Witajcie... Mam potrzebę opowiedzenia o tym komuś, bo problem zaczął mnie przerastać.
Pod koniec pazdziernika uległam dość poważnej kontuzji kręgosłupa i jestem na zwolnieniu lekarskim. Pierwszy tydzień nie mogłam chodzić, ale po serii zastrzyków udało sie i rozpoczęłam fizjoterapię. Tata, gdy tylko sie dowiedział od razu powiedział, ze mam przyjechać do domu zając sie mamą (ma zaniki pamięci od 2 lat). Najbardziej asertywnie jak mogłam tłumaczyłam mu, ze lekarz kazał mi dużo leżeć, ale po 3 tygodniach wpędzania mnie w straszne poczucie winy przyjechałam tylko uprzedziłam, ze muszę kontynuować rehabilitacje i leżeć co 3 godziny w ciagu dnia na twardym materacu. Ok.
Jestem juz miesiąc w domu i chyba to był błąd.
Krzyczy na mnie, ze nic mu nie pomagam, ze jestem leniwa, perfidna itd. Wg lekarza moje schorzenie uprawnia mnie do otrzymania renty rehabilitacyjnej i dobrze by było ostro sie podleczyć, bo uniknę operacji.
Wg mojego ojca ja symuluję i jestem leniem. Codziennie robi mi wyrzuty o to, ze bede sie starała o rentę, krzyczy, ze nic sie takim leniom nie należy.
Cieżko pracuję w korporacji, nadgodziny, długie siedzenie przy biurku, naprawdę nie jestem leniem.
Traktuje mnie w najlepszym wypadku jak powietrze, naśmiewa sie z mojej 'urojonej' choroby, nalegał bym dźwigała krzesło
Jestem chyba w depresji. Codziennie od miesiąca zajmuje sie mama, z domu wychodzę tylko na rehabilitacje. Od 2 tyg nie gotuje obiadów i leżę trochę w ciagu dnia, bo on i tak mówi, ze jestem śmierdzącym leniem i nic nie robię.
Wariuje juz od tych ciągłych scysji i walki o swoje zdrowie. Jestem wpędzana w gigantyczne wyrzuty sumienia, bo kiedyś piłam alkohol (pól roku temu skończyłam odwyk i terapie, juz nie pije). Dla niego pozostałam dnem, menelem, leniem i zerem.
Oboje rodzice piją, ja nie, ale nie ma dnia, zeby nie wypominał mi przeszłości.
Czuje sie jakbym nie istniała, ja i moje potrzeby. Troszczę sie o siebie na ciągłych wyrzutach sumienia, ze leżę zbyt wiele, ale ja naprawdę chce uniknąć operacji.
Wczoraj przelała sie czara goryczy. Kazał mi zamknąć pysk w spokojnej dyskusji na tematy polityczne (mam 4o lat). Pysk! Wpadłam w szał. Jak ranne zwierze wykrzyczałam mu, ze jest sadysta. On mnie popchnął, ale uciekłam do pokoju i zamknęłam sie na klucz. Nie wiem, co dzisiaj będzie. Wczoraj chciał mnie uderzyć.
Czuje, ze nawet milion terapii mi nie pomoże, aby naprawić jakoś uczlowieczyc nasze stosunki. Starałam sie. Wszystkie urlopy i zwolnienia poświęciłam opiece nad mama. Rok temu opiekowałam sie nią ze złamana noga i po skończeniu zwolnienia, bez rehabilitacji poszłam do pracy. Teraz to wykluczone, muszę zadbać o siebie, bi choroba jest poważna. On twierdzi inaczej. Cały czas jestem albo na poczuciu winy albo krzywdy. Zaczęłam brać tu leki na uspokojenie. Czasami mam wrażenie, ze wewnętrznie umieram, ze nie istnieje jako odrębny człowiek. Nie rozumiem jak można tak traktować najbliższa osobę...
