Jack Sparrow napisał/a:Jak widzisz - skoro próbowałaś to wiedza jest rozpowszechniona. Poza tym nie słyszałem, aby to nie zadziałało - szczególnie w przypadku stale przyjmowanych leków. Ani u rodziców, ani u teściów, ani u mnie, ani u nikogo mi znajomego taki fuckup się nie zdarzył. A nawet jeśli, to można umówić e-wizytę u lekarza pierwszego kontaktu i on ma prawo w takiej sytuacji wystawić receptę na psychotropy. W zasadzie on ma prawo wystawić receptę na każdy lek w takiej sytuacji. Z tego co wiem to najpierw trzeba udostępnić dane placówce i lekarzowi.
Wiele osób nie ma o tym pojęcia, ja akurat jestem z tych ciekawskich, co lubią wiedzieć różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy. Trochę osób się dowiedziało o istnieniu tego portalu za czasów pandemii.
Nie wiem, jaka dokładnie była sytuacja z tamtym lekiem, ale... niektórym ludziom nawet najprostsze rozwiązania nie przychodzą do głowy. Albo od razu pojawia się stres i uruchamia bezradność, albo są po prostu mało kreatywni. No generalnie różnie z tym bywa.
Inna sprawa, że u mnie w przychodni zdarzało się, że trzeba było tydzień czekać na wizytę, nieważne czy teleporadę, czy taką klasyczną.
Można próbować jeszcze w jakichś Receptomatach, ale czy tam wydadzą receptę na psychotropy, nie mam pojęcia. Nigdy nie próbowałam, więc ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat. Z takich stron zdarzało mi się brać głównie antykoncepcję. Wtedy zawsze kazali podsyłać wcześniejsze recepty i ewentualnie wyniki badań.
Jeszcze co do tego, że nie zadziałała prośba o receptę na IKP, to obstawiam, że w większych miastach jest to lepiej ogarnięte, a jeśli u mnie wysyłało zapytanie do przychodni, w której jestem zapisana, a która nie potrafi nawet wyliczyć ilu ludzi zarejestrować danego dnia do specjalisty, żeby nie musieli siedzieć cały dzień w kolejce, to nic dziwnego, że nie dostałam żadnej informacji zwrotnej.
Jack Sparrow napisał/a:Na tak zgłaszany objaw? Tak. Tym bardziej, że jednak dostałaś skierowanie na badania. "Tylko dlatego, że o to zabiegałam" - no tak to ma działać. Lekarz nie czyta w myślach i nie wie jak silny jest to objaw i jak bardzo przeszkadzający w funkcjonowaniu. Twój objaw był silny, odpowiednio to wyartykułowaś i skierowanie dostałaś.
Próbując udowodnić, że nie mam racji pokazujesz, że jednak rację mam i z tych opcji sama korzystałaś. Bo i wiedziałaś o takiej funkcji w mojeIKP i skierowanie na badania jednak dostałaś. To tylko kwestia motywacji lub odpowiedniej rozmowy z lekarzem. Byłaś, zależało ci, bo objawy nie pozwalały ci normalnie funkcjonować i ostatecznie udało ci się uzyskać to, czego potrzebowałaś.
Dostałam, bo naciskałam. Lekarka mi początkowo nie chciała nic wypisać, bo „nie widziała powodu”. Finalnie wypisała na takie podstawowe badania i nie kryła się zbytnio z tym, że mi nie wierzy. A jaka była zadowolona z siebie, gdy z tamtych badań nic nie wyszło
Serio nie jest łatwo „wygrać” z niektórymi konowałami. Trzeba czasem odwagi i stanowczości.
Jack Sparrow napisał/a:Nie będę hamował wrotek, bo to jest sens tej durnej przepychanki. Zakładasz, że wyżywam się na shinim i że absolutnie nie mam racji. A jak przychodzi do konkretów to okazuje się, że trafiam za każdym jednym razem. I z uczelnią i z IBS-D i z jego treningami sztuk walki, gdzie początkowo robił z siebie fightera z medalami, aby się okazało ostatecznie, że chodzi tylko na otwarte treningi bez ładu i składu. I z jego dietą i uzależnieniami i problemami ze zdrowiem. Ty natomiast pozwalasz mu tkwić w gównie nawet nie próbując zainteresować się choćby prawdziwością jego słów i używanych przez niego argumentów. Biernie przyjmując jego treści utwierdzasz go w jego przeświadczeniu racji i ważkości argumentów. I taki układ nazywasz koleżeństwem? Pokazałaś tymi słowami jak realnie ci na nim zależy: "nie wiem i nie interesuje się na tyle, aby się dowiedzieć, bo w sumie mam to w dupie". Udowodniłaś tym wpisem jak wielkim duff'em shini jest dla ciebie. Brawo ty. Ale jednocześnie to ja jestem "złym oprawcą", bo jak shini pierdoli farmazony to mu to wytykam.
