Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Nie ma nic zdrowszego w edukacji niż moment, kiedy człowiek się buntuje i zadaje pytania o własne miejsce w świecie.

To zdanie Igi Kazimierczyk, pedagog, nauczycielki, trenerki i koordynatorki programów edukacyjnych, wypowiedziane podczas wywiadu udzielonego serwisowi na:Temat, zainspirowało mnie do poruszenia zagadnienia młodzieńczego buntu.

Czy Wy przeżywaliście okresy wyraźnego buntu, kiedy to z poziomu nastolatka lub młodego człowieka otaczający świat nagle wydał Wam się inny niż zaledwie kilka lat wcześniej? Pamiętacie ten moment i przyczyny? Chodziło o idee, zasady, krzyczeliście o zrozumienie, swobodę, wolność wyrażania się poprzez różne formy (np. wizerunek, muzykę)? Walczyliście z rodzicami, nauczycielami, a może całym światem?
Jak to oceniacie z perspektywy upływającego czasu?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Tak, jako młody człowiek buntowałem się. Mnie po prostu uwierało życie w jakim żyłem, w domu z ojcem alkoholikiem, któremu wiecznie trzeba było ustępować i się go bać i ze znerwicowaną matką-dewotką, dla której najważniejsze było to, żeby w niedziele chodzić do kościoła, bo co ludzie powiedzą. W wieku czternastu, piętnastu lat ojcu dałem w pysk, jak się do mnie pijany przyczepił i od tamtej pory przestałem się go bać, a matce wyrwałem kabel z ręki jak mnie chciała uderzyć, bo powiedziałem, że nie będę chodził do kościoła, bo to nie moja bajka. Dla mnie były to doświadczenia formujące. Nie dam sobie niczego narzucić wbrew sobie, ani się zastraszyć. Nie wiem, czy formą buntu było słuchanie muzyki - słuchałem długo metalu (black, death), gdzie znaczna większość rówieśników słuchała disco, techno i bawiła się na dyskotekach. Ja tą muzykę uwielbiałem, fascynowała mnie i była dla mnie odskocznią od szarej rzeczywistości, pasją.

3

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Nie rozumiem tej całej idei "buntu" i wydaje mi się dziwna... może dlatego że miałem względny spokój w domu? Jeśli mi się coś nie podobało to po prostu wyobrażałem sobie że to zmienię kiedy już będę miał pełną kontrolę nad własnym życiem.

Potrafię tylko jeden moment wyróżnić który może nieco przypominać taki "bunt", kiedy to przestałem rodzicom mówić o wszystkim. I to było zdrowe.

4

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
Szkot napisał/a:

Nie rozumiem tej całej idei "buntu" i wydaje mi się dziwna... może dlatego że miałem względny spokój w domu?

Myślę, że tak. Zwykle buntujemy, kiedy coś nas ogranicza lub z czymś się nie zgadzamy, jeśli jednak nie mamy takiej potrzeby, to bunt dla zasady wydaje mi się bezcelowy. Ja sama też nie przechodziłam w życiu takiego okresu. Co prawda zadawałam sporo pytań o własne miejsce w świecie, ale o to miejsce nie walczyłam, bo walczyć nie musiałam. Miałam w domu na tyle dużo swobody, zaufania oraz akceptacji dla własnych wyborów, że musiałabym być nienormalna, żeby jeszcze z tym wojować.

5 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2016-09-05 02:37:34)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Nieee, nie było mowy o żadnym buncie. W czasie, na który takowy mógłby przypadać, musiałam być wsparciem dla mamy, nie dodatkowym ciężarem. Inna sprawa, że w dogodniejszych okolicznościach też byłyby na coś takiego nikłe szanse.

Zaś moja młodsza siostra... Aj waj. wink Młoda wyrabia moją normę, równowaga w przyrodzie zachowana. Nie będę opisywać jej wybryków, bo jeszcze ktoś mnie zidentyfikuje. ;p

Wiem, że nie o tym temat, ale kojarzycie termin 'eskapizm'? To powiedzmy, że to była moja reakcja obronna na ten dziwny świat, wszystko odbywało się wewnętrznie. (:

6 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2016-09-05 08:00:46)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Ja się nie buntowałam w typowy sposób, jak na przykład moja siostra, bo ja miałam zawsze az za dużo wolności i marzyłam o normalnym domu, z mama i tata. Zamiast tego miałam i mam mamusie, która uważa i uważała swoje 3 corki za balast i ciezar  w zyciu i zwalala nasze wychowanie na babcie i ciotke, a potem wręcz uciekla z domu w nocy, gdy ja i siostra bylysmy za granica, a najmłodsza wypieszczona przez babcie siostra miała 16 lat i została calkiem sama w wielkim domu na wsi. Także buntowałam się ale na to jaką osobą jest moja mama i w jakich warunkach przyszlo mi żyć. Przez to jestem takim a nie innym człowiekiem, i w sumie do tej pory nie umiem nikomu tak naprawdę zaufać.
Jeśli moje corki będą się buntować to na pewno będzie to inaczej wyglądać niż u mnie. Mlodsza siostra praktycznie wogole się nie buntowała, a starsza która pamięta jeszcze ojca , bo miała prawie 5 lat jak wyemigrował za ocean, to buntowała się typowo: dyskoteki, papierosy, ucieczki przez okno na imprezy, randki itp. Ja owszem, tez chodziłam na imprezy, ale nikt mi niczego nie zabraniał, nie ograniczał, nie pilnował niestety. Czas mojego dorastania (4 lata roznicy jest miedzy mna a starsza siostra) przypadl na praktycznie całkowite oduniecie się mamy, bo poznala swojego obecnego męża i jest i była pod jego całkowitym wpływem.
Uważam ze my jesteśmy sto razy bardziej dorosłe niż nasza matka.
Także uważam, ze buntowanie się jest zdrowe i potrzebne, oczywiście w granicach rozsądku, po to, aby stać się w pełni samodzielną i autonomiczna jednostką. Wazne jest czy mamy przeciwko czemu się buntować. Ja miałam zawsze az za dużo wolności. Majac lat 7 sama chodziłam do szkoły czy jezdzilam rowerem dwa kilometry, czy to deszcz czy ostra zima. To było dla mnie trudne bo zawsze bylam niesmiala, wycofana, a dzieciaki z sąsiedniej wsi, gdzie była szkola smialy się z nas bo byliśmy praktycznie jedyna rodzina, gdzie nie było taty i był on za granica, a przez pierwsze lata podsatwowki mialysmy porządne zagraniczne ubrania, przybory szkolne słodycze co było przedmiotem zawiści. Zamiast tego wolalabym mieć normalna mame w domu, a nie to trzeba jej przyznać ciagle musiala być w pracy żeby na nas zarobić, bo pracowała dużo i wszystko było na jej glowie. Przez to była wiecznie sfrustrowana, zdenerwowana i zła.  Nigdy nie bylam z nia blisko, wiec i specjalnie nie musiałam się odsuwać, buntować.

7 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-05 13:29:56)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

bylam okropnym przypadkiem z punktu widzenia kazdego rodzica. Z tym, ze moj bunt byl bardzo lokalny i ograniczal sie konkretnie do mojego domu i jego zasad,  bo swiat jako taki mi nie przeszkadzal smile. Nie znosilam swojej matki, bo byla dyktatorem, mialam same ograniczenia, zadnych swobod.
A poniewaz z dyktatura nie ma kompromisu to gdy juz nastepowala faza krytyczna, zwijalam sie i znikalam z domu. Wszedzie bylo mi lepiej, nawet, gdy musialam spac na klatkach schodowych a bywalo smile Zaliczylam po drodze  pogotowie opiekuncze a nawet osrodek wychowawczy, z ktorych i tak ucieklam, ale nawet tam bylo mi lepiej, niz w domu, choc wiadomo, ze pelnej swobody nie bylo.
To nie tak, ze bylam typem lobuza. Przeciwnie, bylam taka naiwną i dobrodupną sierotą, zdolną do krzywdzenia co najwyzej siebie. Ale w obronie innych zawsze mialam odwage sie postawic, nawet gdy bylam sama przeciwko grupie. Moze to bardziej glupota byla, niz odwaga a moze nie panowalam nad tym, bo od zawsze mialam skrzywienie na punkcie sprawiedliwosci wink Stad tez czesto pakowalam sie w dodatkowe klopoty. Nie bede sie rozpisywac, bo to nie watek o moich mlodych-gniewnyvh latach, ale ostatecznie chyba w jakis sposob wzmocnily moj charakter, wyrobily odpornosc na rzeczywistosc, pozostawiajac jednak wrazliwosc, co ma swoje plusy i minusy, bo czasem sobie nie radze z emocjami, jakie ta rzeczywistosc we mnie wyzwala. Niby jestem zahartowana, ale czasem czuje sie jak bezradne dziecko. Niemoc, bezsilnosc (nie mylic z bezradnoscia) najbardziej mnie dobija.  Bo nad strachem jestem w stanie zapanowac.
Moje dzieci przeszly przez okres dojrzewania bez buntow i burz,  co mnie niezmiernie cieszylo, bo chyba bym osiwiala, gdyby poszly w moje slady, ale one mialy jak pączki w masle a na bunt dla zasady byly zbyt leniwe i wygodne.  Albo za mądre wink

