witaj cie dziewczyny. Czytam Was od dłuższego czasu, tak się składa, że nie mam nikogo bliskiego z kim mogłabym porozmawiać. Z resztą chyba nawet jakbym miała, trudno byłoby mi się zdobyć na taką szczerość na jaką można pozwolić sobie tutaj. Trudno mi czasami zdobyć się na nią samej przed sobą.
Tkwię w bardzo silnie toksycznym związku, który jednym słowem można by za behawiorystami okreslić - warunkowaniem, za miłośnikami zwierzat zaś - tresurą. Jestem z mężczyzna starszym ode mnie o lat 12, sama mam lat 34. Jestem po rozwodzie.
Moje życie to ciag dziwnych wypadków, trochę tak jakbym nie do końca nad nim panowała, wiele rzeczy dzieje się przypadkiem lub siłą rozpędu. Mój partner, nie jest rozwiedziony, mieszka ze mną i moim dzieckiem od trzech lat. Trzech lat które są zabawą w piekło- niebo. Mój partner okłamuje mnie na każdym kroku...notorycznie kłamie. Miewa kobiety, zapewnia, ze to koniec , pada na kolana porzprasza, potem znów kłamie. Niestey umie tak manipulowac faktami i rzeczywistością, iż koniec konców to zawsze ja czuję się winna, ja przepraszam...za coś czego nie zrobiłam. Poniewaz mieszkamy u mnie, a mnie nie stac na tak duze mieszkanie panicznie boję się zostac sama z dzieckiem więc godze się na to wszystko. Zazwyczaj to wyglada tak, wychodzi na jaw kolejne kłamstwo....ja rządam wyjaśnien on smieje mi sie w twarz, nie odpowiada wychodzi. Nie odbieta telefonów, ja zasypuję go sms ktore pieknie obrazują eskalację najpier mojej złosci, potem bezsilności i na koniec strachu kiedy juz tylko blagam go , żeby wrócił do domu. Nie umiem wyjsc z tego zakletego kręgu. Zawsze scenariusz jest ten sam, odzyskuję spokój gdy wszystko wraca do " normy". Gdzies w środku wiem, ze to starszne, chore i złe. Ze on traktuje mnie podle a moje motywy sa płaskie. Strach przed samotnością i biedą - okropne. Kiedy pracowalam zarabialm bardzo duzo, wtedy zachowywalam sie tak samo, ale wtedy myślalam ze tak bardzo go kocham...dzis juz nie wierze ze mozna kopchać kogo.s kto tak rani. Nie chcę opisywac wszystkiego w jednym poście bo nikt by tego nie przeczytał.
On mieszka z nami w moim mieszkani jednak to on decyduje co i jak ma sie w nim dziac on robił dzikie awantury o porzadek...teraz jak nienormlana biegam tylko ze scierką, zeby tylko on się nie wkurzył jak wraca z pracy. Zawsze jestem miła, kochana, tak kochany, nie kochany, oczywiscie kochany.....do czasu kiedy wybucham, nagkle nieoczekiwanie , po kazdym takim wybuchu jest strach i przepraszanie słanie setek sms-ow dzonienie, on nigdy nie odbiera albo odbiera mowiąc ze jestem psychiczna i nie chce ze mna rozmawiac ze ma dosc takiego zycia ze mna. Zapominam ze to przeciez on mnie skrzywdzil, zaklinam sie i przepraszam ze to juz ostatni raz ( co na BOGA! co ostatni raz! ) i tak w kółko. Moi znajomi mówią ze on mnie niszczy, ze powinnam go zostawic, i czesto mam juz taki plan ale potem i tak " padam na kolana". Nie mam z kim o tym porozmawiac, wczoraj była znów taka sytuacja, kiedy nie poszedl ze mna na slub mojej przyjaciolki klamiac ze ma mega wazne sprawy w pracy a pojechal ze swoim synem poza warszawe, siedzialam na tym weselu połykajac łzy, sama patrzac na szczescie innych. Po powrocie nie odbiera telefonów do dzis, wyslslam juz milion sms na ktore oczywiscie nie odpowiedzial, nie wiem co bedzie jak wroci do domu, pewnie znow zacznie sie pakowac, moj syn bedzie plakal a ja....znów padne na kolana. Dziewczyny czuje ze trace siebie, ze dawno juz stracilam. Nie wiem jak z tego wyjsc, rady typu uciekaj - sama pewnie bym takich uzyła. Ale napawde nie umiem sobie z tym poradzic....