Wyjaśnijmy coś sobie. Nie jestem od pozwalania mu na cokolwiek. Piszecie tu o jakimś „traumadumpingu”, o „potrzebowaniu duff’a”, tymczasem ja kompletnie nie patrzę na Shiniego jak na kogoś, kogo powinnam prowadzić za rękę przez życie, rozliczać z każdego słowa i decyzji, wchodzić w rolę jego terapeuty, wybierać karierę, czy cokolwiek w tych klimatach.
Właśnie robienie tych rzeczy, o których tu momentami piszecie, byłoby toksyczne i świadczyło o patrzeniu na niego z góry, jak na kogoś gorszego ode mnie. Taki "projekt" w ramach działalności charytatywnej.
Postrzegam go jako DOROSŁEGO mężczyznę i uważam, że to, co najbardziej mu pomoże, to jego własna inicjatywa w życiu. Nie sztuką jest podsuwać komuś wiecznie gotowe rozwiązania. Zwłaszcza komuś, kto i tak czuje, że brakuje mu sprawczości i kogo w podstawowych czynnościach wyręczają inni ludzie.
Sam pisałeś, że na forum dostawał już wielokrotnie linki do kursów, do ogłoszeń o pracę, czy tanich mieszkań na wynajem. Teraz tym, czego mu najbardziej brakuje, jest przełamanie strachu, dostrzeżenie posiadanych możliwości i wewnętrzna motywacja, aby odważyć się z nich skorzystać.
Ode mnie dostaje czasem rady, dzielę się z nim własnym doświadczeniem i chętnie go wesprę, gdy się zdecyduje na konkretne działania, ale niczego nie wymuszam, ani nie stosuję żadnych kar, gdy postąpi inaczej niż mu sugeruję.
Także to nie ja, ale Wy robicie z niego jakiegoś niedorozwiniętego przygłupa, którego trzeba na każdym kroku w czymś uświadamiać i go „ratować”.
Jack Sparrow napisał/a:Oczywiście, że tak. Tylko jest w tym jeden problem. On chodził do szkoły w mieście, a mieszka pod miastem. Do przedszkola nie chodził. A nigdy, przez te wszystkie lata nie wypłynęło, aby jego mama pracowała, ani że ktokolwiek się nim opiekował. Pisał o tym (swoim życiu) jak to mu wszystkiego zabrania i zakazuje tak, jakby bezpośrednio nad nim stała. No jak była w pracy to argument zakazu gotowania czy sprzątania wylatuje przez okno.
A czego Ty oczekujesz, że on tu opiszę całą historię swojego życia ze wszystkimi szczegółami?
Niektórzy gotują nawet na kilka dni i później tylko odgrzewają, więc nie widzę w tym nic dziwnego, że mógł nie mieć możliwości sobie ugotować, jeśli np. wszystko już było przyszykowane.
Jack Sparrow napisał/a:Poza tym serio - jak to sobie wyobrażasz? Jaki rodzic widząc jakie problemy w nauce ma jego dziecko jeszcze dopierdalał go obowiązkami domowymi? Szkoła + dojazdy (które pochłaniały mu ile dziennie? 1,5-2h?), do tego treningi i korepetycje. Gdzieś tam jeszcze w międzyczasie poważne problemy z kolanem, diagnostyka (skoro miał zdiagnozowaną dysgrafię to rodzice wykazywali zainteresowanie i chodzili z nim po specjalistach). Doba ma tylko 24h a chyba lepiej, żeby dzieciak zdał z klasy do klasy niż, żeby umiał odkurzacz obsługiwać czy zupę ugotować. Tu nie ma niczego niewłaściwego czy złego.
No ale on chyba nie miał za bardzo obowiązków domowych? Czy coś mnie ominęło?
Jack Sparrow napisał/a:Za moich czasów tego też nie było. Ale wiem, że w wielu szkołach to obowiązuje (obecnie we wszystkich mi znajomych).
Nie było tak nawet za czasów mojej młodszej siostry, a jest kilka lat młodsza od Shiniego.
Jack Sparrow napisał/a:Z resztą to i tak nie ma różnicy, bo jakby chodził/wracał samemu to staje się to argumentem na rzecz uczenia samodzielności. Czyli to nie jest tak, że miał wszystko pod nosek podsuwane.
Daj spokój. Mój brat też wracał samodzielnie ze szkoły… i co to zmieniło finalnie w jego przypadku? A takich ludzi jest znacznie więcej, u których "coś nie pykło", mimo że nawet do pewnego momentu rozwijali się mniej więcej prawidłowo. W tym również między rodzeństwem, które wychowywało się w tym samym domu, potrafi wytworzyć się z czasem ogromna przepaść.