Witam wszystkich. Moja sytuacja wygląda mniej więcej tak:
10 lat temu, ożeniłem się z kobietą. która w tamtym czasie bezgranicznie kochałem. W tym samym czasie, kiedy brałem ślub, tliło się we mnie maleńkim płomyczkiem ukrywane od dawien dawna, zauroczenie do innej dziewczyny, z którą się od dawien dawna przyjaźniliśmy, lecz nigdy nie mieliśmy okazji być razem, gdyż różnił nas po pierwsze wiek , ja miałem 25 lat ona 15 lat a po drugie, rodzice skutecznie wybili nam siebie z głowy. Po ślubie, szczęśliwy z żoną, zapomniałem o dziewczynie i zacząłem rozkoszować się urokami małżeństwa i w późniejszych latach zostałem ojcem dwójki wspaniałych dzieciaków. Kochaliśmy się i nic nie stanowiło o problemach a życie szło jak z po maśle. Dzieci rosły, obydwoje pracowaliśmy, sytuacja była lepiej jak dobra. Mniej więcej dwa lata temu, po 8 latach małżeńskiej sielanki, na nowo w moim życiu pojawiła się owa dziewczyna. Nie doszło między nami do kontaktu fizycznego, lecz mieliśmy okazję dość długo porozmawiać o naszych życiach i okazało się, że ona tkwi w toksycznym związku z facetem, który ją poniża i wykorzystuje finansowo. Na domiar złego, urodziła im się córeczka, która razem nią doznawała cierpień spowodowanych przez nieodpowiedzialnego ojca. Wysłuchałem jej opowieści i popadłem w zadumę na kilka dni po spotkaniu. Poczułem, że odzywają się we mnie dawne emocje skierowane do owej dziewczyny, ale po kilku tygodniach opadły i wytłumaczyłem sobie, że to chwilowe zauroczenie i dałem sobie spokój. Zniknęła mi znów na dwa lata. Teraz pojawiła się ponownie i oznajmiła mi, że odeszła od toksycznego jegomościa i postanowiła zamieszkać z synem w mojej okolicy. I tu nastąpił punkt zwrotny w moim małżeństwie. Zakochałem się w niej a ona we mnie. Doszło do zdrady. Nie dałem rady ukryć tego przed swoją żoną i po miesiącu czasu, dowiedziała się o całej sytuacji z mojego telefonu. Natychmiast zażądała rozwodu. Złożyłem pozew . Dramat dla dzieci i żony gdyż totalnie się tego nie spodziewała, zresztą tak jak i ja. Zadeklarowałem miłość samotnej koleżance z dzieckiem, lecz tutaj pojawił się kolejny problem. Mianowicie z racji przebywania w toksycznym związku, koleżanka ma totalnie poranioną duszę i nie angażuje się w takim samym stopniu jak ja. Zaczęły się we mnie rodzić dylematy, czy aby na pewno dobrze zrobiłem. Nie mam jeszcze wyznaczonej rozprawy. Regularnie zajmuje się dziećmi a z żona rozmawiamy służbowo. Jestem tą sytuacja sparaliżowany, stanąłem przed dylematem, czy zostać z kochanką, czy ratować małżeństwo?proszę o jakąkolwiek rozsądną poradę.
Podobne tematy
A co czujesz do żony?
To, co do niej czuje to raczej żal, ze sama z maluchami zostanie. Przykro mi jest też z tego powodu, ponieważ dzieci kocham i wiem, że moja decyzja odbije się na ich psychice. Zony raczej już nie kocham bo czuję obojętność na jej emocje.
Pytam bo to mi bardzo przypomina moją sytuacje...czy między wami nie układało się już wcześniej? Czy było wszystko dobrze i bach nagle się zakochałeś?
5 2015-11-02 13:16:08 Ostatnio edytowany przez vx2100 (2015-11-02 13:16:20)
Raczej "BACH" i się stało. Cały czas gdzieś w moim środku siedziało to dawne zauroczenie do koleżanki i po tym, jak oznajmiła, że będzie z maleńka tutaj na miejscu nie daleko mnie, po prostu wybuchło jak wulkan emocji.
6 2015-11-02 13:21:17 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-02 13:21:45)
vx2100
A jak definiujesz MIŁOŚĆ?
Czym jest dla ciebie MIŁOŚĆ?
Po twoim opisie zastanawiam się, jak i w czym przejawiała się i objawiała twoja daaaawna miłość do żony i obecne uczucie do kochanki?
