Witam. Jestem w raz z moim chłopakiem w pierwszym poważniejszym związku. Niedawno minął rok. Różnie bywało, kłotnie powoli zaczynały nas wykończać jednak potem zawsze wschodziło słońce i jakoś potrafiliśmy być szczęśliwi. Nasz związek głównie za moją przyczyną poszedl w złą stronę. Chciałam z nim spędzać każdą wolną chwile od szkoły, pracy...
Nagle w środę w poprzednim tygodniu przestał się odzywać chociaż mieliśmy się spotkać. Nie szło się z nim skontaktować. Telefon wyłaczony, przestał wchodzić na fb na którym normalnie codziennie był w domu też nie dało się go zastać. W końcu dzisiaj mi się udało i teraz gdy już znam powodu brakiem kontaktu jestem załamana. Powiedział mi, że nie widzi sensu dalej tego kontynuować i że od jakiegoś czasu czuł do mnie co raz mniej, a teraz już praktycznie nic. Jednak zgodził się na spacer... chcialam liczyłam, że jak go przytule, pocałuje to coś się zmieni, ale nic... powiedział, że jedynie podniecenie poczuł... załamana nie wiedząco co z tym zrobić, bo szalenie go kocham i nie chcę stracić, bo przez te 5dni to było największe cierpienie jakie doświadczylam zaproponowalam wspólne wyjście po poludniu jeszcze jako ostatnią szanse... zgodził się bo chciałby coś poczuć i żeby bylo ok ale kompletnie nic nie czul wręcz z każda chwilą mojego namawiania coraz mniej. Mam ostatnia szanse dzisiaj po poludniu. Proszę was poradźcie co zrobić jak go zatrzymać, obudzić w nim uczucia na nowo i wtedy zmienić cały nasz dotychczasowy związek. Moim zdaniem powodem tego są te klotnie ktore go psychicznie wyķończały i teraz ma blokadę ale mimo wszystko gdzieś tam wśrodku jest to uczucie które boi się powtórki z rozrywki... POMOCY ![]()
Podobne tematy
Moim zdaniem, powinnaś mu odpuścić.. Dać mu poczuć to, że Cie traci. Kiedy poczuje brak albo wróci albo też nie. Nie ma nic na siłę. Nie wolno kogoś zatrzymywać. Jeśli chcesz aby jakieś uczucie wróciło to powinnaś ty dać mu szanse zainicjować spotkanie. Nie naciskaj. Tobie zależy bardziej niż jemu a tak być nie powinno.
Moim zdaniem, powinnaś mu odpuścić.. Dać mu poczuć to, że Cie traci. Kiedy poczuje brak albo wróci albo też nie. Nie ma nic na siłę. Nie wolno kogoś zatrzymywać. Jeśli chcesz aby jakieś uczucie wróciło to powinnaś ty dać mu szanse zainicjować spotkanie. Nie naciskaj. Tobie zależy bardziej niż jemu a tak być nie powinno.
No tak. Dał nam szansę jeszcze dzisiaj, ale stwierdził, że nic na siłę nie ma sensu jeśli nic nie poczuje no to... Co ja mam zrobić, żeby się nie poddawał i chciał walczyć o nasz związek.
Od jakiegoś czasu nie czuł tego samego, ale liczył, że to przejściowe. Pewne już jest zmęczony tym wszystkim i sobie nie radzi dlatego chcę go przekonać i wszystko jeszcze odkręcić jednak wiem, że bez jego chęci to nie ma sensu niestety... Dlatego chcę mu to udowodnić, że ma. Nie jestem pewna czy umiem...
Przedewszystkim nie naciskaj. To on musi to poczuć, nie ty. To on, jeśli chce aby cos jeszcze miedzy wami było, ma sie starać nie ty. Ty wiesz, że chcesz z nim być, wiesz co do niego czujesz. A z drugiej strony, czy przypadkiem nie jest tak, że chcesz go zatrzymać na siłę? Bo wmawiasz sobie, że bez niego jest Ci źle? Bo to też nie ma sensu.. Sama będziesz się tym krzywdzić i jego.
Byłam z facetem półtora roku,wykończyłam go psychicznie kłótniami,doprowadziłam go do takiego stanu,że mnie zostawił tak porządnie,już mija dwa miesiące,były rozstania i powroty bo zawsze go ubłagałam by został i wiesz co? To był mój największy błąd.Gdy dwa miesiące temu postanowił znowu ze mną zerwać to ja już odpuściłam,nie błagałam,po prostu to olałam,chociaż serce bolało jak cholera.I od tego czasu nie mamy ze sobą kontaktu,wiesz co dzięki temu zrozumiałam? Że nigdy mnie nie kochal,bo przecież by zabiegał.Radzę ci byś też odpuściła i zobaczyła jak on zareaguje na brak kontaktu,nie nalegam,nie proś,po prostu to zostaw.On musi zobaczyć jak to jest bez ciebie!
