Witam Was serdecznie,
Z moim narzeczonym znamy się od 5 lat. Jest to wspaniały człowiek: inteligentny, czuły, empatyczny, z poczuciem humoru... Wszystkie moje koleżanki go uwielbiają, pewnie nawet troszkę zazdroszczą. Jednym słowem trafiłam na ideał. Tylko, że coś nie gra.
Może jest to spowodowane przeprowadzką do jego rodzinnego miasta (z dala od miejsc i ludzi których kocham), może jest to spowodowane stresami, które niewątpliwie mam (najpierw bezskuteczne poszukiwania pracy w nowym mieście, potem problemy rodzinne), a może po prostu nie czuję do niego tego co czułam kiedyś- nie wiem. Wiem, że nikt nie odpowie mi na pytanie co do niego czuje, ale musi być ktoś na świecie co czuje to samo. Jakąś pustkę w sercu. Mój narzeczony przestał mnie też pociągać fizycznie, a seks stał się smutnym obowiązkiem a nie przyjemnością.
Ostatnio ciągle w rozjazdach- praca zmusza do rozstania. I oczywiście poznałam kogoś- nikt ważny w moim życiu, nikt z kim chciałabym się związać. Nie mieliśmy wspólnych tematów, pasji, nic mnie w nim nie urzekło. Jedynie wygląd fizyczny... dobrze zbudowany, wysoki, wysportowany. Nawet nie spodziewałam się, że tak łatwo zbliżę się do kogoś dla mnie "kompletnie nieatrakcyjnego wewnętrznie". Ja uwiodłam jego, on mnie. Zanim na dobre to się zaczęło już się skończyło. Jednak nie mogę przestać o tym myśleć. Wiem, że niewiele brakowało bym zdradziła swojego faceta.
Nie wiem co robić. Moje ciało mówi mi- to nie jest ten facet, zastanów się póki to "tylko narzeczony". Serce mówi- znasz go jak nikt, on zna Cię jak nikt, to Twój najlepszy przyjaciel, masz wszystko a szukasz więcej? Tyle razem przeszliście i nie zawiódł Cię.