Hmm..nie buduje się na zauroczeniach. Nie sądzę żeby mogło wyjść coś dobrego ze związku zbudowanego na zauroczenie i nagłym wybuchu uczuć podczas kiedy wcześniej nie myślałeś w ogóle o odchodzeniau od zony
Moje małżeństwo polegało na tym, że to głównie ja dostosowałem się do potrzeb żony, jak ona do moich potrzeb. Uważałem, że miłość to umiejętność chodzenia na kompromisy. Ja żyłem tak, jak ona chciała żebym żył. Według żony to: Źle się odżywiałem, źle bawiłem się z dziećmi, źle ustanowiłem sobie godziny pracy, źle dobierałem sobie swoją garderobę. Doszło do tego, że potrafiła mi wypominać fakt kupienia sobie spodni czy butów, które według jej zdania są złe i nie pasują. Więc tak to wszystko brałem na klatę w sumie nieświadomie, że dzieje mi się jakaś krzywda. Żona jest kobietą o silnym charakterze, natomiast ja jestem raczej "mięczakiem" o ile mozna to tak nazwać.
9 2015-11-02 13:29:09 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-02 14:31:02)
Moje małżeństwo polegało na tym, że to głównie ja dostosowałem się do potrzeb żony, jak ona do moich potrzeb. Uważałem, że miłość to umiejętność chodzenia na kompromisy. Ja żyłem tak, jak ona chciała żebym żył. Według żony to: Źle się odżywiałem, źle bawiłem się z dziećmi, źle ustanowiłem sobie godziny pracy, źle dobierałem sobie swoją garderobę. Doszło do tego, że potrafiła mi wypominać fakt kupienia sobie spodni czy butów, które według jej zdania są złe i nie pasują. Więc tak to wszystko brałem na klatę w sumie nieświadomie, że dzieje mi się jakaś krzywda. Żona jest kobietą o silnym charakterze, natomiast ja jestem raczej "mięczakiem" o ile mozna to tak nazwać.
Skoro żona taką złą kobietą jest, to fantastycznie, że znalazła się taka, która w mig poznała się na tobie.
Szkoda tylko, że ty nie byłeś wolny i nie potrafiłeś zamknąć niesatysfakcjonującego związku bez upokarzania i krzywdzenia swojej żony i dzieci.
Szkoda również, że nie widzisz tego, że twoja nowa miłość potrzebuje OPIEKUNA i OPIEKI dla siebie i swojego dziecka, a ty potrzebujesz kogoś, dla kogo będziesz BOHATEREM i KIMS, po latach czucia się nikim.
Na razie wpasowujecie się doskonale w swoje potrzeby.
Ciekawe co będzie, gdy przytłoczy was proza życia i potrzeba będzie więcej równorzędnego partnerstwa, obustronnego wsparcia i troski. Pisz czasami, jak sobie z tym poradziliście. chętnie poznam wasze dalsze losy.
10 2015-11-02 14:09:39 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-11-02 14:21:36)
25-latek "zauracza się" 15-letnim jeszcze dzieckiem,uuu,grubo po bandzie,powiem szczerze.Ale do rzeczy,zdradziłeś żonę,czerwona kartka,nic tego nie usprawiedliwia.I po prawdzie mógłbym olać dalszy komentarz,ale się zlituję.Piszesz,"zakochałem się w Niej a Ona we mnie",ale "ma poranioną duszę i nie angażuje się tak jak ja".Czyli co,zakochała się,ale tak "na pół gwizdka".G...się zakochała,siedzi po uszy w tamtym związku,a Ciebie wykorzystała jako "plaster",a teraz się wystraszyła,bo Twoja zdrada wyszła na jaw i sprawy się komplikują,Ty chcesz czegoś poważnego z Nią,a Ona nie jest gotowa,i długo nie będzie.
Pomyślałeś "zaganiaczem" a nie głową.Gratulacje.Możesz próbowac wrócić do żony,ale na Jej miejscu kopnąłbym Cię w 4 litery.
A,i jeszcze dodam,że zgadzam się z innymi,masz być po prostu opiekunem i bankomatem.
11 2015-11-02 14:15:11 Ostatnio edytowany przez edziak (2015-11-02 14:17:18)
Zachciało Ci się być supermanem w domu.. szkoda tylko że nie swoim.
Dokładnie tak jak pisze Zmierzch, ona potrzebuje opiekuna dla siebie i dziecka.
Szkoda, że bardziej martwi Cie sytuacja jej dziecka niż swoich własnych.
