Kiedyś w podobnym ujęciu mowa była o uczuciach religijnych, dziś będzie o erotyce.
21 listopada w Teatrze Polskim we Wrocławiu odbyła się premiera spektaklu "Śmierć i dziewczyna”. Spektakl powstał na podstawie trzech pierwszych utworów ze zbioru pod tym samym tytułem autorstwa Elfriede Jelinek, a choć na scenie mieli pojawić się aktorzy porno, to twórcy jeszcze w piątek oficjalnie nie poinformowali czy w przedstawieniu znajdą się sceny seksu.
Pomimo braku takiej pewności sztukę z góry (w zasadzie nie wiadomo na jakiej podstawie) nazwano pornograficzną, a przed teatrem zebrała się spora grupa protestujących, między innymi kilkadziesiąt osób z katolickiej organizacji "Krucjata Różańcowa”. Przedstawienie wyreżyserowane przez Ewelinę Marciniak określono jako skandal i domagano się zdjęcia go z afisza.
W Newsweeku czytamy też:
"Odwołania premiery spektaklu "Śmierć i dziewczyna” domagał się wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. W piśmie do marszałka województwa dolnośląskiego Cezarego Przybylskiego dyrektor departamentu finansowego resortu Wojciech Kwiatkowski podkreślił, że minister kultury oczekuje od marszałka "natychmiastowego wstrzymania przygotowań premiery w zapowiadanej postaci, łamiącej powszechnie przyjęte zasady współżycia społecznego”. W piśmie zaznaczono, że ministerstwo nie zamierza ingerować w wolność wypowiedzi artystycznej ani dążyć do wprowadzania jakichkolwiek form cenzury. Jednak działalność placówki finansowanej ze środków publicznych, w tym rządowych, nie może przekraczać norm powszechnie w naszym społeczeństwie obowiązujących”.
I co Wy na to? Czy sztukę można i powinno się tak dalece oraz bezkrytycznie cenzurować, czy jednak rządzi się własnymi prawami? Czy w ogóle jakaś część społeczeństwa ma prawo decydować i ograniczać innym, co powinni/mogą oglądać, czy jednak jest to zbyt daleko posunięta ingerecja i narzucanie własnego widzenia świata?
Dodam, że spektakl "Śmierć i dziewczyna" już dziś określony został sukcesem komerycjnym - mówi się o nim dużo i głośno, a bilety zostały wyprzedane z dużym wyprzedzeniem, co najmniej do końca bieżącego roku.

