netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy romans zmienia rzeczywistość?

2 518 odpowiedzi278 799 wyświetleńzałożony przez Hrefi, 20.03.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy romans zmienia rzeczywistość?

Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 26 … 39 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 496 do 1 560 z 2 519 ]

1 496

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
eska12 napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

To co napisalas mnie poruszylo. Tak może być niestety. Patrzę na inne moje relacje i tak moznaby wytłumaczyć moje zachowanie. Wspólny mianownik wielu sytuacji.
To ze mnie ktoś kocha, wręcz zawstydza mnie

Dlaczego? Miłość jest jednym z z najpiękniejszym uczuć jakie człowiek ma do zaoferowania.
Może Ty po prostu nie umiesz doceniać? Że zawsze bardziej pragniesz tego, co jest nieosiągalne?

Notabene tak właśnie jesteśmy skonstruowani. Chcemy byś kochani, ale sami nie potrafimy kochać...

Alsoski Ciebie zapewne kocha i żona i ex kochanka. Nie uszanowałeś ani jednej ani drugiej. Każda z nich jest naiwna, prawda?
Ale czy to tak naprawdę do końca ich wina, że wierzyły w Ciebie, wierzyły w miłość?

Tak, tu masz racje - pragnę tego, czego nie mam, tego, co nieosiągalne. Nie doceniam tego co mam.

Tylko co dalej? Zaraz się okaże ze nie tylko Roxann powinna iść  na terapie indywidualna

1 497

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Przeczytajcie co napisała Ela.
Miłości nie da się wypracować. Ale można o nią dbać i wtedy jest szansa, że długo przetrwa.

1 498 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-06-15 19:58:47)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

Tak, tu masz racje - pragnę tego, czego nie mam, tego, co nieosiągalne. Nie doceniam tego co mam.

Tylko co dalej? Zaraz się okaże ze nie tylko Roxann powinna iść  na terapie indywidualna

Każdy z nas przychodzi tu z innymi problemami. Ja wiem, że mam zjechaną psychikę, w końcu przez długi czas (jeszcze nawet trochę po studiach), żyłam w rodzinie gdzie była przemoc i alkohol. Jednak gorsze niż sam ten fakt było chyba to, że na zewnątrz to wciąż wzorowa, poważana rodzina, że ciągle musiałam robić dobrą minę do złej gry. Wciąż żyć w kłamstwie. Radzić ze skrajnymi emocjami. Budować poczucie własnej wartości poprzez osiągnięcia najpierw naukowe potem karierę i wygląd. Wręcz obsesyjnie bałam się, że stracę jak ktoś spojrzy na mnie przez pryzmat tego co mam w domu.. zresztą to było idealnie chronione i zamiatanie pod dywan bo przecież reputacja jest najważniejsza. Brak słów sad
Wolałam zerwać z facetem niż wprowadzić go do swego prawdziwego życia, bo byłam pewna, że jego miłość do mnie się wtedy skończy.
Zbyt wiele tego i zbyt długo trwało zanim podjęłam decyzję by się wyprowadzić od rodziców i zacząć nowe życie w nowym miejscu.. niestety trafiłam na prezia... itd sad

1 499

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Roxann, jesteś młoda. szukasz kogoś na życie. szukaj tak, abyś nie miała wątpliwości, że to jest to. I nie daj sobie wmówić, że szukasz "chorych emocji" czy wrażeń-- bo uważam że to spłycenie, terapia to też dobry pomysł, ale znajdź kogoś sprawdzonego, życiowo doświadczonego.

Taki mam plan. Dojrzałam też już do terapii, wcześniej nie chciałam bo raz że za granicą, dwa, że nie chciałam wałkować wątku prezia, bo go wystarczająco na forum wałkowałam, poza tym myślę, że on nie był moim problemem, tylko skutkiem. Z niego zdołałam się sama wyleczyć, czy też dzięki forum, ale problemy na tle emocjonalnym wciąż mam.
Myślę o terapii DDA, ale raczej indywidualne, nie jestem gotowa na grupową. Musze tylko znaleźć sprawdzonego terapeutę.

Edit: raczej nie chodzi o to, że szukam chorych emocji, ale w ogóle emocji. Potrzebowałam spokoju po burzy, ale jak on trwał zbyt długo, to już się zaczęłam czuć nieswojo. Same przeprowadzki to olbrzymia dawka emocji, adrenaliny. "Zaobrączkowanie" mnie przeraża. Łatwo nawiązuję znajomości, ale ciężko zbudować mi głębsze długotrwałe więzi. I raczej tu o związki chodzi niż o przyjaźnie. Małżeństwo nie kojarzy mi się dobrze. Szalenie boję się, że ktoś będzie chciał mnie kontrolować, że będę od kogoś zależna. I właśnie zaczęło się psuć w moim związku jak mój facet chciał ślubu i dziecka, na dodatek w jego, nie moim kraju. Wiem, że związek, to kompromisy, ale w sytuacji kiedy on jasno określił, że do PL na pewno się nie przeprowadzi, ja że właśnie chcę tam wrócić, czy z przekory? Czy znów uciekłam?
Mam wrażenie, że nie nadaję się do związku sad
Jeśli nie "bad boy" i nie dobry, porządny facet marzący o rodzinie i gromadce dzieci, to kto? wink

To chyba wieczny temat smile porządni faceci narzekający, ze fajne kobiety wybierają  tylko tych wrednych facetów  i fajne kobiety które narzekają ze porzadni faceci są nudni...
Bad boy Cię olał, porządny coś chce (ślub/ dzieci) wiec tez nie jest dobrze.
Żaden z powyższych. Może szukaj dalej?

1 500 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-06-15 20:25:09)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

To chyba wieczny temat smile porządni faceci narzekający, ze fajne kobiety wybierają  tylko tych wrednych facetów  i fajne kobiety które narzekają ze porzadni faceci są nudni...
Bad boy Cię olał, porządny coś chce (ślub/ dzieci) wiec tez nie jest dobrze.
Żaden z powyższych. Może szukaj dalej?

U mnie to też kwestia innego kraju. Choć może to wymówka. wink
Wiadomo, że bad boy to idealny kandydat na kochanka, ale nie na partnera. U mnie jeszcze doszła kwestia ew braku niezależności, którą cenię ponad wszystko. Tak się złożyło, że w moim życiu to priorytet. Nawet ponad miłość. Wiem, że to też nie jest dobre.. ale.. wiem, że prędzej czy później to źle by się skończyło. Dlatego 'zwiałam' jak facet chciał mnie sobie podporządkować. Czy też zamknąć w "złotej klatce".
Jednak gdyby taka sytuacja miałam tu miejsce, tzn w PL, to inaczej by było.. tak mi się wydaje. Czerwona lampka mi się zapaliła, kiedy usłyszałam, że ja muszę zostać bo on pod żadnym pozorem do PL nie przeprowadzi.

Edit: może rozwiązaniem i złotym środkiem jest Pan z sąsiedztwa? wink

1 501

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

To chyba wieczny temat smile porządni faceci narzekający, ze fajne kobiety wybierają  tylko tych wrednych facetów  i fajne kobiety które narzekają ze porzadni faceci są nudni...
Bad boy Cię olał, porządny coś chce (ślub/ dzieci) wiec tez nie jest dobrze.
Żaden z powyższych. Może szukaj dalej?

U mnie to też kwestia innego kraju. Choć może to wymówka. wink
Wiadomo, że bad boy to idealny kandydat na kochanka, ale nie na partnera. U mnie jeszcze doszła kwestia ew braku niezależności, którą cenię ponad wszystko. Tak się złożyło, że w moim życiu to priorytet. Nawet ponad miłość. Wiem, że to też nie jest dobre.. ale.. wiem, że prędzej czy później to źle by się skończyło. Dlatego 'zwiałam' jak facet chciał mnie sobie podporządkować. Czy też zamknąć w "złotej klatce".
Jednak gdyby taka sytuacja miałam tu miejsce, tzn w PL, to inaczej by było.. tak mi się wydaje. Czerwona lampka mi się zapaliła, kiedy usłyszałam, że ja muszę zostać bo on pod żadnym pozorem do PL nie przeprowadzi.

Edit: może rozwiązaniem i złotym środkiem jest Pan z sąsiedztwa? wink


Sporo tych warunkow i ograniczeń jak na  tak delikatna i ulotna materie jak miłość ...
Moznaby się zastanowić: zakochać się i co dalej? A może dotad po prostu się naorawde nie zakochałaś? Byłas zauroczona, uzależniona, ale nie zakochana ...

1 502

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

Sporo tych warunkow i ograniczeń jak na  tak delikatna i ulotna materie jak miłość ...
Moznaby się zastanowić: zakochać się i co dalej? A może dotad po prostu się naorawde nie zakochałaś? Byłas zauroczona, uzależniona, ale nie zakochana ...

Inaczej bym to ujęła, byłam zakochana kilka razy ale nie doszłam do etapu by kogoś kochać po tych "motylkach",  a których wciąż piszę, nie zbudowałam więzi o której pisała Ela, bo moje związki nigdy tak długo nie trwały. Max właśnie 2-3 lata.
M.in dlatego chcę iść na terapię.. bo w tym wieku to już nie przypadek a problem.

1 503

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

Tak, tu masz racje - pragnę tego, czego nie mam, tego, co nieosiągalne. Nie doceniam tego co mam.

Tylko co dalej? Zaraz się okaże ze nie tylko Roxann powinna iść  na terapie indywidualna

Nie jestem zwolennikiem terapii. Nikogo nie namawiam. Jednemu pomoże, drugiego skrzywdzi. Mnie pierwsza wizyta skrzywdziła. Nigdy więcej.
To jaką drogę wybierzesz zależy od Ciebie.

Na początek przyjrzyj się sobie. Wszystkim Twoim związkom. Co czułeś na początku każdego i jak się potoczył? Dlaczego jakaś relacja się skończyła?
Co jest dla Ciebie priorytetem w byciu z drugim człowiekiem? Czego się boisz? Co chcesz pozostawić po sobie innym ludziom? Co chcesz przekazać swojemu potomstwu? Co jesteś w stanie udźwignąć, a czego nie?

Alsoski życie bywa ciężkie. Cokolwiek wybierzesz pamiętaj, że łatwiej iść przez nie z człowiekiem, który Cię kocha i poda Ci rękę, kiedy tego potrzebujesz. Dopiero kiedy tracimy to, co ważne potrafimy docenić pewne rzeczy. Traumatyczne rzeczy dotykają każdego z nas: śmierć rodzica, utrata dziecka, pracy, czy poważna choroba. Naucz się doceniać czyjąś miłość. To największy dar. I sam bądź człowiekiem na którego można liczyć, który nie zmienia zdania co 5 minut, który jak mówi, że kocha to kocha. Bądź przy tym uważny. Nie krzywdź niepotrzebnie. Nie tędy droga. Łatwo drugiemu człowiekowi jest złamać życie. Czasami zbyt łatwo.

1 504

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Eh, tyle się tu mówi, nie zdradzaj zanim nie skończysz, jak źle się dzieje to odejdź. Ja niestety powiem, że to fajnie brzmi w teorii. Nie chcesz kończyć związku który jest ok, choć nie do końca satysfakcjonuje. Tkwisz bo nie wiesz, że może być bardziej satysfakcjonujący. Może i to egoizm, może mi łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci. Moja relacja z Panem z sąsiedztwa się rozwija, dlatego zakończyłam poprzednią. To było do przewidzenia, skoro wyjechałam, ale chciałam by to w miarę spokojnie przeszło...

