Hej
może mój post okazać się trywialny ale mam złudną nadzieję na rozpoczęcie pewnej dyskusji. PO prostu im jestem starsza tym bardziej nie mogę się odnaleźć w społeczeństwie. Tak mi się wydaje.
Mam 24 lata, byłam w 1 normalnym związku w swoim życiu plus pewne epizody z innymi. Pochodzę z dość dużego miasta w Polsce, studiuję, pracuję, mam zlecenia dodatkowo, zgłaszam się do różnych kółek, organizacji, można powiedzieć, że gonię za swoim celem, marzeniami.
Problem jest taki, że możliwe, że jestem zbyt ambitna i pewna forma życia- towarzyskie, prywatne mi ucieka.
Mam pełno koleżanek, które albo nie mają ambicji, albo którym dobrze jest tak jak jest ale narzekają i nie chcą/boją się zmiany. Ja natomiast jestem pełna werwy od urodzenia, mam charakter, energię i jak się zaprę to czegoś dokonam ( oczywiście na na siłę bo też się boję, ale z czasem).
Widzę, że dużo moich znajomych już się poparowało ( taka kolej rzeczy w tym wieku). Jest jeszcze inna grupa, tych którzy są singlami i 'robią swoje' i druga tych którzy pracują/studiują i imprezują.
Moim problemem jest to, że ja nigdy nie narzucałam się w towarzystwie, nie narzucałam się facetom. To zwykle faceci mnie 'dostrzegali' w towarzystwie, podchodzili, mimo tego, że jestem energiczna i towarzyska mam problem z nieśmiałością w kontaktach damsko męskich. Dlatego też mogę dawać złe wrażenie osoby, która wie czego chce - w tym możliwe, że wybrania sobie chłopaka. Natomiast ja jestem w rzeczywistości bardzo nieśmiała i boję się dojść pierwsza do faceta. Dlatego tak strasznie trudno jest mi nawiązać jakąkolwiek , nawet koleżeńską, relację z mężczyzną. Zwykle musi to być kilka spotkań czy imprez abym się do kogoś przekonała.
Do czego zmierzam.
Jestem otoczona w moim mieście dwiema takimi samymi koleżankami z dwóch różnych grup znajomych. Zawsze mi imponowały, bo wydawały mi się otwarte, towarzyskie, zawsze miały powodzenie, chłopaków. Ale okazało się, że jest inaczej. Kiedy weszłam w jedną i w drugą grupę znajomych one automatycznie tak jakby broniły swojego terytorium nie pozwalając nawet swoim kolegom się ze mną zadawać. Mimo,że ja nic złego nie miałam na myśli- a propos podrywu czy coś.
Widzę, że faceci mają w dupie za przeproszeniem z kim rozmawiają na imprezach itp i dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że to dziewczyny tak naprawdę grają pierwsze skrzypce i to one podrywają facetów. Byłam świadkiem jak w sierpniu koleżanka powiedziała na wyjeździe koledze, że nic do niego nie czuje, on to przeżył w pewien sposób, zaczął się z kimś spotykać, a ona tak zrobiła, nie wiem jak - że teraz on się z nikim innym nie spotyka tylko z nią i ze swoimi kumplami... Powiedziała mi kiedyś, że ona jest zazdrosna o niego mimo, że nie są razem i że nie pozwoli mu mieć kogoś bo jest jej tzw 'friendzonem' z którym ona chodzi na wesela.
Widzę, że on ogląda się za innymi laskami, przychodzi na spotkania z nią razem z innymi kumplami a ona mu kupuje prezenty...
I nie wiem w tym momencie czy tak 'powinno' być w znajomościach? Niby nie powinno się szufladkować, że nie ma przyjaźni damsko męskiej ale sama byłam świadkiem tego co od pół roku się działo jak ona latała za swoim byłym a temu nie 'pozwoliła' być z kimś innym - tak aby tylko mieć atencję w grupie...
Tak samo ta druga koleżanka- podrywał mnie jej kolega przez pół roku, za każdym razem kiedy się spotykaliśmy ona mnie od niego odsuwała, ona nie pozwalała mu się ze mną witać . A widać było, że on chciał. Kiedy byliśmy razem przez pewien okres czasu ona zawsze do niego dzwoniła, za przeproszeniem codziennie nawet jak ja u niego byłam napierdalała mu na facebook. Zabierała go częściej niż ja do kina, na imprezy- mimo, że sama ma faceta. Jest atencyjna. Nie wiem dlaczego.
