netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie warto dawać szansy - moja historia

82 odpowiedzi19 090 wyświetleńzałożony przez mika_ika, 14.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie warto dawać szansy - moja historia

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

1

Temat: Nie warto dawać szansy - moja historia

Czytam od kilku dni Wasze historie i postanowiłam opowiedzieć swoją. Trochę może w ramach terapii dla samej siebie lub też/albo może komuś kolejny przykład "takiej samej historii" pozwoli na podjęcie decyzji co do jego własnej sytuacji.

Opiszę ją tak mniej więcej jak wyglądała chronologicznie jednakże co do przeważającej części faktów, nawet tych które zdarzyły się kilka lat temu jasną ocenę mam dopiero teraz.

Jestem niesłychanie silną osobą. Tak przynajmniej zawsze o sobie myślałam. Z jasno postawionymi celami, zawsze pełną planów a przede wszystkim z tą świadomością, że można żyć lepiej i warto walczyć o ważne sprawy. No ale demony przeszłości (brak miłości w domu rodzinnym) w końcu i tak nas dopadają i w jaki sposób wpada się w pułapkę toksycznej miłości/depresję/coś na kształt syndromu wyuczonej bezradności.

FAZA I: TAKA FAJNA MIŁOŚĆ wink

Poznaliśmy się na studiach i już wtedy zamieszkaliśmy razem. Był moim najlepszym przyjacielem, wsparciem i niesamowitą osobą. Lubiliśmy wiele tych samych rzeczy i podobnie patrzyliśmy na świat.

FAZA II: COŚ ZGRZYTA

3 lata po studiach eks dostaje pewną pracę.   
BIDULKA NR 1: opuszczona przez męża łajdaka samotna matka z 3 dzieci. Mąż łajdak zwiał za granicę i zostawił bidulkę z długami po ich wspólnej firmie. Mój najwspanialszy pod słońcem, niesłychanie empatyczny mąż bardzo bidulki żałuje i się z nią "zaprzyjaźnia". Ba nawet snuje jakieś idiotyczne plany zakładania z nią wspólnej firmy. Moje starania aby zrobił coś dla naszej rodziny w sensie planowania przyszłości - może zmienił pracę na lepszą, założył firmę (ale nie bynajmniej taką co to mu się z bidulką ubzdurało) spełzają na niczym. Mąż nie ma planów żadnych - dryfuje. A jak tak mniej więcej w tamtym czasie moge określić, że straciłam przyjaciela - tak to widzę z perspaktywy kilku lat.

No a przede wszystkim mąż nalega obsesyjnie na dziecko, tak że właściwie dnia nie ma aby ten temat nie był poruszany. Tyle, że decyzję o dziecku jak zwykle zostawia mnie (jak i każdą inną).

FAZA III: ROZKŁAD

W trakcie ciąży jest trochę komplikacji, więc zostaję w domu. Malutkiego synka nie wyobrażam sobie zostawić, więc przez 1,5 roku opiekują się nim sama. W tym czasie moja główna praca zostaje odłożona na bok ale mam pewną prace dodatkową, która zapewnia nam stabilizację finansową. No i jednocześnie usiłuję dokończyć pisanie pracy naukowej na oddanie której mam już wyznaczony ostateczny termin.

Tak gdzieś jak młody ma mniej więcej rok, mąż z synkiem wyjeżdża do babci na wakacje (ja mam w tym czasie zająć się pisaniem). No a mąż poznaje na wyjeździe MŁODĄ DUPĘ ("WIELKA MIŁOŚĆ" nr 1), o której istnieniu dowiem się dopiero dwa lata później.

Jak synek miał ok 1,5 roku wróciłam do pracy na etat i jednocześnie zaczęłam poszukiwania pracy za granicą. Jestem specjalistą w waskiej dziedzinie plus chciałam się trochę przekwalifikować, więc jakoś szczególnie szybko to nie szło.
W domu w mojej ocenie nie układało sie tak źle w tamtym czasie. Oczywiście, że było trochę ciężko ale jak ma być skoro obydwoje pracowaliśmy na pełny etat. Naszym synkiem zajmowały się nianie, bo nikogo z rodziny nie mieliśmy do pomocy na miejscu.

Tyle że kilka miesięcy później nasz synek zaczął chorować i wtedy zaczął się koszmar. Objawy nie były jednoznaczne, więc zaczął się ciąg wizyt lekarsko - szpitalnych. Tamten okres pamiętam jak jedną czarną dziurę i rozpacz. Zanim w końcu doszliśmy do jako takiej diagnozy minął rok. I to wtedy poczułam, że jestem sama, w trakcie tego roku.

Po jednym z koszmarnych pobytów w szpitalu umiera też mój kot. Mamy dwa koty ale ten akurat był taki bardzo ukochany. I zaczął chorować gdzieś tak mniej więcej jak mój synek. No i ganianie po kolejnych weterynarzach pomiędzy pobytami szpitalnymi mniej więcej przypominało paranoję spychologii szpitalnej. A potem było już za późno.

I tak mniej więcej dwa dni później mąż mi oświadczył, że chce się rozstać, bo UWAGA nie pasujemy do siebie ;PP
A dopiero dociekliwe kopanie spowodowało przyznanie się do WIELKIEJ MIŁOŚCI NR 1. No klasyczny kabaret: laska kilka lat młodsza, studentka, z którą mojego męża łączy wielka miłość na odleglość kilkuset kilometrów. Czyli jak ja byłam zajęta chorym dzieckiem to mój mąż był zajęty ... wiadomo czym.

No i teraz jak w tytule wątku: NIE WARTO DAWAĆ SZANSY.

No a kolejne 2,5 roku to: moja całkowita utrata siebie zakończona roczną depresją, taką że nawet nie byłam w stanie wstawać z łóżka a na wszystko miałam wy...ne.

Mąż niby zerwał z WIELKĄ MIŁOŚCIĄ NR1. Tylko, ze teraz z perspektywy czasu wiem, że próby naprawy związku były jednostronne. I nie rozumiałam dlaczego z kazdym dniem coraz bardziej czuję się nieszczęśliwa, i zła, i zgorzkniała i coraz mniej zostawało mnie jako mnie.

Ano ano dlatego, że mąż już od razu po zerwaniu z WM NR1 miał WIELKĄ MIŁOŚĆ NR2 aka BIDULKA NR2 czyli porzuconą przez męża dla innej kobiety koleżanką z pracy, mamą chłopczyka w wieku naszego synka. I teraz pod pozorem zaprzyjaźnienia chłopaków ze sobą spotykał się dzięki temu bez przeszkód z kochanką. Ba nawet we wrześniu zeszłego roku razem pojechaliśmy na kilka dni nad morze - dla dzieci ;PPP I to jest dopiero chore jak tak można żyć w takiej obłudzie? Coś mi tu nie było "halo" ale mąż się wszystkiego wypierał.

FAZA IV: KATHARSIS

Mąż klasyczny przykład tchórza i manipulatora do romansu przyznał sie tylko dlatego, że znalazłam wyraźne tego potwierdzenie w wiadomosci e-mailowej. To było w kwietniu. Tyle, że przyznał się, że niby od roku, czyli tak mniej więcej jak trwała moja depresja, żeby zrzucić na mnie jeszcze odpowiedzialność. No bo jaki on biedny ;D

Przez kolejny miesiąc trwało moje "motanie się".

Mąż usiłował mi wmówić, że poszukiwał miłości bo nie było jej w naszym małżeństwie. No całkiem fajna teoria tyle że kolejne dwa podejścia do zapisów emailowych dały całkiem ciekawe dalsze rewelacje, bo w momencie jak wyznawał miłość swojej cudownej koleżance z pracy to na prawo i lewo pieprzył kilka innych koleżanek z pracy czyli znudzonych mężatek z dziećmi. Przy czym specyficzny słownik mojego męża takie zachowanie gdzie nie wyznawał tym kobietom miłości nazywa flirtem ;PPP

No to tak w ramach podsumowania: klasyczny przykład Piotrusia Pana. Zupełny brak decyzyjności, dryfowanie, wiara w "prawdziwą miłość", system kłamstw i manipulacji tak aby przenieść winę na mnie - no bo to przecież zła kobieta była i się mnie czepiała a ja tylko współczułem tym wszytskim bidulkom i taki byłem pomocny ;PPP

Moje próby rozmowy, tłumaczenia, starania się tak naprawdę były bez sensu bo trafiały w zupełną próżnię i pustkę. Smutne to ale prawdziwe. Doszłam do takiej ściany, że czułam się jak paranoiczka, więc tak szczerze to to co wyczytałam w tych e-mailach sprawiło mi ulgę. Bo okazało się, że miałam rację - och intuicja zawsze górą, szkoda tylko że nie chciałam jej słuchać, nie miałam odwagi wczesniej się z tym mierzyć albo/i żyłam w przeswiadczeniu: "ale jak to? przeciez rodzina jest najwazniejsza i dziecko powinno się wychowywać z dwojgiem rodziców".   

Hmm takie jeszcze kilka "the best of" tekstów eks-a:

- jak zaczynał romans z WM nr1 to oczywiście jej powiedział, że go juz nic ze mną nie łączy - klasyka :DDD Szkoda, że mi tego wtedy nie powiedział ;PP

- "nie byliśmy rodziną". No to się pytam od kiedy nie byliśmy rodziną? Od momentu jak powiedziałeś piewszej, że ją kochasz czy od kiedy? Eks nie zna odpowiedzi na to pytanie. Na to jak wygląda wg niego rodzina też nie.

- miłość = namiętność i tak wg niego powinna wyglądać miłość aż do późnej starości ;D

- "Nie wyobrażam sobie, że dziecko miałoby się nie wychowywać z Tobą, bo jestes wspaniałą mamą" = zostawiam Ci dziecko a ja zostaję singlem ;DDD

- "nie kasowałem tych wszytskich wiadomości bo chciałem, żeby to wyszło"


Moment, w którym go finalnie wywaliłam za drzwi jest początkiem mojego zdrowienia. Poczułam się dobrze z myślą, że oto moge już liczyć tylko na siebie i nie muszę oczekiwać, że on powiniem coś zrobić. Nie będę przynajmniej przeżywać kolejnych rozczarowań jak i tak nic nie robił - bo finalnie wszystko spadało na mnie. Popatrzcie nawet decyzję o rozstaniu tak naprawdę zrzucił na mnie ;DDD

Aha i jeszcze jak mówi moja koleżanka: Jeżeli facet przyznaje się do jednego romansu to było pewnie ze 3, jak do 3 to pewnie było z 5 itd. i że nawet jak złapiesz go za rękę, to będzie się wypierał, że to nie jego ręka.

