netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

czy powinnam wrzucić na luz?

4 odpowiedzi2 994 wyświetleniazałożony przez karina.mal, 14.11.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » czy powinnam wrzucić na luz?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: czy powinnam wrzucić na luz?

Hej,
zastanawiam się nad swoim zachowaniem.
Mam 25 lat, dużo znajomych, bliższych, dalszych, paru przyjaciół. Od urodzenia mieszkam w tym samym mieście w Polsce- 2- 3 co do wielkości. Znam ludzi z liceum, gimnazjum, studiów, organizacji studenckich, poza uczlenią, znajomych znajomych itp.

Jednak nie mam takiej najbliższej osoby - oprócz mojej siostry - przyjaciółki.

Problem polega na tym, że ludzie przychodzą i odchodzą- ja to wiem. Kiedy coś mi się stanie, ktoś mi coś zrobi- ja tą osobę automatycznie usuwam z życia, z towarzystwa swojego aby na nią nie patrzeć. Myślicie, że dobrze robię? A może jestem zbyt racjonalna i logiczna jak na swój wiek?
Chodzi mi o to, że kilka lat temu kolega, w którym się kochałam , tworzyliśmy pseudo związek uderzył mnie w twarz na imprezie przy znajomych- od tej pory nie kontaktuję się z nim- od 4 lat od tamtego zdarzenia widziałam go z 2-3 razy- mimo, że był w 'paczce' dalszych znajomych.
Drugi przykład- mój przyjaciel ze studiów, który jako niedojrzały facet wykazywał mi zainteresowanie- niby nic ale zachowywał się jak niedojrzały zj***b. Flirtował ze mną, podobałam mu się, chodziliśmy za ręce na uczelni, przytulał się do mnie, stresował kiedy do mnie mówił- przychodził do mnie- czułam się jakby to był mój 'przyszły chłopak'. Ludzie gadali o nas, nie wiedzieli co się dzieje, on wysyłal mi sygnały - jednak okazało się, że ma laskę. Poznał ją ze mną.
Powiedziałam mu, że wysyłał mi takie sygnały, że ja nie wiedziałam o co chodzi, wkręciłam sobie go, zmarnowałam z rok życia na niego- czekając? Flirtując? Dziwiąc się czemu mnie nie pocałuje? A tu zonk- ma dziewczynę. Od 1.5 roku nie utrzymuję z nim kontaktu- mimo, że widujemy się na uczelni- znajomi wspólni ok- ale z nim nie.
Po prostu zszargał mi nerwy, straciłam trochę miesięcy życia na analizę. I po prostu stwierdziłam że nie jest wart mojego towarzystwa. Oczywiście on ma pełno znajomych, nikt nic nie wie. Wiedzą tylko, że ma nową laskę smile

Trzeci przykład- ok 10 miesięcy temu kolega wykazywał mi zainteresowanie- ja się wkręciłam, on też- widać było. BYło coś między nami, ale tak samo jak do nas coś ciągnęło tak samo w pewnym momencie odciągnęło- od tej historii minęły z 4 miesiące. Nie ma go w Polsce- pisałam o tym w innym poście. 2 miesiące zmarnowałam na rozkminy kiedy on był w mieście, zapraszał mnie na imprezy, widywał się ze mną, ale ignorował, nie patrzył mi się w oczy nawet koleżeńsko jak do mnie mówił. Odwracał się plecami. W koncu wyjechał- nie ma z nim kontaktu- wraca za kilka tygodni. Ja przestałam się z nim kontaktować w momencie kiedy zaczał mnie olewać i grać na moich uczuciach.
Wiadomo, że nic sobie nie obiecywaliśmy ( tak samo jak z poprzednim) ale przydałaby się normalna rozmowa. A on olał mnie jako koleżąnkę  ( znajomą z grupy) jakbym była jakąś obcą osobą. Mieliśmy się spotkać,  on nie przychodził, nie wiedział o co mi chodzi, pisał, że nie rozumie  mnie itp.  Po prostu zniknął.
I kontaktował się ze mną tylko wtedy kiedy ON chciał. Mogłam do niego pisać aby sie odezwał , jednak nie widzieliśmy się 3 tygodnie. Po 3 tygodniach ni z gruszki ni z pietruszki lata za mną na imprezie i zaprasza do siebie...

Przestałam się kontaktować- olałam. Nie zależy mi już.

I nie wiem czy dobrze robię.


