oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochanką
srsly??
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy romans zmienia rzeczywistość?
Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 39 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochanką
srsly??
Podobne tematy
Szary80 napisał/a:Wspolczuje Ci takiego zycia z musu ''bo dzieci''.
To nie mus, to tchórzostwo.
Mysle ze ktos kto nigdy nie przezyl romansu i sie nie zawiodl tak tego by nie nazwal tylko uzylby brak odwagi ale tak samo jak Ja czy Ty takiego sformulowania mozemy uzyc.
oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochankąsrsly??
Mysle ze nikt z nich nie liczyl sie jakie beda tego konsekwencje ![]()
_v_ napisał/a:oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochankąsrsly??
Mysle ze nikt z nich nie liczyl sie jakie beda tego konsekwencje
naprawde?
dorosly człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji? ksiazek nie czyta, filmow nie oglada, z ludzmi nie rozmawia?
vicky85 napisał/a:Troch€ mnie na forum nie było i przeoczyłam taki bliski mi wątek. Kluczowe w twojej wypowiedzi są dwa zdania>
1. nie miałeś wyrzutów sumienia względem żony - dzieje się tak, gdy wewnątrz serca czujesz, że zdrada jest uzasadniona, że nie otrzymywałeś od żony czegoś niezbędnego do szczęścia, być może mówicie innymi językami miłości, czy whatever. Wtedy emocjonalnie jesteś osamotniony, umierasz na duchowe niespełnienie i bliskośc z kimś, kto tę dziurę zapełni nie powoduje żadnych wyrzutów sumienia2. wyrzuty sumienia w stosunku do kochanki / oznaczają, że naprawdę ją kochasz, chciałbys być jej wierny. Ja właśnie jestem w takiej sytuacji i zrezygnowałam z seksu z mężęm. Niedługo rozpoczynamy terapie małżeńska... Mąż wie o moim zaangażowaniu uczuciowym, teraz już nizcego nie ukrywam. Co ciakwe, nigdy nie byłam wierna, z mężem po kilku latach nieudanego seksu urządziliśmy sobie związek "otwarty". Eksperymentowaliśmy na całego, w każdy możliwy sposób. W zaden jednak sposób nie zaspokoiło to mojej potrzeby bliskości z drugim człowiekiem.
Mój kochanek, a zarazem najlepszy przyjaciel, jest pierwszym mężczyzną, którego nie chcę zdradzać. Nawet bym o tym nie pomyslała. Zaspokaja mnie w każdy możiwy sposób.Gdyby nie dzieci wiem, że byłabym już po rozwodzie. Ale dzieci... ten cały świat który raem budowaliśmy. Wiem ze czasem jest kur&^%o ciężko.
No to mnie zaskoczyłaś, bo pamiętam twoje posty na forum. Czyli z kochankiem mogłabyś związek typowy związek monogamiczny bez skoków w bok, czy to za pozwoleniem czy bez? Sytuacja przykra i szczerze Ci współczuje, mam nadzieje że wszystko ułoży się szczęśliwie dla Ciebie.
Muszę zanotować, aby do związków otwartych podchodzić bez entuzjazmu.
Romans trwa 8 miesiąc. Po tym wszystkim co razem przeżyliśmy, jedyne co pewne, to to, że nie chcę zliżyć się fizycznie do innego mężczyzny, i to uczucie towarzyszy mi odkąd pojawiło się uczucie do kochanka, czyli od lutego. Romans jest intensywny, ale uważam, że to krótki czas (choc znamy sie z kochankiem od podstawowki) Postanowiliśmy dac sobie więcej czasu. Z mężem jestem w separacji, z kochankiem żyje. Czas pokaże, co będzie. Liczymy na wsparcie psychoterapeutki, cokolwiek by to wsparcie miało oznaczać. Ja oczekuję głównie rozjasnienia w głowie, poukładania i nazwania po imieniu pewnych spraw, które spod latarni nie są widoczne, ale dla kogos z boku moga być oczywiste.
Myślę że związek otwarty móglby miec rację bytu. Sa takie, poznałam wiele takich szczesliwych małżeństw. Problemem naszego małżeństwa nie jest sam fakt, że to otwarty związek. To po prostu niedopasowanie na poziomie 1. duchowym, emocjonalnym 2. skrajna różnica temperamentów,
Szary80 napisał/a:_v_ napisał/a:oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochankąsrsly??
Mysle ze nikt z nich nie liczyl sie jakie beda tego konsekwencje
naprawde?
dorosly człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji? ksiazek nie czyta, filmow nie oglada, z ludzmi nie rozmawia?
Chodzilo mi o uczucie ktore moze sie z tego romansu narodzic.
_v_ napisał/a:Szary80 napisał/a:Mysle ze nikt z nich nie liczyl sie jakie beda tego konsekwencje
naprawde?
dorosly człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji? ksiazek nie czyta, filmow nie oglada, z ludzmi nie rozmawia?Chodzilo mi o uczucie ktore moze sie z tego romansu narodzic.
to chyba tez jest do przewidzenia, Szerloku ![]()
Szary80 napisał/a:_v_ napisał/a:naprawde?
dorosly człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji? ksiazek nie czyta, filmow nie oglada, z ludzmi nie rozmawia?Chodzilo mi o uczucie ktore moze sie z tego romansu narodzic.
to chyba tez jest do przewidzenia, Szerloku
No niby tak ![]()
Szary80 napisał/a:_v_ napisał/a:oj ludzie,ludzie
trzydzieści stron jojczenia jak to wam zle z żoną i kochankąsrsly??
Mysle ze nikt z nich nie liczyl sie jakie beda tego konsekwencje
naprawde?
dorosly człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji? ksiazek nie czyta, filmow nie oglada, z ludzmi nie rozmawia?
Gdyby to było takie proste jak piszesz to człowiek by przeczytał parę książek za młodu, zaczerpnal wiedzę i żył bez błędów i pomyłek.
Niektóre rzeczy trzeba doświadczyć aby zrozumiec. Zresztą za błąd nie uważam romansu z kochanką (chodź szkoda mi, że taka wspaniała kobietę spotkalo tak trudne uczucie) ale błędem było ozenienie się z moją zona. Później to było na zasadzie im głębiej w las to tym więcej drzew albo tym ciemnej.
Moja zona też jest sobie trochę winna. Wiedziała już przed ślubem że coś jest nie tak. Nie mówiłem że kocham, nie mówiłem że tesknie. Jak jej kiedyś przed ślubem powiedziałem że nie kocham to jeszcze bardziej się zaangażowała aby mnie zatrzymać. Np. odstawila pigulki bez mojej wiedzy. Pamiętam że były jeszcze inne zabiegi z jej strony ale 12 lat minęło - nie pamietam.
Taka przestroga dla Pań które chcą zdobyć faceta za wszelką cenę. Po latach wychodzi.
Wiele błędów popełniliśmy oboje aby wypracować taka sytuację jak teraz.
_v_ napisał/a:Szary80 napisał/a:Chodzilo mi o uczucie ktore moze sie z tego romansu narodzic.
to chyba tez jest do przewidzenia, Szerloku
No niby tak
Myślę, że to nie chodzi o zdolność/możliwość przewidzenia. Bo chyba większość osób, która wchodzi w romans doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Myślę sobie, że to chodzi o to, że nie dopuszcza się do siebie tych konsekwencji. Tak jak nałogowy palacz: stara się nie myśleć o konsekwencjach palenia, a jeśli już dopuści do siebie odpychane myśli, to ma nadzieję, że znajdzie się w grupie szczęśliwców, którą ominą skutki palenia w postaci raka. Nałóg jest silniejszy. A stan zakochania - z punktu widzenia chemii w mózgu i organiźmie - jest właśnie nałogiem. Ja na początku nie dopuszczałam do siebie myśli o konsekwencjach, choć gdzieś pod skórą czułam ich obecność. I sama jestem sobie winna. Bo gdybym dopuściła do siebie głos rozsądku to nie miałabym pojęcia o istnieniu tego forum... A przynajmniej nie w tym temacie. Choć lubię to forum. Wypowiedzi niektórych osób naprawdę są bardzo mądre. Szkoda, że na nie trafiłam dwa lata temu. Choć pewnie wtedy i tak niewiele by do mnie dotarło...
Szary80 napisał/a:_v_ napisał/a:to chyba tez jest do przewidzenia, Szerloku
No niby tak
Myślę, że to nie chodzi o zdolność/możliwość przewidzenia. Bo chyba większość osób, która wchodzi w romans doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Myślę sobie, że to chodzi o to, że nie dopuszcza się do siebie tych konsekwencji. Tak jak nałogowy palacz: stara się nie myśleć o konsekwencjach palenia, a jeśli już dopuści do siebie odpychane myśli, to ma nadzieję, że znajdzie się w grupie szczęśliwców, którą ominą skutki palenia w postaci raka. Nałóg jest silniejszy. A stan zakochania - z punktu widzenia chemii w mózgu i organiźmie - jest właśnie nałogiem. Ja na początku nie dopuszczałam do siebie myśli o konsekwencjach, choć gdzieś pod skórą czułam ich obecność. I sama jestem sobie winna. Bo gdybym dopuściła do siebie głos rozsądku to nie miałabym pojęcia o istnieniu tego forum... A przynajmniej nie w tym temacie. Choć lubię to forum. Wypowiedzi niektórych osób naprawdę są bardzo mądre. Szkoda, że na nie trafiłam dwa lata temu. Choć pewnie wtedy i tak niewiele by do mnie dotarło...
