netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 025 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 32 33 34 35 36 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 146 do 2 210 z 3 086 ]

2 146 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 13:22:31)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness  napisał/a:

Znam chłopaka, który już jako nastolatek dorabiał w rodzinie przy skręcaniu mebli, więc… jakie niby kwalifikacje są potrzebne do złożenia w całość GOTOWYCH elementów i zamontowania ich, które był w stanie przyswoić dzieciak, a nie byłby dorosły mężczyzna?

Żebyś miała jasność, a nie opierała się na swoich wyobrażeniach, kilka słów wyjaśnienia:


Branża meblarska - czyli głównie produkcja gotowych mebli z tanich płyt wiórowych ma średnią marżę na poziomie 2-3%. Stolarska - czyli produkty z drewna na zamówienie ma średnią marżę na poziomie 30-60% i więcej. Małe zakłady produkcyjne w tym segmencie zarabiają głównie na dwóch rzeczach - sprzedaży gotowych półproduktów domowym majsterkowiczom (typu nogi to stołu osobno, blaty osobno i tak dalej) i usługach hi-endowych typu ekskluzywne kuchnie na wymiar z granitowymi blatami, drewnianymi, zdobionymi frontami, ręcznie robionymi okuciami, stolikami kawowymi z epoksy i tak dalej.

Ludzie zatrudniają obecnie nawet do składania mebli z ikei, bo sami albo nie mają czasu, albo umiejętności. Bo w takich czasach żyjemy. Przypomnę tylko że N_o betonował karnisz. Czy jakoś tak. I do prac domowych tego typu zawsze kogoś zatrudniał. Mniejsza o przyczyny, ale takie są właśnie realia rynku.


Więc tak - w branży, która zarabia na umiejętnościach i technikach manualnych zatrudnienie kogoś bez kwalifikacji, umiejętności i predyspozycji to koszt bez wizji jakiegokolwiek zysku.

Punkt wyjściowy umiejętności shiniego był taki, że nawet ogolić sobie głowy maszynką nie potrafił (to jego słowa), ani kozłować piłką (to też jego słowa). Jaka jest potencjalna dokładność i tempo pracy takiej osoby, która ma pracować manualnie? Czy shini to obrotny chłopak, który jest samodzielny i szybko się uwija z robotą czy raczej bezradna sierota i miernota życiowa, którą trzeba prowadzić za rączkę i wszystko tłumaczyć na każdym kroku?

Szwagier shiniego popełnił taki błąd, że zamiast iść w wyposażenie warsztatu to zatrudniał tanich ludzi bez kwalifikacji. Przecież oni ani obrabiarki CNC nie mieli, ani nawet tokarki do drewna. Ani maszyny do drukowania winylowych wrapów na meble (też hit ostatnich lat na tanie odświeżenie mebli), ani parownika do gięcia drewna, ani w sumie niczego poza kilkoma ręcznymi elektronarzędziami. Wiem, bo już kilka lat temu o tym rozmawialiśmy.


I ja kumam, że nie każdy ma zdolność spojrzenia z szerszej perspektywy czy ogólnie do prowadzenia biznesu. Bo zarządzanie i kierowanie firmą, a własnoręczna praca manualna to są dwie zupełnie osobne kwestie. Bo to trzeba wiedzieć nie tylko jakie właściwości mają różne gatunki drewna czy bejc, ale też trzeba kumać, że w zależności od sposobu montażu to meble mają różne stawki VAT. I trzeba kumać co można wrzucić w koszty, a czego się nie da. I ja kumam, że czasem mało rozgarnięte biznesowo osoby trudno przekonać do inwestycji, bo w takich miejscach też pracowałem. Ale żeby pracować w 3 osobowej firmie, w której się jest osobą nr 2 i nie zdawać sobie sprawy z kondycji tejże firmy? To jakim ignorantem trzeba być? Jakim ignorantem trzeba być, aby pomimo pierdyliona rozmów właśnie o pracy, kwalifikacjach i dotacjach jakie tutaj mieliśmy nie podjąć ani jednej rozmowy ze szwagrem, choć jak deklaruje shini zależy mu na siostrze? Przecież są dofinansowania na szkolenia pracowników, na tworzenie miejsc pracy. I to są ogromne pieniądze. Dziesiątki tysięcy.

Łatwo siedziec na dupie i zwalać zawsze winę na kogoś innego lub okoliczności. Ale ile można? Czy inicjatywa własna to jakaś ujma na honorze? Duma go zaboli? Co mu groziło? Sukces? Bo jak widać, zgodnie z moimi przewidywaniami te ~2 lata temu firma padła. I wbrew temu co piszesz - dochodowej firmy nie zawieszasz. Jak z przyczyn obiektywnych nie jesteś w stanie dalej prowadzić dochodowego biznesu to go sprzedajesz.

-edit- i nie, nie chodzi o to, że ma chłopak robić tak jak ja mówię. Chodzi o to, że przez lata nie wykorzystał absolutnie niczego z rzeczy, o jakich tutaj mówiliśmy WSZYSCY na przestrzeni lat, aby pomóc sobie lub swojej rodzinie. I nawet cień myśli nie przeszedł mu przez głowę, aby porozmawiać o takich rzeczach, zapytać jak się sprawy mają skoro szwagier od miesięcy coś przebąkiwał. Nic. Null. Nada.

2 147

Odp: Co to znaczy żyć?

Tak przeglądałem temat i trochę rozbawiło mnie, że z 6-7 razy trafiłem na dyskusję na temat tego, czym są "masaże". I zawsze autor twierdził, że absolutnie nie jest to usługą seksualną.

Pierwszy raz się spotkałem z tym, aby ktoś tego typu usługi uważał za jednoznacznie nieseksualne.

2 148 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-08 15:49:08)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

To załóż jdg i zacznij biznes to pogadamy. Bo z fantazjami dyskutował nie będę.

Na razie dyskutujesz z własnymi fantazjami, Jack.
Po pierwsze dlatego, że jakiś czas temu zaczęłam (no popatrz) swoją działalność. Na razie wszystko jest w powijakach, ale też nie zależy mi na wielkim sukcesie. Docelowo chciałabym móc się z tego w pełni utrzymać. Więcej mi nie trzeba do szczęścia. Gdybym jednak miała wystarczająco zamówień, by konieczne były dodatkowe ręce do pracy, to pierwszą myślą byłoby, czy mnie stać, żeby pracownik miał dobre warunki. Jeśli nie, to bym nikogo nie zatrudniała. Albo sama pracowała ciężej, albo z niektórych klientów rezygnowała. Bo nie mam w zwyczaju wykorzystywać innych ludzi.
Po drugie dlatego, że moja siostra i szwagier od wielu lat prowadzą firmę. Na tyle dochodową, że kasy mają pod dostatkiem. Jak jeździli na dwutygodniowe zagraniczne wakacje, to ja doglądałam interesu pod ich nieobecność.
Także… ekspertem w tej dziedzinie nie jestem (i nigdy nie twierdziłam inaczej), ale jednak coś wiem.

Jack Sparrow napisał/a:

Masz dziwną manierę utożsamia słabości i bezradności życiowej z "to na pewno dobry chłopak".

To absolutnie nie jest prawda, czemu przeczy nawet… dalsza część tego posta, gdy piszesz o mojej też przez Ciebie wyolbrzymionej (a jakże by inaczej) postawie wobec forumowych inceli.

2 149 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-08 14:47:39)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Moje doświadczenia rodzinne są z kolei odmienne - w mojej rodzinie ludzie sobie pomagają. Mogą na siebie liczyć. Nikt nikogo nie podejrzewa z automatu o najgorsze rzeczy. Wręcz przeciwnie - jest domniemanie pomocy i dobrych intencji. No ale tak.....to ja jestem ten patologiczny.

Bardzo fajnie, ale nie rozmawiamy o tobie. Na pewno jeśli szwagier jest obrotny to Shini mógł się od niego wiele nauczyć o prowadzeniu firmy - jeśli by szwagier chciał mu pokazać. Pytanie czy szwagier z tych współpracujących.
Nie wiem jaka to firma. Myslałam że to kilkanaście osób, ale jeśli to był Shini+szwagier i byli w dobrych stosunkach to rzeczywiście dziwne, że się coś więcej nie zainteresował. Ten myk z przepisaniem na kogoś słyszałam. To chyba jakaś podstawa firm rodzinnych. Rzeczywiście, dziwne że się nie zdecydowali. Ale znowu, może szwagier też nie ma za wysokiego zdania o nim i się bał?
Piszesz o inowacjach jakby to było oczywiste. A wszelkie innowacje to jest tak naprawdę duże ryzyko. Nowe maszyny o których piszesz to wydatek kilkunastu tysi, czasem więcej, nie każdy chce ryzykować.

2 150 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-08 15:34:42)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Żebyś miała jasność, a nie opierała się na swoich wyobrażeniach, kilka słów wyjaśnienia:

Jack, z całym szacunkiem, ale Twoje „wyjaśnienia” to ja biorę z mocnym przymrużeniem oka, bo ciężko uwierzyć, że znasz się… na wszystkim. A nie kojarzę zbytnio tematu, w którym nie wypowiadałbyś się tonem eksperta. 
Nie chce mi się też każdej informacji weryfikować, bo mnie stolarka aż tak nie interesuje.
Aczkolwiek mój partner wielokrotnie składał nowe meble i spokojnie dawał radę. Choć żadnych kwalifikacji nie posiada. Na co dzień pracuje umysłowo.
Oczywiście takim niedoświadczonym osobom zajmuje to więcej czasu, niż profesjonaliście, ale nie róbmy z tego fizyki kwantowej. Bierzesz narzędzia, czytasz instrukcję i krok po kroku składasz elementy w całość.
Co innego, gdy jest to produkcja od podstaw, samodzielne projektowanie mebla, frezowanie, czy właśnie te stoliki z żywicy epoksydowej.
Ale teraz nawet te zdobione fronty wiele firm ma gotowe, ewentualnie coś tam lekko przycinają pod wymiar, a i tak za samo umeblowanie kuchni płaci się gruby hajs.

Jack Sparrow napisał/a:

Punkt wyjściowy umiejętności shiniego był taki, że nawet ogolić sobie głowy maszynką nie potrafił (to jego słowa), ani kozłować piłką (to też jego słowa). Jaka jest potencjalna dokładność i tempo pracy takiej osoby, która ma pracować manualnie? Czy shini to obrotny chłopak, który jest samodzielny i szybko się uwija z robotą czy raczej bezradna sierota i miernota życiowa, którą trzeba prowadzić za rączkę i wszystko tłumaczyć na każdym kroku?

Jakby był taką sierotą w pracy, to chyba szwagier wolałby sam szkolić nowych pracowników?
Inna sprawa, to kogo on tam szkolił, jeśli pracowali we troje?

Jack Sparrow napisał/a:

Łatwo siedziec na dupie i zwalać zawsze winę na kogoś innego lub okoliczności.

Nie zauważyłam, żeby Shini winił szwagra za to, że zawiesił działalność i teraz musi szukać innego zatrudnienia.

Jack Sparrow napisał/a:

I wbrew temu co piszesz - dochodowej firmy nie zawieszasz. Jak z przyczyn obiektywnych nie jesteś w stanie dalej prowadzić dochodowego biznesu to go sprzedajesz.

Zawieszenie to nie to samo, co zamknięcie działalności, więc po co miałby ją sprzedawać, jeśli nie postawił na niej jeszcze krzyżyka?
Mi zresztą chodziło po prostu o to, że nie wiemy jakie szwagier miał powody, a może ich być bardzo dużo. W tym takie, które postronnemu obserwatorowi mogłyby się wydać nielogiczne.

Jack Sparrow napisał/a:

-edit- i nie, nie chodzi o to, że ma chłopak robić tak jak ja mówię. Chodzi o to, że przez lata nie wykorzystał absolutnie niczego z rzeczy, o jakich tutaj mówiliśmy WSZYSCY na przestrzeni lat, aby pomóc sobie lub swojej rodzinie.

Ujmę to w ten sposób. Nie każdy człowiek jest ambitny. Moim zdaniem lepiej zaakceptować rzeczywistość, niż na siłę próbować zmienić się w kogoś innego. Skromne życie (nie mylić z klepaniem biedy) też może być satysfakcjonujące. Shini ma ten problem, że chce nagrodę (dobra wypłata, mieszkanie w stolicy, podziw innych ludzi) bez przyłożenia się, aby na nią zasłużyć. Już pomijając, co jest powodem tego braku działania. Tu wyjścia dostrzegam dwa. Zmuszenie siebie do ciężkiej pracy (skoro nie przychodzi mu to naturalnie / coś go przed tym blokuje), by ten cel osiągnąć, albo... modyfikacja celu, dostosowanie go do tego, kim jest teraz, jakie realne możliwości i zasoby posiada. Inaczej to prosta droga do wiecznej frustracji. W ten sposób można co najwyżej nabawić się kompleksów i zajechać sobie psychikę.

2 151

Odp: Co to znaczy żyć?

A jeszcze tylko co do działalności, to niektórzy zawieszają swoją działalność po to, aby działać w szarej strefie i zarobić jeszcze więcej. Oczywiście nie wszystkie branże się do tego nadają.

2 152 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 17:02:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Po pierwsze dlatego, że jakiś czas temu zaczęłam (no popatrz) swoją działalność. Na razie wszystko jest w powijakach, ale też nie zależy mi na wielkim sukcesie. Docelowo chciałabym móc się z tego w pełni utrzymać.

Innymi słowy mówiąc - prowadzisz niedochodowy biznes. LOL i to będąc na obniżonych/preferencyjnych składkach. Czapki z głów.


Więcej mi nie trzeba do szczęścia. Gdybym jednak miała wystarczająco zamówień,

Ale nie masz. I dużo w twojej wypowiedzi gdybania: gdyby to, jeśli tamto


Jack, z całym szacunkiem, ale Twoje „wyjaśnienia” to ja biorę z mocnym przymrużeniem oka, bo ciężko uwierzyć, że znasz się… na wszystkim. A nie kojarzę zbytnio tematu, w którym nie wypowiadałbyś się tonem eksperta.