Mam nadzieję, że żona ma na tyle sił by nie pozwolić Ci wrócić i ułożyć sobie życie na nowo, z kimś poważnym i dojrzałym.
Daj żonie spokój, wystarczająco jej życie zepsułeś. Ponoś konsekwencje własnych czynów. Wybrałeś więc masz.
bartass72 Bardzo dziekuję za konstruktywny komentarz. Chciałbym jedynie znaleźć kogoś, kto był w podobnej sytuacji i jest kilka kroków dalej niż ja. Komentarze o kopach w jakiekolwiek miejsca ciała są tu chyba nie na miejscu. Zdaje sobie doskonale sprawę co zrobiłem i wiem, że w stosunku do swojej żony i dzieci postąpiłem podle, to nie ulega żadnym wątpliwościom. Być może i jestem plasterkiem i być może posypie się kiedyś i ten związek. Najstarsi górale tego nie wiedzą.
13 2015-11-02 14:23:40 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-02 14:24:17)
Chciałbym jedynie znaleźć kogoś, kto był w podobnej sytuacji i jest kilka kroków dalej niż ja.
Dobrze trafiłeś.
Na forum jest masa podobnych historii. Jak na mój gust dużo za dużo.
Poczytaj.
Albo może lepiej nie czytaj, bo to historie bez happy endu, którego szukasz.
bartass72 Bardzo dziekuję za konstruktywny komentarz. Chciałbym jedynie znaleźć kogoś, kto był w podobnej sytuacji i jest kilka kroków dalej niż ja. Komentarze o kopach w jakiekolwiek miejsca ciała są tu chyba nie na miejscu. Zdaje sobie doskonale sprawę co zrobiłem i wiem, że w stosunku do swojej żony i dzieci postąpiłem podle, to nie ulega żadnym wątpliwościom. Być może i jestem plasterkiem i być może posypie się kiedyś i ten związek. Najstarsi górale tego nie wiedzą.
A dlaczego nie na miejscu,jak najbardziej na miejscu.Zdajesz sobie sprawę,że postąpiłeś źle,i czego oczekujesz,głaskania po główce? Nie rozumiem,czego Ci wszyscy zdradzający tutaj szukają,odkupienia win? To tylko w konfesjonale ![]()
A ona ma córkę, czy syna w końcu?
16 2015-11-02 14:57:18 Ostatnio edytowany przez edziak (2015-11-02 14:58:11)
Zdaje sobie doskonale sprawę co zrobiłem i wiem, że w stosunku do swojej żony i dzieci postąpiłem podle, to nie ulega żadnym wątpliwościom.
Ehh chłopie, zdajesz sobie sprawę..
Zajmujesz się dziećmi tak, no tak jeszcze sprawa świeża.
Z czasem te kontakty będą coraz słabsze, bo nowa kobieta i własne sprawy, być może kolejne dzieci, będą wymagały od ciebie więcej a ty się przecież nie rozdwoisz. A że jak sam siebie przedstawiłeś tutaj "jesteś miekki" to niestety dla dzieci ta wersja jest bardzo prawdopodobna.
Dzieci na zawsze już mają zaburzony obraz rodziny, zachwiane poczucie bezpieczeństwa.
Tak to wygląda najczęściej jeśli pytasz o kilka kroków dalej. Piszę to z rozmysłem, bo rozwój związku z kochanką to najmniejszy problem, co innego Bogu ducha winne dzieci...
A skoro była miłość w małżeństwie jak to przedstawiasz, wystarczyło odsunąć się od kochanki kiedy pojawiły się pierwsze myśli i porozmawiać z żoną o tym co ci nie pasuje. Wygląda na to, że to za trudne.
W takich sytuacjach modlę się żeby takie osoby miały chociaż na tyle honoru, żeby nie zostawiać żony i dzieci bez pomocy finansowej.. bo i to jest częstym schematem.
Twoje asekuranckie podejście jest żenujące.
Najpierw zamiast spróbować rozwiązać problemy w małżeństwie poszedłeś w długą z koleżanką.. Teraz kiedy kochanka nie bardzo jest zdecydowana, zapewne nadal zakochana w ojcu dziecka, rozmyślasz czy czasem to nie był błąd i nie ratować małżeństwa wszak "Nie mam jeszcze wyznaczonej rozprawy."... faktycznie to najważniejszy argument by udobruchać żonę i by pozwoliła Ci wrócić.
A ona ma córkę, czy syna w końcu?