2

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

wow
no to się działo...

dobrze,że jesteś już w miejscu dla siebie jasno określonym

3

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Zmroziło mnie jak to przeczytałam.
Taka Twoja historia podobna do mojej.
Tylko zakończenie inne póki co.

Fajnie, że dochodzisz do siebie.

4

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Tak in_ko powoli zaczynam sie czuć trochę sobą - taką jak byłam dawniej ale "bogatszą" o takie a nie inne doświadczenia.

Przyszłość - wiele z naszych historii wyglada podobnie, jak klisze albo kalki, tyle że każdy się uczy na własnych błędach. Ale mimo wszystko tak z oddalenia zdrowo się można pośmiać z tych niektórych kliszy. Na pewno pośmiać wspólnie bo każda/każdy z nas już nad tym w samotności dużo łez wylał.

Ot chociażby taka "klisza" jak taki mężuś wmawia swojej kochance - nie, z żoną nic mnie już nie łączy :DD No serio przecież to jest autentycznie zabawne. Jak to usłyszałam na żywo prawie padłam ... z wrażenia oczywiście ;PP

5

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

Ot chociażby taka "klisza" jak taki mężuś wmawia swojej kochance - nie, z żoną nic mnie już nie łączy :DD No serio przecież to jest autentycznie zabawne. Jak to usłyszałam na żywo prawie padłam ... z wrażenia oczywiście ;PP

Dla mnie to tragikomedia.
Ja rozmawiałam z kochanką mojego męża. Ona była autentycznie zszokowana jak się dowiedziała, że my przez cały czas z sobą sypialiśmy. Nie chciała mi uwierzyć, że nie ściemniam. Wierzyła w to, że ja też pewnie kogoś mam. Wtedy zrozumiałam jak ludzie patrzą na innych przez pryzmat siebie, tego, jacy sami są, jak czują, co by zrobili.
Wtedy też zrozumiałam, że ja tak samo postrzegałam M. Skoro ja jestem wierna i lojalna, szanuję go, to on odwdzięczy się tym samym.
I już wcale nie byłam tak daleko od niej.

6

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Dajemy szansę, bo kochamy, bo chcemy mieć spokojne sumienie w pajęczynie manipulacji, że to nasza wina. Czasem druga szansa jest potrzebna, by osiągnąć swój własny spokój, po czym okazuje się, że związek ratuje tylko jedna strona i okazuje się, że kręcimy się w kółko. Ja też dałam kiedyś "nam" szanse. Nie żałuję, teraz wiem, że samotne pchanie wozu do niczego nie prowadzi. Żałuję tylko czasu, bo może wcześniej bym wyszła z "letargu" i szybciej przejrzałabym na oczy. Powodzenia autorko smile rozumiem Cię doskonale.

7

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

No pojęcie lojalności dla takich egoistycznych gadów to całkowita abstrakcja. Zdrada jest egoistyczna. Tak eks tłumaczył swoją WM nr 1, że chciał zrobic coś dla siebie, coś egoistycznego :PPP

Zresztą dla mnie w tej mojej sytuacji największym szokiem było odkrycie ilości tych kobiet "obrabianych" jednocześnie. Wszystkie z jego pracy, uwielbiające go bo przeciez taki fajny chłopak, taki miły, sympatyczny, uczynny, empatyczny, sam miód, cud, malina. No coż, że on taki durny ale ile durnych lasek. I to takich z rodzinami, mężami i dziećmi.

Jedna to nawet adoptowała dziecko. Ja doskonale kojarzę jak to opisywał, że X z mężem przechodzą proces adopcyjny, ile i jak to trwa. Jak  w końcu dostali maluszka, ba nawet buty po naszym synku podarował bo maluszka dostali z dnia na dzień i nie mieli zadnych rzeczy. A potem naraz czytam e-maile od niej jak to ona tęskni za nim, że szkoda że jest na urlopie bo się nie zobaczą. I szczegóły jakieś, że opieka nad dzieckiem taka męcząca i jednym tchem, że mu przesyła swoje zdjęcie ;DD
A to w miarę świeżo mężatka i plus to dziecko, nawet nie własne tylko adoptowane.

Gad naprawdę nie ma poczucia lojalności, z korespondencji z tą wieloletnią kochanką z jego pracy wynika, że wszytsko jej "sprzedał" co się u nas działo. Jak to czytałam to miałam wrażenie, że to ona z nami mieszkała przez ten ostatni czas. Przykładowo: pisze jej, któregoś dnia rano - Za chwilę wyjeżdżamy, jedziemy porządkować groby. A ona mu odpisuje: Uważaj na rodzine jak będziesz jechał. Haha no obłęd normalnie ;DD A tak swoją drogą to groby były moje, w tym jeden mojej mamy.

To co opisałam ten okres motania się to był najlepszy. Gad niby zerwał z kochanką po czym jej pisał, że sam nie wie, że się waha. Że jest taki dumny, ze nasz syn nauczył się jeżdzić na rowerze i że chciałby jej pokazać ;DDD I wiecie co to była ta ostatnia kropla, która przepełniła czarę. Ja w tym momencie żyłam w tej iluzji - ja mu przetłumaczę to on MUSI zrozumieć, no bo to przeciez takie proste sprawy są ;DD I tak sie starałam a na te spacery podczas których nasz syn nauczył się jeździć na rowerze chodzilismy razem. A tu czytam sobie jak to gad chciałby pokazać kochance NASZEGO syna jeżdżącego na rowerze.
No i plus drugi e-mail, gdzie jej podziękował, że do mnie napisała i życzył jej wszytskiego najlepszego z okazji urodzin. A kochanka napisała z prośba niby o wybaczenie do mnie, piszę "niby" bo dalej sie z nim kontaktowała.

8

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Z zapartym tchem czytałam Twoją historię mika_ika bo odnajduję w niej po części moją. Ja jestem akurat w ciąży z takim misiem, który też trzymał się standardowej historyjki jaką sprzedaje się  łatwowiernym "przyjaciółką" , które później za cel stawiają sobie uratowanie biedaka ...  miałam przyjemność pogadać sobie z "przyjaciółką" misia, gdy wdepnął w zdradę drugi raz. I to co on mi mowił było zaledwie zarysem. Ona odsłoniła cały obraz ich relacji. Teraz patrzeć na niego nie mogę... ale mam nadzieję, że uda mi się tak jak Tobie uwolnić się z naszej relacji bo to już nie związek  ... życzę Ci jak najlepiej i przyznaję Ci rację nie daje się drugiej szansy ... bo drugi raz zrobił to samo

9

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Liwio jest dokładnie tak - jak się dowiedziałam o pierwszej zdradzie nie byłam na to kompletnie gotowa. Jakkolwiek to brzmi bo w sumie czy można być jakoś gotowym na coś takiego. No ale piszę w takim sensie, że każda moja inna dziedzina życia - poza mężem tonęła w niewyobrazalnej czerni. Zawodowa - trudno sie spodziewać, żeby po tylu zwolnieniach na ganianie po szpitalach w pracy patrzyli na mnie przychylnie. Bardzo martwiłam się o dziecko, chociaż nareszcie coś już z diagnoza było trochę wiadomo. No i ten nieszczęsny kot, zadręczało mnie poczucie winy, że jak to możliwe, że nie zauważyłam, że ma raka, że to takie oczywiste. A tu jeszcze ten gagatek wyskakuje z rewelacjami, że do siebie nie pasujemy ;DD

No i tak, jedyne co to można żałować że tyle trwało "otwieranie" oczu ... no ale z perspektywy czasu i z oddalenia wszystko wydaje się bardziej prostsze i oczywiste a będąc w tym na co dzień to niewiele widać, jakiś malutki fragmencik tylko, który z różnych powodów możemy interpretować tak jak nam pasuje wink

Aha i żeby nie było, jestem świadoma co ja robiłam źle, że coś w związku było nie halo. Natomiast cała szopka ze zdradami, ukrywaniem się, kłamstwami jest dla mnie no właśnie żałosna i idiotyczna. I to bardzo żałosna. No bo serio? Co się zyskuje? Złudne poczucie czego? Dowartościowania się? Och jaki to jestem wspaniały bo laski na mnie lecą?

Z racji zawodu też wyjeżdżałam na delegacje i szczerze to mniej lub bardziej wyraźne propozycje miałam. No ale sorry nie byłam zainteresowana i to nawet jak już w naszym związku nie układało się najlepiej. Można powiedzieć NIE jak się ma prawidłowy kregosłup moralny i poczucie lojalności.

NieWiemJak dużo siły Ci życzę i wytrwałości smile

10 Ostatnio edytowany przez NieWiemJak (2014-06-14 20:21:38)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Dokładnie, trzeba mieć zasady w życiu, a niestety akurat tarfiłyśmy na takich osobników, którzy nie wiedzą co to honor i dane słowo. Mój  miś to chodzący bez obiadu, mieszkający w brudnym domu , mający mnie na utrzymaniu, śpiący osobno ,a do tego ja nie pozwalam mu odejść bo załatwię go no i najgorsze to , że on nie chciał tego dziecka bo go wrobiłam smile  Twój gad poszedł dalej bo zaliczał każdą biedną mężatkę... pomagał każdej bidulce ... chociaż ja już nie zdziwię się jak kiedyś okaże się, że mój też ratował biedne dziewki szukające przygód... bo podobno z jakomś pisał sobie jeszcze ehhh. A tak w ogóle to jak osoby z mojego otoczenia dowiedziały się o tym co robił to były w szoku, bo on to nie ten typ. Jednak pozory mylą , a może szaleńcza miłość tak zmienia, bo ja to z nim nigdy nie rozmawiłam ...

