netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 020 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 276 do 2 340 z 3 086 ]

2 276

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Jeśli to taka duża pasja i taka kobieta byłaby spełnieniem marzeń.... Myślę, że nie byłyby to jakieś gigantyczne koszty, może nawet w cenie jednego masażu by obrócił.


To nawet nie w tym rzecz, bo masz też okazjonalnie wiele eventów związanych ogólnie z kulturą japońską za darmo, np:

1) https://zacisze.waw.pl/pl/japonska_noc_ … ty_origami
2) no i tradycyjnie animatsuri sporo robi: https://animatsuri.pl/

Także fundusze nie stanowią problemu. A i miejsc do spotkań i poznania nowych ludzi, których łączy fascynacja anime czy jakiejś fantasy i podobnych bez liku. Wystarczy przestać udawać, że się ich nie widzi i ruszyć dupę zamiast bawić się siusiakiem każdego dnia. W dzisiejszych czasach nie da się powiedzieć "nie wiedziałem, bo mi nikt nie powiedział". Wystarczy 5 minut wujka googla i gotowe. Można to zrobić jednocześnie stawiając porannego klocka. I to samo z poznaniem ludzi:

1) https://disboard.org/pl/servers/tag/anime-polska
2) https://www.facebook.com/groups/183814842704413/
3) https://www.facebook.com/groups/FaniAni … cale=pl_PL


Ile można udawać nieakceptowanego społecznie odludka w sytuacji kiedy anime/manga/fantasy są w modzie do tego stopnia, że nawet sieciówki (https://www.cropp.com/pl/pl/bluza-z-kap … -3103r-99x)  sprzedają ciuchy z grafikami popularnych serii?

2 277

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

To żałosne, gdy za każdym razem próbujesz podważać cudze słowa. Nie jesteś wszechwiedzący. Może pora to zaakceptować.

Po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Nigdy nie spotkałaś się z shinim, trzymasz go na dystans tłumacząc posiadaniem partnera. To nie jest koleżeństwo. To jest internetowa, powierzchowna znajomość. Znasz wogólę barwę jego głosu? Znasz kogokolwiek, kto byłby w stanie go zweryfikować czy to przypadkiem nie jakiś 50cioletni creep? Jak miał dziewczynę to czemu nie wybraliście się na podwójną randkę? Ano właśnie dlatego, że to co jest między wami nie jest nawet koleżeństwem.


tu kpisz z tego, że wyznaczyłam granice znajomości z Shinim i że nazywam ją koleżeństwem. LOL.

Kpię? Dlaczego? Jak pisałem nie ma koleżeństwa i sama to potwierdziłaś trzymając stosowny dystans.


Nie chciałabym, żeby mój partner spotykał się z jakimiś laskami poznanymi w sieci, więc sama też nie umawiam się z innymi mężczyznami.

I tyle w temacie "koleżeństwa". To po prostu internetowa znajomość.


I dlatego wymyśla rzeczy, o które użytkownicy się go czepiają i przez które wielu się z czasem do niego zniechęciło?

Bo to jedyne o czym potrafi rozmawiać co udowadniał wielokrotnie. W każdym innym temacie powtarza się to samo: ja nie wiedziałem, nikt mi nie powiedział, nikt mi nie pokazał. Tak samo przecież było o sporcie. Niby trenuje sporty walki od dziecka, niby ma domową siłownię, a co chwila wychodziło, że ani o diecie, ani suplach, ani o ćwiczeniach uzupełniających nic nie słyszał i ćwiczeń nie stosował. A pamiętasz jak go dziewczyny wysłały na grupy FB biegowe czy poświęcone anime (to chyba też było, ale nie chce mi się upewniać) to zaraz wracał z płaczem, że tam nikt z nim nie rozmawia. To forum to nie jest jego pierwsze medium. To ostatnia deska ratunku. Na męskich forach też mu przecież nie szło.

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.

2 278 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-04 13:36:48)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Nigdy nie spotkałaś się z shinim, trzymasz go na dystans tłumacząc posiadaniem partnera. To nie jest koleżeństwo. To jest internetowa, powierzchowna znajomość. Znasz wogólę barwę jego głosu? Znasz kogokolwiek, kto byłby w stanie go zweryfikować czy to przypadkiem nie jakiś 50cioletni creep? Jak miał dziewczynę to czemu nie wybraliście się na podwójną randkę? Ano właśnie dlatego, że to co jest między wami nie jest nawet koleżeństwem.

Tak zupełnie szczerze, to nie bardzo mnie obchodzi jak Ty postrzegasz naszą relację. Nie szukam tu niczyjej aprobaty. Odezwałam się, bo kolejny raz próbowałeś przeinaczać rzeczywistość na niekorzyść Shiniego. Dla mnie fakt, że jest on jedną z dwóch osób z forum, które w ciągu prawie dekady poznały moją prawdziwą tożsamość, wiedzą jak wyglądam, bez problemu są w stanie znaleźć w social mediach konta mojego partnera i naszych rodzin, ma znaczenie. Przykładowo Tobie bym takich informacji o sobie nie przekazała.

2 279

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.

Mój partner doskonale wie o istnieniu forum, Shiniego i że gadamy ze sobą prywatnie. Natomiast na ten moment nie widzę powodu, aby ich ze sobą zapoznawać. Ciężko mi ocenić, czy by się dobrze dogadywali, bo się od siebie dosyć mocno różnią. Nie wybieramy sobie nawzajem znajomych. Jeśli już, to takie rzeczy wychodzą naturalnie. Może kiedyś będzie okazja, żeby ich zapoznać, a może nie. Nic na siłę. A już na pewno nic pod presją obcych ludzi z neta. Lol.

Ale pewnie, daj się wciągnąć w narrację Jacka, podważaj wszystko i krytykuj ochoczo razem z nim. Na pewno zachęci to innych użytkowników do przejścia z Tobą na priv i tworzenia wspólnie alternatywy dla forum. Bo sprawiasz wrażenie kogoś godnego zaufania i idealnego materiału na kumpelę smile

2 280 Ostatnio edytowany przez kamil555x (2026-06-04 20:26:22)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.


W sumie dziwne podejście. Ja nie znam wszystkich kolegów mojej partnerki i nie rozumiem powodu, dla którego miałbym ich poznawać. Chyba że wychodzi to naturalnie.

Odwrotnie podobnie.

Jaki jest sens poznawania kogoś ze swoim partnerem po pierwsze bez kontekstu a po drogie tylko dlatego, że jak mówisz ktoś jest fajny. Jakby tak było to co każda kobieta zapraszałaby do domu wszystkich fajnych kumpli z pracy, szkoły, jakiegoś hobby, sąsiadów z młodości, byłych facetów, byłego męża, fajnych sąsiadów. Wszystkich których uważa za trochę fajnych i utrzymuje z nimi kontakt. Bez sensu.

Do takiego poznawania się potrzebny jest jakiś konkretny cel, kontekst.
Może Happines rozmawia z Shinim nie wiem o Anime. A jej partner przykładowo kompletnie się nie interesuje takimi tematami i go męczą. Po co mieliby się więc poznawać?

2 281

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.


W sumie dziwne podejście. Ja nie znam wszystkich kolegów mojej partnerki i nie rozumiem powodu, dla którego miałbym ich poznawać. Chyba że wychodzi to naturalnie.

Odwrotnie podobnie.

Jaki jest sens poznawania kogoś ze swoim partnerem po pierwsze bez kontekstu a po drogie tylko dlatego, że jak mówisz ktoś jest fajny. Jakby tak było to co każda kobieta zapraszałaby do domu wszystkich fajnych kumpli z pracy, szkoły, jakiegoś hobby, sąsiadów z młodości, byłych facetów, byłego męża, fajnych sąsiadów. Wszystkich których uważa za trochę fajnych i utrzymuje z nimi kontakt. Bez sensu.

Do takiego poznawania się potrzebny jest jakiś konkretny cel, kontekst.
Może Happines rozmawia z Shinim nie wiem o Anime. A jej partner przykładowo kompletnie się nie interesuje takimi tematami i go męczą. Po co mieliby się więc poznawać?

Co to za gównoburza? Happiness zakolegowala sie z Shininim i koniec historii. Reszta to jakies analizy psychologiczne bez sensu. Kto z kim, dlaczego, co powinien, co wypada, jakie motywację. Dajcie spokój

2 282

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

W sumie dziwne podejście. Ja nie znam wszystkich kolegów mojej partnerki i nie rozumiem powodu, dla którego miałbym ich poznawać. Chyba że wychodzi to naturalnie.

Odwrotnie podobnie.

Jaki jest sens poznawania kogoś ze swoim partnerem po pierwsze bez kontekstu a po drogie tylko dlatego, że jak mówisz ktoś jest fajny. Jakby tak było to co każda kobieta zapraszałaby do domu wszystkich fajnych kumpli z pracy, szkoły, jakiegoś hobby, sąsiadów z młodości, byłych facetów, byłego męża, fajnych sąsiadów. Wszystkich których uważa za trochę fajnych i utrzymuje z nimi kontakt. Bez sensu.

Do takiego poznawania się potrzebny jest jakiś konkretny cel, kontekst.
Może Happines rozmawia z Shinim nie wiem o Anime. A jej partner przykładowo kompletnie się nie interesuje takimi tematami i go męczą. Po co mieliby się więc poznawać?

To już od dawna nie jest rozmowa na sensowne argumenty, tylko przypieprzanie się dla zasady o cokolwiek, byle przeforsować swoje racje. Bo przecież to niemożliwe, żebyśmy z Shinim sobie gadali o grach, anime i innych pierdołach, na bank prowadzę mu całodobową domową terapię, lituję się, ratuję go i jednocześnie patrzę na niego z góry. Ta płyta, chociaż już zdarta, jeszcze gra...

2 283

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Co to za gównoburza? Happiness zakolegowala sie z Shininim i koniec historii. Reszta to jakies analizy psychologiczne bez sensu. Kto z kim, dlaczego, co powinien, co wypada, jakie motywację. Dajcie spokój

Zaglądasz do tego wątku nie od dziś, więc wiesz jak jest. Niektórzy tu spać by nie mogli w nocy, jakby nie spróbowali Shiniemu dowalić, gdy tylko nadarzy się okazja smile

2 284 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-06-04 23:05:55)

Odp: Co to znaczy żyć?

.

2 285 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-06-05 12:39:59)

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Co to za gównoburza? Happiness zakolegowala sie z Shininim i koniec historii. Reszta to jakies analizy psychologiczne bez sensu. Kto z kim, dlaczego, co powinien, co wypada, jakie motywację. Dajcie spokój

Burza jest standardowa smile
Jacek wpada tutaj jak go plecy bolą i musi się na kimś wyżyć, przypominając sobie szkolne czasy, gdy to na nim się wyżywano.
Smutna wpada tutaj jak ma swoją huśtawkę nastrojów i musi się podbudować czyimś kosztem.
A Shini jeszcze nie wpadł do końca na to, żeby koncertowo powyższe towarzystwo olać.
Zaś Pani Happiness działa niestandardowo nie wpisując się w kanony, dlatego również jest obiektem ataku, coś na zasadzie: "Nie pasuje do nas? Do tłumu?? Bierzcie widły i pochodnie! Spalić Ją na stosie!!!"

2 286 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-05 13:27:16)

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.


W sumie dziwne podejście. Ja nie znam wszystkich kolegów mojej partnerki i nie rozumiem powodu, dla którego miałbym ich poznawać.


Nie bez przyczyny relacje się stopniuje względem stopnia zażyłości/więzi emocjonalnej:

1) znajomi
2) koledzy
3) przyjaciele
4) rodzina

Jak kogoś na oczy nigdy nie widziałeś, głosu nie słyszałeś i nie planujesz się z taką osobą poznać irl, ani wciągnąć ją do swojego kręgu (poznanie partnerów czy ogólnie swojej paczki) to nie jest to koleżeństwo tylko zwykła znajomość.

Więc tak - jeśli trzymasz kogoś na tak daleki dystans, że nawet nie chcesz spotkać się na żywo i przedstawić tego kogoś swojej partnerce/partnerowi to tu o koleżeństwie nie ma mowy. To tylko powierzchowna, internetowa znajomość w jej czystej definicji.

2 287

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Mnie też wydaje się to dziwne. Gdyby Happines uważała Shiniego za fajnego faceta, to by chciała zapoznać go ze swoim partnerem. Normalne budowanie paczki przyjaciół. Shini jest fajny, mój partner jest fajny, na pewno się dogadają. Nie dzieje się tak bo Happi uważa Shiniego za creepa, w przeciwieństwie do swojego partnera, więc wie że się nie dogadają. Takie koleżeństwo z litości.

Mój partner doskonale wie o istnieniu forum, Shiniego i że gadamy ze sobą prywatnie. Natomiast na ten moment nie widzę powodu, aby ich ze sobą zapoznawać. Ciężko mi ocenić, czy by się dobrze dogadywali, bo się od siebie dosyć mocno różnią. Nie wybieramy sobie nawzajem znajomych. Jeśli już, to takie rzeczy wychodzą naturalnie. Może kiedyś będzie okazja, żeby ich zapoznać, a może nie. Nic na siłę. A już na pewno nic pod presją obcych ludzi z neta. Lol.

Ale pewnie, daj się wciągnąć w narrację Jacka, podważaj wszystko i krytykuj ochoczo razem z nim. Na pewno zachęci to innych użytkowników do przejścia z Tobą na priv i tworzenia wspólnie alternatywy dla forum. Bo sprawiasz wrażenie kogoś godnego zaufania i idealnego materiału na kumpelę smile

Nie mam usługowego podejścia do relacji które nawiązuje, więc nie za bardzo mi zależy żeby sprawiać wrażenie osoby przydatnej dla moich rozmówców.
Zależy mi natomiast, żeby rozmawiać z osobami, które mi się wydają ciekawe i mają coś fajnego do powiedzenia, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam.
Na tym etapie na luzie wypiłabym piwo z Jackiem gdybym miała taką możliwość, bo to jedna z niewielu osób na forum, która rzeczywiście mniej wiecej jest tym kim mówi że jest i nie bawi sie w internetowe alter ego.

2 288

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie bez przyczyny relacje się stopniuje względem stopnia zażyłości/więzi emocjonalnej:

1) znajomi
2) koledzy
3) przyjaciele
4) rodzina

Jak kogoś na oczy nigdy nie widziałeś, głosu nie słyszałeś i nie planujesz się z taką osobą poznać irl, ani wciągnąć ją do swojego kręgu (poznanie partnerów czy ogólnie swojej paczki) to nie jest to koleżeństwo tylko zwykła znajomość.

Więc tak - jeśli trzymasz kogoś na tak daleki dystans, że nawet nie chcesz spotkać się na żywo i przedstawić tego kogoś swojej partnerce/partnerowi to tu o koleżeństwie nie ma mowy. To tylko powierzchowna, internetowa znajomość w jej czystej definicji.