Ja mam córke 4 lata i syna7 lat, kochanka ma córkę 10 lat. Zona nie była kobietą-tyranem. Bardziej chodzi mi o to, że ustawiła całe nasze życie pod swoje dyktando i przez lata w zasadzie mi to odpowiadało, lecz postanowiłem na początku przemyśleć całą sytuację i stwierdziłem, że pozbyłem się wszystkich znajomych ze swojego otoczenia. Wyłączyłem się totalnie z jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Nie mam swojego zdania w związku z wychowaniem i edukacją dzieci. Wszystkie próby podejmowania wspólnie decyzji o zakupach, remontach,obiadach, załatwianie spraw urzędowych,totalnie wszystko, zaczęła brać na siebie nie dopuszczając mnie do decydowania i działania o tym. Dałem się podświadomie w to wciągnąć i najprawdopodobniej teraz, pod wpływem stresu i oczywiście emocji związanych z nową (starą) znajomą to wszystko wypłynęło ze mnie.
''Na domiar złego, urodziła im się córeczka, która razem nią doznawała cierpień spowodowanych przez nieodpowiedzialnego ojca.''
''Teraz pojawiła się ponownie i oznajmiła mi, że odeszła od toksycznego jegomościa i postanowiła zamieszkać z synem w mojej okolicy.''
Dwa cytaty z Twojej wypowiedzi. Trolololo?
19 2015-11-02 15:36:37 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-02 15:43:23)
Zona nie była kobietą-tyranem. Bardziej chodzi mi o to, że ustawiła całe nasze życie pod swoje dyktando i przez lata w zasadzie mi to odpowiadało, lecz postanowiłem na początku przemyśleć całą sytuację i stwierdziłem, że pozbyłem się wszystkich znajomych ze swojego otoczenia. Wyłączyłem się totalnie z jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Nie mam swojego zdania w związku z wychowaniem i edukacją dzieci. Wszystkie próby podejmowania wspólnie decyzji o zakupach, remontach,obiadach, załatwianie spraw urzędowych,totalnie wszystko, zaczęła brać na siebie nie dopuszczając mnie do decydowania i działania o tym. Dałem się podświadomie w to wciągnąć i najprawdopodobniej teraz, pod wpływem stresu i oczywiście emocji związanych z nową (starą) znajomą to wszystko wypłynęło ze mnie.
vx2100
Jawisz się tutaj jak ofiara losu:
-nie miałeś wpływu na decyzje podejmowane w małżeństwie
-nie miałeś wpływu na utratę znajomych
-dałeś się podświadomie wciągnąć w nowy związek.
Widzisz jak to wygląda?
Czy ty żyjesz swoim życiem, czy ktoś tobą steruje?
Może czas abyś się ogarnął i zaczął żyć ŚWIADOMIE
Może czas abyś zaczął żyć ODPOWIEDZIALNIE
Może czas ponieść konsekwencje swoich WYBORÓW życiowych, nawet jeśli są to wybory ZANIECHANIA
Takie małe dzieci.
Rety co ty im właśnie fundujesz.
Brak odpowiedzialności za to co stworzyłeś. Serdeczne współczucia dla jeszcze żony i dzieci. A ty sobie żyj z kochanicą oby tylko nieszczęśliwie.
I tak nie zbudujesz szczęścia na swojej rodzinie nieszczęściu.
Takich baranów jak ty nie trawię.
Ups nie można obrażać tych miłych zwierzątek.