Bo widze, że wśród moich znajomych tylko dziewczyny po jakiś traumatycznych przejściach, rozwodach nie kontaktują się ze swoimi ex. Natomiast ja aż tak traumatycznych przejść nie miałam a z nimi nie kontaktuję się.
Z pierwszym - uderzył mnie- coś dla mnie nieprawdopodobnego ze strony faceta- zamknęłam się w sobie na rok- padła mi pewność siebie. On nie wiedział też jak się zachować, ale ja nawet nie chciałam z nim gadać. Odeszłam.
Z drugim - zszargane zostały moje nerwy i emocje bo to był przyjaciel który mną pogrywał- teraz wiem, że był niedojrzałym dupkiem- dopiero teraz dojrzewa w 2 związku. A wcześniej sobie grał z powodu niedojrzałości- może mu się podobałam ale nie mogł tego ogarnąć. A ja byłam poważniejsza od niego i chyba bardziej się zaangażowałam. Też odeszłam.

Z trzecim nie wiem co mam robić bo ogólnie to był tylko seks- jednak on wysyłał mi później dziwne znaki, jakby coś więcej. Czasem zmieniał się na 'zbyt' poważnego w towarzystwie i ludzie nie wiedzieli o co chodzi. Unikał mnie- ja wtedy się wycofuję- bo nie chcę aby ktoś pomyślał, że jestem namolna. Robię swoje. Nie lubię kiedy ktoś jest niesłowny. Wiem, że on jest tradycjonalistą, jest słowny, robi swoje ale chyba nie ogarnia emocji i uczuć. Zawodowo ok- ale prywatnie chyba nie. I teraz nie wiem czy kiedykolwiek trafię na faceta normalnego. Od 4 lat nie byłam w normalnym związku. A mam 25 lat.

I takie sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że faceci są niedojrzali. ALbo muszę zmienić towarzystwo.
I nie wiem czy dobrze robię- odchodząc. Bo np wiele z moich znajomych dziwi się, że z tym 1szym nie mam kontaktu- "X szanuję Cie za to, ja bym nie mogła, zawsze się wraca". O tym drugim nie rozmawiam z nikim, a o trzecim znajomi mówią, że 'on taki jest' , pewnie był spalony albo pijany że Cię omijał wzrokiem, pewnie wtedy palił coś i dlatego się odwracał. On tak ma- mówił mi że nic od Ciebie nie chce, on Ci tego nie powie, bo się wstydzi, bo jest taki nieśmiały... "

I nie wiem w tym momencie czy naprawdę trafiam na dziwnych osobników ( mówię o tych co mi się podobają a ja im) czy tacy są młodzi mężczyźni.

I czy dobrze robię usuwając ich z mojego pola widzenia? Naprawdę znajomi dziwią się, że tak potrafię odejść, odciąć z kimś kontakt. Znajomi mają tendencję do utrzymywania kontaktu z ex, lajkowania fot na fb, rozmawiania przez znajomych, dowiadywania się co i jak.
Nie wiem, może jestem zbyt restrykcyjna?
Czy powinnam utrzymywać z nimi kontakt, bo nic się nie stało? Może właśnie powinnam wrzucić na luz? Bo każdy tak ma? Bo to normalne? Bo nie powinnam się byłą zadręczać itp?

2 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-11-14 12:53:17)

Odp: czy powinnam wrzucić na luz?

Zamiast pytac, czy powinnas utrzymywac kontakt, zapytaj sie siebie sama, czy tego chcesz?
Czy moze chcesz tylko byc taka sama jak inni?

Dla mnie sprawa jest bardzo prosta i nie ma sie tu nad czym zastanawiac: jesli mam ochote na kontakt, to go utrzymuje, a jak nie to nie! Wyjatkiem sa ludzie, z ktorymi musze jakis kontakt utrzymywac, bo to na przyklad ktos z pracy. Ale zostaje wtedy przy zawodowym kontakcie.

Jesli juz sie nad soba zastanawiasz, to powinnas lepiej przypatrzyc sie temu, dlaczego wybierasz sobie taklich "dupkow" na potencjalnych partnerow.
To jest warte glebszej analizy i zmiany. Dzialasz wedlug jakiegos schematu, zastanow sie, jaki on jest.
Co dokladnie przyciaga Cie u takich? Jak do tego dojdziesz, to bedziesz mogla tego uniknac w przyszlosci i zainteresujesz sie innym typem ludzi.