1 2015-12-22 17:49:17 Ostatnio edytowany przez Alesmutek (2015-12-22 17:51:18)
Podobne tematy
Ja na Twoim miejscu chyba uciekłabym z takiego domu, a ojca oskarżyła o psychiczne znęcanie nade mną i odszkodowanie. A Twoja matka z tytułu choroby na pewno może dostać jakąś opiekę, czy coś; ewentualnie możesz mieszkać z nią sama. Jeśli nie możesz 'normalnie' pracować, zrób sobie jakiś kurs - moja niepełnosprawna ciocia w wieku 45 lat zrobiła kurs zdobienia paznokci i w ten sposób dorabia, siedząc w domu. No, ale mniejsza o to. Uciekaj, póki masz na to siłę.
3 2015-12-22 22:45:07 Ostatnio edytowany przez Alesmutek (2015-12-22 22:55:52)
Dziękuję za odpowiedź. Własnie też sądzę, ze dla wlasnego dobra powinnam juz wyjechac, ale zal mi mamy... Poza tym ja chyba mam cos z głową, bo dzisiaj dla swietego spokoju przeprosiłam go...
A teraz tak sobie myslę, ze przecież mogłam upasc, gdy mnie popchnął i dopiero byłaby bieda. Spytalam go, czy on nie uwaza, ze rowniez powinien mnie przeprosic za to, ze wystartował do mnie z przemocą fizyczną mimo, że prosiłam go, by tego nie robił, bo mam swiezo nastawione kręgi!
Ja go kompletnie nie rozumiem.
Robię wszystko, o co mnie poprosi, dlaczego on jest taki okrutny.
Powiedział, że przecież nie upadłam i nie ma sprawy! Powiedział mogłem z ciebie zrobić inwalidę, ale nie zrobiłem.
Co on chce tym osiągnąć?
Nie mam nikogo oprócz nich, oni mają tylko mnie. To mi się w głowie nie miesci, nie mogę tego przetrawic, z nerwów chce mi się wymiotować.
Jestem po rozwodzie. Mąz uderzył mnie i odeszłam. Od tego czasu jakas czarna seria, dwóch kolejnych partnerów równiez podniosło na mnie rękę.
Czy to dlatego, ze w dziecinstwie byłam bita, czy ja jakos prowokuję ludzi do tego, zeby mnie bili? Co jest ze mną nie tak?
Juz sama nie wiem. Widzę, ze nieważne, czy mam lat 4 czy 40 zawsze będę traktowana jak rzecz. Tylko dlaczego takie traktowanie budzi we mnie poczucie winy?
Chyba jestem wyprana z instynktu samozachowawczego.
Terapią dziecinstwa mogę się zając dopiero po 3 latach abstynencji od alkoholu.
W pracy i wsrod znajomych jestem raczej szanowana, nie pozwolilabym sobie nigdy na takie traktowanie.
Czy on chce zrobic ze mnie kalekę, czy samo to, ze zadaję takie pytanie nie czyni mnie bluźniercą przeciwko 4 przykazaniu?
Zadaję sobie również pytanie, dlaczego tak bardzo wscieka się na wizję renty rehabilitacyjnej, dzięki której mogłabym zachować zdrowie?
Czy on chce mnie od siebie uzaleznic kompletnie, zeby coraz bardziej mną pomiatać?
Czy fakt, że 10 lat naduzywalam alkoholu i przyprawiłam mu dużo zmartwień i rozczarowań uprawnia go do takiej swoistej zemsty za zmarnowanie mu 10 lat życia?
