Cześć,
kontynuując wątek rozpadu mojego związku, oraz szykując się na życie w pojedynkę, chciałam zapytać, czy ktoś z Was wrócił do siebie na stałe, po rozstaniu? Nie mam na myśli tutaj jakiś hot akcji, w emocjach, na adrealinie, tylko pytanie, czy są tutaj osoby, które zaliczyły rozstanie po jakimś czasie trwania związku, i wróciły do siebie? Ja kończę związek, który w tej konfiguracji nie może już trwać, ale widzę, że to ma potencjał, są duże uczucia, ale może potrzeba trochę ciszy, spokoju, aby każdy pożył swoim rytemem życia, może nawet spróbował innych partnnerów, dojrzał, docenił to, co miał. Cholerka nie wiem, może tak czasami tak bywa, nie ten czas, etap w życiu, priorytety, ludzi ciągnie nadal do siebie, mija jakiś czas, jest inaczej, stajemy się dojrzalśi, inaczej się zachowujemy, teraz to może wypalić?
Ja znam 2 małeżeństwa, które zaliczyły takie rozstanie, a pózniej wrociły do siebie, bo jednak było im ze zobą najlepiej. Bardzo szybko następował wtedy ślub i założenie rodziny. Tak jakby wiedzały co straciły, dojrzały i teraz nie chciały tracić ani minuty na życie osobno.
Czy są tutaj takie osoby? Co się stało, co sprawiło, że się rozsypało za pierwszym razem, dlaczego powrót i decyzja o byciu razem?