8

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Idea buntu? Raczej naturalna kolej rzeczy. Pozwala na zbudowanie własnych wartości, hierarchii zasad postępowania lub wzmocnienie/przemodelowanie tych przekazywanych przez rodziców. A służy zerwaniu dziecięcych więzów zależności , "pójściu na swoje" .

9 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-09-05 14:21:25)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
apologises napisał/a:

A służy zerwaniu dziecięcych więzów zależności , "pójściu na swoje" .

dokładnie własne zasady wink

bunt to też błędne koło, ale to już zawarte zostało w

apologises napisał/a:

wzmocnienie/przemodelowanie

bez zdrowych/nowych wzorców, można by to nazwać "wielkie halo o nic"

moja wyobraźnie podpina mi slogan "RODZINA NA SWOIM" big_smile


wink

10

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Dodając do poprzedniego posta chciałabym napisać, że zastanawiając się nad tematem głębiej, właśnie dotarło do mnie, że wiele rzeczy robiłam wbrew woli rodziców, ale oni te decyzje szanowali, stąd brak potrzeby buntu. Za to raz przeżyłam taki moment, kiedy to wbrew woli mojego taty zdecydowałam, że na stałe (tymczasowo, ucząc się, już znacznie wcześniej mieszkałam w internacie lub wynajętym mieszkaniu, co też nie było konsultowane smile) wyprowadzam się z domu, bo nie chcę z nim mieszkać. Gdybym wtedy pozostała, to byłaby to decyzja wiążąca. Co prawda byłam już pełnoletnia, dorosła, a mimo to tata bardzo długo był z tego powodu rozczarowany, zresztą wyraźnie dając mi to odczuć. I nie wiem czy kiedykolwiek się z tym wyborem pogodził.

11

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

A rodzice walczący z tymi buntami? Ile różnic między narzuceniem własnej woli, uchronieniem dziecka przed "czymś złym" , a pozwoleniem na naukę na błędach?

12

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Jeszcze są inne postawy rodziców: wieczna krytyka, obojętność (tutaj bunt jest bezzasadny skoro nie ma reakcji rodzica), pogodzenie się, rzucanie przeszkód pod nogi i inne.

13 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-09-05 15:34:00)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Wszystko oscyluje między poczuciem winy albo krzywdy
smile

Błędnym odbiorem, też wink

Jak patrzę na rówieśników, to większość była buntujaca się, chodź byli też spokojni

O dziwo wszyscy Ci spokojni, wtedy nie mrawi, szybciej wyszli, na ludzi, być może już nimi byli wink

A tak wydaje mi się że, ten bunt to walka o przetrwanie, wyzbywanie się winy, albo opłacanie krzywdy

Coś jest zachwiane z relacji rodzice, dzieci
Inaczej nie było by potrzeby, aż tak się afiszować sad

A może wszystko jest dobrze, tylko nie takie wink

14 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2016-09-05 20:18:05)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
Iris7 napisał/a:

Wiem, że nie o tym temat, ale kojarzycie termin 'eskapizm'? To powiedzmy, że to była moja reakcja obronna na ten dziwny świat, wszystko odbywało się wewnętrznie. (:

Eskapizm, to też rodzaj buntu.