Mysle ze by nie dotarlo bo i tak zawsze wiemy lepiej i zawsze jestesmy madrzejsi od innych a szkoda bo czasami warto posluchac kogos kto juz ma na ten temat raczej bolesne doswiadczenie.
BlueValentine napisał/a:Szary80 napisał/a:No niby tak
Myślę, że to nie chodzi o zdolność/możliwość przewidzenia. Bo chyba większość osób, która wchodzi w romans doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Myślę sobie, że to chodzi o to, że nie dopuszcza się do siebie tych konsekwencji. Tak jak nałogowy palacz: stara się nie myśleć o konsekwencjach palenia, a jeśli już dopuści do siebie odpychane myśli, to ma nadzieję, że znajdzie się w grupie szczęśliwców, którą ominą skutki palenia w postaci raka. Nałóg jest silniejszy. A stan zakochania - z punktu widzenia chemii w mózgu i organiźmie - jest właśnie nałogiem. Ja na początku nie dopuszczałam do siebie myśli o konsekwencjach, choć gdzieś pod skórą czułam ich obecność. I sama jestem sobie winna. Bo gdybym dopuściła do siebie głos rozsądku to nie miałabym pojęcia o istnieniu tego forum... A przynajmniej nie w tym temacie. Choć lubię to forum. Wypowiedzi niektórych osób naprawdę są bardzo mądre. Szkoda, że na nie trafiłam dwa lata temu. Choć pewnie wtedy i tak niewiele by do mnie dotarło...
Mysle ze by nie dotarlo bo i tak zawsze wiemy lepiej i zawsze jestesmy madrzejsi od innych a szkoda bo czasami warto posluchac kogos kto juz ma na ten temat raczej bolesne doswiadczenie.
Dokładnie. Najskuteczniej uczymy się na WŁASNYCH błędach...
Szary80 napisał/a:BlueValentine napisał/a:Myślę, że to nie chodzi o zdolność/możliwość przewidzenia. Bo chyba większość osób, która wchodzi w romans doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Myślę sobie, że to chodzi o to, że nie dopuszcza się do siebie tych konsekwencji. Tak jak nałogowy palacz: stara się nie myśleć o konsekwencjach palenia, a jeśli już dopuści do siebie odpychane myśli, to ma nadzieję, że znajdzie się w grupie szczęśliwców, którą ominą skutki palenia w postaci raka. Nałóg jest silniejszy. A stan zakochania - z punktu widzenia chemii w mózgu i organiźmie - jest właśnie nałogiem. Ja na początku nie dopuszczałam do siebie myśli o konsekwencjach, choć gdzieś pod skórą czułam ich obecność. I sama jestem sobie winna. Bo gdybym dopuściła do siebie głos rozsądku to nie miałabym pojęcia o istnieniu tego forum... A przynajmniej nie w tym temacie. Choć lubię to forum. Wypowiedzi niektórych osób naprawdę są bardzo mądre. Szkoda, że na nie trafiłam dwa lata temu. Choć pewnie wtedy i tak niewiele by do mnie dotarło...
A te sa najczesciej bardzo bolesne.
Mysle ze by nie dotarlo bo i tak zawsze wiemy lepiej i zawsze jestesmy madrzejsi od innych a szkoda bo czasami warto posluchac kogos kto juz ma na ten temat raczej bolesne doswiadczenie.
Dokładnie. Najskuteczniej uczymy się na WŁASNYCH błędach...
Egoizm egoizm + hipokryzja.
Ciekawi mnie ile osób zdradzających na forum brało ślub kościelny i pytanie po co kościelny??
Ciekawi mnie ile osób zdradzających na forum brało ślub kościelny i pytanie po co kościelny??
Dlaczego akurat zdradzający Cię interesują? A Ci co nie wierzą i nie chodzą do kościoła już nie? Albo Ci co używają prezerwatywy albo jedzą mięso w piątek juz nie są w kręgu zainteresowań ?:) ale to chyba nie ten temat i nie ten dylemat autora ![]()
Ano interesuje mnie ile zdradzaczy przysięga miłość,wierność uczciwość a potem ma to w dupie!Po co składać takie przysięgi?Świat bez wartości,zasad,uczciwości,przyzwoitości.Im jesteś większym skurwysynem nie liczącym się z nikim tym lepiej.W tym wątku zdradzacz głaszcze po głowie zdradzacza a tak naprawdę kurwa kurwie łba nie urwie!
Moze za to moderacja zerwie te czeresnie?
Moze za to moderacja zerwie te czeresnie?
Właśnie miałam pisać coś o regulaminie, kulturze osobistej, wulagryzmach i takich tam, ale po co, skoro tak pięknie to ujęłaś? ![]()
Panowie, czytaliście wątek karo1189? Fakt, że tam kobieta 'odpłynęła', ale mimo wszystko wiedząc jak to jest z tymi romansami, jej zachowanie jest dla mnie godne naśladowania, tzn. w takich przypadkach. Kobieta, kiedy (z)rodziło się uczucie do innego, szczerze wyznała, że go nie kocha, mówiąc mu, że to nie jego wina, tylko jej i się wyprowadziła. Przynajmniej postawiła choć tę część sprawy jasno, a nie tkwiła w tym kłamiąc w oczy i udając dobre małżeństwo. Oboje mieli czas by się z tą myślą, nową sytuacją oswoić. Wiadomo, jakie emocje człowiekiem wtedy targają, ona też i była u psychologa i brała tabletki. Uspokoiła się z dala, zebrała myśli, i zdecydowała.
Nie wyprowadziła od razu do kochanka, nie robiła nadziei mężowi, nie żyła nie wiadomo ile w kłamstwie, robiąc z męża jelenia. Wprawdzie nie powiedziała od razu o co chodzi, ale sądząc po tym, że się leczyła, sama musiała do tego dojrzeć, ale też była na tyle 'uczciwa', że wprost powiedziała, że już nie kocha i nie chce ratować małżeństwa. Dała sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowie i dojście do siebie. Podjęła w końcu decyzję.
Tym samym pokazała, że ma większe 'jaja' niż panowie w tym wątku.
Ich nawet na to nie stać.
Może piszę tak bo sama tak swojego czasu zrobiłam, choć w innych okolicznościach... mając świadomość, że kocham innego, rozstałam się z facetem. Z 'kochankiem' nie wyszło, ale mam poczucie, że byłam na tyle fair, że nie zdradzałam go za plecami. Nie mogłam, nie chciałam, bo go szanowałam, choćby za to, że on mnie kochał. Emocjonalnie wiadomo, że zdradziłam, ale.. wtedy są zawsze emocje, nie wiesz co robić, ja też próbowałam naprawiać związek... Jeśli uczucie do innego zaczyna przewyższać wszystko inne, czas to skończyć... albo wyprowadzić, ochłonąć, pobyć chwilę samemu, by zebrać myśli.
Zasłanianie dziećmi jest tylko wymówką, by nie robić nic.
Panowie, czytaliście wątek karo1189? Fakt, że tam kobieta 'odpłynęła', ale mimo wszystko wiedząc jak to jest z tymi romansami, jej zachowanie jest dla mnie godne naśladowania, tzn. w takich przypadkach. Kobieta, kiedy (z)rodziło się uczucie do innego, szczerze wyznała, że go nie kocha, mówiąc mu, że to nie jego wina, tylko jej i się wyprowadziła. Przynajmniej postawiła choć tę część sprawy jasno, a nie tkwiła w tym kłamiąc w oczy i udając dobre małżeństwo. Oboje mieli czas by się z tą myślą, nową sytuacją oswoić. Wiadomo, jakie emocje człowiekiem wtedy targają, ona też i była u psychologa i brała tabletki. Uspokoiła się z dala, zebrała myśli, i zdecydowała.
Nie wyprowadziła od razu do kochanka, nie robiła nadziei mężowi, nie żyła nie wiadomo ile w kłamstwie, robiąc z męża jelenia. Wprawdzie nie powiedziała od razu o co chodzi, ale sądząc po tym, że się leczyła, sama musiała do tego dojrzeć, ale też była na tyle 'uczciwa', że wprost powiedziała, że już nie kocha i nie chce ratować małżeństwa. Dała sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowie i dojście do siebie. Podjęła w końcu decyzję.
Tym samym pokazała, że ma większe 'jaja' niż panowie w tym wątku.
Ich nawet na to nie stać.
Może piszę tak bo sama tak swojego czasu zrobiłam, choć w innych okolicznościach... mając świadomość, że kocham innego, rozstałam się z facetem. Z 'kochankiem' nie wyszło, ale mam poczucie, że byłam na tyle fair, że nie zdradzałam go za plecami. Nie mogłam, nie chciałam, bo go szanowałam, choćby za to, że on mnie kochał. Emocjonalnie wiadomo, że zdradziłam, ale.. wtedy są zawsze emocje, nie wiesz co robić, ja też próbowałam naprawiać związek... Jeśli uczucie do innego zaczyna przewyższać wszystko inne, czas to skończyć... albo wyprowadzić, ochłonąć, pobyć chwilę samemu, by zebrać myśli.