1 505

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:

Eh, tyle się tu mówi, nie zdradzaj zanim nie skończysz, jak źle się dzieje to odejdź. Ja niestety powiem, że to fajnie brzmi w teorii. Nie chcesz kończyć związku który jest ok, choć nie do końca satysfakcjonuje. Tkwisz bo nie wiesz, że może być bardziej satysfakcjonujący. Może i to egoizm, może mi łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci. Moja relacja z Panem z sąsiedztwa się rozwija, dlatego zakończyłam poprzednią. To było do przewidzenia, skoro wyjechałam, ale chciałam by to w miarę spokojnie przeszło...


Ciekawe jak Ci idzie? smile
U mnie oczywiście był krótki powrót - bardzo intensywny - ale tylko po to aby ostatecznie uzmysłowić sobie ze to równia pochyla.
Nie spotykamy się już - wakacje - ona wyjechała na urlop i w ogóle ucięliśmy wszelkie kontakty - i tego było nam trzeba. Inaczej nie da się przytępić uczuć jak tylko zrywając wszelkie kontakty na jakiś czas.
Jak miło jest żyć bez kłamania i oszukiwania - zarówno żony jak i kochanki ale tez dzieci i innych osób !
Wiem również, ze nie potrfilbym zostawić własnych dzieci i żyć z nawet najcudowniejsza kochanka i jej dzieckiem - dzieckiem faceta, którego znam i którego nie darze sympatia.
Tak wiec nie ma wyjścia - nie mozemy być razem, a życie bez ciągłego kłamania jest takie lekkie!
Czy romans zmienia rzeczywistość? Tak! Przede wszystkim oznacza zgodę na życie w ciągłym kłamstwie i na ciągłym oszukiwaniu żony, kochanki, wszystkich dookoła. Taka jest cena. Nie do utrzymania na dłuższa metę. Mi to zajęło nieco ponad rok. Cieszę się, ze mam to za sobą.

1 506

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Osoby w Twojej sytuacji mają tendencje do uwieszania się na dzieciach i zbytniego angażowania w ich coraz doroślejsze życie.
Więc jedyna moja rada to, pozwól dzieciom w przyszłości, żeby zostawiły Ciebie.

1 507

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Xymena napisał/a:

Osoby w Twojej sytuacji mają tendencje do uwieszania się na dzieciach i zbytniego angażowania w ich coraz doroślejsze życie.
Więc jedyna moja rada to, pozwól dzieciom w przyszłości, żeby zostawiły Ciebie.

Nie mam z tym problemu. Chodziło mi o to, ze życie z inna kobieta i jej dzieckiem jest odpychające - szczególnie  mając świadomość tego, ze własne dzieci (nawet jeśli specjalnie się nimi nie przejmuje), zostają same.
W takiej sytuacji Oglądanie cudzego dziecka codziennie jest jak wyrzut sumienia.

1 508 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-01 13:10:05)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Eh, tyle się tu mówi, nie zdradzaj zanim nie skończysz, jak źle się dzieje to odejdź. Ja niestety powiem, że to fajnie brzmi w teorii. Nie chcesz kończyć związku który jest ok, choć nie do końca satysfakcjonuje. Tkwisz bo nie wiesz, że może być bardziej satysfakcjonujący. Może i to egoizm, może mi łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci. Moja relacja z Panem z sąsiedztwa się rozwija, dlatego zakończyłam poprzednią. To było do przewidzenia, skoro wyjechałam, ale chciałam by to w miarę spokojnie przeszło...


Ciekawe jak Ci idzie? smile

Na razie matrix ale nawet nie chodzi o sąsiada co powrót do Polski. Mega adrenalina i przygody...
Także na razie zanim nie wrócę do 'normalnego' trybu życia, pracy nie będę się wypowiadać. ..
Teraz np jestem ze 'starą' ekipa na wakacjach w Gruzji.. i... nie wiem czy to klimat czy to wino gruzinskie ale moj przyjaciel -gej od wielu lat wczoraj nagle powiedział mi ze przy mnie cytuję "traci orientację" myslalam ze o kwestie logistyczne mu chodzi big_smile
No nie o to mu chodziło. .. wink Zostało ze to żary wink
Mam wakacje i z nich korzystam. Co dalej czas  pokaże smile

1 509

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Eh, tyle się tu mówi, nie zdradzaj zanim nie skończysz, jak źle się dzieje to odejdź. Ja niestety powiem, że to fajnie brzmi w teorii. Nie chcesz kończyć związku który jest ok, choć nie do końca satysfakcjonuje. Tkwisz bo nie wiesz, że może być bardziej satysfakcjonujący. Może i to egoizm, może mi łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci. Moja relacja z Panem z sąsiedztwa się rozwija, dlatego zakończyłam poprzednią. To było do przewidzenia, skoro wyjechałam, ale chciałam by to w miarę spokojnie przeszło...


Ciekawe jak Ci idzie? smile
U mnie oczywiście był krótki powrót - bardzo intensywny - ale tylko po to aby ostatecznie uzmysłowić sobie ze to równia pochyla.
Nie spotykamy się już - wakacje - ona wyjechała na urlop i w ogóle ucięliśmy wszelkie kontakty - i tego było nam trzeba. Inaczej nie da się przytępić uczuć jak tylko zrywając wszelkie kontakty na jakiś czas.
Jak miło jest żyć bez kłamania i oszukiwania - zarówno żony jak i kochanki ale tez dzieci i innych osób !
Wiem również, ze nie potrfilbym zostawić własnych dzieci i żyć z nawet najcudowniejsza kochanka i jej dzieckiem - dzieckiem faceta, którego znam i którego nie darze sympatia.
Tak wiec nie ma wyjścia - nie mozemy być razem, a życie bez ciągłego kłamania jest takie lekkie!
Czy romans zmienia rzeczywistość? Tak! Przede wszystkim oznacza zgodę na życie w ciągłym kłamstwie i na ciągłym oszukiwaniu żony, kochanki, wszystkich dookoła. Taka jest cena. Nie do utrzymania na dłuższa metę. Mi to zajęło nieco ponad rok. Cieszę się, ze mam to za sobą.

alsoski001 - jak to nie mozecie byc razem? a kto Ci zabroni?
mozecie - tylko, ze Ty nie chcesz.

1 510

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:
alsoski001 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Eh, tyle się tu mówi, nie zdradzaj zanim nie skończysz, jak źle się dzieje to odejdź. Ja niestety powiem, że to fajnie brzmi w teorii. Nie chcesz kończyć związku który jest ok, choć nie do końca satysfakcjonuje. Tkwisz bo nie wiesz, że może być bardziej satysfakcjonujący. Może i to egoizm, może mi łatwiej bo jeszcze nie mam dzieci. Moja relacja z Panem z sąsiedztwa się rozwija, dlatego zakończyłam poprzednią. To było do przewidzenia, skoro wyjechałam, ale chciałam by to w miarę spokojnie przeszło...


Ciekawe jak Ci idzie? smile
U mnie oczywiście był krótki powrót - bardzo intensywny - ale tylko po to aby ostatecznie uzmysłowić sobie ze to równia pochyla.
Nie spotykamy się już - wakacje - ona wyjechała na urlop i w ogóle ucięliśmy wszelkie kontakty - i tego było nam trzeba. Inaczej nie da się przytępić uczuć jak tylko zrywając wszelkie kontakty na jakiś czas.
Jak miło jest żyć bez kłamania i oszukiwania - zarówno żony jak i kochanki ale tez dzieci i innych osób !
Wiem również, ze nie potrfilbym zostawić własnych dzieci i żyć z nawet najcudowniejsza kochanka i jej dzieckiem - dzieckiem faceta, którego znam i którego nie darze sympatia.
Tak wiec nie ma wyjścia - nie mozemy być razem, a życie bez ciągłego kłamania jest takie lekkie!
Czy romans zmienia rzeczywistość? Tak! Przede wszystkim oznacza zgodę na życie w ciągłym kłamstwie i na ciągłym oszukiwaniu żony, kochanki, wszystkich dookoła. Taka jest cena. Nie do utrzymania na dłuższa metę. Mi to zajęło nieco ponad rok. Cieszę się, ze mam to za sobą.

alsoski001 - jak to nie mozecie byc razem? a kto Ci zabroni?
mozecie - tylko, ze Ty nie chcesz.

Tak - nie chce, właśnie dlatego ze nie potrafiłbym zaakceptować bycia z nia i jej dzieckiem będąc świadomym tego ze opuszczam swoje dzieci.
Nie akceptuje jej syna. Nie lubie ojca jej syna (do tego znam gościa). Nie sprawie mu prezentu angażując się w wychowanie jego syna, opuszczając własne dzieci. Tego bym nie wytrzymał na dłuższa metę. Czułbym się jak jeleń.

1 511 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-02 22:16:23)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
ZielonaKama napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Ciekawe jak Ci idzie? smile
U mnie oczywiście był krótki powrót - bardzo intensywny - ale tylko po to aby ostatecznie uzmysłowić sobie ze to równia pochyla.
Nie spotykamy się już - wakacje - ona wyjechała na urlop i w ogóle ucięliśmy wszelkie kontakty - i tego było nam trzeba. Inaczej nie da się przytępić uczuć jak tylko zrywając wszelkie kontakty na jakiś czas.
Jak miło jest żyć bez kłamania i oszukiwania - zarówno żony jak i kochanki ale tez dzieci i innych osób !
Wiem również, ze nie potrfilbym zostawić własnych dzieci i żyć z nawet najcudowniejsza kochanka i jej dzieckiem - dzieckiem faceta, którego znam i którego nie darze sympatia.
Tak wiec nie ma wyjścia - nie mozemy być razem, a życie bez ciągłego kłamania jest takie lekkie!
Czy romans zmienia rzeczywistość? Tak! Przede wszystkim oznacza zgodę na życie w ciągłym kłamstwie i na ciągłym oszukiwaniu żony, kochanki, wszystkich dookoła. Taka jest cena. Nie do utrzymania na dłuższa metę. Mi to zajęło nieco ponad rok. Cieszę się, ze mam to za sobą.

alsoski001 - jak to nie mozecie byc razem? a kto Ci zabroni?
mozecie - tylko, ze Ty nie chcesz.

Tak - nie chce, właśnie dlatego ze nie potrafiłbym zaakceptować bycia z nia i jej dzieckiem będąc świadomym tego ze opuszczam swoje dzieci.
Nie akceptuje jej syna. Nie lubie ojca jej syna (do tego znam gościa). Nie sprawie mu prezentu angażując się w wychowanie jego syna, opuszczając własne dzieci. Tego bym nie wytrzymał na dłuższa metę. Czułbym się jak jeleń.

Cóż, pan Z. z "zasadami", które mówią, że "rodzina jest najważniejsza". Ta dotychczasowa. I konsekwentny do tego. Od czasu, do czasu...
A to, "ucieliśmy wszelkie kontakty" co oznacza? Kto komu zbędność bocznych emocji wykazał?
I dlaczego, przede wszystkim, skoro jeszcze rok temu wszystko grało?
Tamto dziecko gorsze jest od własnych (bo tak wychowane, zdaje się - przez kochankę, m. in., wyczytuję), a do tego tamten złamas nielubiany na na drodze.
A tu, ciepło gniazda rodzinnego, odstawionego na jakiś czas. Był inny wybór?
Tak, taka jest cena, którą wskazałeś wyżej. Szkoda tylko, że ta inna, dała się wmanewrować w Twoje spóźnione poczucie winy. I że strach, co dalej, był przewodnikiem do wezwania rozumu wysłanego na urlop jakiś czas temu, do powrotu do łepetyny. Szkoda...

A, tak na marginesie, zacytuję moją wypowiedź dla autora tematu. Z marca chyba. Bez zmian, jakby cóś:

" [...]Ty zaś, udając dobrego męża, a jeszcze bardziej najlepszego ojca na świecie próbujesz udowadniać, że w przypadku porzucenia żony, ona zabierze owoc Waszego związku?
Większej bzdury mało kiedy dane mi było przeczytać." [...]
Ostatnie zdanie tyczy autora wątku, zastrzegę. Ty, przynajmniej, szczery jesteś. smile

1 512

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:
ZielonaKama napisał/a:

alsoski001 - jak to nie mozecie byc razem? a kto Ci zabroni?
mozecie - tylko, ze Ty nie chcesz.