No kto by się spodziewał, że Jack jak zwykle będzie próbował przeforsować SWOJE definicje i SWOJE spojrzenie na jakiś temat jako jedyne słuszne. Szok i niedowierzanie... big_smile

2 289 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 16:28:06)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nie mam usługowego podejścia do relacji które nawiązuje, więc nie za bardzo mi zależy żeby sprawiać wrażenie osoby przydatnej dla moich rozmówców.

Wzbudzanie zaufania i tworzenie przyjaznej atmosfery to są podstawy, jeśli się chce zachęcać ludzi do pogłębienia relacji, czy dzielenia się szczegółami z ich życia.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Zależy mi natomiast, żeby rozmawiać z osobami, które mi się wydają ciekawe i mają coś fajnego do powiedzenia, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Na tym etapie na luzie wypiłabym piwo z Jackiem gdybym miała taką możliwość, bo to jedna z niewielu osób na forum, która rzeczywiście mniej wiecej jest tym kim mówi że jest i nie bawi sie w internetowe alter ego.

Tylko wiesz, do normalnej rozmowy potrzeba osób, które potrafią SŁUCHAĆ i AKCEPTOWAĆ to, że ktoś ma inne spojrzenie, bez ciągłych kpin, umniejszania, zarzucania kłamstw, czy przeinaczania wypowiedzi tej osoby, bo przecież ona nie wie, co myśli i co czuje, i trzeba ją za wszelką cenę uświadomić. Jack nie potrafi żadnej z tych rzeczy, co udowodnił na forum już wielokrotnie. On zdaje się być w trybie ciągłej walki, stąd te ataki na rozmówców i teksty w stylu „pierdolisz jak potłuczony”, "pojebało Ci się w głowie ze starości". A jak brakuje sensownych argumentów, to próbuje znaleźć czyjś słaby punkt, by w ten sposób zmusić go do kapitulacji i jeśli na przykład pisał kiedyś na forum, że ma depresję i leczył się psychiatrycznie, to nie jest przecież żadnym wiarygodnym głosem w dyskusji. Ma chorobowo zmienione postrzeganie rzeczywistości, także czego by nie napisał, będzie to kompletnie bezwartościowe.
A jak sądzisz, dlaczego tak bardzo nie cierpi Shiniego? Bo mu zazdrości dzieciństwa, tego, że rodzice inwestowali w niego kasę smile Wystarczy spojrzeć, jak się odpala za każdym razem, gdy wraca ten temat.
Twoim zdaniem to jest serio ktoś, kogo warto poznawać na żywo i kto nikogo tu nie udaje?
Zanim sobie odpowiesz na to pytanie, pragnę jeszcze nieśmiało przypomnieć, że zakładał tu multikonta, również jako kobieta.
Według mnie to by było na tyle w kwestii „nie bawi się w internetowe alter ego”.
Natomiast pamiętam, jak kiedyś dawałaś do zrozumienia, ze imponują Tobie takie „charakterystyczne”, pyskate, bezczelne osobowości, więc nic dziwnego, że wydaje Ci się znacznie ciekawszy niż Shini.
Generalnie staram się być otwarta wobec każdego, „dostrzec człowieka w człowieku”, ale wszystko ma swoje granice.
Szkoda życia na otaczanie się nieżyczliwymi, pełnymi zawiści i aroganckimi ludźmi.

2 290

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

No kto by się spodziewał, że Jack jak zwykle będzie próbował przeforsować SWOJE definicje i SWOJE spojrzenie na jakiś temat jako jedyne słuszne. Szok i niedowierzanie... big_smile

Tak, tak - moja definicja. Oczywiście.


Jeśli kogoś w życiu na oczy nie widziałaś IRL i trzymasz go na dystans, to siłą rzeczy nie jest to koleżeństwo. Od kolegów się człowiek nie dystansuje. To jest kluczowa różnica pomiędzy znajomym z internetu, a kolegą.



Ciężko mi ocenić, czy by się dobrze dogadywali, bo się od siebie dosyć mocno różnią. Nie wybieramy sobie nawzajem znajomych. Jeśli już, to takie rzeczy wychodzą naturalnie. Może kiedyś będzie okazja, żeby ich zapoznać, a może nie.

Robisz szpagat teraz. Jak się kogoś darzy sympatią i uważa za fajnego/wartościowego człowieka to się chce go wprowadzić do swojego życia/do swojego kręgu. Nawet jeśli tylko byłyby to epizodyczne spotkanie raz w roku. Z shinim gadasz od kilku lat już i okazji było w tym czasie bez liku. Spokojnie mogliście się wybrać na podwójną randkę, event anime, nocny maraton filmowy, standup, festiwal kultury japońskiej, noc w muzeum czy cokolwiek innego. Jeśli do tej pory to nie nastąpiło to nigdy nie nastąpi, bo taki właśnie mur was dzielący zbudowałaś. Bo spokojnie 80-90% tematów waszych rozmów kręcą się o nim i jego problemach. A najlepszy dowód że shini jest dla ciebie tylko creepowym znajomym z netu nad którym się litujesz jest to, że nie widzisz powodu wprowadzać go w swoje życie. Fajne to koleżeństwo. Takie życzliwe, pełne wzajemności i równowagi. Więź emocjonalną widać jak na dłoni. I gdzie w tej relacji jest miejsce dla shiniego.





Wbrew twojej narracji to tu nikt po shinim nie jeździ. On sam sobie to robi kręcąc i bajdurząc.

Wytykanie rozjazdów w jego bajkach, gdzie sam przyznał się do kłamstwa nie jest "dowalaniem się". Jest po prostu zachowaniem minimum logiki i normalności w dyskusji.

Byłoby wszystko ok, gdyby mu się bajki na boki nie rozjeżdżały i gdyby nie robił z siebie życiowej sieroty. Niech i będzie tam aspołecznym koniobijcą - jego życie i jego wybór. Ale niech przestanie wiecznie marudzić i kłamać. Jak mu nie pasuje - niech to zmieni. Wysłanie CV to nie fizyka kwantowa, a wyprowadzka i usamodzielnienie się nie jest skala skomplikowania i problemów na miarę próby kolonizacji Marsa. To są sprawy, które ogarniają nastolatki idące na studia poza miejscem zamieszkania.

2 291 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-05 16:52:58)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Ma chorobowo zmienione postrzeganie rzeczywistości, także czego by nie napisał, będzie to kompletnie bezwartościowe.


urocze zwłaszcza jak kilka linijek tłumaczysz, że nie powinno się tak oceniać ludzi i używać ich stanu zdrowia przeciwko nim.  smile Hipokryzją zawiało. Czyli można tak robić jak się kogoś nie darzy sympatią, ale nie można jak jest wobec tych, których lubimy.

A jeśli mi wszyscy tutaj jesteście obojętni to mam być życzliwy "bo tak" ? Sorry, ale dyskusja nie polega na przytakiwaniu, a pomoc nie polega na utwierdzaniu w niemocy.


A jak sądzisz, dlaczego tak bardzo nie cierpi Shiniego? Bo mu zazdrości dzieciństwa, tego, że rodzice inwestowali w niego kasę smile Wystarczy spojrzeć, jak się odpala za każdym razem, gdy wraca ten temat.

eeee co? xD

Korepetycji brać nie musiałem
Miałem stypendium i w ogólniaku i na studiach, których mam skończone dwa kierunki
Wakacje i ferie spędzałem na różnych wyjazdach - czy to koloniach/obozach, czy po rodzinie, czy korzystając z tego, co robią domy kultury i inne miejsca tego typu.

Doceniam ile wysiłku włożyli moi rodzice, aby pokazać mi świat i możliwości jakie oferuje. A nie było to łatwe w latach 1980-2000. To co robi shini, jak marudził na rodziców (prostych fizoli bez wykształcenia), jak ich oskarżał o swoje niepowodzenia i brak możliwości jest po prostu żałosne, nieuczciwe i niewdzięczne.

2 292 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 17:12:52)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

urocze zwłaszcza jak kilka liniej tłumaczysz, że nie powinno się tak oceniać ludzi i używać ich stanu zdrowia przeciwko nim.  smile Hipokryzją zawiało.

Przecież to było przytoczenie Twojego sposobu argumentacji. Nie pamiętasz już, w jaki sposób rozmawiałeś chociażby z Karmą?

Jack Sparrow napisał/a:

eeee co? xD

Korepetycji brać nie musiałem
Miałem stypendium i w ogólniaku i na studiach, których mam skończone dwa kierunki
Wakacje i ferie spędzałem na różnych wyjazdach - czy to koloniach/obozach, czy po rodzinie, czy korzystając z tego, co robią domy kultury i inne miejsca tego typu.

Niejednokrotnie pisałeś, że byliście biedni, więc rodzice mieli mocno ograniczone możliwości finansowe. Nie mówię, że by w Ciebie nie inwestowali, gdyby mogli, tylko że jakby mieli możliwość przeznaczyć na Ciebie tyle kasy, co na Shiniego (równowartość nowego samochodu - bardzo lubisz to powtarzać), to Ty byś to bardziej docenił i może lepiej wykorzystał. W każdym razie tak to postrzegasz, bo nie ma możliwości tego zweryfikować. Dlatego nie potrafisz pojąć, jak on śmiał uznać to za coś jakkolwiek negatywnego, co długofalowo mu zaszkodziło i zepsuło nie tylko jego samoocenę, ale też wpłynęło na jego poczucie sprawczości.

2 293 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 17:10:05)

Odp: Co to znaczy żyć?

A co do tej kolejnej super analizy powyżej, to mi się nie chce tego rozkładać na czynniki pierwsze, więc napiszę tylko ostatni raz, że nie spotykam się sam na sam z ŻADNYM innym mężczyzną, poza moim partnerem. Więc to nic nie znaczy w kontekście tego, jak postrzegam Shiniego.

Jak ktoś nadal będzie chciał na ten temat dyskutować, to niech się przygotuje na prowadzenie monologu z samym sobą smile

2 294 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 18:31:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Wbrew twojej narracji to tu nikt po shinim nie jeździ. On sam sobie to robi kręcąc i bajdurząc.

Tak, tak, to tylko moja narracja. Muqin. Lunka. Palec Boga i kilkoro innych użytkowników również zwróciło na to uwagę, ale wiadomo, lepiej się wypierać. Niech żyje racjonalizacja.

Jack Sparrow napisał/a:

Wytykanie rozjazdów w jego bajkach, gdzie sam przyznał się do kłamstwa nie jest "dowalaniem się". Jest po prostu zachowaniem minimum logiki i normalności w dyskusji.

Bez urazy, ale akurat Ty nie masz pojęcia czym jest normalność w dyskusji.

Wielu użytkowników forum nie mówi całej prawdy, po czasie zmienia wersję, kłamie na temat swojego życia, związków, osiągnięć, poziomu zamożności i tak dalej… także to żaden argument za tym, by czepiać się tak bardzo akurat Shiniego.
Ty też święty nie jesteś i też wielu rzeczy tu nie mówisz.
P.S. Absolutnie nie wierzę w to, że cokolwiek mogłoby sprawić, żebyś dał mu święty spokój i przestał się do niego przywalać o cokolwiek, skoro miałeś problem nawet z tym, w jaki sposób gadamy o filmach, anime i innych pierdołach w moim temacie. Co najwyżej zaprzestanie udzielania się na forum.

2 295 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-05 19:20:44)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Przecież to było przytoczenie Twojego sposobu argumentacji.)

I byłoby to prawdziwe, gdyby nie fakt, że nie mam depresji, a sprawdzam to raz w roku. Natomiast pasywno-agresywny styl wypowiedzi wynika z bólu. Nigdy się z tym nie kryłem. Tak samo jak nigdy się nie kryłem z tym, że tworzę multikonta, aby sprawdzić czy reakcja na moje słowa wynika z treści czy sposobu przekazu. To też pisałem kilkukrotnie.


Niejednokrotnie pisałeś, że byliście biedni,

Oczywiście, że tak. Bo to były lata 80te. Większość była biedna wtedy. Ale na przemianach ustrojowych moja rodzina mocno zyskała. To był czas bardzo dynamicznych zmian.


tylko że jakby mieli możliwość przeznaczyć na Ciebie tyle kasy, co na Shiniego

Ale na co mieliby to niby przeznaczyć? Pegazusa miałem, a PCtów jeszcze nie było i zaczęły być bardziej powszechne dopiero w drugiej połowie lat 90tych. Wakacje miałem zawsze zajebiste, korepetycji nie potrzebowałem. A na osiedlu/w klasie/szkole większość reprezentowała ten sam poziom zamożności. Polska to nie USA czy jakiś inny kraj zachodni, w którym brak pieniędzy definitywnie zamyka możliwości. U nas zabezpieczenie socjalne jest bardzo dobre. Normą są akcje typu lato/zima w mieście, domy kultury non stop coś organizują i tak dalej. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że zaczynaliśmy biednie. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że skrajnie biednie. I wiem ile to kosztowało moich rodziców, aby na przemianach skorzystać i jednak zarobić. Dlatego ja widzę wszędzie okazje, a nie problemy. Osobiście nigdy biedny się nie czułem, bo mi niczego nie brakowało.


(równowartość nowego samochodu - bardzo lubisz to powtarzać),

Oczywiście, że lubię to powtarzać. Bo shini kreuje się na biedaka. Tym czasem w jego rodzinie tylko ojciec pracował zarobkowo i miał do utrzymania niepracującą żonę (mamę shiniego) i dwójkę dzieci (jego i siostrę). A przecież  shini chodził na te wszystkie kursy walki i jeździł na obozy. Korepetycje z czego tylko potrzebował to też miał załatwione (przez rodziców przecież) i ogrom hajsu na to poleciało. Podkreślę - z jednej pensji. A nie gniotą się w kawalerce tylko mają dom pod Warszawą.

Shini jako dziecko miał problemy i odstawał. Zauważyli to i jego rodzice i nauczyciele. Miał zdiagnozowaną dysgrafię czyli rodzice chodzili z nim po specjalistach i go badali zamiast napierdalać kablem od prodiża za kiepskie stopnie. Czyli interesowali się, szukali rozwiązania problemu zamiast bezrefleksyjnie karać. Sztuki walki to przecież też nie wzięły się z kosmosu tylko było to zalecenie od szkolnego psychologa skrupulatnie zrealizowane przez jego rodziców. Bo kto mu to ogarnął na tym etapie? On sam? Nie - to wszystko rodzice mu załatwili. A skoro miał dysgrafię i konieczne były duże ilości korepetycji, a oprócz tego jeszcze Osgooda-Schlattera załapał po drodze to co mieli zrobić jego rodzice? Zajebać go jeszcze masą obowiązków domowych? I tak ledwo zdawał i max co można było powiedzieć, to że jest przeciętnym uczniem. W dodatku z takim problemem z kolanem, którego leczenie zajmuje miesiące (a niekiedy lata) to kazaliby mu z odkurzaczem zapierdalać? Ale to też nie tak, że nie miał żadnych obowiązków. Wszak podkreślał, że w weekendy ojciec dawał mu zawsze różne "bojowe" zadania.


napiszę tylko ostatni raz, że nie spotykam się sam na sam z ŻADNYM innym mężczyzną, poza moim partnerem.