Podobne tematy
2 2010-04-11 18:10:26 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-11 18:12:18)
Szklana, przed sobą nie uciekniesz.
Rozumiem cię doskonale, też ze strachu przed samotnoscią tkwilam w martwym związku, ale po pewnych decyzjach związek się rozpadł, samotność i strach dopadł mnie - po paru trudnych miesiącach polubiłam ją i .... poznałam wspaniałego człowiek. A strach gdzieś zginął ![]()
Jestes emocjonalnie uzalezniona od partnera. Dobrze bo to widzisz i chcesz coś z tym zrobic, to pierwszy krok - najważniejszy. Drugi to zbudowanie swojej siły. Skup się na sobie, na swoim rozwoju (praca), na grupie przyjaciol, rodzinie, znajomych, dbaniu o zdrowie i urodę, to doda ci pewnosci i zajmie czas.
Zastanow sie co dla ciebie ważne w życiu, jak pragniesz aby wyglądało twoje życie i małym kroczkami dbaj o swoje marzenia. Jesteś najważniejsza.
Trzy - zdekoncentruj się z jego osoby, fajna zabawa - nie musi byc z nim, wyjście też, gdy polubisz siebie, odnajdziesz uśmiech i radość życia - nagle zrozumiesz, że spokojnie możesz żyć bez niego.
Nie musisz za nim gonić! I to będzie początek tego aby zastanowić sie czy zalezy ci na nim.
Nie osiągniesz tego w 2 dni to proces - ale małymi kroczkami świadomą pracą - pare miesięcy i jesteś panią swojego życia.
Bez odzyskania siebie, swojej tożsamości ... trudno ci będzie podjąć jakiekolwiek decyzje.
I jeszcze jedno, taka twoja siła i pewność siebie może na niego zadziałać jak afrodyzjak... ale wtedy to, ty będziesz decydować czy jeszcze pragniesz z nim być.
Dziękuję za odpowiedź. Widzisz ja to wszystko wiem, nie umiem jednak wprowadzić w czyn. Tak jak pisałam powyżej, czasem wybucham i przez chwilę myślę, że dam radę. Ze jedyne czego potrzebuję to tego, żeby on zniknął z mojego życia...po to by za chwile szlochając błagać go by nie odchodził. Zaś on z miną wyniosłą, łaskawie się zgadza podkreślając, że nie życzy sobie "takich wyskoków".
Mnie ogarnia spokój, ze wszystko wróciło do normy...tylko że gdzie tam w środku rośnie mi taka wielka gula. Wiem, ze mnie krzywdzi, że wykorzystuje moją słabość, kiedy widzi że staję się silniejsza natychmiast przypomina mi ile zrobił dla mnie i mojego dziecka, ile mu zawdzięczamy i jak smutne było nasze życie bez niego, ile zainwestował w moje mieszkanie, ile dał z siebie....
Wiesz nie opisałam tu wszystkiego co się dzieje między nami, ale wiele złego i wiele krzywdy robi mi ten związek.
Kiedyś w przypływie chęci walki o siebie napisałam w swoim kalendarzu - CO BYM ZROBIŁA GDYBYM SIĘ NIE BAŁA....? Niestety kartka pozostała pusta. Dzis czekam na jego powrót, nie wiem czy będzie się z nów ostentacyjnie pakował, czy też nie wróci wcale, lub na tyle pózno bym spała. Rozmawiam z moją przyjaciółką...i boję się że znów koło się zatoczy. Przez ten związek czuję w sobie taką pustkę i przerazenie że nie znajduję motywacji do niczego. Mam takie zrywy, kiedy myslę skonczę to, dosc tego....mówię mu to , on nie reaguje, czym powoduje moja złosc jak już wejdę na tę orbitę....wszystko się powtarza, i tak w kółko i w kółko i wciąż. Kiedy o nic nie pytam, nie sprawdzam, och wtedy jest cudowny czarujący pełen atencji tulący mnie i na rękach noszący. Kiedy tylko wyjdzie na jaw koljne kłamstwo cały cyrk zaczyna się od nowa....
4 2010-04-11 19:11:42 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-11 20:00:02)
Szklaneczko, może masz zakodowany sposób postępowania jaki wyniosłaś z dzieciństwa, ktory powoduje, ze godzisz sie na to, na co się godzisz, może właśnie w taki sposob radzilas sobie z problemami, szukalas milosci, nie wiem. Zastanow sie glęboko.