To, o czym mówię to absurdalne ogólniki (spójne w zasadzie bez względu na branżę) i OPINIA. A wiedzę mam szeroką dlatego, że pracuje od 15 roku życia i pracowałem w różnych branżach i zajmowałem się np konsultacjami w zakresie optymalizacji i podnoszenia kwalifikacji. Poza tym w mojej rodzinie normalnie rozmawia się o pracy, problem, szansach, realiach różnych branż. To nie jest tak, ze ja mam rację i on ma zrobić dokładnie tak ja ja to opisuję. Ja podaję przykłady opcji, które można wybrać. Jest ich wielokrotnie więcej - np podwykonawca dla agata meble czy coś. To są luźne pomysły i propozycje rozwiązań sytuacji, możliwych dróg wyboru.


Aczkolwiek mój partner wielokrotnie składał nowe meble i spokojnie dawał radę.

Czy twój partner jest upośledzonym ruchowo dysgrafem, który ma problemy z kozłowaniem piłką?


Ale teraz nawet te zdobione fronty wiele firm ma gotowe,

I to jest coś, czego nie rozumiesz. Im więcej bierzesz gotowych półproduktów tym z niższą marżą możesz pracować.


Inna sprawa, to kogo on tam szkolił, jeśli pracowali we troje?

Nie wiem. To bajka shiniego o szkoleniu pracowników. Innym razem pisał o pokazywaniu 'tego i tamtego' ukraińcowi.


Nie zauważyłam, żeby Shini winił szwagra za to, że zawiesił działalność i teraz musi szukać innego zatrudnienia.

On wini całą rodzinę za swój stan. A motyw z obwinianiem szwagra to akurat muqin i jej niedźwiedzia przysługa.


Zawieszenie to nie to samo, co zamknięcie działalności, więc po co miałby ją sprzedawać, jeśli nie postawił na niej jeszcze krzyżyka?

Inne konsekwencje prawne. Jakby chciał zacząć znowu, to będzie musiał przechodzić całą procedurę od zera. Ale za to mógłby skorzystać z ulg na start. Ale jak widać biznes nie jest jego mocną stroną.

2 153 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 16:55:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Bardzo fajnie, ale nie rozmawiamy o tobie.

Nie, nie mówimy o mnie. Ale wskazuję na odmienne doświadczenie rodzinne. Co też jest powodem posiadania odmiennego zdania na te same zdarzenia. Ja widzę w rodzinie siłę. A nie pole do oszustw i nadużyć. To jest patologia. I ok - zdarza się. Ale to nie znaczy, że trzeba taką perspektywę automatycznie zakładać. Zwłaszcza w sytuacji, że do tej pory shini w rodzinie znajdywał jedynie oparcie i pomoc. Bo to nie jest tak, że ktoś mu kazał u szwagra zapierdalać póki nie spłaci kasy jaką jego starzy wyłożyli na jego korepetycje.


Na pewno jeśli szwagier jest obrotny to Shini mógł się od niego wiele nauczyć o prowadzeniu firmy - jeśli by szwagier chciał mu pokazać. Pytanie czy szwagier z tych współpracujących.

Skoro zawiesił, to obrotny raczej nie jest. Skoro pracował tyle lat i ma tak ubogo wyposażony warsztat to wniosek jest ten sam - obrotny nie jest. Czy szwagier z tych współpracujących - raczej tak skoro wziął pod skrzydła i trzymał do samego końca niedorozwiniętego koordynacyjnie dzieciaka bez żadnego zacięcia.


Nie wiem jaka to firma. Myslałam że to kilkanaście osób, ale jeśli to był Shini+szwagier i byli w dobrych stosunkach to rzeczywiście dziwne, że się coś więcej nie zainteresował. Ten myk z przepisaniem na kogoś słyszałam. To chyba jakaś podstawa firm rodzinnych. Rzeczywiście, dziwne że się nie zdecydowali.

Z tego co pamiętam to jak shini dołączył to najpierw był szwagier i dwóch starszych pracowników. Potem z tego co mi się wydaje to został shini z tym ukrańcem i szwagrem. Z resztą bez względu na to ile osób tam pracowało to jest to dziwne. Jak można pracować w mikroprzedsiębiorstwie i nie mieć wyobrażenia o sytuacji finansowej? I to w sytuacji, kiedy właściciel jakoś szczególnie się z tym nie kryje? Nie wiem - u mnie w rodzinie normalnie się gada o zarobkach, szansach na awans, problemach służbowych i innych takich. To naprawdę daje niezłe rozeznanie co się dzieje u ludzi na rynku bez względu od branży.


Piszesz o inowacjach jakby to było oczywiste. A wszelkie innowacje to jest tak naprawdę duże ryzyko. Nowe maszyny o których piszesz to wydatek kilkunastu tysi, czasem więcej, nie każdy chce ryzykować.

Dlatego pisałem o dotacjach. Dotacja z PUP na stworzenie nowego stanowiska to 52 tysiące zł. A są i inne. Ja rozumiem, że wiedza o dotacjach i dofinansowaniach to mogło być jakieś novum na początku naszej obecności w UE, ale obecnie? Wszędzie się o nich trąbi. Zwłaszcza, że te droższe, za kilkadziesiąt tysi to często mają tak, że pomagają zdobyć dofinansowanie na ich zakup.

https://centrummaszyncnc.pl/baza-wiedzy … rodukcyjne

https://bizplanner.pl/dotacje-na-warszt … rski-2026/

https://serwis-uslugirozwojowe.parp.gov … wania-bur/


Wiem, ze nie każdy chce ryzykować - zwłaszcza jak nie ma kapitału i bufora na popełnianie błędów. Ale od tego są dotacje. Niektóre rzeczy jak np tokarka stolarska czy 3osiowa frezarka cnc to nie są skoki na głęboką wodę i podstawowe modele kosztują raptem kilka tyś. Przykład pierwszy z brzegu: https://allegro.pl/oferta/frezarka-do-d … f386b69d2e

Mała frezareczka CNC. I zobacz na galerię jakie fajne cuda można z nią zrobić: kredensik na wymiar (pod zabudowę) z przykręcanymi frontami (które w przyszłości można wymienić) z motywami z bajek disneya, epoki lodowcowej czy czegokolwiek.

2 154

Odp: Co to znaczy żyć?

Opowiadasz o kapitale który wyniosłes z rodziny, ale to nie jest oczywiste.
Nie znam tego szwagra, ale 10 lat mial firmę, za cos dzieci utrzymywał. Czasem zamknięcie biznesu bez długów to najlepsza opcja. Teraz już się rozpędzasz, bo cała rodzina Shiniego ma sie od ciebie uczyć. No już bez jaj.

2 155 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 17:49:44)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Opowiadasz o kapitale który wyniosłes z rodziny, ale to nie jest oczywiste.
Nie znam tego szwagra, ale 10 lat mial firmę, za cos dzieci utrzymywał. Czasem zamknięcie biznesu bez długów to najlepsza opcja. Teraz już się rozpędzasz, bo cała rodzina Shiniego ma sie od ciebie uczyć. No już bez jaj.

A kto powiedział, że cała rodzina ma się uczyć ode mnie? Bez przesady. To luźna gadka i pomysły jak zwiększyć zakres usług i zwiększyć ilość potencjalnych klientów w związku z tym. Niektóre praktyki (sposoby postępowania) są szeroko pojętą normą bez względu na co robi/wytwarza taka mała firma, bo robią tak po prostu wszyscy - jak np podnoszenie zakresu możliwości produkcyjnych, specjalizacje niszowe czy właśnie zamykanie działalności i otwieranie na kolejnego członka rodziny. Z resztą - nawet nie trzeba rejestrować firmy na kogoś nowego. U nas nie ma limitów pod tym kątem i można zamykać stary i otwierać nowy biznes dowolną ilość razy bez utraty bonusów na start. Wielu ludzi tak robi, żeby właśnie bez sensu nie tracić kapitału z powodu sztucznie zawyżonych składek, albo żeby mieć ułatwiony dostęp do dotacji. W perspektywie lat można nieźle wyposażyć warsztat i zdobyć w tym czasie tak dużą pulę klientów (i pozycję na lokalnym rynku), że potem już nie trzeba kombinować.

Prowadzenie biznesu przez kilka czy kilkanaście lat niewiele znaczy. Pewne rzeczy/rozwiązania trwają z siły rozpędu lub z powodu lokalnych uwarunkowań. Wiele jest takich miejsc wokół Warszawy, które kilkanaście lat temu były szczerymi polami, a dziś stoją tam całe osiedla. Póki budują nowe i są klienci - biznes się kręci. Póki nie ma dobrych połączeń do marketów (meblarskich/budowlanych) biznes się kręci. Tylko co dalej? No właśnie - opcji jest bardzo dużo. O ile pozostaje się otwartym i czyta/słucha/rozmawia na dany temat. To już pozostaje wolną kwestią kto i ile z takich wymian opinii wyniesie i co z tym zrobi. Wystarczy oddzielić "tego lubię, a tego nie" od sedna tematyki. A tutaj tym sednem nie jest obecna sytuacja szwagra, ale podnoszenie kompetencji i możliwości. Mógł to zrobić shini, mógł to zrobić szwagier. MÓGŁ nie znaczy, że musiał. Po prostu - mógł. Tym bardziej, że to dość uniwersalne prawidło, że rodzinie się pomaga. Zadanie pytania czemu nie zrobiłeś tego lub tamtego jest szybsze niż otwarte pytanie "a co zrobiłeś", bo daje konkretniejszą odpowiedź niż ogólnikowe ślizganie się "no uczciwie pracowałem". Bo to nie mówi absolutnie nic.

Chodzi też o to, że Shini prowadzi cały czas narrację, że on tak nic nie może. Że nic nie wie, nikt mu nic nie mówi, nigdy nie mógł rozwijać. Co przecież nie jest prawdą, bo rozmawiamy o tym wszystkim w tym momencie od lat. Podpowiadając na konkretnych przykładach jak można wykorzystać nadarzającą się okazję, jakie kierunki można obrać. Bo każde zdarzenie może być okazją. Nawet jeśli problematyczną i trudną. To tylko kwestia perspektywy. Jego jest taka, że wszystko go przerasta, bo wszystko jest problemem nie do pokonania. A tym czasem, w świecie obiegu informacji to najczęściej kwestia kilku kliknięć lub wpisania konkretnego zapytania w wujka googla i stryjka Ala, aby zobaczyć jak ogromne się ma możliwości niemal w każdej sytuacji życiowej.

Każdy może powiedzieć "nie wiem". Albo "nie potrafię". Ale jeśli deklaruje się chęć wyjścia z impasu, a nawet nie zadaje pytań i sumarycznie nic nie próbuje robić kiedy jakieś pomysły/sugestie/propozycje padają z różnych stron to jest to już działanie celowe. To nie jest brak motywacji czy zdolności lub świadomości. Bo za długo był w terapiach i za długo tutaj rozmawiamy podsuwając mu różne pomysły, aby mógł się tak migać. To jest kwestia w pełni świadomego wyboru, aby nie robić nic.

2 156

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie zauważyłam, żeby Shini winił szwagra za to, że zawiesił działalność i teraz musi szukać innego zatrudnienia.

On wini całą rodzinę za swój stan. A motyw z obwinianiem szwagra to akurat muqin i jej niedźwiedzia przysługa.

Shini wcale swojej rodziny nie wini, co napisał jasno.
Ja zresztą też nie, bo ja się w ogóle nie zajmuję "szukaniem winnych" i ocenianiem, co najwyżej szukaniem przyczyn.
O szwagrze Shnineigo epistoł nie wypisywałam ni jego portretu pscyhologiczno/biznesowego nie usiłowałam stworzyć.

Rodzina w najlepszej wierze dala Shiniemu zatrudnienie . To miało określone skutki.
Działali w dobrej wierze - nie mam wątpliwości, ze tak.

Dobrymi chęciami piekło brukowane, taka mądrość ludowa.  Stąd moja sugestia nt. niedźwiedziej przysługi. To, ze ktoś szczerze chce jak najlepiej nie oznacza z automatu podejmuje dobrą decyzję.
Nadopiekuńczy rodzice z całą pewnością chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Wkładają w to wiele wysiłku, troski i pieniędzy też. Mają jak najlepsze intencje.

2 157 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-08 20:20:03)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Innymi słowy mówiąc - prowadzisz niedochodowy biznes. LOL i to będąc na obniżonych/preferencyjnych składkach. Czapki z głów.

Haha, spodziewałam się takiej odpowiedzi, także zero zaskoczenia.
Oczywiście Ty po paru miesiącach pierwszej w życiu działalności byłbyś już milionerem, a po Twoje wyroby zgłaszałby się nawet papież.
Widzisz, ja jestem realistką. Nie oczekuję, że z dnia na dzień zdobędę tłumy klientów, tym bardziej, że konkurencja na rynku jest duża, czego mam pełną świadomość i nie czuję się tym faktem przytłoczona właśnie dlatego, że nie narzucam sobie presji. Chciałam spróbować, póki jeszcze mam czas i energię na takie eksperymenty, a jak nie wyjdzie, to też mi się świat nie zawali. Jakieś zajęcie zawsze się znajdzie. 

Jack Sparrow napisał/a:

To, o czym mówię to absurdalne ogólniki (spójne w zasadzie bez względu na branżę) i OPINIA. A wiedzę mam szeroką dlatego, że pracuje od 15 roku życia i pracowałem w różnych branżach i zajmowałem się np konsultacjami w zakresie optymalizacji i podnoszenia kwalifikacji. Poza tym w mojej rodzinie normalnie rozmawia się o pracy, problem, szansach, realiach różnych branż. To nie jest tak, ze ja mam rację i on ma zrobić dokładnie tak ja ja to opisuję. Ja podaję przykłady opcji, które można wybrać. Jest ich wielokrotnie więcej - np podwykonawca dla agata meble czy coś. To są luźne pomysły i propozycje rozwiązań sytuacji, możliwych dróg wyboru.

Gdyby to była TYLKO opinia, nie próbowałbyś nikogo rozliczać z tego, czy się do niej dostosował. Nie stawiałbyś siebie też w pozycji eksperta, który „wyjaśnia” i „już parę lat temu proponował” gotowe rozwiązania i innowacje.

Jack Sparrow napisał/a:

I to jest coś, czego nie rozumiesz. Im więcej bierzesz gotowych półproduktów tym z niższą marżą możesz pracować.