Witam wszystkich. Moja sytuacja wygląda mniej więcej tak:
10 lat temu, ożeniłem się z kobietą. która w tamtym czasie bezgranicznie kochałem. W tym samym czasie, kiedy brałem ślub, tliło się we mnie maleńkim płomyczkiem ukrywane od dawien dawna, zauroczenie do innej dziewczyny, z którą się od dawien dawna przyjaźniliśmy, lecz nigdy nie mieliśmy okazji być razem, gdyż różnił nas po pierwsze wiek , ja miałem 25 lat ona 15 lat a po drugie, rodzice skutecznie wybili nam siebie z głowy. Po ślubie, szczęśliwy z żoną, zapomniałem o dziewczynie i zacząłem rozkoszować się urokami małżeństwa i w późniejszych latach zostałem ojcem dwójki wspaniałych dzieciaków. Kochaliśmy się i nic nie stanowiło o problemach a życie szło jak z po maśle. Dzieci rosły, obydwoje pracowaliśmy, sytuacja była lepiej jak dobra. Mniej więcej dwa lata temu, po 8 latach małżeńskiej sielanki, na nowo w moim życiu pojawiła się owa dziewczyna. Nie doszło między nami do kontaktu fizycznego, lecz mieliśmy okazję dość długo porozmawiać o naszych życiach i okazało się, że ona tkwi w toksycznym związku z facetem, który ją poniża i wykorzystuje finansowo. Na domiar złego, urodziła im się córeczka, która razem nią doznawała cierpień spowodowanych przez nieodpowiedzialnego ojca. Wysłuchałem jej opowieści i popadłem w zadumę na kilka dni po spotkaniu. Poczułem, że odzywają się we mnie dawne emocje skierowane do owej dziewczyny, ale po kilku tygodniach opadły i wytłumaczyłem sobie, że to chwilowe zauroczenie i dałem sobie spokój. Zniknęła mi znów na dwa lata. Teraz pojawiła się ponownie i oznajmiła mi, że odeszła od toksycznego jegomościa i postanowiła zamieszkać z synem w mojej okolicy. I tu nastąpił punkt zwrotny w moim małżeństwie. Zakochałem się w niej a ona we mnie. Doszło do zdrady. Nie dałem rady ukryć tego przed swoją żoną i po miesiącu czasu, dowiedziała się o całej sytuacji z mojego telefonu. Natychmiast zażądała rozwodu. Złożyłem pozew . Dramat dla dzieci i żony gdyż totalnie się tego nie spodziewała, zresztą tak jak i ja. Zadeklarowałem miłość samotnej koleżance z dzieckiem, lecz tutaj pojawił się kolejny problem. Mianowicie z racji przebywania w toksycznym związku, koleżanka ma totalnie poranioną duszę i nie angażuje się w takim samym stopniu jak ja. Zaczęły się we mnie rodzić dylematy, czy aby na pewno dobrze zrobiłem. Nie mam jeszcze wyznaczonej rozprawy. Regularnie zajmuje się dziećmi a z żona rozmawiamy służbowo. Jestem tą sytuacja sparaliżowany, stanąłem przed dylematem, czy zostać z kochanką, czy ratować małżeństwo?proszę o jakąkolwiek rozsądną poradę.
to w końcu ona ma córkę czy syna,bo w jednym poscie piszesz tak w drugim inaczej...
co do oceny twojego zachowania,to juz tu chyba wszystko zostało napisane,ogon cię zaswędział,a twoja nowa pani szuka frajera,który jej pomoże
nie jest CI TAK ZWYCZAJNIE PO LUDZKU GŁUPIO ZE BEDZIESZ NIAŃCZYŁ CUDZEGO DZIECIAKA Z NIM MIESZKAŁ,A TWOJE DZIECI BEDA SIE WYCHOWYWAŁY BEZ OJCA?
nie rozmnażaj sie juz wiecej,bo moze ci sie jakas dajmy na to przypomni 13latka w której sie kiedyś kochales przypomni i znowu cię zaswędzi i kolejne dzieci zostaną bez ojca
No właśnie...mój też przypomniał sobie dawne uczucie...nie wiem na ile poważnie można to traktować a na ile to tylko zawrót głowy chwilowy..
vx2100 napisał/a:Witam wszystkich. Moja sytuacja wygląda mniej więcej tak:
