netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

20 odpowiedzi6 021 wyświetleńzałożony przez Annitka7, 01.12.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Cześć Wam ... opowiem moją historię ... Przez pierwsze 10 lat byłam z partnerem-mieszkaliśmy u rodziców (pomieszkiwaliśmy), wiedziałam, ze zbiera pieniądze na mieszkanie, ja zbierałam chociaż na częściowe umeblowanie. Wprowadziliśmy się do mieszkania 4 lata temu: moje częsciowe umeblowanie-rachunki były na jego nazwisko-nie myśłalam wtedy o pieniadzach...Kupiliśmy jednego pieska, drugiego i trzeciego. O dziecku nigdy nie rozmawialiśmy, partner uwielbia dzieciaki, ja też ale naszło mnie ok.pół roku temu-już tak poważnie, aby dziecko mieć (jesteśmy mocno po 30-stce): usłyszałam, że nie, ze on nie jest gotowy...rozmawiałam długo, az póki co odpuściłam. W początkowej fazie naszego związku (dość szybko) zauważyłam jego dziwne rytuały dnia codziennego: nadmierne sprzatanie, poprawianie, sto razy i narzekanie,z e nie ma czasu. Śmiałam się wtedy z tego, a nawet czasem burzyłam żartobliwie te rytuały, ale dałam sobie spokój twierdząc - tak ma. Gdy zaczęliśmy mieszkać razem - nie przeszkadzało mi to też, bardziej zaczęłam z tym żyć, przyzwyczajać się-mimo, ze wielokrotnie mnie to dotyczyło. Takze albo machałam ręką, albo robiłam tak jak on chce, albo się buntowałam, krzyczałam, ze tyko wymaga i niech da mi spokój. I tak jest do dziś. Aż zaczęło mi to bardzo przeszkadzać-tzn. bezpośrednie czepianie się mnie, a to ,ze on sobie coś poprawia po 3 razy-to macham ręką. Do tego stopnia mnie to dręczy-że psychicznie cięzko wytrzymać- i jestem i nawet zapowiadałam się nie raz, że wyprowadzę się. Przykłady:  mam buty ściagać na korytarzu, bo wnosze piasek, a później on nosi się wszędzie, a on musi sprzatać, coś mi upadnie-puder, coś rozleję-myta jest przez niego nie tylko jedna podłoga - a całe mieszkanie, mam płukac wanne prysznicem po kazdorazowym umyciu np. rąk bo osad zostaje, mam wycierać lusto papierem kuchennym ,a nie toaletowym, wyszkolił mnie też-że po kazym spacerze - mam suszyć(nie wycierać) pieskom łapki-bo zrobią slady na podłodze-do tego przyzwyczaiłam się, nie moge jeść w salonie-i tak jem, a on póxniej lata i ściera cały stolik-a nic nie spadło, nie można nic kłaść na blaty w kuchni-służy do tego tylko stół, powyciagam naczynia ze zmywarki-on i tak ułoży kubki wg.swojego uznania, zakupów nie wypakowuję-on to robi, bo ładniej ułoży w lodówce itp. sZCZERZE-kocham go, bo jak jest dobrze-i robimy coś razem czy rozmwiamy-jest do rany przyłóż, ale jak źle-wścieka się-i właśnie to męczy mnie ... jestem gotowa odejść...ale ...czy słyszeliście o podobnej sytuacji, wg. artykułów jakie czytałam-taie związki rozpadają się. Sytuacja z odzyskaniem moich pieniędzy-nie wiem czy byłaby łatwa: rachunki na niego, tylko jego dobra wola, aby mi je oddać: kiedyś w zartach rozmawialiśmy, ze oddałby, dziś mówi, ze koszty moralne, ja na to-że to ja żyję jak w więzieniu nie Ty

2

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Zapewne mieszkanie jest na partnera , rachunki nawet te za Twoje pieniądze również ?
To świadczy o jego planach .. lub raczej ich braku względem Ciebie. Jesteś bo jesteś , zapewne wygodnie z wielu względów jest jemu  z Tobą .
Co do zachowań odnośnie porządków ... rozumiem wiele , miałam podobne zachowania jak Twój Partner.
Byłam niewolnikiem swoich myśli i konieczności porządku.. spać nie mogłam jak naczynia w zlewie, robiłam wyrzuty jak on z butami, wolałam sprzątać w domu niż iść na spotkanie z przyjaciółmi.. ale walczyłam  z sobą . Jest lepiej, ale to problem głowy i wychowania.
Nie można być niewolnikiem we własnym domu.. hmm. no właśnie . Czy Ty się czujesz jak w domu ?

