Jak to czytam to sie zastanawiam co bedzie ze mną co prawda żona nie mowi juz o rozwodzie ale o separacji co daje mi jakąś nadzieje że będziemy jeszcze razem kocham ją ale slysze ze u niej sie wszystko wypalilo i chce byc sama moze faktycznie jak pomieszka sama zateskni zacznie jej czegos brakowac,kiedys powiedzialem ze tylko śmierc nas rozłączy jak sie nalykam tych tabletek od lekarza i popije piwem to wtedy swiat jest fajny ale mysli samobojcze jeszcze wieksze,zlożylem juz oświadczenie w banku tkanek zeby po mojej smierci zabrali to co potrzebne Nie wyobrazam sobie życia bez mojej Ewy i powrotów do domu do pustych ścian,jedyne co mnie jeszcze trzyma to deklaracja starszego syna ze on nie ma zamiaru sie wyprowadzac starszy powiedzial że jak sie mam wyprowadzi to on z nią,żal mi tych dzieciaków bo zawsze ktores bedzie bez jednego z rodziców,na razie czekam co bedzie dalej czy bedzie sąd i czy sąd decyduje czy dziecko 15-to letnie moze sie wypowiedziec z kim chce mieszkać.Nie wiecie jak to jest?Pozdrawiam
Podobne tematy
trudno powiedzieć czy separacja coś da.. wlaśnie jestem po orzeczeniu separacji, po dwóch miesiącach od rozstania... wszystko stało się tak szybko, praktycznie nie miałam na nic wpływu.. byly chcial separacji (początkowo rozwodu) i ją dostał... zgadzał się wszystko, winę swoją potwierdził , byle tylko rozstać się szybko..to boli, to tak strasznie boli, że nic nie chcial naprawiać, odbudować, praktycznie żadnego żalu skruchy. Po 18 latach małżeństwa dowiaduję się jakim draniem potrafi być.. to koszmarne uczucie, juz nie staram się walczyć o siebie, widzę że jestem strzępem czlowieka.
Ludzie potarfią być niesamowicie podli, najgorzsze że to te same osoby którym sie wierzyło, kochało, wiązało przyszlość.
od dwóch dni bezustanie płaczę, osiągnęłam juz chyba taki, że nic i nikt mi nie pomoże tylko łzy dają jakieś chwilowe ukojenie.
wcześniej miałam jakąś nadzieję,że coś sie jeszcze miedzy nami ułoży, coś poprawi, teraz nie wierzę już w nic..
Wróciłam Kochane.... z moją NOWĄ historią.... dużo czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Mnóstwo sytuacji....
Dziś za oknem słyszę angielską fonetykę...
uciekłam..... historia jest długa... mamy czas ![]()
Co u Was MOJE DROGIE>>??? lepiej, gorzej???
całuję :******
Boże te okropne smsy od przyjaciółeczek też to znam , jestem już od roku sama i jest mi chyba coraz lepiej , chociaż mam takie zawirowania od miłości do nienawiści .Pozdrawiam .
długa droga przed nami... raz słońce, czasem deszcz... na nowo muszę się uczyć okazywania i przyjmowania uczuć...
zaufanie - to przychodzi mi najciężej
przeczytałam kilka moich postów z NetKobiet, mojemu obecnemu partnerowi.... on tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy przez co przeszłam, przez co przechodzą kobiety. Wiedział, ale nie dopytywał...
dzisiaj, jak czytam to co pisałam... praktycznie od 2008 roku
widzę jaką długą drogę przeszłam....
to taki kolejny punkt terapi.. ![]()
nie poddałam się i walczyłam o swoje miejsce na ziemi... ale bez niego... mogłabym nie dać rady....
Co Ty sobie chciałaś notować o tej drodze eliminacji? Sama sobie ją wymyśliłaś jak czytam. Chłe Chłe.
Dawaj dawaj. What's up? Że się wyrażę.
podoba mi się nazwanie tego DROGĄ ELIMINACJI, faktycznie sama to zrobiłam, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy
sam tytuł założonego przeze mnie wątku... własnie na to wskazuje. Tak jak napisałaś, jak coś od początku nie gra a wczesne starania idą na nic... trzeba odpuszczać, dla samej siebie i nie załamywać się, ze jesteśmy same, że wiek, że brak dzieci itd
"mnie nikt życia różami nie usłał" to były moje ostatnie słowa do eks.... a ON odpowiedział "wszystko przed Tobą..."
........................... i miał rację !
:):)
Zapraszam miłe panie na forum spam.