Szary80 napisał/a:_v_ napisał/a:to chyba tez jest do przewidzenia, Szerloku
No niby tak
Myślę, że to nie chodzi o zdolność/możliwość przewidzenia. Bo chyba większość osób, która wchodzi w romans doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Myślę sobie, że to chodzi o to, że nie dopuszcza się do siebie tych konsekwencji. Tak jak nałogowy palacz: stara się nie myśleć o konsekwencjach palenia, a jeśli już dopuści do siebie odpychane myśli, to ma nadzieję, że znajdzie się w grupie szczęśliwców, którą ominą skutki palenia w postaci raka. Nałóg jest silniejszy. A stan zakochania - z punktu widzenia chemii w mózgu i organiźmie - jest właśnie nałogiem. Ja na początku nie dopuszczałam do siebie myśli o konsekwencjach, choć gdzieś pod skórą czułam ich obecność. I sama jestem sobie winna. Bo gdybym dopuściła do siebie głos rozsądku to nie miałabym pojęcia o istnieniu tego forum... A przynajmniej nie w tym temacie. Choć lubię to forum. Wypowiedzi niektórych osób naprawdę są bardzo mądre. Szkoda, że na nie trafiłam dwa lata temu. Choć pewnie wtedy i tak niewiele by do mnie dotarło...
Patrzę na to trochę inaczej: nie każdemu dane jest tak naprawdę się zakochać. Nie każdy jest w stanie, nie każdy trafi na sprzyjające ku temu okoliczności.
Bo zakochać sie nie jest zle.
I na tym moznaby poprzestać, gdyby nie to, ze czasem zakochanie sie przychodzi w złym momencie.
Moglbym dalej tkwić w związku z żona, wychowywać dzieci i trochę jak zombie powtarzać sobie, ze ogólnie nie jest zle: życie może pozbawione wielkich doświadczeń czy emocji, ale jakoś dajemy radę. I tak do końca życia.
A jednak po drodze wydarzyło się coś jeszcze - poznałem kogos, w kim zakochałem się bez pamięci (pisze to ostatniego dnia maja ...)
I niczego nie żałuje.
Czereśnia może mnie obrażać - a ja jej tylko współczuje. Ktoś inny powie, ze jestem tchórzem - proszę bardzo. Ale mam to gdzies.
Ktoś inny pisze, ze temat go znudził - ok, to po co tu dalej zaglada?
Pisze tutaj, bo wątek rozpoczęty przez Hrefiego wydał mi się znajomy. Mamy podobne doświadczenia i problemy. Wątek ten pokazał, ze nie jestem sam, moje problemy nie są wyjątkowe, inni się już z nimi zmierzyli i mogli pokazać na swoim przykładzie jak to się może skończyć.
W sumie żadne odkrycie, ale jakoś tak łatwiej z tym żyć, wiedząc, ze inni przeżywali podobnie i jakoś sobie dali radę.