Absolutnie powinnaś wyjechać! Tu grozi Ci realne niebezpieczeństwo, że ojciec zrobi z ciebie kalekę! Tym razem nie zrobił z Ciebie inwalidy, ale następnym razem może zrobić! To sadysta, a jeśli zrobi Ci krzywdę to i tak nie pomożesz mamie. Po co masz tam siedzieć, skoro według niego jesteś nierobem? W pierwszej kolejności musisz zadbać o siebie, chodzić na rehabilitację i wracać do zdrowia. Nie daj się szantażować emocjonalnie grzechami z przeszłości. W tym momencie najlepiej będzie jeśli zerwiesz kontakty z nimi, bo Ty jesteś słaba a ojciec Cię niszczy
fizycznie i psychicznie. Musisz skupić się na sobie: na swoim zdrowiu i na poczuciu własnej godności.
nikt nie jest idealny kazdy popełnia błedy .
uciekaj dla własnej siebie , bo dla ciebie powinnas liczyc sie TY
6 2015-12-23 09:49:47 Ostatnio edytowany przez Alesmutek (2015-12-23 10:08:12)
Jest naprawdę zle. Czy on jest normalny? Dziś rano znowu próbował mnie popchnąć, mówi, ze go denerwuje i szargam mu nerwy. Wziął gazetę i ksiazke i chciał mnie bić po głowie, gdy powiedziałam, ze zadzwonie na policję!!! Mama go powstrzymała. Teraz 1 dzien przed wigilia chce mnie sam wyrzucić z domu (muszę wziąć zaświadczenie z rehabilitacji), bo nie kajam sie za jego przemoc fizyczna i powiedziałam, zeby juz nigdy nie podnosil na mnie ręki! Co za dno...
Co to jest? Wielki powrót do tradycji z dzieciństwa?
Znowu krzyczał, ze wymyślam sobie chorobę, utrudnia mi kontakt z lekarzem, odwołał moja wizytę u neurolochirurga (gdzie ja teraz w okresie świątecznym znajdę drugiego w tym mieście? Nigdzie. Udupił mnie) rezonans kręgosłupa to 3 kartki A4 plus naczyniaki a on mi mówi, ze jestem zdrowa tylko leniwa!!!!!!!! Nienawidzę ludzi, ktorzy tak mnie traktują.
To koniec. Konie absolutny koniec naszych relacji. Nie umiem tego przetrawić. To ojciec czy moj były, jaka jest różnica, ojciec moze mnie bić z facetem mam prawo sie rozwieźć? Nikt nie ma prawa mnie bić!!! ;(
Uciekaj stamtąd jak najszybciej! Sama widzisz, że ten człowiek chce Cię zniszczyć i upokorzyć. Chyba chce, żebyś została kaleką całkowicie zależną od niego. Wyjedź w bezpieczne miejsce i zerwij kontakt.
Kobieto, Ty się jeszcze zastanawiasz? Udało Ci się wyrwać z takiej rodziny, z takiego życia, stanąć o własnych siłach.
I teraz tam wracasz?
Pakuj się i jedź do siebie. Szkoda zdrowia na takiego człowieka, on się już nie zmieni, a Ty możesz zbyt wiele stracić.
Twoja mama jakoś da sobie radę, skoro radziła sobie przez cały ten czas.
Zajmij się teraz swoim zdrowiem, potem pomyślisz co dalej.
Masz w tej chwili iść z tego domu. To jest realne zagrożenie Twojego zdrowia. I to nie jest prośba tylko rozkaz. I to już teraz! Dziewczyny wyżej napisały dlaczego!
Słuchaj - wygrałaś walkę z nałogiem, tak? To wygrasz i z ojcem. Napisałaś też, że w dzieciństwie była wobec Ciebie stosowana przemoc, nie możesz np. oskarżyć go o znęcanie się nad Tobą? Idź na policję, działaj w obronie swojej godności! Myślę, że być może z tego powodu w późniejszych latach wynikały Twoje problemy.
I, tak jak napisał Easy Rider, natychmiast pakuj się i wyjdź z tego domu, o ile można to domem nazwać! Są święta - chyba nie chcesz spędzić ich z Twoim oprawcą, prawda? Poproś kogoś znajomego o pomoc, idź do pomocy społecznej, do Caritasu, gdziekolwiek - zrób sobie prezent i uwolnij się od tego człowieka raz na zawsze. Ja wolałabym spędzić święta chociażby w schronisku dla bezdomnych, niż wśród ludzi, którzy mnie poniżają, kaleczą.