11

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Współczuję i zarazem biję brawo, że z tego wyszłaś. Byłam z podobnym osobnikiem, manipulantem i seksoholikiem (w sumie to wierzchołek góry lodowej w jego przypadku) i wiem, jak ciężko czasami się wyrwać z takiego chorego związku, bo "może się zmieni z powrotem w tego faceta, którego pokochałam". "Mój" z kolei potrafił przyprowadzić swoją kochanicę (teraz dziewczynę, kolejną true love) do nas na Wigilię, bo "nie wyjeżdża do rodziny i nie ma co robić". Komediodramat. Nasze narzeczeństwo zakończyło się kilka miesięcy temu, a ciągle wychodzą kolejne kwiatki z przeszłości (kochanki) hmm
Teraz mam tylko do niego żal, że mnie wkręcił w związek ze sobą, wiedząc doskonale, jaki ma charakter. I do siebie, że pokochałam jedynie iluzję księcia, którą stworzyła zwyczajna żaba (bo jak się okazało o wiele za późno - nigdy nie był takim facetem, za którego się na początku podawał), marnując sobie przy okazji kilka lat życia hmm

12

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Byla_Narzeczona napisał/a:

Teraz mam tylko do niego żal, że mnie wkręcił w związek ze sobą, wiedząc doskonale, jaki ma charakter.

NieWiemJak napisał/a:

A tak w ogóle to jak osoby z mojego otoczenia dowiedziały się o tym co robił to były w szoku, bo on to nie ten typ. Jednak pozory mylą , a może szaleńcza miłość tak zmienia, bo ja to z nim nigdy nie rozmawiłam ...

Każdy przypadek jest inny ale z tego co mogę wnioskować po mojej historii to gad jest absolutnie szczery w tym co robił, tzn. on tak myśli. On naprawdę głęboko wierzy w prawdziwą miłość, w taki idealny obrazek który sobie stworzył. I twierdzi, że "prawdziwa miłość" to trwa do śmierci przy czym w jego wyobrażeniu to są te własnie "motylki w brzuchu" i tego poszukuje.

No i dopóki gad nie dozna jakiegoś silnego wstrząsu to się nie zmieni. Przy czym silnym wstrząsem nie jest wywalenie go za drzwi ;D Niedojrzałość i tyle. Nieważne jak gad może się wydawać odpowiedzialny w życiu zawodowym i takim codziennym nawet to tak naprawdę w środku to taki mały, bidny zagubiony chłopczyk co sie zgubił i szuka mamy. No taka bidi bidulka, którą się trzeba poopiekować, podejmować decyzję i chuchać i dmuchać ;D Wykluczone są absolutnie rozmowy na ciężkie tematy, broń boże nie podnoś na niego głosu i generalnie daj mu święty spokój ;D

No ten szok otoczenia jest zabawny. Przerobione na własnej skórze jak opowiadałam co gad robił to odruchowo każda osoba pytała: Serio? Naprawdę X robił takie rzeczy? Ano serio serio ;D

No i teraz jako początek moje zdrowienia było też ujawnienie publiczne gada. Nie tyle nawet zemsta, chociaż to co zrobiłam można też tak rozpatrywać.

Najpierw napisałam na jego facebooku coś w stylu: Nieważne są dla mnie żadne wartości rodzinne, pieprzę wszystko co sie rusza i nie ucieka itd. Podałam kilka nazwisk, nawet nie wszystkie ale kilka przyjaciółeczek z pracy, które wiem że na pewno pieprzył. No sporo miał tam kontaktów pracowych, więc sam wpis raptem 2 godziny chyba wisiał tylko i biedny bidulek całe konto swoje na facebooku skasował nawet ;D

Gad niedawno zmienił pracę na nową ale z przyjaciółeczkami ze starej miał dalej nadzwyczaj bliskie kontakty. No więc na kilka adresów z tej starej pracy wysłałam e-maila, że im bardzo gratuluję, że moga już go sobie śmiało zabrać i podzielić pomiędzy siebie bo on kocha je wszystkie a bez problemu może nawet obskoczyć kilka w jeden dzień. I jako dowód załączyłam galerię ze screenami. A screeny były cudne bo w trakcie kilkunastu minut pisał najpierw do tej swojej długoletniej wymarzonej kochanki jak to on ma ją ochotę pieprzyć a ona mu odpisywała jak to ona ma na niego ochote. A kilkanaście minut później na czacie z poczty pracowej z druga koleżanką z byłej pracy - opis jak to cudnie było ja pieprzyć tego ranka i że może uda się coś jeszcze wykombinować.

No kto wie może nawet one dwie biurko w biurko siedzą ;D

Czy to publiczne pranie brudów? Ano można to też pewnie tak rozpatrywać. Jednak z drugiej strony nie potrafię znieść tej hipokryzji i tej obłudy, że wszystko jest ok dopóki "swoje brudy się pierze w domu". No ale zaraz zaraz ... to się działo w jego pracy, to one takie współczujące bidulkowi masowo go pocieszały w tym jego nieszczęśliwym życiu ze złą żoną. Ba przecież duża część korespondencji i czatów była prowadzona z wykorzystaniem oficjalnej skrzynki poczty pracowej.

Ja to co zrobiłam rozpatruję jak oczyszczenie rany jaką był ten toksyczny związek w ostatnim czasie. No jasne kiedyś było fajnie, wielka miłość etc. No było było ale spadło z piedestału i się rozmieniło na drobne, oj na bardzo drobne nawet wink

No więc czytanie tej całej obrzydliwej korespondencji było jak lekarstwo. Nie ma co oczekiwać, że lekarstwo będzie smaczne. No więc grzebiemy w tej ranie, fuj, ochyda ile ropy i obrzydliwości. Najpierw się zdaje, że to jedna drzazga utknęła. Ale gdzie tam są i kolejne: druga, trzecia, czwarta. No nic dziwnego że się tak paprało jak tyle tego tu utkwiło. Polewamy wszystko duuuużą ilością wody utlenionej. No boli jak cholera ale powinno boleć. A od teraz powinno się nareszcie zacząć goić wink

13

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Mika,
Ja zawsze mówię, że nie ma na świecie nic gorszego niż zraniona kobieta.
Twoje emocje osiągnęły kolosalne rozmiary.
Tyle w Tobie jest złości, rozgoryczenia, bólu i chęci odwetu.
To normalny etap, ale czasami nasze czyny w tym etapie podyktowane emocjami mają brzemienne skutki.
I mam w d...e jak Twój M to odbiera, ale bardzo prawdopodobne, że Ty będziesz się tych działań w przyszłości  zwyczajnie wstydzić i ich żałować.
Dobrze mieć tego świadomość.
Mimo wszystkiego, co on Tobie zrobił, to jest on ojcem Twojego dziecka i z tego powodu w jakiś sposób zawsze będzie obecny w Twoim życiu.

14

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Zgadza się ale te wszystkie złe emocje należy wykrzyczeć i w ten sposób ich pozbyć.
To nie ja robiłam takie rzeczy tylko ten chodzący ideał.

Nie sądzę żebym się miała tego wstydzić. To nie są osoby, z którymi ja będe miała jakikolwiek kontakt w przyszłości, więc mnie to zwyczajnie nie obchodzi co sobie myślą o mnie. Moga sobie myśleć co chcą. Ale skoro karmiły złudzenia gada to niech teraz się mierzą z rachunkiem za to. Była przyjemność to proszę bardzo jest i rachunek za to. Dlaczego ma być tak, że to tylko ja jako ta zdradzona mam zostać z tym bagnem sama? Ależ nie - proszę bardzo o odebranie swojej cześci za współudział w wykopaniu tego bagna.

Ze zdradzonymi mężami, z którymi się dało też się skontaktowałam. A co mnie to obchodzi, że to wprowadzi bałagan w czyimś życiu? Te kobiety nie myślały o mnie postępując tak a nie inaczej, wiec w imię czego ja mam myśleć o nich?

15

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

A co mnie to obchodzi, że to wprowadzi bałagan w czyimś życiu? Te kobiety nie myślały o mnie postępując tak a nie inaczej, wiec w imię czego ja mam myśleć o nich?

Dokladnie, niech wszyscy placa.

16

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Autorko wątku mam dla ciebie propozycję zmiany nazwy wątku na: od miłości do nienawiści...
Taka była piękna miłość, później on zachował się jak s...n, później ona jak zdzira.
A mogłaś wyjść z tej sytuacji z klasą.

17

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Oj Ola Ola nieładnie ;D

Proponuję zajrzeć do słownika języka polskiego albo jakiegokolwiek innego cóż znaczy to słówko, którym mnie tak ładnie nazywasz ;D

18

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

Oj Ola Ola nieładnie ;D

Proponuję zajrzeć do słownika języka polskiego albo jakiegokolwiek innego cóż znaczy to słówko, którym mnie tak ładnie nazywasz ;D

Racja,
Bardzo przepraszam za to określenie-nie wiem czemu użyłam
Chodziło mi o to, że się szmacisz.

19

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Ja tutaj nienawiści nie czuje a zal i rozgoryczanie. Poza tym dlaczego wciaz musimy tłumaczyc zdradzajacych i tolerowac postepowanie kochanek i partnerow. Ciagle jest jakies no bo..

20

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

big_smile to takie typowe - jako zdradzana - no bo przeciez to moja wina była bo:
- pewnie nie kochałam się z mężem
- urządzałam afery
- nie kochałam go bezkrytycznie

To teraz powinnam:
- cichutko dźwigać swój krzyż bo... mam na co zasłużyłam ;D
- cichutko popłakać sobie w kąteczku
- pewnie jeszcze spakować pana i władce i zamowić mu taksówkę prosto pod dom kochanki i zadzwonić się i upewnić czy kochanka na pewno wie co bieduleczek lubi żeby mu tam było dobrze na "nowej drodze życia" wink))

21

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Autorko dobrze zrobiłaś pozbawiając złudzeń tamtych rogaczy i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej pewnej cichod...