Sznur tego kamienia kosztuje średnio kilkanaście złotych, a jeden spokojnie wystarczy przy tej długości naszyjnika. Do tego kawałek linki / żyłki, przekładki z hematytu i kilka elementów ze stali chirurgicznej. Łączny koszt materiałów nie przekroczy 50 zł. Patrząc z perspektywy klienta detalicznego, bo kupując w dużych ilościach można jeszcze ogarnąć sobie jakieś zniżki.

https://nasznurku.pl/naszyjnik-choker-z … iego-serce

To co tam mówiłeś o marży przy gotowych półproduktach?

KAŻDY z nas może wejść na stronę hurtowni i sobie te materiały zamówić. Ilu znasz ludzi, którzy wolą wykonać coś samemu, by zaoszczędzić, zamiast zapłacić komuś i mieć gotowy produkt w rękach, nawet jeśli oznacza to dużo wyższą cenę końcową?

Tymczasem, podsumowując naszą kolejną jakże owocną wymianę zdań...

Problem w dyskusjach z Tobą jest taki, że nie bardzo potrafisz rozmawiać. Zawsze najmądrzejszy, do tego stopnia, że wiesz lepiej jaki ktoś jest, co by zrobił w danej sytuacji, co czuje, co myśli, jakie są jego motywacje. A jak brakuje argumentów, to przecież można wyśmiać, albo sugerować, że ktoś „tylko sobie gdyba” -> w domyśle TY już dobrze wiesz, jak by postąpił, a on się jeszcze łudzi, że inaczej.
Co po pewnym czasie staje się okropnie męczące i dlatego tych dyskusji czasem unikam, albo przestaję je kontynuować, jak w przypadku przemocy rówieśniczej i generalnie bicia dzieci.
Nie przeszkadza mi, że się w czymś nie zgadzamy, to jest spoko, bo można zapoznać się z argumentami kogoś, kto dany temat postrzega zupełnie inaczej, dowiedzieć się nowych rzeczy, niekiedy zrewidować własne poglądy.
Ale już natarczywość w próbach udowodniania, że „Twoje jest zawsze na wierzchu”, próby umniejszania (żeby rozmówca poczuł się przy Tobie „za głupi” i poddał „walkę”) są odpychające.

2 158

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Problem w dyskusjach z Tobą jest taki, że nie bardzo potrafisz rozmawiać.

Zaraz się dowiesz, że problem jest z Tobą, bo nie potrafisz ani rozmawiać ani dyskutować, co Ci zostanie wykazanie bez żadnych wątpliwości big_smile

2 159 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-08 20:39:57)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Zaraz się dowiesz, że problem jest z Tobą, bo nie potrafisz ani rozmawiać ani dyskutować, co Ci zostanie wykazanie bez żadnych wątpliwości big_smile

Albo że mi się pojebało w głowie, tylko jeszcze nie wiem z jakiego powodu. Starość odpada. Liczę, że Jack mnie uświadomi smile

2 160

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Chodzi też o to, że Shini prowadzi cały czas narrację, że on tak nic nie może. Że nic nie wie, nikt mu nic nie mówi, nigdy nie mógł rozwijać. Co przecież nie jest prawdą, bo rozmawiamy o tym wszystkim w tym momencie od lat.

Ale mowa o szwagrze. Krytykujesz biznes plan szwagra. Tak bywa. Biznes się nie opłaca, zamykasz i tyle. Shini rzeczywiście mógłby coś w życiu zmienić, ale mieszanie w to szwagra to jest już bez sensu. Nie każdą działalnonść da się skalować w nieskończoność.

2 161 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-09 00:46:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

(...) Shini ma ten problem, że chce nagrodę (dobra wypłata, mieszkanie w stolicy, podziw innych ludzi) bez przyłożenia się, aby na nią zasłużyć. Już pomijając, co jest powodem tego braku działania. Tu wyjścia dostrzegam dwa. Zmuszenie siebie do ciężkiej pracy (skoro nie przychodzi mu to naturalnie / coś go przed tym blokuje), by ten cel osiągnąć, albo... modyfikacja celu, dostosowanie go do tego, kim jest teraz, jakie realne możliwości i zasoby posiada. Inaczej to prosta droga do wiecznej frustracji. W ten sposób można co najwyżej nabawić się kompleksów i zajechać sobie psychikę.

Kilka dni temu napisałam, że Shini prawdopodobnie celowo ustawia sobie tak wysoko poprzeczkę i tworzy kolejne przeszkody, żeby nie podejmować ryzyka i nie musieć konfrontować się z możliwością porażki. On nie chce ponosić konsekwencji swoich decyzji, bo się ich zwyczajnie boi.
To nie jest nic innego, jest bardzo sprawna racjonalizacja i mechanizm ochronny, tym samym nie wydaje mi się, żeby obniżenie celu w ogóle wchodziło w grę. No chyba, że terapia w końcu przyniesie na tyle znaczące efekty, że przestanie bać się własnego cienia, zacznie myśleś realnie, a potem wreszcie podejmować konkretne i zgodne z tymi realiami decyzje. Niestety nie wydaje mi się, żeby to się miało szybko wydarzyć.

2 162

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

(...) Shini ma ten problem, że chce nagrodę (dobra wypłata, mieszkanie w stolicy, podziw innych ludzi) bez przyłożenia się, aby na nią zasłużyć. Już pomijając, co jest powodem tego braku działania. Tu wyjścia dostrzegam dwa. Zmuszenie siebie do ciężkiej pracy (skoro nie przychodzi mu to naturalnie / coś go przed tym blokuje), by ten cel osiągnąć, albo... modyfikacja celu, dostosowanie go do tego, kim jest teraz, jakie realne możliwości i zasoby posiada. Inaczej to prosta droga do wiecznej frustracji. W ten sposób można co najwyżej nabawić się kompleksów i zajechać sobie psychikę.

Kilka dni temu napisałam, że Shini prawdopodobnie celowo ustawia sobie tak wysoko poprzeczkę i tworzy kolejne przeszkody, żeby nie podejmować ryzyka i nie musieć konfrontować się z możliwością porażki. On nie chce ponosić konsekwencji swoich decyzji, bo się ich zwyczajnie boi.
To nie jest nic innego, jest bardzo sprawna racjonalizacja i mechanizm ochronny, tym samym nie wydaje mi się, żeby obniżenie celu w ogóle wchodziło w grę. No chyba, że terapia w końcu przyniesie na tyle znaczące efekty, że przestanie bać się własnego cienia, zacznie myśleś realnie, a potem wreszcie podejmować konkretne i zgodne z tymi realiami decyzje. Niestety nie wydaje mi się, żeby to się miało szybko wydarzyć.

Tak

2 163

Odp: Co to znaczy żyć?

Sporo tematu przeczytałem. Jestem trochę z boku, bo też nie jestem tu długo, choć czasami trafiłem na jakiś wątek na to forum z wyszukiwarki.

Chciałem powiedzieć, że to jest naprawdę unikatowa sytuacja, gdzie w sumie sporo osób, przez wiele lat, poświęca wiele godzin, a raczej już dni, tygodni życia, aby dawać porady osobie z problemem, której nie zna. Jest to w pewien sposób miłe. Z drugiej strony te rady są cały czas identyczne przez wiele lat. Więc jak coś nie działa przez wiele lat, to identyczne rady chyba już nie są dobre.

I to mowa o osobie, która z pewnością ma problem i go bardzo odczuwa. Ale tak z dnia codziennego, to ma gdzie mieszkać, nie jest niepełnosprawna, ma jakieś pieniądze, coś tam z życia ma bo regularnie korzysta z usług seksualnych. Zainteresowania jakieś swoje ma, aby się czymś zająć. Więc nie jest to jakaś tragedia.

Pisze to w kontekście, że i tak mimo to ludzie radzą i pomagają tutaj jednej osobie, która chce się wyżalić.

Miłe to, nawet jeśli nie ma efektu od lat.

2 164

Odp: Co to znaczy żyć?

Kilka rzeczy do wyjaśnienia w kwestii pracy. To nie tak, że nigdy nie miałem żadnych pomysłów czy sugestii dotyczących zrobienia czegoś lub jakiejś zmiany. Miałem i to nie raz tylko nigdy nie zostały wdrożone, jak już pisałem ja tam nie miałem nic do powiedzenia. Zawsze robiliśmy meble z płyty, kuchnie, szafy, zabudowy, ogólnie proste meble. Na takie zawsze było najwięcej zleceń i najwięcej klientów. Zdarzały się też meble robione od zera z drewna ale bardzo rzadko. Większość zleceń jakie kiedykolwiek robiliśmy to były budowy, nowe mieszkania lub domy, w których nie było niczego. W takich sytuacjach raczej rzadko ktoś chce jakieś wyszukane meble dębowe ze specjalnymi wzorami itd. Ludziom zależy na prostych meblach bo są tanie, szybkie w produkcji i łatwe do wymiany. Klienci robiący wiele mieszkań na wynajem lub mali deweloperzy to był dla nas najlepszy układ. Niestety tacy klienci zaczęli się przerzucać na gotowe meble z Ikei bo jest jeszcze taniej. Dodatkowo jeszcze sporo rzeczy w tej robocie nie zależy od nas. Płytę się zamawia w hurtowni, a tam też mogą na przykład pomylić zamówienie, źle powycinać lub okleić. Wystarczy, że w hurtowni nie będzie prądu albo maszyna się zepsuje i może być z tego kilka dni opóźnienia. A to tylko jedno miejsce, są jeszcze inne firmy, w których też może coś pójść nie tak. Nawet jeśli my zrobimy wszystko zgodnie z planem to jest jeszcze ta hurtownia, lakiernik, firma szklarska, firma robiąca drzwi przesuwane i jeszcze parę innych, w każdej może być opóźnienie lub coś może pójść nie tak. Nie wspominając już o tym, że klient może w ostatniej chwili zmienić zdanie co do jakiejś części zlecenia i nie raz trzeba coś robić od nowa.

Gdybyśmy mieli takie maszyny jak CNC czy tokarka to z chęcią bym się uczył je obsługiwać i robić jakieś fajne rzeczy. Z drewna, żywicy i różnych dodatków można zrobić mega fajne, epicko wyglądające rzeczy. Niestety nigdy nie było takiej możliwości, działalność firmy skupiała się na prostych meblach. Proponowałem by spróbować takiej firmy wyrobów drewnianych ale bezskutecznie. Mnie samego nie było stać na takie sprzęty nawet za te kilka tysięcy, nie przy minimalnej. Szczególnie, że nie bardzo mamy w warsztacie miejsce na takie maszyny. To nawet nie jest pełnoprawny warsztat tylko stary garaż i część starego domu przerobione na warsztat. Przy tym biznesie trzeba mieć jak najwięcej miejsca choćby na płytę, której potrafi być na prawdę dużo przy większym zamówieniu. To wszystko trzeba jakoś posegregować, poustawiać tak żeby się nie uszkodziło.

Nie wiem skąd wzięliście informacje, że było więcej pracowników. Od zawsze byliśmy tylko we dwóch. Przez dosłownie kilka miesięcy mieliśmy trzeciego pracownika, chłopaka z Ukrainy. Stąd się wzięło moje szkolenie pracownika, ono było całkowicie nieoficjalnie. Czasami jeszcze pomagał nam jeden starszy stolarz, mega doświadczony, o wiele bardziej niż my obaj razem wzięci. Jak już pisałem nie wiem jakie są dokładne przyczyny zawieszenia działalności.

Co do kwestii rodziny to na prawdę w nie każdej są przyjazne stosunki. W mojej jest w miarę dobrze choć nie zawsze i nie z każdym tak było. Znam ludzi, którzy dla kasy, wpływów czy poczucia wyższości byliby gotowi oszukać, wykorzystać, zdradzić czy nawet zabić innych członków rodziny. Moja koleżanka w ciągu jednego roku straciła oboje rodziców, a dalsza rodzina łącznie z dziadkami chcieli wykorzystać jej załamanie i żałobę by ją okraść z jej części spadku po rodzicach. Takich historii jest mnóstwo. Są rodziny będące dla siebie najgorszymi wrogami. Obgadywania i kombinowania jak tu oszukać byle tylko być choć trochę lepszym nie ma końca. Relacje w mojej rodzinie są jednymi z najlepszych jakie widziałem.

2 165

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

I to mowa o osobie, która z pewnością ma problem i go bardzo odczuwa. Ale tak z dnia codziennego, to ma gdzie mieszkać, nie jest niepełnosprawna, ma jakieś pieniądze, coś tam z życia ma bo regularnie korzysta z usług seksualnych. Zainteresowania jakieś swoje ma, aby się czymś zająć. Więc nie jest to jakaś tragedia.

Pisze to w kontekście, że i tak mimo to ludzie radzą i pomagają tutaj jednej osobie, która chce się wyżalić.

Miłe to, nawet jeśli nie ma efektu od lat.

Oczywiście, że tak. Depresja, lęk, blokady i negatywne przekonania są jak najbardziej prawdziwe. To z mieszkaniem nie byciem niepełnosprawnym, posiadaniem swoich pieniędzy to prawda ale usług czy w ogóle jakichkolwiek kontaktów seksualnych nie ma żadnych. Ostatni taki kontakt miałem ponad pół roku temu zanim jeszcze związek stał się "zawieszony", na masażu ostatnio byłem ze 3 lata temu, na długo przed poznaniem dziewczyny. Zainteresowania jak najbardziej są ale czy jest to coś czym można się zająć to kwestia dyskusyjna.

Masz rację, to bardzo miłe. Wiem, że mogę być męczący, że można mnie nie lubić ale mimo to są osoby, które nadal wyrażają chęć pomocy lub po prostu dotrzymania towarzystwa. Na tym forum mam możliwość porozmawiać, podzielić się poglądami, zapytać o radę, dowiedzieć się nowych rzeczy, uzyskać pomoc czy też właśnie się wyżalić. Może tego nie widać ale jestem za to na prawdę wdzięczny tym wszystkim osobom.

2 166 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-10 20:49:03)

Odp: Co to znaczy żyć?