Czyli nie masz kolegów. Może co najwyżej wspólnych. Dlatego też pisałem o podwójnej randce w momencie jak shini się spotykał z tą kryminałką.


Rozumiem dlaczego sympatyzujesz z shinim i tak łatwo łykasz argumenty "bo to źli rodzice". I dlaczego zawieszasz się na kilku wybranych aspektach i nie łączysz kropek dla uzyskania całego obrazu. Ale to nie jest prawdziwe w jego wypadku. Obwinianie rodziców w jego wypadku to zwykła buta i chamstwo.


Więc tak - uważam shiniego za narcystycznego, żałosnego i niewdzięcznego chujka. I gwarantuję ci, że jakbyś się dowiedziała, że twój partner rozmawia z obcymi dupami na necie za twoimi plecami w narracji "jak się trafi ładniejsza to pewnie zdradzę" to albo związek by się skończył, albo już do końca życia widziałbyś swojego faceta w kompletnie innym świetle. I to samo z dziećmi - jakbyś kiedykolwiek usłyszała takie słowa pod swoim adresem robiąc tyle co rodzice shiniego zrobili dla niego, to złamałoby ci to serce.

2 296 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-05 19:15:18)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Wielu użytkowników forum nie mówi całej prawdy, po czasie zmienia wersję, kłamie na temat swojego życia, związków, osiągnięć, poziomu zamożności i tak dalej…

I jak widzę, że ktoś pierdoli głupoty to mówię to każdemu.


Ty też święty nie jesteś i też wielu rzeczy tu nie mówisz.

Nigdy się na takiego nie kreowałem. Wręcz odwrotnie, wielokrotnie wspominałem o tym, że jestem aroganckim nonkonformistą.



miałeś problem nawet z tym, w jaki sposób gadamy o filmach, anime i innych pierdołach w moim temacie.

- to jest fajne
- no mi też się podoba

Ciężko takie coś nazwać rozmową. Zwłaszcza jak ktoś się kreuje na znawcę, co wie więcej od innych (słowa shiniego).

2 297 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 19:50:14)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

I byłoby to prawdziwe, gdyby nie fakt, że nie mam depresji, a sprawdzam to raz w roku. Natomiast pasywno-agresywny styl wypowiedzi wynika z bólu. Nigdy się z tym nie kryłem. Tak samo jak nigdy się nie kryłem z tym, że tworzę multikonta, aby sprawdzić czy reakcja na moje słowa wynika z treści czy sposobu przekazu. To też pisałem kilkukrotnie.

Ale ja nie mówiłam o Tobie, Jack. Pisałam o tym, że wykorzystujesz takie informacje przeciwko rozmówcom w dyskusji. Szukasz słabych stron.
Shini też się leczy psychiatrycznie, więc pewne rzeczy, w tym nieścisłości w wypowiedziach, błędne umiejscowienie czegoś w czasie, mogą wynikać z brania leków, czy jakichś stanów chorobowych. Inne z tego, że pewnych rzeczy nie chce (bo nie musi) ujawniać, a z czasem zapomina, że napisał akurat to, albo decyduje się powiedzieć prawdę i historia jest niespójna.
To, co kiedyś pisałeś, że my z Muqin łykamy wszystko jak pelikany i nie widzimy takich rzeczy, jest nieprawdą.
Zresztą już kiedyś pisałam, że mi to po prostu nie przeszkadza na tyle, by z Shinim nie chcieć rozmawiać, a rozliczać go z każdego słowa też nie mam zamiaru.

Jack Sparrow napisał/a:

Shini jako dziecko miał problemy i odstawał. Zauważyli to i jego rodzice i nauczyciele. Miał zdiagnozowaną dysgrafię czyli rodzice chodzili z nim po specjalistach i go badali zamiast napierdalać kablem od prodiża za kiepskie stopnie. Czyli interesowali się, szukali rozwiązania problemu zamiast bezrefleksyjnie karać. Sztuki walki to przecież też nie wzięły się z kosmosu tylko było to zalecenie od szkolnego psychologa skrupulatnie zrealizowane przez jego rodziców. Bo kto mu to ogarnął na tym etapie? On sam? Nie - to wszystko rodzice mu załatwili. A skoro miał dysgrafię i konieczne były duże ilości korepetycji, a oprócz tego jeszcze Osgooda-Schlattera załapał po drodze to co mieli zrobić jego rodzice? Zajebać go jeszcze masą obowiązków domowych? I tak ledwo zdawał i max co można było powiedzieć, to że jest przeciętnym uczniem. W dodatku z takim problemem z kolanem, którego leczenie zajmuje miesiące (a niekiedy lata) to kazaliby mu z odkurzaczem zapierdalać? Ale to też nie tak, że nie miał żadnych obowiązków. Wszak podkreślał, że w weekendy ojciec dawał mu zawsze różne "bojowe" zadania.

Jack, może załóż choć raz, że nie wszystko wiesz i że Shini pewnych rzeczy tu nie napisał.
Dziecko bez powodu nie ma niskiej samooceny i problemów z poczuciem sprawczości.

Jack Sparrow napisał/a:

Czyli nie masz kolegów. Może co najwyżej wspólnych. Dlatego też pisałem o podwójnej randce w momencie jak shini się spotykał z tą kryminałką.

W moim odczuciu, a mam do niego prawo, taka znajomość to też koleżeństwo.

Jack Sparrow napisał/a:

Rozumiem dlaczego sympatyzujesz z shinim i tak łatwo łykasz argumenty "bo to źli rodzice". I dlaczego zawieszasz się na kilku wybranych aspektach i nie łączysz kropek dla uzyskania całego obrazu. Ale to nie jest prawdziwe w jego wypadku. Obwinianie rodziców w jego wypadku to zwykła buta i chamstwo.

Zauważanie, że pewne zachowania mogą prowadzić do pewnych konsekwencji nie znaczy, że kogoś obwiniasz. Przecież on sam tu pisał, że zdaje sobie sprawę z tego, że chcieli dla niego dobrze.

Jack Sparrow napisał/a:

Więc tak - uważam shiniego za narcystycznego, żałosnego i niewdzięcznego chujka. I gwarantuję ci, że jakbyś się dowiedziała, że twój partner rozmawia z obcymi dupami na necie za twoimi plecami w narracji "jak się trafi ładniejsza to pewnie zdradzę" to albo związek by się skończył, albo już do końca życia widziałbyś swojego faceta w kompletnie innym świetle. I to samo z dziećmi - jakbyś kiedykolwiek usłyszała takie słowa pod swoim adresem robiąc tyle co rodzice shiniego zrobili dla niego, to złamałoby ci to serce.

W dyskusji na temat jego dziewczyny brałam czynny udział, więc pewnie widziałeś moje stanowisko i że nie klepałam go wtedy po plecach, jak mi to zwykle zarzucasz.
Mimo wszystko nie uważam, żeby Shini robił takie rzeczy z premedytacją i chciał kogoś skrzywdzić dla własnych korzyści.
Prędzej powiedziałabym, że ma problem z identyfikacją własnych emocji, czy nawet ich odczuwaniem i naprawdę nie potrafił ocenić, czy ona mu się wystarczająco podoba.

2 298

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

- to jest fajne
- no mi też się podoba

Ciężko takie coś nazwać rozmową. Zwłaszcza jak ktoś się kreuje na znawcę, co wie więcej od innych (słowa shiniego).

No tak, zapomniałam, że Ty wyznaczasz wszelkie normy… big_smile

2 299

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

No niestety, aktualnie realia jeśli chodzi o stosunek zarobków do kosztów życia (ze zwykłej pracy) są niezbyt optymistyczne. Z pensją 6-7k, jak jeszcze dojdzie wynajem, to można zapomnieć o jakichś rozrywkach i czymkolwiek poza wegetacją. Dlatego też wcześniej bardziej proponowałem może własną działalność, aby mieć nadzieje zarobić więcej. Praca na jakimś magazynie z laskami + rozwijanie powoli jakiegoś interesu.

No i właśnie też dlatego, zwykła praca i odkładanie z niej po 300 zł to Ci życia nie starczy na uzbieranie jakiejś przydatnej kwoty. Dlatego właśnie proponowałem rozważenia jakiejś własnej działalności z niskimi kosztami wejścia, robionej przy okazji zwykłej pracy.

A tak pomyślałem sobie teraz. A jakbyś na co dzień chodził w jakichś ciuchach związanych z anime? Może np będąc w Warszawie zauważyłaby to jakaś dziewczyna, która się tym interesuje, złapalibyście kontakt wzrokowy, potem rozmowa..... Wiadomo, szansa na to niewielka, ale tak wpadłem teraz na to. Albo jeśli masz jakieś profile na necie to powrzucać, aby było ewidentnie widać, że lubisz anime.

Samo trenowanie to już coś. A kilka medali to już chyba jest jakieś osiągnięcie. Zresztą dziewczyny nie interesowałoby konkretnie ile medali masz, czy coś potrafisz, ale sam fakt, że trenujesz., masz więc co za tym idzie, jakieś konkretne zainteresowanie.

Coś w tym jest. Kiedyś miałem podobnie po pierwszej dziewczynie. Po czasie jednak doceniłem to, nawet jak miałem dłuższe przerwy, bo jednak te doświadczenia są bezcenne. Jak będziesz miał 40 lat to się będziesz lepiej czuł z tym, że straciłeś prawictwo około 30 a nie 35. Wiadomo to i to późno, ale jak już to lepiej 30 niż 35.

No ja znam takie historie z życia. Ale mniejsza z tym, mówiąc o trójkącie, miałem na myśli, że wszystko się może wydarzyć, to podałem bardziej jako skrajny przykład, bo też domyślam się, że nie są to częste przypadki, tylko jakieś jednostkowe.

Zresztą bardziej celem byłoby poznanie chociaż jednej z tych dwóch 20 latek. Seks to na pewno byłoby coś, ale nawet samo koleżeństwo byłoby super dla Ciebie. Ten trójkąt to tak tylko gadałem, nie proponuj czasem im czegoś takiego big_smile

Miejmy nadzieje, że któraś tam będzie, jak Ty się zjawisz na robocie u nich.

I w sumie, ostatnio dużo na forum o masażach i widać, że to poprawia samopoczucie chłopakom, a Ty się nie chwaliłeś, że nadal chodzisz, to może warto się wybrać, rozluźnić, jak już mowa o trójkątach to może na duet big_smile

Tylko, że na tą własną działalność trzeba mieć jakikolwiek pomysł, a ja nie mam nic takiego. Prawda jest taka, że jeśli pójdę do jakiejś pracy, nawet takiej związanej z moim wykształceniem to i tak byłoby to z 5k i pewnie nie więcej. Własna działalność to spore koszty, jak już pisałem trzebaby było niemal od razu mieć zyski przekraczające 10k żeby w ogóle utrzymać tą działalność i żeby potem coś zostało. Kupienie mieszkania za gotówkę to coś daleko wykraczającego poza możliwości zwykłego człowieka. Zaledwie paru moich znajomych ledwo uzbierało do tej pory na wkład własny do kredytu, a i tak pracowali po ponad 200h miesięcznie i zarabiali te 10k. Ja nawet nie będę próbował się łudzić, że udałoby mi się samemu wyprowadzić od rodziców i utrzymać. Mam znajomego, który wynajmuje ok. 40m kawalerkę na Białołęce, niezły kawał od centrum i za sam wynajem płaci 4k. Te ceny to jest prawdziwy dramat. Na stanowisku specjalisty w ogłoszeniach, które przeglądam jest góra 7k brutto. To są wręcz śmieszne pieniądze przy tych cenach.

Odkładam dużo więcej niż 300zł, a i tak życia by nie starczyło nawet na ten kredyt. Jeśli chodzi o jakąś dodatkową robotę przy okazji zwykłej pracy to jeden pomysł już mam. Tylko najpierw muszę znaleźć tą zwykłą pracę. I nie wiadomo czy będzie przy niej choć chwila na cokolwiek innego.

Pomysł nie jest zły, a raczej nie był kiedy byłem młodszy. Wierz mi, że będąc jeszcze w szkole próbowałem tego niezliczoną ilość razy. Chodziłem w koszulkach z motywami anime, miałem przypinki, chodziłem na konwenty, nawet próbowałem udawać, że w miejscach publicznych czytam mangi. Dosłownie nigdy nic to nie dało. Nigdy nikt nawet nie podszedł ani nie powiedział słowa. Jack wstawił tu link to Animatsuri. Kiedyś chodziłem na każdy ich główny konwent i dosłownie nigdy nikt nawet się do mnie nie odezwał. Oczywiście nie licząc osób na kasie biletowej czy stoiskach. Zawsze obojętnie co bym robił byłem totalnie niewidzialny. Z profilami było tak samo. Na FB dodawałem zdjęcia z anime, obserwowałem strony, dołączyłem do grup, pisałem komentarze. Tak samo na discord i też nigdy nikt nawet nie próbował zagadać. Nawet teraz od czasu do czasu zdarzy mi założyć jakaś koszulkę z motywem anime, też nie ma na to żadnej reakcji znikąd.

Jeszcze nie spotkałem dziewczyny, na której robiłoby wrażenie trenowanie czegokolwiek jeśli nie szły za tym potencjalne korzyści dla niej. Albo po prostu ktoś nie miał w tym dużych osiągnięć. Jak ktoś trenuje na siłowni to na nikim to nie robi wrażenia. Jak wygląda jak model z insta to co innego. To niestety działa na zasadzie "jesteś mistrzem albo nikim".

Może masz rację, nie sposób to teraz potwierdzić lub zaprzeczyć.

Jeśli któraś z nich jeszcze spotkam to dam znać.

Jak już pisałem na ostatnim masażu byłem ze 3 lata temu. Przez chwilę nawet się nad tym zastanawiałem ale nie mógłbym spojrzeć ani w twarz chyba jeszcze aktualnej dziewczynie ani w lustro bez rozmowy z nią i zaktualizowania statusu związku.