Aleksandra81 napisał/a:
mika_ika napisał/a:

Oj Ola Ola nieładnie ;D

Proponuję zajrzeć do słownika języka polskiego albo jakiegokolwiek innego cóż znaczy to słówko, którym mnie tak ładnie nazywasz ;D

Racja,
Bardzo przepraszam za to określenie-nie wiem czemu użyłam
Chodziło mi o to, że się szmacisz.

...i kto to mówi... wink

22

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

big_smile to takie typowe - jako zdradzana - no bo przeciez to moja wina była bo:
- pewnie nie kochałam się z mężem
- urządzałam afery
- nie kochałam go bezkrytycznie

To teraz powinnam:
- cichutko dźwigać swój krzyż bo... mam na co zasłużyłam ;D
- cichutko popłakać sobie w kąteczku
- pewnie jeszcze spakować pana i władce i zamowić mu taksówkę prosto pod dom kochanki i zadzwonić się i upewnić czy kochanka na pewno wie co bieduleczek lubi żeby mu tam było dobrze na "nowej drodze życia" wink))

Cha :d jak dobrze temu panu bo biduleczek z niego zaden. Teraz tylko trza ich uszczesliwiac.

23

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
zbojnicka napisał/a:

Ja tutaj nienawiści nie czuje a zal i rozgoryczanie. Poza tym dlaczego wciaz musimy tłumaczyc zdradzajacych i tolerowac postepowanie kochanek i partnerow. Ciagle jest jakies no bo..

Ja nie mówię o tolerowaniu zdrad misiów i kochanek zadawalających się ochłapami uwagi misia.
Ja mówię o godnym przejściu tego przez zdradzoną żonę.
Jestem pewna, że budzisz w otoczeniu litość lub uśmiech.
Czytam tu wiele historii zdradzonych żon i często z godnością przyjmują brutalną rzecziwistość a czasami plują jadem.
Każdy radzi sobie po swojemu.

24

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

"godne przejscie zdradzonych zon/partnerek"
hymm, coz to moze znaczyc lub jak to wygladac.
czyz tak jak podpowiadają inni zostaw te "gowna w spokoju"

25

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Sorry Ola ale żyję dla siebie nie dla innych. W jakim otoczeniu? W jego byłej pracy gdzie wysłałam te wiadomości? Wśród osób, których nie widuję i nie będę widywać? A co mnie to obchodzi co tam sobie durne laski mówią na mój temat? A durne na pewno bo same siebie nie szanowały, swoich rodzin i swoich mężów postępując w ten sposób.

Wczytaj się w to co napisałam a nie pochopnie piszesz opinie na mój temat.

Natomiast co do mojego otoczenia to wolę 5 przyjaciół ale sprawdzonych niż jakiś tłumy pseudoprzyjaciół i tworzenie fikcji osoby jaką nie jestem.

A jestem właśnie taka. Brzydzę sie kłamstwem i obłudą. Każda najgorsza nawet prawda jest lepsza od najładniejszego kłamstwa. I strasznie to czuję się właśnie z tym czasem kiedy żyłam w fikcji a nie tym teraz kiedy mogę otwarcie powiedzieć jak ktoś mnie pyta: co u Ciebie?

26

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

Sorry Ola ale żyję dla siebie nie dla innych. W jakim otoczeniu? W jego byłej pracy gdzie wysłałam te wiadomości? Wśród osób, których nie widuję i nie będę widywać? A co mnie to obchodzi co tam sobie durne laski mówią na mój temat? A durne na pewno bo same siebie nie szanowały, swoich rodzin i swoich mężów postępując w ten sposób.

Wczytaj się w to co napisałam a nie pochopnie piszesz opinie na mój temat.

Natomiast co do mojego otoczenia to wolę 5 przyjaciół ale sprawdzonych niż jakiś tłumy pseudoprzyjaciół i tworzenie fikcji osoby jaką nie jestem.

A jestem właśnie taka. Brzydzę sie kłamstwem i obłudą. Każda najgorsza nawet prawda jest lepsza od najładniejszego kłamstwa. I strasznie to czuję się właśnie z tym czasem kiedy żyłam w fikcji a nie tym teraz kiedy mogę otwarcie powiedzieć jak ktoś mnie pyta: co u Ciebie?

Mika nie potrzebnie sie tlumaczysz bo sa przeciwnicy i zwolennicy tego postępowania. Ja tego nie potępiam co zrobilas, przynajmniej ciut sobie ulzylas a i byc moze te kochanki 20 razy sie zastanowia za nim zostana kochankami.

27

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

No doczytałam historię Oli i otóż oświecenie na mnie spłynęło ;D

Każdy ocenia cudze historie poprzez swoje własne doświadczenie. Jeden ma takie a inny od zupełnie innej strony ... i tyle w temacie wink I też z tym trzeba sie liczyć jeżeli się pisze, nawet anonimowo w internecie.

Mnie nie obchodzą uczucia piętnastu innych stron mojej historii, tylko moje własne. Bo to z sobą będę żyła przez kolejne -dziesiąt lat. I to ja w mojej głowie musze sobie poukładać na nowo mój świat. Czego chcę, jakie mam teraz plany. Co robiłam ja źle, że przyczyniłam się do takiego a nie innego rozwoju mojej historii i co powinnam zrobić może w przyszłości żeby nie powtarzać pewnych schemtów. I tak to sobie poukładać w głowie żebym za kilka lat nie wracała do tego.

Było minęło, masakra co sie działo ... a teraz do przodu ;D

No właśnie można z hukiem zamknąć za soba drzwi i ja tak własnie nimi trzasnęłam ;P
Moim błędem było, że na jakiś czas "zapomniałam" o tym jaką silną osobą jestem ja sama, że liczyłam na jakiś cud itp. historie.

No cudów nie ma, magiczne myślenie "on MUSI" zrozumieć itp bajki już mi wietrzeją z głowy. Fakt mam chwile załamania i potrafię zadzwonić do drania i łamiącym się głosem pytać: Jak to możliwe? No więc w ramach walki z tymi słabościami popiszę może trochę tutaj i już lepiej. Albo przykleję sobie karteczkę: Ani się waż dzwonić!!! ;D

28

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Aleksandra81 napisał/a:

...Ja nie mówię o tolerowaniu zdrad misiów i kochanek zadawalających się ochłapami uwagi misia.
Ja mówię o godnym przejściu tego przez zdradzoną żonę.
Jestem pewna, że budzisz w otoczeniu litość lub uśmiech.

Tiaaaa... a ta zgwałcona to na pewno miała za krótką spódniczkę... wink zatem "zasłużyła" sobie tongue

Aleksandro - zastanów się CZEMU wstydzić się ma TA, która tylko potrzebowała upewnić się, że NIC SOBIE nie uroiła??? Czemu nie ma wstydzić się ten co to nabroił i podeptał czyjeś uczucia....
Jak to mówią: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burze"... NIEWINNY nie musi sie bronić - BA MOŻE z pełną świadomością wystawiać na widok publiczny całą swoją "skrzynkę mailową" bo nie ma nic do ukrycia...
Nie porównuj "wykroczenia" przeciwko zasadom dobrego wychowania z kurwieniem się kurewicza... TO zupełnie INNA WAGA spraw. W każdej kategorii...
Zarzucasz skrzywdzonej "nadużycie obrony koniecznej"? Nie bądź ŚMIESZNA....
RACZEJ należy jej się podziw za odwagę, tudzież prawdomówność i szczerość w "zeznaniach". W przeciwieństwie do męża, choć mogła TO NIE UKRYŁA, mniej eleganckich uczynków.
TO NIE ONA powinna się wstydzić smile

29

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Anhedonia napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

...Ja nie mówię o tolerowaniu zdrad misiów i kochanek zadawalających się ochłapami uwagi misia.
Ja mówię o godnym przejściu tego przez zdradzoną żonę.
Jestem pewna, że budzisz w otoczeniu litość lub uśmiech.

Tiaaaa... a ta zgwałcona to na pewno miała za krótką spódniczkę... wink zatem "zasłużyła" sobie tongue

Aleksandro - zastanów się CZEMU wstydzić się ma TA, która tylko potrzebowała upewnić się, że NIC SOBIE nie uroiła??? Czemu nie ma wstydzić się ten co to nabroił i podeptał czyjeś uczucia....
Jak to mówią: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burze"... NIEWINNY nie musi sie bronić - BA MOŻE z pełną świadomością wystawiać na widok publiczny całą swoją "skrzynkę mailową" bo nie ma nic do ukrycia...
Nie porównuj "wykroczenia" przeciwko zasadom dobrego wychowania z kurwieniem się kurewicza... TO zupełnie INNA WAGA spraw. W każdej kategorii...
Zarzucasz skrzywdzonej "nadużycie obrony koniecznej"? Nie bądź ŚMIESZNA....
RACZEJ należy jej się podziw za odwagę, tudzież prawdomówność i szczerość w "zeznaniach". W przeciwieństwie do męża, choć mogła TO NIE UKRYŁA, mniej eleganckich uczynków.
TO NIE ONA powinna się wstydzić smile

Brawo!
Ja znow zostalam osmieszona. Po 4 m-c placzu odważyłam sie powiedziec swojej dobrej kolezance o rozstaniu, iz ten cudowny dla wszystkich mezczyzna dla innej baby zostawil mnie w ciazy i ze swoim dlugiem, który byl na mnie. Maz koleznaki osmieszyl mnie mowiac , ze takze by mnie zostawil bo przychodze sie żalić i smiem opowiadac.

30

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Autorko, wydaje mi się że mylisz pojęcia.
Tu nie chodzi o to że dałaś szansę jednak Wam nie wyszło, tylko o to, że TO ON NIE CHCIAŁ. To on stwierdził że nic Was nie łączy i nie jesteście rodziną.

Twoja historia moim zdaniem ma się nijak do tytułu. "Szansę" daje się komuś kto jej chce i o nią zabiega. Sama znam kilka przykładów par, gdzie taka szansa (po zdradzie) była i warto było ją dać.

