Hej,
zastanawiam się nad swoim zachowaniem.
Mam 25 lat, dużo znajomych, bliższych, dalszych, paru przyjaciół. Od urodzenia mieszkam w tym samym mieście w Polsce- 2- 3 co do wielkości. Znam ludzi z liceum, gimnazjum, studiów, organizacji studenckich, poza uczlenią, znajomych znajomych itp.
Jednak nie mam takiej najbliższej osoby - oprócz mojej siostry - przyjaciółki.
Problem polega na tym, że ludzie przychodzą i odchodzą- ja to wiem. Kiedy coś mi się stanie, ktoś mi coś zrobi- ja tą osobę automatycznie usuwam z życia, z towarzystwa swojego aby na nią nie patrzeć. Myślicie, że dobrze robię? A może jestem zbyt racjonalna i logiczna jak na swój wiek?
Chodzi mi o to, że kilka lat temu kolega, w którym się kochałam , tworzyliśmy pseudo związek uderzył mnie w twarz na imprezie przy znajomych- od tej pory nie kontaktuję się z nim- od 4 lat od tamtego zdarzenia widziałam go z 2-3 razy- mimo, że był w 'paczce' dalszych znajomych.
Drugi przykład- mój przyjaciel ze studiów, który jako niedojrzały facet wykazywał mi zainteresowanie- niby nic ale zachowywał się jak niedojrzały zj***b. Flirtował ze mną, podobałam mu się, chodziliśmy za ręce na uczelni, przytulał się do mnie, stresował kiedy do mnie mówił- przychodził do mnie- czułam się jakby to był mój 'przyszły chłopak'. Ludzie gadali o nas, nie wiedzieli co się dzieje, on wysyłal mi sygnały - jednak okazało się, że ma laskę. Poznał ją ze mną.
Powiedziałam mu, że wysyłał mi takie sygnały, że ja nie wiedziałam o co chodzi, wkręciłam sobie go, zmarnowałam z rok życia na niego- czekając? Flirtując? Dziwiąc się czemu mnie nie pocałuje? A tu zonk- ma dziewczynę. Od 1.5 roku nie utrzymuję z nim kontaktu- mimo, że widujemy się na uczelni- znajomi wspólni ok- ale z nim nie.
Po prostu zszargał mi nerwy, straciłam trochę miesięcy życia na analizę. I po prostu stwierdziłam że nie jest wart mojego towarzystwa. Oczywiście on ma pełno znajomych, nikt nic nie wie. Wiedzą tylko, że ma nową laskę ![]()
Trzeci przykład- ok 10 miesięcy temu kolega wykazywał mi zainteresowanie- ja się wkręciłam, on też- widać było. BYło coś między nami, ale tak samo jak do nas coś ciągnęło tak samo w pewnym momencie odciągnęło- od tej historii minęły z 4 miesiące. Nie ma go w Polsce- pisałam o tym w innym poście. 2 miesiące zmarnowałam na rozkminy kiedy on był w mieście, zapraszał mnie na imprezy, widywał się ze mną, ale ignorował, nie patrzył mi się w oczy nawet koleżeńsko jak do mnie mówił. Odwracał się plecami. W koncu wyjechał- nie ma z nim kontaktu- wraca za kilka tygodni. Ja przestałam się z nim kontaktować w momencie kiedy zaczał mnie olewać i grać na moich uczuciach.
Wiadomo, że nic sobie nie obiecywaliśmy ( tak samo jak z poprzednim) ale przydałaby się normalna rozmowa. A on olał mnie jako koleżąnkę ( znajomą z grupy) jakbym była jakąś obcą osobą. Mieliśmy się spotkać, on nie przychodził, nie wiedział o co mi chodzi, pisał, że nie rozumie mnie itp. Po prostu zniknął.
I kontaktował się ze mną tylko wtedy kiedy ON chciał. Mogłam do niego pisać aby sie odezwał , jednak nie widzieliśmy się 3 tygodnie. Po 3 tygodniach ni z gruszki ni z pietruszki lata za mną na imprezie i zaprasza do siebie...
Przestałam się kontaktować- olałam. Nie zależy mi już.
I nie wiem czy dobrze robię.
Bo widze, że wśród moich znajomych tylko dziewczyny po jakiś traumatycznych przejściach, rozwodach nie kontaktują się ze swoimi ex. Natomiast ja aż tak traumatycznych przejść nie miałam a z nimi nie kontaktuję się.
Z pierwszym - uderzył mnie- coś dla mnie nieprawdopodobnego ze strony faceta- zamknęłam się w sobie na rok- padła mi pewność siebie. On nie wiedział też jak się zachować, ale ja nawet nie chciałam z nim gadać. Odeszłam.
Z drugim - zszargane zostały moje nerwy i emocje bo to był przyjaciel który mną pogrywał- teraz wiem, że był niedojrzałym dupkiem- dopiero teraz dojrzewa w 2 związku. A wcześniej sobie grał z powodu niedojrzałości- może mu się podobałam ale nie mogł tego ogarnąć. A ja byłam poważniejsza od niego i chyba bardziej się zaangażowałam. Też odeszłam.
Z trzecim nie wiem co mam robić bo ogólnie to był tylko seks- jednak on wysyłał mi później dziwne znaki, jakby coś więcej. Czasem zmieniał się na 'zbyt' poważnego w towarzystwie i ludzie nie wiedzieli o co chodzi. Unikał mnie- ja wtedy się wycofuję- bo nie chcę aby ktoś pomyślał, że jestem namolna. Robię swoje. Nie lubię kiedy ktoś jest niesłowny. Wiem, że on jest tradycjonalistą, jest słowny, robi swoje ale chyba nie ogarnia emocji i uczuć. Zawodowo ok- ale prywatnie chyba nie. I teraz nie wiem czy kiedykolwiek trafię na faceta normalnego. Od 4 lat nie byłam w normalnym związku. A mam 25 lat.
I takie sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że faceci są niedojrzali. ALbo muszę zmienić towarzystwo.
I nie wiem czy dobrze robię- odchodząc. Bo np wiele z moich znajomych dziwi się, że z tym 1szym nie mam kontaktu- "X szanuję Cie za to, ja bym nie mogła, zawsze się wraca". O tym drugim nie rozmawiam z nikim, a o trzecim znajomi mówią, że 'on taki jest' , pewnie był spalony albo pijany że Cię omijał wzrokiem, pewnie wtedy palił coś i dlatego się odwracał. On tak ma- mówił mi że nic od Ciebie nie chce, on Ci tego nie powie, bo się wstydzi, bo jest taki nieśmiały... "
I nie wiem w tym momencie czy naprawdę trafiam na dziwnych osobników ( mówię o tych co mi się podobają a ja im) czy tacy są młodzi mężczyźni.
I czy dobrze robię usuwając ich z mojego pola widzenia? Naprawdę znajomi dziwią się, że tak potrafię odejść, odciąć z kimś kontakt. Znajomi mają tendencję do utrzymywania kontaktu z ex, lajkowania fot na fb, rozmawiania przez znajomych, dowiadywania się co i jak.
Nie wiem, może jestem zbyt restrykcyjna?
Czy powinnam utrzymywać z nimi kontakt, bo nic się nie stało? Może właśnie powinnam wrzucić na luz? Bo każdy tak ma? Bo to normalne? Bo nie powinnam się byłą zadręczać itp?