Nie jesteśmy z tym chłopakiem razem bo zachował się w stosunku do mnie jak dupek- albo ona coś mu nagadała i po prostu przestał do mnie pisać, przestał mnie poznawać w towarzystwie, ignorował mnie. Ja odsunełam się z towarzystwa- ale nadal się czasem z nimi widuję.
Mam dobrą intuicję. Nie wiem dlaczego ja przyciągam takie 'koleżanki' . Obydwie są moimi dobrymi znajomymi, znam je od więcej niż 5 lat. Znają moje słabości, smutki, historie, wszystko. Czuję , że albo ja jestem jakaś niedorozwinięta w kontaktach z mężczyznami i nie potrafię być pewna siebie i przyciągnąć faceta- albo ktoś jakby odgórnie mi zazdrości i 'zabrania' zadawania się z kimś.
Tak jakbym czuła nad sobą kontrolę ze strony jednej i drugiej. Że one wszystko musza wiedzieć. A kiedy coś dzieje się bez ich wiedzy to robią dziwną minę. ( tak to prawda, ostatnio tej pierwszej opowiadałam o imprezie z innymi znajomymi w czwartek to się dziwiła i ciągle wypytywała tak jakby chciała się wszystkiego dowiedzieć).
Dlatego też przestałam wielu osobom mówić o sobie.
Dlatego też mam dosłownie kilku zaufanych ,oddalonych przyjaciół wraz z moją siostrą. Dlatego też boję się takich grupek znajomych, bo każdy o sobie gada i każdy o sobie wszystko wie. A mnie to wkurza. Bo ja nie potrzebuję rozmawiać o ludziach, plotkować. Ja czasem mam wrażenie, że zachowuję się jak facet - skupiony na jednej rzeczy, na osiągnięciu celu. A nie jak niektóre moje koleżanki- nigdy nie umawiałam się na ploty- bo mnie inni naprawdę nie interesują i ich problemy łóżkowe.
I teraz nie wiem czy ja naprawdę w wieku 24 lat nie pasuję do żadnego srodowiska? Czy naprawdę każdy o sobie plotkuje? Dlaczego przyciągam do siebie takie koleżanki, które okazuje się, że później albo czują się zagrożone (?) i muszą grać pierwsze skrzypce w grupie albo zaczynają mnie komentować, jakby degradować społecznie przy innych. Dlaczego tak jest?
Bo ja nie mam problemów? Bo ja robię swoje i mam pewien cel ? Moje motto życiowe brzmi carpe diem a także to co powiedział kiedyś Will Smith - rób swoje, pracuj ciężko a odpowiedni ludzie zawsze się znajdą.
I teraz dl amnie jest to prawda a czasem mam wrażenie, że niektórzy tego nie rozumieją i na siłę trzymają się kurczowo jakiś grupek aby nie być samotnymi.....
Czy to naprawdę może moje myślenie jest złe? A Może jestem mało pewna siebie bo może nie powinno mnie obchodzić co one robią a robić swoje i się nie przejmować? A może powinnam popracować nad sobą i może gdybym była bardziej pewna siebie do tej sytuacji z 'rozstaniem' by nie doszło i nie miałabym nic przeciwko kolegowaniu się tego chłopaka z moją koleżanką?
Może to też jest moja wina?
Jak wy to oceniacie?
Nie chcę tutaj zwalać winy na nikogo ale co mogę w sobie ulepszyć aby nie przejmować sie takimi laskami? Aby np przyciągać facetów i mieć za przeproszeniem w dupie co kto o mnie pomyśli bo to moje życie i to z kim on się zadaje czy to koleżanka czy kolega nie powinno mnie obchodzić?
Ja wypadłam z 'obiegu' damsko męskiego wlasnie po tym 'rozstaniu' do tej pory czuję się niepewna siebie, rozkminiam. Mimo, że schudłam i lepiej się czuję.
Proszę o komentarze i np kopa w dupę hehehe.
Bo może mi się przydać ![]()
Pozdrawiam,
Weronika