cześć wszystkim, piszę z problemem który podejrzewam że większość osób skomentuje : nie wymyślaj problemów, nie doceniasz tego co masz itp
mam 26 lat , od jakiegoś czasu (kilka lat ale od kilku miesięcy jest to nasilone i wraca co jakiś czas) rozpamiętuje swoją przeszłości i swoje błędy, a przede wszystkim jeden bardzo ważny - ok 10 lat temu ( wiek 16-17 lat) spotykałam się z chłopakiem, który był bardzo mądry, intelientny, przystojny i zakochany we mnie...był to pierwszy chłopak z którym się dogadywałam, który był przyjacielski...niestety moje kompleksy, brak pewności siebie, problemy w domu ( alkoholism taty o którym nidy znajomym nie mówiłam) sprawiały że nie potrafiłam dopuścić o do swojej osoby, otworzyć się w 100% wiele chciałam ukryć i szukałam teo co mi sie w nim nie podoba, jakieś wady ( które nie były wielkie) , ale t że sama czułam się niewiele warta, wstydziłam sie bo sądziłam że on sie prędzej czy później zorientuje że jestem łupia , beznadziejna itd tak o sobie myślałam....w swoim pamiętniku pisałam nawet że sie w nim zakochuje..ale nie dałam sobie szansy zerwałam z nim , potem on znów próbował a ja po czasie zamiast nauczyć się na błędac znów go odrzuciłam...a gdy wróciłam do domu płakałam jak głupia że ggo zraniłam, że nie dałam nam szansy z własnego lęku i życzyłam mu w myślac aby znalazł kogoś i był szczęśliwy ...i znalazł niedługo potem i zostali ze sobą na bardzo długo, wzięli ślub i maja dziecko...
ja przez wiele lat spotykałam sie z innymi chłopakami jednak nigdy nie na powaznie i tak jak z tamym nikogo do siebie nie dopuściłam bliżej z tyc samych powodów co wcześniej...na studiac poznałam chłopaka i już ze wzggględu na wiek i jego otwartość, przyznałam sie do swoic problemów, zakochałam się i wzięliśmy ślub ![]()
niestety...ten chłopak z dawnyc lat z którym miałam później koleżeński kontakt przez internet, nawet sie spotkaliśmy... często o nim myślę, żałuje że nam sie nie udało...tylko dlatego że ja miałam jakies problemy. w pewnym sensie tęsknie za nim...był takim moim przyjacielem...z żadnym innym byłym nie miałam takiej więzi...często patrze na to co mam teraz i zastanawiam sie jakby to było gdybym była z nim...nie umiem o tym zapomnieć, chciałabym mieć z nim kontakt ale nie adaliśmy od kilku lat i jak tu sie odzywac jak ma żone, a ja męża....ale to że nie umiem zapomnieć, mam tyle żalu...strasznie mnie męczy...
jak myślicie , co mogę zrobić żeby sobie z tym poradzić?