Tak - nie chce, właśnie dlatego ze nie potrafiłbym zaakceptować bycia z nia i jej dzieckiem będąc świadomym tego ze opuszczam swoje dzieci.
Nie akceptuje jej syna. Nie lubie ojca jej syna (do tego znam gościa). Nie sprawie mu prezentu angażując się w wychowanie jego syna, opuszczając własne dzieci. Tego bym nie wytrzymał na dłuższa metę. Czułbym się jak jeleń.

Cóż, pan Z. z "zasadami", które mówią, że "rodzina jest najważniejsza". Ta dotychczasowa. I konsekwentny do tego. Od czasu, do czasu...
A to, "ucieliśmy wszelkie kontakty" co oznacza? Kto komu zbędność bocznych emocji wykazał?
I dlaczego, przede wszystkim, skoro jeszcze rok temu wszystko grało?
Tamto dziecko gorsze jest od własnych (bo tak wychowane, zdaje się - przez kochankę, m. in., wyczytuję), a do tego tamten złamas nielubiany na na drodze.
A tu, ciepło gniazda rodzinnego, odstawionego na jakiś czas. Był inny wybór?
Tak, taka jest cena, którą wskazałeś wyżej. Szkoda tylko, że ta inna, dała się wmanewrować w Twoje spóźnione poczucie winy. I że strach, co dalej, był przewodnikiem do wezwania rozumu wysłanego na urlop jakiś czas temu, do powrotu do łepetyny. Szkoda...

A, tak na marginesie, zacytuję moją wypowiedź dla autora tematu. Z marca chyba. Bez zmian, jakby cóś:

" [...]Ty zaś, udając dobrego męża, a jeszcze bardziej najlepszego ojca na świecie próbujesz udowadniać, że w przypadku porzucenia żony, ona zabierze owoc Waszego związku?
Większej bzdury mało kiedy dane mi było przeczytać." [...]
Ostatnie zdanie tyczy autora wątku, zastrzegę. Ty, przynajmniej, szczery jesteś. smile

alsoski001 zgodny sam ze soba;)
I ze swoja uluda rodziny...
Ile to alsoski001 latek liczy???

1 513

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:
ZielonaKama napisał/a:

alsoski001 - jak to nie mozecie byc razem? a kto Ci zabroni?
mozecie - tylko, ze Ty nie chcesz.

Tak - nie chce, właśnie dlatego ze nie potrafiłbym zaakceptować bycia z nia i jej dzieckiem będąc świadomym tego ze opuszczam swoje dzieci.
Nie akceptuje jej syna. Nie lubie ojca jej syna (do tego znam gościa). Nie sprawie mu prezentu angażując się w wychowanie jego syna, opuszczając własne dzieci. Tego bym nie wytrzymał na dłuższa metę. Czułbym się jak jeleń.

Cóż, pan Z. z "zasadami", które mówią, że "rodzina jest najważniejsza". Ta dotychczasowa. I konsekwentny do tego. Od czasu, do czasu...
A to, "ucieliśmy wszelkie kontakty" co oznacza? Kto komu zbędność bocznych emocji wykazał?
I dlaczego, przede wszystkim, skoro jeszcze rok temu wszystko grało?
Tamto dziecko gorsze jest od własnych (bo tak wychowane, zdaje się - przez kochankę, m. in., wyczytuję), a do tego tamten złamas nielubiany na na drodze.
A tu, ciepło gniazda rodzinnego, odstawionego na jakiś czas. Był inny wybór?
Tak, taka jest cena, którą wskazałeś wyżej. Szkoda tylko, że ta inna, dała się wmanewrować w Twoje spóźnione poczucie winy. I że strach, co dalej, był przewodnikiem do wezwania rozumu wysłanego na urlop jakiś czas temu, do powrotu do łepetyny. Szkoda...

A, tak na marginesie, zacytuję moją wypowiedź dla autora tematu. Z marca chyba. Bez zmian, jakby cóś:

" [...]Ty zaś, udając dobrego męża, a jeszcze bardziej najlepszego ojca na świecie próbujesz udowadniać, że w przypadku porzucenia żony, ona zabierze owoc Waszego związku?
Większej bzdury mało kiedy dane mi było przeczytać." [...]
Ostatnie zdanie tyczy autora wątku, zastrzegę. Ty, przynajmniej, szczery jesteś. smile

Jest pewna różnica między ojcem widującym  dzieci od czasu do czasu a ojcem mieszkającym z dziećmi na stałe.
Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

1 514

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Tak - nie chce, właśnie dlatego ze nie potrafiłbym zaakceptować bycia z nia i jej dzieckiem będąc świadomym tego ze opuszczam swoje dzieci.
Nie akceptuje jej syna. Nie lubie ojca jej syna (do tego znam gościa). Nie sprawie mu prezentu angażując się w wychowanie jego syna, opuszczając własne dzieci. Tego bym nie wytrzymał na dłuższa metę. Czułbym się jak jeleń.

Cóż, pan Z. z "zasadami", które mówią, że "rodzina jest najważniejsza". Ta dotychczasowa. I konsekwentny do tego. Od czasu, do czasu...
A to, "ucieliśmy wszelkie kontakty" co oznacza? Kto komu zbędność bocznych emocji wykazał?
I dlaczego, przede wszystkim, skoro jeszcze rok temu wszystko grało?
Tamto dziecko gorsze jest od własnych (bo tak wychowane, zdaje się - przez kochankę, m. in., wyczytuję), a do tego tamten złamas nielubiany na na drodze.
A tu, ciepło gniazda rodzinnego, odstawionego na jakiś czas. Był inny wybór?
Tak, taka jest cena, którą wskazałeś wyżej. Szkoda tylko, że ta inna, dała się wmanewrować w Twoje spóźnione poczucie winy. I że strach, co dalej, był przewodnikiem do wezwania rozumu wysłanego na urlop jakiś czas temu, do powrotu do łepetyny. Szkoda...

A, tak na marginesie, zacytuję moją wypowiedź dla autora tematu. Z marca chyba. Bez zmian, jakby cóś:

" [...]Ty zaś, udając dobrego męża, a jeszcze bardziej najlepszego ojca na świecie próbujesz udowadniać, że w przypadku porzucenia żony, ona zabierze owoc Waszego związku?
Większej bzdury mało kiedy dane mi było przeczytać." [...]
Ostatnie zdanie tyczy autora wątku, zastrzegę. Ty, przynajmniej, szczery jesteś. smile

Jest pewna różnica między ojcem widującym  dzieci od czasu do czasu a ojcem mieszkającym z dziećmi na stałe.
Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Eeee, no jak blad to bardzo latwo. Rozumiemy.

I zalujesz I nigdy wiecej, tak?
I zone kochasz? Czy tu raczej dziura?
Bo tylko siebie I dziecko?

1 515

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:
alsoski001 napisał/a:
Excop napisał/a:

Cóż, pan Z. z "zasadami", które mówią, że "rodzina jest najważniejsza". Ta dotychczasowa. I konsekwentny do tego. Od czasu, do czasu...
A to, "ucieliśmy wszelkie kontakty" co oznacza? Kto komu zbędność bocznych emocji wykazał?
I dlaczego, przede wszystkim, skoro jeszcze rok temu wszystko grało?
Tamto dziecko gorsze jest od własnych (bo tak wychowane, zdaje się - przez kochankę, m. in., wyczytuję), a do tego tamten złamas nielubiany na na drodze.
A tu, ciepło gniazda rodzinnego, odstawionego na jakiś czas. Był inny wybór?
Tak, taka jest cena, którą wskazałeś wyżej. Szkoda tylko, że ta inna, dała się wmanewrować w Twoje spóźnione poczucie winy. I że strach, co dalej, był przewodnikiem do wezwania rozumu wysłanego na urlop jakiś czas temu, do powrotu do łepetyny. Szkoda...

A, tak na marginesie, zacytuję moją wypowiedź dla autora tematu. Z marca chyba. Bez zmian, jakby cóś:

" [...]Ty zaś, udając dobrego męża, a jeszcze bardziej najlepszego ojca na świecie próbujesz udowadniać, że w przypadku porzucenia żony, ona zabierze owoc Waszego związku?
Większej bzdury mało kiedy dane mi było przeczytać." [...]
Ostatnie zdanie tyczy autora wątku, zastrzegę. Ty, przynajmniej, szczery jesteś. smile

Jest pewna różnica między ojcem widującym  dzieci od czasu do czasu a ojcem mieszkającym z dziećmi na stałe.
Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Eeee, no jak blad to bardzo latwo. Rozumiemy.

I zalujesz I nigdy wiecej, tak?
I zone kochasz? Czy tu raczej dziura?
Bo tylko siebie I dziecko?


Zrobił jak zrobił . Szukał wymówki to ja znalazł . Szkoda straconego czasu ale jej .

1 516

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

1 517

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile


Trafiasz w dychę i popieram twoja wypowiedz .

1 518

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

Czyli dzialanie z premedytacja, a potem strach przed zona.
Jak dziecko przed matka?

1 519

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

Czyli dzialanie z premedytacja, a potem strach przed zona.
Jak dziecko przed matka?

Czasem, metafora bardziej obrazuje i trafia do odbioru skuteczniej, Kamo. smile

1 520

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Niektórzy nigdy nie dorastają...
Zamieniają tylko mamę na żonę wink

1 521

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

To czy Alsoski postąpił ok, czy nie, tak naprawdę zależy od tego czy tej trzeciej coś obiecywał czy nie. A chyba sytuacja była klarowna..
Więc jeśli straciła czas, to na własne życzenie.
jeśli ocenia romans jako błąd i ma pozytywne nastawienie do małżeństwa, to życzę mu, by o to dbał.
A kochanka ma lekcję życiową- że mężczyzna nie zostawi własnych dzieci dla niej i dziecka.
Nie rozumiem tego potępienia takiej decyzji. Od początku wątku nie sądziłam, że będzie inna.
Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.
Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

1 522

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Ela, w kwestii czy dobra dla dzieci, to rozmawiałaś kiedyś z nastolatkami, co myślą o takich sytuacjach?
Mogłabyś się zdziwić i alsoski też, gdyby go to naprawdę interesowało.

1 523

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

Czyli dzialanie z premedytacja, a potem strach przed zona.
Jak dziecko przed matka?

Nie. Nie boje się żony. Romans dewastuje małżeństwo - moja żona widziała, ze coś jest nie tak. W pewnym momencie powiedziała (a w zasadzie wykrzyczała), ze chce rozwodu bo ja kompletnie ignorowałem.
Mogłaby zabrać dzieci, ale wiem ze by sobie nie poradziła - i tak musiałaby liczyć na moja pomoc. Dzieci maja kilkanaście lat, ale i tak po prostu wiem, ze one by najbardziej straciły. Moja wielka miłość kosztowałaby bardzo dużo - zwykle poczucie obowiązku wobec nich przeważyło. Czułbym się jak frajer mieszkając z kochanka i jej dzieckiem - nie wyobrazam sobie wychowywania/ spędzania czasu z jej dzieckiem z poprzedniego związku.

1 524

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

Nie twierdze ze żona zabrałaby dzieci. Ale to nie to samo mieszkać z jej dzieckiem (nie twierdze, ze jest „gorsze” - po prostu nie jest moje).
Romans to był błąd i tyle.
Trudno to zrozumieć?

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

Czyli dzialanie z premedytacja, a potem strach przed zona.
Jak dziecko przed matka?

E tam. Banalne uproszczenie. Naprawdę bardzo ja kochałem. To nie strach przed żona - to niechęć do zaczynania wszystkiego od nowa - życie widocznie jest bardziej złożone i sama miłością trudno żyć jeśli ma się dużo do stracenia na innych frontach.

