Tamiraa napisał/a:No, nie,bo utrwalał w niej to przekonanie.
Czy my, Tamiro, wciąż mówimy o tej samej sytuacji?
Przecież są takie stwierdzenia, które nawet raz wypowiedziane nie biorą się z niczego, a Sroda nawet kiedy usłyszała wprost wypowiedziane, że partner nie chciał z nią być, co zostało opisane już w pierwszym poście:
Sroda3 napisał/a:Pierwsza rozmowa była dla mnie jak zderzenie z pociągiem. Bo niby wszystko jest ok, ja poruszam temat zapoznania rodziny i słyszę, że On w sumie nic mi nie obiecywał , nie chciał ze mną być.
... nie zakończyła tej relacji. Czy naprawdę uważasz, że to jest zbyt mało, żeby uświadomić sobie, że kontynuacja takiego związku nie ma sensu, bo on nie rokuje, a na pewno nie spełni jej oczkiwań?
Mimo to, przypominam, był ciąg dalszy:
Sroda3 napisał/a:Byłam zszokowana, bo czegoś takiego się nie spodziewałam. Moja reakcja byla żałosna, nie chciałam się rozstawać. Cała sytuacja była dla mnie niezrozumiała. Spędzał ze mną tyle czasu, wydawało mi się, że jest ok. Wstyd się przyznać, ale dzwoniłam i mówiłam, że nie chcę się rozstawać. No i byliśmy dalej razem.
I to Autorka zadbała, a wręcz wyprosiła, żeby się nie rozstawali. Gdyby w tamtym momencie zareagowała adekwatnie do komunikatu, oszczędziłaby sobie dalszego samooszukiwania się.
Przy okazji zwracam uwagę, że od dawna wiele sygnałów wskazywało, że bohater wątku nie jest na tyle zaangażowany, by uznać, że widzi z nią swoją przyszłość, jednak Sroda wolała ich nie zauważać, stąd stwierdzenie, że wydawało jej się, że jest ok. No właśnie: wydawało się. Widziała, co chciała zobaczyć, bagatelizując wszystko, co było dla tego chcenia niewygodne.