Emilia napisał/a:Listę sądów kościelnych można z łatwością znaleźć w google, więc nie rozumiem, po co wrzucać linki do tvn-u
aurora borealis napisał/a:Sprawdź w Internecie, gdzie znajduje się taki sąd, pod który podlegasz. Tu posyłam Ci listę sądów kościelnych w Polsce: http://rozmowywtoku.tvn.pl/
Podałam link dla ułatwienia, a poza tym oprócz informacji, gdzie Autorka powinna się zwrócić bezpośrednio jest w tym programie garść najniezbędniejszych informacji dotyczących sprawy, która Ją interesuje, więc uznałam za przydatne przesłanie go.
Emilia napisał/a:Poza tym wprowadzasz autorkę w błąd. Jestem świeżo po rozmowie z kompetentnym i na czasie prawnikiem kościelnym.
Ja zaś taki proces mam już za sobą i mogę wypowiadać się w oparciu o własne doświadczenie, a nie prawnika kościelnego, który to raczej Ciebie Emilio wprowadził w błąd, gdyż podane przez Ciebie informacje są niepełne, zaś niektóre z rozwiązań jurysdykcji kościelnej mają dopiero wejść w życie.
Zmiana w Kodeksie Prawa Kanonicznego, którą Twój prawnik podaje jako praktykę jakoby już stosowaną, będzie dotyczyć jedynie ewidentnych przypadków takich jak ukrywanie chorób psychicznych, przymus zawarcia małżeństwa, impotencja, bigamia, pokrewieństwo… Na dodatek warunek konieczny w przypadku takiego „ekspresowego” procesu jest taki, że wniosek do sądu kościelnego muszą wnieść obie strony, czyli Twój mąż Autorko, musiałby być zgodny z Tobą w tej decyzji, a z tego, co opisujesz wynika, że może wcale nie będzie chciał iść Ci na rękę i choćby „po złości” i odmówi złożenia stosownych dokumentów do sądu i wniesienia sprawy, ani nie stawi się tam na przesłuchania. W przypadku tego typu procesu nie ma żadnego obowiązku stawiennictwa. Jest to całkowicie dobrowolne i nie podlega nakazom.
Emilia napisał/a:Obecnie, od niedawna, proces trwa do 45 dni, a nie kilka lat, co zresztą było mitem.
Mój „mit” od złożenia wniosku do uzyskania dekretu Trybunału Metropolitalnego trwał prawie 3 lata. ; -) mimo, iż nie była to, według opinii notariusza, jakaś szczególnie powikłana sprawa. Zaś u moich znajomych, którzy radzili się mnie i pytali o przebieg i czas trwania takiego procesu, a potem sami zgłaszali swoje sprawy do sądu kościelnego – procesy trwały od 1,5 roku nawet do 4, 5. I piszę tu o przełomie ostatnich kilku lat.
Emilia napisał/a: Poza tym nie ma obecnie sądów II instancji, więc wyrok z pierwszej jest ostateczny.
Obecnie istnieją nie tylko sądy I instancji, ale i II a nawet III (tzw. Rota Rzymska) - czyli tak, jak było dotychczas.
Sprawa, po zmianach ma wyglądać tak, że jeśli w toku prawidłowo przebiegającego procesu obrońca węzła małżeńskiego nie wniesie uwag, a sąd I instancji orzeknie nieważność zawartego sakramentu, to sprawa nie będzie musiała trafić do rozpatrzenia na nowym stopniu.
Bywa jednak i tak, że sąd I instancji wydaje wyrok niepomyślny dla powoda, wówczas będzie można wnieść sprawę do sądu II instancji i dlatego musi ona istnieć : -)
Emilia napisał/a: W dodatku nie ma już opłat, co oznacza, że nie trzeba już płacić 1/10 rocznej pensji, czyli dziesięciny, ale w naszym kraju wśród naszych pazernych księży nadal jest to mile widziane wink.