1 525

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Xymeno- ja mam nastolatki.. i wiem co mówię. I wiem co ma na myśli Alsoski.
najpierw się myśli o rodzinie potem o sobie. Są sprawy bardziej skomplikowane niż myślisz, i niż opisuje się na forum..

1 526

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Xymena napisał/a:

Ela, w kwestii czy dobra dla dzieci, to rozmawiałaś kiedyś z nastolatkami, co myślą o takich sytuacjach?
Mogłabyś się zdziwić i alsoski też, gdyby go to naprawdę interesowało.

Moje nastolatki ciężko by to przeżyły - mysle, ze mogłoby to mieć dramatyczny wpływ na całe ich życie.

1 527

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Życie w fasadowej rodzinie też ma negatywny wpływ na psychikę...

1 528

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Ela, ja też mam nastolatki wink I bardzo dobre z nimi relacje.
I usłyszałam to wprost od nich. Oni już naprawdę nie są na etapie bajek o wiecznej miłości.

1 529 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-03 22:31:21)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Xymena napisał/a:

Życie w fasadowej rodzinie też ma negatywny wpływ na psychikę...

"kulawe" małżeństwo to niekoniecznie fasadowa rodzina.
Zgadzam się że nie ma to sensu wtedy, gdy nie jest się w stanie funkcjonować, albo gdy w perspektywie 18 lat wspólneego wychowywania dziecka i nie ma szans na porozumienie..
Ale życie niekoniecznie jest czarno-białe..małżonek nie zawsze diabeł, kochanek idealizowany..nastolatki to i 14 i 18 latki.. i różnie bywa w rodzinie.

Alsoski, idź się "netfacetnąć" bo wróżka bajuszka dziwnie brzmi..:)

1 530

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.

Ty, to tak poważnie, Elu?

Ela210 napisał/a:

Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

Nie uważasz tego pierwszego z cytowanych fragmentów i konkluzji Twojej, za sprzeczność?
Mam nadzieję, że sarkazm to był, cały ostatni post Twój?:)

1 531

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:

E tam. Banalne uproszczenie. Naprawdę bardzo ja kochałem. To nie strach przed żona - to niechęć do zaczynania wszystkiego od nowa - życie widocznie jest bardziej złożone i sama miłością trudno żyć jeśli ma się dużo do stracenia na innych frontach.

No, to jak? W dalszym ciągu w kategorii błędu rozpatrujesz swój romans? Bo z tego co powyżej wynika, że wszystko było kalkulacją zysków i strat, bo mogło się wydać. Bo ta, "naprawdę bardzo kochana" druga, zachciała być kimś więcej, prawda? A do tego, dopuścić już nie mogłeś, ze względu na obcego bachora i jego tatusia.
Powtórzę, śmiechu warte. Powtórzę także, że przynajmniej, w bawełnę  nie owijasz. Jak pan ""Z". smile

1 532

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.

Ty, to tak poważnie, Elu?

Ela210 napisał/a:

Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

Nie uważasz tego pierwszego z cytowanych fragmentów i konkluzji Twojej, za sprzeczność?
Mam nadzieję, że sarkazm to był, cały ostatni post Twój?:)

ciekawość nie sarkazm.. smile
Nie mam pojęcia jakim Oni są małżeństwem, Hrefi pisał dużo, Alsoski niewiele.
Ja akurat nie uważam, że w imię sprawiedliwości czy ulżenia sumieniu trzeba powiedzieć żonie, jeśli decyzja jest zostać.

1 533 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-03 23:09:41)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

Ja akurat nie uważam, że w imię sprawiedliwości czy ulżenia sumieniu trzeba powiedzieć żonie, jeśli decyzja jest zostać.

Ależ o tę kwestię w ogóle mi nie chodziło, Elu!
Przecież żona domyślała się tylko - z jednej strony (według samego Alsoskiego przecież) . Ja dopowiedziałem jedynie, zakładając z kolei, dlaczego wrócił "na łono" wcześniej, niż później, Elu. A o tym akurat, nie za bardzo chce mówić. smile

1 534

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
ZielonaKama napisał/a:
Excop napisał/a:

Udajesz, że nie rozumiesz różnicy między błędem, a świadomym, w określonym kierunku, działaniem, panie kolego!
Błędem może być wejście do kałuży w pantoflach, nie sprawdzając wcześniej jej głębokości.
Ty zaś, wlazłeś w nią, by się upaćkać, bo tak Ci się chciało. Potem, gdy już się pobawiłeś, pomyślałeś, "Co moja żona powie, gdy wrócę do domu taki ufajdany?
Dzieci mi zabierze "przez dłuuuugą chwilę zapomnienia o odpowiedzialności za rodzinę".
Śmiechu warte. I tyle. smile

Czyli dzialanie z premedytacja, a potem strach przed zona.
Jak dziecko przed matka?

E tam. Banalne uproszczenie. Naprawdę bardzo ja kochałem. To nie strach przed żona - to niechęć do zaczynania wszystkiego od nowa - życie widocznie jest bardziej złożone i sama miłością trudno żyć jeśli ma się dużo do stracenia na innych frontach.

'Kochalem' ?
To juz Ci przeszlo?
= nie kochales.
To tak szybko nie mija.

1 535

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
alsoski001 napisał/a:

E tam. Banalne uproszczenie. Naprawdę bardzo ja kochałem. To nie strach przed żona - to niechęć do zaczynania wszystkiego od nowa - życie widocznie jest bardziej złożone i sama miłością trudno żyć jeśli ma się dużo do stracenia na innych frontach.

No, to jak? W dalszym ciągu w kategorii błędu rozpatrujesz swój romans? Bo z tego co powyżej wynika, że wszystko było kalkulacją zysków i strat, bo mogło się wydać. Bo ta, "naprawdę bardzo kochana" druga, zachciała być kimś więcej, prawda? A do tego, dopuścić już nie mogłeś, ze względu na obcego bachora i jego tatusia.
Powtórzę, śmiechu warte. Powtórzę także, że przynajmniej, w bawełnę  nie owijasz. Jak pan ""Z". smile

Nooo tak:)
alsoski mial do stracenia 'dorobek' zycia, to co mial zrobic?
Szybko w glowie przekombinowal milosc na blad.

Bo piaskownica, w ktorej sie bawil zaczela byc niebezpieczna.

To jest sztuka, tak potrafic przeprogramowac sobie glowe.
Dla mnie nie do pojecia.

1 536

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:

No, to jak? W dalszym ciągu w kategorii błędu rozpatrujesz swój romans? Bo z tego co powyżej wynika, że wszystko było kalkulacją zysków i strat, bo mogło się wydać. Bo ta, "naprawdę bardzo kochana" druga, zachciała być kimś więcej, prawda? A do tego, dopuścić już nie mogłeś, ze względu na obcego bachora i jego tatusia.
Powtórzę, śmiechu warte. Powtórzę także, że przynajmniej, w bawełnę  nie owijasz. Jak pan ""Z". smile

Bo pan "Z" nie mógł takiej wymówki wymyślić, bo ja nie miałam dziecka tongue
Alsoski myślał, myślał aż w końcu wymyślił, jak odejść zachowując twarz... nie winny on, nie winna kochanka.. tylko dziecko nielubianego typa, którego na nieszczęście matką jest "naprawdę bardzo kochana" druga.
A przecież już mógł mieć z górki, w końcu żona sama wykrzyczała, że chce rozwodu. Czy to nie idealna sytuacja? Ale Alskoski się wystraszył, że to rzeczywiście może się wydarzyć, więc potulnie wrócił do roli wiernego męża.

1 537

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
ZielonaKama napisał/a:

Nooo tak:)
alsoski mial do stracenia 'dorobek' zycia, to co mial zrobic?
Szybko w glowie przekombinowal milosc na blad.

Bo piaskownica, w ktorej sie bawil zaczela byc niebezpieczna.

To jest sztuka, tak potrafic przeprogramowac sobie glowe.
Dla mnie nie do pojecia.

On nic sobie nie przeprogramował, zobaczył czym może się skończyć dla niego romansowanie. Fajnie było dopóki żona nie robiła problemów, znosiła jego olewanie, ale kiedy straciła cierpliwość i zażądała rozwodu, Alsoski się wystraszył. Zabawa się skończyła...

1 538

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:

Bo pan "Z" nie mógł takiej wymówki wymyślić, bo ja nie miałam dziecka tongue
Alsoski myślał, myślał aż w końcu wymyślił, jak odejść zachowując twarz... nie winny on, nie winna kochanka.. tylko dziecko nielubianego typa, którego na nieszczęście matką jest "naprawdę bardzo kochana" druga.
A przecież już mógł mieć z górki, w końcu żona sama wykrzyczała, że chce rozwodu. Czy to nie idealna sytuacja? Ale Alskoski się wystraszył, że to rzeczywiście może się wydarzyć, więc potulnie wrócił do roli wiernego męża.

Tak, Roxann. Tyle, że, mamy tu przynajmniej, jasno określone powody porzucenia kochanki - (w domyśle, "puści mnie w skarpetkach", ta wredna żona), że czas błogiego okresu podwójnego życia dobiegł  kresu.
I choć głowy nie dam, to przekonany jestem, że to roszczenia kochanki, by zająć miejsce ślubnej spowodowały, że gwałtownie nastąpił zanik gorących uczuć gościa do niej.
Dziecko obcego mężczyzny i osoba jego samego, typa spod ciemnej gwiazdy ponoć, to pic na wodę. Na użytek tych, którzy wezmą to za dobrą monetę.
Widzisz, Roxann. Gdybyś była, pozbyła się skrupułów onegdaj i zażądała określenia się gościa wówczas (co wkładałem Ci go głowy od początku), jego ewentualny tekst tutaj, brzmiałby identycznie.
Tego akurat, pewien jestem.
A Ty, tymczasem... Zresztą, sama najlepiej wiesz, ile Cię kosztowały złudzenia.
Lubię Cię, Roxann. Jesteś mądrą ogólnie i świetnie wykształconą, młodą kobietą.
To jednak, nie chroni od braku trzeźwego spojrzenia na pewne rzeczy.
I, dlatego to napisałem, bo Cię lubię. smile

1 539

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

No niestety, zawsze chodzi tak naprawdę o kasę.

1 540 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-04 20:14:25)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:

Tak, Roxann. Tyle, że, mamy tu przynajmniej, jasno określone powody porzucenia kochanki - (w domyśle, "puści mnie w skarpetkach", ta wredna żona), że czas błogiego okresu podwójnego życia dobiegł  kresu.
I choć głowy nie dam, to przekonany jestem, że to roszczenia kochanki, by zająć miejsce ślubnej spowodowały, że gwałtownie nastąpił zanik gorących uczuć gościa do niej.
Dziecko obcego mężczyzny i osoba jego samego, typa spod ciemnej gwiazdy ponoć, to pic na wodę. Na użytek tych, którzy wezmą to za dobrą monetę.
Widzisz, Roxann. Gdybyś była, pozbyła się skrupułów onegdaj i zażądała określenia się gościa wówczas (co wkładałem Ci go głowy od początku), jego ewentualny tekst tutaj, brzmiałby identycznie.
Tego akurat, pewien jestem.
A Ty, tymczasem... Zresztą, sama najlepiej wiesz, ile Cię kosztowały złudzenia.
Lubię Cię, Roxann. Jesteś mądrą ogólnie i świetnie wykształconą, młodą kobietą.
To jednak, nie chroni od braku trzeźwego spojrzenia na pewne rzeczy.
I, dlatego to napisałem, bo Cię lubię. smile

Póki co jasno określone. Jeżeli Alsoski podejmując decyzję i przyjmując taką argumentację, będzie się jej trzymał ok, problemem może być jednak wytrwanie w tym. A co do żądania określenia się gościa... pan Z też mówił, że dzieci, że praca, reputacja, że majątek itd. z jednej strony a z drugiej wciąż mącił w głowie, zabiegał o spotkania, wyznawał uczucia. I chyba to było w tym wszystkim najgorsze. Te sprzeczności. Poza tym wydaje mi się, że kochanka Alsoskieo jest bardziej doświadczona i zdeterminowana. Ja wtedy miałam jeszcze gość idealistyczne podejście do miłości, relacji. Jeśli ktoś mi mówił, że kocha to kocha a nie że mówi to by osiągnąć jakieś swoje cele. Poza tym jeśli ktoś kocha to też liczy się z uczuciami i dobrem drugiej osoby, więc wtedy wydawało mi się, że nie tyle powinnam mu stawiać ultimatum, co dać czas na podjęcie decyzji, by zrobił to świadomie, w swoim tempie, po przemyśleniu a nie pod wpływem szantażu itd. Ale jak widać za bardzo wierzyłam w ludzi, albo byłam naiwna, jak zwał tak zwał.
Dziś raz, że bym do tego już nie dopuściła, a dwa już bym się nie 'ceckała' z takim delikwentem, zastanawiając czy coś wypada czy nie wypada. Moje dobro jest teraz dla mnie najważniejsze. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym się zakochać do tego stopnia by stracić 'rozum', jak z panem Z. Teraz nawet jak się znów zakochałam, to już nie ślepo i nie na zasadzie.. niech się dzieje wola nieba wink Mam większą świadomość swoich uczuć i potrzeb w tym zakresie.