Wyglada na to, ze mialas dotad sporo szczescia i jakis instynkt samozachowawczy, zrywajac z nimi kontakty. Nad tym moim zdaniem nie trzeba sie dalej zastanawiac. Jak dla mnie nie jest to niczym dziwnym. Calkowicie normalne zachowanie.

Chcesz miec partnera, ktory bedzie Cie bil i traktowal jak szmate? Jesli tak, to zacznij utrzymywac kontakt z tym pierwszym.
Chcesz takiego, ktory bedzie Cie zdradzal? To proponuje drugiego.
Chcesz  takiego, ktory bedzie Cie uzywal tylko do lozka i tylko wtedy, gdy on tego chce? Prosze bardzo, tu stoi ten trzeci do dyspozycji....

O czym chcesz rozmawiac z takimi ludzmi? Co chcesz wyjasniac?
Szukaj ludzi, z ktorymi mozna sie normalnie komunikowac, przestan bawic sie w jakiekolwiek podchody.

I tak, powinnas wrzucic na luz, ale nie tak, jak myslisz.
Nie kieruj sie tym, co i jak robia inni, tylko tym, co dla Ciebie jest wazne i zgodne z Twoim odczuciem. smile

ps. pomysl ze zmiana towarzystwa jest warty rozpatrzenia.
W innym towarzystwie jest szansa na spotkanie innych typow. wink

3

Odp: czy powinnam wrzucić na luz?
Marajka napisał/a:

Zamiast pytac, czy powinnas utrzymywac kontakt, zapytaj sie siebie sama, czy tego chcesz?
Czy moze chcesz tylko byc taka sama jak inni?

Dla mnie sprawa jest bardzo prosta i nie ma sie tu nad czym zastanawiac: jesli mam ochote na kontakt, to go utrzymuje, a jak nie to nie! Wyjatkiem sa ludzie, z ktorymi musze jakis kontakt utrzymywac, bo to na przyklad ktos z pracy. Ale zostaje wtedy przy zawodowym kontakcie.

Jesli juz sie nad soba zastanawiasz, to powinnas lepiej przypatrzyc sie temu, dlaczego wybierasz sobie taklich "dupkow" na potencjalnych partnerow.
To jest warte glebszej analizy i zmiany. Dzialasz wedlug jakiegos schematu, zastanow sie, jaki on jest.
Co dokladnie przyciaga Cie u takich? Jak do tego dojdziesz, to bedziesz mogla tego uniknac w przyszlosci i zainteresujesz sie innym typem ludzi.

Wyglada na to, ze mialas dotad sporo szczescia i jakis instynkt samozachowawczy, zrywajac z nimi kontakty. Nad tym moim zdaniem nie trzeba sie dalej zastanawiac. Jak dla mnie nie jest to niczym dziwnym. Calkowicie normalne zachowanie.

Chcesz miec partnera, ktory bedzie Cie bil i traktowal jak szmate? Jesli tak, to zacznij utrzymywac kontakt z tym pierwszym.
Chcesz takiego, ktory bedzie Cie zdradzal? To proponuje drugiego.
Chcesz  takiego, ktory bedzie Cie uzywal tylko do lozka i tylko wtedy, gdy on tego chce? Prosze bardzo, tu stoi ten trzeci do dyspozycji....

O czym chcesz rozmawiac z takimi ludzmi? Co chcesz wyjasniac?
Szukaj ludzi, z ktorymi mozna sie normalnie komunikowac, przestan bawic sie w jakiekolwiek podchody.

I tak, powinnas wrzucic na luz, ale nie tak, jak myslisz.
Nie kieruj sie tym, co i jak robia inni, tylko tym, co dla Ciebie jest wazne i zgodne z Twoim odczuciem. smile

ps. pomysl ze zmiana towarzystwa jest warty rozpatrzenia.
W innym towarzystwie jest szansa na spotkanie innych typow. wink


moi znajomi sa jakos bardzo liberalni jesli chodzi o związki itp. np sypiają ze sobą nie mówiąc nikomu - więc ok a pożniej są w związkach. nie wiem dlaczego wtedy kiedy ja przespałam się z kolegą wszyscy byli zainteresowani smile  nie wiem dlaczego uwazam, ze nie powinnam obgadywac innych spraw intymnych , zwiazkowych, prywatnych. nie chce tego robic.

ale czasem mam wrazenie, ze wlasnie jestem poza dana grupa bo sie nie angazuje- nie mowie o innych- wiecie o co chodzi. ja mam lepsze sprawy do obgadywania niż czyjes zwiazki a widze ze wsród znajomych jest tak, ze dziewczyny pracuja, a spotykaja sie na ploteczki, a faceci sa wlasnie poza.
ja jestem jak facet - poza . mowie tam kto mi sie podoba itp ale nigdy jakos nikogo za jezyk nie ciagne. ludzie sie wlasnie dziwia i ciagna mnie za jezyk jesli chodzi o wszystko. nie wiem moze powinnam tez sie bardziej otworzyc bo moze maja mnie za zamknieta dziewczyne?