Moje "cielęce" lata zaowocowały całkowitym wyciszeniem i ignorowaniem dorosłych. Pomimo że byłam kolejnym dzieckiem i rodzice już mieli do czynienia z wiekiem dojrzewania, to nie raz mama mówi, że dałam im w kość i przyznaje, że nie umieli do mnie dotrzeć. Nie wszczynałam dyskusji, nie próbowałam zaznaczyć swojej obecności, potrzeb, nie pyskowałam, nie buntowałam się. Kiedy rodzice prawili mi kazanie (tak wówczas odbierałam wszystkie próby tłumaczenia mi czegokolwiek z ich strony), ja grzecznie wysłuchałam i wciąż robiłam po swojemu. Informowałam rodziców, że wychodzę i nawet, kiedy wyrażali sprzeciw - wychodziłam. Przy czym nie uciekałam bawić się ze znajomymi, ale na spacer do lasu, do niewielkiego warsztatu kolegi, w którym zawsze można było pomilczeć z kolegą, poczytać gdzieś w spokoju książkę, albo powłóczyć się po polach. Podobnie było w szkole. Gdy lekcja mnie nudziła (zdarzyło się tak kilka razy), podnosiłam rękę i informowałam nauczycielkę, że wychodzę do biblioteki.

Przeszło mi mniej-więcej w wieku szesnastu lat.

Z perspektywy mogę powiedzieć, że świat był w tamtych latach dla mnie za głośny.

15 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-09-05 20:46:05)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
Olinka napisał/a:

Nie ma nic zdrowszego w edukacji niż moment, kiedy człowiek się buntuje i zadaje pytania o własne miejsce w świecie.

To zdanie Igi Kazimierczyk, pedagog, nauczycielki, trenerki i koordynatorki programów edukacyjnych, wypowiedziane podczas wywiadu udzielonego serwisowi na:Temat, zainspirowało mnie do poruszenia zagadnienia młodzieńczego buntu.

Czy Wy przeżywaliście okresy wyraźnego buntu, kiedy to z poziomu nastolatka lub młodego człowieka otaczający świat nagle wydał Wam się inny niż zaledwie kilka lat wcześniej? Pamiętacie ten moment i przyczyny? Chodziło o idee, zasady, krzyczeliście o zrozumienie, swobodę, wolność wyrażania się poprzez różne formy (np. wizerunek, muzykę)? Walczyliście z rodzicami, nauczycielami, a może całym światem?
Jak to oceniacie z perspektywy upływającego czasu?

Mnie się wydaje, że Autorka cytatu mogła mieć na myśli bunt bardziej globalny niż relacje rodzice - dzieci,  czy dzieci - nauczyciele. Może jakieś rewolucje typu walka o zmianę przepisów, dostosowanie ich do zmiennej rzeczywistości,  wyjście poza strefę komfortu, jakiś powiew świeżości w przykurzony, konserwatywny światek. Teoretycznie każdy z nas ma szansę zostać prekursorem nowej myśli, bo każda rewolucja miała początek w niezadowoleniu jednostki. I często były to zmiany pozytywne. Pokazuje to wiele filmów biograficznych, jak masa wynalazków czy choćby pionierskich operacji,  zainicjowanych przez wielkie umysły dla dobra ludzkości, dla poprawy ich bytu, napotkało mur niechęci i zawiści. I tylko dzięki uporowi i determinacji tych ludzi nie żyjemy w epoce kamienia łupanego i nie jeździmy na kwadratowych kołach smile dlatego uważam, że bunt ogólnie dobry jest.
Natomiast buntu o charakterze lokalnym, jako matka,  nie popieram smile co niestety jest ignorowane przez połowę moich latorośli.

16

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
gagatka0075 napisał/a:

Mnie się wydaje, że Autorka cytatu mogła mieć na myśli bunt bardziej globalny niż relacje rodzice - dzieci,  czy dzieci - nauczyciele.

Nie chciałabym, abyśmy zanadto odeszli od tematu, ale wyjaśnię, że myśl autorki cytatu na potrzeby niniejszego wątku nieco wyrwałam z kontekstu. Wywiad dotyczył zmian w szkolnictwie, jakie za rok planuje wprowadzić obecna władza oraz bezradności dzieci, które traktowane są jak meble przestawiane z kąta w kąt i bez wpływu na to, co się z nimi dzieje.

Pani Iga Kazimierczyk jako pedagog jest wielką przeciwniczką owych zmian (nie ona jedna zresztą), dlatego właśnie na koniec rozmowy powiedziała:
Szkoła zawsze jest instytucją propagandową. Funkcjonuje dokładnie tak, jak chcielibyśmy, aby funkcjonowało społeczeństwo. Ale to nie przełoży się w proporcjach 1:1. To było możliwe w latach 30. w różnych krajach - wiemy, jak to działało. Dziś ludzie mają okno na świat i spora część ludzi będzie mogła pewne rzeczy zweryfikować na zewnątrz. Trochę nawet bym sobie tego życzyła, żeby ta szkoła była tak ohydna i straszna, że uczniowie by się po prostu zbuntowali. Nie ma nic zdrowszego w edukacji, niż moment, kiedy człowiek się buntuje i zadaje pytania o własne miejsce w świecie.

