Witam. Mężczyzna 24 lata ... Piszę tutaj bo w rzeczywistości nie mam ochoty ludziom zawracać głowy, a i tu dostane może ciekawsze odpowiedzi. Za każdą z góry dziękuję, jakakolwiek by nie była. Byłem z dziewczyną ponad 4 lata. Burzliwy związek z rozstaniami. Ona zawsze odchodziła ale wracała. Teraz odeszła i już nie wróci. Tzn. nie wrócimy bo i ja bym w lustro patrzeć nie mógł. Mija dziś 4 miesiąc od rozstania. Nie spotkaliśmy się, bo jej tak było wygodniej. Teraz jest ze swoim kolegą i wyglądają chyba na szczęśliwych - zresztą nie moja już to sprawa.
Rzecz się rozbija właśnie o to, że holernie mocno ją kochałem. Każde to rozstanie było jak włócznia prosto w serce. Jestem długodystansowcem. Seks z jedną kobietą przez całe życie nie byłby dla mnie czymś złym. Nie miałem potrzeby się wyszaleć. Teraz mam dobrą prace ale szlag mnie trafia po pracy bo nie mam do kogo i czego wracać (tzn mieszkam z rodzicami no ale to nie to samo ...). Pani X śni mi się bardzo często. Minimum raz w tygodniu. Jak mi sie przyśni to dzień na straty ... W snach śni mi sie przeróżnie. Pozytywnie i negatywnie. Jej chłopak również sie pojawia w moich snach.
Znajomi nie mają już czasu za bardzo bo każdy coś robi, kogoś ma ... A ja ... Niby jestem młody ale każdego dnia się boje, że zostane starym kawalerem. Że jak poznaje nowe towarzystwa to czuje, że ze mną jest coś nie tak. Nie mam tego wigoru co dawniej, a swoją postawą pewnie prezentuje, że brak mi tej energii, która przyciąga innych. Kiedyś byłem pewniejszy siebie, z lepszą samooceną. Teraz jestem pewniejszy w działaniu, a holernie niepewny w relacjach i po prost w tej płaszczyźnie w siebie nie wierze... Do tego inne kobiety mi sie nie podobają ...
I o to chodzi - męczy mnie ona w snach, coraz mniej - ale jednak o niej myśle (praca biurowa), zżera mnie to wszystko. Czy ktoś tak miał lub miała? Jak sobie z tym radzić? I jak wyczyścić kartę w głowie, wyjśc z cienia wyidealizowanego obrazu osoby, która de facto nie istnieje. Bo ona nie była taka super, jak uważałem ją nim z nią się zszedłem. Dużo krzywd mi wyrządziła.
Chciałbym kogoś pokochać na nowo, przekazywać komuś całą energię jaką mam w sobie ale nie mogę jej uzewnętrznić i tylko ta negatywna się ujawnia ... Ile trzeba czasu? Rok? Dwa?