Witam.
W marcu moja pierwsza milosc, po 3 latach mnie zostawila. Miesiac pozniej, poznalem pewna dziewczyne.. no byla wrecz idealna.. zaczelismy sie spotykac. Zauwazylem, ze ona zaczela cos do mnie czuc, bylo wszystko dobrze, ale po kilku tygodniach cos zaczelo mi przeszkadzac.. porownywalem ja do bylej i wgl, cos mi strasznie przeszkadzalo ( sam do konca nie wiem co). Więc powiedzialem jej, ze jednak nic z tego nie bedzie i musimy przestac sie spotykac. Ona stwierdzila, ze woli miec ze mna dalej kontakt, niz calkowicie go zerwac...
Mamy ten kontakt do dzisiaj, widzimy sie kilka razy w tygodniu, oboje jestesmy nastawieni na przyjzn, tylko ze mnie jak i ja, strasznie ciagnie do siebie. Jak jest przy mnie, to chce ja przytulic.. pocalowac, ale boje sie, bo nie chce robic jej nadziei. Ogolnie, jakos tak wyjatkowo sie przy niej czuje.. Moge byc w 100% soba..
Tak sie zastanawiam.. czego ja oczekuje od zycia.. bo mam taka cudowna dziewczyne przy sobie, a ja sam nie wiem.. boje sie czegos, moze oczekuje czegos wiecej? szukam kogos jeszcze lepszego? Tylko, ze wszystkie ostatnie spotkania z innymi dziewczynami to porazka.. A ona? chyba niczego jej nie brakuje.. Tylko ja tak jakby szukam tego wielkiego "zakochania" etc..
Wiem, ze zalezy mi na niej i jestem dla niej w stanie wiele poswiecic..
Napisalem tutaj po to, by ktos cokolwiek napisal, bo nie wiem co o tym myslec.. pogubilem sie w tym ![]()