31

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Anhedonia dziękuję smile

Zbojnicka straszny ten mąż koleżanki sad Typowa dulszczyzna.
Przecież komu jak nie najbliższym osobom mamy opowiedzieć co się stało? Opowiedzieć, wypłakać, nawet nie po to by ktoś dał dobrą radę ale by wysłuchał. Ba nawet samo powiedzenie głośno dużo daje, odczarowuje te okropne historie i powoli, powoli daje siłę aby iść do przodu.

No cóż są ekstra- i introwertycy. Jeden będzie wszytsko dusił i dusił w sobie az się udusi, inny od razu musi wykrzyczeć na zewnątrz to co najgorsze.

To tak jak moja koleżanka opowiadała jak jej mama zachorowała na raka. Jak dowiedziała się tej najgorszej diagnozy to od razu tego samego dnia obdzwoniła całą rodzine i wszytskie koleżanki aby powiedzieć co się stało.

32

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
madoja napisał/a:

Autorko, wydaje mi się że mylisz pojęcia.
Tu nie chodzi o to że dałaś szansę jednak Wam nie wyszło, tylko o to, że TO ON NIE CHCIAŁ. To on stwierdził że nic Was nie łączy i nie jesteście rodziną.

Twoja historia moim zdaniem ma się nijak do tytułu. "Szansę" daje się komuś kto jej chce i o nią zabiega. Sama znam kilka przykładów par, gdzie taka szansa (po zdradzie) była i warto było ją dać.

A wystarczyłoby CZYTAĆ ze zrozumieniem:

mika_ika napisał/a:

...No i teraz jak w tytule wątku: NIE WARTO DAWAĆ SZANSY.

No a kolejne 2,5 roku to: moja całkowita utrata siebie zakończona roczną depresją, taką że nawet nie byłam w stanie wstawać z łóżka a na wszystko miałam wy...ne.

Mąż niby zerwał z WIELKĄ MIŁOŚCIĄ NR1. Tylko, ze teraz z perspektywy czasu wiem, że próby naprawy związku były jednostronne I nie rozumiałam dlaczego z kazdym dniem coraz bardziej czuję się nieszczęśliwa, i zła, i zgorzkniała i coraz mniej zostawało mnie jako mnie.

Mika_ika - any time big_smile
Zbójnicka - tym się różni przyjaciel od nieprzyjaciela.
Pierwszy się troszczy, drugi szpilę wbija wink tylko fałszywy przyjaciel/przyjaciółka może być gorszy/a, bo działa skrycie i podstępnie.
Nie dajmy się zwariować - ZAWSZE złamanie komuś słowa/przysięgi będzie dla niespodziewającego się niczego CIOSEM... I żadne głupie tłumaczenia tu nie pomogą. Nieumyślne przestępstwo nie przestaje być przestępstwem... A już świadome, to chyba nie budzi żadnych wątpliwości? Choć jak się przyjrzeć wątkowi "Czy warto być uczciwym" to  ręce opadają i wiara w człowieka upada...
Tam to jedna z kochanek uznała, że bycie uczciwym dla samej uczciwości to frajerstwo...
A że nauka nie idzie w las - MAMY PRAWO SIĘ BRONIĆ przed nikczemnością... Jak widać, w rozumieniu niektórych nawet "po trupach" wink

33

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Upadek ducha mam sad(

Jakbym chciała być tak silna jak to o sobie piszę.

Niepotrzebnie rozmawiałam wczoraj z gadziną. Czytam watki innych osób i zaczynam wątpić czy w ogóle sa jacyś normalni, niezdradzający faceci i normalne nie mające trocin w głowie nie-materiały na kochanki i kurewny.

Mój chodzacy anty-ideał, sama empatia dla innych (oprócz mnie) kity mi wciskał, że to samo się...

No samo się działo sad Jak mu powiedziałam, że to przecież jego decyzje były, jego i tylko wyłącznie jego: napisać, zaplanować spotkanie, spotkać się. Że go NIKT do tego nie zmuszał ...

Jak jakies małe dziecko: MAmo to sam się ten wazon stłukł, jak go znalazłem to już tak było sad((

A ta kurewna wieloletnia z małym dzieckim, którą mąż dla innej kobiety porzucił? Jak jej powiedział to wylądowała w psychiatryku na kilka dni. A potem wyjechała na jakiś czas. A potem zrobiła to samo czyli z moim mężem radośnie budowała sobie zamki na lodzie. Ba nawet z moim dzieckiem bo jak czytałam w wiadomościach e-mailowych to pisała, że tęskni za nimi (tzn. za moim mężem i synem).

Czy świat jest rzeczywiście aż tak chory?

Czuje się jakbym dopiero teraz dorosła. Nie ileś tam lat temu jak odbierałam dowód albo dyplom taki lub śmaki ale własnie teraz jak już tak niewiele rzeczy zostało, w które mogę wierzyć.

No już chyba tylko w macierzyństwo sad

34

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

Upadek ducha mam sad(

Jakbym chciała być tak silna jak to o sobie piszę.

Niepotrzebnie rozmawiałam wczoraj z gadziną.

Czy świat jest rzeczywiście aż tak chory?

Cóż Ci tu rzec... obawiam się, że w duuuuużej części OWSZEM, dosyć chory... naoglądają się ludziska tych hamerykańskich kawałków, co to "jesteś WSZYSTKIEGO wart(a)" i po trupach prą do tego [również cudzego] miodu sad
Kiedyś, przynajmniej w tych stronach, tak łatwo nie było, bo wyszydzali i palcyma wytykali wink Teraz baran z siwym łbem bierze się za durną siksę, bo "aleeee będą mu zazdrościć". NO DNO...
Cała pociecha, że jeszcze dość dużo narodu zachowało jakieś ZRÓWNOWAŻENIE wink
Jak chcesz porzucać q...mi, to wskocz do nas na bloga i sobie pobluzgaj w wątku: "na trudne chwile" - TAM KAŻDE słowo jest dozwolone smile

35 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-06-16 23:28:02)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Tak to bywa w "zdrowieniu", raz wzloty, a raz upadki. Nie jest to łatwe, ale da się z tym żyć wink

A to, że Ty jesteś Mika winna to przecież my wszystkie wiemy smile, ja też byłam/jestem wciąż czemuś winna, jak dziecko jest jeden z drugim, albo nawet gorzej, bo jednak z dzieci wypływa jakaś mądrość, bo to jeszcze niezepsute niczym istoty smile

Świat schodzi na psy, a jakże. Jeden drugiemu włazi do łóżka, bez zasad, bez moralności, a potem kładzie się obok żony/męża i mówi, że wszystko jet ok. Albo jeszcze zwalić potrafi: bo to Ty winna, bo Ty nie dajesz mi tego i tamtego, bo .......Szkoda gadać, temat rzeka.

Pocieszające jest to, że są normalni, fajni faceci, znam kilku takich-moje koleżanki są w szczęśliwych związkach, sama też poznałam rok tamu normalnego faceta, w którego słowach i czynach można odnaleźć to czego prawie znikoma ilość była kiedyś w innym. A szkoda, bo kochałam go na zabój, a on to zmarnował.

Trzymaj się, nie jesteś sama smile

36 Ostatnio edytowany przez krych23 (2014-06-16 23:54:48)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Heja smile
Od jakiegos czasu powtarzam sobie, ze zycie to nie bajka.
Zawsze twardo po ziemii stapalem.
Rowniez widze duzo brudu a, ze jestem idealista to czasem mam chwile zwatpienia.
W ludzi, w zycie, sens, przede wszystkim w wartosci.
Nie lubie jednak gdy narzekam, nie lubie sie bac. Warto byc wiernym, warto czuc spokoj serca.
Anhedonia wdepne kiedys na Waszego bloga. Ten watek mnie intryguje smile.
"Po uzywam" sobie, a jak smile
Szkoda, wielka szkoda, ze tak malo w nas dystansu do siebie, ze tyle nienawisci dookola, skrajnego egoizmu.

Edit: " Dla jednego los ma gest, drugiemu zaluje szluga, ale to nie wazne, bo to co najcenniejsze przychodzi w trudach."

37

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Zgadzam sie, że swiat schodzi na psy, mam naoczne przyklady niestety aż zal na to wszystko patrzec.Trzymaj sie autorko, najgorsze za Tobą, teraz moze byc tylko lepiej, masz dla kogo sie trzymac!powodzenia;)

38

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Nie warto wybaczać!

39

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Tak w ramach uaktualnienia co u mnie.

Smutny ten mój watek ... ale widocznie taki dział forum to co tu oczekiwać ;D

Powoli może ... chyba ... idzie ku lepszemu. I chociaż zawsze byłam taka odważna to teraz strach mnie paraliżuje.
Chociaż tak patrząc na moją sytuację to ku lepszemu idzie. Wiec skąd ten smutek dalej?

Od tygodnia już wiem, że dostałam pracę, taką wymarzoną w moim zawodzie i to baaardzo baaaardzo duży krok do przodu w karierze zawodowej. I tak naprawdę we wszystkim innym też, tak myślę.

Praca jest za granicą. Będę mieszkać w małym fajnym miasteczku i niedaleko od morza. No więc właściwie wszystko (lub też prawie wszystko) o czym marzyłam.

Powoli zaczynam się już żegnać z przyjaciółmi i załatwiać wszystkie niesłychanie ważne i mniej ważne sprawy, to co muszę załatwić przed wyjazdem i to takim w jedną stronę bo wrócić tutaj już nie chcę. No i własciwie niewiele czasu już zostało bo tylko miesiąc.

Prosze kopnijcie mnie albo nakrzyczcie albo co tam Wam bedzie pasowało żebym się należycie cieszyła bo coś mi tu wygląda że nie sprawia mi ta sytuacja takiej dozy radości jak powinna.

40

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Mika-bardzo Ci współczuję i jednocześnie podziwiam.
Zwyczajnie trafiłaś na męską k...wę.
Uważam,że postąpiłaś słusznie-pokazując prawdziwe oblicze "gada".
I tak Twoja "szklanka" jest do połowy pełna,bo masz zdrowego syna i wymarzoną pracę.
Przyjdzie czas,że "reszta"się ułoży.
Powodzenia!