Zasłanianie dziećmi jest tylko wymówką, by nie robić nic.
Kochana do tego trzeba odwagi ![]()
Roxann napisał/a:Panowie, czytaliście wątek karo1189? Fakt, że tam kobieta 'odpłynęła', ale mimo wszystko wiedząc jak to jest z tymi romansami, jej zachowanie jest dla mnie godne naśladowania, tzn. w takich przypadkach. Kobieta, kiedy (z)rodziło się uczucie do innego, szczerze wyznała, że go nie kocha, mówiąc mu, że to nie jego wina, tylko jej i się wyprowadziła. Przynajmniej postawiła choć tę część sprawy jasno, a nie tkwiła w tym kłamiąc w oczy i udając dobre małżeństwo. Oboje mieli czas by się z tą myślą, nową sytuacją oswoić. Wiadomo, jakie emocje człowiekiem wtedy targają, ona też i była u psychologa i brała tabletki. Uspokoiła się z dala, zebrała myśli, i zdecydowała.
Nie wyprowadziła od razu do kochanka, nie robiła nadziei mężowi, nie żyła nie wiadomo ile w kłamstwie, robiąc z męża jelenia. Wprawdzie nie powiedziała od razu o co chodzi, ale sądząc po tym, że się leczyła, sama musiała do tego dojrzeć, ale też była na tyle 'uczciwa', że wprost powiedziała, że już nie kocha i nie chce ratować małżeństwa. Dała sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowie i dojście do siebie. Podjęła w końcu decyzję.
Tym samym pokazała, że ma większe 'jaja' niż panowie w tym wątku.
Ich nawet na to nie stać.
Może piszę tak bo sama tak swojego czasu zrobiłam, choć w innych okolicznościach... mając świadomość, że kocham innego, rozstałam się z facetem. Z 'kochankiem' nie wyszło, ale mam poczucie, że byłam na tyle fair, że nie zdradzałam go za plecami. Nie mogłam, nie chciałam, bo go szanowałam, choćby za to, że on mnie kochał. Emocjonalnie wiadomo, że zdradziłam, ale.. wtedy są zawsze emocje, nie wiesz co robić, ja też próbowałam naprawiać związek... Jeśli uczucie do innego zaczyna przewyższać wszystko inne, czas to skończyć... albo wyprowadzić, ochłonąć, pobyć chwilę samemu, by zebrać myśli.
Zasłanianie dziećmi jest tylko wymówką, by nie robić nic.Kochana do tego trzeba odwagi
Owszem, dlatego nasi Panowie powinni brać przykład. ![]()
Szary80 napisał/a:Roxann napisał/a:Panowie, czytaliście wątek karo1189? Fakt, że tam kobieta 'odpłynęła', ale mimo wszystko wiedząc jak to jest z tymi romansami, jej zachowanie jest dla mnie godne naśladowania, tzn. w takich przypadkach. Kobieta, kiedy (z)rodziło się uczucie do innego, szczerze wyznała, że go nie kocha, mówiąc mu, że to nie jego wina, tylko jej i się wyprowadziła. Przynajmniej postawiła choć tę część sprawy jasno, a nie tkwiła w tym kłamiąc w oczy i udając dobre małżeństwo. Oboje mieli czas by się z tą myślą, nową sytuacją oswoić. Wiadomo, jakie emocje człowiekiem wtedy targają, ona też i była u psychologa i brała tabletki. Uspokoiła się z dala, zebrała myśli, i zdecydowała.
Nie wyprowadziła od razu do kochanka, nie robiła nadziei mężowi, nie żyła nie wiadomo ile w kłamstwie, robiąc z męża jelenia. Wprawdzie nie powiedziała od razu o co chodzi, ale sądząc po tym, że się leczyła, sama musiała do tego dojrzeć, ale też była na tyle 'uczciwa', że wprost powiedziała, że już nie kocha i nie chce ratować małżeństwa. Dała sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowie i dojście do siebie. Podjęła w końcu decyzję.
Tym samym pokazała, że ma większe 'jaja' niż panowie w tym wątku.
Ich nawet na to nie stać.
Może piszę tak bo sama tak swojego czasu zrobiłam, choć w innych okolicznościach... mając świadomość, że kocham innego, rozstałam się z facetem. Z 'kochankiem' nie wyszło, ale mam poczucie, że byłam na tyle fair, że nie zdradzałam go za plecami. Nie mogłam, nie chciałam, bo go szanowałam, choćby za to, że on mnie kochał. Emocjonalnie wiadomo, że zdradziłam, ale.. wtedy są zawsze emocje, nie wiesz co robić, ja też próbowałam naprawiać związek... Jeśli uczucie do innego zaczyna przewyższać wszystko inne, czas to skończyć... albo wyprowadzić, ochłonąć, pobyć chwilę samemu, by zebrać myśli.
Zasłanianie dziećmi jest tylko wymówką, by nie robić nic.Kochana do tego trzeba odwagi
Owszem, dlatego nasi Panowie powinni brać przykład.
Nikt ich za rączkę nie poprowadzi ale jak to w życiu bywa, ze często żałujemy ze zabrakło nam odwagi albo Red Bulla który dodał by nam skrzydeł ![]()
Kochana do tego trzeba odwagi
A Ty mój drogi nie nadużywaj słowa "kochana", ja to ja, wiadomo, że to żarty... ale pisząc (czy mówiąc) tak możesz (jakiejś) kobiecie robić nadzieje, których nie spełnisz.. ![]()
Roxann napisał/a:Szary80 napisał/a:Kochana do tego trzeba odwagi
Owszem, dlatego nasi Panowie powinni brać przykład.
Nikt ich za rączkę nie poprowadzi ale jak to w życiu bywa, ze często żałujemy ze zabrakło nam odwagi albo Red Bulla który dodał by nam skrzydeł
Podobno kobiety częściej żałują, że coś zrobiły, a mężczyźni, że czegoś NIE zrobili...
Szary80 napisał/a:Kochana do tego trzeba odwagi
A Ty mój drogi nie nadużywaj słowa "kochana", ja to ja, wiadomo, że to żarty... ale pisząc (czy mówiąc) tak możesz (jakiejś) kobiecie robić nadzieje, których nie spełnisz..
Ty to zaczęłaś ![]()
Tutaj nie mam zamiaru Cię podrywać bo wiem ze jesteś zajęta także wszystko jest pod kontrola a żartować możemy sobie zawsze ![]()
Szary80 napisał/a:Roxann napisał/a:Owszem, dlatego nasi Panowie powinni brać przykład.
Nikt ich za rączkę nie poprowadzi ale jak to w życiu bywa, ze często żałujemy ze zabrakło nam odwagi albo Red Bulla który dodał by nam skrzydeł
Podobno kobiety częściej żałują, że coś zrobiły, a mężczyźni, że czegoś NIE zrobili...
Myśle ze w tej kwestii macie mała przewagę i tez po części się z Tobą zgodzę .
Ty to zaczęłaś
Tutaj nie mam zamiaru Cię podrywać bo wiem ze jesteś zajęta także wszystko jest pod kontrola a żartować możemy sobie zawsze
Oj przepraszam, ale romans nam przypisały osoby trzecie ![]()
Jeśli oboje mamy do tego dystans, to no problem możemy zwracać się do siebie per "kochany/kochana"
ale .. po co?
Szary80 napisał/a:Ty to zaczęłaś
Tutaj nie mam zamiaru Cię podrywać bo wiem ze jesteś zajęta także wszystko jest pod kontrola a żartować możemy sobie zawszeOj przepraszam, ale romans nam przypisały osoby trzecie
Jeśli oboje mamy do tego dystans, to no problem możemy zwracać się do siebie per "kochany/kochana"ale .. po co?
Nie ma co szaleć szczególnie tutaj .
Nie wnosimy żadnych wzmianek i skupiamy się na temacie ![]()
Nie ma co szaleć szczególnie tutaj .
Nie wnosimy żadnych wzmianek i skupiamy się na temacie
Otóż to. Podobne doświadczenia to nie wszystko...
Panowie, czytaliście wątek karo1189? Fakt, że tam kobieta 'odpłynęła', ale mimo wszystko wiedząc jak to jest z tymi romansami, jej zachowanie jest dla mnie godne naśladowania, tzn. w takich przypadkach. Kobieta, kiedy (z)rodziło się uczucie do innego, szczerze wyznała, że go nie kocha, mówiąc mu, że to nie jego wina, tylko jej i się wyprowadziła. Przynajmniej postawiła choć tę część sprawy jasno, a nie tkwiła w tym kłamiąc w oczy i udając dobre małżeństwo. Oboje mieli czas by się z tą myślą, nową sytuacją oswoić. Wiadomo, jakie emocje człowiekiem wtedy targają, ona też i była u psychologa i brała tabletki. Uspokoiła się z dala, zebrała myśli, i zdecydowała.