1 541 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-05 08:57:29)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:

Póki co jasno określone. Jeżeli Alsoski podejmując decyzję i przyjmując taką argumentację, będzie się jej trzymał ok, problemem może być jednak wytrwanie w tym. A co do żądania określenia się gościa... pan Z też mówił, że dzieci, że praca, reputacja, że majątek itd. z jednej strony a z drugiej wciąż mącił w głowie, zabiegał o spotkania, wyznawał uczucia. I chyba to było w tym wszystkim najgorsze. Te sprzeczności. Poza tym wydaje mi się, że kochanka Alsoskieo jest bardziej doświadczona i zdeterminowana. Ja wtedy miałam jeszcze gość idealistyczne podejście do miłości, relacji. Jeśli ktoś mi mówił, że kocha to kocha a nie że mówi to by osiągnąć jakieś swoje cele. Poza tym jeśli ktoś kocha to też liczy się z uczuciami i dobrem drugiej osoby, więc wtedy wydawało mi się, że nie tyle powinnam mu stawiać ultimatum, co dać czas na podjęcie decyzji, by zrobił to świadomie, w swoim tempie, po przemyśleniu a nie pod wpływem szantażu itd. Ale jak widać za bardzo wierzyłam w ludzi, albo byłam naiwna, jak zwał tak zwał.
Dziś raz, że bym do tego już nie dopuściła, a dwa już bym się nie 'ceckała' z takim delikwentem, zastanawiając czy coś wypada czy nie wypada. Moje dobro jest teraz dla mnie najważniejsze. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym się zakochać do tego stopnia by stracić 'rozum', jak z panem Z. Teraz nawet jak się znów zakochałam, to już nie ślepo i nie na zasadzie.. niech się dzieje wola nieba wink Mam większą świadomość swoich uczuć i potrzeb w tym zakresie.

Roxann, ale tamte dziesiątki stron, Twojej historii, zajęło to właśnie - próby uświadomienia Tobie,,że byłaś tylko rozrywką w życiu tego od Chin.
I niedostatek asertywności, również z braku doświadczenia, ja przynajmniej, brałem pod uwagę, gdy przestrzegałem, czym skończy się ten romans.
Bo - jako doświadczony jednak (w tym, złym kontekście także przecież!), miałem rację, niestety. Od początku, do końca. Zwłaszcza po "empirycznie" i w sumie chyba, mimowolnie raczej i nieoczekiwanie przez niego samego chyba, dostarczonym przez Alsoskiego, dowodzie na słuszność moich przestróg.
Masz to za sobą. Oby, w głowie zamontowana ta użyteczna "czerwona lampka", która zapalać się powinna w odpowiednim momencie, sprawna cały czas była. smile

1 542 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-05 09:26:58)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:

Roxann, ale tamte dziesiątki stron, Twojej historii, zajęło to właśnie - próby uświadomienia Tobie,,że byłaś tylko rozrywką w życiu tego od Chin.
I niedostatek asertywności, również z braku doświadczenia, ja przynajmniej, brałem pod uwagę, gdy przestrzegałem, czym skończy się ten romans.
Bo - jako doświadczony jednak (w tym, złym kontekście także przecież!), miałem rację, niestety. Od początku, do końca. Zwłaszcza po "empirycznie" i w sumie chyba, mimowolnie raczej i nieoczekiwanie przez niego samego chyba, dostarczonym przez Alsoskiego, dowodzie na słuszność moich przestróg.
Masz to za sobą. Oby, w głowie zamontowana ta użyteczna "czerwona lampka", która zapalać się powinna w odpowiednim momencie, sprawna cały czas była. smile

Excop, chyba żadna osoba nie chce się dowiedzieć, że była dla drugiej, którą obdarzyła szczerym uczuciem, tylko rozrywką od szarej codzienności. Czasem wolimy zaklinać rzeczywistość, żyć w ułudzie, by nie czuć bólu, nie przechodzić przez to "zdrowienie". I każdy nawet mały gest, słowo, interpretujemy pod siebie. Przecież nie jechałby tych setek czy nawet tys. km by się chociaż na chwilę spotkać, nie zawracałby mi głowy przez kilka lat itd. itd.
Przyznaję jednak. Tak, miałeś rację.
Niemniej spójrz nawet jak w tym wątku zmieniła się narracja Alsoskiego i ogólnie stosunek i zdanie o kochance i żonie w miarę "dojrzewania" do decyzji. Wcześniej żona była nieważna, teraz kochanka. Czy to znaczy, że kochanka od samego początku była tylko odskocznią, czy wycofał bo zaczął się obawiać konsekwencji? Czy to oznacza, że żony nie kochał, czy tylko na chwilę o niej zapomniał?
U pana Z sytuacja na tyle była i jest dla niego komfortowa, że on cokolwiek by nie zrobił, żona i tak z mu wybaczy i z nim będzie. Dlatego wciąż zdradza(ł). U Alsoskiego jak widać, żona potrafi się postawić i jest skłonna do odejścia, a to już podcina skrzydełka fruwającymi z miłości do innej niewiernemu.
Myślę, że gdyby żona pana Z była inna, on też by na tyle sobie nie pozwalał. Prędzej czy później odechciałoby mu się romansowania, kłamstw itd. ale jak wie, że i tak spadnie na 4 łapy, to po co rezygnować z czegoś, co jest tak piękne, dla niego wręcz jak "powietrze" potrzebne by żyć. wink
Czasem jak czytam o tym jak to wszyscy znajomi, bliscy odwracają się od zdrajcy, że to dla niego największa nauczka, że będzie musiał z tym żyć, że zobaczył co stracił, w tym dobre imię... to sobie myślę, gdzie takie coś funkcjonuje, bo na pewno nie tu. Ot  poszła plotka, która zresztą szybko ucichła. Żadnego skandalu, sensacji. Chyba zbyt powszechne to zjawisko by kogoś naprawdę i na długo oburzało.

1 543

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

To czy Alsoski postąpił ok, czy nie, tak naprawdę zależy od tego czy tej trzeciej coś obiecywał czy nie. A chyba sytuacja była klarowna..
Więc jeśli straciła czas, to na własne życzenie.
jeśli ocenia romans jako błąd i ma pozytywne nastawienie do małżeństwa, to życzę mu, by o to dbał.
A kochanka ma lekcję życiową- że mężczyzna nie zostawi własnych dzieci dla niej i dziecka.
Nie rozumiem tego potępienia takiej decyzji. Od początku wątku nie sądziłam, że będzie inna.
Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.
Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

Elu a propo obiecywania mam taki ulubiony fragment z książki:

"Problemem jest poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. Może powiedzmy: za wszystko - za siebie, za świat, za pracę. Bo albo się jest człowiekiem odpowiedzialnym - powiedzmy w skrócie: człowiekiem - albo nie. Odpowiedzialnym za wszystko. A najbardziej za drugiego człowieka. Teraz bierzesz odpowiedzialność za tego człowieka, z którym się zetknąłeś. A zwłaszcza w wypadku, gdy spostrzeżesz, że w tym człowieku, któregoś spotkał, coś się zaczyna dziać. Uważaj, żebyś nie zrobił nikomu krzywdy. Uważaj, żebyś nikogo nie zawiódł. Żebyś nie powiedział słowa za dużo.
(....) Bo może się zdarzyć, że trafisz na podatny grunt. Może się zdarzyć po prostu, że trafisz na człowieka, który o tobie od dawna myślał, marzył o twojej miłości, chciał być z tobą. I ten ktoś sądząc, że jesteś człowiekiem uczciwym, uwierzy, że ty go naprawdę kochasz. A to jest jedna z największych krzywd, jakie człowiek człowiekowi może wyrządzić. Zresztą to nie tylko sprawa słów. Tu takie samo znaczenie mają spojrzenia, pocałunki, zachowanie się - gdy dziewczynę przygarniesz do siebie, przytulisz, obejmiesz. To, co dla ciebie jest może wyłącznie przyjemnością, podnieceniem, dla tamtej drugiej osoby może być gestem o pełnym znaczeniu - wyrazem miłości. Nie zaczynaj więc gry, gdy nie masz kart. Nie udawaj miłości po to, aby kogoś zdobyć; po to, żeby zaimponować - jakie masz powodzenie; dlatego, że się litujesz nad kimś; dlatego, że chcesz zdobyć czyjeś pieniądze; dlatego, że ktoś ci imponuje mądrością, powiązaniami z ludźmi dla ciebie ważnymi; albo po prostu tylko dlatego, że chcesz go komuś odebrać. Nigdy. Nie udawaj zakochanego, gdy nie kochasz. Nie mów o miłości, gdy jej nie ma w tobie.
Nie tłumacz mi, żebym nie tragizował, że ty tego wszystkiego nie traktujesz poważnie. Że to ot, taki zwyczajny, drobny flirt. Że ty nie masz niczego wielkiego w planie. Ani ty, ani on (ona). Co ty wiesz na ten temat, jak w nim, w niej jest naprawdę. Co ty wiesz o tym, co w tobie się potem może narodzić. Nie myśl, że odpowiedzialnym trzeba być dopiero kiedyś, przy tak zwanych ostatecznych decyzjach. Trzeba nim być na każdym etapie i we wszystkich pozornie drobnych posunięciach. Bo potem się może okazać za późno. I będziesz winien tragedii tamtego człowieka i swojej. "

Naprawdę wg Ciebie na własne życzenie? I wszystko można wytłumaczyć tym, że bo nie obiecywał?

1 544

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:

Czasem jak czytam o tym jak to wszyscy znajomi, bliscy odwracają się od zdrajcy, że to dla niego największa nauczka, że będzie musiał z tym żyć, że zobaczył co stracił, w tym dobre imię... to sobie myślę, gdzie takie coś funkcjonuje, bo na pewno nie tu. Ot  poszła plotka, która zresztą szybko ucichła. Żadnego skandalu, sensacji. Chyba zbyt powszechne to zjawisko by kogoś naprawdę i na długo oburzało.