41 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-28 08:19:11)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Aleksandra81 napisał/a:
mika_ika napisał/a:

Oj Ola Ola nieładnie ;D

Proponuję zajrzeć do słownika języka polskiego albo jakiegokolwiek innego cóż znaczy to słówko, którym mnie tak ładnie nazywasz ;D

Racja,
Bardzo przepraszam za to określenie-nie wiem czemu użyłam
Chodziło mi o to, że się szmacisz.

szmacisz to się ty, kochanka która siedzi na forum i obraza inne kobiety i kto tu jest smieszny,
żałosne!
a naisalam do ciebie bo to już chyba 5 temat w którym siedzisz, chyba wyszukujesz je specjalnie, takie w których pisza zdradzone kobiety i je obrazasz
przykład: watek dobrej, gdzie piszesz ze jest nudna wiec maz ja zdradzil, a inna kobiete oskarżasz ze po co traci czas i czyta o zdradzonych skoro nie byal a nie zajmuje się dziecmi,
tutaj ze kobieta się szmaci bo powiedziała swiatu ze maz ja zdradzal i z kim

nie wiem tak ci się nie układa z tym twoim lubym ze tylko siedzisz w internecie, a niby mieliście pracować nad ,,małymi książątkami,, ?

42 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-28 08:35:55)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Aleksandra81 napisał/a:
zbojnicka napisał/a:

Ja tutaj nienawiści nie czuje a zal i rozgoryczanie. Poza tym dlaczego wciaz musimy tłumaczyc zdradzajacych i tolerowac postepowanie kochanek i partnerow. Ciagle jest jakies no bo..

Ja nie mówię o tolerowaniu zdrad misiów i kochanek zadawalających się ochłapami uwagi misia.
Ja mówię o godnym przejściu tego przez zdradzoną żonę.
Jestem pewna, że budzisz w otoczeniu litość lub uśmiech.
Czytam tu wiele historii zdradzonych żon i często z godnością przyjmują brutalną rzecziwistość a czasami plują jadem.
Każdy radzi sobie po swojemu.

to jak według ciebie ma zdradzona kobieta przejść godnie przez zdrade?
przyda się tobie ta rada jak ciebie twój misio zdradzi, nie mowie ze na 100% bo nie znam go, ale skoro potrafił zone zdradzić to myślisz ze ty jesteś w czyms lepsza?

a smiech i ,,litość,, ale za swoja glupote budzi we mnie tylko kochanka ,,zadawalająca się ochłapami uwagi misia.,,

chyba terapia jakaś by się tobie przydała za to ze tak nienawidzisz kobiety

43

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
mika_ika napisał/a:

Tak w ramach uaktualnienia co u mnie.

Smutny ten mój watek ... ale widocznie taki dział forum to co tu oczekiwać ;D

Powoli może ... chyba ... idzie ku lepszemu. I chociaż zawsze byłam taka odważna to teraz strach mnie paraliżuje.
Chociaż tak patrząc na moją sytuację to ku lepszemu idzie. Wiec skąd ten smutek dalej?

Od tygodnia już wiem, że dostałam pracę, taką wymarzoną w moim zawodzie i to baaardzo baaaardzo duży krok do przodu w karierze zawodowej. I tak naprawdę we wszystkim innym też, tak myślę.

Praca jest za granicą. Będę mieszkać w małym fajnym miasteczku i niedaleko od morza. No więc właściwie wszystko (lub też prawie wszystko) o czym marzyłam.

Powoli zaczynam się już żegnać z przyjaciółmi i załatwiać wszystkie niesłychanie ważne i mniej ważne sprawy, to co muszę załatwić przed wyjazdem i to takim w jedną stronę bo wrócić tutaj już nie chcę. No i własciwie niewiele czasu już zostało bo tylko miesiąc.

Prosze kopnijcie mnie albo nakrzyczcie albo co tam Wam bedzie pasowało żebym się należycie cieszyła bo coś mi tu wygląda że nie sprawia mi ta sytuacja takiej dozy radości jak powinna.

Mika,
Ta się cieszę, że idzie ku dobremu smile
Robisz systematycznie kroczki do przodu.
Tak trzymaj!
Teraz może być już tylko lepiej, każdego dnia.
Przytulam smile

44

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Mika wierzę, że ułożysz sobie swoje życie, tak jak potrzebujesz
masz dziewczyno "jaja" wink

Faktycznie trafiłaś kiepsko, jeżeli chodzi o faceta
ale są inni wartościowi i może takiego w swoim dalszym życiu spotkasz 

nie oczekuj, że emocje ustabilizują się tak od razu, to jest proces nieraz długotrwały

wierzę w ciebie i życzę powodzenia w nowym miejscu na ziemi smile

45

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Kurde Mika przeczytałam posta i moje powiedzenie jest jednak trafne. "Nie przeceniać gatunku męskiego".

46

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Przyszłość napisał/a:

Mika,
Ja zawsze mówię, że nie ma na świecie nic gorszego niż zraniona kobieta.
Twoje emocje osiągnęły kolosalne rozmiary.
Tyle w Tobie jest złości, rozgoryczenia, bólu i chęci odwetu.
To normalny etap, ale czasami nasze czyny w tym etapie podyktowane emocjami mają brzemienne skutki.
I mam w d...e jak Twój M to odbiera, ale bardzo prawdopodobne, że Ty będziesz się tych działań w przyszłości  zwyczajnie wstydzić i ich żałować.
Dobrze mieć tego świadomość.
Mimo wszystkiego, co on Tobie zrobił, to jest on ojcem Twojego dziecka i z tego powodu w jakiś sposób zawsze będzie obecny w Twoim życiu.

czy ktos kiedys nie powiedzial ze kobiete poznaje sie po tym jak zachowuje sie po zdradzie?
opisu mi starczylo na tyle by zrobic wielkie zdziwione oczy........

47 Ostatnio edytowany przez solinka (2014-06-28 22:53:54)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Przyszłość napisał/a:

Ja rozmawiałam z kochanką mojego męża. Ona była autentycznie zszokowana jak się dowiedziała, że my przez cały czas z sobą sypialiśmy. Nie chciała mi uwierzyć, że nie ściemniam. Wierzyła w to, że ja też pewnie kogoś mam.

Tak moja "kochanka" to samo mi powiedziała, ...dlaczego miałam ci uwierzyć przecież cie nie znam a z M łączy nas prawdziwa miłość...


Przyszłość napisał/a:

Wtedy też zrozumiałam, że ja tak samo postrzegałam M. Skoro ja jestem wierna i lojalna, szanuję go, to on odwdzięczy się tym samym.

Tak, uczciwe osoby patrzą przez pryzmat uczciwości, szajby przez pryzmat szajby a reszta no cóż.
Ja tam na przykład jestem wyjątkowa kurwą, dzieciobójczyni, bo wszędzie w necie opisuje źle kochankę, a ona przecież chodzącą uczciwość, wierność do tego przykład wzorowej Matki Polki której matka syna wychowuje słowem "Święta Mona Lisa z P"

48

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Aleksandra81 napisał/a:

Autorko wątku mam dla ciebie propozycję zmiany nazwy wątku na: od miłości do nienawiści...
Taka była piękna miłość, później on zachował się jak s...n, później ona jak zdzira.
A mogłaś wyjść z tej sytuacji z klasą.

Hej, nie oceniaj żeby ciebie ktoś kiedyś nie podsumował.
Złość żal to są emocje które są i nie ma co ich dusić.
Że komuś zniszczyła życie przecież to nie ona właziła jej mężowi do łóżka tylko laski mające rodzinę.
No zaszalała ale ja akurat robiłam podobnie, w którymś momencie umieściłam zdjęcie laski w blogu o sexie.
Obok golasów, pen#isów i gołych ci#p
Co prawda nie celowo ale...
Przez rok od czerwca 2013 do czerwca 2014 pisałam 5 blogów, pierwszy usunęłam w listopadzie, drugi w grudniu, trzeci, czwarty i piaty w czerwcu
Nie "muszę" już pisać jak mi źle, nie czuje potrzeby, paradoksalnie pomagało mi to babranie się w tym gównie.
A jak wkurzało kochankę, ej mocno, 90% tekstów było do niej o czym doskonale wiedziała.
Nawet w tym tygodniu dostałam "ostrzeżenie" od M żebym nie pisała nic w necie bo kochanka się denerwuje, teraz to ona dostała świra i szpieguje mnie po necie, szukając mich wpisów i komentarzy...
Spłynęło to po mnie jak po kaczce, nie mam nic do ukrycia, a ona no niech sobie szuka...

nie mam nic do ukrycia


Mika_ika
zabieraj dzieciaka, wyjeżdżaj życie przed tobą.
Zostaw te gruzy i popioły tu niech je rozwieje wiatr...

49

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Aleksandra81 napisał/a:
zbojnicka napisał/a:

Ja tutaj nienawiści nie czuje a zal i rozgoryczanie. Poza tym dlaczego wciaz musimy tłumaczyc zdradzajacych i tolerowac postepowanie kochanek i partnerow. Ciagle jest jakies no bo..

Ja nie mówię o tolerowaniu zdrad misiów i kochanek zadawalających się ochłapami uwagi misia.
Ja mówię o godnym przejściu tego przez zdradzoną żonę.
Jestem pewna, że budzisz w otoczeniu litość lub uśmiech.
Czytam tu wiele historii zdradzonych żon i często z godnością przyjmują brutalną rzecziwistość a czasami plują jadem.
Każdy radzi sobie po swojemu.

Olu, jesteś doskonałym przykładem kochanki (nie czytałam Twojej historii, ale nie trzeba - po treści postów w różnych wątkach widać jednoznacznie co Cię gnębi), która prezentuje absolutne zero godności w przyjmowaniu rzeczywistości, absolutne zero klasy a do tego niewiele inteligencji.
To nam chciałaś pokazać ? Że każdy po swojemu sobie radzi ? Na swoim przykładzie.

