Mam 26 lat marzę o normalnym związku, założeniu rodziny a zamiast tego miałam związki bez przyszłosci...
Moja pierwsza miłość taka młoda i wtedy myślala ze bezsensowna, kochaliśmy się a jednak rozstaliśmy się.Walczył o mnie ale byłam nie ugieta teraz żałuję.
Pozniejsze zwiazek, pan którego poznałam w pracy. Niestety rozwodnik jak sie pózniej okazało,początkowo było cudownie. Zamieszkaliśmy razem i wtedy się zaczeło piekło, nie interesowało go nic oprócz pisywania na czacie i umawianiem się z innymi dziewczynami. Nie dokladał się do czynszu i innych rachunków, któregoś dnia pod moją nieobecność wyniósł się z mieszkania wraz z jego zawartościa która należala do właścicieli. Zostałam się z długiem, dzieku rodzicom spłaciłam go.Do dzisiaj jest mi to przez nich wypominane.
Po nie udanym zwiazku długo byłam sama, poznałam kolejnego pana o którym pisałam wam w swoich postach.
Niestety kolejny rozwodnik, poczatkowo mialam nadzieje ze jest inny, bardziej poukladany.Myliłam sie jego chore zazdrości wyniszczaja mnie, a ja nie potrafię odejsc boję się że zostane sama i już nigdy ale to nigdy nie spełnię swoich marzeń.
W obecnym zwiazku ciągłe chuśtawki uczuc, raz nosiłby mnie na rekach a pozniej zniknołby tam gdzie mnie nie ma.
Chocby wczoraj obraził sie bo dzwoniłam za nim a on tego nie lubi przeciez...
Zdnia na dzień czuję że bede musiała się przyzwyczaić do życia w samotności, bo w obecnym zwiazku juz dlugo nie zagoszcze. Ciągłe zrzucanie na mnie winy wprowadza mnie w depresję.
Kochani czy ja coś robię zle?? dla kogoś kogo kocham jestem w stanie oddac wszystko, jest wtedy dla mnie najważniejsza osoba.
Chcę kochać i być kochaną i czuć że jestem dla kogoś ważna tak samo jak on dla mnie...
czym sobie zasłużyłam na takie życie???