Haricot napisał/a:wtedy przepraszał, zwalał to na kryzys wieku średniego, był na rok przed 40 urodzinami, plus miał pretensje, że ja tylko się na dzieciach skupiam etc
klasyczny tekst
Za zdradę należy koniecznie obwinić drugą stronę
Prawda jest taka, że to wina tylko jednej strony - zdradzającej.
Haricot napisał/a: prosił o szansę na ratowanie małżeństwa, oczywiście w szoku się zgodziłam; i żyło się naprawdę bardzo dobrze, widziałam, że na billingu pojawia się czasami jej numer ale smsy to jeszcze nic takiego, i to sporadyczne.. niestety ubiegłej jesieni czułam, że jego wersje zdarzeń, pracy po godzinach nie są prawdziwe...
Zszedł do podziemia i kontaktował się innym kanałem, ale dobrze, że byłaś czujna. Współczuję, że MUSIAŁAŚ być czujna.
Haricot napisał/a: myślę, że sporo z nas tu obecnych na forum daje szansę sobie na ratowanie małżeństwa.. przynajmniej wiem, że zrobiłam wszystko jak będę musiała dzieciom powiedzieć, że próbowałam...
Co innego szaleństwo po pijaku, co innego, gdy mamy do czynienia z regularnym romansem. To grozi recedywą. Mam taką jedną kobietę, która dla dobra dzieci jest z facetem, który raz do roku, raz na 2 lata regularnie ją zdradza. Żyje cały czas w napięciu i w swojej bańce. Na pytanie jak się im układa odpowiada "super", a na zawężenie "czy się uspokoiło?" ma łzy w oczach. Nie zadaję jej już tego drugiego pytania, bo szkoda mi dziewczyny. Myślisz, że jest szczęśliwa?
Haricot napisał/a: dla mnie to jest życie, i sposób na walkę ze stresem; gro osób wspomaga się w takim czasie farmakologicznie; ja wolę wysiłek fizyczny;
I bardzo dobrze, że tak wybrałaś, ale jak się to wszystko skończy, zauważysz gigantyczną różnicę, co jest życiem, a co wegetacją.
Haricot napisał/a: pamiętaj proszę, że ten fałszywy wizerunek tatusia jest od listopada, bo wcześniej 6 lat temu rozdział zamknęłam dając szansę, a mleko wylało się jesienią; wcześniej naprawdę wierzyłam w jego poprawną postawę i czyny; także nikomu oczu nie mydliłam; dla dzieci zrobiłam ukłon, i psycholog przyznała mi rację, że to akurat była bardzo dobra decyzja; dwa ochłonęłam, sama się już pogodziłam z tym co się wydało i inaczej będę mogła rozmawiać z dziećmi, bez robienia scen rozpaczy etc.. myślę, że to też ważne w jakiej będę formie przekazując im hit tego lata;
Skoro postanowiłaś spróbować ponownie, to zrozumiałe, że musiałaś przyjąć daną postawę dla dzieci. Ale mnie nie chodzi o Wasze problemy z romansem tylko o jego postawy jako ojca. To jego podejście do rodziny zauważycie wyraźnie jak się rozejdziecie. To jest trochę tak, że jak matka/żona jest cały czas przy nim, to się ojciec pilnuje i ma powiedzmy "instruktaż" na bieżąco. Jak tego "instruktora" (w postaci matki dzieci) zabraknie w otoczeniu tego ojca, to okazuje się jakim ojcem jest i był do tej pory. Wszystkie dziewczyny, które znam doznawały szoku, bo same oszukiwały się do tego kryzysowego momentu, że "to taki dobry ojciec". Nie mówię, że tak musi być w Twoim przypadku, ale bardzo często tak jest, niestety.