Nie wyprowadziła od razu do kochanka, nie robiła nadziei mężowi, nie żyła nie wiadomo ile w kłamstwie, robiąc z męża jelenia. Wprawdzie nie powiedziała od razu o co chodzi, ale sądząc po tym, że się leczyła, sama musiała do tego dojrzeć, ale też była na tyle 'uczciwa', że wprost powiedziała, że już nie kocha i nie chce ratować małżeństwa. Dała sobie czas na poukładanie wszystkiego w głowie i dojście do siebie. Podjęła w końcu decyzję.
Tym samym pokazała, że ma większe 'jaja' niż panowie w tym wątku.
Ich nawet na to nie stać.
Może piszę tak bo sama tak swojego czasu zrobiłam, choć w innych okolicznościach... mając świadomość, że kocham innego, rozstałam się z facetem. Z 'kochankiem' nie wyszło, ale mam poczucie, że byłam na tyle fair, że nie zdradzałam go za plecami. Nie mogłam, nie chciałam, bo go szanowałam, choćby za to, że on mnie kochał. Emocjonalnie wiadomo, że zdradziłam, ale.. wtedy są zawsze emocje, nie wiesz co robić, ja też próbowałam naprawiać związek... Jeśli uczucie do innego zaczyna przewyższać wszystko inne, czas to skończyć... albo wyprowadzić, ochłonąć, pobyć chwilę samemu, by zebrać myśli.
Zasłanianie dziećmi jest tylko wymówką, by nie robić nic.
Oj Roxann, ale sobie przyklad do nasladowania wybralas
.
Wszystko co napisalas mialoby sens, gdyby nie jeden dosc istotny szczegol. Zona karo1189 mowiac mu o tym, ze przestala go kochac, zapomniala dodac, jaki byl prawdziwy powod tej zmiany uczuc. Gdyby rok temu nie zapomniala o tym, to zgodzilbym sie z Toba w 100%.
A tak, to co tu jest godnego do brania z niej przykladu? Wpedzenie meza w poczucie winy? Zostawienie go samego z setkami pytan? Przychodzenie do domu i mydlenie mu oczu o zagubieniu i terapii tylko po to, zeby wieczorami miec czas na baraszkowanie w wynajetym mieszkaniu z kochankiem?
Moim zdaniem nie za celny ten przyklad.
Oj Roxann, ale sobie przyklad do nasladowania wybralas
.
Wszystko co napisalas mialoby sens, gdyby nie jeden dosc istotny szczegol. Zona karo1189 mowiac mu o tym, ze przestala go kochac, zapomniala dodac, jaki byl prawdziwy powod tej zmiany uczuc. Gdyby rok temu nie zapomniala o tym, to zgodzilbym sie z Toba w 100%.
A tak, to co tu jest godnego do brania z niej przykladu? Wpedzenie meza w poczucie winy? Zostawienie go samego z setkami pytan? Przychodzenie do domu i mydlenie mu oczu o zagubieniu i terapii tylko po to, zeby wieczorami miec czas na baraszkowanie w wynajetym mieszkaniu z kochankiem?
Moim zdaniem nie za celny ten przyklad.
No nie wiem ja bym wolała To niż to co nasi Panowie robią.
Piotr74 napisał/a:Oj Roxann, ale sobie przyklad do nasladowania wybralas
.
Wszystko co napisalas mialoby sens, gdyby nie jeden dosc istotny szczegol. Zona karo1189 mowiac mu o tym, ze przestala go kochac, zapomniala dodac, jaki byl prawdziwy powod tej zmiany uczuc. Gdyby rok temu nie zapomniala o tym, to zgodzilbym sie z Toba w 100%.
A tak, to co tu jest godnego do brania z niej przykladu? Wpedzenie meza w poczucie winy? Zostawienie go samego z setkami pytan? Przychodzenie do domu i mydlenie mu oczu o zagubieniu i terapii tylko po to, zeby wieczorami miec czas na baraszkowanie w wynajetym mieszkaniu z kochankiem?
Moim zdaniem nie za celny ten przyklad.No nie wiem ja bym wolała To niż to co nasi Panowie robią.
Wolalabys byc postawiona w zawieszenium? Nie wiedzac co sie nagle takiego po nastu latach stalo, ze partner przychodzi i mowi Ci, ze przestal Cie kochac, wyprowadza sie do wynajetego mieszkania, zostawiajac z Toba rownie jak Ty zdezorientowane dzieci. Ale jednoczesnie przychodzil by do was, dawal jakies zludne nadzieje, poprzez proby jakichs terapii. Przeciez to wiekszy sadyzm niz to co serwuja swoim zonom autorzy. Ona zadawala mezowi bol i obserwowala jak on sobie z tym radzi. A wszystko tylko dlatego, bo nie byla pewna swojego kochanka. Jasne, ze postepowanie autorow nie jest lepsze, ale czy to jest powod aby za wzor stawiac zone karo1189?
Piotr74 napisał/a:Oj Roxann, ale sobie przyklad do nasladowania wybralas
.
Wszystko co napisalas mialoby sens, gdyby nie jeden dosc istotny szczegol. Zona karo1189 mowiac mu o tym, ze przestala go kochac, zapomniala dodac, jaki byl prawdziwy powod tej zmiany uczuc. Gdyby rok temu nie zapomniala o tym, to zgodzilbym sie z Toba w 100%.
A tak, to co tu jest godnego do brania z niej przykladu? Wpedzenie meza w poczucie winy? Zostawienie go samego z setkami pytan? Przychodzenie do domu i mydlenie mu oczu o zagubieniu i terapii tylko po to, zeby wieczorami miec czas na baraszkowanie w wynajetym mieszkaniu z kochankiem?
Moim zdaniem nie za celny ten przyklad.No nie wiem ja bym wolała To niż to co nasi Panowie robią.
Wolalabys byc postawiona w zawieszeniu? Nie wiedzac co sie nagle takiego po nastu latach stalo, ze partner przychodzi i mowi Ci, ze przestal Cie kochac, wyprowadza sie do wynajetego mieszkania, zostawiajac z Toba, rownie jak Ty zdezorientowane dzieci. Ale jednoczesnie przychodzil by do was, dawal jakies zludne nadzieje, poprzez proby jakichs terapii. Przeciez to wiekszy sadyzm niz to co serwuja swoim zonom autorzy. Ona zadawala mezowi bol i obserwowala jak on sobie z tym radzi. A wszystko tylko dlatego, bo nie byla pewna swojego kochanka. Jasne, ze postepowanie autorow nie jest lepsze, ale czy to jest powod aby za wzor stawiac zone karo1189?
Zapomnialem dodac, ze o ile pamietam, ta ,,wzorcowa" pani nie zlozyla pozwu o rozwod i czeka chyba, az zrobi to karo. No faktycznie, nic tylko brac przyklad z takich ludzi ![]()
Roxann napisał/a:Piotr74 napisał/a:Oj Roxann, ale sobie przyklad do nasladowania wybralas
.
Wszystko co napisalas mialoby sens, gdyby nie jeden dosc istotny szczegol. Zona karo1189 mowiac mu o tym, ze przestala go kochac, zapomniala dodac, jaki byl prawdziwy powod tej zmiany uczuc. Gdyby rok temu nie zapomniala o tym, to zgodzilbym sie z Toba w 100%.
A tak, to co tu jest godnego do brania z niej przykladu? Wpedzenie meza w poczucie winy? Zostawienie go samego z setkami pytan? Przychodzenie do domu i mydlenie mu oczu o zagubieniu i terapii tylko po to, zeby wieczorami miec czas na baraszkowanie w wynajetym mieszkaniu z kochankiem?
Moim zdaniem nie za celny ten przyklad.No nie wiem ja bym wolała To niż to co nasi Panowie robią.
Wolalabys byc postawiona w zawieszeniu? Nie wiedzac co sie nagle takiego po nastu latach stalo, ze partner przychodzi i mowi Ci, ze przestal Cie kochac, wyprowadza sie do wynajetego mieszkania, zostawiajac z Toba, rownie jak Ty zdezorientowane dzieci. Ale jednoczesnie przychodzil by do was, dawal jakies zludne nadzieje, poprzez proby jakichs terapii. Przeciez to wiekszy sadyzm niz to co serwuja swoim zonom autorzy. Ona zadawala mezowi bol i obserwowala jak on sobie z tym radzi. A wszystko tylko dlatego, bo nie byla pewna swojego kochanka. Jasne, ze postepowanie autorow nie jest lepsze, ale czy to jest powod aby za wzor stawiac zone karo1189?
Zapomnialem dodac, ze o ile pamietam, ta ,,wzorcowa" pani nie zlozyla pozwu o rozwod i czeka chyba, az zrobi to karo. No faktycznie, nic tylko brac przyklad z takich ludzi
Piotr, znam Twoja historię, i uważam że takie rozwiązanie lepsze niz to jakie zaserwowala Ci żona. Ty wybaczyles, przyjales z powrotem....bo działała na oślep. ..ta nie...
Piotr74 napisał/a:Roxann napisał/a:No nie wiem ja bym wolała To niż to co nasi Panowie robią.
