Jeżeli tak, to jakim czasie? Jaki był powód rozstania? Podczas rozłąki utrzymywaliście kontakty czy milczeliście? Jak Wam się układało po powrocie do siebie?
Chodzi o to, że byłam z chłopakiem 7 miesięcy. Cały czas układało się między nami bardzo dobrze. Muszę zaznaczyć, że ma on bardzo mało wolnego czasu (szkoła, praca), więc spotykaliśmy się tylko w weekendy ale nie przeszkadzało mi to, bo całymi dniami do mnie pisał i dzwonił, poprzez zwykłe wiadomości potrafił sprawić, że czułam się ważna i że mu na mnie zależy. Dopiero jakiś miesiąc temu coś zaczęło się między nami psuć. Oddaliliśmy się od siebie, on zaczął mnie olewać i zrobiło się naprawdę dziwnie. Rozmawialiśmy codziennie ale każda rozmowa wyglądała jakby była na siłę, do tego w ostatnim czasie spotykaliśmy się jeszcze rzadziej niż zwykle ( zwyczajny natłok zajęć). Widziałam, że coś się między nami psuje i z całych sił starałam się mu pokazać jak bardzo mi na nim zależy, naprawdę robiłam wszystko żeby było między nami jak wcześniej. Ale to chyba nic nie dało... Spotkaliśmy się w ten weekend, cieszyłam się że w końcu spędzimy razem miło czas, a tu nagle on ze mną zerwał. Zaczął mówić, że nie widzi sensu żeby dalej to ciągnąć, że nie ma już między nami tej "chemii", która była na początku. Ja byłam w szoku bo nie spodziewałam się rozstania i zacięłam się, nie wiedziałam co mówić. On przez całą rozmowę był miły, mówił że to nie jest moja wina, że nie mamy na to wpływu i że w najbliższym czasie i tak nie będzie miał czasu na spotkania ze mną ( wyjazdy, dużo nauki itp). Powiedział też, że zależy mu na kontaktach ze mną, a ja na to się wściekłam i powiedziałam że nie będę jego przyjaciółką, to byłoby dla mnie zbyt trudne... Chciałam błagać go, żeby dał nam jeszcze szansę ale coś mnie powstrzymywało, chyba zwyczajnie nie chciałam się poniżyć skoro powiedział, że dla niego to nie ma sensu. A teraz zastanawiam się czy nie zrobiłam źle, może powinnam go jakoś przekonać. Cały czas obwiniam się, że może gdybym zaczęła go prosić i tłumaczyc to nie doszłoby do rozstania...a ja zachowałam się dziwnie, jakby obojętnie. Powiedziałam tylko, że zalezy mi na nim ale jeżeli on nie chce tego ciągnąć to go do tego nie zmuszę. Ale uwierzcie mi, w środku krzyczałam z bólu
To tak cholernie boli... Rozłąka trwa dopiero 4 dni ale ja czuję, że zaraz rozerwie mnie od środka, boli mnie brzuch, nie moge spać ani jeść... od tej rozmowy nie kontaktowaliśmy się, nie pisaliśmy. Chociaż nie raz chciałam napisać mu jak bardzo za nim tęsknię to powstrzymywałam się. Nie wiem czemu, mam po prostu takie coś, że jeżeli mnie nie chce to nie powinnam się poniżać i błagać go o powrót. Zwłaszcza, że udowodniłam mu wcześniej kiedy się starałam, że nie chcę tego kończyć. Chociaż wiem, że nie powinnam to żyję nadzieją, że on zmieni zdanie, że zaraz do mnie napisze albo zadzwoni i powie, że popełnił błąd, że za mną tęskni.. zwłaszcza, że nie pokłóciliśmy się o nic ( jestem 100% pewna, że nie chodzi o inną dziewczynę). Może ktoś z Was ma ten sam problem? Podzielcie się swoimi historiami, będziemy mogły być dla siebie wsparciem