Spróbuj porozmawiać z nim o tych problemach.

3

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Dziękuję za odpowiedź... tak mieszkanie i rachunki - moje pieniądze - na niego. Fajnie, że zwalczyłaś co nieco...zgodze się, ze wychowania-jego mama tak ma i też wścieka się na ojca (męża), ze nic nie robi-fakt "teść" kompletnie nic nie pomaga, ja jednak coś robię. Czy czuję się jak u siebie-wiesz jestem wyluzowana, swobodna: robię swoje nawwet jak jest źle: wiadomo, że rycz, płacz-czy chwilowe zamknięcie się w pokoju, ale podnoszę się i robię swoje: np.czesze psiaki, ćwiczę z nimi, ale wtedy nie lubie widywać sie z nikim i nie zwierzam się.

4

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Aha, rozmowa- na pewno jeszcze porozmawiam, tylko on rzada, aby to ja się zmieniła-i uważała na to co niose, co robię, abym szanowała jego prace...choć kiedyś - dawno już-pytałam się, czy zawalczyłby ze sobą - nie poprawiał itd., pamiętał, ze mówił, ze próbował, ale nie potrafi

5

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim
Annitka7 napisał/a:

Cześć Wam ... opowiem moją historię ... Przez pierwsze 10 lat byłam z partnerem-mieszkaliśmy u rodziców (pomieszkiwaliśmy), wiedziałam, ze zbiera pieniądze na mieszkanie, ja zbierałam chociaż na częściowe umeblowanie. Wprowadziliśmy się do mieszkania 4 lata temu: moje częsciowe umeblowanie-rachunki były na jego nazwisko-nie myśłalam wtedy o pieniadzach...Kupiliśmy jednego pieska, drugiego i trzeciego. O dziecku nigdy nie rozmawialiśmy, partner uwielbia dzieciaki, ja też ale naszło mnie ok.pół roku temu-już tak poważnie, aby dziecko mieć (jesteśmy mocno po 30-stce): usłyszałam, że nie, ze on nie jest gotowy...rozmawiałam długo, az póki co odpuściłam. W początkowej fazie naszego związku (dość szybko) zauważyłam jego dziwne rytuały dnia codziennego: nadmierne sprzatanie, poprawianie, sto razy i narzekanie,z e nie ma czasu. Śmiałam się wtedy z tego, a nawet czasem burzyłam żartobliwie te rytuały, ale dałam sobie spokój twierdząc - tak ma. Gdy zaczęliśmy mieszkać razem - nie przeszkadzało mi to też, bardziej zaczęłam z tym żyć, przyzwyczajać się-mimo, ze wielokrotnie mnie to dotyczyło. Takze albo machałam ręką, albo robiłam tak jak on chce, albo się buntowałam, krzyczałam, ze tyko wymaga i niech da mi spokój. I tak jest do dziś. Aż zaczęło mi to bardzo przeszkadzać-tzn. bezpośrednie czepianie się mnie, a to ,ze on sobie coś poprawia po 3 razy-to macham ręką. Do tego stopnia mnie to dręczy-że psychicznie cięzko wytrzymać- i jestem i nawet zapowiadałam się nie raz, że wyprowadzę się. Przykłady:  mam buty ściagać na korytarzu, bo wnosze piasek, a później on nosi się wszędzie, a on musi sprzatać, coś mi upadnie-puder, coś rozleję-myta jest przez niego nie tylko jedna podłoga - a całe mieszkanie, mam płukac wanne prysznicem po kazdorazowym umyciu np. rąk bo osad zostaje, mam wycierać lusto papierem kuchennym ,a nie toaletowym, wyszkolił mnie też-że po kazym spacerze - mam suszyć(nie wycierać) pieskom łapki-bo zrobią slady na podłodze-do tego przyzwyczaiłam się, nie moge jeść w salonie-i tak jem, a on póxniej lata i ściera cały stolik-a nic nie spadło, nie można nic kłaść na blaty w kuchni-służy do tego tylko stół, powyciagam naczynia ze zmywarki-on i tak ułoży kubki wg.swojego uznania, zakupów nie wypakowuję-on to robi, bo ładniej ułoży w lodówce itp. sZCZERZE-kocham go, bo jak jest dobrze-i robimy coś razem czy rozmwiamy-jest do rany przyłóż, ale jak źle-wścieka się-i właśnie to męczy mnie ... jestem gotowa odejść...ale ...czy słyszeliście o podobnej sytuacji, wg. artykułów jakie czytałam-taie związki rozpadają się. Sytuacja z odzyskaniem moich pieniędzy-nie wiem czy byłaby łatwa: rachunki na niego, tylko jego dobra wola, aby mi je oddać: kiedyś w zartach rozmawialiśmy, ze oddałby, dziś mówi, ze koszty moralne, ja na to-że to ja żyję jak w więzieniu nie Ty

