierobem, a długi u dilerów same się nie spłacą...
Przez jakieś cztery miesiące spotykania się z nią, niemal codziennie słuchałem o jego odpałach po pijaku i jakim był skurwielem dla niej i dzieci, że w sumie dobrze się stało, że pojechał w pizdu, bo mogła zamknąć ten rozdział, no i poznać mnie, najwspanialszego faceta o jakim całe życie marzyła bla bla bla. W końcu ten jej były się o mnie dowiedział i jak łatwo się domyślić, podjął walkę "o rodzinę" co przyniosło skutek taki, że panna bez zbędnych ceregieli kazała mi wypierdalać i wróciła do tamtego. Koniec.
Rozdział drugi zaczyna się trzy lata później, kiedy po tysiącach płaczliwych esemesów jak jest jej źle i jak ona bardzo żałuje tego co zrobiła i że każdego wieczora kładąc się do łózka w którym leży on najebany w trzy dupy, płacze całymi nocami za mną i tym co między nami było... w końcu do mnie przyjechała. Przez chyba dwie godziny siedziała zaryczana i chlipała przepraszając i błagając o przebaczenie, a ja słuchałem. W końcu złapała mnie za rękę i resztką sił wydusiła tylko, że jeśli przyjmę ją teraz z powrotem, to już nigdy mnie nie zostawi, ale jeśli nie, to wyjdzie i da mi spokój na zawsze. No i jak ten głupi osioł się zgodziłem. Było akurat lato, wszystko układało się jak w bajce, oboje fruwaliśmy pół metra nad ziemią szczęśliwi i zakochani jak byśmy mieli po 14 lat a nie 44, ale jakoś po pół roku zacząłem wyczuwać, że coś nie gra, potem nabierać pewności, że historia zatoczyła koło i wszystko zaczyna się powtarzać dokładnie jak trzy lata wcześniej. Któregoś dnia ni z tego ni z owego zapytałem przy śniadaniu czy pojedzie ze mną do mojej mamy, bo chyba już czas, żeby się poznały. Oczywiście jak najbardziej, kiedy tylko zechcę. Nie zdążyłem dojechać do swojego mieszkania jak przyszła od niej wiadomość, że ona dłużej tak nie może i to koniec. Taka sytuacja. Koniec.