Haricot napisał/a: no i jak to się mówi, Polak mądry po szkodzie; każdy kto jest już po mówi i radzi innym rzuć go/ją, nie dawaj szansy; ale przypomnijcie sobie jak czuliście się w tym momencie gdy dowiedzieliście się, że świat Wam się zawalił; mało kto był wyrywny i wiedział co trzeba robić;
No ja to może niezbyt dobry przykład, bo mnie ta decyzja zajęła zaledwie tydzień, zanim jeszcze porozmawiałam o zdradzie ze sprawcą. Moja decyzja była jednoznaczna i nieodwracalna. Oszustwo to oszustwo. Później dopiero zaczęły wychodzić pewne fakty, jak głęboka była ta królicza nora. Oj była baaardzo głęboka, a dna już nie chciałabym zobaczyć, bo aż tam nie dotarłam, ale widziałam cienie tych trupów, blee. Ale przyznam Ci rację, bo osoby, które mają niskie poczucie własnej wartości mają z tym tematem większy problem i trwa to znacznie dłużej, nie ze względu na trudność w ocenie czynu tylko na łatwość manipulacji tymi osobami przez sprawcę czynu. Łatwiej im wcisnąć kit i wzbudzić ich poczucie winy (niezawinionej winy). Ja wiedziałam jakie są moje zasługi w małżeństwie i ile do niego wniosłam i nie dałam sobie wmówić bredni i rozmycia odpowiedzialności. Ale, ale, nie ma co płakać, że ma się niskie poczucie i brak pewności siebie. To umiejętność, którą nabywamy w dzieciństwie, ale da się ją zbudować na nowo, choć im ktoś starszy tym trudniej. Ja u Ciebie widzę ten smaczny zalążek
i nie poddawałabym się na Twoim miejscu takiemu samokrytycyzmowi 
Haricot napisał/a: przed ślubem byliśmy już razem 7 lat, dzieci pojawiły się kilka lat po ślubie, i naprawdę nasza rodzina nasze małżeństwo było udane;
widzę, że masz podobny scenariusz do mojego
Też mówiłam, że udane, bo na takie wyglądało. Wszyscy na około podawali nas jako przykład idealnego małżeństwa i patrzyli z podziwem. Tylko problem w tym, że to wszystko tylko ja trzymałam w tej formie, druga strona odgrywała swoją rolę, oczywiście na pokaz, jednak w podziemiach działy się rzeczy mniej idealne 
Haricot napisał/a: a to, że akurat ja więcej zarabiam i ogarniam nasz ogródek, to nic innego jak cieszyć się, że tak jest;
Gratuluję, i tego się trzymaj!
Haricot napisał/a:a potrzebny on będzie ale dzieciom nadal; jest ich ojcem i ma nim być na 200% nadal;
No to tutaj dowiesz się jak jest i będzie, a nawet było, całkiem niedługo. Nie będziesz mieć już na to wpływu, niestety.
Haricot napisał/a: tak jak pisałam już wyżej, po też będę tak mówić; póki rana świeża zawsze inaczej patrzymy na wszystko; cieszę się, że Tobie się udało, że już jesteś silna po tym wszystkim i widać, że jesteś osobą pewną siebie; widać to w każdym Twoim słowie; ja nigdy nie byłam osobą, która ma wysoką samoocenę czy jest pewna siebie lub lubi być w centrum uwagi; taka się urodziłam 
Nie urodziłaś się taka, stałaś się taka. Choć widzę, że bardziej w to wierzysz niż taka jesteś naprawdę
. Rozwód to ciężki czas (myślę, że dużo cięższy niż żałoba po starcie kogoś bliskiego), czas testów naszych osobowości i umiejętności. To czy jesteś silna i pewna siebie wyjdzie w praniu. A ja widzę, że będzie w tym temacie dobrze
lepiej niż Ci się wydaje, wystarczy uwierzyć, że się da, być konsekwentnym i mieć dobry plan.
Haricot napisał/a: 43 lata za chwilę... nic nie zamierzam ciągnąć; składam pozew; on wyprowadzi się niedługo po rozmowie z dziećmi; a co do rozpoczynania nowego życia - ostatnia rzecz o jakiej myślę to nowe związki i nowy partner; nie zafundowałabym teraz moim dzieciom takich atrakcji... czas na pobycie sama ze sobą i porozpieszczanie siebie samej... chwilowo jestem mocno na nie w kwestiach damsko męskich; teraz jedyne na czym muszę się skupić to dzieci;
Świetnie! Zobacz, że tutaj nie ma niepewności i niskiego poczucia wartości
.
Nie chodzi mi o kwestie damsko-męskie, to przyjdzie z czasem, albo nie. Chodziło mi o ułożenie sobie życia pod siebie, z uwagą na sobie i dzieciach, z szacunkiem dla siebie i swoich i dzieci potrzeb. To czego do tej pory nie było. O takie szczęśliwe życie mi chodziło
Żeby na nowo się w SOBIE zakochać. To wspaniałe uczucie
Ale widzę, że już sama chcesz to sobie zafundować
To dobrze, bardzo dobrze. Wybieganie myślą w przyszłość daje pozostawić negatywne emocje w przeszłości, a w nowe życie wchodzić z czystą kartą. Życzę Ci dużo siły teraz, ale nie zapominaj o swoich marzeniach i planach, one będą Ci tą siłę dawać.