Ja się nie buntowałam w typowy sposób, jak na przykład moja siostra, bo ja miałam zawsze az za dużo wolności i marzyłam o normalnym domu, z mama i tata. Zamiast tego miałam i mam mamusie, która uważa i uważała swoje 3 corki za balast i ciezar w zyciu i zwalala nasze wychowanie na babcie i ciotke, a potem wręcz uciekla z domu w nocy, gdy ja i siostra bylysmy za granica, a najmłodsza wypieszczona przez babcie siostra miała 16 lat i została calkiem sama w wielkim domu na wsi. Także buntowałam się ale na to jaką osobą jest moja mama i w jakich warunkach przyszlo mi żyć. Przez to jestem takim a nie innym człowiekiem, i w sumie do tej pory nie umiem nikomu tak naprawdę zaufać.
Jeśli moje corki będą się buntować to na pewno będzie to inaczej wyglądać niż u mnie. Mlodsza siostra praktycznie wogole się nie buntowała, a starsza która pamięta jeszcze ojca , bo miała prawie 5 lat jak wyemigrował za ocean, to buntowała się typowo: dyskoteki, papierosy, ucieczki przez okno na imprezy, randki itp. Ja owszem, tez chodziłam na imprezy, ale nikt mi niczego nie zabraniał, nie ograniczał, nie pilnował niestety. Czas mojego dorastania (4 lata roznicy jest miedzy mna a starsza siostra) przypadl na praktycznie całkowite oduniecie się mamy, bo poznala swojego obecnego męża i jest i była pod jego całkowitym wpływem.
Uważam ze my jesteśmy sto razy bardziej dorosłe niż nasza matka.
Także uważam, ze buntowanie się jest zdrowe i potrzebne, oczywiście w granicach rozsądku, po to, aby stać się w pełni samodzielną i autonomiczna jednostką. Wazne jest czy mamy przeciwko czemu się buntować. Ja miałam zawsze az za dużo wolności. Majac lat 7 sama chodziłam do szkoły czy jezdzilam rowerem dwa kilometry, czy to deszcz czy ostra zima. To było dla mnie trudne bo zawsze bylam niesmiala, wycofana, a dzieciaki z sąsiedniej wsi, gdzie była szkola smialy się z nas bo byliśmy praktycznie jedyna rodzina, gdzie nie było taty i był on za granica, a przez pierwsze lata podsatwowki mialysmy porządne zagraniczne ubrania, przybory szkolne słodycze co było przedmiotem zawiści. Zamiast tego wolalabym mieć normalna mame w domu, a nie to trzeba jej przyznać ciagle musiala być w pracy żeby na nas zarobić, bo pracowała dużo i wszystko było na jej glowie. Przez to była wiecznie sfrustrowana, zdenerwowana i zła. Nigdy nie bylam z nia blisko, wiec i specjalnie nie musiałam się odsuwać, buntować.