Pamiętaj, Roxann, o jednym.
Dlaczego, komu i gdzie, boczny się pojawia,,to sprawa owych zdrajców. Gdybanie tutaj, sensu żadnego wręcz, nie ma, gdy mowa o źródle.
Ich to sprawa, że rogami obdarzają swoje "połówki", ponoć.
Kochanek/kochanków zaś - tych naiwnych rzecz udziału w tym się zawiera, by "użyczając siebie" nie żądały zbyt wiele, w zamian.
Niezależnie od mody i precedensów z tym związanych. smile

1 545

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
Roxann napisał/a:

Czasem jak czytam o tym jak to wszyscy znajomi, bliscy odwracają się od zdrajcy, że to dla niego największa nauczka, że będzie musiał z tym żyć, że zobaczył co stracił, w tym dobre imię... to sobie myślę, gdzie takie coś funkcjonuje, bo na pewno nie tu. Ot  poszła plotka, która zresztą szybko ucichła. Żadnego skandalu, sensacji. Chyba zbyt powszechne to zjawisko by kogoś naprawdę i na długo oburzało.

Pamiętaj, Roxann, o jednym.
Dlaczego, komu i gdzie, boczny się pojawia,,to sprawa owych zdrajców. Gdybanie tutaj, sensu żadnego wręcz, nie ma, gdy mowa o źródle.
Ich to sprawa, że rogami obdarzają swoje "połówki", ponoć.
Kochanek/kochanków zaś - tych naiwnych rzecz udziału w tym się zawiera, by "użyczając siebie" nie żądały zbyt wiele, w zamian.
Niezależnie od mody i precedensów z tym związanych. smile

Excop, dla mnie osobiście nie ma za wielkiej różnicy między romansem a początkiem nowego związku.  I tu i tu jest kredyt zaufania i pewne oczekiwania ze cos więcej z tego będzie.

1 546 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-05 19:09:57)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Kto mowi o udawaniu? I czy kochac kogoś to znaczy zniszczyc mu zycie, bo chcę byc z kims 24 na dobę? Mieć go na własnosc?
Nie jest udawaniem, ze odpowiada nam romans, a tak naprawdę chcemy mężczyzny na zycie i ojczyma dla dziecka?
Nie wiem jaka to ksiązka, ale nie kupuję jej przesłania w odniesieniu do doroslych ludzi.
Jezeli ktos udawal, mowil o milosci mysląc o własnych korzyściach czy ukrywal na początku że ma rodzinę to inna historia i nieuczciwosc..ale tu?
I myslę ze akurat w relacji kochanek kochanka nie doszukiwalabym się tego typu moralnego dylematu.On moze byc miedzy męzem i zoną ale to inna historia do rozstrzygnięcia między nimi.

1 547

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

Kto mowi o udawaniu? I czy kochac kogoś to znaczy zniszczyc mu zycie, bo chcę byc z kims 24 na dobę? Mieć go na własnosc?
Nie jest udawaniem, ze odpowiada nam romans, a tak naprawdę chcemy mężczyzny na zycie i ojczyma dla dziecka?
Nie wiem jaka to ksiązka, ale nie kupuję jej przesłania w odniesieniu do doroslych ludzi.
Jezeli ktos udawal, mowil o milosci mysląc o własnych korzyściach czy ukrywal na początku że ma rodzinę to inna historia i nieuczciwosc..ale tu?
I myslę ze akurat w relacji kochanek kochanka nie doszukiwalabym się tego typu moralnego dylematu.On moze byc miedzy męzem i zoną ale to inna historia do rozstrzygnięcia między nimi.

A kto Ci powiedział, że kochanka udaje? Myślę, że rzadko kiedy udaje. Przynajmniej na dłuższą metę. Większość na początku nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy, a gdy sobie zda to i z czasem się żądania pojawiają.

Nie kupujesz tego, bo uważasz, że kochanka powinna być świadoma tego, że żonaty facet nie zostawi rodziny. Tylko jak widać na przykładach wielu osób to tak nie działa. Nie każdy jest taki mądry, dojrzały, czy doświadczony. Zazwyczaj wchodzi się w to bez zbędnego myślenia.
Można powiedzieć, że to cena za...?


Wiesz kiedy zaczyna się w takiej relacji dylemat moralny (a przynajmniej powinien zacząć)?

Gdy on/ona już wie, że takiej kobiecie/mężczyźnie nie może/nie chce/nie potrafi dać więcej, niż ta druga osoba by chciała.  Niestety często ciągnie dalej tę ułudę dla własnych korzyści. Powiedz mi, gdzie Ty w ogóle widzisz tą uczciwość Alsoskiego do kochanki?

I nie róbmy z małżeństwa największej świętości. Są dobre małżeństwa, ale są i takie, gdzie o poczuciu bliskości, zrozumienia i faktycznego bycia razem można zapomnieć.

1 548 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-05 20:39:54)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Eska, zgadzam się z Tobą, że jak się zaczyna dylemat moralny o którym piszesz- nie powinno się tego ciągnąć. I chyba dość szybko wie się czego się oczekuje.
I nie uważam, że małżeństwo to świętość nie do ruszenia. Przecież niedawno w tym wątku pałano oburzeniem, że śmiem nie potępiać zdrady smile  Ale też naiwnością jest sądzić- że  małżeństwo trwa bez powodu..
Naiwnością o której Excop pisał. A innych losowych przypadków, gdzie ktoś z kimś się odnalazł w takim dylemacie za regułę brać nie można.

1 549

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
eska12 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Kto mowi o udawaniu? I czy kochac kogoś to znaczy zniszczyc mu zycie, bo chcę byc z kims 24 na dobę? Mieć go na własnosc?
Nie jest udawaniem, ze odpowiada nam romans, a tak naprawdę chcemy mężczyzny na zycie i ojczyma dla dziecka?
Nie wiem jaka to ksiązka, ale nie kupuję jej przesłania w odniesieniu do doroslych ludzi.
Jezeli ktos udawal, mowil o milosci mysląc o własnych korzyściach czy ukrywal na początku że ma rodzinę to inna historia i nieuczciwosc..ale tu?
I myslę ze akurat w relacji kochanek kochanka nie doszukiwalabym się tego typu moralnego dylematu.On moze byc miedzy męzem i zoną ale to inna historia do rozstrzygnięcia między nimi.

A kto Ci powiedział, że kochanka udaje? Myślę, że rzadko kiedy udaje. Przynajmniej na dłuższą metę. Większość na początku nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy, a gdy sobie zda to i z czasem się żądania pojawiają.

Nie kupujesz tego, bo uważasz, że kochanka powinna być świadoma tego, że żonaty facet nie zostawi rodziny. Tylko jak widać na przykładach wielu osób to tak nie działa. Nie każdy jest taki mądry, dojrzały, czy doświadczony. Zazwyczaj wchodzi się w to bez zbędnego myślenia.
Można powiedzieć, że to cena za...?


Wiesz kiedy zaczyna się w takiej relacji dylemat moralny (a przynajmniej powinien zacząć)?

Gdy on/ona już wie, że takiej kobiecie/mężczyźnie nie może/nie chce/nie potrafi dać więcej, niż ta druga osoba by chciała.  Niestety często ciągnie dalej tę ułudę dla własnych korzyści. Powiedz mi, gdzie Ty w ogóle widzisz tą uczciwość Alsoskiego do kochanki?

I nie róbmy z małżeństwa największej świętości. Są dobre małżeństwa, ale są i takie, gdzie o poczuciu bliskości, zrozumienia i faktycznego bycia razem można zapomnieć.

Z tą świadomością w momencie rozpoczęcia romansu to ciekawy temat. Być może przy drugim i kolejnym romansie można mieć jakąś świadomość ale za pierwszym razem to chodzi się po omacku. O wielu rzeczach wydaje sie że się wie, o niektórych się sądzi że się kontroluje a jeszcze innych zupełnie się nie zauważa że coś zapowiadają bo czymże złym jest trochę  dłuższa rozmowa przy kawie albo kupienie koleżance pączka w drodze do pracy. To miłe. Niewinne są początki tego.

Z własnego doświadczenia dodam że w pewnym momencie przestaje się nawet ufać sobie. Dziś mówisz że od żony nie odejdziedz bo dziecko, za 2 tygodnie pakujesz walizki a za kolejne 2 jedziesz na wakacje z rodziną. I tak w kółko. Nie widzę tego jako oznaka niedojrzalosci a raczej miotaniem się pomiędzy miłością a odpowiedzialnością.

Też mnie dziwi że nagle każdy taki mądry i pisze "To nie wiedziałeś co robisz?". Ale ludzie co tak piszą są dla mnie niewiarygodni. Nie wierzę im że są tacy mądrzy. Rozumiem tych co przeżyli romans, ale Ci skolei by tak nie napisali. Inaczej mówiąc tak jak 20 lat temu kiedy jako nastolatek zaczynałem poruszać się po usenecie (poprzednik forów dyskusyjnych) tak i dzisiaj mędrców internetowych nie brakuje. Zmienila się technologia ale ludzka natura ani trochę.

Jeszcze taka refleksja. W pracy jest kolega który pracuje duzo dłużej w tej firmie niż ja. Nasze relacje były raczej chłodne. Facet mało towarzyski aczkolwiek sumiennie pracujący. Nigdy nie flirtuje i raczej unika tłoku. Imprezy firmowe to tylko raz, dwa razy do roku. Tylko te 'obowiązkowe". Raczej typ gościa co robi swoje od 8 do 16 i domu. Parę mięsiecy temu dowiedziałem się że mial płomienny romans swego czasu z koleżanką już niepracujaca. W tym wizyty męża kochanki w domu, wyprowadzka żony, sceny przed domem, firma żyła tym tematem parę lat temu. Jakoś temat ogarnął, nie rozwiodl się. Dzis spokornial, cichutki. Grzecznie do domu po 16. Romans uczy pewnego respektu i potrafi utemperowac człowieka.

1 550

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?

Tu nie chodzi o to, że ktoś nie miota się, czy nie ma emocji, Hrefi. ale podejmując decyzję , jej skutki bierze na siebie a nie zrzuca na kochanka czy małżonka..
I daj spokój.. dobrze pamiętasz moment gdy przekraczasz granicę- czynem i pączki to nie są bynajmniej. Ja nie oceniam tej decyzji. Ale niezależnie od emocjonalnego stanu- to decyzja. Skutki WSZELKIE są do wzięcia smile)) i nie ma co sobie wmawiać- że wiatr nas porwał.

1 551

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

Tu nie chodzi o to, że ktoś nie miota się, czy nie ma emocji, Hrefi. ale podejmując decyzję , jej skutki bierze na siebie a nie zrzuca na kochanka czy małżonka..
I daj spokój.. dobrze pamiętasz moment gdy przekraczasz granicę- czynem i pączki to nie są bynajmniej. Ja nie oceniam tej decyzji. Ale niezależnie od emocjonalnego stanu- to decyzja. Skutki WSZELKIE są do wzięcia smile)) i nie ma co sobie wmawiać- że wiatr nas porwał.

Dziś mam romantyczny nastrój. Jeśli miałbym stwierdzić kiedy zacząłem zdradzać żonę to chyba wymienił bym te pączki jednak aniżeli pierwszy seks. Pierwszy seks ledwie pamiętam. Natomiast dobrze pamiętam jak rano dzwoniłem do niej zapytać czy czegoś nie wziąść jej że sklepu po drodze do pracy. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. To było długo przed romansem. A co do odpowiedzialności za własne czyny to ja się z tym zgadzam. Choć w praktyce moim zdaniem rzecz nieczęsto aby znaleźć człowieka który w pierwszej kolejności nie szuka winny w innym.

1 552

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Hrefi napisał/a:

Też mnie dziwi że nagle każdy taki mądry i pisze "To nie wiedziałeś co robisz?". Ale ludzie co tak piszą są dla mnie niewiarygodni. Nie wierzę im że są tacy mądrzy. Rozumiem tych co przeżyli romans, ale Ci skolei by tak nie napisali. Inaczej mówiąc tak jak 20 lat temu kiedy jako nastolatek zaczynałem poruszać się po usenecie (poprzednik forów dyskusyjnych) tak i dzisiaj mędrców internetowych nie brakuje. Zmienila się technologia ale ludzka natura ani trochę.