Myślę, że nie przyznajesz się do swoich prawdziwych uczuć, bo są one sprzeczne... kochasz go i pragniesz aby zniknął.... Dlatego kartka pozostała pusta.
Ten mężczyzna zna twoje słabe strony i wykorzystuje je dla swoich celów.
Milosc karmi sie uczciwoscia, zaufaniem odpowiedzialnoscia.
To co jest miedzy wami, mysle, ze jest gdzies daleko od tego pieknego uczucia.
O, co walczysz? i czego się boisz?
Moim zdaniem wrzucasz rozne strachy do jednego wora by usprawiedliwiać swoj brak pewności tego co czujesz.
Myślę, że jeśli poważnie chcesz się wziąć za siebie - to pomógł by ci psycholog. Bo to nie przyjdzie samo, to praca Szklaneczko, ciężka praca, ale warto bo nagroda jest wspaniała - wolność od niszczącego cię zła.
rozumiem Twój ból i Twoją obawę... jedyne co mogę powiedzieć, to...
... przyjdzie taki dzień, kiedy przeleje się wszystko, wzbierze w Tobie siła i prawdziwa chęć do rozstania. Chęć walki o własne JA ... o resztkę własnej godności...wtedy, zalana łzami, tak jak ja dziś... powiedz DOŚĆ...on się wyniesie, a Ty będziesz wyła do komputera... w dzień i w nocy, będzie CI straznie ciężko... oddałabyś wszystko, zeby znowu zaczął Cię kłamać... ale chwila Twojego triumfu nadejdzie... dojrzejesz do niej
... ale, jeszcze nie teraz...
... spokojnie...
PS. masz mnie po swojej stronie... ![]()
Tak, pierwsza rzecz jaką zrobię jak znajdę pracę pójdę do psychologa. Wiem, że bardzo dużo krzywdy przez całe życie, nie tylko w związku z nim robię sobie sama, na własne życzenie i tu zapewne jest podobnie. Czytała to forum od jakiegoś czasu wiesz, jestem zdumiona ile jest kobiet opisujących tutaj swoje historie, a ja czuję jakbym ja je pisała.
Jeśli chodzi o strach, on towarzyszył mi od zawsze, odkąd tylko pamiętam zawsze się czegoś bałam, ojca, szkoły, dorosłości, ex męża, tego że mnie ktoś zostawi, tego że nie podołam. To nie był taki zwykły strach tylko taki, który mnie destrukcyjnie i do cna de motywował.
Powodował ze najchętniej nie ruszałabym się z miejsca.
Teraz cała jestem jednym wielkim czekaniem - wróci nie wróci, wyprowadzi się czy nie, zostawi mi jakiekolwiek pieniądze czy nie, będzie ze mną rozmawiał, nie będzie. Jestem sztywna ze strachu. Czuję dosłownie fizycznie jak wszystko we mnie tężeje.
Z jednej strony chciałabym, zeby sie wyprowadził, kiedy nie bedzie mnie w domu...tak by znów się nie ponizać, z drugiej mysl o zyciu bez niego jest straszna....mimo, że wiem że zycie z nim to pikło, kłamstwa, poniżenie i strach. Czasem myślę, że może wszyscy tak mają w związkach a czasem ze tylko ja jedna na ziemi godzę się na cos takiego w imie...no własnie czego, bo tak jak napisałas z miłoscia to niewiele ma wspólnego.
Długi czas karmiłam się tym, że przeciez na początku było cudownie, dziś dociera do mnie, że nigdy nie było, pierwszy raz mnie zdradził na samym początku mówiąc , że to dlatego że mi nie ufał ( ????) bo jestem młoda i bardzo ładna i zapewne, niechybnie czym prędzej go porzucę więc musiał się dowartościować....wyparłam to, a to było zaraz na początku naszej znajomości, potem zaszłam w ciążę, która straciłam i też niewiele go to obeszło....to były te cudowne piękne początki.
Myślę, że stworzyłam wiarę w nie po to by jakoś to przetrwać.
Nie było żadnej bajki na początku, ani żadnej miłości.
Kłamał od samiusieńkiego początku...a ja łykałam tę kluskę tak jak dziś łykam swój strach.
Cholernie się boję dziewczyny...