2 300

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Dużo ciepłych i otwartych osób jest w takich środowiskach: https://oddechowo.pl/

Jest na takie coś moda w ostatnich latach i przewaga kobiet nad facetami jest jakieś 10:1. A 3/4 babek, które w życiu spotkałem z tych klimatów to znalazła się tam z powodu rozpadu związku, bo były zaniedbywane przez partnerów. Wystarczy być uprzejmym, a zaczynają majtki przez głowę zdejmować. I nie mówię tego złośliwie czy sarkastycznie. To takie ciepłe, niewinne i trochę bardziej naiwne duszyczki, a przy okazji wyposzczone. Kolejną zaletą jest to, że oderwałby się od porno i internetu. I nie musiałby niczego ukrywać tak naprawdę, bo tam otwarcie ludzie mówią o problemach z lekami, narkotykami, o zdradach, o tym jak padły ofiarą naciągacza (hinduski książę i te sprawy) i podobnych.

To jest bardzo ciekawe i może być dla mnie naprawdę niezłym rozwiązaniem choćby na przebodźcowanie. Normalnie aż ci podziękuję za ten link, serio dzięki.

2 301

Odp: Co to znaczy żyć?

Co do mojej znajomości z Mrs. Happiness to nie spodziewał bym się, że wywoła to taką aferę. Dla mnie to jak najbardziej jest relacja co najmniej koleżeńska. Nie potrzebuję spotykania się w realu żeby uznać relację za taką. Znam ludzi, którzy rozmawiają ze sobą dwa razy do roku i uważają się za przyjaciół. Nie ma jednej definicji relacji koleżeńskiej, przyjacielskiej itd. To jest kwestia indywidualna zależna jedynie od umowy między osobami zaangażowanymi. Jeśli kiedyś nadarzy się okazja do spotkania w realu z chęcią się spotkam, jeśli nie to dla mnie niczego nie zmieni w relacji.

I jeszcze na koniec jedna rzecz. Skąd się wzięło to, że tylko mój ojciec pracował? Moja matka przepracowała ponad 30 lat, pracowała zawsze, nawet kiedy była w ciąży i kiedy zarówno siostra jak i ja byliśmy mali. Nigdy nie była na żadnym macierzyńskim ani wychowawczym.

2 302

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

No tak, zapomniałam, że Ty wyznaczasz wszelkie normy… big_smile

Przytakiwanie ciężko nazwać rozmową.


Pisałam o tym, że wykorzystujesz takie informacje przeciwko rozmówcom w dyskusji.

Korzystam z dostarczonych informacji. Gdyby nie to dalej byś uważała, że shini skończył gówno-kierunek bez perspektyw.


Shini też się leczy psychiatrycznie, więc pewne rzeczy, w tym nieścisłości w wypowiedziach, błędne umiejscowienie czegoś w czasie, mogą wynikać z brania leków, czy jakichś stanów chorobowych

Za duży rozjazd.


Inne z tego, że pewnych rzeczy nie chce (bo nie musi) ujawniać, a z czasem zapomina, że napisał akurat to, albo decyduje się powiedzieć prawdę i historia jest niespójna.

No tak, przecież to oczywiste, że można z otwartych treningów i medali za udział zrobić zawody o randze ogólnopolskiej.


Dziecko bez powodu nie ma niskiej samooceny i problemów z poczuciem sprawczości.

Błąd. U dzieci to to akurat bierze się bardzo często "bez powodu". Jest to związane ze wzrostem i kształtowaniem się organizmu. W tym mózgu.


W moim odczuciu, a mam do niego prawo, taka znajomość to też koleżeństwo.

Masz prawo wydoić byka, ale to nie znaczy, że to będzie mleko.


Przecież on sam tu pisał, że zdaje sobie sprawę z tego, że chcieli dla niego dobrze.

No tak, "chcieli dobrze" faktycznie wiele zmienia.


W dyskusji na temat jego dziewczyny brałam czynny udział, więc pewnie widziałeś moje stanowisko i że nie klepałam go wtedy po plecach, jak mi to zwykle zarzucasz.

W moim odczuciu, a mam do niego prawo - głaskałaś.


Mimo wszystko nie uważam, żeby Shini robił takie rzeczy z premedytacją i chciał kogoś skrzywdzić dla własnych korzyści.

Tym gorzej dla niego. Bo to materiał się wtedy robi na oddział zamknięty.


Prędzej powiedziałabym, że ma problem z identyfikacją własnych emocji, czy nawet ich odczuwaniem i naprawdę nie potrafił ocenić, czy ona mu się wystarczająco podoba.

Tak, tak, na pewno.

2 303

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do mojej znajomości z Mrs. Happiness to nie spodziewał bym się, że wywoła to taką aferę.

Nie ma tu afery. Jest po prostu gradient relacji społecznych i tyle. Co jest między wami to wasza sprawa, ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu.


Nie ma jednej definicji relacji koleżeńskiej, przyjacielskiej itd.

Jest.


I jeszcze na koniec jedna rzecz. Skąd się wzięło to, że tylko mój ojciec pracował? Moja matka przepracowała ponad 30 lat, pracowała zawsze, nawet kiedy była w ciąży i kiedy zarówno siostra jak i ja byliśmy mali. Nigdy nie była na żadnym macierzyńskim ani wychowawczym.

Nie chce mi się przeszukiwać, ale to były twoje słowa o tradycyjnym modelu rodziny, kiedy to wyszło, że nie chodziłeś do przedszkola, a nigdy nie zająknąłeś się, że siedzieli z tobą dziadkowie jak rodzice byli w pracy. I jakoś nie widzę w tym modelu, aby któreś z rodziców miało cię odebrać, a jest taki obowiązek do 12 roku życia.

2 304

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie ma jednej definicji relacji koleżeńskiej, przyjacielskiej itd.

Jest.

..Jacka. I jest jedyną słuszną  wink

2 305

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nie mam usługowego podejścia do relacji które nawiązuje, więc nie za bardzo mi zależy żeby sprawiać wrażenie osoby przydatnej dla moich rozmówców.

Wzbudzanie zaufania i tworzenie przyjaznej atmosfery to są podstawy, jeśli się chce zachęcać ludzi do pogłębienia relacji, czy dzielenia się szczegółami z ich życia.

Miałam swoje pick me era. Dziś zależy mi raczej na pozytywnych relacjach, żeby naładować się fajną energią, niekoniecznie "szczegóły" z czyjegokolwiek życia. Ucinam wręcz znajomość po jakichkolwiek przejawach traumadumpingu.

Mrs.Happiness napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Zależy mi natomiast, żeby rozmawiać z osobami, które mi się wydają ciekawe i mają coś fajnego do powiedzenia, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Na tym etapie na luzie wypiłabym piwo z Jackiem gdybym miała taką możliwość, bo to jedna z niewielu osób na forum, która rzeczywiście mniej wiecej jest tym kim mówi że jest i nie bawi sie w internetowe alter ego.

Tylko wiesz, do normalnej rozmowy potrzeba osób, które potrafią SŁUCHAĆ i AKCEPTOWAĆ to, że ktoś ma inne spojrzenie, bez ciągłych kpin, umniejszania, zarzucania kłamstw, czy przeinaczania wypowiedzi tej osoby, bo przecież ona nie wie, co myśli i co czuje, i trzeba ją za wszelką cenę uświadomić. Jack nie potrafi żadnej z tych rzeczy, co udowodnił na forum już wielokrotnie. On zdaje się być w trybie ciągłej walki, stąd te ataki na rozmówców i teksty w stylu „pierdolisz jak potłuczony”, "pojebało Ci się w głowie ze starości". A jak brakuje sensownych argumentów, to próbuje znaleźć czyjś słaby punkt, by w ten sposób zmusić go do kapitulacji i jeśli na przykład pisał kiedyś na forum, że ma depresję i leczył się psychiatrycznie, to nie jest przecież żadnym wiarygodnym głosem w dyskusji. Ma chorobowo zmienione postrzeganie rzeczywistości, także czego by nie napisał, będzie to kompletnie bezwartościowe.
A jak sądzisz, dlaczego tak bardzo nie cierpi Shiniego? Bo mu zazdrości dzieciństwa, tego, że rodzice inwestowali w niego kasę smile Wystarczy spojrzeć, jak się odpala za każdym razem, gdy wraca ten temat.
Twoim zdaniem to jest serio ktoś, kogo warto poznawać na żywo i kto nikogo tu nie udaje?
Zanim sobie odpowiesz na to pytanie, pragnę jeszcze nieśmiało przypomnieć, że zakładał tu multikonta, również jako kobieta.
Według mnie to by było na tyle w kwestii „nie bawi się w internetowe alter ego”.
Natomiast pamiętam, jak kiedyś dawałaś do zrozumienia, ze imponują Tobie takie „charakterystyczne”, pyskate, bezczelne osobowości, więc nic dziwnego, że wydaje Ci się znacznie ciekawszy niż Shini.
Generalnie staram się być otwarta wobec każdego, „dostrzec człowieka w człowieku”, ale wszystko ma swoje granice.
Szkoda życia na otaczanie się nieżyczliwymi, pełnymi zawiści i aroganckimi ludźmi.

Nie analizuje tego tak głęboko. Moim zdaniem czasem właśnie potrzeba usłyszeć co jest nie tak, a do tego potrzebny jest ktoś kto potrafi być bezkompromisowy.
Masz rację, Jack jest dość agresywnym rozmówcą i już zapomniałam o tym multikoncie. To było powalone.

2 306

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Korzystam z dostarczonych informacji. Gdyby nie to dalej byś uważała, że shini skończył gówno-kierunek bez perspektyw.

Bardzo pewny swego jesteś, a tymczasem ja doskonale wiedziałam na jakiej uczelni studiował Shini jeszcze zanim przeczytałam o tym na forum, bo widziałam jego zdjęcie, na którym został sfotografowany ze studentami ze swojego rocznika. Stąd też wiem, że jest to prawdziwa informacja. Tak samo jak wiem parę innych rzeczy, których na forum nie przeczytasz smile

2 307

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Za duży rozjazd.

Rozumiem, że psychiatrię ukończyłeś z wyróżnieniem?

Na resztę mi się nawet nie chce odpowiadać, bo to tylko kolejny pokaz „normalnej dyskusji” w Twoim wykonaniu.

2 308

Odp: Co to znaczy żyć?

Oj, Mrs. Happiness... dobra z Ciebie duszyczka, że tak cierpliwie karmisz naszego atencjusza. Żeby było jasne nie Shiniego bynajmniej mam na myśli używając tego określenia. smile

2 309

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Miałam swoje pick me era. Dziś zależy mi raczej na pozytywnych relacjach, żeby naładować się fajną energią, niekoniecznie "szczegóły" z czyjegokolwiek życia. Ucinam wręcz znajomość po jakichkolwiek przejawach traumadumpingu.

To, o czym mówię, nie ma nic wspólnego z byciem "pick me girl". Ludzie zdecydowanie bardziej lgną do kogoś, kto jest sympatyczny, kontaktowy i przy kim można się poczuć dobrze. A w razie pogłębienia znajomości, do tego, komu czują, że mogą zaufać. Nie po to, by go zadręczać ciągle swoimi problemami, ale dlatego, że czasem wszyscy potrzebujemy się przed kimś otworzyć, zbudować więź. I bardzo ważne jest, by nie dopuszczać do siebie byle kogo.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nie analizuje tego tak głęboko. Moim zdaniem czasem właśnie potrzeba usłyszeć co jest nie tak, a do tego potrzebny jest ktoś kto potrafi być bezkompromisowy.

Do szczerości, nawet takiej "do bólu", nie trzeba arogancji, chamstwa, ani mieszania kogoś z błotem. Poza tym, moim zdaniem fajnie jest, gdy wiesz, że mimo usłyszenia paru gorzkich słów, jesteś akceptowana i w pewnym sensie bezpieczna w towarzystwie danego człowieka. Że możesz mu powiedzieć coś, co być może postawi Cię w gorszym świetle, on Cię za to skrytykuje, opieprzy, potrząśnie jeśli trzeba, ale nadal będzie. Tak postrzegam najbardziej wartościowe znajomości, jakie można zbudować z innymi ludźmi.

2 310 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-06-05 22:23:29)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Miałam swoje pick me era. Dziś zależy mi raczej na pozytywnych relacjach, żeby naładować się fajną energią, niekoniecznie "szczegóły" z czyjegokolwiek życia. Ucinam wręcz znajomość po jakichkolwiek przejawach traumadumpingu.

Nie ma jednej drogi. Każdy dorosły sobie sam wybiera. Nie ma lepiej czy gorzej. Ty wybralas tak i ok - Twoj wybor. Ja mam inaczej. Raczej stały w uczuciach jestem. Mam swoja grupę bliższych i dalszych znajomych i przyjaciół. I dobrze mi z nimi. Relacje są pozytywne. Najczesciej od wielu wielunl lat pozytywnie i wesoło.  Ale potrafi sie zesrac. Problemy ludzkie baaardzo męczące. Ale oni wiedzą ze nie zniknę bo jest gorzej. Powiem więcej - wiem ze jak u mnie sie zesra i spotkanie ze mna bedzie najbardziej dekadencko spędzonym czasem to oni też beda. Wysłuchają i pomogą. Mam kumpla który dorobił się schizofrenii w wieku późnych nastu lat. Trudna przyjaźń. Ale jestem. Rozmowy strasznie kojarzą mi się z Shinim. Trudne, jak walenie glowa w mur. Ale pomagam i jak choroba czasem popuści to sa momenty na chwilę bliskosci. Docenienie sie nawzajem. W relacjach nie szukam tylko pozytywów, pompowania fajnymi emocjami ciekawostek. Raczej bliskosci.  Ale to moja droga. Nie lepsza. Inna

2 311

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Oj, Mrs. Happiness... dobra z Ciebie duszyczka, że tak cierpliwie karmisz naszego atencjusza. Żeby było jasne nie Shiniego bynajmniej mam na myśli używając tego określenia. smile

No, muszę przyznać, że męczące to jest na dłuższą metę, ale czasem ciężko usiedzieć cicho smile

2 312 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-05 22:36:55)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do mojej znajomości z Mrs. Happiness to nie spodziewał bym się, że wywoła to taką aferę. Dla mnie to jak najbardziej jest relacja co najmniej koleżeńska. Nie potrzebuję spotykania się w realu żeby uznać relację za taką. Znam ludzi, którzy rozmawiają ze sobą dwa razy do roku i uważają się za przyjaciół. Nie ma jednej definicji relacji koleżeńskiej, przyjacielskiej itd. To jest kwestia indywidualna zależna jedynie od umowy między osobami zaangażowanymi. Jeśli kiedyś nadarzy się okazja do spotkania w realu z chęcią się spotkam, jeśli nie to dla mnie niczego nie zmieni w relacji.

smile

Shinigami napisał/a:

I jeszcze na koniec jedna rzecz. Skąd się wzięło to, że tylko mój ojciec pracował? Moja matka przepracowała ponad 30 lat, pracowała zawsze, nawet kiedy była w ciąży i kiedy zarówno siostra jak i ja byliśmy mali. Nigdy nie była na żadnym macierzyńskim ani wychowawczym.

