Witam,
dwa lata temu dowiedziałam się, że mam guza mózgu. Od tamtego momentu bardzo się zmieniłam. Stałam się bezwzględna, stanowcza, czasem egoistyczna. Rzuciłam faceta, z którym byłam 10 lat i związałam się z innym, który jest o 10 lat starszy i ma złe doświadczenia. Kilka lat temu rzuciła go dziewczyna z którą był 5 lat - nie wiem czemu, nie chce o tym rozmawiać. Jedyne co mi powiedział to to, że chciała tego co ja - rodziny, męża i dzieci. On nie.
Do dnia dzisiejszego on nie jest co do tego przekonany, uważa że to tylko problem. Żyje chwilą. Jego życiem jest praca i przyjemności - bo ja uważa i często to podkreśla - ma być przyjemnie. Życie ma być przyjemne... Miał ojca, który pił i awanturował się w domu. Potem ojciec zostawił jego i matkę - odszedł do innej, wyrzekł się ich i zmarł po jakimś czasie. Jego mam uważa że to spowodowało że jest teraz jaki jest. Uprawia ekstremalne sporty, żyje chwilą..
Mi samej przyznał się do tego że przez długi czas bawił się kobietami..
Jednak zakochaliśmy się w sobie. Widzę, że się zmienia, że jest postęp.. Jednak czasem podkreśla że pewne rzeczy się nie zmienią. Na jego hobby idą grube pieniądze i dużo zdrowia. On chce to robić do końca życia. Wiem że z tego nie zrezygnuje.
Kocham go.. czuję, że mi go brakuje, że za nim tęsknię..ale mu nie ufam:( nie po tym co mi o osobie powiedział. Na dodatek on nie chce rodziny, nie chce związku formalnego.. a ja o tym marzę, to dla mnie priorytet. Najgorsze jest to, że nawet nie czuję się przy nim atrakcyjna bo często mówi o tym co jest nie takie jakie powinno we mnie - celulitis, krótkie włosy, brzuszek.. Często wybucha złością o byle pierdołę, np. kiedy otworzę źle ketchup, lub wypłynie mi ser z tostów.
Czasem czuję złość ..nie wiem na kogo, nie wiem na co.. mam ochotę bić, płakać, krzyczeć bo nic nie mogę na to poradzić. Często wątpię w swoje uczucie..nie wiem już czy kocham czy nie, nie wiem czy jestem do tego zdolna. Czuję się jakbym wariowała.
Mam spore wahania nastrojów. Dobija mnie obecna syt. uczuciowa, dobija ciężka praca za marne grosze. Zaczynam uciekać do %. Coraz częściej pojawią się myśli by sobie coś zrobić. Wszystko zaczęło się od tej choroby.. Sama nie wiem co jest dla mnie dobre a co nie. Nie wiem czy związek z kimś kto ma całkiem inne priorytety ma sens. Czy mogę go zmienić, czy mogę pomóc sprostować psychikę.. Uważam że to może być syndrom dziecka alkoholika i zastanawiam się czy mogę coś zmienić w jego podejściu, czy jest szansa że on się zdecyduje mi dać to czego chcę..
(
Chciałabym sięgnąć po opinię osób neutralnych.. głównie co do psychiki osoby po przebytej cięzkiej chorobie i osoby z rodziny rozbitej przez alkohol.
Pozdrawiam,
K.