A może oba.
Jesteśmy razem prawie 2 lata. Przez ten czas nie przedstawił mnie nikomu. Nie chce też poznać ani mojej rodziny ani znajomych. Czuję się jak śmieć.
Pewnie głupio to zabrzmi, ale poza tym jest wszystko ok. Spędzamy razem czas, jak się spotykamy to cały czas gadamy i śmiejemy się. Chyba dlatego jest mi trudno. Jednocześnie czuję się szczęśliwa i nieszczęśliwa. Rozmowa na ten temat skutkuje calkowitym wycofaniem z jego strony. Pierwsza rozmowa była dla mnie jak zderzenie z pociągiem. Bo niby wszystko jest ok, ja poruszam temat zapoznania rodziny i słyszę, że On w sumie nic mi nie obiecywał , nie chciał ze mną być. Byłam zszokowana, bo czegoś takiego się nie spodziewałam. Moja reakcja byla żałosna, nie chciałam się rozstawać. Cała sytuacja była dla mnie niezrozumiała. Spędzał ze mną tyle czasu, wydawało mi się, że jest ok. Wstyd się przyznać, ale dzwoniłam i mówiłam, że nie chcę się rozstawać. No i byliśmy dalej razem. Po jakimś czasie porozmawiałam z koleżanką.
Koleżanka zasugerowała, że pewnie On chcę się rozstać, a nie umie tego powiedzieć i po prostu trafiła się okazja do wycofania przy okazji rozmowy o zapoznaniu rodziny. A ja swoją reakcją to rozstanie utrudniłam. Cały czas myślałam o tym co powiedziała. Postanowilam więc ponownie poruszyć temat poznania rodziny i reakcja byla taka sama. Ja nic od Ciebie nie chce itp. To była reakcja której się spodziewałam, przygotowałam sobie jak zachowac sie w takiej sytuacji. Po prostu powiedziałam, że ok. Uznałam, że teoria koleżanki to rzeczywistość. Powiedziałam, więc, że odchodzę. Na drugi dzień spakowałam wszystkie jego rzeczy i poprosiłam koleżankę, żeby je odwiozła i odebrala moje rzeczy. Zadzwonił, że sam odda mi te rzeczy. No i czekałam. Miał je oddać na drugi dzień, zadzwonił, że nie da rady i przywiezie kolejnego dnia. Kolejnego dnia nawet się nie odezwał. Potem wyznaczył kolejny termin, w którym rzeczy nie oddal. W końcu napisałam smsa, że proszę o jak najszybszy zwrot rzeczy.
Po tym ponagleniu w końcu je przywiózł. Byłam w trakcie remontu. Powiedział, że pomoże mi z tym remontem, bo wcześniej się do tego zobowiązał. Przyjeżdżał codziennie, widziałam, że chce się pogodzić. Wróciliśmy do siebie. Bardzo się stara od tego momentu.
Ale zapoznania rodziny nie zaproponował. Tematu nie porusza. Wydaje mi się, że nie zaproponuje. Nie rozumiem, więc po co się starał wrócić. Mi w tym momencie jest ciężej myśleć o rozstaniu.
I jak myślę o jego poprzednich związkach, to nigdy nie zrobił żadnego poważnego kroku wobec swoich ex. Z jedną był 6 lat- bez wspólnego mieszkania, oświadczyn, nic. Ale przynajmniej rodzina o Niej wiedziała. Z drugą zamieszkał dopiero jak zaliczyli wpadkę. Ślubu nie wzięli mimo, że Ona bardzo chciała. Podsumowując nie podjął żadnych poważnych zobowiązań w stosunku do żadnej z moich poprzedniczek i wydaję mi się, że powielam ich los. Jednocześnie mówi mi, że mam wszystko czego On potrzebuje od kobiety, że nie miał tego w poprzednich związkach. Ale gdy dochodzi do rozmowy o poważnych krokach to włącza się pełny wsteczny. Zachowuje się jak nienormalny człowiek. A ja w jednej chwili staję się obcą, niepotrzebną osobą. Mam koleżankę, która się podobnie zachowuje. Patrzę na swoją sytuację trochę przez jej pryzmat, ale nie wiem czy słusznie. Koleżanka ucieka ze związku zawsze jak robi się poważnie. Potem strasznie cierpi i żałuje. W ten sposób rozwaliła swój najważniejszy związek- uciekla, gdy On chciał zamieszkać razem. Potem latami płakała za tym chłopakiem. Ale czy to mój przypadek, to nie wiem. Chcialabym, żeby ktoś spojrzał z boku, bez emocji. Szkoda mi tego rzucać. Zależy mi.
Zastanawiam się czy w takim przypadku może pomóc terapia. Czy po prostu dać sobie spokój.
Jest kilka opcji.
1) Jesteś tymczasowa
2) Ma jakiś kompleks i szuka ideału, żeby np. podbić ego i jesteś niewystarczająca do pochwalenia się
3) Nie zależy mu na związkach (przynajmniej teraz) i nie bierze nic na poważnie.
Z Terapią, psychologiem spoko pomysł, może się dowie sam czego oczekuje, bo możliwe ze sam nie wie.