Witajcie.
Chciałem uzyskać poradę od kobiet w pewnej sprawie. Byłem w ponad 3 letnim związku z osobą, z którą wydawało mi się, że chcę spędzić resztę życia. Jak to w każdym związku były wzloty i upadki. Ja muszę przyznać, że czasem zachowywałem się niezbyt okej - imprezy z kumplami, nie dotrzymywanie danego jej słowa, jakieś tam drobne wyskoki z innymi dziewczynami ale jeśli chodzi o nie to wszystko to w granicach rozsądku. Czasem płakała przeze mnie, że nie może na mnie liczyć ale ja uważałem, że zawsze może tylko musi o wszystkim mówić. Pewne rzeczy sprawiały, że miałem jej serdecznie dość ale były to chwile. Z czasem zaczęliśmy się docierać, ja starałem się nie reagować na jej wady ona na moje. Rozmawialiśmy sporo o nas i szukaliśmy kompromisów. Udawało się to i z czasem przyznała, że tak właśnie powinno to wyglądać, że jak są problemy i nie porozumienia siadamy i rozmawiamy a nie każdy w swoją stronę.
Myślałem, że mamy wszystko wyjaśnione kilka miesięcy przed jej odejściem było naprawdę okej a ona nagle zaczęła coś kombinować. Nie wiem czy można być aż tak zmiennym, bo sama przyznała że wszystko okej, że się dogadujemy a tu nagle że ona tego nie widzi. Że jeżeli kłóciliśmy się po kilku miesiącach wspólnego życia to co będzie za kilka lat skąd ma pewność że będzie mogła na mnie liczyć, skąd będzie wiedziała czy nasze dziecko będzie mogło liczyć na ojca. Teraz jest dobrze, ale ona się boi, że to chwilowe tylko i odeszła przed tygodniem. Powiedziała, że musi przemyśleć. Mam wielki żal do niej za to, że tak postąpiła i nie umiem się z tego pozbierać.
Jak to widzicie 'babskim' okiem?