Hej, nie mogłam zostać obojętna wobec Twojego posta, sama przeżyłam to samo! Jestem rozwiedziona, mam 30lat i 5letniego synka. Przez 1,5 roku byłam w toksycznym związku, mieszkaliśmy u mnie.
Mimo moich starań, on zawsze znalazł powód do kłótni, po czym wychodził, ja pisałam, dzwoniłam- przepraszając, prosząc by wrócił, wracał pewny siebie, moich uczuć, ja zaś słaba, poniżona..i tak w kółko, znów kłótnia <o byle błahostki>, on pakuje swoje rzeczy, ja znów w płacz, błagając by został. Stawało się tak, iż mimo to, że winny był on, ja przepraszałam, prosiłam, błagałam, aby nie odchodził, obiecywałam, że się zmienię.., lecz to jego powinnam była zmienić!
Dodam, że był bardzo dobry dla mojego synka, ze były tez cudowne chwile, ale to co on ze mną zrobił zaważyło na tym, ze w koncu powiedziałam dość.
Teraz jest mi ciężko, nie jesteśmy ze sobą od ponad miesiąca, powoli dochodzę do siebie. Zdałam sobie sprawę ile błędów popełniłam chcąc ratować chory związek, ile mnie to kosztowało bezsennych, przepłakanych nocy. Teraz sobie myślę, że mogłam mu od razu powiedzieć, aby się zrywał a nie płaszczyć się i prosząc by mnie nie zostawiał. Jesteś na dobrej drodze, ponieważ zauważasz problem. Nie możesz zatracić samej siebie, nie bój się przerwać tego toksycznego zawiązku, bo prawdziwy zwiazek powinien dawać kobiecie stabilizację, pewność siebie i oparcie. Chcesz dalej tak cierpieć? W koncu nie będziesz potrafiła spojrzeć w lustro! Nie blokuj sobie szcześcia z kimś innym, czasem trzeba zamkąć jedne drzwi, aby mogły otworzyć sie następne- o niebo lepsze..
Z całego serca Ci życzę, abyś pokonała siebie i uczyniła ten krok ku lepszemu, choć czasami trzeba na to czekac miesiącami, to jednak warto!
Przeczytaj mój post "złamana, ale nie przegrana"
Mariko, dziękuję za ciepłe słowa. Mój partner też jest bardzo dobry dla mojego syna, który go uwielbia, szanuje i mówi wprost ze kocha go jak ojca. Kiedyś powiedział " mamo on tyle dla nas zrobił aty tak zle go traktujresz".
Czuję się w takich chwilach jakbym miała paranoję 3D.
Myslę dziś o tym też, że gdy zaczynał się nasz związek, walczyłam z jego ex ( nie zoną, był z kimś ) zastnawiając sie jak można być tak załosną jak ona, dziś to wszystko do mnie wraca, a ja jestem dokładnie na jej miejscu i zachowuje sie dokładnie tak samo, a nawet bardziej żałośnie...tylko ona dzis jest w ciązy ma męża...a ja się z nim użeram. z 45 letnim chłopcem w krótkich spodenkach.
Im pózniej tym gorzej boje się że pomimo całej tej złosci zaraz zacznę zasypywac go sms-ami...czy wróci, żeby się nie gniewał, ze każde z nas ma swoje wady...żeby mi wybaczył, ze przecież go kocham....
Uwierz, że ja w taki sam sposob postępowałam, pisałam, tłumaczyłam, błagałam.., a on miał to gdzieś, rozłańczał telefon, odpisywał zebym spadała a ja czułam się winna i tłumaczyłam się za rzeczy, z których to on powinien się tłumaczyć. Te noce nieprzespane, setki papierosów wypalonych z nerwów, a rano czułam sie jak śmieć z poczuciem winy. Ten związek niszczył moją tożsamość, wiedziałam, że nie tędy droga, a jednak nadal w to brnęłam. Łudziłam się, że się opamięta, że przetrwamy te złe chwile, jednak to ja powinnam była się opamiętać o wiele wcześniej.. Dziś czuję wstyd przed samą sobą i dumę, ze znalazłam w sobie na tyle siły, aby to zakończyć. Ta pustka, która mi została, nie moze się rownać tym cierpienią jakie mi zadawał. Teraz odżyłam, czekam na prawdziwą miłość, ktora da mi poczucie bezpieczenstwa i stabilizację, a nie ciągłe zachwiania. Zrozumiałam, ze on się bawił moimi uczuciami, jak jakiś sadysta, mający satysfakcję z mojego bólu i poniżania się. Tak dalej być nie moze, żeby jakieś palanty niszczyły NASZE życie i spychały nas na dno. Wiem, ze sama dasz sobie radę, tylko boisz sie w to uwierzyć!! Zakończ to piekło i nie miej żadnych sentymentów bo to zwykły palant, który myśli że bez niego nie dasz sobie rady i choć wiem, ze będzie ciężko to los wynagrodzi Ci to ze zdwojoną siła, tylko uwierz w siebie i poczekaj na prawdziwe szczęście, ktore będąc z nim, umyka gdzieś Ci za plecami.