Jeżu kolczasty facet ma nerwice natręctw i jest tyranem,a ty chyba musisz bardzo go kochać,ze to znosisz

6

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Wiesz co: tak, kocham-wiele rzeczy robimy razem, dobrze dogadujemy się, tyran-jest bardzo silny, ja silna-nie mogłabym mieć faceta "ciapy". Jego brat wiecznie powtarza: jak z nim wytrzymuję...wytrzymuję - bo tez mocno stawiam się jemu, choć ostatnio już trochę psychicznie-moze i zdrowotnie trochę gorzej u mnie

7

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Właciwie nie ma dnia, abym w jego oczach czegoś nie spieprzyła-dziś go nie ma - nieco odetchnę...myślę sobie-nie chcę odchodzić, ale jedank zastanawiam się- jak to będzie dalej-wiem, ze dam radę ze swoim życiem: mam rodziców, mam pracę (choć niebawem mozliwa redukcja etatów w firmie), ale jednak nie mam tych pieniędzy swoich - w mieszkanie włożyłam 40.000 zł - nie wiem czy odzyskałabym je...cierpienie z jego i mojej strony byłoby ogromne...moze jest osoba która miała podobną sytuację-włąśnie po odejściu-już niekoniecznie "natręctwa"

8 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-12-01 17:15:40)

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim
Annitka7 napisał/a:

Wiesz co: tak, kocham-wiele rzeczy robimy razem, dobrze dogadujemy się, tyran-jest bardzo silny, ja silna-nie mogłabym mieć faceta "ciapy". Jego brat wiecznie powtarza: jak z nim wytrzymuję...wytrzymuję - bo tez mocno stawiam się jemu, choć ostatnio już trochę psychicznie-moze i zdrowotnie trochę gorzej u mnie

no ja sie nie dziwie ze jest gorzej ,bo ciągle jestes na cenzurowanym


tak mi przyszlo do głowy co ja bym zrobiła,otoz nic bym sobie nie robila z jego pierdaczenia,włazila w ubłoconych butach ,nie sluchala poleceń,udawała ze nie slysze,nie zwracalabym uwagi ,może wtedy cos dotrze....moze

9

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim
Annitka7 napisał/a:

Właciwie nie ma dnia, abym w jego oczach czegoś nie spieprzyła-dziś go nie ma - nieco odetchnę...myślę sobie-nie chcę odchodzić, ale jedank zastanawiam się- jak to będzie dalej-wiem, ze dam radę ze swoim życiem: mam rodziców, mam pracę (choć niebawem mozliwa redukcja etatów w firmie), ale jednak nie mam tych pieniędzy swoich - w mieszkanie włożyłam 40.000 zł - nie wiem czy odzyskałabym je...cierpienie z jego i mojej strony byłoby ogromne...moze jest osoba która miała podobną sytuację-włąśnie po odejściu-już niekoniecznie "natręctwa"


Tak podkreślasz te wydane pieniądze- czy rozmawialiście o prawach własnościowych przed zakupem mieszkania ? Jak je wyposażaliście ?
Ja miałam podobny problem, ja więcej kasy facet w ogóle ... więc wzięliśmy kredyt na pół ... i oboje jesteśmy właścicielami. Są tego plusy i minusy. Ale nikt nie czuje się wykorzystywany ..no może  w mniejszej skali smile

Co do cierpienia po rozstaniu - może to nie żadna miłość tylko uzależnienie ?? ...
Czego oczekujesz od forum? odpowiedzi na pytanie czy on Ci zwróci kasę ? to tylko w sądzie takie sprawy... jeśli koleś nie chce oddać...możesz jeszcze zabrać rzeczy ...choć jeśli nie masz faktury .. lub jest na niego...chyba że płaciłaś przelewem ? kartą i masz w historii konta ?
Jeśli chcesz odejść , to spróbuj pogadać z nim poważnie, tak jak nam napisałaś - zapytaj o rozliczenie .