Sprawdziłem i przejrzałem wszystkie linki jakie się tu ostatnio pojawiły. Faktycznie sporo jest tych kursów, nie wiadomo od czego zacząć. Te pierwsze od Jacka typu audytor itp brzmią całkiem sensownie tyle, że trochę kosztują. Zdecydowanie przydałoby się najpierw choć trochę zawęzić zakres wyboru. Zrobiłem parę testów predyspozycji zawodowych, na razie darmowych. Jak na razie wyszło z nich, że zawody takie jak analityk, technik medyczny, diagnosta laboratoryjny byłyby w miarę dla mnie. Oczywiście to wciąż tylko darmowe testy. Tu pojawiają się moje pytania. Czy ktoś z was robił kiedyś bardziej zaawansowane testy tego typu i czy pomogły? Macie może namiary na takie testy? Wiadomo, że będą płatne ale żeby były też wiarygodne, rzetelne i najlepiej jeszcze sprawdzone. Żeby było warto za nie płacić. Znalazłem nie jeden płatny ale nie wiem na ile będą użyteczne dlatego pytam.

2 167

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Sprawdziłem i przejrzałem wszystkie linki jakie się tu ostatnio pojawiły. Faktycznie sporo jest tych kursów, nie wiadomo od czego zacząć. Te pierwsze od Jacka typu audytor itp brzmią całkiem sensownie tyle, że trochę kosztują. Zdecydowanie przydałoby się najpierw choć trochę zawęzić zakres wyboru. Zrobiłem parę testów predyspozycji zawodowych, na razie darmowych. Jak na razie wyszło z nich, że zawody takie jak analityk, technik medyczny, diagnosta laboratoryjny byłyby w miarę dla mnie. Oczywiście to wciąż tylko darmowe testy. Tu pojawiają się moje pytania. Czy ktoś z was robił kiedyś bardziej zaawansowane testy tego typu i czy pomogły? Macie może namiary na takie testy? Wiadomo, że będą płatne ale żeby były też wiarygodne, rzetelne i najlepiej jeszcze sprawdzone. Żeby było warto za nie płacić. Znalazłem nie jeden płatny ale nie wiem na ile będą użyteczne dlatego pytam.

Diagnosta laboratoryjny to ten co choroby bada pod mikroskopem?

2 168

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Sprawdziłem i przejrzałem wszystkie linki jakie się tu ostatnio pojawiły. Faktycznie sporo jest tych kursów, nie wiadomo od czego zacząć. Te pierwsze od Jacka typu audytor itp brzmią całkiem sensownie tyle, że trochę kosztują. Zdecydowanie przydałoby się najpierw choć trochę zawęzić zakres wyboru. Zrobiłem parę testów predyspozycji zawodowych, na razie darmowych. Jak na razie wyszło z nich, że zawody takie jak analityk, technik medyczny, diagnosta laboratoryjny byłyby w miarę dla mnie. Oczywiście to wciąż tylko darmowe testy. Tu pojawiają się moje pytania. Czy ktoś z was robił kiedyś bardziej zaawansowane testy tego typu i czy pomogły? Macie może namiary na takie testy? Wiadomo, że będą płatne ale żeby były też wiarygodne, rzetelne i najlepiej jeszcze sprawdzone. Żeby było warto za nie płacić. Znalazłem nie jeden płatny ale nie wiem na ile będą użyteczne dlatego pytam.

Shini, testy predyspozycji darmowe to ok, coś tam Ci pokazały odnośnie Twoich PREDYSPOZYCJI do wykonywania różnych zawodów.
Jesteś w określonej sytuacji w realu, zatem nie zacznij teraz robić nie wiadomo ilu testów predyspozycji, bo utoniesz w nadmiarze informacji o predyspozycjach (zapewne predyspozycje Ci się we wszystkich testach powtarzały) i co gorsza to robienie testów odciągnie Cię to skutecznie od zrobienia tego, co zrobić powinieneś jak najszybciej czyli zarejestrowana się w UP.

Zawody medyczne pojawiły się jako jakaś nowość. Jakby Ci w UP zaproponowali jakieś kursy to warte rozważenia, płacą słabo w medycynie, ale za to miejsce pracy z zasady jest sfeminizowane na maksa, to jakaś zaleta, w Twojej sytuacji.
Zawody medyczne mają tą wadę, że większości nie da się wykonywać po jakichś tam kursach.
Zawód analityka medycznego czy diagnosty laboratoryjnego to 5 lat studiowania. Technik medyczny chyba pomaturalna wystarczy. Tak zwanych zawodów medycznych i okołomedycznych jest obecnie sporo, nie wszystkie wymagają studiów czy dwuletniej pomaturalnej.

2 169

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Shini, testy predyspozycji darmowe to ok, coś tam Ci pokazały odnośnie Twoich PREDYSPOZYCJI do wykonywania różnych zawodów.
Jesteś w określonej sytuacji w realu, zatem nie zacznij teraz robić nie wiadomo ilu testów predyspozycji, bo utoniesz w nadmiarze informacji o predyspozycjach (zapewne predyspozycje Ci się we wszystkich testach powtarzały) i co gorsza to robienie testów odciągnie Cię to skutecznie od zrobienia tego, co zrobić powinieneś jak najszybciej czyli zarejestrowana się w UP.

Zawody medyczne pojawiły się jako jakaś nowość. Jakby Ci w UP zaproponowali jakieś kursy to warte rozważenia, płacą słabo w medycynie, ale za to miejsce pracy z zasady jest sfeminizowane na maksa, to jakaś zaleta, w Twojej sytuacji.
Zawody medyczne mają tą wadę, że większości nie da się wykonywać po jakichś tam kursach.
Zawód analityka medycznego czy diagnosty laboratoryjnego to 5 lat studiowania. Technik medyczny chyba pomaturalna wystarczy. Tak zwanych zawodów medycznych i okołomedycznych jest obecnie sporo, nie wszystkie wymagają studiów czy dwuletniej pomaturalnej.

Już jestem zarejestrowany w UP tyle, że na razie nie było nawet żadnych ustaleń. Jedynie sama rejestracja w urzędzie, pierwsza wizyta i jakieś dalsze ustalenia będą za niecałe dwa tygodnie. Faktycznie niektóre opcje się powtarzały w tych testach, na przykład ten analityk, nie tylko medyczny. Coś w tym musi być bo ja przecież bez przerwy coś analizuję. Właśnie dlatego, że zaczynają wychodzić nowe rzeczy z tych testów pytam o dokładniejsze.

Sporo zawodów, które mają "technik" w nazwie można wykonywać bez studiów tylko trzeba porobić właśnie jakieś kursy. Nie raz zastanawiałem się nad jakimś medycznym zawodzie nie wymagającym studiów, na które nawet bym się nie dostał. Fakt iż jest w nich sporo kobiet też miał znacznie. Jeśli chodzi o jakieś miejsca pracy to właśnie w różnych medycznych widziałem najwięcej ładnych dziewczyn. Jednak aspekt finansowy też jest bardzo ważny i trzeba zwracać na niego uwagę.

2 170

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Sprawdziłem i przejrzałem wszystkie linki jakie się tu ostatnio pojawiły. Faktycznie sporo jest tych kursów, nie wiadomo od czego zacząć. Te pierwsze od Jacka typu audytor itp brzmią całkiem sensownie tyle, że trochę kosztują. Zdecydowanie przydałoby się najpierw choć trochę zawęzić zakres wyboru. Zrobiłem parę testów predyspozycji zawodowych, na razie darmowych. Jak na razie wyszło z nich, że zawody takie jak analityk, technik medyczny, diagnosta laboratoryjny byłyby w miarę dla mnie. Oczywiście to wciąż tylko darmowe testy. Tu pojawiają się moje pytania. Czy ktoś z was robił kiedyś bardziej zaawansowane testy tego typu i czy pomogły? Macie może namiary na takie testy? Wiadomo, że będą płatne ale żeby były też wiarygodne, rzetelne i najlepiej jeszcze sprawdzone. Żeby było warto za nie płacić. Znalazłem nie jeden płatny ale nie wiem na ile będą użyteczne dlatego pytam.

Niesamowite, pierwszy raz przyjąłeś od kogokolwiek feedback, nie wiesz wszytskiego najlepiej i nie zachowujesz się jak rozkapryszony gnojek.

2 171

Odp: Co to znaczy żyć?

Ty jednak nadal nie jesteś przyzwyczajony że kogoś obchodzi co się z Tobą dzieje. Byłeś, zarejestrowałeś się i nie byłeś łaskaw od tego zacząć! Chociaż to ważna informacja. Ech smile
Miała Mrs. Happiness rację czy nie? Byli strasznie nieuprzejmi dla Ciebie w tym urzędzie czy raczej tak bez specjalnych wrażeń?

Pisałeś o sobie kiedyś, ze jesteś cierpliwy, skrupulatny. Że analizujesz sama Ci pisałam, owszem, takie predyspozycje masz.
Dalej to ja bym szła nie w kierunku szukania predyspozycji ale raczej szukania kierunku zawodowego.

Po kursach to pomoc laboranta w grę wchodzi na pewno. Może jeszcze coś, specem od szukania pracy to nie jestem.

Shini - watro ustalić, czy NA DZIŚ aspekt finansowy jest tym najważniejszym, czy może na jakiś czas ważniejsze co innego.
Nie wszystko na raz smile

2 172

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Ty jednak nadal nie jesteś przyzwyczajony że kogoś obchodzi co się z Tobą dzieje. Byłeś, zarejestrowałeś się i nie byłeś łaskaw od tego zacząć! Chociaż to ważna informacja. Ech smile
Miała Mrs. Happiness rację czy nie? Byli strasznie nieuprzejmi dla Ciebie w tym urzędzie czy raczej tak bez specjalnych wrażeń?

Pisałeś o sobie kiedyś, ze jesteś cierpliwy, skrupulatny. Że analizujesz sama Ci pisałam, owszem, takie predyspozycje masz.
Dalej to ja bym szła nie w kierunku szukania predyspozycji ale raczej szukania kierunku zawodowego.

Po kursach to pomoc laboranta w grę wchodzi na pewno. Może jeszcze coś, specem od szukania pracy to nie jestem.

Shini - watro ustalić, czy NA DZIŚ aspekt finansowy jest tym najważniejszym, czy może na jakiś czas ważniejsze co innego.
Nie wszystko na raz smile

To prawda, nadal nie jestem. Przez te kilka miesięcy aktywnego związku niemal za każdym razem tak samo się dziwiłem kiedy dziewczyna pytała jak się czuję albo czy wszystko u mnie w porządku. Jak widać to było za krótko bym się przyzwyczaił. Szczerze mówiąc tak się skupiłem na tych testach, że zapomniałem o tym. Bez specjalnych wrażeń, a nawet pani w okienku była całkiem miła, w takim mechanicznym stylu.

To prawda, choć mniej niż kiedyś. Powoli zaczynam czuć nóż na gardle i robię się coraz mniej cierpliwy. Jaka jest różnica między szukaniem predyspozycji, a szukaniem kierunku zawodowego? Myślałem, że jedno wynika z drugiego. Są testy kierunku zawodowego różniące się od testów predyspozycji? Nie wiem nawet od czego zacząć ustalanie kierunku zawodowego więc tylko te testy przyszły mi na myśl.

Ja tym bardziej nie jestem od tego specem, a wręcz się tego boję ale nie mam wyboru.

Nie jest najważniejszym ale jednym z takowych. Jak już pisałem domyślnym celem jest uzyskanie zarobków umożliwiających pójście na swoje i naukę samodzielności. Jednak na chwilę obecną to raczej zbyt odległy cel co samo w sobie brzmi żałośnie zważywszy na mój wiek. Na tą chwilę ważniejszym byłoby ustalenie co chciałbym robić zawodowo lub chociaż co byłoby dla mnie dobrym wyborem biorąc pod uwagę moje predyspozycje, studia i możliwości. Potem byłoby realne uzyskanie takiej pracy i przyzwyczajenie się do niej. Tak mi się wydaje, że tak to powinno wyglądać, chyba.

2 173 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-11 10:53:00)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie wiem skąd wzięliście informacje, że było więcej pracowników. Od zawsze byliśmy tylko we dwóch. Przez dosłownie kilka miesięcy mieliśmy trzeciego pracownika, chłopaka z Ukrainy. Stąd się wzięło moje szkolenie pracownika, ono było całkowicie nieoficjalnie. Czasami jeszcze pomagał nam jeden starszy stolarz, mega doświadczony, o wiele bardziej niż my obaj razem wzięci. Jak już pisałem nie wiem jakie są dokładne przyczyny zawieszenia działalności.

To tak szczerze, chyba żyłeś w jakimś wyparciu, jeśli pracowaliście we dwójkę, a Ciebie zaskoczył fakt, że szwagier działalność jednak zawiesił.

Shinigami napisał/a:

Co do kwestii rodziny to na prawdę w nie każdej są przyjazne stosunki. W mojej jest w miarę dobrze choć nie zawsze i nie z każdym tak było. Znam ludzi, którzy dla kasy, wpływów czy poczucia wyższości byliby gotowi oszukać, wykorzystać, zdradzić czy nawet zabić innych członków rodziny. Moja koleżanka w ciągu jednego roku straciła oboje rodziców, a dalsza rodzina łącznie z dziadkami chcieli wykorzystać jej załamanie i żałobę by ją okraść z jej części spadku po rodzicach. Takich historii jest mnóstwo. Są rodziny będące dla siebie najgorszymi wrogami. Obgadywania i kombinowania jak tu oszukać byle tylko być choć trochę lepszym nie ma końca. Relacje w mojej rodzinie są jednymi z najlepszych jakie widziałem.

Jedne z najlepszych relacji, jakie widziałeś, ale nie wiesz, dlaczego szwagier zawiesił wieloletnią działalność? Ponadto boisz się ugotować sobie sam obiad, czy wyprać gacie z uwagi na potencjalną reakcję swojej matki?
Trochę to się ze sobą kłóci, nie sądzisz?

2 174

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Sprawdziłem i przejrzałem wszystkie linki jakie się tu ostatnio pojawiły. Faktycznie sporo jest tych kursów, nie wiadomo od czego zacząć. Te pierwsze od Jacka typu audytor itp brzmią całkiem sensownie tyle, że trochę kosztują. Zdecydowanie przydałoby się najpierw choć trochę zawęzić zakres wyboru. Zrobiłem parę testów predyspozycji zawodowych, na razie darmowych. Jak na razie wyszło z nich, że zawody takie jak analityk, technik medyczny, diagnosta laboratoryjny byłyby w miarę dla mnie. Oczywiście to wciąż tylko darmowe testy. Tu pojawiają się moje pytania. Czy ktoś z was robił kiedyś bardziej zaawansowane testy tego typu i czy pomogły? Macie może namiary na takie testy? Wiadomo, że będą płatne ale żeby były też wiarygodne, rzetelne i najlepiej jeszcze sprawdzone. Żeby było warto za nie płacić. Znalazłem nie jeden płatny ale nie wiem na ile będą użyteczne dlatego pytam.