4

Odp: czy powinnam wrzucić na luz?

Wybierasz cały czas pod rząd niewłaściwych chłopaków a unikasz właściwych. Poza tym co ciebie do nich ciągnie to seks a nie osobowość. W ten sposób nigdy nie wyjdziesz z błędnego koła.

5 Ostatnio edytowany przez karina.mal (2016-02-12 21:10:25)

Odp: czy powinnam wrzucić na luz?

Hej,
może dopiszę coś do tego tematu.
Nigdy nie kategoryzowałam ludzi.
Ja chyba wiem w czym jest problem.
Problem polega chyba na tym, że angażuję się nie w te znajomości.
Studiuję na politechnice, więc większość moich znajomych była bardziej ukierunkowana technicznie. Nigdy w życiu nie miałam znajomych artystów, jakiś piosenkarzy, malarzy itp. Czasem zazdrościłam innym, bo kotłowałam się od początku liceum w takim ścisłym środowisku (przedmioty ścisłe itp). Dziewczyny które nie mają talentów artystycznych ale raczej dobrą pamięć do arkuszy w Excelu- nigdy nic nie miałam do takich osób. Do tej pory CI ludzie są moimi najbliższymi przyjaciółmi z liceum. Do tej pory utrzymuję z nimi kontakt.

Problem w tym, że kończąc 1 etap studiów chodząc na imprezy, wychodząc na miasto zobaczyłam, że chcę czegoś więcej. Jakby chciałam wejść w życie bardziej artystyczne. może imprezowe. Poznać ludzi ze szkół muzycznych, z jakiś kółek filmoznawców, ze szkół plastycznych. Zauważyłam, że różnię się od nich, bo jestem bardziej sztywna. A pochodzę z artystycznego domu. Zaczęłam się zmieniać, chodzić na koncerty, na domówki, współpracować z artystami. Jednak w głębi duszy cieszyłam się, że jestem techniczna bo mam lepszą pracę od nich( wiem, głupie myślenie , ale niestety tak jest- inżynierowi łatwiej o pracę w obecnych czasach niż artyście).

Zauważyłam też że na początku bardziej odpowiada mi życie artystyczne, jakieś wspólne posiadówki z obrazami itp niż tak jak zawsze z moimi znajomymi robiłam- chodziliśmy na PIWO po uczelni.
Jednak zauważyłam, że nie potrafię nawet do tej pory utrzymać tych ludzi przy sobie. Że jestem jedną nogą w grupie, ludzie mnie znają- a z drugiej strony i tak jestem indywidualistką. Nie chcę być kojarzona z żadną grupą bo boję się zaszufladkowania. Boję się, że ktoś pomyśli - ooo to ta ze zdjęcia z tamtymi, o to ta z grupy facebookowej z tamtymi. A wiem, że mimo iż mamy 21 wiek to ludzie tak myślą.

Chodzę na różne imprezy, jednak nigdy nie zgłębiam się zbytnio kto na nich jest - chodzę bo jestem zapraszana, bo akurat koleżanka mnie wzięła. Poznaję ludzi- nigdy nikogo nie kategoryzowałam. Jednak później na zdjęciach kiedy jestem oznaczana ludzie mówią - o boże znasz X, znasz Y , oni są tacy a tacy. boże, boże.

To jest dziwne, nigdy tak o nikim nie mówiłam. Dla mnie człowiek to człowiek.


A dlaczego wpadłam w jakieś środowisko artystyczne?

Studiując u siebie na kierunku w pewnym momencie moja grupa studencka moi znajomi zaczęli się wykruszać ze studiów. Nasze plany np na założenie wspólnej dzialalności po studiach spełzły na niczym. Niestety tak jest , że ludzie przychodzą i odchodzą. W pewnym momencie ocknęłam się, że zostałam tylko z 2-3 max osobami wartymi zaufania na uczelni. Nawet w kołach naukowych ludzie byli młodsi ( tak poszłam 2 lata później na studiach), mam inne kwalifikacje, już chciałabym coś innego robić. A widzę, że albo mam czekaćna tych młodszych, aby z nimi coś robić, albo mam szukać dalej.

