Cześć kochani!
Piszę do was z moim problemem. Napiszę wszystko tak jak jest szczerze, bo nie wiem jaką decyzję podjąć. Mam 20 lat i jestem jednym z "podobno" niewielu egzemplarzy dziewic w XXI wieku. Nie uważam, tego za skazę ani żaden powód do wstydu, właściwie cieszę się z tego, że mogę rozpocząć ten etap życia jako świadoma młoda kobieta. Od dłuższego czasu planuję rozpocząć życie seksualne, po prostu czuję, że to już ten czas. Buzujące hormony, prawie codziennie nie pozwalają wyrzucić z głowy tematu seksu a ja sama nie jestem grzeczną dziewczynką. Zauważam u siebie ogromne potrzeby zaspokajania swoich pragnień. Na początku była to tylko sama masturbacja, po czym do tego dołączyły różne sex-czaty, oczywiście tylko na poziomie pikantnych rozmów, zero zdjęć ani telefonów. Myślę, że pierwszy seks miałabym już dawno za sobą, gdyby nie to, że nie akceptowałam swojego wyglądu przez bardzo długi czas. Teraz, po 2 latach starania wreszcie podobam się sobie i patrząc w lustro nie obawiam się myśli, że mój pierwszy partner na widok mojego nagiego ciała, ucieknie z mieszkania.
Pierwszy seks? Tak, podobno z partnerem którego się kocha, podobno zaplanowany, podobno tylko w pozycji klasycznej, podobno tylko 20 sekund. Tak to jest jak wiedzę na ten temat, młoda niedoświadczona kobieta próbuje znaleźć w internecie. Jedyne z czym zgadzam się w wymienionych wyżej rzeczach jest ta miłość albo minimum lekka namiętność, fascynacja, nie wyobrażam sobie, oddać swojego ciała w ręce faceta, który potraktowałby mnie jako towar. Takie też miałam wyobrażenie o swoim pierwszym seksie - z facetem którego kocham. Niestety, raczej nie mam na to szans, bo facet, którego kocham jest dla mnie poza zasięgiem. Problem nie leży w mojej głowie, ale w różnicy wieku, pozycji społecznej, celach życiowych i tym, że o tej miłości wiem tylko ja. Jako prawdziwa romantyczka, niewiele potrzebowałam aby zmienić obiekt swoich westchnień, oczywiście po uprzednim opłakaniu dawnej platonicznej miłości. Dwa miesiące temu poznałam faceta, 12 lat starszego, znajomy z pracy, na początku wielkie nic, cześć-cześć, czasem jakaś pomoc, krótka rozmowa, ale już wtedy wiedziałam, czułam, że to coś więcej - przynajmniej w moim odczuciu. Codziennie dziwiłam się sobie, bo tak naprawdę poznany facet nie spełniał ani jednego kryterium z kryteriów "mój ideał". Żonaty, bez dzieci. Słowo żonaty do tej pory równało się u mnie z wielkim świecącym czerwonym znakiem STOP. Jednak gdy go poznałam ta bariera zniknęła. W moim umyśle czerwony stop zmienił się na zielone światło. Nasze relacje zaczęły się pogłębiać, od wspólnych rozmów w pracy dotyczących życia, potem luźnego humoru aż w końcu delikatnych wtrąceń o intymności - od tak, kompletnie na luzie. Wtedy chyba zauważył, że z mojej strony to nie tylko lekkie rozmowy, ale wyraźne sugestie. I tak tkwiliśmy w tej atmosferze cały miesiąc. Do momentu, gdy po wspólnym powrocie do domu, poczułam dotyk jego ust na pożegnanie. Pamiętam jak bardzo wbiło mnie w fotel, parę sekund totalnego amoku. Ja małolata i starszy żonaty facet, który właśnie się ze mną całuje. To było tydzień temu. Od tej pory nie mogę się opanować, pożądanie ogarnęło mój mózg i skutecznie upośledziło moje funkcje życiowe i społeczne. Dziś patrząc na niego rozbierałam go myślach. Dziś znowu poczułam jego dotyk na ciele i ustach. Po raz kolejny nie zdołałam się oprzeć facetowi, który należy już do kogoś innego. I tak kochani przechodzimy do sedna problemu. Czuję, że dłużej nie wytrzymam, chyba chcę ten pierwszy raz przeżyć z nim, ale czy ma to jakikolwiek sens? Pierwszy raz z żonatym facetem, którego znam 2 miesiące? Fakt, że będziemy się widzieć tylko przez okres wakacji i być może nigdy się nie zobaczymy, jeszcze bardziej zachęca mnie do podjęcia takiej decyzji.
Bardzo proszę was o radę. O słowa wsparcia jak i krytyki a jeśli uważacie, że to totalne szaleństwo i głupota to poproszę zimny kubeł na moją głowę. Z góry dziękuję za wszystko.