17

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
ewelinaL napisał/a:

Z perspektywy mogę powiedzieć, że świat był w tamtych latach dla mnie za głośny.

Dla mnie ten świat każdego dnia jest za głośny. Zbyt wiele w nim jazgotu.

18

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
tomekk_33 napisał/a:

Dla mnie ten świat każdego dnia jest za głośny. Zbyt wiele w nim jazgotu.

Wciąż się przeciwko temu buntujesz czy może nauczyłeś się radzić sobie z tym wszechotaczającym Cię jazgotem?

19 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-09-05 22:02:35)

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
Olinka napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Mnie się wydaje, że Autorka cytatu mogła mieć na myśli bunt bardziej globalny niż relacje rodzice - dzieci,  czy dzieci - nauczyciele.

Nie chciałabym, abyśmy zanadto odeszli od tematu, ale wyjaśnię, że myśl autorki cytatu na potrzeby niniejszego wątku nieco wyrwałam z kontekstu. Wywiad dotyczył zmian w szkolnictwie, jakie za rok planuje wprowadzić obecna władza oraz bezradności dzieci, które traktowane są jak meble przestawiane z kąta w kąt i bez wpływu na to, co się z nimi dzieje.

Pani Iga Kazimierczyk jako pedagog jest wielką przeciwniczką owych zmian (nie ona jedna zresztą), dlatego właśnie na koniec rozmowy powiedziała:
Szkoła zawsze jest instytucją propagandową. Funkcjonuje dokładnie tak, jak chcielibyśmy, aby funkcjonowało społeczeństwo. Ale to nie przełoży się w proporcjach 1:1. To było możliwe w latach 30. w różnych krajach - wiemy, jak to działało. Dziś ludzie mają okno na świat i spora część ludzi będzie mogła pewne rzeczy zweryfikować na zewnątrz. Trochę nawet bym sobie tego życzyła, żeby ta szkoła była tak ohydna i straszna, że uczniowie by się po prostu zbuntowali. Nie ma nic zdrowszego w edukacji, niż moment, kiedy człowiek się buntuje i zadaje pytania o własne miejsce w świecie.

Czyli jest to jednak bunt globalny, niestety skoncentrowany głównie na dokopaniu jednej partii przez opozycję i vice versa, i  najmniej ważne jest w nim dobro dzieci i przygotowanie ich do życia i  zawodu,  czyli zasadnicze założenia  edukacji.  Spór irracjonalny, wręcz szkodliwy. I faktycznie po prostu propaganda.
Choć przyznam szczerze, że jako produkt starego systemu  uważałam go za dobry, i nie odczuwałam szkoły jako przedmiotu i areny potyczek politycznych. Mnie ona służyła głównie zdobywaniu wiedzy i rozwojowi społecznemu. Dopiero teraz ubolewam nad tym, co się dzieje w szkołach i to zarówno na " górze", w strefach ustawodawczych, jak i wykonawczych, pedagogicznych. Jeden cyrk, bałagan, zamieszanie,  a pożytek coraz mniejszy. Więc co nam przyjdzie z buntu tych młodych, ale jeszcze jednak nieświadomych i zagubionych młodych ludzi? Raczej nic dobrego. Do postawienia się systemowi potrzebna jest dobra podstawa, mądrość i rozsądne argumenty.

20

Odp: Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...
Olinka napisał/a:
tomekk_33 napisał/a:

Dla mnie ten świat każdego dnia jest za głośny. Zbyt wiele w nim jazgotu.

Wciąż się przeciwko temu buntujesz czy może nauczyłeś się radzić sobie z tym wszechotaczającym Cię jazgotem?

Wiesz,  nie akceptuję tego jazgotu.  Męczy mnie potwornie.  Wolę ciszę.  Nie buntuję się przeciw niemu,  bo w jazgocie mój bunt byłby zagłuszony na starcie.  Ja żyję obok,  pomimo jazgotu.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie ma nic zdrowszego niż moment, kiedy człowiek się buntuje...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024