Mam pełno znajomych z mojej branży, znajomych bardzo aktywnych zawodowo ( to czego mi brakuje u mnie w mieście, na uczelni) z innych miast, z całej Polski. Mamy kontakt czasem nawet z niektórymi prawie codzienny. Zapraszamy siebie, jeździmy do siebie. Jednak zawsze kiedy JA wracam do swojego domu, do miasta mam takie poczucie pustki. Że muszę , mogę wykonywać swój zawód tak jak chcę z fajnymi ludźmi tylko poza moim miastem. Bo tam mam tych zaufanych znajomych, którzy mają podobne priorytety co ja i podobnie patrzą na życie.

Też nie chcę generalizować, ale teraz na 2 stopniu studiów ludzie nawet nie są tak chętni do współpracy. Już są jakby ustatkowani. Nie chcą się angażować w różne prace dodatkowe, tylko uczelnia odbębnić i wrócić do siebie, na stare śmieci.
A mnie nadal u mnie brakuje wielu takich spotkań młodych inżynierów z mojego kierunku. Niby są te koła zainteresowań, ale chyba moja uczelnia jest strasznie opóźniona w stosunku do innych w Polsce. Nawet profesorom się nie chce uczyć na niej i niektórzy podchodzą z dystansem lub z olewactwem do nas, studentów.

I dlatego zaczęłam robić coś sama innego, kreatywnego, zaczęłam poznawać ludzi z innych kręgów bardziej artystycznych. Ale oni mają jednak inne życia, inaczej pracują. Problem w tym, że z 1 strony chciałabym być częścią czegoś artystycznego, a z drugiej widzę, ż eoni nadal mają jakieś bardzo beztroskie życie. Przesiadują na komputerach, na fb nie wiem może mają takie zawody medialne. Może ja znowu kategoryzuję ludzi i się niestety mylę.

Po 4 miesiącach znowu tu napisałam. Nie mogę chyba odnaleźć siebie.
Od tych 4 miesięcy poznałam wiele osób, pracowałam z fajnymi ludźmi ale to tylko praca a nie dłuższe znajomości. Mimo, że wszyscy są mili dla siebie.

Chciałabym po prostu móc coś fajnego stworzyć z kimś. Jesli niestety to mi się nie uda- stworzę coś na złość sama. ;P

Mam jakiś niedosyt i nie mogę się pogodzić chyba z tym, że nie poznałam ludzi tutaj u siebie, którzy mogliby być podobni do mnie. Dlaczego muszę wyjeżdżać poza miasto  aby z takimi się zadawać?



Jestem obecnie w takim stadium, że nikt do mnie nie pisze. Nie chodzi o to, że lamentuję. Chodzi o to, że np mam sesję, jestem zajęta od miesiąca. Skończyłam pracę nad pewnym spektaklem z 2 tygodnie temu- pracowałam po 12-13h dziennie przez ok 2-3 miesiące. Nie miałam czasu na rozmowy ze znajomymi. Czasem spotykałam ich na mieście, czasem na koncertach, na sylwestrze.
Oczywiście pisałam coś do niektórych, byłam pod telefonem za każdym razem, ale zauwazyłam, że bardzo zaangażowałam się w pracę. Do tego stopnia, że teraz np czasem do mnie napisze ktoś ze studiów, a czasem nikt. Na fb grupy studenckie- jestem aktywna, ale nikt nie zaproponuje wyjścia.

Nie wiem z czego to wynika. Mój teleofn milczy, Pojawia się tylko sms od Play albo babcia, mama, tata, siotra, brat. Czasem zadzwoni kolezanka- Mam duzo kolezanek z ktorymi utrzymuej kontakt, ale one robia cos innego sa inne, z innych srodowisk, np maja juz facetow. z grzecznosci napiszą.

Niby mam pełno znajomych a czuję sie bardzo samotna.
Nie wiem co mam zrobic aby to zmienic.Mieszkam nadal z rodzicami i mam wielkie opory przed tym aby zaprosic znajomych do domu. Nie wiem sama dlaczego. Moje rodzenstwo puka sie w glowe- mowi, ze to ja stwarzam sobie problemy,jestem spieta swoimi myslami i mam obiekcje nie wiadomo dlaczego.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » czy powinnam wrzucić na luz?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026