Wolalabys byc postawiona w zawieszeniu? Nie wiedzac co sie nagle takiego po nastu latach stalo, ze partner przychodzi i mowi Ci, ze przestal Cie kochac, wyprowadza sie do wynajetego mieszkania, zostawiajac z Toba, rownie jak Ty zdezorientowane dzieci. Ale jednoczesnie przychodzil by do was, dawal jakies zludne nadzieje, poprzez proby jakichs terapii. Przeciez to wiekszy sadyzm niz to co serwuja swoim zonom autorzy. Ona zadawala mezowi bol i obserwowala jak on sobie z tym radzi. A wszystko tylko dlatego, bo nie byla pewna swojego kochanka. Jasne, ze postepowanie autorow nie jest lepsze, ale czy to jest powod aby za wzor stawiac zone karo1189?
Zapomnialem dodac, ze o ile pamietam, ta ,,wzorcowa" pani nie zlozyla pozwu o rozwod i czeka chyba, az zrobi to karo. No faktycznie, nic tylko brac przyklad z takich ludziPiotr, znam Twoja historię, i uważam że takie rozwiązanie lepsze niz to jakie zaserwowala Ci żona. Ty wybaczyles, przyjales z powrotem....bo działała na oślep. ..ta nie...
Mysle, ze znasz doskonale okreslenie na to w jaki sposob postapila zona karo. To w najczystszej postaci perfidia. To ja juz uwazam, ze to miotanie sie mojej zony bylo lepsze, bo jako osoba zdradzona wiedzialem na czym stoje i jesli mialbym ochote mialem mozliwosc walki z tym. Zona rafa1189 pozbawila go tej mozliwosci, mydlac mu oczy pustymi frazesami. Dlatego porownujac jej postepownie z tym co robia panowie z tego watku. Uwazam, ze ona wcale nie jest od nich lepsza.
Hmmm bulwersują moje słowa kultura osobista a nie bulwesuje aspekt moralny zachowań osób w tym wątku.Sama z radością opuszczę pisząc NIECZYŃ NIKOMU CO TOBIE NIE MIŁE!!!ale jest też inne powiedzenie POŻYCZONE ODDANE!
Mysle, ze znasz doskonale okreslenie na to w jaki sposob postapila zona karo. To w najczystszej postaci perfidia. To ja juz uwazam, ze to miotanie sie mojej zony bylo lepsze, bo jako osoba zdradzona wiedzialem na czym stoje i jesli mialbym ochote mialem mozliwosc walki z tym. Zona rafa1189 pozbawila go tej mozliwosci, mydlac mu oczy pustymi frazesami. Dlatego porownujac jej postepownie z tym co robia panowie z tego watku. Uwazam, ze ona wcale nie jest od nich lepsza.
Wiadomo, zdrada to zdrada. W tym nie ma niczego dobrego. Jeżeli już jednak ktoś się jej dopuści, to ważne co z tym zrobi, jak się zachowa wobec osoby zdradzonej i innych zaangażowanych, w tym ew dzieci. Ty piszesz, że miałeś możliwość walki bo walczyć ogólnie chciałeś, dlatego to uważasz za coś 'lepszego'. Żona wróciła. Ale też odbywało się to w innych okolicznościach, bo jej romans się wydał a po drugie to chyba o ile dobrze pamiętam sam kochanek ją kopną. Ona jednak zdradzała Cię perfidnie, nie kryjąc tego. Ty to zniosłeś, wybaczyłeś, przyjąłeś z powrotem. Nie wiem czy to lepsze? Lepsze chyba tylko w kontekście wstrząsu, upokorzenia, by 'otrzeźwiała' by odechciało jej romansowania. Ale sam fakt, że miałeś świadomość tego co robi, że nie miała hamulców... nie wiem... mimo wszystko jednak żona Karo oszczędziła mu tego. Nie mydliła mu oczu, bo powiedziała sama mu, że go nie kocha i że chce odejść. Odeszła, by dojść do siebie, poukładać wszystko w głowie. Fakt, nie dała tym sposobem Karo możliwości, by o nich walczył, ale nie zawsze jest sens. Inna rzecz, ich dzieci są już prawie dorosłe. Myślisz, że gdyby odeszła mówiąc wprost, że się zakochała i chce pobyć sama, to by było lepsze dla Karo? Owszem, tak by było uczciwiej, ale prawdopodobnie ona sama nie widziała co robić, stąd te jej stany depresyjne, nerwica.. Każdy zdradzający czy kochanek je ma. No prawie każdy... ale każdy kolejny przypadek choćby w tym wątku to potwierdza. Fakt, źle robiła, że często wracała do domu, ale pewnie gryzły ją wyrzuty sumienia, ale też jasno komunikowała, że nie chce być z Karo. Pewnie też sama nie wiedziała, czy chce być i ew jak to będzie z kochankiem. Odeszła by być z nim lub sama. Dlatego uważam, że to lepsze niż to co robią panowie w tym wątku. Karo stracił rok... ile stracą ich żony? Nie każdy, jak Ty, chciałby walczyć o kogoś, kto cię zdradził. Jeżeli Karo do takich osób należy, dobrze, że mu odpuściła takie jazdy, jakie robiła Twoja żona Tobie albo zdradzała wracając po do domu jakby nigdy nic i udawała dobre małżeństwo, jak panowie z wątku.
Dlatego uważam, że dla Ciebie to zachowanie jest równoważne, bo ich drugie polówki nie mają wyboru. Bo albo już pozamiatane albo niczego nie są świadome, Ty miałeś, i "uratowałeś" małżeństwo. Nie każdy jednak by chciał czy byłby do tego zdolny.
Hmmm bulwersują moje słowa kultura osobista a nie bulwesuje aspekt moralny zachowań osób w tym wątku.Sama z radością opuszczę pisząc NIECZYŃ NIKOMU CO TOBIE NIE MIŁE!!!ale jest też inne powiedzenie POŻYCZONE ODDANE!
Bulwersuje. Przecież każdy pisze że robimy źle. Z tym pożyczonym i oddanym to o co chodzi? Że żona mnie zdradzi? Sporo by mi to ułatwiło.
Roxan, pozwól, ze wtrącę swoje trzy grosze.
Rozkminy typu która zdrada lepiej świadczy o zdradzającym są jak rozważania czy lepiej jest być okradzionym z oszczędności życia przez oszusta w garniturze i uśmiechem na ustach, czy przez bandziora który od drzwi wrzeszczy pieniądze albo życie .
W jednym i drugim przypadku efekt ten sam.
A paradoksalnie, bandzior przynajmniej daje jakiś wybór ![]()
Roxan, pozwól, ze wtrącę swoje trzy grosze.
Rozkminy typu która zdrada lepiej świadczy o zdradzającym są jak rozważania czy lepiej jest być okradzionym z oszczędności życia przez oszusta w garniturze i uśmiechem na ustach, czy przez bandziora który od drzwi wrzeszczy pieniądze albo życie .W jednym i drugim przypadku efekt ten sam.
A paradoksalnie, bandzior przynajmniej daje jakiś wybór
A może bardziej czy ktoś ukradł bułkę z głodu, czy dlatego, że mu szkoda było gotówki- skoro zaczynasz taki temat..
czeresnia.1975@onet.pl napisał/a:Hmmm bulwersują moje słowa kultura osobista a nie bulwesuje aspekt moralny zachowań osób w tym wątku.Sama z radością opuszczę pisząc NIECZYŃ NIKOMU CO TOBIE NIE MIŁE!!!ale jest też inne powiedzenie POŻYCZONE ODDANE!
Bulwersuje. Przecież każdy pisze że robimy źle. Z tym pożyczonym i oddanym to o co chodzi? Że żona mnie zdradzi? Sporo by mi to ułatwiło.
Wiesz, mój ex kochanek prosił mnie o wybaczenie powołując się na religię, że trzeba wybaczać, bo nienawiść wróci do mnie ze zdwojoną siłą. Jak się dowiedziałam, że spodziewa dziecka z żoną, powiedziałam m.in. w emocjach, że go nienawidzę... wiele sobie rzeczy "wykrzyczeliśmy"... Kto bardziej zasługuje na "karmę" on zdradzając, czy ja mówiąc, że go nienawidzę? Ja go od krarm nie wyzywałam, nie odnosiłam do wiary... on tak.. WTF?
Roxan, pozwól, ze wtrącę swoje trzy grosze.
Rozkminy typu która zdrada lepiej świadczy o zdradzającym są jak rozważania czy lepiej jest być okradzionym z oszczędności życia przez oszusta w garniturze i uśmiechem na ustach, czy przez bandziora który od drzwi wrzeszczy pieniądze albo życie .W jednym i drugim przypadku efekt ten sam.
A paradoksalnie, bandzior przynajmniej daje jakiś wybór
Zdrada nigdy dobrze nie świadczy.. Piszemy tu o syt, że już się stało i co teraz? Wiele tu przypadków, ale ten Karo wydał mi się najbardziej ok... w tej sytuacji, która fair nie jest wiadomo... ale to moje zdanie. Przy zdradzie, jeśli już do niej doszło, nie ma dobrego wyjścia, jest złe lub mniej złe... ja uważam, że to żony Karo jest mniej złe, niż Piotra czy panów w tym wątku. Ktoś może uważać inaczej.