Tak myślę , że gdyby Ci na nim zależało to byś szukała porady jak zmienić te jego natręctwa , lub jak nauczyć się z nimi żyć .. ale to moje myślenie . Nie chcę Cię urazić .

10

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Czy uzależnienie ? Nie-jest nam dobrze, to jest miłość...a to jak piszesz, ze raczej walczyłabym o tą miłość gdyby to była miłość-ja już nie mam tutaj siły, bardziej jestem skłonna wycofać się, naprawdę. Mogę ... np.częściowo podporzadkować się-zdejmowac te buty przed drzwiami-nie mogę tez przewidzieć, które to niosa ten piasek, ale np.nie mogę lecieć po kąpieli do kuchni po ręcznik papierowy, aby przetrzeć lustro zaparowane, któe akurat jest mi potrzebne-robie to ręcznikiem do rąk lub papierem toaletowym. Ja mam w jego oczach sie zmieniać, nie przeszkadzać, a on wiem, zę tych natrectw nie zmieni-dalej będzie latał z mopem-niech sobie to robi, ale jest naprawdę szereg rzeczy dot.bezpośrednio mojej osoby-wieczne czepianie się- on naprawdę wiedział co brał: zawsze miałam bałagan w szafie, ale sprzatać potrafię i to robię. Od forum oczekuję odp.jak jest po takim rozstaniu i czy rzeczywiscie takie przypadki z takiego powidu-rozstania zdarzają się - czy ktoś tak miał: rzecz jasna, ze pieniądze sa ważne (tym bardzij, ze oszczednosci nie mam)-ale to tj.radzisz - prawna porada, ewent. z historii konta. O kredycie mowy nie było: facet jest zaradny, odłożył kasę-moge powiedzieć, ze mam wszystko - choć dziecka pewnie mieć nie będziemy. Myślę, ze nie ma rady jak zmienić te jego natręctwa: tj.pisze poprzedniczka - celowe wchodzenie w butach-trochę nie w moim stylu, choc przyznam,z ę on i tak czest podkresla, ze robie coś umyslnie, aby dowalić mu pracę (to nieprawda), nie zwracac uwaginiech po mnie poprawia-nie potrafię niereagować-wtedy ja się unoszę i jest wojna- nie umiem przemilczeć...czy on to zmieni? tj.pisałam-próbował, ale nie wyszło..wielokrotne powtarzałam, ze trzeba żyć, a nie planować przebieg dnia...bardziej chce mnie zmienić...

11

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

chceuciekacstad- jeśli mozesz napisz proszę jak walczyłaś ze sobą, kiedy zauważyłaś, że są rzeczy ważniejsze...co prawda goście, znajomi do nas przychodzą - oczywiscie jest później sprzatany cały dom-ale to mniejsza o to...czy uważasz, że nawet niecheć posiadania dziecka-jest taka, że strach przed przewróceniem życia do góry nogami i wieczny nieporządek. On jest perfekcyjny nawet w pracy, mega skrupulany i wymaga od innych-to tez jest w osobowości tj.pisałaś  w głowie i niestety z zycia rozdzinnego

12

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Właśnie pytałam telefonicznie partnera: czy jest w stanie zmienić te swoje zachwowania, natręctwa, widzimisię-powiedział stanowczo, ze nie, ponieważ nie każe mi sprzatać, a tylko sprzatać za sobą i te buty mam zostawiać na klatce-ściągać je, inne rzeczy typu: lustro czy wanna też nie odpuści. Czyli morał z tego taki, że pozostaje mi odpuścić: aha i wspomniałąm to bedę robić mu na złość-to juz tak w ramach sprawdzenia go-i wchodzic w buciorach nawet do salonu, odp., ze nie pozwoli mi na to. Widzicie czyli mam żyć w jego domu tj.on chce, może i ja przesadzam, bo to tylko podporzadkowanie się pod te buty, wanne, lustro i na pewno jeszcze to, żebym uważała aby nic mi nie spadło..a moze to za dużo...trudno jest mi samej odpowiedzieć, myślę, że łatwiej osobom z boku np.Wam znającym tą sytuację

13

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Ja bym się bała takiego domu i takiego właściciela...
Ale to ja.