10 lat temu, ożeniłem się z kobietą. która w tamtym czasie bezgranicznie kochałem. W tym samym czasie, kiedy brałem ślub, tliło się we mnie maleńkim płomyczkiem ukrywane od dawien dawna, zauroczenie do innej dziewczyny, z którą się od dawien dawna przyjaźniliśmy, lecz nigdy nie mieliśmy okazji być razem, gdyż różnił nas po pierwsze wiek , ja miałem 25 lat ona 15 lat a po drugie, rodzice skutecznie wybili nam siebie z głowy. Po ślubie, szczęśliwy z żoną, zapomniałem o dziewczynie i zacząłem rozkoszować się urokami małżeństwa i w późniejszych latach zostałem ojcem dwójki wspaniałych dzieciaków. Kochaliśmy się i nic nie stanowiło o problemach a życie szło jak z po maśle. Dzieci rosły, obydwoje pracowaliśmy, sytuacja była lepiej jak dobra. Mniej więcej dwa lata temu, po 8 latach małżeńskiej sielanki, na nowo w moim życiu pojawiła się owa dziewczyna. Nie doszło między nami do kontaktu fizycznego, lecz mieliśmy okazję dość długo porozmawiać o naszych życiach i okazało się, że ona tkwi w toksycznym związku z facetem, który ją poniża i wykorzystuje finansowo. Na domiar złego, urodziła im się córeczka, która razem nią doznawała cierpień spowodowanych przez nieodpowiedzialnego ojca. Wysłuchałem jej opowieści i popadłem w zadumę na kilka dni po spotkaniu. Poczułem, że odzywają się we mnie dawne emocje skierowane do owej dziewczyny, ale po kilku tygodniach opadły i wytłumaczyłem sobie, że to chwilowe zauroczenie i dałem sobie spokój. Zniknęła mi znów na dwa lata. Teraz pojawiła się ponownie i oznajmiła mi, że odeszła od toksycznego jegomościa i postanowiła zamieszkać z synem w mojej okolicy. I tu nastąpił punkt zwrotny w moim małżeństwie. Zakochałem się w niej a ona we mnie. Doszło do zdrady. Nie dałem rady ukryć tego przed swoją żoną i po miesiącu czasu, dowiedziała się o całej sytuacji z mojego telefonu. Natychmiast zażądała rozwodu. Złożyłem pozew . Dramat dla dzieci i żony gdyż totalnie się tego nie spodziewała, zresztą tak jak i ja. Zadeklarowałem miłość samotnej koleżance z dzieckiem, lecz tutaj pojawił się kolejny problem. Mianowicie z racji przebywania w toksycznym związku, koleżanka ma totalnie poranioną duszę i nie angażuje się w takim samym stopniu jak ja. Zaczęły się we mnie rodzić dylematy, czy aby na pewno dobrze zrobiłem. Nie mam jeszcze wyznaczonej rozprawy. Regularnie zajmuje się dziećmi a z żona rozmawiamy służbowo. Jestem tą sytuacja sparaliżowany, stanąłem przed dylematem, czy zostać z kochanką, czy ratować małżeństwo?proszę o jakąkolwiek rozsądną poradę.to w końcu ona ma córkę czy syna,bo w jednym poscie piszesz tak w drugim inaczej...
co do oceny twojego zachowania,to juz tu chyba wszystko zostało napisane,ogon cię zaswędział,a twoja nowa pani szuka frajera,który jej pomoże
nie jest CI TAK ZWYCZAJNIE PO LUDZKU GŁUPIO ZE BEDZIESZ NIAŃCZYŁ CUDZEGO DZIECIAKA Z NIM MIESZKAŁ,A TWOJE DZIECI BEDA SIE WYCHOWYWAŁY BEZ OJCA?
nie rozmnażaj sie juz wiecej,bo moze ci sie jakas dajmy na to przypomni 13latka w której sie kiedyś kochales przypomni i znowu cię zaswędzi i kolejne dzieci zostaną bez ojca
On już w pierwszym poście raz napisał, że ta kobieta ma córeczkę, a po chwili, że syna. ![]()
Jeżeli mając nierozwiazana jedną relację wejdziesz w drugą szukając w niej lekarstwa na życie to sie nie uda...
ożeniłem się z kobietą. która w tamtym czasie bezgranicznie kochałem................, kiedy brałem ślub, tliło się we mnie maleńkim płomyczkiem ukrywane od dawien dawna, zauroczenie do innej dziewczyny,
....i coś Ty najlepszego narobił?
Od początku nie byłeś szczery, jak widać Twoja miłość nie była bezgraniczna, wystarczyło, że tamta kiwnęła palcem, a w jeden miesiąc zniszczyłeś swoją rodzinę.
Podejrzewam, że kochanka nieźle Cię wyczuła, ewentualnie podczas spotkania po latach powiedziałeś jej wprost co do niej czujesz, no i kontakt też musieliście utrzymywać (w tajemnicy przed żoną?), a ona sprytnie to wykorzystała.
Jej przeprowadzka blisko Ciebie, raczej nie była przypadkowa, łagodnie przeskoczyła z jednego związku w drugi, wiedziała, że może na Ciebie "liczyć".
Żadna kobieta nie pragnie być samotną matką, więc ona zorganizowała sobie chłopa kosztem innej kobiety, a Ty...?
Szkoda słów, wpuściłeś cwaną pindę do Waszego życia i bez skrupułów pozwoliłeś, skrzywdzić własne dzieci, żonę, wspólnie rozwaliliście Twoją rodzinę, w której rzekomo byłeś taki szczęśliwy?
Żyj sobie teraz w tym swoim wymarzonym związku z cwaniarą, której przecież w ogóle nie znasz, bądź tatusiem dla jej dziecka, podczas, gdy Twoje dzieci płaczą.