Zgadzam się z powyższym w 100%. Dlatego też próbowałam tu rozwinąć dyskusję na temat tej granicy, która przynajmniej za pierwszym razem nie jest taka jasna i oczywista. Zwykle zaczyna się od niewinnej przyjaźni, sympatii.
Dziś rozmawiałam z przyjaciółką... gadamy sobie o tym i o tamtym, nagle ona zaczyna, że od 7 msc jest u niej nowy facet, jej przełożony... (ogólnie dziewczyna po karierze w wielkiej 3-ce, odeszła tuż przed najwyższym szczeblem partnera by odpocząć od korpo i teraz jest dyrektorem finansowym w mniejszej firmie, także żadna szara gąska. Tzn piszę to by uciąć ew spekulacje, że niby schemat: szef i dziewczyna zaczynająca karierę... itd.)
Do sedna.. opowiada, że od razu złapali fajny kontakt, okazało się, że mają wiele wspólnego, skończyli te same licea, studia itd. Wiele wspólnych tematów, podobne zainteresowania, poczucie humoru...Poza tym w sprawach biznesowych świetnie im idzie współpraca, oboje sobie imponują wiedzą, profesjonalizmem. No ale oczywiście jak się można domyślić on ma żonę i dziecko, ona z kolei wolna, po nieudanych związkach. Z jednej strony mówi, że od dawna żaden facet nie zrobił na niej takiego wrażenia, że lubi jego towarzystwo, rozmawiają coraz częściej na tematy prywatne, że zaczyna czuć że ma do niego słabość, czuje że on do niej też, ale z drugiej wie, że nic ją z nim więcej nigdy nie będzie łączyć, bo on jest żonaty a ona nie zamierza być niczyją kochanką itd. Poza tym nie chce sobie komplikować życia w pracy i psuć reputacji. Ja do niej, że ok, wierzę, ale granica w tej sytuacji jest bardzo cienka i  w miarę rozwoju znajomości, świadomie bądź nie człowiek tą granicę przesuwa... Rozmowa nawet służbowa zaczyna się przeplatać z niewinnym flirtem, czasem docinkami, sarkazmem i nawet jeśli nie myślisz o romansie, to robisz to bo zwyczajnie sprawia ci to przyjemność. Albo zwyczajnie chcesz tej osobie sprawić przyjemność choćby kupując jej te pączki w drodze do pracy, o czym wspomniałeś. Myślisz, że nad wszystkim masz kontrolę ale... do czasu.
Ona akurat zna moją historię z Z. I mówię do niej... kochana, u mnie początek był identyczny. Myślisz, że wtedy myślałam, że chcę być kochanką, że w ogóle taka rola kiedykolwiek mnie satysfakcjonowała czy mogłaby satysfakcjonować? NIE. Gdybyśmy rozmawiały ze sobą kilka lat temu też bym to samo mówiła co Ty, i wręcz się oburzyła, żeby ktoś mi próbował powiedzieć, że to zmierza w tym kierunku. Przecież mam swoje zasady, dumę i wartości... Ale popatrz, znacie się zaledwie od 7 msc, a Ty już teraz non stop o nim mówisz. Wiadomo, że nie podejrzewam, że on się rzuci na Ciebie w biurze czy zaproponuje ot tak spotkanie w pokoju hotelowym, ale ta znajomość jeżeli w taki sposób będzie się rozwijać, będziecie się stawali coraz bliżsi sobie, coraz więcej rzeczy będzie was łączyło, osoby które mają się ku sobie zaczynają też inaczej ze sobą porozumiewać, ma się świadomość bratnich dusz, rozumienia bez słów, a wtedy już niewiele trzeba by 'popłynąć'. Do tej pory pozornie będzie wszytko ok, żadne nie będzie chciało się zdradzić ze swoimi uczuciami, ale chwila zero prędzej czy później na 90% nastąpi. Za nią wyznania i schody nie do przeskoczenia i bez odwrotu.
Sytuacja jak z kalki... podobna do mojej. I ponowię moje pytanie, gdzie tu i kiedy została przekroczona granica? Sądząc po wcześniejszych rozmowach w tym wątku, już bo przynajmniej jedna, a najprawdopodobniej obie osoby mają do siebie słabość choć na tym etapie żadna między sobą do tego nie przyzna.
Zatem za radami z nawet z tego forum mówię jej, że ochłodź relacje w pracy. Co w odpowiedzi usłyszałam? Staram a nawet czuję potrzebę bo już nie potrafię z nim rozmawiać jak z innymi. Z drugiej jednak strony lubię te rozmowy, sprawiają mi one satysfakcję i radość. Poza tym wiem, że do niczego więcej nie dojdzie bo on żonaty a ja nie chcę być kochanką. Więc o co chodzi? No i to takie błędne koło.
Także już na tym etapie, nie potrzeba nawet iść do łóżka, by zacząć mieć 'objawy' związane z romansem. Nie chcę ale potrzebuję, unikam ale mi go brakuje... Zaczyna się tłumaczenie siebie, że przecież (póki co) nic złego nie robię i nie chcę przecież... itd, itd.
Potem przychodzi kolejny etap, o którym wspomniałeś, że przestajemy wierzyć samemu sobie, bo uczucie przejmuje kontrolę nad zdrowym rozsądkiem.
I tu zacytuję Excopa z kilku postów wyżej:
"Roxann. Jesteś mądrą ogólnie i świetnie wykształconą, młodą kobietą.
To jednak, nie chroni od braku trzeźwego spojrzenia na pewne rzeczy."
Mądrość czy wykształcenie nie jest gwarancją ochrony przed uczuciem, 'ślepą miłością'.
Moja przyjaciółka zrobiła może nawet większą karierę niż ja i naprawdę kobieta ogarnięta, atrakcyjna, mająca głowę na karku a jest na 'idealnej' drodze by powtórzyć mój 'błąd'. hmm

1 553 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-06 01:07:12)

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Roxann napisał/a:

Excop, dla mnie osobiście nie ma za wielkiej różnicy między romansem a początkiem nowego związku.  I tu i tu jest kredyt zaufania i pewne oczekiwania ze cos więcej z tego będzie.

No, wiesz?!
Rozumiem, że można odlecieć,  bo gość nie z tej ziemi.
Póki nie okaże się, że on już wcześniej, zaciągnął "kredyt zaufania". U innej.
Gdy się dowiedziałaś o szanownej pana "Z", nie uznałaś jednak, że to interes podwyższonego ryzyka?
To skąd, ów kredyt nowy?
Z tą wiedzą można by było "chwilówki" udzielić jedynie, na krótki okres spłaty...
Słowem, to się naiwnością nazywa, droga dziewczyno.
Doświadczenie mistrzem czyni.
Jesteś na dobrej drodze, by, już za niedługo, doradzać innym tak, jak ja to robię tutaj.
Bo ja od dawna wiem, o czym piszę, a Ty, wciąż rozpatrujesz z pozycji "Co by było, gdyby..." i "A mogło być tak dobrze..".

1 554

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Hrefi napisał/a:

Dziś mam romantyczny nastrój. Jeśli miałbym stwierdzić kiedy zacząłem zdradzać żonę to chyba wymienił bym te pączki jednak aniżeli pierwszy seks. Pierwszy seks ledwie pamiętam. Natomiast dobrze pamiętam jak rano dzwoniłem do niej zapytać czy czegoś nie wziąść jej że sklepu po drodze do pracy. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. To było długo przed romansem. A co do odpowiedzialności za własne czyny to ja się z tym zgadzam. Choć w praktyce moim zdaniem rzecz nieczęsto aby znaleźć człowieka który w pierwszej kolejności nie szuka winny w innym.

Bo tak to jest, że na początku to rozmowa, gesty decydują o sympatii... Zrozumienie, chęć sprawiania przyjemności, imponowanie i troska. Gdzie tu miejsce na chęć wykorzystania czy zabawienia? Łatwo się pogubić.
Jestem ciekawa Hrefim jakbyś Ty zareagował, gdyby żona zażądała rozwodu. Czy tak jak Alsoski czy poszedłbyś za ciosem. Ty masz trochę tak jak mój pan Z. Po postach trudno mi stwierdzić jakim Ty facetem jesteś. Raczej pana Z nie przypominasz.
Gdybym miała go do kogoś porównać ze znanych facetów, to powiedziałabym, że to taki Majdan, tylko z innych sfer. Bardzo przystojny, zadbany, szarmancki.. kobiety naprawdę tracą przy nim głowę. Nawet bym powiedziała, że bardziej przystojny niż pan M, ale z podobnym sposobem bycia. Do tego zaradny, przedsiębiorczy...
Nie ma wielu takich facetów. On zapewne ma tą świadomość, jego żona też.
Eh, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że prócz tej, to ja wszystkie relacje kończyłam, tzn niby tą też, ale nie dlatego, że nie kochałam, tylko nie mogłam tak dalej. Na jego warunkach. To straszne, bo choć zawsze starałam się rozstać na spokojnie, przygotowując drugą osobę do tego, nie sądziłam, że ktoś mógłby cierpieć. Ja zresztą też nigdy wcześniej nie byłam aż tak zakochana jak w panu Z. I też nie sądzę, że aż tak ktoś był we mnie aż tak zakochany. To jednak był mój pierwszy romans i mam nadzieję, że ostatni. One jednak rządzą się innymi prawami. Tu nie ma codzienności. W głowie powstaje ideał związku, zakazanej miłości. To nakręca.
Dlatego Hrefi nie niem czy po 'przemeblowaniu' nie doszedłbyś do tych samych wniosków co Alsoski teraz, że na co dzień masz innego dzieci, nie swoje. I to nie budziłoby twoich wyrzutów sumienia. I jak to by się przełożyło na Twoją miłość do kochanki. \
Z drugiej strony ile w tym romansie chcesz tkwić?
Można i mój ex tego przykładem.
Może w moich 'ustach' brzmi to jak brzmi, ale gdyby żony były mniej tolerancyjne to i mężom romanse wybiłyby z głowy.
Żona Alsockiemu postawiła i ten już wrócił potulnie. Twoja i mego ex nie i mamy co mamy.

1 555

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Excop napisał/a:
Roxann napisał/a:

Excop, dla mnie osobiście nie ma za wielkiej różnicy między romansem a początkiem nowego związku.  I tu i tu jest kredyt zaufania i pewne oczekiwania ze cos więcej z tego będzie.

No, wiesz?!
Rozumiem, że można odlecieć,  bo gość nie z tej ziemi.
Póki nie okaże się, że on już wcześniej, zaciągnął "kredyt zaufania". U innej.
Gdy się dowiedziałaś o szanownej pana "Z", nie uznałaś jednak, że to interes podwyższonego ryzyka?
To skąd, ów kredyt nowy?

Skąd? Dałam czas do namysłu, wrócił z "kocham", to był "interes" podwyższonego ryzyka.. obserwowałam, pisałam tu na forum.. wiadomo jak skończyło.. jak z "chwilówką" wink

1 556

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

To czy Alsoski postąpił ok, czy nie, tak naprawdę zależy od tego czy tej trzeciej coś obiecywał czy nie. A chyba sytuacja była klarowna..
Więc jeśli straciła czas, to na własne życzenie.
jeśli ocenia romans jako błąd i ma pozytywne nastawienie do małżeństwa, to życzę mu, by o to dbał.
A kochanka ma lekcję życiową- że mężczyzna nie zostawi własnych dzieci dla niej i dziecka.
Nie rozumiem tego potępienia takiej decyzji. Od początku wątku nie sądziłam, że będzie inna.
Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.
Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

Kochanka od początku  zakładała, ze romans się zakończy. Ja w pewnym momencie uwierzyłem, ze może jednak będziemy razem. Byłem bardzo bliski wyprowadzenia się z domu. Bardzo bliski tego
A jednak - tylko dlatego, ze mojej zonie bardzo zależało na mnie, na nas, do tego nie doszło. Nie wiem, czy cos podejrzewała, czy nie (raczej nie, chociaż to bardzo zaskakujące), ale starała się cały czas. Nie poddała się i walczyła do końca. I chyba wygrała (zobaczymy jeszcze co kochanka na koniec zrobi, chociaż tak to rozegrałem ze ona ma wrazenie, ze to jej decyzja ...)

