To co Ci napisała Evergreen zasługuje na forumowego Oscara!!!
Zgadzam się w 1000%.
Po pierwsze facet jest cholernie wyrachowany i jest z Tobą w związku TYLKO dlatego, że wygodniej mu ciągnąć taki układ. Ma mniejsze straty niż gdybyś go wykopała, pociągnęła o alimenty na dzieci i siebie. Więc próbuje utrzymać status quo ale NIE dlatego że Cię kocha. Dlatego że bardziej mu to się opłaca. Bądź pewna, że w przypadku zmiany okoliczności np ciężko zachorujesz i będziesz od niego wymagała opieki - on się zawinie w kilka dni.
To nie jest facet który się nawalił raz na imprezie. Najpierw miał romans. Ciągnął go, okłamując Cię pewnie kilka razy dziennie. Potem machnął pierwsze dziecko. Czy poczuł skruchę? Czy miał refleksje co on robi Tobie i Waszym dzieciom? A gdzie. On zrobił KOLEJNE dziecko kochance. To jest przegrany przypadek. Tu nie ma nad czym pracować.
W momencie gdy pozwoliłas mu zostać po czymś takim on Ciebie zobaczył jako słaba i głupia. W odwrotnym układzie on zapewne nie czekałby nawet jeden dzień żeby się Ciebie pozbyć.
Kolejna kwestia - zbieraj dowody. Gdy wreszcie się temu Alvaro postawisz - tak jak Evergreen pisała - dowiesz się o sobie takich rzeczy, że nieraz Ci szczęka opadnie. Jaka byłaś zła, nieczuła, nie rozumiałas, nie wspieralas. Nie widziałaś jego depresji. Nie bierz tego do siebie. To czemu teraz on Ci tego nie mówi to dlatego, że on widzi że dajesz sobą pogrywać.
Ja też uważam, że szkoda Twojego życia. Nie zasłaniaj swojego strachu przed zmianą dobrem dzieci. Dla dobra dzieci jest pokazanie im właściwego wzorca - jak ktoś nas krzywdzi z rozmysłem tak okrutnie to zasługuje na to, by postawić mu granicę. Jeśli pokażesz dzieciom, że właściwa jest funkcja wycieraczki - tak im w głowie zostanie. Czy tego chcesz? Czy uważasz że właśnie to jest dla nich dobre?
Nie bój się, dziś tego nie wiesz ale poczujesz wielką siłę jak odetniesz się od toksyny, która ciągle masz w życiu. Ważne, że jesteś niezależna finansowo - to bardzo ważny aspekt i wiele kobiet też z tego powodu zostaje przy beznadziejnych mężach, bojąc się że sobie nie poradzą. Cieszę się, że u Ciebie tego problemu nie ma.
I jeszcze słówko. Mówisz że masz niską samoocenę. Patrząc na to że od 6 lat wiesz, że zostałaś zdradzona, że nie jesteś dla swojego męża pierwszym wyborem - nie dziwię się. Nie musisz o tym myśleć codziennie, by to na Ciebie wpływało. 6 lat temu zostałaś zakwestionowana jako żona, partnerka, człowiek, kobieta. Nie byłaś "wystarczająca" by Twój mąż mógł sobie odmówić romansu. Uwierz mi - jak zaczniesz budować solo życie bez tej toksyny która latami Ci się sączyła cichutko w życie - zaczniesz czuć siłę. Zobaczysz, że umiesz być sama, że dajesz radę. Będziesz dumna ze sama ogarnelas coś, co np zawsze ogarniał mąż. U mnie to były sprawy związane z autem - po pierwszym dopompowaniu kół i znalezieniu ile mam tych barów tam wpompować - czułam się jak gwiazda;) Musiałam dzwonić do kumpla na video co prawda żeby mnie pokierował ale ostatecznie wpompowalam swoimi rękami;)
I ta samoocena powolutku zacznie rosnąć. Jeśli otworzysz się na ludzi to zobaczysz, że w oczach innych jesteś fajowa. I to będzie kolejny szok, bo dotąd patrzyłaś na siebie oczami męża, dla którego byłaś taka tak sobie ( a na pewno nie na tyle fajowa żeby Cię szanować). Jeśli pozwolisz sobie za jakiś czas na randki i poczujesz męskie zainteresowanie to też doznasz szoku, że możesz być dla kogoś obiektem pożądania, a przecież Ty od lat myślałaś że nie jesteś wystarczająca....To taki proces odzyskiwania siebie. Ale najważniejsze żeby właśnie postawić granice i zawalczyć o siebie. Bo dasz radę solo. Jestem tego pewna na 100%
No no, widzę Pain , że byłaś po ciemniej stronie mocy
Gratuluję wyjścia z króliczej nory! ![]()
Trzeba jednak brać pod uwagę, że do tego wszystkiego trzeba dojść najlepiej samemu, żeby wiedzieć na 100%. Wiele osób, którym pomagałam, mówiło, że "wieszczę" im różne złe rzeczy, a potem przychodziły skruszone i zszokowane, że jak jakiś jasnowidz wszystko przewidziałam. To żadne jasnowidztwo, to schemat, który powtarza się tak często, że aż jest to smutne, że nie uczą tego w szkołach. Niemniej jest różnica między wiedzą a świadomością. Lepiej wiedzieć i zauważyć, że już się wpadło w tą przewidzianą listę zdarzeń (mimo, że się w niego jeszcze nie wierzy), bo wiadomo co się dalej zdarzy i jest się przygotowanym. A świadomość i zmiana myślenia nadchodzi dopiero później. Mnie nikt nie podpowiadał i nikt mnie za rączkę nie prowadził, ale jeśli masz możliwość wysłuchania tych co już "tam" byli, to posłuchaj i zapamiętaj pewne fakty, mogą Ci się przydać. Takie tips and tricks ![]()
Poza tym, Haricot nie wyrzucasz tych lat do kosza, bo masz z niego pewnie wiele wspomnień, masz dzieci i pewnie wiele innych rzeczy. Wyrzucasz tylko tą osobę, która Was skrzywdziła. O niej możesz zapomnieć jako swego partnera, jako osobę, z którą Cię coś łączyło. Zostaje tylko ojciec biologiczny dzieci, a czy okaże się ojcem z prawdziwego zdarzenia, to się okaże. Oby tak ![]()