Tak, wiem. Tej sytuacji w ktorej sie znajduje jestem winna tylko i wylacznie ja- na wlasne zyczenie. Mam 19 lat.
Jaka jestem? Bardzo egzaltowana, rozmarzona, zdeterminowana,niestety jestem tez spora egoistka i "w porywach" mysle tylko o sobie i dorabiam sobie do wszystkiego ideologie.
Zaczne od poczatku. Jak mialam 13 lat zakochalam sie po raz pierwszy w chlopaku o ktorego bardzo dlugo walczylam. Bylam wtedy bardzo zakompleksiona dziewczyna, gnebiona w klasie...A on jakos zmienil moje zycie. Rok pozniej zdobylam jego numer, zaczely sie rozmowy potem zwiazek. Niestety, to nie byl dobry czas.. On wowczas zachowywal sie koszmarnie, byl chamski, a moi konserwatywni rodzice nie pozwalali mi sie z nim widywac, wkoncu bardzo chamsko zerwal ze mna. Pomimo, ze sprawa dosc typowa, ja.. Bylam naprawde w depresji, kochalam go... Ale jakos sobie poradzilam. Jak mialam 16 lat napisal do mnie po w latach. Przepraszal za to jaki byl kiedys, zdawal sobie sprawe ze nie byl dobrym czlowiekiem. Pozniej chcial do mnie wrocic, mowil ze mnie kocha ale ja bylam na nie. Nawet jak myslalam ze moze jednak, moje watpliwosci zostaly rozwiane przez moja mame ktora robila mi straszne awantury, nie pozwalala mi sie z nim widywac, nie mialam nic do powiedzenia. Do awantur jeszcze sie wlaczal moj ojciec ktory potrafi bic, albo rzucac talerzami o sciane gdy sie z czyms nie zgadza. Przez niego tez wiele przeszlam ale to dygresja. Nie mialam watpliwosci-sama nie bylam pewna czy chce z nim byc (jestesmy z roznych swiatow) a juz awantury z rodzicami dawaly mi calkowita odpowiedz. Ciezko bylo...ale wkoncu odpuscil sie o mnie starac.
Zycie toczylo sie dalej.... Nie mialam szczescia w milosci za grosz, mialam powodzenie ale nie dalo sie nic utrzymac na dluzej, jeszcze zakochalam sie w kims kto traktowal mnie jak smiecia. Zycie bylo wegetacja. Puste...chcialam sobie kogos znalezc wkoncu, spotykalam sie troche, ale nic z tego nie wychodzilo.
Niecale trzy tygodnie temu szlam na zajecia. Sluchalam muzyki, moje mysli byly bardzo intensywne i nagle cos mi odbilo! W porywie pomyslalam o nim, pomyslalam" jakie niesprawiedliwe bylo to, ze rodzice mi nie pozwalali z nim byc,to w nim sie kiedys zakochalam, z nim byc powinnam jest mi pisany" takie mysli egzaltowane. Co zrobilam? Wyciagnelam telefon i napisalam ze przemyslalam,chce z nim byc, i modlilam sie zeby sie zgodzil. No i co? Nastepnego dnie sie spotkalismy. I... Doszlo do mnie ze ja nie chce!!! Nie wiem co mi wtedy odbilo, ze poprzedniego dnia tak napisalam. Nie wiem! Na pewno wiem ze nie chce z nim byc, jest zupelnie inny,niz ja, nawet mi sie nie podoba fizycznie, uswiadomilam sobie ze to co do niego czuje to tylko sympatia i sentyment z dziecinstwa...ale glupio mi bylo sie teraz wycofac. I co? Od trzech tygodni jestem w zwiazku ktorego nie chce. On natomiast bardzo sie cieszy ze ze mna jest. Juz po 1. spotkaniu napisal ze jest bardzo szczesliwy a ja mialam ochote sie zabic. On ma teraz problemy z ojczymem, czesto mi sie zwierza z tego co on przezywa. Okazalo sie ze on naprawde ma ciezko. Zwierza mi sie,dzwoni..boje sie teraz mu powiedziec "jednak nie"zeby sie nie zalamal. A to ja go zaczepilam. Bo jestem naprawde-glupia egoistka ktora nie mysli racjonalnie, nie mysli o konsekwencjach wlasnych czynow. To co zrobilam 3 tygodnie temu bylo bardzo nieodpowiedzialne i glupie
BARDZO DZIEKUJE ZA PRZECZYTANIE DO KONCA
Nie wiem co robic...dac troche czasu az troche rozwiaza sie jego problemy zeby go tak nie zostawiac,czy powiedziec od razu? Dzisiaj mamy sie spotkac i nie wiem jak na tym spotkaniu mam sie zachowac. Jak postapic najwlasciwiej?