Nigdy takich płatnych testów sobie nie robiłam, więc ciężko mi cokolwiek zaproponować. Przy czym wydaje mi się, że lepszą opcją jest sensowny doradca zawodowy, bo otrzymany wynik testu to jedno, drugie to jego umiejętne zinterpretowanie i dostosowanie do realiów rynku pracy.

2 175 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-11 11:25:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

To tak szczerze, chyba żyłeś w jakimś wyparciu, jeśli pracowaliście we dwójkę, a Ciebie zaskoczył fakt, że szwagier działalność jednak zawiesił.

Jedne z najlepszych relacji, jakie widziałeś, ale nie wiesz, dlaczego szwagier zawiesił wieloletnią działalność? Ponadto boisz się ugotować sobie sam obiad, czy wyprać gacie z uwagi na potencjalną reakcję swojej matki?
Trochę to się ze sobą kłóci, nie sądzisz?

Sam fakt, że do tego doszło mnie nie zaskoczył. Wiedziałem od dawna, że pewnego dnia to się wydarzy. To albo coś innego co sprawi, że moja praca w tej firmie się skończy. Zaskoczyło mnie to, że stało się to trochę nagle bo nie było żadnych konkretnych terminów. Jakiś element wyparcia też mógł w tym występować. To raczej nie chodzi o jeden konkretny powód tylko wszystko po trochu.

Właśnie o to chodzi, że mimo tego wszystkiego co występuje w mojej rodzinie relacje w niej nadal są jednymi z najlepszych jakie widziałem. Oczywiście widziałem też parę rodzin z dużo lepszymi relacjami. I całkiem sporo takich, w których te relacje były znacznie gorsze. Ogólnie więcej widziałem tych z niezbyt dobrymi relacjami niż tych z dobrymi.

Co do doradcy zawodowego to pewnie masz rację. Tylko znowu nadal nie wiem nawet jak takiego wybrać. Dodatkowo teraz bardziej niż kiedykolwiek powinienem oszczędzać pieniądze więc już nie wiem co byłoby teraz najsensowniejszym rozwiązaniem.

2 176

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do doradcy zawodowego to pewnie masz rację. Tylko znowu nadal nie wiem nawet jak takiego wybrać. Dodatkowo teraz bardziej niż kiedykolwiek powinienem oszczędzać pieniądze więc już nie wiem co byłoby teraz najsensowniejszym rozwiązaniem.

Shini - jak zwykle zaczynamy od małego kroku czyli kryterium cenowe.
Umów się do doradcy darmowego.
Jeśli działa przy jakiejś fundacji jest szansa, że robi to z chęci, nie na odwal. Zacznij od tego, że zobaczysz w ogóle jak taka rozmowa z doradcą wygląda.
Doradcy płatni są wysokiego ryzyka, bo skąd człek ma wiedzieć, czy usługa warta swojej ceny? Reklamować się umieją, ale to typowy kot w worku.

Predyspozycje masz jakoś określone. To są Twoje mocne strony, na mocnych stronach się buduje szeroko pojmowaną karierę zawodową.
Zdolności analityczne można na zagospodarować na wiele sposobów, analizować po prawdzie to można wszystko.
Zawód to inna sprawa, coś co jest potrzebne na rynku, co "się sprzedaje". W danym czasie i miejscu.

2 177

Odp: Co to znaczy żyć?

A może coś tylko na przeczekanie, na krótko, bo wspomniane było, że jak szwagier wznowi działalność, to tam będzie miejsce dla autora.

2 178

Odp: Co to znaczy żyć?

Kamil, poczytaj wątek dokładniej smile
Ta Twoja propozycja akurat dla Shiniego jest koncepcją najgorszą z możliwych chyba, uzależnienie dalsze od szwagra i całego rodzinnego systemu.
Sama wersja "cokolwiek na chwilę" jest jakąś opcją, ale  na pewno nie z nadzieją, ze szwagier wznowi działalność.
Akurat Shini potrzebuje się od rodziny uniezależnić, psychicznie i technicznie też.

2 179

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Kamil, poczytaj wątek dokładniej smile
Ta Twoja propozycja akurat dla Shiniego jest koncepcją najgorszą z możliwych chyba, uzależnienie dalsze od szwagra i całego rodzinnego systemu.
Sama wersja "cokolwiek na chwilę" jest jakąś opcją, ale  na pewno nie z nadzieją, ze szwagier wznowi działalność.
Akurat Shini potrzebuje się od rodziny uniezależnić, psychicznie i technicznie też.

Opcja "na chwilę albo i nie" byłaby dla Shiniego chyba dobra. Wyszedlby z korka pt "niekonczaca sie optymalizacja". A jak raz sie udało to i drugi się uda

2 180

Odp: Co to znaczy żyć?

No ja bym brała co dają uznając, ze to lepsze niż tkwienie na bezrobociu i w domu rodzinnym jednocześnie, ale jakiś kierunek też by się przydał.
W "optymalizacji" można utknąć na długo, równie dobrze jak w czym innym.

2 181 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-12 21:27:11)

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Muqin napisał/a:

Kamil, poczytaj wątek dokładniej smile
Ta Twoja propozycja akurat dla Shiniego jest koncepcją najgorszą z możliwych chyba, uzależnienie dalsze od szwagra i całego rodzinnego systemu.
Sama wersja "cokolwiek na chwilę" jest jakąś opcją, ale  na pewno nie z nadzieją, ze szwagier wznowi działalność.
Akurat Shini potrzebuje się od rodziny uniezależnić, psychicznie i technicznie też.

Opcja "na chwilę albo i nie" byłaby dla Shiniego chyba dobra. Wyszedlby z korka pt "niekonczaca sie optymalizacja". A jak raz sie udało to i drugi się uda

On niczego nie optymalizuje. Żeby optymalizować trzeba mieć nowe informacje. Praca w policji mi nie odpowiada, w budowlance za mało płacą itp itd.
Żeby coś optymalizować to musi się coś zmieniać. On na razie zoptymalizował, że stolarka to nie jest jego marzenie. I ok. Każdy gdzieś zaczynał.
To jest jego błedny styl myslenia, że może coś sobie wymyślić w głowie i jak dobrze wymyśli to wprowadzi w życie. Tylko, że to nie jest możliwe, ani dla niego, ani dla nikogo. Nawet "ludzie sukcesu", którzy sprzedają taką wizje, sa często wyjątkiem od reguły, albo jedynie robią PR i przemilczą setki prób, które im nie wyszyły.

2 182 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-13 01:37:26)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do doradcy zawodowego to pewnie masz rację. Tylko znowu nadal nie wiem nawet jak takiego wybrać. Dodatkowo teraz bardziej niż kiedykolwiek powinienem oszczędzać pieniądze więc już nie wiem co byłoby teraz najsensowniejszym rozwiązaniem.

Shini, błagam, to jest TYLKO doradca, być może tylko jedna rozmowa. Jeśli uznasz, że Cię do siebie nie przekonał, to pójdziesz do drugiego.

Znowu zamiast działać, usiłujesz jedynie stwarzać pozory działania, prawdopodobnie mieląc tak prosty temat przez kolejnych kilka tygodni.

I tak szczerze, jak chcesz przejść przez życie, jeśli podjęcie tak mało znaczącej w gruncie rzeczy decyzji urasta u Ciebie do skali "bardzo trudne"?

2 183

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Muqin napisał/a:

Kamil, poczytaj wątek dokładniej smile
Ta Twoja propozycja akurat dla Shiniego jest koncepcją najgorszą z możliwych chyba, uzależnienie dalsze od szwagra i całego rodzinnego systemu.
Sama wersja "cokolwiek na chwilę" jest jakąś opcją, ale  na pewno nie z nadzieją, ze szwagier wznowi działalność.
Akurat Shini potrzebuje się od rodziny uniezależnić, psychicznie i technicznie też.

Opcja "na chwilę albo i nie" byłaby dla Shiniego chyba dobra. Wyszedlby z korka pt "niekonczaca sie optymalizacja". A jak raz sie udało to i drugi się uda

On niczego nie optymalizuje. Żeby optymalizować trzeba mieć nowe informacje. Praca w policji mi nie odpowiada, w budowlance za mało płacą itp itd.
Żeby coś optymalizować to musi się coś zmieniać. On na razie zoptymalizował, że stolarka to nie jest jego marzenie. I ok. Każdy gdzieś zaczynał.
To jest jego błedny styl myslenia, że może coś sobie wymyślić w głowie i jak dobrze wymyśli to wprowadzi w życie. Tylko, że to nie jest możliwe, ani dla niego, ani dla nikogo. Nawet "ludzie sukcesu", którzy sprzedają taką wizje, sa często wyjątkiem od reguły, albo jedynie robią PR i przemilczą setki prób, które im nie wyszyły.

Optymalizację w cudzyslowie

2 184

Odp: Co to znaczy żyć?

"Doradca" zawodowy to brzmi jak jakiś zawód kompletnie nieprzydatny społecznie i stworzony w celu wyłącznie zarabiania tychże "doradców".

2 185

Odp: Co to znaczy żyć?

Miło przeczytać  głos zdrowego rozsądku. smile
Nie sposób się nie zgodzić.
Parę takich zawodów ma się świetnie, a kreowanie popytu na tego typu usługi ma się jeszcze lepiej.
Dlatego skoro Shini potrzebuje doradcy zawodowego sugeruję mu darmowych. Są tacy przy UP i przy iluś fundacjach.
Od płatnych na jego miejscu trzymałabym się jak najdalej.

2 186 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-14 13:10:36)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Shini - jak zwykle zaczynamy od małego kroku czyli kryterium cenowe.
Umów się do doradcy darmowego.
Jeśli działa przy jakiejś fundacji jest szansa, że robi to z chęci, nie na odwal. Zacznij od tego, że zobaczysz w ogóle jak taka rozmowa z doradcą wygląda.
Doradcy płatni są wysokiego ryzyka, bo skąd człek ma wiedzieć, czy usługa warta swojej ceny? Reklamować się umieją, ale to typowy kot w worku.

Predyspozycje masz jakoś określone. To są Twoje mocne strony, na mocnych stronach się buduje szeroko pojmowaną karierę zawodową.
Zdolności analityczne można na zagospodarować na wiele sposobów, analizować po prawdzie to można wszystko.
Zawód to inna sprawa, coś co jest potrzebne na rynku, co "się sprzedaje". W danym czasie i miejscu.

Nie słyszałem o fundacjach, w których by mieli doradców zawodowych. Masz może jakiś przykład żeby było wiadomo czego dokładniej szukać?  Najpierw chyba spróbuję doradcy z urzędu, przy okazji tej wizyty sprawdzę to.

Predyspozycje i mocne strony właśnie wydaje mi się, że trzeba dokładniej sprawdzić. Kilka darmowych testów predyspozycji to raczej trochę za mało by stwierdzić jakie one faktycznie są. Nadal to "sprzedaje się" brzmi dla mnie źle ale chyba masz rację, że o to chodzi.

Muqin napisał/a:

Kamil, poczytaj wątek dokładniej smile
Ta Twoja propozycja akurat dla Shiniego jest koncepcją najgorszą z możliwych chyba, uzależnienie dalsze od szwagra i całego rodzinnego systemu.
Sama wersja "cokolwiek na chwilę" jest jakąś opcją, ale  na pewno nie z nadzieją, ze szwagier wznowi działalność.
Akurat Shini potrzebuje się od rodziny uniezależnić, psychicznie i technicznie też.

Dokładnie tak, uniezależnienie w tej konkretnej kwestii jest najważniejsze. To że wznowieniem działalności i moim powrotem to opcja tylko w ostateczności gdybym nie miał już skąd wziąć ubezpieczenia.

Bert44 napisał/a:

Opcja "na chwilę albo i nie" byłaby dla Shiniego chyba dobra. Wyszedlby z korka pt "niekonczaca sie optymalizacja". A jak raz sie udało to i drugi się uda

Niestety obawiam się, że jednak nie byłaby dobra. Problem jest taki, że gdybym zmienił pracę na coś ponownie "tymczasowego" jest spore prawdopodobieństwo, że skończyłoby się tak samo. Poszedłbym do tej nowej roboty, przyzwyczaił bym się i dalej nic nie mógłbym zrobić. Znów bym wpadł w tryb praca-dom, znów na nic nie miałbym czasu ani energii. I znów bym narzekał, że to nie jest co powinienem robić ale i tak bym robił bo nie miałbym innego pomysłu.

Muqin napisał/a:

No ja bym brała co dają uznając, ze to lepsze niż tkwienie na bezrobociu i w domu rodzinnym jednocześnie, ale jakiś kierunek też by się przydał.
W "optymalizacji" można utknąć na długo, równie dobrze jak w czym innym.

Dokładnie tak, jakiś kierunek musi być. Jak już pisałem brać cokolwiek żeby tylko było raczej nie zadziała. To może być powrót do punktu wyjścia. Oczywiście wciąż posiadanie ubezpieczenia będzie najważniejsze.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

On niczego nie optymalizuje. Żeby optymalizować trzeba mieć nowe informacje. Praca w policji mi nie odpowiada, w budowlance za mało płacą itp itd.
Żeby coś optymalizować to musi się coś zmieniać. On na razie zoptymalizował, że stolarka to nie jest jego marzenie. I ok. Każdy gdzieś zaczynał.
To jest jego błedny styl myslenia, że może coś sobie wymyślić w głowie i jak dobrze wymyśli to wprowadzi w życie. Tylko, że to nie jest możliwe, ani dla niego, ani dla nikogo. Nawet "ludzie sukcesu", którzy sprzedają taką wizje, sa często wyjątkiem od reguły, albo jedynie robią PR i przemilczą setki prób, które im nie wyszyły.