Sory jeśli źle zrozumiałam ... mieszkasz z żonatym facetem który zdradzał własna żonę, potem był z inną która zdradził z tobą.
On cie zdradza robi z ciebie jędze bawi się w fochy nie odbiera , wpędza cie w depresje i Ty nadal z nim jesteś?
Dodatkowo wykańcza cie jako kobietę bo kiedyś miałaś swoja wartość szacunek do siebie a teraz został cień osoby która patrzy na siebie i siebie nienawidzi?
Kłamca , podły facet wpędza cie w dól, uciekaj kobietko uciekaj bo zniszczy cię.
Jesteś wartościowa kobieta poradzisz sobie i leć po wsparcie do psychologa i zacznij szanować własna młodość własna duszę.
Czesc,
Przeczytałam ten wątek, bo sama bardzo długo byłam w okropnym toksycznym związku. Nie wiem z jakiego powodu pozwalam sobą po prostu gardzić. Miałam to samo co Ty Szklana - najpierw awantury o jakieś głupoty (np. coś źle powiedziałam, coś źle zrobiłam), potem koszmarne ubliżanie mi, personalne przykre okropne słowa. Najpierw w oczy, potem przy ludziach. Bardzo bałam się samotności. Ja z kolei jestem bardzo zapracowana i jakoś na siłe chciałam sobie ułożyć rodzinę, jakoś wmówiłam sobie, że nie znajde nikogo, że już nie mam szans.
I wiesz co - kiedyś tak mnie zwyzywał przy taksówkarzu, że powiedziałam mu - nie. Nie zadzwoniłam, nie wysyłałam sms. Wyobraź sobie że zaczął dzwonić przepraszać - ale powiedziałam nie. I teraz jestem sama. Jestem sama jak palec. Nie mam znajomych, przyjaciół (byli wspólni), w pracy mi się sypie - ale mam spokój, ale mam godność.. Siedze sama, oglądam tv i szuje się strasznie, cholernie samotna, a na dodatek gnojek oczernił mnie jeszcze w pracy i wytykają mnie palcami. Ale wiesz co - mam szacunek do siebie i już nie czuje wewnętrznego rozdygotania. To wszystko jest lepsze niż poczucie bycia śmieciem, nikim - bo o to własnie chodzi takim ludziom - czerpią satysfakcję z gardzenia innymi.
Czy zdajesz sobie sprawe, że Twoje dziecko obserwuje to wszystko i uczy się tego od Ciebie? Uczy się, że można godzić się na podłość i nie uczysz go/jej (jeśli to dziwczynka to jeszcze gorzej) że trzeba stawiać granice. Czy wiesz ze jest ogromna szansa, że przejdzie przez to samo w zyciu?
Wiem co mówie - sama jestem córką, która latami obserwowała coś takiego - w dorosłym życiu natomiast rozumiejąc że to złe pakuje się nadal w toksyczne staszne związki.
Jeśli nie dla siebie, zrób to dla niej - skończ to, stan na własnych nogach. Lepiej być do końca życia samemu, kupić 17 kotów niż być upokarzanym. Trzymam za Ciebie kciuki!
Byłam, przez ponad cztery lata w toksycznym związku mój mąż mnie zdradzał, nadużywał alkoholu, cały czas stwarzał problemy, twierdził, że mam kochanka, chociąż niemiał do tego żadnej podstawy żeby tak twierdzić ale tak sobie ubzdurał, dzieci musiały być cichutko bo już się denerwował, wszystko go denerwował,pakował się , chciał się wyprowadzać a ja głupia jeszcze go błagałam żeby został, aż do pewnego momentu pare tygodni temu spakował się i wyprowadził się do mamusi i szczerze mówiąc jestem szczęśliwa, mam wreścei spokój.