Witam. Krótko i na temat (no chyba, że trzeba będzie coś dodać:p)
Jestem w związku 1,5 roku. Mamy oboje dość ciężki charakter pod względem ogólnej niedostępności i stopnia zamknięcia w sobie, no może on jest trochę bardziej ogarnięty (ale też i bywa wybuchowy). Mieliśmy trochę problemów, rozstania i powroty, ale ostatnio jest ok i jakby wszystko zmienia się na lepsze.
Niestety pewnego bardzo nieszczęśliwego dnia miałam podły humor (kumulacja stresów). Umówiliśmy się, że podjadę po niego do pracy i pojedziemy razem do niego. Przyjechałam podminowana i zaprezentowałam bardzo piękny klasyczny foch (na jego przywitanie - zostaw mnie, na pytanie co się stało - nic, na kolejne pytanie co mi znowu od...liło - zero). Szybko dał sobie spokój i zarządził, że odwiezie mnie do domu, miałam szansę i ją zmarnowałam (tamte rozstania poniekąd były spowodowane takim moim zachowaniem), wszystko w tonie, że to już koniec. Wszystko z bardzo zimną krwią (nawet podziwiam). Na to poszłam sobie chlipać i jarać fajki we wnęce jakiegoś budynku
Ostatecznie wytłumaczyłam, że miałam zły humor po prostu, on mnie zaczął przepraszać (aż do kolejnego dnia).
Wiem, że czasem głupio postępuję, nie chcę się usprawiedliwiać, że tak mam i tyle, ale czy taka reakcja jest uzasadniona? Trochę mimo wszystko poczułam, że on oczekuje, że teraz wszystko zawsze będzie idealne (a przynajmniej, że ja taka będę).
A i nie jest to pierwszy raz, bo podobne akcje zawsze były, niezbyt często, ale regularnie. Szantaż zerwaniem to podobna próba potwierdzenia czy mi zależy
(bo nie okazuję mu żadnych uczuć. faktycznie mam z tym problem, ale, hmm, rozwijam się).
No nie wiem, on przesadził czy ja?
Podobne tematy
wg mnie jeszcze jesteś niedojrzała... a do związku trzeba dorosnąć.