Mam ogromną nadzieję, że polepszy się w Twoim życiu. Każdy popełnia błędy, ma słabości, ale ważne, żeby je zrozumieć i starać się to zmienić, naprawić. I TO ABSOLUTNIE NIE JEST TWOJA WINA! NIE MYŚL TAK! Prawdopodobnie to Twoi rodzice (piszesz, że byli/są alkoholikami) zniszczyli ci życie, nie dbając o Ciebie (a dziecko naśladuje). Sama musisz o siebie zadbać, wiem, że potrafisz. Jeśli chodzi o Twoją mamę - Twój ojciec może się nią opiekować, a jak uregulujesz swoją sytuację, możesz dowiedzieć się np. w szpitalu, czy przysługuje jej jakaś opieka pielęgniarki, zasiłek lub coś w tym stylu.
Życzę Ci z całego serca, żebyś miała dużo siły do walki o samą siebie, mnóstwo zdrowia - jak najmniej bólu fizycznego i psychicznego. Życzę Ci, żebyś spotkała kogoś, kto się Tobą zaopiekuje (i będzie przy tym przystojny). Nie pozwól się zniszczyć, dasz radę, ja w Ciebie wierzę
Uśmiechnij się do siebie, podnieś głowę do góry i powiedz głośno, że od tych świąt zaczynasz nowe życie.
Odezwij się, daj znać jak sobie radzisz i czy jesteś bezpieczna.
Kochani, dziekuje za cieple slowa i poswiecony mi czas.
Glupio mi bylo tu wchodzic, bo w miedzyczasie ogarnely mnie straszne wyrzuty sumienia, zaczelam ojca tlumaczyc, ze go prowokowalam, wstyd mi bylo za siebie, wytrzymalam w domu do 29 grudnia i wyjechalam do siebie przepraszajac go za wszystko i biorac wine na siebie.
Niestety 2 stycznia nie wytrzymalam i zlamalam abstynencje, upilam sie i upadlam paskudnie lamiac reke.
Juz poskladane, jestem w gipsie.
Zanim wyjechalam byla mowa, ze w polowie miesiaca wroce pobyc z mama.
Tym razem byloby mi to na reke, bo wypadek wywolal we mnie traume i jest mi samej dosc strasznie. oczywiscie od razu przestalam pic, jestem trzezwa, ale to ja teraz potrzebuje pomocy. I tu szok: nie moge przyjechac do rodzinnego domu.
mnie chodzilo tylko o to, xebym nie musiala sama w tym stanie dzwigac zakupow i nie siedziec sama polamana w domu.
Jestem w tej chwili dla niego po prostu bezuzyteczna niestety. Nie moge przyjechac. Nie odbiera ode mnie telefonow.
Co 3 dni odwiedza mnie przyjaciolka na ktorej nie chce sie uwieszac, ale mam problem nawet zeby sie wykapac teraz czy wychodzic po zakupy, bo jest slisko i boje sie przewrocic.
Czuje, ze w moim zyciu musze dokonac jakichs drastycznych zmian, moze psychiatra, czuje, ze wpadam w depresje... Czuje ogromny zal do ojca za to, ze w potrzebie wykopal mnie mentalnie na smietnik. Czuje, ze nastepnym razem juz mu nie pomoge i ze najwyzszy czas przestac zebrac o milosc. przepraszam za ortografie, pisze lewa reka. Ten rok zaczal sie tak fatalnie, ze az strach co bedzie dalej ![]()
Właśnie dlatego powinnaś tu pisać, bo sama nie potrafisz spojrzeć obiektywnie na siebie i na swoją sytuację. Teraz siedzisz w domu, masz sprawną lewą rękę, więc możesz spokojnie wszystko opisać, najlepiej od dzieciństwa, bo pewnie tam są początki Twoich problemów. Jeśli masz dobrą koleżankę to przyjmij jej pomoc, Ty też byś jej pomogła w potrzebie. A jak z Twoim kręgosłupem?