Hej Panda. Tez jestem w ciezkiej, mniej wiecej podobnej sytuacji tylko,ze mnie dziewczyna w ten sposob traktuje. Wypowiem sie w miare obiektywnie, bo wiem jak sie teraz czujesz i czego oczekujesz. Przede wszystkim polecam rozmowe - szczerze, na spokojnie porozmawiać, bez krzykow wyjasnic wszystko na temat waszego zwiazku i po tym stwierdzic czy mozesz dzialac dalej, czy jednak odpuscic... Jesli naprawde definitywnie twoj chlopak podjal decyzje to nie bede ciebie oszukiwal - moze byc ciezko. Choc niesadze ze po roku zwiazku z dnia na dzien przestal do ciebie czuc cokolwiek. Mimo wszystko zycze wszystkiego dobrego tobir i wam, w związku. Powodzenia ![]()
7 2015-11-04 02:41:36 Ostatnio edytowany przez BlackPanda (2015-11-04 02:56:25)
Hej Panda. Tez jestem w ciezkiej, mniej wiecej podobnej sytuacji tylko,ze mnie dziewczyna w ten sposob traktuje. Wypowiem sie w miare obiektywnie, bo wiem jak sie teraz czujesz i czego oczekujesz. Przede wszystkim polecam rozmowe - szczerze, na spokojnie porozmawiać, bez krzykow wyjasnic wszystko na temat waszego zwiazku i po tym stwierdzic czy mozesz dzialac dalej, czy jednak odpuscic... Jesli naprawde definitywnie twoj chlopak podjal decyzje to nie bede ciebie oszukiwal - moze byc ciezko. Choc niesadze ze po roku zwiazku z dnia na dzien przestal do ciebie czuc cokolwiek. Mimo wszystko zycze wszystkiego dobrego tobir i wam, w związku. Powodzenia
Właśnie trochę się zmieniło. Pogadałam z nim na tym spotkaniu popołudniu, że dłuższy czas nie było między nami tak jak powinno to też jeden dzień na powrót uczucia nie wystarczy. Zgodził się dać nam trochę czasu. Oboje walczmy, bo mimo wszystko on chce być ze mną i czuć do mnie to co kiedyś. Nie mamy tylko niestety do końca pojęcia co się takiego stało...Jakie czynniki dokładnie przyłożyły się do zaniknięcia uczucia. Moim zdaniem jest gdzieś głęboko schowane to uczucie przez te wszystkie niepowodzenia, kłótnie, rutynę z której nie zdawaliśmy sobie sprawy. Moje uczucia do niego odżyły na nowo po całej tej sytuacji i dotarło do mnie ile rzeczy było niewłaściwych. Miałam go 24/7 obok + problemy właściwie przestaliśmy się cieszyć sobą i wszystko odbywało się jak w formułce... Ja nie dojdę to Ty też, obwiniałam go niepotrzebnie o pewne rzeczy. Nie cieszył mnie zwykły spacer z nim, a kiedyś to nam wystarczało.. ławka i my. Mogliśmy siedzieć tak godzinami i nie robić nic szczególnego, albo włóczyć się po mieście i być beztrosko szczęśliwi. Później zaczęło się nocowanie u mnie... Wpierw tylko 3 dni w tyg potem 6 potem już non stop tylko był u mnie i praktycznie tu mieszkał i właściwie nigdzie nie miałam siły wychodzić z domu tylko tak siedzieliśmy ciągle albo wspólnie pograliśmy na komputerze, jakiś film coś.., proponował wyjścia niby chciałam, ale ciągle coś mi nie pasowało mimo, że koniecznie chciałam, żebyśmy wychodzili na imprezy, do kina, basen i tak stale, bo przecież zwykły spacer to ''bezsensu'' nie zdając sobie sprawy w czym tkwi problem. Zaczęłam go wręcz już odrzucać i on podejrzewa, że to wypalilo uczucie do reszty. Co raz częściej nie czułam potrzeby, żeby mnie przytulił. Przestałam chodzić z nim do łóżka o tej samej godzinie... usypiał sam lecz chciał, żebym go budziła jak będę szła spać, budziłam to potem narzekalam ,że jest zaspany i nie ma siły na seks... Następnie gdy on w ciągu dnia próbował ja wgl nie miałam na to ochoty... a chociaż w łozku zawsze nam się układało teraz już nawet ono stało się dla mnie rutyną, bo nigdy nie doszłam podczas seksu z nim... Pogubiliśmy się kompletnie i za szybko zaczęliśmy przenosić ten związek na 24godzinne spędzanie ze sobą czasu i dzielenia życia. Co o tym sądzicie? Staram się jak mogę, żeby znowu zaczęło mu na mnie zależeć, żeby mnie kochał... On też tego chcę i się spotkaliśmy i wczoraj i dzisiaj więc jednak moim zdaniem musi coś tam być jeszcze w środku niego skoro próbuje... + dalej jest zazdrosny o innych facetów. ![]()