Idąc tym tokiem mało kto ma możliwości optymalizować. Podajesz przykład ludzi sukcesu, którzy w większości przypadków mieli zaplecze finansowe by sobie próbować różnych opcji bez żadnego ryzyka. Do tej pory wiem, że stolarka to nie jest marzenie, tak samo z budowlanką. Co do policji to dam nie próbowałem ale znałem kilku policjantów i robiłem praktyki studenckie na komendzie więc też jakieś tam pojęcie na temat tej pracy mam. Nie znaczy to, że taka praca byłaby całkowicie niepasująca. Akurat policjant kryminalny to zawsze była jedna z opcji, które najbardziej mi się podobały. Zawsze chciałem być jak kryminalni z seriali, codziennie mieć ciekawy sprawy, akcje, strzelaniny itd. A potem się dowiedziałem, że ta robota na bardzo niewiele wspólnego z tym wszystkim. Co nie zmienia faktu, że i tak mogłaby być dla mnie ciekawa. Nie wiem tylko czy dałbym radę ją wykonywać ze względu na mój stan psychiczny. Większość ludzi jednak wie przynajmniej mniej więcej co chcieliby robić, idą w to i najczęściej zostają nawet jeśli im się nie spodoba.

Priscilla napisał/a:

Shini, błagam, to jest TYLKO doradca, być może tylko jedna rozmowa. Jeśli uznasz, że Cię do siebie nie przekonał, to pójdziesz do drugiego.

Znowu zamiast działać, usiłujesz jedynie stwarzać pozory działania, prawdopodobnie mieląc tak prosty temat przez kolejnych kilka tygodni.

I tak szczerze, jak chcesz przejść przez życie, jeśli podjęcie tak mało znaczącej w gruncie rzeczy decyzji urasta u Ciebie do skali "bardzo trudne"?

Ten "tylko doradca" może mnie kosztować niemałą część oszczędności więc muszę wybrać najlepiej jak się da. W przypadku płatnych często nie da się pójść do drugiego po jednej rozmowie bo chcą żeby płacić z góry za wszystkie spotkania. Wiem, że kwota kilku tysięcy w moim wieku nie powinna być niczym znaczącym ale niestety jest i muszę być ostrożny.

Leki od psychiatry miały pomóc w tym nadmiernym analizowaniu ale jakoś nie bardzo tak się dzieje. Przy następnej wizycie będę to zgłaszał.

Ja nie wiem jak przeżyję następne kilka miesięcy, a ty pytasz jak chcę przejść przez życie? Jak zajdę na tyle daleko by móc się nad tym zastanawiać to dam ci znać.

2 187 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-14 14:37:39)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Ten "tylko doradca" może mnie kosztować niemałą część oszczędności więc muszę wybrać najlepiej jak się da. W przypadku płatnych często nie da się pójść do drugiego po jednej rozmowie bo chcą żeby płacić z góry za wszystkie spotkania. Wiem, że kwota kilku tysięcy w moim wieku nie powinna być niczym znaczącym ale niestety jest i muszę być ostrożny.

A skąd Ci się wzięłą kwota kilku tysięcy, jeśli standardowo za pojedyncze spotkanie trzeba zapłacić w granicach 200-350 zł. (czasem mniej, choć czasem też więcej, jeśli jest to usługa premium), a pakiet, którego przecież wcale nie trzeba brać, to kwota rzędu max. 1,5 tys. do ok. 2,0 tys. zlotych? Lubisz piętrzyć przeszkody, prawda? To pytanie jest oczywiście retoryczne.

Shinigami napisał/a:

Ja nie wiem jak przeżyję następne kilka miesięcy, a ty pytasz jak chcę przejść przez życie? Jak zajdę na tyle daleko by móc się nad tym zastanawiać to dam ci znać.

To pytanie również było retoryczne, nie czekałam na żadne konkrety.

2 188

Odp: Co to znaczy żyć?

Idź na jakiś magazyn, przeładunki, sortownie itp Tam cały czas szukają, bez CV na telefon. Zarobisz minimalną 3600 zł, ale w takich miejscach jest dużo ludzi i duża rotacja, w tym dużo DZIEWCZYN.

Po prostu pochodzisz sobie parę tygodni czy może dłużej, do takiej byle jakiej roboty i w sumie odpoczniesz psychicznie, pożartujesz z dziewczynami. Zarobki kiepskie, ale nikt nie mówi, że to na długo. W takiej robocie nie będziesz się musiał intelektualnie wysilać. Lepsze to aby zaskoczyć niż od razu doradcy i chuj wie jakie roboty.

Mieszkasz z rodzicami więc parę stówek w tą czy w tą Ci nic nie zmieni w krótkim terminie. A odpoczniesz psychicznie w takiej pracy i chciałeś dziewczyny, to je tam będziesz miał. Myślę, że dla takiej osoby jak Ty, to samo to, że na przerwie już z jakimiś posiedzisz i pogadasz o byle czym, to już się lepiej będziesz czuł.

2 189

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini
wpisałam "darmowy doradca zawodowy warszawa" i mi się wyświetliło między innymi takie coś
https://supportacademy.pl/doradztwo-zawodowe/
W swoim UP o ile kojarzę teraz to już masz spotkanie z takim doradcą z urzędu, mają obowiązek. Wojewódzki Urząd Pracy też ma darmowych doradców zawodowych.

Tkwienie w domu wydaje mi się gorsze niż tak zwane cokolwiek, jak Kamil pisze miejsce gdzie wprawdzie nie zarobisz ale dziewczyn sporo ma pozytywny aspekt - wyszedłbyś "do ludzi" zamiast tkwić  w rodzinnym domu z rodzicami. Te sortownie i magazyny to są prace, gdzie nikt długo miejsca nie grzeje, ale wyjście do ludzi dobrze by Ci zrobiło. Tam to na pewno nikt w CV nie grzebie i rozmów kwalifikacyjnych wielce trudnych nie prowadzi. Kamil to praktyczny człowiek jest zdaje się smile dziewczyny będą, robota intelektu nie wymaga, wyjdziesz do ludzi, zapłacą nie mniej niż szwagier płacił  - to całkiem sporo zalet. Odejść z takiej roboty też nietrudno.
Obawiasz się, że utkniesz? Ponieważ nadal chodzisz na terapię nie będziesz z tym sam - toż terapeutka już Cię zna i jestem pewna, że pomoże Ci nie utknąć. U szwagra utknąłeś z wielu powodów, między innymi dlatego, że szwagier to rodzina, że blisko było, że Ci tą pracę dano.

Shini,  kilka darmowych testów predyspozycji doskonale wystarczy, żeby ogarnąć akurat predyspozycje. To nie jest wielka filozofia, te predyspozycje. Ba! w sumie gdybyś miał ciut więcej pewności siebie sam byś to rozeznał, tyle że Tobie na razie potrzebny jest ktoś, kto ci potwierdzi to, co sam wiesz doskonale. Potrzebny to potrzebny, darmowy Ci nie zaszkodzi, ale sorki moim zdaniem płatny to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dwa tysiące to najniższa emerytura, jak masz za dużo to staruszka jakiegoś wesprzyj, leki mu wykup, przynajmniej pożytek będzie wymierny. smile

2 190 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-16 13:12:12)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

On niczego nie optymalizuje. Żeby optymalizować trzeba mieć nowe informacje. Praca w policji mi nie odpowiada, w budowlance za mało płacą itp itd.
Żeby coś optymalizować to musi się coś zmieniać. On na razie zoptymalizował, że stolarka to nie jest jego marzenie. I ok. Każdy gdzieś zaczynał.
To jest jego błedny styl myslenia, że może coś sobie wymyślić w głowie i jak dobrze wymyśli to wprowadzi w życie. Tylko, że to nie jest możliwe, ani dla niego, ani dla nikogo. Nawet "ludzie sukcesu", którzy sprzedają taką wizje, sa często wyjątkiem od reguły, albo jedynie robią PR i przemilczą setki prób, które im nie wyszyły.

Idąc tym tokiem mało kto ma możliwości optymalizować. Podajesz przykład ludzi sukcesu, którzy w większości przypadków mieli zaplecze finansowe by sobie próbować różnych opcji bez żadnego ryzyka. Do tej pory wiem, że stolarka to nie jest marzenie, tak samo z budowlanką. Co do policji to dam nie próbowałem ale znałem kilku policjantów i robiłem praktyki studenckie na komendzie więc też jakieś tam pojęcie na temat tej pracy mam. Nie znaczy to, że taka praca byłaby całkowicie niepasująca. Akurat policjant kryminalny to zawsze była jedna z opcji, które najbardziej mi się podobały. Zawsze chciałem być jak kryminalni z seriali, codziennie mieć ciekawy sprawy, akcje, strzelaniny itd. A potem się dowiedziałem, że ta robota na bardzo niewiele wspólnego z tym wszystkim. Co nie zmienia faktu, że i tak mogłaby być dla mnie ciekawa. Nie wiem tylko czy dałbym radę ją wykonywać ze względu na mój stan psychiczny. Większość ludzi jednak wie przynajmniej mniej więcej co chcieliby robić, idą w to i najczęściej zostają nawet jeśli im się nie spodoba.

Tak, dokładnie. Mało kto może sobie coś optymalizować. Nawet gorzej, optymalizujesz, masz szczęście i się rozczarowujesz. Sam mówisz, podobała ci się praca w policji i miałeś do tego odpowiednie kwalifikacje. I się okazało, że to nie to.
Ciągle żyjesz w błednym przekonaniu, że ktoś ma łątwe życie, a ty masz pecha, ale musiszy wymyślić jeden sprytny patent i wszystko się ułoży i będzie z górki. Tak to nie działa.

2 191

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

A skąd Ci się wzięłą kwota kilku tysięcy, jeśli standardowo za pojedyncze spotkanie trzeba zapłacić w granicach 200-350 zł. (czasem mniej, choć czasem też więcej, jeśli jest to usługa premium), a pakiet, którego przecież wcale nie trzeba brać, to kwota rzędu max. 1,5 tys. do ok. 2,0 tys. zlotych? Lubisz piętrzyć przeszkody, prawda? To pytanie jest oczywiście retoryczne.

To pytanie również było retoryczne, nie czekałam na żadne konkrety.

Jeszcze nie widziałem pakietu spotkań, który by kosztował tylko 2k. Właśnie sumy takie jak 2-3k miałem na myśli. Wiem, że 30 latek mówiący, że te marne parę tysięcy brzmi żałośnie ale niestety taka jest prawda. Taka usługa to byłaby cała moja dotychczasowa wypłata, a teraz przecież nawet tego nie mam. Nie ma też pewności czy to by cokolwiek pomogło.

Lubię odpowiadać na pytania, nawet retoryczne. Pozwolę sobie teraz uzupełnić odpowiedź na tanto pytanie. Zawsze myślałem, że nie będę musiał przez to życie przechodzić sam. Zawsze myślałem, że będę miał jakąś towarzyszkę, która będzie mnie wspierać i dzięki, której będę miał motywację do działania większą niż z jakiegokolwiek innego powodu. Zawsze myślałem, że będę miał dla kogo żyć i po co się starać.

kamil555x napisał/a:

Idź na jakiś magazyn, przeładunki, sortownie itp Tam cały czas szukają, bez CV na telefon. Zarobisz minimalną 3600 zł, ale w takich miejscach jest dużo ludzi i duża rotacja, w tym dużo DZIEWCZYN.

Po prostu pochodzisz sobie parę tygodni czy może dłużej, do takiej byle jakiej roboty i w sumie odpoczniesz psychicznie, pożartujesz z dziewczynami. Zarobki kiepskie, ale nikt nie mówi, że to na długo. W takiej robocie nie będziesz się musiał intelektualnie wysilać. Lepsze to aby zaskoczyć niż od razu doradcy i chuj wie jakie roboty.

Mieszkasz z rodzicami więc parę stówek w tą czy w tą Ci nic nie zmieni w krótkim terminie. A odpoczniesz psychicznie w takiej pracy i chciałeś dziewczyny, to je tam będziesz miał. Myślę, że dla takiej osoby jak Ty, to samo to, że na przerwie już z jakimiś posiedzisz i pogadasz o byle czym, to już się lepiej będziesz czuł.

Co oznacza "na telefon"? To byłoby coś w formie pracy dorywczej czy normalnie pełny etat z umową o pracę? Cały czas zastanawiają mnie te dziewczyny na magazynach. Widziałem już nie jeden magazyn i nie dość, że pracowali tam sami faceci to jeszcze w sporej części były to mega toksyczne typy. Niedawno jeszcze dość regularnie bywałem na magazynie z akcesoriami do mebli. Nie wytrzymał bym nawet dnia z ludźmi, którzy tam pracowali. Co są za magazyny gdzie pracują dziewczyny? Co się w nich składuje?

Coś takiego jak psychiczny odpoczynek raczej nie będzie możliwe niezależnie od miejsca w jakim się znajdę. Nie ma też pewności czy gdyby te dziewczyny faktycznie tam były to czy choć jedna chciałyby że mną gadać. Zarobki to najmniejszy problem. Jednak jeśli faktycznie mogłoby być tak jak piszesz to mogłoby być na prawdę pomocne.

Serio coraz bardziej jestem ciekaw co za magazyny gdzie są jakieś dziewczyny. Serio myślisz, że ktoś taki jak ja mógłby sobie w przerwie siedzieć i gadać z przypadkowymi dziewczynami o byle czym?

2 192 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-17 21:59:47)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Shini
wpisałam "darmowy doradca zawodowy warszawa" i mi się wyświetliło między innymi takie coś
https://supportacademy.pl/doradztwo-zawodowe/
W swoim UP o ile kojarzę teraz to już masz spotkanie z takim doradcą z urzędu, mają obowiązek. Wojewódzki Urząd Pracy też ma darmowych doradców zawodowych.

Tkwienie w domu wydaje mi się gorsze niż tak zwane cokolwiek, jak Kamil pisze miejsce gdzie wprawdzie nie zarobisz ale dziewczyn sporo ma pozytywny aspekt - wyszedłbyś "do ludzi" zamiast tkwić  w rodzinnym domu z rodzicami. Te sortownie i magazyny to są prace, gdzie nikt długo miejsca nie grzeje, ale wyjście do ludzi dobrze by Ci zrobiło. Tam to na pewno nikt w CV nie grzebie i rozmów kwalifikacyjnych wielce trudnych nie prowadzi. Kamil to praktyczny człowiek jest zdaje się smile dziewczyny będą, robota intelektu nie wymaga, wyjdziesz do ludzi, zapłacą nie mniej niż szwagier płacił  - to całkiem sporo zalet. Odejść z takiej roboty też nietrudno.
Obawiasz się, że utkniesz? Ponieważ nadal chodzisz na terapię nie będziesz z tym sam - toż terapeutka już Cię zna i jestem pewna, że pomoże Ci nie utknąć. U szwagra utknąłeś z wielu powodów, między innymi dlatego, że szwagier to rodzina, że blisko było, że Ci tą pracę dano.