Twoje argumenty przeciw żonie są żałosne, a jeszcze bardziej żałosne rozważania na temat ewentualnego ratowania małżeństwa, bo przecież nie kierujesz się miłością do żony, nie wykazujesz żalu i zwykłego wstydu z powodu swojego karygodnego zachowania, żadnych wyrzutów sumienia, niczego nie zrozumiałeś, Ty koncentrujesz się na własnej wygodzie; bo kochanka nie okazała się taka jak sobie wyobrażałeś.
Czy gdyby odpowiadała Twoim oczekiwaniom, brałbyś pod uwagę ratowanie małżeństwa?
Zgadzam się z tym, że żona powinna kopnąć Cię tam, gdzie zasugerował bartass72, bo z przeciwnej strony raczej nic nie masz.
Co powinieneś zrobić?
1. WYPROWADZIĆ SIĘ OD KOCHANKI - natychmiast i całkowicie zerwać z nią kontakt
2. zamieszkać blisko rodziny i zastanowić się, co na prawdę czujesz do żony
3. przeprosić, ale dopiero wtedy, gdy na prawdę zrozumiesz co im zrobiłeś
4. prosić o wybaczenie i czekać
5. zajmować się dziećmi i domem (o ile żona wpuści Cię do niego)
6. udowadniać, że jeszcze się do czegoś nadajesz tzn do bycia mężem i odpowiedzialnym ojcem i czekać
7. starać się i czekać
8. z pokorą i cierpliwością znosić objawy depresji żony, jej wahania nastroju i brak zaufania
To chyba mniej więcej tyle, jednak współczuję Twojej żonie męża.
Gdyby ona wiedziała, że oszukiwałeś od początku, pewnie nie spojrzałaby nawet w Twoją stronę.
Skoro już zaszedłeś tak daleko ( ze wszystkim), pożyj sobie ze swoją wymarzoną " koleżanką z przeszłości", spełnij tamte fantazje...
Za jakiś czas, bo na to trzeba czasu, dotrze do Ciebie co zrobiłeś i kim się stałeś... Wiele jeszcze ciężkich momentów przed Tobą...A Twoja " niedobra" żona, na szczęście sobie poradzi.
Na domiar złego, urodziła im się córeczka, która razem nią doznawała cierpień spowodowanych przez nieodpowiedzialnego ojca. Wysłuchałem jej opowieści i popadłem w zadumę na kilka dni po spotkaniu. Poczułem, że odzywają się we mnie dawne emocje skierowane do owej dziewczyny, ale po kilku tygodniach opadły i wytłumaczyłem sobie, że to chwilowe zauroczenie i dałem sobie spokój. Zniknęła mi znów na dwa lata. Teraz pojawiła się ponownie i oznajmiła mi, że odeszła od toksycznego jegomościa i postanowiła zamieszkać z synem w mojej okolicy.
Zdecyduj się...syn albo córka.
Kochanka lat 15 + po 10 latach i to się równa że ma 10 letnie dziecko nieokreślonej płci ![]()
Fajno.....
Ps. serwery i obsługa techniczna naszego forum to jest dno i wodorosty.
Kochanka lat 15 + po 10 latach i to się równa że ma 10 letnie dziecko nieokreślonej płci
Fajno.....Ps. serwery i obsługa techniczna naszego forum to jest dno i wodorosty.
Dżender.
A może to jego dziecko? W końcu skoro ma 10 lat, to musiało zostać poczęte gdy ta kobieta miała 14/15, a właśnie wtedy coś tam było między nimi... ![]()
dziewan napisał/a:Kochanka lat 15 + po 10 latach i to się równa że ma 10 letnie dziecko nieokreślonej płci
Fajno.....Ps. serwery i obsługa techniczna naszego forum to jest dno i wodorosty.
Dżender.
A może to jego dziecko? W końcu skoro ma 10 lat, to musiało zostać poczęte gdy ta kobieta miała 14/15, a właśnie wtedy coś tam było między nimi...
Jaki tam gender.
Raczej patologia z zaciśnięta ręką prokuratora w tle w kontekście pedofilii.
Jak ktoś wymyśla wątek, to chociaż mógłby się w zeznaniach nie gubić bo wychodzi na pól główka.
truskawuniamalunia napisał/a:A ona ma córkę, czy syna w końcu?