Hrefi napisał/a:czeresnia.1975@onet.pl napisał/a:Hmmm bulwersują moje słowa kultura osobista a nie bulwesuje aspekt moralny zachowań osób w tym wątku.Sama z radością opuszczę pisząc NIECZYŃ NIKOMU CO TOBIE NIE MIŁE!!!ale jest też inne powiedzenie POŻYCZONE ODDANE!
Bulwersuje. Przecież każdy pisze że robimy źle. Z tym pożyczonym i oddanym to o co chodzi? Że żona mnie zdradzi? Sporo by mi to ułatwiło.
Wiesz, mój ex kochanek prosił mnie o wybaczenie powołując się na religię, że trzeba wybaczać, bo nienawiść wróci do mnie ze zdwojoną siłą. Jak się dowiedziałam, że spodziewa dziecka z żoną, powiedziałam m.in. w emocjach, że go nienawidzę... wiele sobie rzeczy "wykrzyczeliśmy"... Kto bardziej zasługuje na "karmę" on zdradzając, czy ja mówiąc, że go nienawidzę? Ja go od krarm nie wyzywałam, nie odnosiłam do wiary... on tak.. WTF?
Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Piotr74 napisał/a:Mysle, ze znasz doskonale okreslenie na to w jaki sposob postapila zona karo. To w najczystszej postaci perfidia. To ja juz uwazam, ze to miotanie sie mojej zony bylo lepsze, bo jako osoba zdradzona wiedzialem na czym stoje i jesli mialbym ochote mialem mozliwosc walki z tym. Zona rafa1189 pozbawila go tej mozliwosci, mydlac mu oczy pustymi frazesami. Dlatego porownujac jej postepownie z tym co robia panowie z tego watku. Uwazam, ze ona wcale nie jest od nich lepsza.
Wiadomo, zdrada to zdrada. W tym nie ma niczego dobrego. Jeżeli już jednak ktoś się jej dopuści, to ważne co z tym zrobi, jak się zachowa wobec osoby zdradzonej i innych zaangażowanych, w tym ew dzieci. Ty piszesz, że miałeś możliwość walki bo walczyć ogólnie chciałeś, dlatego to uważasz za coś 'lepszego'. Żona wróciła. Ale też odbywało się to w innych okolicznościach, bo jej romans się wydał a po drugie to chyba o ile dobrze pamiętam sam kochanek ją kopną. Ona jednak zdradzała Cię perfidnie, nie kryjąc tego. Ty to zniosłeś, wybaczyłeś, przyjąłeś z powrotem. Nie wiem czy to lepsze? Lepsze chyba tylko w kontekście wstrząsu, upokorzenia, by 'otrzeźwiała' by odechciało jej romansowania. Ale sam fakt, że miałeś świadomość tego co robi, że nie miała hamulców... nie wiem... mimo wszystko jednak żona Karo oszczędziła mu tego. Nie mydliła mu oczu, bo powiedziała sama mu, że go nie kocha i że chce odejść. Odeszła, by dojść do siebie, poukładać wszystko w głowie. Fakt, nie dała tym sposobem Karo możliwości, by o nich walczył, ale nie zawsze jest sens. Inna rzecz, ich dzieci są już prawie dorosłe. Myślisz, że gdyby odeszła mówiąc wprost, że się zakochała i chce pobyć sama, to by było lepsze dla Karo? Owszem, tak by było uczciwiej, ale prawdopodobnie ona sama nie widziała co robić, stąd te jej stany depresyjne, nerwica.. Każdy zdradzający czy kochanek je ma. No prawie każdy... ale każdy kolejny przypadek choćby w tym wątku to potwierdza. Fakt, źle robiła, że często wracała do domu, ale pewnie gryzły ją wyrzuty sumienia, ale też jasno komunikowała, że nie chce być z Karo. Pewnie też sama nie wiedziała, czy chce być i ew jak to będzie z kochankiem. Odeszła by być z nim lub sama. Dlatego uważam, że to lepsze niż to co robią panowie w tym wątku. Karo stracił rok... ile stracą ich żony? Nie każdy, jak Ty, chciałby walczyć o kogoś, kto cię zdradził. Jeżeli Karo do takich osób należy, dobrze, że mu odpuściła takie jazdy, jakie robiła Twoja żona Tobie albo zdradzała wracając po do domu jakby nigdy nic i udawała dobre małżeństwo, jak panowie z wątku.
Dlatego uważam, że dla Ciebie to zachowanie jest równoważne, bo ich drugie polówki nie mają wyboru. Bo albo już pozamiatane albo niczego nie są świadome, Ty miałeś, i "uratowałeś" małżeństwo. Nie każdy jednak by chciał czy byłby do tego zdolny.
Roxann, Karo stracil rok tylko dlatego, bo sam w koncu doszedl do prawdy. Gdyby nie to, pewnie jeszcze jakis czas bylby utrzymywany w blogiej nieswiadomosci. Dalej bylby karmiony jakimis bzdurami o zagubieniu. Uczuciach, ktore nagle wyparowaly, terapiach i checi pobycia samej. Przeciez to wszystko co robila zona Karo nie wynikalo z jej lojalnosci wzgledem meza, tylko z checi utrzymania romansu jak najdluzej w tajemnicy. Tak aby miala czas na przetestowanie kochanka.
Gdyby zony autorow tego watku byly bardziej dociekliwe to zapewne juz dawno poznalyby czesc prawdy. Wiec mowienie, ze karo stracil rok a one nie wiadomo ile straca. To nie jest zasluga zony karo ani wina autorow watku. I w jednej i drugiej sytuacji nie ma szczerosci, a poznanie prawdy w duzej mierze zalezy od tego jak dobrze znamy partnerow i potrafimy wychwycic zmiany w ich zachowaniu.
Poza tym, juz nie pamietam ktory z panow, ale zdaje sie, ze tez poinformowal zone, ze jej nie kocha. Roznica taka, ze sie nie wyprowadzil z domu.
To czy ktos ma ochote na zawalczenie o zwiazek, czy nie ma takiej ochoty to jest jego indywidualna sprawa, nie daje to jednak prawa zdradzajacej osobie do ukrywania prawdziwej przyczyny odejscia, bo zatajajac ten fakt posrednio decyduje za zdradzona osobe, ktora powinna miec chyba wybor co bedzie dla niej lepsze.
P.S. Zle pamietasz. To moja zona zakonczyla ten romans, nie kochanek.
Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Secondo1 napisał/a:Roxan, pozwól, ze wtrącę swoje trzy grosze.
Rozkminy typu która zdrada lepiej świadczy o zdradzającym są jak rozważania czy lepiej jest być okradzionym z oszczędności życia przez oszusta w garniturze i uśmiechem na ustach, czy przez bandziora który od drzwi wrzeszczy pieniądze albo życie .W jednym i drugim przypadku efekt ten sam.
A paradoksalnie, bandzior przynajmniej daje jakiś wybórA może bardziej czy ktoś ukradł bułkę z głodu, czy dlatego, że mu szkoda było gotówki- skoro zaczynasz taki temat..
Ela, zgubiłaś kontekst.
Moj post nie odnosi się do oceny moralnej.
Hrefi napisał/a:Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
Roxann napisał/a:Hrefi napisał/a:Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
taki scenariusz jest możliwy bo rozwiązuje sprawę ostatecznie.
Roxann napisał/a:Hrefi napisał/a:Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
Widzę ze ty nie masz trochę pojęcia w czym tkwisz . Macie romans z którego nic nie będzie bo Ona zostaje przy swoim a ty nic nie możesz zrobić . Piszesz ze czuł byś się urażony ze Cię okłamała a skąd wiesz ze teraz jest szczera ? Ona żyje swoim życiem i to co się wydarzy w jej życiu to jej sprawa a ty jesteś tylko dodatkiem . Ty się możesz wszystkiego spodziewać no i między innymi tego ze Ona może mieć następne dziecko z mężem bo ma do tego prawo . Dziwi mnie to ze tkwisz w czymś co nie ma sensu a jak chcesz to zmienić to zrób coś bo się kiedyś ockniesz jak Cię Ona poinformuje ze spodziewa się dziecka i wtedy będzie klops . Żyjesz chwila a jak chcesz tak żyć to spoko jeżeli sprawia Ci to radość bo to chwilowe i kiedyś się skończy .
Roxann napisał/a:Hrefi napisał/a:Ja wiem tylko że złość i nienawiść działa destrukcyjne na osobę która takie uczucia w sobie nosi.
Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
Hrefi, ale Ty przecież też sypiasz z żoną. Wcale ciąża nie musi być planowana. Zdarzają się też wpadki. Równie dobrze może się okazać że w ciazy jest twoja żona. Też wtedy powiesz ze to po części jej wina bo wiedziała że jej nie kochasz? Co powiedziałbyś kochance by nie czuła oszukana i wykorzystana? Że twoje słowa nie były kłamstwem?
A może jak mój ex winę przerzucisz na nią? Będziesz chciał by Ci wybaczyła bo ciąża nic u Ciebie nie zmienia a ona się chce wycofać... zrezygnować z Was? Przecież oboje sypialiscie z małżonkami. Wpadka mogła się zdarzyć kazdemu. Skąd więc oburzenie?