Shini,  kilka darmowych testów predyspozycji doskonale wystarczy, żeby ogarnąć akurat predyspozycje. To nie jest wielka filozofia, te predyspozycje. Ba! w sumie gdybyś miał ciut więcej pewności siebie sam byś to rozeznał, tyle że Tobie na razie potrzebny jest ktoś, kto ci potwierdzi to, co sam wiesz doskonale. Potrzebny to potrzebny, darmowy Ci nie zaszkodzi, ale sorki moim zdaniem płatny to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dwa tysiące to najniższa emerytura, jak masz za dużo to staruszka jakiegoś wesprzyj, leki mu wykup, przynajmniej pożytek będzie wymierny. smile

Ten link brzmi dobrze, na pewno warto sprawdzić. Tak jak pisałem najpierw chyba właśnie sprawdzę tego doradcę z urzędu, za kilka dni mam wizytę.

Aż będę musiał z terapeutką pogadać o tych magazynach i sortowniach bo serio nie mogę uwierzyć, że w takich miejscach są jakieś dziewczyny, a już zwłaszcza młode i ładne. Ciężko sobie wyobrazić robotę niewymagającą intelektu, nawet kopanie rowów go wymaga. Rozumiem co macie na myśli i pewnie faktycznie w takich miejscach pomyłki nie byłyby jakaś tragedią. Strat raczej zbyt dużych w takim miejscu się nie narobi. Nie zdziwił bym się gdyby zapłacili więcej niż szwagier. Wszystko, a szczególnie pracę traktuję zbyt poważnie i przez to mógłbym utknąć. Możliwe też, że było tak jak piszesz i właśnie z powodów rodzinnych utknąłem. I możliwe, że inna praca już by tak nie działała.

Dokładnie tak, ja potrzebuję takiego potwierdzenia z zewnątrz bo samemu sobie nie ufam. Wolałbym pomoc na przykład zwierzętom ale niestety nie mam za dużo by tak sobie rozdawać.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Tak, dokładnie. Mało kto może sobie coś optymalizować. Nawet gorzej, optymalizujesz, masz szczęście i się rozczarowujesz. Sam mówisz, podobała ci się praca w policji i miałeś do tego odpowiednie kwalifikacje. I się okazało, że to nie to. Ciągle żyjesz w błednym przekonaniu, że ktoś ma łątwe życie, a ty masz pecha, ale musiszy wymyślić jeden sprytny patent i wszystko się ułoży i będzie z górki. Tak to nie działa.

Pisałem, że mogłaby mi się spodobać. Nie wiem czy faktycznie by tak było bo nigdy nie pracowałem w policji, robiłem jedynie praktyki studenckie na komendzie. Po prostu zawsze chciałem pracować na rzecz państwa i ludzi. Zawsze chciałem robić coś ważnego co zostałoby docenione i za co byłbym szanowany. To też był jeden z powodów wyboru akurat takich studiów. Niestety okazuje się, studia w tym nie pomagają jeśli nie ma się znajomości ani tym bardziej dokładniejszego pomysłu co robić. Z tym łatwym życiem trochę przesadzasz ale faktycznie myślę, że inni po prostu wiedzieli co chcą robić i w to poszli. Już w szkole zdecydowali co będą robić w życiu i dążyli do tego jednego celu. Ja nigdy nie miałem celu, nie konkretnego. Jak to według ciebie działa? Jeśli nie chodzi o określenie tego celu to o co? O to żeby całe życie pracować w czymś czego się nie lubi bo bez pieniędzy się nie przeżyje?

2 193 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-18 14:47:16)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

To co tam mówiłeś o marży przy gotowych półproduktach?

Dokładnie to co czytałaś dla branży MEBLARSKIEJ. A nie biżuteryjnej/jubilerskiej. Tu marże są ogromne. Aczkolwiek nie zawsze opłacalność biznesowa jest oczywista, bo wiele osób potrafi sprzedawać poniżej realnych kosztów traktując to jedynie jako hobby na boku. Jak robisz z tego pracę na pełen etat to wiele to zmienia.


Trochę to się ze sobą kłóci, nie sądzisz?

LOL. No dzień dobry. Teraz zauważyłaś?




WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Chodzi też o to, że Shini prowadzi cały czas narrację, że on tak nic nie może. Że nic nie wie, nikt mu nic nie mówi, nigdy nie mógł rozwijać. Co przecież nie jest prawdą, bo rozmawiamy o tym wszystkim w tym momencie od lat.

Ale mowa o szwagrze. Krytykujesz biznes plan szwagra. Tak bywa. Biznes się nie opłaca, zamykasz i tyle. Shini rzeczywiście mógłby coś w życiu zmienić, ale mieszanie w to szwagra to jest już bez sensu. Nie każdą działalnonść da się skalować w nieskończoność.


Ale tu można było. Nie bez przyczyny mu linkowałem jakiegoś domorosłego stolarza-youtubera kiedyś i jakimi narzędziami dysponował. Tu kolejny przykład, że można o ile się ma czym:


Problemem jest brak wiedzy i wyobraźni. Dlatego kursy doszkalające to zawsze dobra opcja. Ale brak jakichkolwiek inwestycji w rozwój zdolności produkcyjnych warsztatu to strzał w stopę. I nie trzeba być żadnym specjalistą, aby zdawać sobie z tego sprawę. Już o tym dyskutowaliśmy to wyszło, że ich warsztat ma tylko kilka-kilkanaście ultra podstawowych narzędzi. I nawet takich podstaw jak tokarka stolarska nie mieli czy ploter/obrabiarka CNC (nawet takiej małej do tworzenia frontów szuflad).

IHMO nie chodzi dosłownie o szwagra i jego firmę i jakiś jeden konkret. To jedynie przykład, że można i co się dzieje jak nie podejmujesz podstawowych inwestycji w narzędzia i umiejętności bez względu na branżę. Problem był i dalej jest taki, że Shini nie chciał nawet spróbować zawsze podając tą samą wymówkę - bo mu nikt nie powiedział, nie pozwolił i tak dalej.

2 194

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Sporo zawodów, które mają "technik" w nazwie można wykonywać bez studiów tylko trzeba porobić właśnie jakieś kursy.

Prawie każdy wymaga tytułu zawodowego technika. Natomiast z twoją dysgrafią jakiekolwiek zajęcie wymagająca precyzji odpada.


Zawsze chciałem robić coś ważnego co zostałoby docenione i za co byłbym szanowany. To też był jeden z powodów wyboru akurat takich studiów. Niestety okazuje się, studia w tym nie pomagają jeśli nie ma się znajomości ani tym bardziej dokładniejszego pomysłu co robić.

Tia.....wybrałeś jeden z najbardziej perspektywicznych i dochodowych kierunków ostatniej dekady i narzekasz na brak opcji. To jest tylko i wyłącznie twoja wina, że nie nawiązałeś znajomości w czasie studiów, że nie dopytałeś o koło studenckie, konferencje, sympozja, że nie odezwałeś się do uczelnianego biura karier, ze nie interesowałeś się kompletnie niczym, aby zainteresowanie przekuć w dochodową pracę.



kamil555x napisał/a:

"Doradca" zawodowy to brzmi jak jakiś zawód kompletnie nieprzydatny społecznie i stworzony w celu wyłącznie zarabiania tychże "doradców".

To powstało dawno temu, przy przemianach ustrojowych i po wejściu do UE był na to boom. Masa ludzi znalazła się na bruku w latach 90tych nie wiedząc co dalej, albo pozostawali bez pracy po wejściu do UE nie wiedząc jakie są realia branży w innym kraju i czy ich certyfikaty będą respektowane.

I dalej tak jest. Bo tego nie uczy się się w szkołach - jakie zawody i prace można wykonywać mając jakie wykształcenie. Lub jakie kursy i uprawnienia trzeba zdobyć, aby robić to co się chce. Jakie branże i kierunki są rozwojowe i tak dalej.

Obecnie też dużo ludzi borykających się z wypaleniem zawodowym korzysta z takich usług jak chcą zmienić branże i swoje życie.

Współpracowałem z wieloma. Mają szeroką wiedzę i znajomości w różnych firmach.

2 195

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Problem był i dalej jest taki, że Shini nie chciał nawet spróbować zawsze podając tą samą wymówkę - bo mu nikt nie powiedział, nie pozwolił i tak dalej.

Moim zdaniem to nie jest złe. Jak za dużo myślisz to w mundurowce albo low skill korpo nie wyrobisz. Czasem naprawdę wystarczy robić co ci każą i robić to dobrze.

2 196

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

O to żeby całe życie pracować w czymś czego się nie lubi bo bez pieniędzy się nie przeżyje?

A to jest złe bo...?

2 197

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Problem był i dalej jest taki, że Shini nie chciał nawet spróbować zawsze podając tą samą wymówkę - bo mu nikt nie powiedział, nie pozwolił i tak dalej.

Moim zdaniem to nie jest złe. Jak za dużo myślisz to w mundurowce albo low skill korpo nie wyrobisz. Czasem naprawdę wystarczy robić co ci każą i robić to dobrze.


Jako eks mundurowy - w mundurze brak myślenia kończy się zgonem. Tu trzeba mieć łeb na karku non stop. To powszechny, ale kompletnie nieprawdziwy stereotyp dotyczący munduru.


Diabeł tkwi w szczegółach z tymi "wystarczy robić co ci każą". Bo opcje masz tu dwie:

1) ktoś ci mówi co masz robić w rozumieniu efektów twojej pracy
2) ktoś ci mówi jak masz robić - bez względu na efekty tej pracy, które są drugorzędne

Moim zdaniem Shini nie nadaje się do jakiejkolwiek samodzielnej pracy czy bardziej wymagającej (czyli tych wpadających w punkt 1). Cała jego forumowa obecność za tym przemawia. Max to stanowiska typu magazynier, kierowca autobusu, konduktor w pkp, pracownik fizyczny, instruktor sportów walki (choć to wymaga zdolności interpersonalnych). Nie ma tam wiekszej odpowiedzialności, samodzielności podejmowania decyzji, konieczności borykania się z jakąkolwiek presją czy stresem.

2 198

Odp: Co to znaczy żyć?

Ja nie wiem kto i do czego się nadaje. Wydaje mi się, że myślenie jest przereklamowane.

2 199

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ja nie wiem kto i do czego się nadaje. Wydaje mi się, że myślenie jest przereklamowane.

Jest przecież teraz AI smile

2 200

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Z tym łatwym życiem trochę przesadzasz ale faktycznie myślę, że inni po prostu wiedzieli co chcą robić i w to poszli. Już w szkole zdecydowali co będą robić w życiu i dążyli do tego jednego celu. Ja nigdy nie miałem celu, nie konkretnego. Jak to według ciebie działa? Jeśli nie chodzi o określenie tego celu to o co? O to żeby całe życie pracować w czymś czego się nie lubi bo bez pieniędzy się nie przeżyje?

Jak nie masz na siebie pomysłu, to próbuje się różnych opcji, aż w końcu trafi się na coś, co się polubi.
Równocześnie mało jest osób, które bardzo świadomie kształcą się w określonym kierunku, aby pracować w jakimś zawodzie, a potem mija rok czy dwa i okazuje się, że popełnili błąd? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

Pisałam już kiedyś, że ja sama jestem z tych, którzy dość długo szukali swojej drogi. Skończyłam bardzo konkretne studia z konkretnymi planami, ale życie je zweryfikowało i musiałam być elastyczna. Dziś nie żałuję żadnego z podjętych kroków, bo każdy wniósł w mój rozwój coś wartościowego. Mam trzy potwierdzone dyplomami zawody, mam wartościowy fach w ręku, który da mi pracę w każdych warunkach, nawet w czasie wojny, choć dziś traktuję go wyłącznie hobbystycznie, a pracuję w zawodzie, o którym niegdyś nawet nie pomyślałam, że mogłabym go wykonywać. Ba, ja po prostu korzystam z możliwości, jakie przynosi mi życie - jeśli ma się otwarty umysł, to zawsze można je zauważyć i wykorzystać. Nawiasem mówiąc, u mnie znowu coś pojawia się na horyzoncie i nie jest wykluczone, że nie wypełni kolejnego puzzla mojej przyszłości. 
Zawsze można też mieć pracę główną, stricte zarobkową, i równolegle robić coś, co stanowi hobby, ale można na tym zarabiać.

2 201 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-19 23:49:34)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

O to żeby całe życie pracować w czymś czego się nie lubi bo bez pieniędzy się nie przeżyje?

A to jest złe bo...?

Załóżmy, że ktoś będzie żył 80 lat. Załóżmy, że poszedł do pracy mając 20-25 lat. Na emeryturę przeszedł mając te 65 lat. Wychodzi z tego 40-45 lat życia. Poświęcić połowę CAŁEGO życia na robienie czegoś czego się nie lubi twoim zdaniem nie jest złe? Mowa jeszcze o teoretycznie najlepszych latach tego życia kiedy człowiek jest w najlepszej formie fizycznej, ma energię, chęci i jakieś tam pieniądze. To czas kiedy powinien się tym życiem cieszyć i czas dający teoretycznie największe możliwości korzystania z tego życia. I miałby ten czas poświęcić na robienie czegoś czego nie lubi? Wiem chyba lepiej niż ktokolwiek z tego forum, a przynajmniej z tego wątku co to znaczy zmarnować życie i nikomu bym tego nie życzył.

Priscilla napisał/a:

Jak nie masz na siebie pomysłu, to próbuje się różnych opcji, aż w końcu trafi się na coś, co się polubi.
Równocześnie mało jest osób, które bardzo świadomie kształcą się w określonym kierunku, aby pracować w jakimś zawodzie, a potem mija rok czy dwa i okazuje się, że popełnili błąd? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

Pisałam już kiedyś, że ja sama jestem z tych, którzy dość długo szukali swojej drogi. Skończyłam bardzo konkretne studia z konkretnymi planami, ale życie je zweryfikowało i musiałam być elastyczna. Dziś nie żałuję żadnego z podjętych kroków, bo każdy wniósł w mój rozwój coś wartościowego. Mam trzy potwierdzone dyplomami zawody, mam wartościowy fach w ręku, który da mi pracę w każdych warunkach, nawet w czasie wojny, choć dziś traktuję go wyłącznie hobbystycznie, a pracuję w zawodzie, o którym niegdyś nawet nie pomyślałam, że mogłabym go wykonywać. Ba, ja po prostu korzystam z możliwości, jakie przynosi mi życie - jeśli ma się otwarty umysł, to zawsze można je zauważyć i wykorzystać. Nawiasem mówiąc, u mnie znowu coś pojawia się na horyzoncie i nie jest wykluczone, że nie wypełni kolejnego puzzla mojej przyszłości. 
Zawsze można też mieć pracę główną, stricte zarobkową, i równolegle robić coś, co stanowi hobby, ale można na tym zarabiać.