50

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
TEO50 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Mika,
Ja zawsze mówię, że nie ma na świecie nic gorszego niż zraniona kobieta.
Twoje emocje osiągnęły kolosalne rozmiary.
Tyle w Tobie jest złości, rozgoryczenia, bólu i chęci odwetu.
To normalny etap, ale czasami nasze czyny w tym etapie podyktowane emocjami mają brzemienne skutki.
I mam w d...e jak Twój M to odbiera, ale bardzo prawdopodobne, że Ty będziesz się tych działań w przyszłości  zwyczajnie wstydzić i ich żałować.
Dobrze mieć tego świadomość.
Mimo wszystkiego, co on Tobie zrobił, to jest on ojcem Twojego dziecka i z tego powodu w jakiś sposób zawsze będzie obecny w Twoim życiu.

czy ktos kiedys nie powiedzial ze kobiete poznaje sie po tym jak zachowuje sie po zdradzie?
opisu mi starczylo na tyle by zrobic wielkie zdziwione oczy........

Jeżeli ktoś tak powiedział to był albo bardzo cyniczny albo niewyobrażalnie głupi, w każdym razie to co Mika zrobiła w ramach odreagowania to imho nie jest powód do wstydu, zabawiła się nieco kosztem żałosnego typka, jedyny humorystyczny element w przykrej historii pełnej przykrych postaci.
Teo, wiesz no, w takich historiach jednych dziwi zakłamanie istot "ludzkich" i to do jakiego stopnia stają się one żałosne, innych najwyraźniej zdumiewa, że patałacha spotykają jakieś nieprzyjemności. No cóż smile

Mika - wielki szacun. Za całokształt.

51 Ostatnio edytowany przez mika_ika (2014-06-29 10:13:11)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Dziękuję bardzo za wszystkie Wasze wypowiedzi w moim watku smile

No różne są jak różni są ludzie a ten "internet wyjątkowo cierpliwy jest" więc można klepać w klawiaturę i głupoty też jak to chociażby robi TEO50.
No TEO50 wielkie zdziwko co nie, że kobieta ma "jaja" jak to określiła in_ka a Ty to lubisz tylko takie co je określasz jako "kury".  So sorry TEO50 nie w tym wątku ;DD

Dziękuję za wirtualne przytulenia Przyszłości smile
In_ko wiem, że z tym emocjami to tak od razu się nie ustabilizuje, niestety. Tak sobie myślę, że jak wyjadę będzie tyle rzeczy do zrobienia, załatwienia, nowa praca itd. że to pewnie trochę pomoże bo zwyczajnie zabraknie czasu, żeby się "użalać" nad sobą ;P
Ha zamiast przewracać się z boku na bok i mysleć sobie "aleś Ty mika_ika bidna biduleńka, że tak Cię ten drań potraktował" będę sobie myśleć "jejku jak tu wykombinować żeby młody dostał się do tej konkretnej podstawówki bo wygląda na bardzo dobrą i jest tak blisko mojej pracy" itd. itp. ;D

Podczytuję Wasze wątki (chociaż w innych rzadko się wypowiadam), to jest trochę jak terapia. Pozwala sie uporać z własnym przypadkiem, przemyśleć własne uczucia i emocje.

Tak patrząc na ten cytat in_ki z jej watku:
"skupiam się na sobie, tęsknie za moim dawnym życiem ale nie tęsknię ... za mężem"
zrobiłam wiwisekcję tego co ja czuję ... i mi lepiej. To prawda, ja też nie tęsknię za tym moim gadem ;D A potem przemyślałam sobie te elementy mojego życia z nim za czym mogłabym tęsknić a za czym "abosolutnie nie". No cóż za niektórymi fajnymi rzeczami faktycznie ale nie mogę się tego uwieszać bo to nic nie da. Nie ma, było minęło, "to se ne wrati". Dla wypracowania spokoju ducha pozwalam sobie na to, żeby mi te "MINUSY definitywnie przesłoniły jakiekolwiek PLUSY" ;D

solinka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Wtedy też zrozumiałam, że ja tak samo postrzegałam M. Skoro ja jestem wierna i lojalna, szanuję go, to on odwdzięczy się tym samym.

Tak, uczciwe osoby patrzą przez pryzmat uczciwości, szajby przez pryzmat szajby a reszta no cóż.

Dokładnie tak, podpisuję sie wszystkimi kończynami pod tym ;D

solinka napisał/a:

Nie "muszę" już pisać jak mi źle, nie czuje potrzeby, paradoksalnie pomagało mi to babranie się w tym gównie.

Solinko tak sobie czytając to co napisałaś o swojej historii w moim wątku to Cię doskonale rozumiem. Każdy inaczej radzi sobie z tym co go spotkało bo przecież charaktery mamy różne. I niektórzy potrzebują "wykrzyczeć" cała swoją złość i rozgoryczenie. Ja tak zrobiłam i pomogło mi wink Pomogło mi grzebanie w tym e-mailach bo mogłam sie dowiedzieć w końcu jakiejś prawdy o nim, bo mogłam zrozumieć dlaczego to wszystko takie koszmarne było i dlaczego z każdym dniem było coraz gorzej. I pomogło mi zniszczyć ten "dobry" wizerunek eks, który też w sobie miałam.

52

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Przeczytałam wątek i mika_ika wyjazd Ci pomoże. Ja też tak zrobiłam. Co prawda nie za granicę tylko 400 km od gada ale mi to pomogło. I też uważam że nie warto dawać szancy. Ja dawałam przez 3 lata a ex zdradzał cały czas. I też ujawniłam z kim. To co przelało czarę to nakrycie go w łóżku z żoną jego najlepszego przyjaciela. Nawet nie zauważyli że wróciłam. Tak byli pochłonięci sobą. Nie wiem co mnie wtedy naszło zrobiłam zdjęcie telefonem, wyszłam z mieszkania wysłałam mmsa do jego przyjaciela I po 10 minutach oboje weszliśmy do mieszkania. Koniec do przewidzenia smile stracił żeonę, przyjaciela i opinię idealnego faceta.

U mnie minęło już od tego czasu 7 lat, długo zajęło mi zanim doszłam do siebie a jeszcze więcej czasu żebym ponownie zaufała innemu mężczyźnie. Ale czas zrobił swoje.

Zasługujesz na spokój i szczęście. I wiem że na Ciebie też czeka gdzies szczęście smile
Pozdrawiam

53

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

mika_ika
internet cierpliwy jest, internet pozwala na glupoty, internet demokratyczny jest.
Mozesz sobie o Teo50 pisac co chcesz, najwazniejsze jednak ze piszesz o swoich madrych postepkach. Ale sorry nie dajesz obrazu kobiety z jajami! co najwyzej kury.
Mam takich wspolpracownikow ze jak cos sie dzieje, jak cos zawalili to "wala wokolo piesciami jak cepami do mlocki", im zle to inni musza podwojnie oberwac. Ty tez nalezysz do tej kategorii. Zycze Ci po prostu bys w tym swoim amoku tez kogos niewinnego dotknela. Moze to troche nauczy Cie rozumu i pokornosci. Tak zachwycasz sie swoja przemyslnoscia i rujnowaniem zycia innych ze nie moge wypasc z zachwytu jak inne czytelniczki.
Coz bywa i tak, ze za swoje cierpienie maja odpowiedziec i tez inni. Ty znalazlas kozlow, moze myslisz ze podzielone cierpienie to polowa cierpienia, wiec dziel sie dalej.
Pasuje do Ciebie mika bidna bidulenka.
Rzucasz sie jak ta ryba wyciagnieta z wody na brzeg, troche teskno Ci do poprzedniego zycia, ale nie do swojego "gada", wiec jak to jest byl tylko dodatkiem, sprzetem czy glazem? Chyba spedzilas z nim troche zycia. Gdzies slyszalem, ze najbardziej potrafia nas urazic luczie ktorych najbardziej kochamy. Czyzby to wlasnie do Ciebie pasowalo?
No trudno, jedne kobiety maja styl innym go brakuje. Jestes na tyle autentyczna i przekonywujaca w swoich dzialaniach ze pewno znajdziesz i nasladowczynie, pozostaje nic tylko przyklasnac, na pewno o to chodzi by inne tez mialy "jaja", brawo.
Internet cierpliwy jest wiec pisz swoja burze nienawisci, ja sobie chetnie poczytam, po prostu lubie mroczne zakamarki ludzkiego charakteru.

54

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
TEO50 napisał/a:

No trudno, jedne kobiety maja styl innym go brakuje.

mężczyzn to też  dotyczy - zdecydowanie...

55

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

I co TEO50 ulżyło Ci jak sobie wylałeś na mnie swoje wiadro pomyj? Zapewno Ci ulżyło, całe szczęście to internet i na żywo nie jest mi dane Cię znać ;D Ufff w każdej sytuacji sa jej dobre strony wink

No to miłego popołudnia życzę ;D

56 Ostatnio edytowany przez TEO50 (2014-06-29 19:08:32)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

In_ka, oczywiscie ze masz racje,
mIka_inka, ucze sie od Ciebie, znasz chyba Twoje kwalifikacje jako nauczycielka,
nie ulzylo mi, i wiadro pomyj to nie bylo, mylisz sie,
cale nieszczescie ze internet, bo ja bym rzeczonego slowa nie zmienil, a mysle ze czasami popukalbym sie w czolko jakbys widziala.
Ale jak powiedziane, Tobie na pewno ulzylo w realnym zyciu, a reszta upustu tutaj. Zreszta dobrze wiesz ze tu poklask zbierzesz, takie forum, takie klimaty, a im bardziej gadzinie dojebiesz tym wiekszy poklask, mysle ze na mala bohaterke wyrastasz, na taka co sobie mysli ze ma jaja, i o ktorej mysla ze ma jaja, z naciskiem "mysla".
Nie zdziwilo by mnie jabys naprawde miala pieklo w domu, niejednej sie wydaje ze ma, a nawet nie ma zielonego pojecia co to jest, w Twoim przypadku jestem raczej pewny ze masz, bo wiesz, kto mieczem wojuje ten od miecza ginie, i mozesz sobie teraz obracac czy gad zaczal czy Ty wojowac, na jedno wychodzi.
Ktos zaproponowal i calkiem slusznie od milosci do nienawisci, chyba nie zaprzeczysz ze te elementy mialy miejsce.

dziekuje za zyczenia, niepotrzebnie, mile sam sobie zorganizowac potrafie.
ja zycze prawdy

57

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

mi-ka, cała ta dyskusja o "klasie" jest dyskusją jest bez sensu.
Jeżeli jedni mogą, zdradzą ać, oszukiwać i kpić z uczicwości innych,
to szokuje ich, że inni mogą bez oporów ujawnić prawdę o nich.
Tylko o to tu chodzi - obawa o to, że ich łotrostwo ujrzy światlo dzienne.