Miałam go 24/7 obok + problemy właściwie przestaliśmy się cieszyć sobą i wszystko odbywało się jak w formułce... Ja nie dojdę to Ty też, obwiniałam go niepotrzebnie o pewne rzeczy. Nie cieszył mnie zwykły spacer z nim, a kiedyś to nam wystarczało.. ławka i my. Mogliśmy siedzieć tak godzinami i nie robić nic szczególnego, albo włóczyć się po mieście i być beztrosko szczęśliwi. Później zaczęło się nocowanie u mnie... Wpierw tylko 3 dni w tyg potem 6 potem już non stop tylko był u mnie i praktycznie tu mieszkał i właściwie nigdzie nie miałam siły wychodzić z domu tylko tak siedzieliśmy ciągle albo wspólnie pograliśmy na komputerze, jakiś film coś.., proponował wyjścia niby chciałam, ale ciągle coś mi nie pasowało mimo, że koniecznie chciałam, żebyśmy wychodzili na imprezy, do kina, basen i tak stale, bo przecież zwykły spacer to ''bezsensu'' nie zdając sobie sprawy w czym tkwi problem. Zaczęłam go wręcz już odrzucać i on podejrzewa, że to wypalilo uczucie do reszty. Co raz częściej nie czułam potrzeby, żeby mnie przytulił. Przestałam chodzić z nim do łóżka o tej samej godzinie... usypiał sam lecz chciał, żebym go budziła jak będę szła spać, budziłam to potem narzekalam ,że jest zaspany i nie ma siły na seks... Następnie gdy on w ciągu dnia próbował ja wgl nie miałam na to ochoty... a chociaż w łozku zawsze nam się układało teraz już nawet ono stało się dla mnie rutyną, bo nigdy nie doszłam podczas seksu z nim...
Pewnego dnia przestał się odzywać chociaż mieliśmy się spotkać. Nie szło się z nim skontaktować. TELEFON wyłaczony, przestał wchodzić na fb na którym normalnie codziennie był w domu też nie dało się go zastać. W końcu mi się udało i gdy poznałam powod braku kontaktu byłam załamana. Powiedział mi, że nie widzi sensu dalej tego kontynuować i że od jakiegoś czasu czuł do mnie co raz mniej, a teraz już praktycznie nic.
Wiem, że jego zachowanie jest mega niedojrzałe, ale ja po prostu nie wyobrażam sobie go stracić...
Nie piszcie, że mam się z tym pogodzić, bo nie chcę....nie chcę robić rzeczy jakby go już nie było.. Wmawiam sobie, że wyjechał cokolwiek, i że będzie jak wcześniej.. Na każdym kroku są jakieś jego rzeczy, wspomnienia w moim domu... czuję się fatalnie gdzie nie pójdę wszystko mi jego przypomina. Kochałam go mimo jego wad i wiedziałam na co się decyduje i jak ryzykuje więc proszę nie oceniajcie mojej głupoty i naiwności...
Przeczytałam trzy Twoje wątki.
Gdyby mi ktoś na każdym kroku non-stop towarzyszył chyba bym oszalała.
Wydzwaniał gdzie jestem i co robię też bym wyłączyła telefon. Gdyby, ktoś chciał mieś nade mną kontrolę uciekłabym jak najdalej.
Nie można kogoś trzymać w klatce .
Nie można mieć 100% kontroli nad czyimś życiem. Tak się nie da.
Dodatkowo dochodzi jeszcze sytuacja z sierpnia kiedy chciałaś zgłaszać jego zaginięcie.
On wybrał mieszkanie z matką niż z Tobą. Nie obraź się ale pod względem kontroli nad nim jesteś gorsza od jego matki.
Czy jego zachowanie jest niedojrzałe ?
On Ci powiedział wprost,że już nie chce być z Tobą. Ty prosiłaś o spotkania ,on się zgadzał ale już nie chce.
Ulegał Twoim prośbom przez szacunek do Ciebie, żeby nie odejść całkowicie bez słowa.
Niby wiesz co Ty źle zrobiłaś ale nie bierzesz teraz tego pod uwagę.
Chcesz winę zwalić na niego, na jego zachowanie nie patrząc na to jak Ty się zachowywałaś i co Ty zrobiłaś źle.
Nie odzyskasz go bo on tego nie chce.
Nie chce ciepłych kapci i pilnowania na każdym kroku.
Jesteście młodzi a Wasze życie miało wyglądać jak na emeryturze.