Ja mam córke 4 lata i syna7 lat, kochanka ma córkę 10 lat. Zona nie była kobietą-tyranem. Bardziej chodzi mi o to, że ustawiła całe nasze życie pod swoje dyktando i przez lata w zasadzie mi to odpowiadało, lecz postanowiłem na początku przemyśleć całą sytuację i stwierdziłem, że pozbyłem się wszystkich znajomych ze swojego otoczenia. Wyłączyłem się totalnie z jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Nie mam swojego zdania w związku z wychowaniem i edukacją dzieci. Wszystkie próby podejmowania wspólnie decyzji o zakupach, remontach,obiadach, załatwianie spraw urzędowych,totalnie wszystko, zaczęła brać na siebie nie dopuszczając mnie do decydowania i działania o tym. Dałem się podświadomie w to wciągnąć i najprawdopodobniej teraz, pod wpływem stresu i oczywiście emocji związanych z nową (starą) znajomą to wszystko wypłynęło ze mnie.
Skoro Twoja kochanka ma teraz 25 lat (poznałeś ją bowiem 10 lat temu i wtedy ona miała lat 15)...
i ma córkę 10-letnią...
to czy to oznacza, że urodziła dziecko w wieku 15 lat??
Poza wszystkim innym... 25-latek zakochuje się w 15-latce?? Sama mam córkę w zbliżonym wieku i wiem, że to jeszcze dziecko... z gimnazjum... co Ty w ogóle za bajki opowiadasz??
A może to ja pochodzę z innej planety? ![]()
vx2100 napisał/a:truskawuniamalunia napisał/a:A ona ma córkę, czy syna w końcu?
Ja mam córke 4 lata i syna7 lat, kochanka ma córkę 10 lat. Zona nie była kobietą-tyranem. Bardziej chodzi mi o to, że ustawiła całe nasze życie pod swoje dyktando i przez lata w zasadzie mi to odpowiadało, lecz postanowiłem na początku przemyśleć całą sytuację i stwierdziłem, że pozbyłem się wszystkich znajomych ze swojego otoczenia. Wyłączyłem się totalnie z jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Nie mam swojego zdania w związku z wychowaniem i edukacją dzieci. Wszystkie próby podejmowania wspólnie decyzji o zakupach, remontach,obiadach, załatwianie spraw urzędowych,totalnie wszystko, zaczęła brać na siebie nie dopuszczając mnie do decydowania i działania o tym. Dałem się podświadomie w to wciągnąć i najprawdopodobniej teraz, pod wpływem stresu i oczywiście emocji związanych z nową (starą) znajomą to wszystko wypłynęło ze mnie.
Skoro Twoja kochanka ma teraz 25 lat (poznałeś ją bowiem 10 lat temu i wtedy ona miała lat 15)...
i ma córkę 10-letnią...
to czy to oznacza, że urodziła dziecko w wieku 15 lat??Poza wszystkim innym... 25-latek zakochuje się w 15-latce?? Sama mam córkę w zbliżonym wieku i wiem, że to jeszcze dziecko... z gimnazjum... co Ty w ogóle za bajki opowiadasz??
A może to ja pochodzę z innej planety?
On pisze, że ożenił się 10 lat temu, a w panience zauroczył się mając 25 lat, to nie świadczy, że ożenił się w wieku 25 lat.
Jednak, jakby nie liczyć, panna zaczynała dość wcześnie, mogła więc kusić swoimi wdziękami już w wieku 15 lat.
Szkoda, że autorowi wtedy z nią nie wyszło, być może miałby teraz szczęśliwe życie ![]()
Bx2100, mleko się rozlalo,
Żona nie ma ochoty trzymać w domu zdradzacza, jej prawo.
Ty chciałbyś mieć ciastko ale i mieć ciastko.
Nie są się, uzaliles się nad losem biednej dziewczyny i jej dziecka, no to graj rolę dpbrotliwego wujka do końca.
Był dla Ciebie ważniejszy los kochanicy niż ślubnej i Twoich dzieci, to podążaj za wyborem.
Przyznaj się do winy za rozpad malzenstwa, miej jaja i zachowaj się jak facet,
Plac solidne alimenty na dzieci, na żonę i dbaj o kochankę skoro ja tak kochasz.
Wyprowadzić sie do kochanicy, może da Ci posmakować tego niebianskiego seksu.
A ze jest zolza?
Cóż, mężczyźni lubią zolzy.
Żona była za nudna dla Ciebie.
Daj jej znaleźć porządnego faceta, na pewno sobie takiego znajdzie, który zaopiekuje się nią i Waszymi dziećmi.
Ty już wybrałeś, to skąd te wątpliwości po fakcie?
Teraz już za pozno...