Zawsze można było wystąpić o uchylenie kosztów procesu sądu lub zredukowanie ich. Żadnej dziesięciny, o której pisze Emilia nie płaciłam ani ja, ani nikt z moich znajomych, którzy także uzyskali stwierdzenie nieważnie zawartego sakramentu małżeństwa. Opłatę naliczano zupełnie inaczej i zawsze w zależności od sytuacji ekonomicznej. Jeśli jesteś zainteresowana Eewelkaewelka, napisz proszę na mój adres e-mail, to poinformuję Cię, jaka to była kwota.
Ja nie korzystałam z porad płatnych prawników kościelnych. Zdecydowanie wolałam zasięgać informacji u samego źródła, czyli w poradniach działających przy sądzie, dlatego, iż w takiej poradni pracują adwokaci, którzy w tym właśnie sądzie prowadzą sprawy. Tam, za kwotę 50 złotych -łącznie za wszystkie porady, o które w trakcie procesu prosiłam - uzyskałam nie tylko wsparcie w prawidłowym sformułowaniu tytułu sprawy (jest to kluczowa kwestia przy składaniu wniosku) oraz precyzyjnym opisie powodu wnoszonej sprawy i okoliczności zawarcia małżeństwa, ale także wsparcie natury duchowej i psychicznej, którego bardzo wtedy potrzebowałam. W ogóle w porównaniu z rozprawami rozwodowymi sądu cywilnego zarówno forma i sposób przebiegu procesu kanonicznego, to jak ziemia i niebo!
Dla sądu kościelnego jest istotne to, czy została wniesiona sprawa o rozwód cywilny i kto był winny. Ponieważ największy procent rozpatrywanych spraw sądowych stanowią te „nieewidentne”, czyli o niezdolności psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich, to tutaj oprócz samego procesu odbywają się na przykład przesłuchania biegłego psychiatry sądowego, kilku świadków, więc trzeba trochę cierpliwości, bo zbadanie takiej materii jaką jest taka niezdolność, jest trudne i bywa długotrwałe, zwłaszcza, gdy zeznania współmałżonków lub świadków są niespójne, albo gdy strona pozwana włącza się do trwającego już procesu po jakimś czasie i przedstawia nowe dowody. W takich wypadkach sąd w pewnym momencie trwania procesu zachęca do wglądu w dotychczasowe akta sprawy i przeznacza na to dłuższy czas, by każda ze stron mogła to uczynić i ewentualnie wnieść uwagi. Same procedury sądowe też są określone czasowo.
Eewelkaewelka, w opisywanym przez Ciebie przypadku, moją uwagę zwróciła bardzo istotna informacja:
eewelkaewelka napisał/a:Sprawa jest przykra bo mąż nie chciał dziecka
Zanim zawarłaś związek małżeński stawiliście się oboje w kancelarii parafialnej i pośród wielu pytań, na które musieliście dać odpowiedź było pytanie o dzieci, które jak wiadomo są głównym celem każdego katolickiego małżeństwa ; -))) Spróbuj sobie przypomnieć, czy Twój wtedy jeszcze narzeczony deklarował chęć posiadania potomstwa? Czy wypowiedział te słowa przed duchownym? Jaki był powód, że już po poślubieniu Cię zmienił decyzję i czy powody, które podawał były związane jedynie z przesunięciem w czasie Twojego zajścia w ciążę, czy w ogóle zrezygnował ze złożonej przed ołtarzem obietnicy – „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?”? To pytania oczywiście dla Ciebie, nie oczekuję, że odpowiesz na Forum.
W Internecie znajdziesz też wzór pisma, które trzeba wnieść do sądu kościelnego. Jeśli zechcesz, mogę przesłać Ci go e-mailem.
Jeśli uważasz, że Twój przypadek może podlegać rozpatrzeniu w sądzie kościelnym, nie wahaj się z wizytą w poradni.
Powodzenia!