Co do wymarzonej pracy - gratulacje !
Praca jest za granicą.. masz dziecko,
bez zgody ojca nie możesz zabrać dziecka.
Po pierwsze paszport- wymaga zgody ojca,
jeżeli już ma, to :
- wyjazd na pobyt za granicą ( a takim jest wyjazd do pracy), jest uznawany jako istotna zmiana w warunkach życiowych dziecka i wymaga zgody obu opiekunów prawnych....

58

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia
Secondo1 napisał/a:

Praca jest za granicą.. masz dziecko,
bez zgody ojca nie możesz zabrać dziecka.
Po pierwsze paszport- wymaga zgody ojca,
jeżeli już ma, to :
- wyjazd na pobyt za granicą ( a takim jest wyjazd do pracy), jest uznawany jako istotna zmiana w warunkach życiowych dziecka i wymaga zgody obu opiekunów prawnych....

Tak wiem secondo smile

Wszystko jest teraz w trakcie załatwiania. We wtorek byliśmy oboje plus młody (bo dzieci w wieku powyżej 5 lat też muszą być osobiście) w urzedzie paszportowym, żeby młodemu wyrobić paszport.

Jak już będzie paszport to u notariusza spiszemy coś na zasadzie umowy pomiedzy nami, zgodę na wyjazd itp. tak aby wszystko było uregulowane oraz m.in. na granicy nie było problemu. Plus wszytsko to bedę musiała mieć przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego.

Tak więc najbliższy miesiąc jest na załatwianie wszystkich spraw zwiazanych z wyjazdem. Myślę, że się uda smile

59

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

secondo
chyba bardzo przemyslalas i masz kupe empatii do mezow tych kobiet z ktorymi gad miki_iki ja zdradzal.
Ale to chyba jest normalne, ze jak samemu sie jest zdradzonym to heja rozpierdzielac inne malzenstwa. czemu inni maja miec lepiej.

Wcale bym sie nie zdziwil gdyby Mika takiej zgody nie dostala. A z drugiej strony kto wie, moze wlasnie wedlug zdania: jedz tam gdzie pieprz rosnie!

Mnie nie szokuje ujawnianie prawdy o zdradzie, mnie szokuje ten zachwyt, a takze krag jaki to ujawnianie osiagnelo.
Ale kogo tu interesuja inne malzenstwa, inni mezowie inne zony inne dzieci. Tu sie dzieli "sprawiedliwie", wszystkim po pysku, bo mnie spotkalo nieszczescie.
Zreszta po co ja to tlumacze, i tak stoje w innym obozie, a to wystarcza. by byc.....

60

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Uwaga proszę Was nie karmcie tego trola w moim wątku ;D

61 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-06-29 19:57:16)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Ci męzowie mają prawo wiedzieć kogo trzymają pod wspólnym dachem.
To nie był przypadkowy, skok w bok, ale regularny romans "kochających żon".

Chyba lepiej, żeby wiedzieli do czego są zdolne ich małżonki,
wiedzieć jaki numer mogą wywinąć im w przyszłości.

Mają prawo znać prawdę i podjąć sami decyzję o swoim małżeństwie.
Jeżeli podejmą decyzję o zakończeniu, to nie dzięki temu że się dowiedzieli ale dzięki temu, że mieli się czego dowiedzieć.
Poza tym, lepiej żeby zdradzony podjął decyzję,
niż miałby to zrobić zdradzacz, za plecami wijąc sobie drugie gniazdko.

Gdyby to był jednorazowy skok w bok... to lepiej zmilczeć,
ale regularny romans z całą gamę perfidnych kłamstw zdradzacza ... niby dlaczego nie miałby znać prawdy.

Nagle odezwała się w Tobie empatia dla zdradzonych mężów,
TEO50,
czyżby dręczyły Cię jakieś obawy ?? smile

62

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Secondo1,
nie masz pojecia co mika nawyprawiala, czy przesiewala jednorazowy skok w bok czy leciala wedlug alfabetu. Na moj rozum tak jej zemsta przyjemnosc przynosila, ze nie bylo chwili na zastanowienie. Nie masz zielonego pojecia jak wszystko sie dzialo, mozesz tylko na tych samych strzepkach informacji bazowac na ktorych ja bazuje. Moze pochwalasz, jak mika rozprawila sie z kochanicami swojego meza i jak sie rozprawila z osobami bliskimi tych kochanic. Myslisz w ten sam sposob co mika i nie dyferencjujesz. Po prostu idziesz po linii zdradzona moze wszystko bo przeciez skrzywdzona, i z buciorami sie pakowac, szkoda gadac. Bawisz sie w sedziego kodeksu hamurabiego, oko za oko zab za zab. Na szczescie ludzkosc poszla nieco dalej, a co niektorzy pozostali w epoce kamienia lupanego.

Secondo i  Mika_ika, wychodzicie z zalozenia ze cos jest zle bo jest zle, bez stawiania pytania dlaczego. Zeby tu nie bylo niejasnosci ze nie bronie meza Miki ani jego kochanek. Od siebie samego nie mam takiej potrzeby, a nikt na obronce mnie nie mianowal, nie bawie sie tez tu w sedziego tych osob, wypowiadam sie tylko na temat Miki i jej zachowan, ktore wam sie tak bardzo podobaja, a ja moge popatrzec tylko z politowaniem.

Skad tak nagle odezwala sie dla mnie empatia do zdradzonych mezow?
Nie mam dla nich empatii a nawet sympatii, sa mi na tyle obojetni jak kazdy inny mieszkaniec tej ziemi, do momentu az sie nad nimi nie zaczne zastanawiac.
O jakich obawach mowisz? Masz cos na mysli? Chcesz mnie zapytac jak czuja sie mezowie moich kochanek? Czy o nich myslalem? CZy co chcesz wiedziec?
Poukladalas sobie cos w swojej madrej glowce?
Podejrzewam ze chcialas zapytac: czy jakiemus facetowi przyprawilem rogi?
Otoz wyjatkowo zaspokoje Twoja ciekawosc. Nie.
A teraz mysl sobie jak to mozliwe jak ja z gatunku gadow...

Mika_ika
obawiasz sie czegos z mojej strony. O trolu na pewno o mnie. Boisz sie ze ktos moze stawic Ci paroli? Czy po prostu lubisz tylko przyklaskiwaczy i potakiwaczy.
Tak jestes przekonana ze wszystko dobrze zrobilas? czy moze zmusilem do jakis nieprzyjemnych mysli? Zasialem ziarenko niepokoju?

Masz prawo byc wsciekla, masz prawo rozpaczac, masz nawet prawo robic idiotyzmy. Jestes tak samo jak i ja tylko czlowiekiem.
Pamietaj jednak ze ani Ty ani ja nie jestesmy nieomylni. Ja miewam chwile zwatpienia czy dobrze robie, dlugo sie zastanawiam czasami a jak nie mam pewnosci zaniecham. Czy masz tak samo? Z tego co czytam bardzo watpie.

Spodziewam sie ze jednak Twoim jadem nie wszystkich Mika zatrujesz, spodziewam sie ze nawet w tym srodowisku tutaj jedna z druga (osoba) zastanowi sie, a gdyby nie bylo moze mojego glosu, mogla by pomyslec: tak wlasnie tak to sie robi!

63 Ostatnio edytowany przez mika_ika (2014-06-29 21:26:28)

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Kurczę czyli się zaplągł na stałe ;P

Napisałam żeby nie karmić ;D Jak ktoś ma wątpliwości to ciocia wikipedia podaje znakomita definicję trollowania i co taki troll lubi, czym sie żywi i co go kręci. A tu go widze kręci (ba i to jak !!) jeden malutki wątek mojej historii, na którym można dużo się "pożywić", ba kolejne wypowiedzi ma troll coraz dłuższe bo się udaje wkręcać ;D

No cóż napisałam to co napisałam i nawet tytuł watku jest taki a nie inny - z mojego wyboru. Każdy może sobie z mojej historii i tego co piszę brać to co mu pasuje - w końcu forum jest otwarte ;D

Jejku najgorsze własnie w tym jest to że to działa i uwaga skupia sie na takim trollu.
Ze wstydem przyznaję nawet ja w tym momencie padłam oczywistą ofiarą. Bo jakoś "przegapiłam" co złamana_róża napisała sad

Złamana_różo dziękuję Ci za słowa otuchy. Mam nadzieję, że taki spokój stanie się też kiedyś moim udziałem smile

64

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

Mika_ika, tego Tobie zycze !
Nie daj si? zaszczyc glosem tych, ktoorzy zaczeli si? obawiac tego,
?e inni moga pojsc w Twoje slady.

Nie Ty wchodzilas w buciorrami w czyjes malzenstwo,
To w Twoje malzenstwo inni wchodzili,
Ty jedynie poinformowalas o tym fakcie.
Tych ktorych malzenstwo zostalo w ten sam sposob zdeptane.
Maja prawo to wiedziec.

Jakze si? tu niektorzy obawiaja prawdy ...

65

Odp: Nie warto dawać szansy - moja historia

mika_ika,
nie zdajesz sobie sprawy ze sama karmisz?
secondo juz sie nie liczy w rozmowie. Zbyt ograniczone spojrzenie jak na moj gust. (gusta nie podlegaja dyskusji) wiec sekondo odstap od odpowiedzi.
pozostajesz Ty Mika_ika i rzesza nowych z ktorymi nie bede sie mogl zgodzic. Zreszta ja juz napisalem co mialem do przekazania. Na razie milcze. Zadowolona? ;-)

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie warto dawać szansy - moja historia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026