Tak - trochę jej naobiecywałem - ale naprawdę wierzyłem w to co jej mówiłem. Ale moja żona bardzo się starała, a kochanka z kolei zbyt mocno zaczęła naciskać żebym się rozwiódł, zbyt często robiła sceny zazdrości. I jestem teraz tutaj

1 557

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Ela210 napisał/a:

Kto mowi o udawaniu? I czy kochac kogoś to znaczy zniszczyc mu zycie, bo chcę byc z kims 24 na dobę? Mieć go na własnosc?
Nie jest udawaniem, ze odpowiada nam romans, a tak naprawdę chcemy mężczyzny na zycie i ojczyma dla dziecka?
Nie wiem jaka to ksiązka, ale nie kupuję jej przesłania w odniesieniu do doroslych ludzi.
Jezeli ktos udawal, mowil o milosci mysląc o własnych korzyściach czy ukrywal na początku że ma rodzinę to inna historia i nieuczciwosc..ale tu?
I myslę ze akurat w relacji kochanek kochanka nie doszukiwalabym się tego typu moralnego dylematu.On moze byc miedzy męzem i zoną ale to inna historia do rozstrzygnięcia między nimi.


Niczego nie ukrywałem. Czy udawałem? Po pewnym czasie nie byłem już pewien czy tego chce ale do końca ludzilem się, ze może jednak będziemy razem.
Jeśli mówiłem, ze kocham, ze chce z nia być, to głęboko w to wierzyłem. Nie wyszło, z powodów które opisałem w innym poście.
Nie wiedziałem z kim chce być - gdy byłem z jedna, tęskniłem za druga.

1 558

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Hrefi napisał/a:
eska12 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Kto mowi o udawaniu? I czy kochac kogoś to znaczy zniszczyc mu zycie, bo chcę byc z kims 24 na dobę? Mieć go na własnosc?
Nie jest udawaniem, ze odpowiada nam romans, a tak naprawdę chcemy mężczyzny na zycie i ojczyma dla dziecka?
Nie wiem jaka to ksiązka, ale nie kupuję jej przesłania w odniesieniu do doroslych ludzi.
Jezeli ktos udawal, mowil o milosci mysląc o własnych korzyściach czy ukrywal na początku że ma rodzinę to inna historia i nieuczciwosc..ale tu?
I myslę ze akurat w relacji kochanek kochanka nie doszukiwalabym się tego typu moralnego dylematu.On moze byc miedzy męzem i zoną ale to inna historia do rozstrzygnięcia między nimi.

A kto Ci powiedział, że kochanka udaje? Myślę, że rzadko kiedy udaje. Przynajmniej na dłuższą metę. Większość na początku nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy, a gdy sobie zda to i z czasem się żądania pojawiają.

Nie kupujesz tego, bo uważasz, że kochanka powinna być świadoma tego, że żonaty facet nie zostawi rodziny. Tylko jak widać na przykładach wielu osób to tak nie działa. Nie każdy jest taki mądry, dojrzały, czy doświadczony. Zazwyczaj wchodzi się w to bez zbędnego myślenia.
Można powiedzieć, że to cena za...?


Wiesz kiedy zaczyna się w takiej relacji dylemat moralny (a przynajmniej powinien zacząć)?

Gdy on/ona już wie, że takiej kobiecie/mężczyźnie nie może/nie chce/nie potrafi dać więcej, niż ta druga osoba by chciała.  Niestety często ciągnie dalej tę ułudę dla własnych korzyści. Powiedz mi, gdzie Ty w ogóle widzisz tą uczciwość Alsoskiego do kochanki?

I nie róbmy z małżeństwa największej świętości. Są dobre małżeństwa, ale są i takie, gdzie o poczuciu bliskości, zrozumienia i faktycznego bycia razem można zapomnieć.

Z tą świadomością w momencie rozpoczęcia romansu to ciekawy temat. Być może przy drugim i kolejnym romansie można mieć jakąś świadomość ale za pierwszym razem to chodzi się po omacku. O wielu rzeczach wydaje sie że się wie, o niektórych się sądzi że się kontroluje a jeszcze innych zupełnie się nie zauważa że coś zapowiadają bo czymże złym jest trochę  dłuższa rozmowa przy kawie albo kupienie koleżance pączka w drodze do pracy. To miłe. Niewinne są początki tego.

Z własnego doświadczenia dodam że w pewnym momencie przestaje się nawet ufać sobie. Dziś mówisz że od żony nie odejdziedz bo dziecko, za 2 tygodnie pakujesz walizki a za kolejne 2 jedziesz na wakacje z rodziną. I tak w kółko. Nie widzę tego jako oznaka niedojrzalosci a raczej miotaniem się pomiędzy miłością a odpowiedzialnością.

Też mnie dziwi że nagle każdy taki mądry i pisze "To nie wiedziałeś co robisz?". Ale ludzie co tak piszą są dla mnie niewiarygodni. Nie wierzę im że są tacy mądrzy. Rozumiem tych co przeżyli romans, ale Ci skolei by tak nie napisali. Inaczej mówiąc tak jak 20 lat temu kiedy jako nastolatek zaczynałem poruszać się po usenecie (poprzednik forów dyskusyjnych) tak i dzisiaj mędrców internetowych nie brakuje. Zmienila się technologia ale ludzka natura ani trochę.

Jeszcze taka refleksja. W pracy jest kolega który pracuje duzo dłużej w tej firmie niż ja. Nasze relacje były raczej chłodne. Facet mało towarzyski aczkolwiek sumiennie pracujący. Nigdy nie flirtuje i raczej unika tłoku. Imprezy firmowe to tylko raz, dwa razy do roku. Tylko te 'obowiązkowe". Raczej typ gościa co robi swoje od 8 do 16 i domu. Parę mięsiecy temu dowiedziałem się że mial płomienny romans swego czasu z koleżanką już niepracujaca. W tym wizyty męża kochanki w domu, wyprowadzka żony, sceny przed domem, firma żyła tym tematem parę lat temu. Jakoś temat ogarnął, nie rozwiodl się. Dzis spokornial, cichutki. Grzecznie do domu po 16. Romans uczy pewnego respektu i potrafi utemperowac człowieka.


Czytam co napisałeś Hrefi i podpisuje się pod tym obiema rękami. To był mój pierwszy romans - poruszałem się w nim kompletnie po omacku. Tez nie wierze tym którzy są tacy mądrzy a nic takiego nie doświadczyli.
Ja już wiem. Uważam ze romans to był błąd, ale jednocześnie nie wiedziałbym tego gdybym tego nie przeżył - tak wiec uważam, ze to doświadczenie bardzo dużo mnie nauczyło. Bardzo.
Gdyby zachowanie mojej żony i zachowanie się mojej kochanki były nieco inne, prawdopodobnie już bym nie mieszkał z żona. To jest tez lekcja dla tych wszystkich zawiedzionych kochanek i kochanków: sceny zazdrości do niczego dobrego nie prowadzą, a jeśli do tego żona/ mąż waszego kochanka się postara, to raczej nie macie szans.

1 559

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
Hrefi napisał/a:

[...] A co do odpowiedzialności za własne czyny to ja się z tym zgadzam. Choć w praktyce moim zdaniem rzecz nieczęsto aby znaleźć człowieka który w pierwszej kolejności nie szuka winny w innym.

Czyli, "Kto bez winy jest, niech pierwszy rzuci kamieniem"?
Pewnie, że każde z nas ma swoje za uszami, Hrefi.
Ale, cytując tylko tę część Twojego postu nadmienić chciałem, że rzeczy pewne, nie dzieją poza nami.
I coś, co błędem może być, gdy "zapomniało się", to ta reszta, to już decyzja, by ów "błąd" rozciągnąć w czasie i częstotliwości jego popełniania.
Wtedy, winnego, można jednak wskazać. W tym, konkretnym przypadku.
Bo pierwotne ewentualnie, źródła prowadzące do zdrady, to inna sprawa już. I tam, winę można rozłożyć na dwie osoby. Bo nic z niczego się nie dzieje.
Ale i na tym kończy się odpowiedzialność jednej strony, gdy druga, gdzie indziej szuka uzupełniania braków w związku, miast go zakończyć wcześniej.

1 560

Odp: Czy romans zmienia rzeczywistość?
alsoski001 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

To czy Alsoski postąpił ok, czy nie, tak naprawdę zależy od tego czy tej trzeciej coś obiecywał czy nie. A chyba sytuacja była klarowna..
Więc jeśli straciła czas, to na własne życzenie.
jeśli ocenia romans jako błąd i ma pozytywne nastawienie do małżeństwa, to życzę mu, by o to dbał.
A kochanka ma lekcję życiową- że mężczyzna nie zostawi własnych dzieci dla niej i dziecka.
Nie rozumiem tego potępienia takiej decyzji. Od początku wątku nie sądziłam, że będzie inna.
Czy dobra - to inna historia- jego i żony- jeśli nie są złym małżeństwem, dobra dla dzieci.
Nie wiem tylko czy to ostatni romans...

Kochanka od początku  zakładała, ze romans się zakończy. Ja w pewnym momencie uwierzyłem, ze może jednak będziemy razem. Byłem bardzo bliski wyprowadzenia się z domu. Bardzo bliski tego
A jednak - tylko dlatego, ze mojej zonie bardzo zależało na mnie, na nas, do tego nie doszło. Nie wiem, czy cos podejrzewała, czy nie (raczej nie, chociaż to bardzo zaskakujące), ale starała się cały czas. Nie poddała się i walczyła do końca. I chyba wygrała (zobaczymy jeszcze co kochanka na koniec zrobi, chociaż tak to rozegrałem ze ona ma wrazenie, ze to jej decyzja ...)

Tak - trochę jej naobiecywałem - ale naprawdę wierzyłem w to co jej mówiłem. Ale moja żona bardzo się starała, a kochanka z kolei zbyt mocno zaczęła naciskać żebym się rozwiódł, zbyt często robiła sceny zazdrości. I jestem teraz tutaj


Z tego co czytam to wina leży po stronie kochanki ze romans upadł a nie twojej skoro podwinęłes ogon i wróciłeś do ciepłego gniazdka , śmiechu warte smile
Czy Ty kiedykolwiek postawiłeś się na miejscu twojej kochanki ? Pomyślałeś chociaż raz co Ona czuje gdy ty wracasz do domu do żony i kładziesz się obok niej w łóżku ? Gowno pomyślałeś bo tylko myślałeś o sobie . Twoje pretensje o jej zazdrość są dziecinne i nie pakuj się lepiej w podobne relacje bo się poprostu do tego nie nadajesz . Myślisz ze ktoś tutaj uwierzy w twoje cudowne oświecenie powrotu do domu skoro dalej czekasz na ruch kochanki ? Chłopie przecież ty dalej zyjesz dwoma światami tylko sam sobie wbijasz do głowy ze wygrałeś a tak naprawdę dalej siedzisz w tym bagnie . Rób jak uważasz ale jak dla mnie zawiodłeś sam siebie a kochanka niech sobie lepiej Ciebie odpuści bo latasz jak chorągiewka na wietrze i w dupie miałbym taka relacje która już na początku była dla mnie spalona . Ogólnie porażka .

Posty [ 1 496 do 1 560 z 2 519 ]

Strony Poprzednia 1 … 22 23 24 25 26 … 39 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy romans zmienia rzeczywistość?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026