I dobrze pisze Szary. ...kompletnie nie zdajesz sobie sprawy w jak układzie jesteś i jakimi zasadami się on rządzi. Tobie się wydaje że Wasza relacja jest ta pierwszą, wazniejszą...a małżeństwa sobie są bo są. .. Otóż nie... Jest zupełnie odwrotnie.
Hrefi napisał/a:Roxann napisał/a:Ok, ale co byś czuł, gdyby Twoja kochanka Ci powiedziała, że spodziewa dziecka z mężem? Nie targałyby Tobą emocje? Ot tak byś to przyjął, czy, jak ja, znienawidził (w tym czasie)?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
Hrefi, ale Ty przecież też sypiasz z żoną. Wcale ciąża nie musi być planowana. Zdarzają się też wpadki. Równie dobrze może się okazać że w ciazy jest twoja żona. Też wtedy powiesz ze to po części jej wina bo wiedziała że jej nie kochasz? Co powiedziałbyś kochance by nie czuła oszukana i wykorzystana? Że twoje słowa nie były kłamstwem?
A może jak mój ex winę przerzucisz na nią? Będziesz chciał by Ci wybaczyła bo ciąża nic u Ciebie nie zmienia a ona się chce wycofać... zrezygnować z Was? Przecież oboje sypialiscie z małżonkami. Wpadka mogła się zdarzyć kazdemu. Skąd więc oburzenie?
I dobrze pisze Szary. ...kompletnie nie zdajesz sobie sprawy w jak układzie jesteś i jakimi zasadami się on rządzi. Tobie się wydaje że Wasza relacja jest ta pierwszą, wazniejszą...a małżeństwa sobie są bo są. .. Otóż nie... Jest zupełnie odwrotnie.
Ciesze się ze oboje mamy takie samo zdanie na ten temat ![]()
Jeśli antykoncepcja w związku jest po stronie kobiety, to trudno facetowi stwierdzić stan faktyczny i może tylko polegać na zaufaniu do partnerki. A ufać kobiecie, którą się zdradza, to doprawdy jest paradoks.
Zresztą antykoncepcja hormonalna nie jest całkowicie obojętna i należy robić przerwy. Wtedy z kolei kobieta jest zdana na partnera w tej kwestii.
Dlatego seks, to nie zabawa i może być tylko wtedy piękny jak wpadka jest dla obojga do zaakceptowania.
Jeśli antykoncepcja w związku jest po stronie kobiety, to trudno facetowi stwierdzić stan faktyczny i może tylko polegać na zaufaniu do partnerki. A ufać kobiecie, którą się zdradza, to doprawdy jest paradoks.
Zresztą antykoncepcja hormonalna nie jest całkowicie obojętna i należy robić przerwy. Wtedy z kolei kobieta jest zdana na partnera w tej kwestii.
Dlatego seks, to nie zabawa i może być tylko wtedy piękny jak wpadka jest dla obojga do zaakceptowania.
Dokładnie tak, dlatego mam wrażenie, że Hrefi, i zapewne nie tylko on, sam się w tym wszystkim gubi. Mówi, że kocha, ale na czym ta jego miłość polega? Jeśli się kogoś kocha, nie chce się nim dzielić, nie w taki sposób. A tu jest ogólne przyzwolenie i akceptacja na sypianie z małżonkami. Nie ważne jaki jest powód, czy jak u Hrefiego, wyłącznie chęć rozładowania napięcia, czy by nie budzić podejrzeń, że jest ktoś inny. Ok tylko w takim razie skąd taka reakcja na ew ciążę?
Mocne. Czułbym się oszukany, porzucony, wykorzystany. Miałbym pretensje, że wszystko co mówiła było kłamstwem. Mialbym pretensje do niej ze stanela na mej drodze. To nie jest łatwe do poukladania w głowie.
Puścił bym ją walno i wybaczyl aby nie gnębic siebie.
Przecież osoby, które sypiają ze sobą, muszą się liczyć z tym, że mogą wpaść. Czym się różni normalny seks od wpadki? Mówię tu o takiej nieplanowanej, a nie podstępnej. Zresztą z tym też trzeba się liczyć, bo często osoba, która widzi, że coś się dzieje w ten sposób chce drugą zatrzymać?
Owszem sytuacja się diametralnie zmienia, bo konsekwencje są na całe życie, ale w kontekście tego, że oboje to akceptujecie, skąd ew oburzenie, uczucie bycia okłamanym? Skąd pretensje.
W sumie w podobny sposób mi to ex kochanek 'wytłumaczył'. Skoro go olałam mimo, że specjalnie przyjechał tysiące km by się ze mną zobaczyć, wiedziałam dobrze, że się wkurwił, bo to był już któryś z kolei raz, to dlaczego mam mieć do niego pretensje, że po powrocie przespał się z żoną? Los "chciał" że wpadli... Czasem człowiek traci czujność, ponoszą go emocje i nie myśli o konsekwencjach. On teraz też nie może powiedzieć, że żałuje, no bo jak by to wyglądało, że nie kocha swojego dziecka, które jest już na świecie? Kocha je, ale ogólnie nic się nie zmieniło, bo ją dalej zdradzał.
Nie wierzę w miłość, szacunek, przy zdradach, a Ty Hrefi zdradzasz swoją kochankę z żoną, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. I nie masz z tym problemów, jak i z tym, że kochanka zdradza Cię z mężem. Mylisz pojęcia...
Jeśli antykoncepcja w związku jest po stronie kobiety, to trudno facetowi stwierdzić stan faktyczny i może tylko polegać na zaufaniu do partnerki. A ufać kobiecie, którą się zdradza, to doprawdy jest paradoks.
Zresztą antykoncepcja hormonalna nie jest całkowicie obojętna i należy robić przerwy. Wtedy z kolei kobieta jest zdana na partnera w tej kwestii.
Dlatego seks, to nie zabawa i może być tylko wtedy piękny jak wpadka jest dla obojga do zaakceptowania.
jakie przerwy?
nie trzeba robić żadnych przerw
natomiast trzeba dobrze dobrać lek, a później robić badania kontrolne
alsoski001 napisał/a:Roxann napisał/a:A Alsoski się chyba obraził
Nie zartuj
Byłem trochę zajęty, ale jak wiesz taki temat sam z siebie nie znika....No maj się kończy i jak z tym deadlinem, postanowieniami?
Smiej sie, smiej ...
Gram na czas, idę do prawnika aby dowiedzieć się na czym stoję od strony prawnej - żyje z dnia na dzień.
alsoski001 napisał/a:Być może napisałeś to również po to, abym nie musiał się powtarzać
)
Wypisz, wymaluj moja sytuacja. Żona, która ma kompletnie inna wrażliwość niż ja, jesteśmy jakby z dwóch różnych światów. Kiedyś nawet się z tego cieszyłem - myślałem, ze różnorodność nas wzajemnie wzbogaci, urozmaici nasze życie.
Ale teraz mysle, ze to był błąd - za mało rzeczy nas łączy - mamy inne zainteresowania, inna wrażliwość na życie kulturalne, zawodowe czy rodzinne. Moim zdaniem oba jest bardzo przewrażliwiona, podczas gdy ja jestem jej zdaniem od wielu lat nieczuły i gruboskórny. Co ciekawe, moja kochanka ma zupełnie inne zdanie i bardzo często podkreśla ze jest dokładnie na odwrót.A wiesz dlaczego? Bo do żony nic już nie czujesz a do kochanki tak. Kocha się i za odmienność i za bycie podobnym, ale to uczucie spaja. Odmienność może być fascynująca bo poszerza horyzonty, o ile ludzie się oczywiście dogadują. Po czasie, w małżeństwie, u Ciebie jak i u Hrefiego to zaczyna ciążyć, bo brakuje bratniej duszy, zrozumienia.. Kiedy spotykasz na swojej drodze osobę, która myśli i czuje podobnie, dostrzegasz różnicę. Ja z moim ex kochankiem też tak miałam. Masz wrażenie, że spotkałeś bratnią duszę, z podobnym temperamentem, podobnie myślącym... nawet telepatia działała. I to nie tylko było moje spostrzeżenie, kiedy się rozstawaliśmy na dobre sam powiedział, że jesteśmy do siebie podobni... choć nie wiem czy to komplement
Niezastąpiona jesteś
jak zwykle kubeł zimnej wody na głowę.
)
Wiem, wiem: iluzja, jest świetnie teraz, mozemy sobie przyrzekać wszystko a i tak za jakiś czas (pare miesięcy, może kilka lat), wszystko wróci na dawne tory. Wiec po co zmieniać?
A moz właśnie trzeba zmieniać, jak tylko się uczucie wypali.
Roxann napisał/a:alsoski001 napisał/a:Nie zartuj
Byłem trochę zajęty, ale jak wiesz taki temat sam z siebie nie znika....No maj się kończy i jak z tym deadlinem, postanowieniami?
Smiej sie, smiej ...
Gram na czas, idę do prawnika aby dowiedzieć się na czym stoję od strony prawnej - żyje z dnia na dzień.
