Czy tylko mój facet podczas choroby jest nie do zniesienia?Zachowuje się jakby miał zaraz umrzeć,dramatyzuje choć jest tylko przeziębiony i ten jego tekst:"Nawet nie wiesz jak ja się teraz czuje",taaa nie wiem bo ja nigdy nie byłam przeziębiona wrrrrrr.Zachowuje się jak małe dziecko.Pomagam mu jak tylko mogę podczas choroby a jak ja zachorowałam to on z tekstem:"to tylko przeziębienie,dasz radę"(nie wymagam od niego nie wiadomo czego).A jak jest u was?
Podobne tematy
Czy tylko mój facet podczas choroby jest nie do zniesienia?Zachowuje się jakby miał zaraz umrzeć,dramatyzuje choć jest tylko przeziębiony i ten jego tekst:"Nawet nie wiesz jak ja się teraz czuje",taaa nie wiem bo ja nigdy nie byłam przeziębiona wrrrrrr.Zachowuje się jak małe dziecko.Pomagam mu jak tylko mogę podczas choroby a jak ja zachorowałam to on z tekstem:"to tylko przeziębienie,dasz radę"(nie wymagam od niego nie wiadomo czego).A jak jest u was?
Nie tylko Twój
U mnie jest tak samo, dramatyzm i śmierć nad łóżkiem XD
Faceci w chorobie to nie faceci tylko już dzieci i to wszyscy bez wyjątków! ![]()
Bardzo wtedy działają na nerwy kobietom, ja nie wiem czemu oni tacy delikatni ![]()
U kobiet oczywiście żadnych chorób nigdy nie widzą, bo kobiety przecież nie chorują i nic ich nigdy nie boli, a oni nawet przy najmniejszym katarze już umierają i zużywają tony chusteczek, żeby pokazać jacy to oni biedni nie są ![]()
Ciężko to zrozumieć ![]()
W takim razie jestem kobietą, bo mnie nigdy nic nie boli, nie narzekam.
Faceci tacy są, bo tak ich mamy wychowały. "Katajek" i już trzeba dać "syjopek", bo on się źle czuje, biedne dziecko.
Ja tak nie mam, ale byc moze dlatego że przeciętny dzien u mnie to jakbym był na kacu/przeziębiony. Nie zwracam uwagi.
W takim razie jestem kobietą, bo mnie nigdy nic nie boli, nie narzekam.
A ja facetem
Muszę do łóżka, otulić się kołdrą, termofor na nogi, maść na klatę, no i proszę mi donosić herbatki, syropy, rosołki, itd. Nie narzekam tylko, bo jak gardło boli, to gadać się nie chce
Za to mój mąż - i nie wiem co gorsze - nigdy nie powie, że coś mu dolega. Do wizyty u lekarza/położenia się/brania leków należy go skłonić prośbą, groźbą lub szantażem.
O! Branie leków
Moja ulubiona część chorobowa faceta XD On nic nie weźmie, a najlepiej to połówkę, bo jeszcze mu zaszkodzi!! Oczywiście mowa o aspirynie i witaminie C ![]()
"Przechodziłam" ostatnio "chorobę" mojego królewicza....
Jeden wielki dramat!
Tym razem jednak tak te szopki związane z jego przeokropną chorobą (z trzy razy kichnął i jakiś katarek minimalny) zirytowały,
że żadnych herbatek nie robiłam, "nie szkodowałam" go, nie współczułam. Po dwóch dniach obruszył się, jaka to ja jestem nieczuła,
nie troszczę się o niego... Bla bla bla.
I powiedziałam mu właśnie, że to zasługa mamusi, która tak skakała nad synkiem...
Ech...czarna komedia ![]()
"Co robimy, gdy zatniemy sie w palec:
ONA:
1. mysli "au!"
2. wklada palec do buzi, aby krew nie kapala na dywan
3. druga reka siega po plaster, przykleja
4. idzie dalej
ON:
1. wrzeszczy "k...!"