Wiem co masz na myśli ale przecież można tak próbować bez końca i wciąż niczego nie trafić. Całego życia może nie starczyć na próbowanie. Dla ciebie odpowiedź na to pytanie jest tak oczywista, że uznajesz je za retoryczne. Dla mnie nie jest, bo nie znam nikogo kto wiedząc na przykład już w szkole co chce robić stwierdził, że jednak popełnił błąd. Zdarzały się sytuacje, które komuś uniemożliwiły robienie tego co by chciał ale żeby ktoś po czasie stwierdził, że "to jednak nie to" jeszcze nie słyszałem.

Ja żałuję tak na prawdę tylko dwóch rzeczy. Możliwe, że mimo ich zmiany wylądował bym w tym samym miejscu, a możliwe, że byłbym teraz zupełnie gdzie indziej i w zupełnie innej sytuacji. Bardzo niewiele rzeczy, które które zrobiłem mi się opłaciły czy czegoś mnie nauczyły. Ja mam jeden dyplom dający dopisek mgr przed nazwiskiem i nic poza tym. Żadnego fachu, żadnego zawodu. Gdyby wcielili mnie do wojska byłbym mięsem armatnim, zginąłbym nieznany i zapomniany. Ty wykorzystałaś możliwości jakie miałaś, ja nawet nie wiedziałem, że jakieś mam. Gdy się dowiedziałem, że takie możliwości istniały było już o wiele za późno by z nich skorzystać. O niektórych dowiedziałem się dopiero niedawno, lata po upłynięciu możliwości skorzystania z nich. Nie mam pojęcia jak się otwiera umysł. Na moim horyzoncie nie ma nic poza wizją sztormu w postaci marnej roboty w jakimś januszexie za minimalną. Nie mam hobby, na którym możnaby było nawet dorobić, o zarabianiu nie wspominając. Nie ufam samemu sobie, a moje poczucie własnej wartości dalej szoruje po dnie choć dzięki terapii po już trochę mniej głębokim. W takim tempie całego życia mi nie starczy na "wyleczenie" się z tego wszystkiego by móc jakoś normalnie żyć, tak jak większość ludzi. Chciałbym pomagać innym, a nie potrafię pomóc nawet sobie. Chciałbym by mnie chwalili i podziwiali, a sam siebie widzę jako totalnego przegrywa. Jestem totalnie pusty, w wieku 30 lat nie mam niczego wartościowego, nikogo dla kogo warto byłoby się starać i rozwijać. Bez perspektyw na własny dom, rodzinę i jakąś pozycję społeczną. Z tych rzeczy obowiązkowych dla mężczyzny mógłbym jedynie posadzić drzewo.

2 202

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

O to żeby całe życie pracować w czymś czego się nie lubi bo bez pieniędzy się nie przeżyje?

A to jest złe bo...?

Załóżmy, że ktoś będzie żył 80 lat. Załóżmy, że poszedł do pracy mając 20-25 lat. Na emeryturę przeszedł mając te 65 lat. Wychodzi z tego 40-45 lat życia. Poświęcić połowę CAŁEGO życia na robienie czegoś czego się nie lubi twoim zdaniem nie jest złe? Mowa jeszcze o teoretycznie najlepszych latach tego życia kiedy człowiek jest w najlepszej formie fizycznej, ma energię, chęci i jakieś tam pieniądze. To czas kiedy powinien się tym życiem cieszyć i czas dający teoretycznie największe możliwości korzystania z tego życia. I miałby ten czas poświęcić na robienie czegoś czego nie lubi? Wiem chyba lepiej niż ktokolwiek z tego forum, a przynajmniej z tego wątku co to znaczy zmarnować życie i nikomu bym tego nie życzył.

nie dam rady czytać kolejnego wysrywu. masz coś z głową.

2 203

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

nie dam rady czytać kolejnego wysrywu. masz coś z głową.


1) zwykły troll,
2) jakaś forma tresury AI,
3) rozpieszczony, niedojrzały dzieciak, który uważa, że może całe życie robić tylko to co lubi/na co ma ochotę, a od reszty miga się na milion i jeden sposobów.

2 204 Ostatnio edytowany przez kamil555x (2026-05-20 12:16:21)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Załóżmy, że ktoś będzie żył 80 lat. Załóżmy, że poszedł do pracy mając 20-25 lat. Na emeryturę przeszedł mając te 65 lat. Wychodzi z tego 40-45 lat życia. Poświęcić połowę CAŁEGO życia na robienie czegoś czego się nie lubi twoim zdaniem nie jest złe? Mowa jeszcze o teoretycznie najlepszych latach tego życia kiedy człowiek jest w najlepszej formie fizycznej, ma energię, chęci i jakieś tam pieniądze. To czas kiedy powinien się tym życiem cieszyć i czas dający teoretycznie największe możliwości korzystania z tego życia. I miałby ten czas poświęcić na robienie czegoś czego nie lubi? Wiem chyba lepiej niż ktokolwiek z tego forum, a przynajmniej z tego wątku co to znaczy zmarnować życie i nikomu bym tego nie życzył.


Warto jeszcze dodać, że wynik 80 lat dla faceta to jest bardzo optymistyczna prognoza. Zdecydowana większość nie ma szans na taki wynik.

Tutaj się z Tobą zgodzę. Jeśli się nie ma dzieci na utrzymaniu, lub żony, to w zasadzie uważam, że lepiej mieszkać w przyczepie niż pracować w jakiejś do dupy pracy, za marne grosze a do tego takiej, której się nie lubi. Po takiej robocie brak siły fizycznych ani psychicznych na żadne działanie. Do tego dla każdej firmy jest się w zasadzie niewolnikiem i tabelką w exel która ma przynosić zysk. Nic więcej.

Szczerze mówiąc, jak czytam Twoje posty, to w dłuższej perspektywie wydaje mi się, że dla Ciebie byłaby najlepsza działalność jednoosobowa. Działasz sam, masz sprawczość, nie jesteś wyrobnikiem na etacie, który musi się podporządkować pracodawcy.

Pisałeś też, że nie masz zainteresowań, na których można zarobić. Mi się wydaje, że masz. Nawet to anime. Możesz np zrobić stronę internetową, forum czy coś o swojej pasji, zdobywać czytelników i z czasem to monetyzować. Oczywiście to też ciężka praca, ale głównie na początku.

Ale to jak się wypowiadasz, pokazuje, że możesz mieć predyspozycje do bycia wolnym strzelcem. Zresztą kasa też ważna, a ja nie znam ani jednej osoby, która dorobiła się dużych pieniędzy na etacie, niezależnie od tego, co by to nie była za praca. Droga do mieszkania za gotówkę i innych tego typu rzeczy jest wyłącznie we własnej działalności i robieniu interesów, a nie w pracowaniu na kogoś.

Możesz coś swojego rozwijać powoli a teraz iść do jakichś prac z kobietami.

2 205

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

nie dam rady czytać kolejnego wysrywu. masz coś z głową.


1) zwykły troll,
2) jakaś forma tresury AI,
3) rozpieszczony, niedojrzały dzieciak, który uważa, że może całe życie robić tylko to co lubi/na co ma ochotę, a od reszty miga się na milion i jeden sposobów.

Nawet nie o to chodzi. Taki styl wypowiedzi. Przecież tego nie da się czytać.

2 206 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-20 14:24:20)

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Szczerze mówiąc, jak czytam Twoje posty, to w dłuższej perspektywie wydaje mi się, że dla Ciebie byłaby najlepsza działalność jednoosobowa. Działasz sam, masz sprawczość, nie jesteś wyrobnikiem na etacie, który musi się podporządkować pracodawcy.

Jednoosobowa Działalność Gospodarcza odnosi się do struktury własności, a nie sposobu funkcjonowania. Żadna firma nie działa w próżni. Pracownik jest pod ochroną Kodeksu Pracy. Pracownik ma określone prawa, a pracodawca ma wobec niego obowiązki. Będąc na JDG masz w zasadzie jedynie obowiązki bez żadnych praw. Jak masz umowę z określonym deadline'em to nikogo nie będzie obchodziło, że musiałeś do lekarza, dostałeś sraczki czy musiałeś zapierdalać 20h w święta. 


Pisałeś też, że nie masz zainteresowań, na których można zarobić. Mi się wydaje, że masz. Nawet to anime. Możesz np zrobić stronę internetową, forum czy coś o swojej pasji, zdobywać czytelników i z czasem to monetyzować. Oczywiście to też ciężka praca, ale głównie na początku.

Miał to sugerowane przeze mnie (przekucie zainteresowania w zajęcie zarobkowe) i kilka innych innych osób w ciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie i palcem nie kiwnął. Tak samo jak uprawia sztuki walki od dziecka i nie wie, że już dawno mógłby zrobić papiery instruktorskie (sztuk walki/samoobrony/trenera personalnego/cokolwiek)

To jego tłumaczenia:
- on nie wiedział, że tak można
- on nie potrafi w grafikę/bloga/stronę www/ludzi
- bo uprawnienia i kursy kosztują i co jak mu nie wyjdzie?
- on wie więcej od innych o anime
- nie spotkał jeszcze osoby, która by tak zrobiła i na tym zarobiła


A tak naprawdę, przy dzisiejszych możliwościach zrobisz fajną grafikę przy użyciu AI, drukniesz ją sobie na koszulce/bluzie/czapce, pójdziesz na event i już masz starter do rozmowy. Prywatnej lub biznesowej z jakimś wystawcą. A kursy i szkolenia można nawet za darmo zrobić (z dofinansowania). Już pominę fakt, ze większość podstawowych nie kosztuje jakoś specjalnie dużo.


Ale to jak się wypowiadasz, pokazuje, że możesz mieć predyspozycje do bycia wolnym strzelcem.

Ciekawe, bo ja odniosłem kompletnie inne wrażenie. Na czym opierasz ten wniosek?

Bo do bycia wolnym strzelcem niezbędna jest wyobraźnia, decyzyjność, zdolność do podejmowania ryzyka, komunikatywność, umiejętność analitycznego i krytycznego myślenia i wyciągania wniosków oraz łączenia faktów. A nic z takich rzeczy Shini nie przedstawia - wręcz odwrotnie. Pokazuje jak niesamodzielnym ignorantem jest.


WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nawet nie o to chodzi. Taki styl wypowiedzi. Przecież tego nie da się czytać.


Sprawia wrażenie wymuszonego rozbijania gówna na atomy jak u przedszkolaka, który tłumaczy, że musiał włosy policzyć na głowie i dlatego nie mógł klocków posprzątać?

2 207

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

[

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nawet nie o to chodzi. Taki styl wypowiedzi. Przecież tego nie da się czytać.


Sprawia wrażenie wymuszonego rozbijania gówna na atomy jak u przedszkolaka, który tłumaczy, że musiał włosy policzyć na głowie i dlatego nie mógł klocków posprzątać?

A ty, Jack, od miesięcy całkiem dobrowolnie  i w pełni świadomie w tym uczestniczysz. To co powyżej napisałeś już n razy w różnych wersjach. Kamil nowy to z okazji korzystasz? A przecież skoro jest jak opisałeś  wystarczyłoby nie wchodzić na ten jeden, konkretny wątek. Za duże wyzywanie, nijak się powstrzymać nie możesz?
Jak sam pisałeś -  w tym wątku piszesz bo możesz oraz dla beki.
Albowiem nie ma jak pojeździć po Shinim.

Dla własnej satysfakcji czy ku uciesze niektórych?

2 208

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nawet nie o to chodzi. Taki styl wypowiedzi. Przecież tego nie da się czytać.


Sprawia wrażenie wymuszonego rozbijania gówna na atomy jak u przedszkolaka, który tłumaczy, że musiał włosy policzyć na głowie i dlatego nie mógł klocków posprzątać?

Cos w ten deseń.

Spadaj na drzewo Muqin i przestań podpuszczać chłopaka.

2 209

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Ale to jak się wypowiadasz, pokazuje, że możesz mieć predyspozycje do bycia wolnym strzelcem.

Ciekawe, bo ja odniosłem kompletnie inne wrażenie. Na czym opierasz ten wniosek?

Bo do bycia wolnym strzelcem niezbędna jest wyobraźnia, decyzyjność, zdolność do podejmowania ryzyka, komunikatywność, umiejętność analitycznego i krytycznego myślenia i wyciągania wniosków oraz łączenia faktów. A nic z takich rzeczy Shini nie przedstawia - wręcz odwrotnie. Pokazuje jak niesamodzielnym ignorantem jest.

big_smile big_smile big_smile forum uczy i bawi.

2 210

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

To co powyżej napisałeś już n razy w różnych wersjach. Kamil nowy to z okazji korzystasz?

I będę powtarzał, bo dzieje się to, co przewidywałem już dawno temu - kolejni rozmówcy sugerują mu te same rzeczy, które już padały wielokrotnie w wielu wersjach i odmianach. I to nie chodzi o to kto ma rację tylko o pewne uniwersalne mechanizmy/kroki które musi wykonać absolutnie każdy samodzielny, dorosły człowiek. A on dalej tkwi w tym samym miejscu nie robiąc nic. A to nie jest zagubiony uczeń podstawówki, który nie wie czy wybrać ogólniaka, technikum czy zawodówkę tylko 30 letni posiadacz magistra jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w swoim polu na świcie z możliwością zarobków rzędu 10-20 i więcej tyś miesięcznie. A podejmuje argumenty, których używa średnio rozgarnięty przedszkolak. "Nikt mi nie powiedział". "Nie wiedziałem".


Shini jeździ gołą dupą po nieheblowanej desce bez niczyjej pomocy, a jego argumentów nie da się traktować poważnie. Nawet jakby był o dekadę młodszy. A nie jest.

Posty [ 2 146 do 2 210 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 32 33 34 35 36 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026