A skąd się mogło wziąć? Jack coś tam przeczytał, resztę sobie dodał, no i wyszło jak zawsze... big_smile

2 313 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-06 13:58:58)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Za duży rozjazd.

Rozumiem, że psychiatrię ukończyłeś z wyróżnieniem?

Miałem psychologię na studiach, a co? A oprócz tego mam kilka szkoleń z tego zakresu. Połowa moich zawodowych znajomości to różnej maści trenerzy, fizjoterapeuci, psycholodzy, psychoterapeuci, doradcy zawodowi i personalni, specjaliści z zakresu HR i PR i wszystko co możesz wpisać w te okolice. W bajkach shiniego za wiele rzeczy przeczy jakimkolwiek protokołom postępowania jak np rezygnacja z leków w okolicy świąt, kiedy masz do czynienia z pacjentem z depresją, problemami z agresją i którego panna idzie do pierdla (a przecież teraz wyszło, że wiedział co jest grane tylko nie chciał o tym mówić na forum). Nie ma lekarza w tym kraju, który w takiej sytuacji zdecydowałby się odstawić leki czy choćby zmniejszyć ich dawkę w takim combo

Motyw z jego skończeniem się leków z dnia na dzień i poszukiwaniem lekarza też jest dość komiczny, bo w apce mojeIKP masz opcję "zamów receptę". Wystarczy kliknąć i opcjonalnie podać uzasadnienie. Możesz tam też wskazać lekarza lub placówkę, aby mieli pełny dostęp do danych (zdarzenia medyczne, e-recepty, e-skierowania itp). Korzystam.

Albo jak z jego IBS-D. Lata twierdził, że lekarze nie wiedzą co mu jest, a potem wyszło, że jednak któryś z lekarzy mu powiedział co ma tylko on nie był zainteresowany ciągnięciem tematu dalej.

Przewlekły ból? Lekarze mają na to alergię. Skierowanie do neurologa/reumatologa idzie z marszu. Albo zalecenie do zapisania się do psychiatry.

I każdy, absolutnie każdy jeden psychiatra i psychoterapeuta zaczyna od leczenia uzależnienia. Bo nie da się leczyć jak nie wiesz co jest rzeczywistym objawem, a co skutkiem nałogu.


Mrs.Happiness napisał/a:

ja doskonale wiedziałam na jakiej uczelni studiował Shini

Niby wiedziałaś, a i tak cały czas powtarzał bajkę o gównokierunku bez perspektyw, choć to najdynamiczniej rozwijająca się branża w PL od dekady. Wiedziałaś wcześniej, a dopiero od Priscilli i ode mnie dowiedział się o tym jakie to daje zajebiste perspektywy zarobkowe. Dlaczego nie wyprowadziłaś go z błędu skoro to wszystko wiedziałaś wcześniej? Dlaczego pozwoliłaś mu żyć w tak chujowym przekonaniu i robić z siebie pośmiewisko?


Mrs.Happiness napisał/a:

A skąd się mogło wziąć? Jack coś tam przeczytał, resztę sobie dodał, no i wyszło jak zawsze... big_smile

Niektóre rzeczy wychodzą z kontekstu. Skoro nie chodził do przedszkola, to kto się nim zajmował, jak niby jego rodzina ma tak tradycyjny podział ról? Bo o byciu pod czyjąkolwiek opieką czy zostawaniu w domu samemu nigdy się nie zająknął. Wręcz przeciwnie - mama mu gotowała, sprzątała itp. Skoro pracowała, to jak mogła mu zabraniać tych czynności lub jak mogła wykonywać je za niego w tym samym czasie?

Tak samo jak za jego czasów już obowiązywało prawo, że do 12 roku życia tylko rodzić lub wskazany opiekun może odebrać dziecko. A przecież ktoś mu jeszcze ogarniał korepetycje, jeździł z nim po lekarzach, zawoził na treningi sztuk walki czy ogarniał za niego wiele rzeczy w momencie jak leczył kolano ileś tam czasu. Pracujący w pełnym wymiarze rodzice jakoś średnio do tego pasują.

Jakoś to wszystko  przeczy kompletnie jego narracji o złych rodzicach, którzy na nic mu nie pozwalali tudzież niczego od niego nie wymagali i dlatego się podstaw nigdy nie nauczył.

2 314

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:
Muqin napisał/a:

Oj, Mrs. Happiness... dobra z Ciebie duszyczka, że tak cierpliwie karmisz naszego atencjusza. Żeby było jasne nie Shiniego bynajmniej mam na myśli używając tego określenia. smile

No, muszę przyznać, że męczące to jest na dłuższą metę, ale czasem ciężko usiedzieć cicho smile

Atencjusze to mają do siebie, że na dłuższą metę są męczący, fakt bezsporny.
A że czasem ciężko zmilczeć też fakt, zwłaszcza jeśli atencjusz z tych co to nie jęczeniem i smęceniem uwagę przykuwają i nie na współczuciu bliźnich bazują.
Właśnie ćwiczę cnotę cierpliwości smile

2 315

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Do szczerości, nawet takiej "do bólu", nie trzeba arogancji, chamstwa, ani mieszania kogoś z błotem. Poza tym, moim zdaniem fajnie jest, gdy wiesz, że mimo usłyszenia paru gorzkich słów, jesteś akceptowana i w pewnym sensie bezpieczna w towarzystwie danego człowieka. Że możesz mu powiedzieć coś, co być może postawi Cię w gorszym świetle, on Cię za to skrytykuje, opieprzy, potrząśnie jeśli trzeba, ale nadal będzie. Tak postrzegam najbardziej wartościowe znajomości, jakie można zbudować z innymi ludźmi.

Jasne że nie. Ale dla mnie lepiej mieć obie rzeczy - chamstwo i mocny insight, niż nie mieć niczego - ani insightu ani chamstwa. Woałałabym rozmawiać z kulturalnymi ludzmi, ale z dwojga złego wybieram inne niż moje poglądy, nowe spojrzenie, nawet jak chamskie, niż bezrefleksyjną paplaninę.

2 316 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-06-06 22:34:46)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Miałam swoje pick me era. Dziś zależy mi raczej na pozytywnych relacjach, żeby naładować się fajną energią, niekoniecznie "szczegóły" z czyjegokolwiek życia. Ucinam wręcz znajomość po jakichkolwiek przejawach traumadumpingu.

To, o czym mówię, nie ma nic wspólnego z byciem "pick me girl". Ludzie zdecydowanie bardziej lgną do kogoś, kto jest sympatyczny, kontaktowy i przy kim można się poczuć dobrze. A w razie pogłębienia znajomości, do tego, komu czują, że mogą zaufać. Nie po to, by go zadręczać ciągle swoimi problemami, ale dlatego, że czasem wszyscy potrzebujemy się przed kimś otworzyć, zbudować więź. I bardzo ważne jest, by nie dopuszczać do siebie byle kogo.

Jeśli tobie takie relacje dają to co mówisz, sympatie, kontakt, czujesz się dobrze, wiesz, że możesz mu zaufać - you do you girl. Ja mogę tylko mówić ze swojej perspektywy i oceniać przez pryzmat moich doświadczeń i po prostu trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś może czerpać z takich znajomości satysfakcję, bo ja po prostu jej nie doświadczyłam w podobnych układach. Przerabiałam koleżanki w typie Shini i teraz mam alergie, ale hej, to ty masz się czuć dobrze.

Bert44 napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Miałam swoje pick me era. Dziś zależy mi raczej na pozytywnych relacjach, żeby naładować się fajną energią, niekoniecznie "szczegóły" z czyjegokolwiek życia. Ucinam wręcz znajomość po jakichkolwiek przejawach traumadumpingu.

Nie ma jednej drogi....

Nie mówię, że ma być zawsze różowo. Dla mnie bazą znajomości nie może być traumadumping.

2 317

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

. Przerabiałam koleżanki w typie Shini i teraz mam alergie,

Skoro masz alergię, to zasadnym krokiem byłoby ograniczenie dostępu do alergenów.
A Ty jednak aktywnie uczestniczysz w obecnej dyskusji.
Powyższe w żaden sposób nie spina się logicznie smile

2 318

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

. Przerabiałam koleżanki w typie Shini i teraz mam alergie,

Skoro masz alergię, to zasadnym krokiem byłoby ograniczenie dostępu do alergenów.
A Ty jednak aktywnie uczestniczysz w obecnej dyskusji.
Powyższe w żaden sposób nie spina się logicznie smile

Dlatego nie rozmawiam z tym typem. Rozmawiam z innymi użytkownikami i unikam szon tematów.
Moje tematy są usuwane, nic nie poradze, że na forum nic się nie dzieje.

2 319 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-06-07 11:45:34)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Palec Boga napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

. Przerabiałam koleżanki w typie Shini i teraz mam alergie,

Skoro masz alergię, to zasadnym krokiem byłoby ograniczenie dostępu do alergenów.
A Ty jednak aktywnie uczestniczysz w obecnej dyskusji.
Powyższe w żaden sposób nie spina się logicznie smile

Dlatego nie rozmawiam z tym typem. Rozmawiam z innymi użytkownikami i unikam szon tematów.

Hmmm...

https://www.netkobiety.pl/p4251119.html#p4251119
https://www.netkobiety.pl/p4253641.html#p4253641

Tydzień temu odnosiłaś się w dyskusji bezpośrednio do niego. Już nie pamiętasz? wink. Smutna zatrważasz mnie...

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Moje tematy są usuwane,

Które? Ktoś tutaj usuwa tematy? Smutna intrygujesz mnie swoim postrzeganiem rzeczywistości (ale tylko troszeczkę wink ).

P.S. Skoro unikasz "szon tematów" (ahhh kurde...stary już jestem...musiałem wrzucić to w google...), równocześnie negatywnie opiniując ten obecny w którym piszemy, to zasadnym pozostaje znaleźć odpowiedź na pytanie: Co tutaj robisz?
Gdyż, jak wspomniałem, logicznego ciągu po połączeniu wszystkich kropek tutaj brak.

2 320 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 13:21:53)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dla mnie bazą znajomości nie może być traumadumping.

IMHO znajomości - jeszcze ujdzie. Ale koleżeństwa? To dość toksyczne. Zwłaszcza jak się "pokrzywdzonego" nie wyprowadza z błędu tylko pozwala mu w nim tkwić (przykład z gównokierunkiem studiów, który okazał się być mega perspektywiczny z wysokim potencjałem zarobkowym).

Z jednej strony ktoś uprawia traumadumping, a z drugiej masz podejście typu "potrzebuję duff'a". Niby układ równoważny i obie strony otrzymują to czego potrzebują, ale z drugiej to jednak mocno niezdrowa relacja.

2 321 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-07 14:39:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Miałem psychologię na studiach, a co? A oprócz tego mam kilka szkoleń z tego zakresu. Połowa moich zawodowych znajomości to różnej maści trenerzy, fizjoterapeuci, psycholodzy, psychoterapeuci, doradcy zawodowi i personalni, specjaliści z zakresu HR i PR i wszystko co możesz wpisać w te okolice.

W takim razie niezbyt dobrze skorzystałeś z dostępnej wiedzy, zatem nie ma czym się chwalić.

Jack Sparrow napisał/a:

Motyw z jego skończeniem się leków z dnia na dzień i poszukiwaniem lekarza też jest dość komiczny, bo w apce mojeIKP masz opcję "zamów receptę". Wystarczy kliknąć i opcjonalnie podać uzasadnienie. Możesz tam też wskazać lekarza lub placówkę, aby mieli pełny dostęp do danych (zdarzenia medyczne, e-recepty, e-skierowania itp). Korzystam.

Komiczne to jest zakładanie, że wszyscy wiedzą o takiej możliwości oraz że wszędzie działa to bez zarzutu. Mnie na przykład kompletnie olano, jak próbowałam zamawiać receptę w ten sposób.

Jack Sparrow napisał/a:

Przewlekły ból? Lekarze mają na to alergię. Skierowanie do neurologa/reumatologa idzie z marszu. Albo zalecenie do zapisania się do psychiatry.

Lekarze mają alergię na ból? Niezły żart, biorąc pod uwagę, że zdarzało mi się parę lat temu usłyszeć, że ból głowy w pracy fizycznej nie powinien mi przeszkadzać. Albo (od innej lekarki) że pewnie mnie boli, bo mam grzywkę. Nie zliczę ile razy badania wypisano mi z wielką łaską i tylko dlatego, że o nie zabiegałam. Ani ile razy patrzono na mnie jak na symulantkę.

A to jeszcze nic w porównaniu z tym, na jaką "pomoc" mogli liczyć inni ludzie, gdy trafili na bezdusznych konowałów.

Czytałam jakiś czas temu artykuł o młodziutkiej dziewczynie, która od lat odczuwa ciągły ból. Opowiadała o tym, jak w momentach nasilenia objawów godzinami po prostu płakała i krzyczała w agonii i o tym, że lekarze jej NIE WIERZYLI. Niektórzy wprost sugerowali rodzinie, że udaje, żeby skupić na sobie uwagę. Finalnie okazało się, że ma jakąś rzadką chorobę, już nie pamiętam dokładnie o jaką chodziło, ale... to by było na tyle w kwestii "alergii na ból".

No ale wiadomo, tamta narracja bardziej pasuje do obrazka, w który próbujesz wmalować Shiniego smile

Jack Sparrow napisał/a:

Niby wiedziałaś, a i tak cały czas powtarzał bajkę o gównokierunku bez perspektyw, choć to najdynamiczniej rozwijająca się branża w PL od dekady. Wiedziałaś wcześniej, a dopiero od Priscilli i ode mnie dowiedział się o tym jakie to daje zajebiste perspektywy zarobkowe. Dlaczego nie wyprowadziłaś go z błędu skoro to wszystko wiedziałaś wcześniej? Dlaczego pozwoliłaś mu żyć w tak chujowym przekonaniu i robić z siebie pośmiewisko?

Hamuj wrotki, Jack. To, że wiedziałam, w jakim miejscu studiował, nie znaczy, że jestem znawcą branży. Nie każdy wie wszystko o wszystkim jak Ty.

Jack Sparrow napisał/a:

Niektóre rzeczy wychodzą z kontekstu. Skoro nie chodził do przedszkola, to kto się nim zajmował, jak niby jego rodzina ma tak tradycyjny podział ról? Bo o byciu pod czyjąkolwiek opieką czy zostawaniu w domu samemu nigdy się nie zająknął. Wręcz przeciwnie - mama mu gotowała, sprzątała itp. Skoro pracowała, to jak mogła mu zabraniać tych czynności lub jak mogła wykonywać je za niego w tym samym czasie?

MASA kobiet pracuje i przed lub po pracy gotuje, sprząta, pomaga dzieciom przygotować się do szkoły. MASA rodziców zmienia się w ciągu dnia, bo jedno pracuje od rana do południa, a drugie od południa do nocy. Niektórzy z moich znajomych funkcjonują w ten sposób od lat.