2. odsuwa reke jak najdalej, bo nie moze zniesc widoku krwi
3. wola o pomoc
4. (w tym czasie tworzy sie na dywanie plama krwi)
5. musi usiasc, bo nagle dziwnie sie poczul (w tym czasie nadchodzi pomoc, czyli ONA)
6. lamiacym sie glosem wyjasnia, ze o malo nie stracil reki
7. odmawia przyklejenia plastra, bo "na taka rane jest stanowczo za maly"
8. potajemnie sprawdza w Encyklopedii Zdrowia, ile krwi moze stracic dorosly czlowiek, a mimo to przezyc (w tym czasie ONA leci do apteki po wiekszy plaster)
9. z mezna mina znosi naklejanie plastra
10. prosi o duzy stek na kolacje, aby przyspieszyc tworzenie sie czerwonych cialek krwi
11. ostroznie kladzie nogi na stoliku (w tym czasie ONA smazy stek)
12. stwierdza, ze przydalo by sie kilka piw, aby usmierzyc bol
13. odkleja plaster, by zobaczyc, czy rana jeszcze krwawi (w tym czasie ONA jedzie na stacje benzynowa po piwo)
14. tak dlugo kombinuje przy plastrze, ze znowu zaczyna leciec krew
15. zarzuca jej, ze nie umie opatrzyc rany
16. wzdycha i jeczy, kiedy ona odkleja stary i nakleja nowy plaster
17. stwierdza, ze dzis wieczorem musza zrezygnowac z tenisa, ale za to calkiem przypadkiem w TV leci mecz Pucharu Europy w pilce noznej (w tym czasie ONA trze plame na dywanie)
18. w nocy kilka razy wstaje do lazienki, aby sprawdzic, czy nie tworzy sie wokol rany zakazenie
19. z tego powodu nastepnego dnia jest zmeczony i rozdrazniony
20. zwalnia sie z pracy dwie godziny wczesniej do lekarza, aby potwierdzic, ze nie wdalo sie zakazenie
21. w pracy kradnie potajemnie temblak z apteczki w pokoju sanitarnym
22. prosi mila kolezanke o zabandazowanie i napawa sie jej wspolczuciem
23. podniesiony na duchu idzie z kolegami do knajpy wieczorem i na
pytania opowiada: "DROBIAZG, NIE MA O CZYM MOWIC!"
"Co robimy, gdy zatniemy sie w palec:
ONA:
1. mysli "au!"
2. wklada palec do buzi, aby krew nie kapala na dywan
3. druga reka siega po plaster, przykleja
4. idzie dalejON:
1. wrzeszczy "k...!"
2. odsuwa reke jak najdalej, bo nie moze zniesc widoku krwi
3. wola o pomoc
4. (w tym czasie tworzy sie na dywanie plama krwi)
5. musi usiasc, bo nagle dziwnie sie poczul (w tym czasie nadchodzi pomoc, czyli ONA)
6. lamiacym sie glosem wyjasnia, ze o malo nie stracil reki
7. odmawia przyklejenia plastra, bo "na taka rane jest stanowczo za maly"
8. potajemnie sprawdza w Encyklopedii Zdrowia, ile krwi moze stracic dorosly czlowiek, a mimo to przezyc (w tym czasie ONA leci do apteki po wiekszy plaster)
9. z mezna mina znosi naklejanie plastra
10. prosi o duzy stek na kolacje, aby przyspieszyc tworzenie sie czerwonych cialek krwi
11. ostroznie kladzie nogi na stoliku (w tym czasie ONA smazy stek)
12. stwierdza, ze przydalo by sie kilka piw, aby usmierzyc bol
13. odkleja plaster, by zobaczyc, czy rana jeszcze krwawi (w tym czasie ONA jedzie na stacje benzynowa po piwo)
14. tak dlugo kombinuje przy plastrze, ze znowu zaczyna leciec krew
15. zarzuca jej, ze nie umie opatrzyc rany
16. wzdycha i jeczy, kiedy ona odkleja stary i nakleja nowy plaster
17. stwierdza, ze dzis wieczorem musza zrezygnowac z tenisa, ale za to calkiem przypadkiem w TV leci mecz Pucharu Europy w pilce noznej (w tym czasie ONA trze plame na dywanie)
18. w nocy kilka razy wstaje do lazienki, aby sprawdzic, czy nie tworzy sie wokol rany zakazenie
19. z tego powodu nastepnego dnia jest zmeczony i rozdrazniony
20. zwalnia sie z pracy dwie godziny wczesniej do lekarza, aby potwierdzic, ze nie wdalo sie zakazenie
21. w pracy kradnie potajemnie temblak z apteczki w pokoju sanitarnym
22. prosi mila kolezanke o zabandazowanie i napawa sie jej wspolczuciem
23. podniesiony na duchu idzie z kolegami do knajpy wieczorem i na
pytania opowiada: "DROBIAZG, NIE MA O CZYM MOWIC!"
widac jestem kobietą , te 23 punkty chyba powinny byc pod napisem ona ,cos na odwrót zrobiłas
Każda choroba u faceta to jak pierwsza w historii ludzkości - przypadek jakiego jeszcze nie było. ![]()
Nie wiem z jakimi facetami macie do czynienia bo ja mam zupełnie inne doświadczenia.
Moj ojciec nie pamiętam żeby był chory za czasów mojego dzieciństwa - jedyną chorobą na jaką cierpiał to był kac. Dopiero na starość mu się zdrowie popsuło a wtedy już jego narzekania były zrozumiałe. Moj dawny facet uważał chorobę za jakąś oznakę słabości i nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek wspomniał że czuje się źle nawet jeżeli padał z nóg.
Żaden z moich dotychczasowych znajomych nie znał się na lekach - za to wszystlie koleżanki są jak chodzące encyklopedie farmaceutyczne.
Moj ex z wypadniętym dyskiem chodził chyba dwa dni bo przecież "poboli i przejdzie" dopiero jak z łóżka nie mógł wstać z bólu to jego matka po pogotowie zadzwoniła.
Potem się sytuacja z obojczykiem powtórzyła.
Moj siostrzeniec nie dość że raz z pękniętą ręką mecz kończył to systematcznie wracał tak poobijany, że normalna osoba by nie mogła z łóżka wstać a ten tylko szczerzył zęby z radochy.