14

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Facet jest pedantem, czyli cierpi na nerwicę natręctw. Kluczem do sukcesu wcale nie jest to, byś wchodziła w ubłoconych butach czy rozrzucała okruszki (to spowoduje coraz większe konflikty), ale to, by on sobie uświadomił że ma problem.
Jestem pewna że jemu wcale nie żyje się tak fajnie ze swoimi myślami. To wciąż nacisk wewnętrzny, natrętne myśli, że wszystko wokół musi być czyste i perfekcyjne.
Zamiast się z nim kłócić, wyjaśnij na spokojnie, że jego podejście nie jest do końca zdrowe, ale to można jak najbardziej zmienić. Spytaj go czy chce? Uprzedź że męczysz się i myślisz czasami o rozstaniu.
On może iść do terapeuty, ale niekoniecznie. Nerwicę natręctw mógłby pokonać sam, czytając odpowiednie książki i systematycznie nad sobą pracując (wcale nie jest to łatwe, ale wykonalne).

15

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

No cóż, nerwica natręctw to nie pedantyzm. To zaburzenie, po angielsku OCD (gdybyś chciała poszukać) a po polsku zespół obsesyjno-kompulsywny. To nie jest tak, ze  tym można skończyć to się leczy.

Faktycznie są symptomy wskazujące na to, ze to może być to. Poczytaj o tym, jesteś blisko niego więcej widzisz i od tego należałoby zacząć.

16 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-12-09 10:34:54)

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Wydaje mi się, że to jednak nie jego  pedantyzm jest Twoim głównym problemem, tylko brak zgody na dziecko. Jeśli jesteście tyle lat w związku,  w tym 4 lata na "swoim", miałaś czas przywyknąć. Gdyby to rzeczywiście było takie trudne,  dawno byś przemyślala bycie z nim. A tak wytrzymałaś. Pewnie, że łatwo nie jest. Choć wierz mi, gorsi są tacy,  którzy sami palcem nie tkna,  a wymagają. Myślę,  że brudzenie mu na złość jest kiepskim pomysłem. Stworzy to tylko ciężką atmosferę i wojny. Lepiej postarać się odrobinę, np. położyć na stałe ręcznik papierowy w łazience, czy kupić podkładki na stół. A na resztę uwag z uśmiechem odpowiadać,  że taka jesteś i tak jak on, nie potrafisz tego zmienić.
Chyba że rzeczywiście nadal byłoby trudno, to chyba nie ma sensu się męczyć, zwłaszcza przez kasę. Odda, miło,  a jak nie będzie chciał,  może dasz radę. Spokój   i szczeście są najcenniejsze.

17

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Musisz rozważyć za i przeciw, bo skoro tylko jego pedanctwo jest tutaj problemem, może da się coś z tym zrobić. Ja również żyje w związku partnerskim, ale mam na odwrót. Oboje pracujemy, a po pracy on spędza sobie czas jak chce a ja sprzątam itp. typowe życie kobiety. I w końcu powiedziałam dość, bo gdy przychodzą znajomi ja jestem zmęczona, żywkiem śpię. Zrobiłam raz drugi, trzeci, piąty dziesiąty awanturę. Że on sobie w wolne weekendy leży i pachni a ja w pracy albo na uczelni a później jeszcze zasuwam. Poskutkowało, malutkimi kroczkami się poprawia. Fakt, że wychodząc do pracy przez dłuższy czas musiałam mu nakazać co ma zrobić, bo się nie domyślał- ale było zrobione. I nastał czas gdy mogę spokojnie na weekendy siedzieć na uczelni a on posprząta mieszkanie. Uwierz mi nie było łatwo, wylałam tony łez żeby mu uświadomić jak mi ciężko, nie mówię, że teraz jest idealnie, bo zdarza się, że nie chce sprzątać, bo coś się akurat "zesrało".

18

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Dorula-nie się czego bać, my kobiety silne jesteśmy...ale jednak to ciągła walka słowna i umysłowa, aż w końcu w konsekwencji poddaję się i robię tj.mój Pan i Władca chce wink

madoja - JuliaKaa- tak, kiedyś wspomniał, że łatwo z tym sie nie żyje i że chciałby zmienić, ale nie umie. Wspomniałam oczywiscie o tym, że najprawdopodobniej na to cierpi, ale dziś mówi, ze skąd i czy nie lepiej byłoby gdybym to ja np.buty ściągała: powiedziałam, ze przed drzwiami-na klatce na pewno ich nie będe ściągać, oczywiście w środku, ale posprzatam po sobie gdy coś naniosę-i wiecie co robię? oczywiście obecnie sprzątam za sobą - co dzień-jeśli tylko kawałeczek w przedpokoju naniosę-ścieram papierem na mokro np. - czyli co ? poddałam się - szanuję jego robotę, schylę się trochę i posprzatam-moze to być wariactwo, ale jednak to robię-chyba dla świętego spokoju, bo np.jak go nie było w tym tygodniu raz - to zrobiłam  to-ale dopiero później. Także rozmowa tu nic nie da-on nie chce nawet myśleć, ze to moze być taki symptom.