W rodzinnych stronach miałam taką koleżankę, której oboje rodziców pracowało. Mimo to musiała wracać zawsze o konkretnych porach, nigdy nie mogła u nikogo nocować, jak się dowiedzieli, że pisze z chłopakami (bo przetrzepali jej telefon - była już wtedy nastolatką, nie małym dzieckiem), to dostała solidne zjeby i nawet z domu nie mogła wychodzić przez jakiś czas. Poza tym niejednokrotnie, gdy szłyśmy miastem i akurat przejeżdżał jej ojciec, to darł się do niej, że w tej chwili ma iść do domu. Bo tak. Mimo że była wczesna pora i nic zdrożnego się nie działo smile Jakoś mimo pracy znaleźli sposób, by ją kontrolować.

Jack Sparrow napisał/a:

Tak samo jak za jego czasów już obowiązywało prawo, że do 12 roku życia tylko rodzić lub wskazany opiekun może odebrać dziecko.

Od pierwszych klas podstawówki wracałam sama ze szkoły do domu. Tak samo jak ogromna część moich znajomych. Także co Ty za bzdury opowiadasz? NIKT tego nie pilnował. Tylko z zerówki mnie musiał któryś z rodziców odbierać, później hulaj dusza.

Zresztą... nudna już jest ta "normalna dyskusja", wiesz? Ciężko się gada z kimś, kto za cholerę nie potrafi wyjrzeć poza swój wąski horyzont. Sugeruję zmianę płyty, albo dalszą "normalną dyskusję" z samym sobą.

2 322

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

IMHO znajomości - jeszcze ujdzie. Ale koleżeństwa? To dość toksyczne. Zwłaszcza jak się "pokrzywdzonego" nie wyprowadza z błędu tylko pozwala mu w nim tkwić (przykład z gównokierunkiem studiów, który okazał się być mega perspektywiczny z wysokim potencjałem zarobkowym).

Z jednej strony ktoś uprawia traumadumping, a z drugiej masz podejście typu "potrzebuję duff'a". Niby układ równoważny i obie strony otrzymują to czego potrzebują, ale z drugiej to jednak mocno niezdrowa relacja.

Hahaha. Ładnie tu komuś peron odjechał. LOL big_smile

2 323 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-07 14:27:50)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Właśnie ćwiczę cnotę cierpliwości smile

Coraz bardziej skłaniam się ku temu, by do Ciebie dołączyć smile

2 324 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 15:23:01)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Komiczne to jest zakładanie, że wszyscy wiedzą o takiej możliwości oraz że wszędzie działa to bez zarzutu. Mnie na przykład kompletnie olano, jak próbowałam zamawiać receptę w ten sposób.

Jak widzisz - skoro próbowałaś to wiedza jest rozpowszechniona. Poza tym nie słyszałem, aby to nie zadziałało - szczególnie w przypadku stale przyjmowanych leków. Ani u rodziców, ani u teściów, ani u mnie, ani u nikogo mi znajomego taki fuckup się nie zdarzył. A nawet jeśli, to można umówić e-wizytę u lekarza pierwszego kontaktu i on ma prawo w takiej sytuacji wystawić receptę na psychotropy. W zasadzie on ma prawo wystawić receptę na każdy lek w takiej sytuacji. Z tego co wiem to najpierw trzeba udostępnić dane placówce i lekarzowi.


Lekarze mają alergię na ból?

Na tak zgłaszany objaw? Tak. Tym bardziej, że jednak dostałaś skierowanie na badania. "Tylko dlatego, że o to zabiegałam" - no tak to ma działać. Lekarz nie czyta w myślach i nie wie jak silny jest to objaw i jak bardzo przeszkadzający w funkcjonowaniu. Twój objaw był silny, odpowiednio to wyartykułowaś i skierowanie dostałaś.


Próbując udowodnić, że nie mam racji pokazujesz, że jednak rację mam i z tych opcji sama korzystałaś. Bo i wiedziałaś o takiej funkcji w mojeIKP i skierowanie na badania jednak dostałaś. To tylko kwestia motywacji lub odpowiedniej rozmowy z lekarzem. Byłaś, zależało ci, bo objawy nie pozwalały ci normalnie funkcjonować i ostatecznie udało ci się uzyskać to, czego potrzebowałaś.



Hamuj wrotki, Jack. To, że wiedziałam, w jakim miejscu studiował, nie znaczy, że jestem znawcą branży. Nie każdy wie wszystko o wszystkim jak Ty.

Nie będę hamował wrotek, bo to jest sens tej durnej przepychanki. Zakładasz, że wyżywam się na shinim i że absolutnie nie mam racji. A jak przychodzi do konkretów to okazuje się, że trafiam za każdym jednym razem. I z uczelnią i z IBS-D i z jego treningami sztuk walki, gdzie początkowo robił z siebie fightera z medalami, aby się okazało ostatecznie, że chodzi tylko na otwarte treningi bez ładu i składu. I z jego dietą i uzależnieniami i problemami ze zdrowiem. Ty natomiast pozwalasz mu tkwić w gównie nawet nie próbując zainteresować się choćby prawdziwością jego słów i używanych przez niego argumentów. Biernie przyjmując jego treści utwierdzasz go w jego przeświadczeniu racji i ważkości argumentów. I taki układ nazywasz koleżeństwem? Pokazałaś tymi słowami jak realnie ci na nim zależy: "nie wiem i nie interesuje się na tyle, aby się dowiedzieć, bo w sumie mam to w dupie". Udowodniłaś tym wpisem jak wielkim duff'em shini jest dla ciebie. Brawo ty. Ale jednocześnie to ja jestem "złym oprawcą", bo jak shini pierdoli farmazony to mu to wytykam.


MASA kobiet pracuje i przed lub po pracy gotuje, sprząta, pomaga dzieciom przygotować się do szkoły

Oczywiście, że tak. Tylko jest w tym jeden problem. On chodził do szkoły w mieście, a mieszka pod miastem. Do przedszkola nie chodził. A nigdy, przez te wszystkie lata nie wypłynęło, aby jego mama pracowała, ani że ktokolwiek się nim opiekował. Pisał o tym (swoim życiu) jak to mu wszystkiego zabrania i zakazuje tak, jakby bezpośrednio nad nim stała. No jak była w pracy to argument zakazu gotowania czy sprzątania wylatuje przez okno.

Poza tym serio - jak to sobie wyobrażasz? Jaki rodzic widząc jakie problemy w nauce ma jego dziecko jeszcze dopierdalał go obowiązkami domowymi? Szkoła + dojazdy (które pochłaniały mu ile dziennie? 1,5-2h?), do tego treningi i korepetycje. Gdzieś tam jeszcze w międzyczasie poważne problemy z kolanem, diagnostyka (skoro miał zdiagnozowaną dysgrafię to rodzice wykazywali zainteresowanie i chodzili z nim po specjalistach). Doba ma tylko 24h a chyba lepiej, żeby dzieciak zdał z klasy do klasy niż, żeby umiał odkurzacz obsługiwać czy zupę ugotować. Tu nie ma niczego niewłaściwego czy złego.


Także co Ty za bzdury opowiadasz? NIKT tego nie pilnował.


Za moich czasów tego też nie było. Ale wiem, że w wielu szkołach to obowiązuje (obecnie we wszystkich mi znajomych). Z resztą to i tak nie ma różnicy, bo jakby chodził/wracał samemu to staje się to argumentem na rzecz uczenia samodzielności. Czyli to nie jest tak, że miał wszystko pod nosek podsuwane.

2 325

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dla mnie bazą znajomości nie może być traumadumping.

IMHO znajomości - jeszcze ujdzie. Ale koleżeństwa? To dość toksyczne. Zwłaszcza jak się "pokrzywdzonego" nie wyprowadza z błędu tylko pozwala mu w nim tkwić (przykład z gównokierunkiem studiów, który okazał się być mega perspektywiczny z wysokim potencjałem zarobkowym).

Z jednej strony ktoś uprawia traumadumping, a z drugiej masz podejście typu "potrzebuję duff'a". Niby układ równoważny i obie strony otrzymują to czego potrzebują, ale z drugiej to jednak mocno niezdrowa relacja.

Ooo dufff nie znałam. Jack, twoje analizy są trochę na wyrost. Z mojej perspektywy nie umiem zrozumieć każdego. Po co matkować random z neta jak można iść przysłowiowo pobiegać. Ciebie też to poniekąd dotyczy.


Dzięki Palec, teraz mogę żyć w spokoju.

2 326 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-06-07 16:07:02)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Jak widzisz - skoro próbowałaś to wiedza jest rozpowszechniona. Poza tym nie słyszałem, aby to nie zadziałało - szczególnie w przypadku stale przyjmowanych leków. Ani u rodziców, ani u teściów, ani u mnie, ani u nikogo mi znajomego taki fuckup się nie zdarzył. A nawet jeśli, to można umówić e-wizytę u lekarza pierwszego kontaktu i on ma prawo w takiej sytuacji wystawić receptę na psychotropy. W zasadzie on ma prawo wystawić receptę na każdy lek w takiej sytuacji. Z tego co wiem to najpierw trzeba udostępnić dane placówce i lekarzowi.

Wiele osób nie ma o tym pojęcia, ja akurat jestem z tych ciekawskich, co lubią wiedzieć różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy. Trochę osób się dowiedziało o istnieniu tego portalu za czasów pandemii.
Nie wiem, jaka dokładnie była sytuacja z tamtym lekiem, ale... niektórym ludziom nawet najprostsze rozwiązania nie przychodzą do głowy. Albo od razu pojawia się stres i uruchamia bezradność, albo są po prostu mało kreatywni. No generalnie różnie z tym bywa.
Inna sprawa, że u mnie w przychodni zdarzało się, że trzeba było tydzień czekać na wizytę, nieważne czy teleporadę, czy taką klasyczną. 
Można próbować jeszcze w jakichś Receptomatach, ale czy tam wydadzą receptę na psychotropy, nie mam pojęcia. Nigdy nie próbowałam, więc ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat. Z takich stron zdarzało mi się brać głównie antykoncepcję. Wtedy zawsze kazali podsyłać wcześniejsze recepty i ewentualnie wyniki badań.
Jeszcze co do tego, że nie zadziałała prośba o receptę na IKP, to obstawiam, że w większych miastach jest to lepiej ogarnięte, a jeśli u mnie wysyłało zapytanie do przychodni, w której jestem zapisana, a która nie potrafi nawet wyliczyć ilu ludzi zarejestrować danego dnia do specjalisty, żeby nie musieli siedzieć cały dzień w kolejce, to nic dziwnego, że nie dostałam żadnej informacji zwrotnej.

Jack Sparrow napisał/a:

Na tak zgłaszany objaw? Tak. Tym bardziej, że jednak dostałaś skierowanie na badania. "Tylko dlatego, że o to zabiegałam" - no tak to ma działać. Lekarz nie czyta w myślach i nie wie jak silny jest to objaw i jak bardzo przeszkadzający w funkcjonowaniu. Twój objaw był silny, odpowiednio to wyartykułowaś i skierowanie dostałaś.

Próbując udowodnić, że nie mam racji pokazujesz, że jednak rację mam i z tych opcji sama korzystałaś. Bo i wiedziałaś o takiej funkcji w mojeIKP i skierowanie na badania jednak dostałaś. To tylko kwestia motywacji lub odpowiedniej rozmowy z lekarzem. Byłaś, zależało ci, bo objawy nie pozwalały ci normalnie funkcjonować i ostatecznie udało ci się uzyskać to, czego potrzebowałaś.

Dostałam, bo naciskałam. Lekarka mi początkowo nie chciała nic wypisać, bo „nie widziała powodu”. Finalnie wypisała na takie podstawowe badania i nie kryła się zbytnio z tym, że mi nie wierzy. A jaka była zadowolona z siebie, gdy z tamtych badań nic nie wyszło smile

Serio nie jest łatwo „wygrać” z niektórymi konowałami. Trzeba czasem odwagi i stanowczości.

Jack Sparrow napisał/a:

Nie będę hamował wrotek, bo to jest sens tej durnej przepychanki. Zakładasz, że wyżywam się na shinim i że absolutnie nie mam racji. A jak przychodzi do konkretów to okazuje się, że trafiam za każdym jednym razem. I z uczelnią i z IBS-D i z jego treningami sztuk walki, gdzie początkowo robił z siebie fightera z medalami, aby się okazało ostatecznie, że chodzi tylko na otwarte treningi bez ładu i składu. I z jego dietą i uzależnieniami i problemami ze zdrowiem. Ty natomiast pozwalasz mu tkwić w gównie nawet nie próbując zainteresować się choćby prawdziwością jego słów i używanych przez niego argumentów. Biernie przyjmując jego treści utwierdzasz go w jego przeświadczeniu racji i ważkości argumentów. I taki układ nazywasz koleżeństwem? Pokazałaś tymi słowami jak realnie ci na nim zależy: "nie wiem i nie interesuje się na tyle, aby się dowiedzieć, bo w sumie mam to w dupie". Udowodniłaś tym wpisem jak wielkim duff'em shini jest dla ciebie. Brawo ty. Ale jednocześnie to ja jestem "złym oprawcą", bo jak shini pierdoli farmazony to mu to wytykam.

Wyjaśnijmy coś sobie. Nie jestem od pozwalania mu na cokolwiek. Piszecie tu o jakimś „traumadumpingu”, o „potrzebowaniu duff’a”, tymczasem ja kompletnie nie patrzę na Shiniego jak na kogoś, kogo powinnam prowadzić za rękę przez życie, rozliczać z każdego słowa i decyzji, wchodzić w rolę jego terapeuty, wybierać karierę, czy cokolwiek w tych klimatach.
Właśnie robienie tych rzeczy, o których tu momentami piszecie, byłoby toksyczne i świadczyło o patrzeniu na niego z góry, jak na kogoś gorszego ode mnie. Taki "projekt" w ramach działalności charytatywnej.
Postrzegam go jako DOROSŁEGO mężczyznę i uważam, że to, co najbardziej mu pomoże, to jego własna inicjatywa w życiu. Nie sztuką jest podsuwać komuś wiecznie gotowe rozwiązania. Zwłaszcza komuś, kto i tak czuje, że brakuje mu sprawczości i kogo w podstawowych czynnościach wyręczają inni ludzie.
Sam pisałeś, że na forum dostawał już wielokrotnie linki do kursów, do ogłoszeń o pracę, czy tanich mieszkań na wynajem. Teraz tym, czego mu najbardziej brakuje, jest przełamanie strachu, dostrzeżenie posiadanych możliwości i wewnętrzna motywacja, aby odważyć się z nich skorzystać.
Ode mnie dostaje czasem rady, dzielę się z nim własnym doświadczeniem i chętnie go wesprę, gdy się zdecyduje na konkretne działania, ale niczego nie wymuszam, ani nie stosuję żadnych kar, gdy postąpi inaczej niż mu sugeruję.
Także to nie ja, ale Wy robicie z niego jakiegoś niedorozwiniętego przygłupa, którego trzeba na każdym kroku w czymś uświadamiać i go „ratować”.