Co się przejmujesz, i tak nikt nie wierzył, że ten deadline był cokolwiek wart ![]()
alsoski001 napisał/a:Hrefi napisał/a:W tym roku długo weekend majowy był wyjątkowo długi i wyjątkowo pogodny. Nie sobie przypomnieć kiedy tak ostatnio było gorąco. Napewno dla wielu cudowny.
Wyjechałem z rodziną daleko poza miejsce zamieszkania. Nie kontaktowalem się z kochanką. Oboje chcieliśmy odpocząć.
Faktycznie trochę odpoczalem. Uspokoiłem mysli. Zdałem sobie sprawę że takie odcięcie było by skuteczne na dłuższą metę. Było sporo wolnych dni więc refleksje przyszły same. Różnego rodzaju.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nie nad romansem ale przedewszystkim nad tym czy takie małżeństwo to jest to co jestem w stanie akceptować nadal. Już pomijac kochankę. Liczę się z tym że gdy bym jednak odszedł od żony to mogę zostać sam przez jakiś czas.
Zdałem sobie sprawę że romans będzie mi bardzo ciężko zakończyć bo to coś więcej niż milosc. Ta miłość była budowana na przyjaźni kilkuletniej. Powoli, na spokojnie, bez wyraźnych intencji z naszej strony. Nagle niewiadomo jak, skąd ale poniedziałek stał się najlepszym dniem tygodnia bo wowczas mogliśmy zobaczyć się wzajemnie w pracy. Pojawilo się dziwne uczucie tęsknoty jednego za drugim w czasie urlopów. To było na długo przed romansem. Powinna się wówczas lampka w głowie zaświecic że coś się dzieje. Nie zaswiecila sie. Nie zdawalismy sobie sprawy co się rodzi. Teraz jak patrzę wstecz to wyraźnie widzę sygnały, które powinny nas ostrzec.
Ja z żoną różnie się calkowicie. Inaczej patrzymy na świat. Inne wydajemy sądy i inne mamy wartości. To co jest dla mnie cenne w życiu dla żony już niekoniecznie. I odwrotnie. Mało mamy wspólnych cech.
Kochanka to wręcz całkowite przeciwieństwo mojej zony. Jest taka sama jak ja tylko płeć inna. Tak samo patrzy na świat, to samo jest cenne dla niej co dla mnie. Pamiętam niejednokrotnie sytuację z pracy - jest jakiś problem z pracy, ktoś się jej pyta o zdanie. Ja przychodzę pół godziny później i mówię dokładnie to samo co ona. To wspólne patrzenie na życie w tym samym kierunku. Wydajemy takie same sądy, myślimy podobnie.
Czasem mam wrażenie jakbyśmy byli wychowani przez tych samych rodziców albo w takim samym środowisku. Jest bardzo duża zbieżność.Dlatego nawet jak motyle w brzuchu przestaną trzepotac to zostanie to co wyzej. Zostanie dwoje ludzi, którzy widzą świat tak samo.
Nasi partnerzy też nie ułatwiają. Moja zona to nie jest typ dumniej kobiety, która puszcza faceta wolno jak on nie chce z nią byc. Nie jest taka. To kobieta która sięgnie po wszystkie znane jej środki aby mnie zatrzymać. Sama się przyznała że gdy wystąpie o rozwód to zrobi wszystko abym go nie dostał. Zaczęła grać dzieckiem. Uczy go ze jak wracam z pracy to ma łapać mnie za szyję i mówić że mnie kocha. Żona się asekuruje jak moze.
Nie wiem po co to pisze. Chyba jako autoterapia.
Być może napisałeś to również po to, abym nie musiał się powtarzać
)
Wypisz, wymaluj moja sytuacja. Żona, która ma kompletnie inna wrażliwość niż ja, jesteśmy jakby z dwóch różnych światów. Kiedyś nawet się z tego cieszyłem - myślałem, ze różnorodność nas wzajemnie wzbogaci, urozmaici nasze życie.
Ale teraz mysle, ze to był błąd - za mało rzeczy nas łączy - mamy inne zainteresowania, inna wrażliwość na życie kulturalne, zawodowe czy rodzinne. Moim zdaniem oba jest bardzo przewrażliwiona, podczas gdy ja jestem jej zdaniem od wielu lat nieczuły i gruboskórny. Co ciekawe, moja kochanka ma zupełnie inne zdanie i bardzo często podkreśla ze jest dokładnie na odwrót.Dopóki nie wyzwolisz sie od wpływu kochanki, od myślenia o niej będziesz widział w żonie wszystko co najgorsze. Pamiętaj ze w romansie poznajesz tylko tę najlepsza stronę tej kobiety. Znasz ja tylko super zrobioną na spotkanie, w super nastroju na spotkanie, nie znasz jej od strony normalnego życia i zwyczajnych codziennych problemów. Kochanka nie uważa cie za nieczulego i gruboskórnego, bo nie masz okazji pokazac jej innego oblicza samego siebie niz to co kreujesz na tajnych spotkaniach. I to jest ta iluzja w romansie.
Wiem o tym. Ona ma przecież małe dziecko, którego nie zabiera ze sobą na nasze randki czy wyjazdy. A to byłaby zapewne codzienność w przyszłości. Codzienność której na razie nie spróbowałem. Kocham ja (to właśnie szczęście), ale mogę tego pożałować (a’propos jednego z pytań postawionych wyżej).....
Roxann napisał/a:Szary80 napisał/a:A ty co byś wybrał ?
No właśnie nic bo niby nie da się. Ale Hrefi jest w innej sytuacji, bo jego kochanka ma rodzinę i nie chce jej zostawiać, więc może sobie gdybać.
Przecież wiadomo, że rozwód nie oznacza straty dziecka.Wybacz Roxann, ale dopiero jak zostaniesz matką, zrozumiesz co to jest milosc do dziecka i poczucie odpowiedzialności za nie. Rozwód, odejście od rodziny to jest w pewnym znaczeniu strata dziecka. Czy alsoski bedzie szczęśliwy rozpieprzając dzieciństwo swojemu dziecku??? Czy bedzie szczęśliwy jak wyprowadzi sie do kochanki i będą sobie spędzać miły wieczór z nią i jej dzieckiem, mając świadomość, ze gdzieś tam jego własne dziecko tęskni i placze za nim??? Ja nie potrafię jakoś w to uwierzyć, ze to bedzie to wymarzone szczęście. Ale, może mężczyźni inaczej rozumują.
Mam właśnie takie rozterki.
Szary80 napisał/a:A ty co byś wybrał ?
Kiedy jestem w domu z dzieckiem wybieram dziecko. Przy kochance rodzina odchodzi na drugi plan i wybieram kochankę.
Ważna uwaga. U mnie to nie jest wybór dziecko albo kochanka. To jest wybór dziecko albo kochanka+jej dzieci.
Swoje własne zostawiam, biorę dzieci cudzego faceta, który je kocha i niczego się nie spodziewa.
Tak z boku próbuje na to patrzeć i w głowie mi się nie miesci.
Przybij piątkę Hrefi. Tak to działa. Będąc w domu - kochanka jest trochę na drugim planie teraz (wczesniej tal nie było), ale będąc z nia dzieci liczą się jakby mniej.
Ale ona + dziecko vs moje dzieci same - nie daje mi to spokoju.
Roxann napisał/a:alsoski001 napisał/a:Nie zartuj
Byłem trochę zajęty, ale jak wiesz taki temat sam z siebie nie znika....No maj się kończy i jak z tym deadlinem, postanowieniami?
Smiej sie, smiej ...
Gram na czas, idę do prawnika aby dowiedzieć się na czym stoję od strony prawnej - żyje z dnia na dzień.
Czy ja dobrze rozumiem, że ten prawnik, to tylko pic na wodę, że niby coś robisz w tym kierunku ... bo tak naprawdę to gra na czas i dalsze mydlenie oczu kochance? Nie wytrwałeś w postanowieniu 'zerwania' z nią, ona wciąż ma wobec Ciebie wymagania odnośnie rozwodu, to trzeba było coś wymyślić...
Tylko po co ta szopka? Ile będziesz jeszcze ją zwodził?
nie masz racji V.. trzeba. i wiem to od lekarzy, którzy bynajmniej nie są ustawieni negatywnie do antykoncepcji hormonalnej- przeciwnie, i z prywatnych rozmów- czyli są znajomymi- a nie moimi lekarzami./sorry za off top
Do pewnego wieku dzieci znaczenie ma ilość czasu z nimi spędzanego, ale potem następuje etap, gdzie większe znaczenie ma jakość.
To co masz im do powiedzenia, jak patrzysz na świat, jakie masz poglądy, co chcesz im przekazać i co reprezentujesz swoją postawą życiową.
Alsoski, kochasz kochankę romantyczną milością ale żyć z nią tak naprawdę nie chcesz.I gdyby ona do tego tak podchodziła to byłoby ok. Ale jeśli Ona naprawdę liczy na wasz związek, to lepiej zrób coś by to zakończyć. nie mozna tak stać w rozkroku ani oszukiwać kogoś
Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 39 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy romans zmienia rzeczywistość?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026