gagatka0075-bardzo trafne rozważenie przez Ciebie. Dziecko-tak to też ten problem. Nadchodzą święta, więc, ze nigdy tego nie robiłam-to postanowiłam napisać "list do świętego  mikołaja" - wysłałam partnerowi na maila...oczywiście to nie miałbyć prezent świąteczny, a moje marzenie, czyli marzenie większości kobiet-dziecko. Odpowiedź jaką uzyskałam: "Mikołaj jest teraz bardzo zapracowany i życzenia nie spełni...moze kiedyś ". Było to wczoraj. Wpadłam w szał, krzycząc, ze mam się zajmowac cudzymi dziećmi a swojego mieć nie mogę. Chodziło o to, ze miał przyjśc kolega pomóc mu naprawić kran-a ja miałam zajmowac się jego córką. Poszłam spać. Dziś zadzwoniłam rano będąć w pracy do niego: usłyszałam, ze traktuję go przedmiotowo, bo tylko oczekuję...na to ja, ze tak naprawdę to ja ciągle jestem na jego skinienie nawet wtedy kiedy: on planuje zakupy, wtedy kiedy poinformuje mnie kiedy w domu robimy świąteczne porzadki i że rzeczywiście z Tobą dziecko nie będzie mi dane, nie będę mogła go posiadać, kochac, zajmować się.

Nikomi- to dobrze, ze tak sobie ułożyłąś, wiem co to znaczy bałaganiarstwo- u mnie w rodzinie jest taki przykład, ale nie wiem czy to nie lepsze od pedantyzmu.

Zatem widzicie, to pilnowanie dziecka kolegi, byłoby konieczne, ponieważ oni naprawialiby kran, a ja to dziecko musiałabym zabawiać, bo np.mogłoby coś w domu naruszyć i wtedy partner miałby robotę bo musiałby poprawiać, sprzątać.
Wczoraj była u nas mama, zeszłam z góry nie gasząc światła przy schodach i przy mojej mamie usłyszałam, aby to światło zgasić...podeszłam za jakiś czas0nie od razu i zgasiłam. Gdy mama wyszła mówię, ze ciągle przy maiem mojej zwracasz mi uwagę - na wszystko, daj wreszcie spokój, usłyszałam: to myśl i patrz co robisz.

Mama jest moją przyjciółką-zna cała sprawę-od dziecka po jego natręctwa. Zawsze mi powtarza, ze nie moze za mnie zdecydować, ale że mam gdzie wracać i ze na pewno ułoze sobie jeszcze życie. Stwierdziłyśmy razem, że żyję na jego: bez ślubu, bez dziecka, na jego porzadku, na jego zaplanowanym dniu-co prawda to ostatnie nie do nkonca, oczywiscie rozmawiamy, ale jednak...

19

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Annitko, bardzo smutny jest twój post.

20 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-12-11 16:42:49)

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Twoja mama mądrze mówi i super, że miałabyś w niej wsparcie i dach nad głową w razie ewentualnego odejścia. Wyboru jednak musisz dokonać Ty.
Nie oceniam faceta, wydaje mi się tylko, że macie zupełnie odmienne priorytetety i to się nie da bez czyjegoś,  może być że Twojego,  żalu pogodzić. A czas Cię goni, jeśli chodzi o dziecko,  którego byś chciała.
Wiadomo,  gwarancji, że znajdziesz szybko innego odpowiedniego mężczyznę, nikt nie da.  Ale bez rozstania z obecnym się o tym nie przekonasz i szansy na zmiany zgodnie z Twoimi potrzebami  nie będzie.

21

Odp: Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Słuchaj mamy, ta kobieta ma wiele racji. Ja nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji, ale to może dlatego że życie mnie nie doświadczyło jeszcze aż tak.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w zwiazku partnerskim 14 letnim

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026