Jack Sparrow napisał/a:

Oczywiście, że tak. Tylko jest w tym jeden problem. On chodził do szkoły w mieście, a mieszka pod miastem. Do przedszkola nie chodził. A nigdy, przez te wszystkie lata nie wypłynęło, aby jego mama pracowała, ani że ktokolwiek się nim opiekował. Pisał o tym (swoim życiu) jak to mu wszystkiego zabrania i zakazuje tak, jakby bezpośrednio nad nim stała. No jak była w pracy to argument zakazu gotowania czy sprzątania wylatuje przez okno.

A czego Ty oczekujesz, że on tu opiszę całą historię swojego życia ze wszystkimi szczegółami?
Niektórzy gotują nawet na kilka dni i później tylko odgrzewają, więc nie widzę w tym nic dziwnego, że mógł nie mieć możliwości sobie ugotować, jeśli np. wszystko już było przyszykowane.

Jack Sparrow napisał/a:

Poza tym serio - jak to sobie wyobrażasz? Jaki rodzic widząc jakie problemy w nauce ma jego dziecko jeszcze dopierdalał go obowiązkami domowymi? Szkoła + dojazdy (które pochłaniały mu ile dziennie? 1,5-2h?), do tego treningi i korepetycje. Gdzieś tam jeszcze w międzyczasie poważne problemy z kolanem, diagnostyka (skoro miał zdiagnozowaną dysgrafię to rodzice wykazywali zainteresowanie i chodzili z nim po specjalistach). Doba ma tylko 24h a chyba lepiej, żeby dzieciak zdał z klasy do klasy niż, żeby umiał odkurzacz obsługiwać czy zupę ugotować. Tu nie ma niczego niewłaściwego czy złego.

No ale on chyba nie miał za bardzo obowiązków domowych? Czy coś mnie ominęło?

Jack Sparrow napisał/a:

Za moich czasów tego też nie było. Ale wiem, że w wielu szkołach to obowiązuje (obecnie we wszystkich mi znajomych).

Nie było tak nawet za czasów mojej młodszej siostry, a jest kilka lat młodsza od Shiniego.

Jack Sparrow napisał/a:

Z resztą to i tak nie ma różnicy, bo jakby chodził/wracał samemu to staje się to argumentem na rzecz uczenia samodzielności. Czyli to nie jest tak, że miał wszystko pod nosek podsuwane.

Daj spokój. Mój brat też wracał samodzielnie ze szkoły… i co to zmieniło finalnie w jego przypadku? A takich ludzi jest znacznie więcej, u których "coś nie pykło", mimo że nawet do pewnego momentu rozwijali się mniej więcej prawidłowo. W tym również między rodzeństwem, które wychowywało się w tym samym domu, potrafi wytworzyć się z czasem ogromna przepaść.

2 327 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 16:56:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Po co matkować random z neta jak można iść przysłowiowo pobiegać. Ciebie też to poniekąd dotyczy.

Takie trochę guilty pleasure, interaktywne rozmowy w toku czy inna sprawa dla reportera.





Mrs.Happiness napisał/a:

Wiele osób nie ma o tym pojęcia, ja akurat jestem z tych ciekawskich, co lubią wiedzieć różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy. Trochę osób się dowiedziało o istnieniu tego portalu za czasów pandemii.
Nie wiem, jaka dokładnie była sytuacja z tamtym lekiem, ale... niektórym ludziom nawet najprostsze rozwiązania nie przychodzą do głowy.

Czyli klasyczne "nie wiem, ale się wypowiem". To może zanim zabierzesz głos w dyskusji to się zapoznaj? Bo jak na razie to co drugi wpis tłumaczysz się "nie wiem", "nie wiedziałam" i tym usprawiedliwiasz swoje stanowisko obarczając mnie jednocześnie winą za ton wypowiedzi i chamstwo. No jak ktoś próbuje ze mnie zrobić debila opowiadając bajki to bezpośredniość, wulgaryzmy itp są jak najbardziej na miejscu.

Nie chodzi o ,najprostsze rozwiązanie', ale o fakt, że w przypadku leków przyjmowanych na stałe, których stosowania nie można przerywać, to pacjenci są o tym informowani. Jak nie przez lekarza to przez pracowników administracyjnych. I nie mówimy o dziecku, które faktycznie może nie wiedzieć, ale o dorosłym facecie.

Tłumaczenie stresem i bezradnością przeszłoby w przypadku Mikloszy, niskiego czy paru innych autystycznych inceli z tego forum, ale nie w przypadku posiadacza tytułu mgr, który jednak potrafi to i owo.



Jeszcze co do tego, że nie zadziałała prośba o receptę na IKP, to obstawiam, że w większych miastach jest to lepiej ogarnięte

Mieszkam w tej samej aglomeracji co shini.


Dostałam, bo naciskałam. Lekarka mi początkowo nie chciała nic wypisać, bo „nie widziała powodu”. Finalnie wypisała na takie podstawowe badania i nie kryła się zbytnio z tym, że mi nie wierzy. A jaka była zadowolona z siebie, gdy z tamtych badań nic nie wyszło

Bo tak to właśnie ma wyglądać. Jak to sobie wyobrażasz inaczej? Że na migrenę morfinę od razu dostaniesz? Skoro w badaniach nic nie wyszło to znaczy, że opór lekarki był uzasadniony. A tutaj mamy bajkę jakoby od wielu, wielu lat kolejni lekarze kompletnie olewali niemal wszystkie objawy. Na ile to prawdopodobne? Ok, na idiotę można trafić, ale są pewne granice. Zwłaszcza w tak klasycznych i prostych diagnostycznie przypadkach jak on. Jakby zaczął leczyć uzależnienie i zmienił dietę to w ciągu 3 miesięcy 70-90% jego problemów zdrowotnych przestałoby istnieć.


Piszecie tu o jakimś „traumadumpingu”

Bo to jest podstawa waszej relacji. Pytanie retoryczne (bo nieweryfikowalne) jaki % waszych rozmów nie jest potakiwaniem i nie jest związana z jego sytuacją (nim samym, jego zdrowiem, pracą, wykształceniem itp)? Biorąc pod uwagę jak to wyglądało do tej pory to nikt za bardzo nie uwierzy w zdolność shiniego do normalnej rozmowy.


Właśnie robienie tych rzeczy, o których tu momentami piszecie, byłoby toksyczne i świadczyło o patrzeniu na niego z góry

Słuchanie, kojarzenie i konfrontowanie z rzeczywistością jest toksyczne, a przytakiwanie na bajki i wciskanie kitu jest OK ? Ponownie - ciekawa pojęcie koleżeństwa.


Teraz tym, czego mu najbardziej brakuje, jest przełamanie strachu

Jakiego strachu? Sama udowodniłaś, że nie interesujesz się konfrontowaniem jego słów z rzeczywistością to na jakiej podstawie poza swoją wyobraźnią piszesz o strachu? Jak musiał załatwić sobie praktyki na studiach to nie miał z tym problemu. Jak chciał pójść na masaż siura to też nie miał z tym problemu. Jak 'szkolił' pracownika to też nie miał z tym problemu. Jak załatwiał służbowe sprawy urzędowe to też nie miał z tym problemu. Jakiś taki bardzo wybiórczy ten jego strach. Może dlatego, ze on nie istnieje? Bo to tylko wygodna wymówka dla bycia leniwym.


A czego Ty oczekujesz, że on tu opiszę całą historię swojego życia ze wszystkimi szczegółami?

To nie są szczegóły. To jest ogromna różnica w narracji "mama nade mną stała i nic mi nie pozwalała i dlatego nic nie umiem" vs. "mama pracowała, a pomimo braku bezpośredniej opieki i tak nic nie robiłem w domu".


No ale on chyba nie miał za bardzo obowiązków domowych? Czy coś mnie ominęło?

To zależy w jakiej wersji. W jednej nie miał i właśnie dlatego niczego nie potrafi, bo mu mama na nic nie pozwalała (tylko kurwa jak, skoro pracowała?) a w innej wersji nie miał czasu dla siebie, bo ojciec go zalewał "bojowymi zadaniami".


Nie było tak nawet za czasów mojej młodszej siostry, a jest kilka lat młodsza od Shiniego.

Skoro mieszkasz na jakimś zadupiu to może i tak było. Mieszkam w obrębie tej samej aglomeracji co shini. Czyli mówimy tu o stolicy i okolicach.


Mój brat też wracał samodzielnie ze szkoły

Shini to nie twój brat. Nie projektuj. A takie 'szczegóły' mają ogromne znaczenie dla narracji dlaczego jest niesamodzielny. Bo on twierdzi uparcie, że nikt go nigdy żadnej formy samodzielności nie uczył. A tym czasem im dalej w las tym więcej drzew i się okazuje, że okazje ku temu były. To, ze nie wykorzystał okazji to nie wina rodziców tylko jego wyborów. A biorąc pod uwagę, że jest 30letnim facetem o pełni praw to absolutnie nic go nie tłumaczy przed podjęciem działania, bo nie jest autystycznym dzieckiem.

2 328

Odp: Co to znaczy żyć?

I tradycyjnie, ostatnie zdanie musi, no po prostu MUSI pochodzić od Jacka big_smile. Nie-ma-innej-możliwości wink

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dzięki Palec, teraz mogę żyć w spokoju.

Ależ proszę bardzo, polecam się na przyszłość smile

2 329

Odp: Co to znaczy żyć?

Miałem napisać wczoraj ale dopadł mnie taki zjazd emocjonalny, taki epizod depresyjny, że nie wiedziałem czy dożyję rana.

W kwestii szukania pracy itd dostałem już aż nadto informacji. Jest dokładnie tak jak pisze Mrs. Happiness, to czego najbardziej teraz potrzebuję to pokonania leków przed wdrożeniem w życie tych informacji, a to jest najtrudniejsze. Linków do kursie było już sporo, kolejną ich dawkę dostałem od doradczyni zawodowej. Co prawda znaleźć jakikolwiek darmowy kurs to niezłe wyzwanie ale właśnie od takich ta doradczyni poleciła mi zacząć. Co więcej mam się u niej stawić za jakiś czas i pokazać, że przynajmniej kilka kursów zrobiłem. Jak na razie zrobiłem jeden i nawet nie było po nim certyfikatu ukończenia więc w sumie niewiele mi to dało. Z tymi perspektywami zawodowymi to też jest spora przesada, że są tak dobre. Jak zacząłem przeglądać więcej ogłoszeń to szczyt tego co mógłbym zarabiać to jakieś 6-7k brutto. To oczywiście dużo więcej niż do tej pory ale wciąż o wiele za mało żeby się wyprowadzić z domu i pójść na swoje. Tyle się zarabia na stanowiskach specjalisty, a i tak na większość z nich nie spełniam wymagań bo nie mam doświadczenia.

W ogóle jeśli chodzi o bezpieczeństwo to większość kursów jakie można znaleźć dotyczą IT, a z samym bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego.  Próbuję znaleźć coś bardziej w stronę zarządzania kryzysowego ale ciężko z tym jest. Jak teraz sobie przypominam to wszystko co było na studiach to wraca do mnie zainteresowanie kwestiami społecznymi takimi jak patologie czy idące trochę w stronę psychologii. Widziałem opcje na przykład studiów podyplomowych właśnie z zarządzania kryzysowego lub też z tych tematów bardziej społecznych. Niestety wciąż studia to studia czyli sporo czasu i kosztów bez żadnych gwarancji, a ja najpierw muszę znaleźć pracę, która byłaby przynajmniej wprowadzająca w tą dziedzinę.

Co do mojej historii to ponownie pojawiło się tu trochę dziwnych rzeczy. Po pierwsze jak pisałem oboje rodziców zawsze pracowało, a ja najczęściej siedziałem z babcią. Obowiązków domowych nie było bo jak już kiedyś pisałem nikomu nawet nie było wolno ich tknąć. Gotowanie zawsze było na kilka dni więc nikt codziennie nie stał przy garach. Sprzątanie i pewnie było zwykle raz w tygodniu i to w weekend. Ja w weekendy często miałem bojowe zadania od ojca także jeśli chodzi o samą ciężką pracę to jej w czułem się od zawsze. Oczywiście to tylko jeśli nie było niewiadomo ile zadane ze szkoły. Szkoła to zawsze był dla moich rodziców absolutny priorytet i cisnęli ile tylko ja byłem w stanie wytrzymać. A, że nie miałem talentu do nauki to nawet te korepetycje ledwo wystarczały. Teraz wiem, że nie chodziło tylko o talent ale już wtedy byłem totalnie przebodźcowany i ciągle zmęczony, już w podstawówce zasypiałem na lekcjach. Po drugie jeśli chodzi o powroty ze szkoły to w pełni się zgadzam z Mrs. Happiness. Już od pierwszych klas podstawówki wracałem sam. Na pieszo lub autobusem. Nie mam pojęcia skąd się wzięło to, że do szkoły chodziłem w mieście. Tak było dopiero od liceum, całą podstawówkę i gimnazjum chodziłem do szkoły na wsi. Do dziś pamiętam jak nie mając nawet 10 lat chodziłem na piechotę poboczem wzdłuż ruchliwej trasy parę kilometrów. Nikt nigdy nie sprawdzał ani nawet nie pytał jak ktoś wraca ze szkoły. Kogokolwiek z pracowników szkoły dziecko obchodziło tylko będąc na jej terenie. Dopiero od niedawna jest tak, że dziecko trzeba odebrać wchodząc do szkoły, informując o tym kogoś z pracowników, a ten musi to odnotować. Dawniej nikt się czymś takim nie przejmował.

Jeszcze co do tych leków, to była dosłownie jednorazowa sytuacja trwająca ledwo tydzień. Z IKP nigdy jeszcze nie korzystałem, a żeby wziąć receptę od lekarza pierwszego kontaktu nawet nie pomyślałem. Wtedy też nie miałem jeszcze pojęcia, że nie można przerywać brania tych leków. Dopiero z forum się o tym dowiedziałem. Nie szukałem sposobu by inaczej uzyskać tą receptę bo już miałem zapisaną wizytę na za tydzień więc stwierdziłem, że tyle poczekam i chyba nic się nie stanie. Nigdy więcej nie zdarzyło mi się przerywać leków na więcej niż jeden dzień i pozostaje tak do teraz.

2 330 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 18:22:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co prawda znaleźć jakikolwiek darmowy kurs to niezłe wyzwanie ale właśnie od takich ta doradczyni poleciła mi zacząć.