Jeśli chodzi o mojego ojca to owszem - cokolwiek nie zaboli to już jest mega chory, nie może nic robić. Powie, że to nic takiego ale ma taką minę i tak chodzi jakby miał się przewrócić.
Jeśli natomiast chodzi o mojego lubego to jest całkowicie odwrotnie. Jak to się mówi, on ma dużą rezerwę bólu? Ubije rękę, rozetnie palca na którym są potem 4 szwy, ale będzie robił do końca, bo to nic takiego! Wpadnie do kanału, poobdziera plecy i pachy, krwawi, ale zaschnie i po chwili, to nic takiego! Większości jak coś go boi, albo źle się czuje to mi nic nie powie, tylko sam idzie szperać, weźmie tabletkę po kryjomu, ew powie 'przypadkiem mamie' (co mnie bardzo denerwuje i smuci, ze mi nie mówi a pojedziemy do mamy i jej powie :< no ale), i dopiero ostatecznie pójdzie do lekarza jak już nie może chodzić lub myśleć, bo mu zatoki pękają
Aczkolwiek ja się też nad nim nie rozczulam bo on tego nie lubi. Jak jest naprawdę chory to wtedy leży 3 dni w łóżku, ale obiad zrobi! (kucharz
). A jak ja jestem chora (o wiele częściej niestety) to skacze nade mną i jest mega opiekuńczy, czasami nawet za bardzo! Ale chwalę go za to hihi ![]()
Mężczyzna, który odniesie jakąś ranę (skaleczenie w paluszek, odrapanie
) czuje się jak wojownik. Nie przystoi mu z tego powodu jęczeć. Traktuje to jako dowód męskości.
Co innego gdy musi leżeć w łóżku zmorzony chorobą, wtedy czuje się bezradny, bo nic nie może zrobić. Jego organizm odmawia mu posłuszeństwo i to wzbudza w nim frustrację. Dlatego jęczy i narzeka na swój los.
15 2014-07-11 17:59:27 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-07-11 18:04:21)
Owszem, mój czasem tak ma
No, że umiera, że ten katar i coś tam to pewnie coś poważniejszego
Nie zawsze tak ma, ale często, u niego to właśnie ta cecha męska jest widoczna czasem
Dlatego np częściej niż ja np mówi, Że cokolwiek boli go głowa i brzuch, taki dramatyzm, a ja np mówię rzadziej, bo wiem, że minie
Jak tak mówi, to staram się racjonalizować albo już olewać i mówić "ta, jasne"
No, ale to takie cóż, jest to przesada, ale da się z tym wytrzymać ![]()
Teo, mój czasem też tak ma z lekami
To nie jest tak, że jest stereotypowy w każdej dziedzinie życia, bo z takim bym nie dała rady. Taki jest w nielicznych, ale w przypadku chorób, no stereotypowy często
Dobrze, że nie więcej stereotypowy, bo rady by się nie dało
Co do leków, to ma tak, że nawet jak niby bez recepty, bezpieczny, to czasem się boi brać. Tak jakby te leki były zamachem na jego życie
No, ale jak pójdzie do lekarza, coś mu przepisze, to prędzej wtedy weźmie, czuje się wtedy chyba bezpieczniej.
W chorobach przesada, za to w skaleczeniach tak bardzo już nie. Tzn on mi powie (więc może tu jest nietypowym facetem, bo może wielu nie powie swoim kobietom), że skaleczył się w pracy czy gdzieś, że uderzył się na schodach (czasem mu się to zdarza na jego schodach w domu
), że przeciął sobie palec niechcący lekko, ale tutaj się tak nie użala jak wtedy, gdy jest chory w sensie przeziębiony
Tak że tu jest spoko ![]()
16 2014-07-11 18:19:53 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2014-07-11 18:25:03)
Tak czytam wasze posty i się zastanawiam, na jakich wy facetów trafiacie?
Ja miewałem 40 stopni gorączki i normlanie chodziłem po zakupy i dawałem radę, nie raz też zdarzyło mi się skaleczyć od noża ale bynajmniej to nie był dla mnie powód by zamawiać sobie trumnę ![]()
Tak czytam wasze posty i się zastanawiam, na jakich wy facetów trafiacie?
![]()
Ja miewałem 40 stopni gorączki i normlanie chodziłem po zakupy i dawałem radę, nie raz też zdarzyło mi się skaleczyć od noża ale bynajmniej to nie był dla mnie powód by zamawiać sobie trumnę
Nie no jest normalny, tylko w tej kwestii taki śmieszny i stereotypowy
Jakby był taki w każdej kwestii, to bym go nie chciała, ale tak nie jest
Ja też raczej jestem taka, tzn jak jestem chora, to raczej jak mogę zostanę w domu, ale nie mówię, że umieram, więc tu bardziej jestem zdroworozsądkowa - w tej kwestii, w innych generalnie po równo jesteśmy zdrowo myślący. No, ale samo to, że ktoś mi przyniesie herbaty będzie obok, to lubię. No, ale też nie jęczę przesadnie
Hehe ![]()