14 2016-01-10 13:29:57 Ostatnio edytowany przez Alesmutek (2016-01-10 13:49:43)
Z kregoslupem dosc dobrze jak na moje schorzenie, dziekuje, moge chodzic, nie boli az tak bardzo tylko zamowilam inny temblak, zeby nie obciazac gornych kregow. Moja mama w ciazy palila 2 paczki papierosow i urodzilam sie z poziomo ulozona koscia ogonowa, przesunietym o 1cm stawem biodrowym i zapaleniem ucha. Dowiedzialam sie o tym 5 lat temu, o przyczynie.
Rozmawialam dzisiaj z ojcem, odebral.
Nastawil na glosno, zeby mama slyszala i zaczal mnie wyzywac od pijaczek. Byl pewien, ze wczoraj, gdy odmowil mi pomocy i wylaczyl telefon pojde pic.
Zdziwil sie, ze jestem trzezwa.
Spytalam sie, czy on mnie w ogole kocha i otrzymalam odpowiedz: "a za co? na milosc to trzeba zasluzyc".
Czyli mam odpowiedz na pytanie, ktore dreczylo mnie 41 lat.
Gdybym nie zlamala reki normalnie w piatek pojechalabym opiekowac sie mama jak bylo ustalone i zylabym w przeswiadczeniu, ze wprawdzie toksycznie dosc, ale mnie kocha. Łudziłabym, ze choc jest dla mnie czasem niedobry to nie jestem na tym swiecie sama, ze w razie czego pomoze mi, jaki by nie byl, to w koncu ojciec.
Tymczasem maska opadla i jestem w szoku. Nie mam pojecia co dalej. 41 lat probowalam zasluzyc na jego milosc.
We wszystkich szkolach zawsze musialam byc najlepsza, zeby byl dumny. A tej milosci poprostu nigdy nie bylo.
No bo jak wytlumaczyc zdrowych psychicznie doroslych ludzi, ktorzy bija swoje dziecko kablem?
41 lat spedzilam na zaslugiwaniu na cos, czego nigdy nie bylo.....
Kolezanka mowila mi, ze on jest dla mnie dobry tylko wtedy, gdy czegos ode mnie chce.
Kompletmie nie wiem, co dalej, czuje pustke. Do tej pory zylam ich zyciem. Dzien zaczynalam od sprawdzenia jak sie czuja, czy wszystko u nich w porzadku. W korporacji potrafilam wychodzic do toalety, zeby robic ojcu jakies pilne tlumaczenia, wszystkie urlopy i L4 pod nich a tu taka klapa.
Gdyby nie to, ze jestem teraz bezuzyteczna nie dowiedzialabym sie prawdy.
Bylam tez straszna dla nich. 5 lat temu zapisalam sie na terapie DDA i gdy zobaczylam czarno na bialym jak straszne bylo moje dziecinstwo i jeszcze ortopeda powiedzial mi o wplywie papierosow na płód upilam sie strasznie i ojca nazwałam ch...em a mamę s..ką. Bylam pijana. Moze od tej pory ojciec mnie nie lubi? Przepraszalam juz za to. Kazdy uczestnik terapii wtedy przechodzil przez cos takiego.
Przejrzałaś na oczy więc wyciągnij wnioski. Trzeba być bez serca, żeby bić dziecko kablem! Sama widzisz, że musisz wyzwolić się z tego przywiązania do rodziców i zacząć wreszcie żyć dla siebie. Od rodziców również masz prawo oczekiwać szacunku. Powinnaś chodzić z tym kręgosłupem do kontroli, na rehabilitację, to jest w tej chwili najpilniejsze. Czy byłaś już u neurochirurga? Trzymaj się z dala od alkoholu.