Dziwnym trafem opisujesz to, co polecali ci tutejsi userzy od kilku lat. Ciekawy zbieg okoliczności.....


Po pierwsze jak pisałem oboje rodziców zawsze pracowało, a ja najczęściej siedziałem z babcią. Obowiązków domowych nie było bo jak już kiedyś pisałem nikomu nawet nie było wolno ich tknąć.

LOL xD


Teraz wiem, że nie chodziło tylko o talent ale już wtedy byłem totalnie przebodźcowany i ciągle zmęczony,

Efekt chujowej diety, braku należytej regeneracji, braku higieny snu i etapów wzrostu/dojrzewania.


Już od pierwszych klas podstawówki wracałem sam. Na pieszo lub autobusem. Nie mam pojęcia skąd się wzięło to, że do szkoły chodziłem w mieście. Tak było dopiero od liceum, całą podstawówkę i gimnazjum chodziłem do szkoły na wsi

Czyli jednak rodzice stawiali na twoją samodzielność wbrew temu co piszesz i pewne obowiązki jak najbardziej miałeś. To gdzie ten klosz pod którym byłeś chowany przez co jesteś obecnie kompletnie niesamodzielny? A skoro to taka niewielka odległość była to skąd stres związany z dostępem do kibla, czym się wielokrotnie zasłaniałeś w dyskusjach tutaj?


Wtedy też nie miałem jeszcze pojęcia, że nie można przerywać brania tych leków. Dopiero z forum się o tym dowiedziałem.

Acha. No na pewno.


Nigdy więcej nie zdarzyło mi się przerywać leków na więcej niż jeden dzień i pozostaje tak do teraz.


Tymczasem z twojego własnego tematu:

Witajcie, mam dziwną sytuację i jestem ciekaw co o tym sądzicie. Tydzień temu skończył mi się lek przepisany przez psychiatrę.

2 331

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Po co matkować random z neta jak można iść przysłowiowo pobiegać. Ciebie też to poniekąd dotyczy.

Takie trochę guilty pleasure, interaktywne rozmowy w toku czy inna sprawa dla reportera.

Rozmowy w toku to była super jakość jak na tamte czasy. U babci zawsze oglądałyśmy big_smile
Jest to guilty pleasure, ja ograniczm. Czerwiec miesiącem bez cukru i dramatu!

2 332 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 18:22:45)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Rozmowy w toku to była super jakość jak na tamte czasy. U babci zawsze oglądałyśmy big_smile
Jest to guilty pleasure, ja ograniczm. Czerwiec miesiącem bez cukru i dramatu!


Ja mam dobrą bekę z kolejnej wolty. Nigdy niczego nie mógł, rodzice na nic mu nie pozwalali i przez taki klosz teraz nic nie umie. A tymczasem samodzielnie wracał do domu ze szkoły od pierwszych lat podstawówki, nikt nad nim nie wisiał i nie dyszał mu w kark, chodził na zajęcia pozalekcyjne i jednak jakieś obowiązki domowe miał.


"Wina rodziców" wyskoczyła przez okno.


To dla mnie to takie "Ola jest w ciąży, ale nie wie kto jest ojcem: sąsiad Stasiek, jej chłopak Marek, czy Zygmunt, który ukrywa pracowy romans z jej mamą Anastazją".

2 333

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Rozmowy w toku to była super jakość jak na tamte czasy. U babci zawsze oglądałyśmy big_smile
Jest to guilty pleasure, ja ograniczm. Czerwiec miesiącem bez cukru i dramatu!


Ja mam dobrą bekę z kolejnej wolty. Nigdy niczego nie mógł, rodzice na nic mu nie pozwalali i przez taki klosz teraz nic nie umie. A tymczasem samodzielnie wracał do domu ze szkoły od pierwszych lat podstawówki, nikt nad nim nie wisiał i nie dyszał mu w kark, chodził na zajęcia pozalekcyjne i jednak jakieś obowiązki domowe miał.


"Wina rodziców" wyskoczyła przez okno.


To dla mnie to takie "Ola jest w ciąży, ale nie wie kto jest ojcem: sąsiad Stasiek, jej chłopak Marek, czy Zygmunt, który ukrywa pracowy romans z jej mamą Anastazją".

Ja natomiast mam za słabą pamięć na ten wątek. Już nie wiem co on robi, mówi i jak żyje. Niezmiennie natomiast szokuje mnie jego pozytywny odbiór, ludzi którzy mają fajniejsze i ciekawsze alternatywy. Negatywny rozumiem, bo to żeczywiście irytujące jak sie patrzy z boku. Ale żeby tak z własnej woli się w to ładować? Aż mam wspomnienia z czasów liceum, kiedy emo, mrokhhh i depresyjne fotki na tumblr były modne.

2 334

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Niezmiennie natomiast szokuje mnie jego pozytywny odbiór, ludzi którzy mają fajniejsze i ciekawsze alternatywy.

Może po prostu widzą w nim człowieka?
Tak wiesz. Normalnie.

2 335

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Niezmiennie natomiast szokuje mnie jego pozytywny odbiór, ludzi którzy mają fajniejsze i ciekawsze alternatywy.

Może po prostu widzą w nim człowieka?
Tak wiesz. Normalnie.

Pozwalanie na manipulacje charakterystyczne dla nałogowców nie oznacza widzenia człowieka. Szlaki dopaminergiczne ma chłop rozjechane na każdy możliwy sposób porno, masturbacją i doomscrolingiem (prokrastynacyjnym scrolowaniem) do tego stopnia, że anhedonia i depresja weszły mu tak mocno, że aż ma objawy psychosomatyczne.

Czy koledze pozwoliłbyś się ośmieszać i pierdolić nieprawdziwe głupoty? Bo wątpię. Czy milczałbyś o jego nałogu czy raczej wskazywał jego skutki zachęcając do odwyku?


Nie ma znaczenia co zrobi shini, jaką decyzję życiową podejmie. Chodzi o to, aby przestał marudzić i zwalać winę za niezadowolenie z własnego życia na wszystkich i wszystko na około. Ma 30 lat, a momentami robi z siebie autystycznego przedszkolaka.

2 336 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-06-07 20:35:16)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Palec Boga napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Niezmiennie natomiast szokuje mnie jego pozytywny odbiór, ludzi którzy mają fajniejsze i ciekawsze alternatywy.

Może po prostu widzą w nim człowieka?
Tak wiesz. Normalnie.

Pozwalanie na manipulacje charakterystyczne dla nałogowców nie oznacza widzenia człowieka. Szlaki dopaminergiczne ma chłop rozjechane na każdy możliwy sposób porno, masturbacją i doomscrolingiem (prokrastynacyjnym scrolowaniem) do tego stopnia, że anhedonia i depresja weszły mu tak mocno, że aż ma objawy psychosomatyczne.

eee...że co?
Tak. Peron odjechał big_smile

Także w jeszcze jednej, rzucającej się w oczy kwestii, mianowicie nienormalnie żywiołowo reagujesz na Shiniego i Jego wypowiedzi. Co gość się odezwie to momentalnie kontra. A nawet jak się nie odezwie to też kontra smile. A jak się dłużej nie odzywa to niemalże usychasz i w innych tematach też go przywołujesz smile
Możesz myśleć i twierdzić to co napisałeś powyżej, w całym tym wątku. Wolna wola. Poparta mocnym zawężeniem horyzontów myślowych i brakiem umiejętności całościowego spojrzenia na cokolwiek, ale tutaj nihil novi smile
I ok. Spoko.
Tylko relatywnie ciekawy jest fakt, że tak ciągle i ciągle się napinasz w tym temacie. Strasznie Cię ten Shini przyciąga smile. Żyć niemalże bez niego nie umiesz smile

2 337 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-06-07 20:41:10)

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

eee...że co?

A czego nie rozumiesz?

Masturbuj się codziennie, a pozostały wolny czas przeznaczaj na prokrastynacyjne scrolowanie i anime i rób tak przez jakieś ~15 lat dzień w dzień. Myślisz, że to nie ma wpływu na psychikę? Zwłaszcza jak dodasz do tego kompletny brak higieny snu i w efekcie permanentne przemęczenie?



Palec Boga napisał/a:

Tylko po co się w takim razie tak ciągle napinasz w tym temacie i wszystkich przekonujesz do swoich racji? Nie dopuszczasz możliwości, że czyjś punkt widzenia może być inny?



Jak pisałem wcześniej - guilty pleasure. Tylko tyle.


Poza tym tu nie chodzi o "inny punkt widzenia", bo go zwyczajnie nie ma. W takim sensie, że twierdzenie, że ukończenie Akademii Sztuki Wojennej nie daje dobrych perspektyw jest zwyczajnie nieprawdziwe. To jest niezależne od "innego zdania". Opcji jest od metra i jeszcze trochę. Mógł wstąpić do WOT, mógł pójść w mundur na pełen etat, mógł pracować w SOK, Ochronie Metra, Centrach Zarządzania Kryzysowego, jako cywilny pracownik Policji czy coś w tym stylu. Nabór i rekrutacja tam są ciągłe. Mógł pracować na platformach, mógł zrobić podyplomówkę z cyberbezpieczeństwa. Ofert jest od cholery i jeszcze trochę. I to pasujących do jego wymagań - żeby nie było to typowa praca biurowa ani fizyczny zapierdol, ale żeby było ciekawie, nietuzinkowo i wywoływało to zaciekawienie u innych.


Nie może napisać, że rodzice w niego nie inwestowali, ani że otoczyli go kloszem, pod którym niczego nie mógł. Bo to nie jest prawdziwe.

A wiele kwestii jest zwyczajnie wątpliwa i to w stopniu każącym wątpić czy wogóle to jest prawdziwe co pisze. Fighter trenujący od najmłodszych lat, mający z medale z zawodów i miałby problemy z kozłowaniem piłki? No trochę to niedorzeczne. Nie uważasz? I takich wątpliwych kwestii było na przestrzeni lat jego obecności od metra.


Poza tym popatrz jak to wyglądało do tej pory. Shini wymyśla jakąś bajkę, a jak się go przycisnęło to okazywało się, że to kompletnie tak nie wyglądało jak to opisał. Tak przecież było np z IBS-D. "nikt nie wie co mi jest" i się okazało, ze diagnozę dostał dawno temu. Był też czas, że twierdził, ze jest prawdopodobnie w spektrum, ale nikt go nie badał, a po latach się okazało, że jednak był badany i diagnozowany od najmłodszych lat. Stąd zalecenie trenowania sztuk walki i zdiagnozowana dysgrafia.

2 338

Odp: Co to znaczy żyć?

Ja pier****. Chłopak napisał, że miał duży epizod depresyjny, a ten jak zwykle wykorzystał okazję, by spróbować mu dowalić, wyśmiać go i upokorzyć. I to dorosły facet, niby taki przenikliwy i "światły". Rzyg. Odechciało mi się dalszej dyskusji z Tobą, Jack, ale gratuluję. Order Empatii wędruje w Twoje ręce.

2 339 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-06-07 20:46:38)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

eee...że co?

A czego nie rozumiesz?

Masturbuj się codziennie, a pozostały wolny czas przeznaczaj na prokrastynacyjne scrolowanie i anime i rób tak przez jakieś ~15 lat dzień w dzień. Myślisz, że to nie ma wpływu na psychikę? Zwłaszcza jak dodasz do tego kompletny brak higieny snu i w efekcie permanentne przemęczenie?

No i co Ci daje ciągłe wypominanie tego? (biorąc pod uwagę, że to prawda, a nie Twoja interpretacja jakichś zlepków informacji). Aaaa właśnie...czekaj czekaj, ponieważ pojawiła się pewna logiczna zagadka - skąd mianowicie wyciągasz takie wnioski powtarzając równocześnie jak mantrę to, że Shini notorycznie kłamie? smile. Czy nie sa to w takim razie wnioski błędne, ponieważ oparte na nieprawdziwych przesłankach w postaci informacji przez autora nam tutaj udzielanych? smile. Czy może jednak Shinie pisze prawdę? wink




Jack Sparrow napisał/a:

Jak pisałem wcześniej - guilty pleasure. Tylko tyle.


Poza tym tu nie chodzi o "inny punkt widzenia", bo go zwyczajnie nie ma. W takim sensie, że twierdzenie, że ukończenie Akademii Sztuki Wojennej nie daje dobrych perspektyw jest zwyczajnie nieprawdziwe. Opcji jest od metra i jeszcze trochę. Mógł wstąpić do WOT, mógł pójść w mundur na pełen etat, mógł pracować w SOK, Ochronie Metra, Centrach Zarządzania Kryzysowego, jako cywilny pracownik Policji czy coś w tym stylu. Nabór i rekrutacja tam są ciągłe. Mógł pracować na platformach, mógł zrobić podyplomówkę z cyberbezpieczeństwa. Ofert jest od cholery i jeszcze trochę. I to pasujących do jego wymagań - żeby nie było to typowa praca biurowa ani fizyczny zapierdol, ale żeby było ciekawie, nietuzinkowo i wywoływało to zaciekawienie u innych.


Nie możne napisać, że rodzice w niego nie inwestowali, ani że otoczyli go kloszem, pod którym niczego nie mógł. Bo to nie jest prawdziwe.

A wiele kwestii jest zwyczajnie wątpliwa i to w stopniu każącym wątpić czy wogóle to jest prawdziwe co pisze. Fighter trenujący od najmłodszych lat, mający z medale z zawodów i miałby problemy z kozłowaniem piłki? No trochę to niedorzeczne. Nie uważasz? I takich wątpliwych kwestii było na przestrzeni lat jego obecności od metra.


Poza tym popatrz jak to wyglądało do tej pory. Shini wymyśla jakąś bajkę, a jak się go przycisnęło to okazywało się, że to kompletnie tak nie wyglądało jak to opisał. Tak przecież było np z IBS-D. "nikt nie wie co mi jest" i się okazało, ze diagnozę dostał dawno temu. Był też czas, że twierdził, ze jest prawdopodobnie w spektrum, ale nikt go nie badał, a po latach się okazało, że jednak był badany i diagnozowany od najmłodszych lat. Stąd zalecenie trenowania sztuk walki i zdiagnozowana dysgrafia.

No i co z tego wszystkiego powyższego?

2 340

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Ja pier****. Chłopak napisał, że miał duży epizod depresyjny, a ten jak zwykle wykorzystał okazję, by spróbować mu dowalić, wyśmiać go i upokorzyć. I to dorosły facet, niby taki przenikliwy i "światły". Rzyg. Odechciało mi się dalszej dyskusji z Tobą, Jack, ale gratuluję. Order Empatii wędruje w Twoje ręce.

Poruszyć skałę nieskończonej cierpliwości...
Jacku "gratuluję"....

Posty [ 2 276 do 2 340 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026