Od zawsze byłam tylko ja i ona. Zosia. Kiedy sie urodziła przechodziłam kryzys w małzenstwie. Mieszkalismy z rodzicami męża. Ingerowali dosłownie we wszystko. Krytykowali kazdy mój ruch, kazda decyzję, najpierw jako żony, pózniej jako matki. Ich sposob wychowania był bardzo surowy Nie było tam miejsca na pozwalanie dziecku wybrac, jakiego koloru bluzke ma załozyc. Ty jestes rodzicem, Ty decydujesz. Nie mogłam jej wychowywac, nie tak, jakbym chciala. Ich dom - ich zasady. Mąż nie mógł zniesc sytuacji w domu, całymi dniami w pracy, po powrocie wyzywal sie na mnie, kazał mi słuchac rodziców. W koncu zaczął bić. Mnie, Zosia była jego oczkiem w głowie. Dlatego tyle czasu zwlekałam z odejsciem.
W koncu po miesiącach depresji, silnej nerwicy i prób samobójczych wyrwalam sie stamtad. A tatusia oczko w głowie? Ani razu jej nie odwiedził. Prosiłam, blagałam. Jedno dziecko zastapił drugim, z nową partnerką, a do Zosi na urodziny wysyła jedynie smsy.
Jednak byłam wreszcie wolna. W moją radosną trzylatką zaczełysmy budowac przyszłosc na obcej ziemi. Poszła do przedszkola, ja do pracy, po jakims czasie związałam się z kims, kogo ona pokochała i kto traktuje ją jak swoją własną córkę. Niby wszystko jest jak być powinno, ale...
Zosia ma teraz 6 lat. Przeszłosc nie odbiła się jednak bez sladu. Jest bardzo przyjacielska, otwarta, żywiołowa. Jest też nadpodudliwa, bardzo zabiega o uczucia innych ludzi, lgnie do nich, a odrzucenie przezywa całymi dniami. Nie ma tutaj bliskiej przyjaciółki. Przez ostatni rok zblizyła się do dzieci mojej znajomej, byly jak siostry. Zosia nazywala je swoją rodziną. Niestety to się posypało. My, jako dorosli, nie potrafilismy sie porozumiec i po konflikcie dzieci przestały sie widywac.
Dla mojej córki było to kolejnym odrzuceniem. Chociaz wytłumaczyłam jej sytuację, która zdawala się rozumiec, widzialam ,ze ją to boli. Mimo zaawansowanej ciąży zaczełam szukac dla niej zajęć, żebysmy nie siedzialy całymi dniami w domu i zeby mogła poszukać przyjaciól. Lekcje pływania, zebrania harcerzy, opiekunka do dzieci, której ja nawet nie potrzebuję, ale Zosia dwa razy w tygodniu bawi się tam z innymi dziecmi, których jest tam sporo.
Zauwazylam jednak, ze panicznie bojąe się, ze ktos odrzuci moja córkę. Kiedy któs sprawi jej przykrosc - paralizuje mnie. Mam wrazenie, ze ona jest samotna. Bawię się z nią, ale widzę, ze ona potrzebuje przyjaciółki. Mój partner mówi, ze szukanie jej kogos na siłe jest bez sensu, zebym dała jej przestrzen, Ja jednak nie umiem. Widzę, jak lgnie do dzieci, jak zabiega o ich uczucia, jak po dwóch godzinach zabawy nazywa nowo poznane dziecko na placu zabaw swoja nowa siostrą i planuje dla niej miejsce na przyjeciu urodzinowym... Nie umiem przestac się martwić. Widzę, że Zosia mimo swojej milosci do sukienek i lalek barbie, nie potrafi znalezc wspolnego jezyka z dziewczynkami w szkole i bawi sie z chlopcami. Albo sama. Przyglądając się jej zabawom z innymi widzę, jak ich osacza całą sobą, jak próbuje zdobyc przyjaciół a dzieci się odsuwają. Nie wiem, co robic, Nie daje mi to zyc, boje się z nią chodzic nawet na szkolne imprezy, zeby nie widziec, jak bawi się sama a nie z innymi dziecmi. Nie moge trzymac nad nia parasola bezpieczenstwa cały czas, ale nie potrafię tez przestac drżeć ze strachu, ze Zoska bedzie cierpiec. Czy jest jakis sposob zeby przestac? Moje stany lękowe i ataki paniki z dnia na dzien są coraz silniejsze, ie jestem juz w stanie normalnie funkcjonowac.
1 2015-10-15 07:56:58 Ostatnio edytowany przez Rublitka (2015-10-15 08:05:55)
Podobne tematy
psychoterapia powinna Ci pomóc, bo niestety ale samo sie nie zmieni.... trzymam kciuki ![]()
Dokładnie jak masz taką możliwość udaj się do dobrego psychoterapeuty, w każdym ośrodku powinna być taka osoba. Oni na prawdę potrafią zdziałać cuda:) Głowa do góry, jestem z Tobą:)
Cześć Rublitka .
Ja Cię rozumiem. Też mam dzieci i chce dla nich jak najlepiej. A Ty przecież chcesz po prostu uchylić nieba dzieckuu.
A zdradzidz gdzie mieszkasz. Można by połączyć zabawę naszych pociech, choć ja mam chłopaków ale odrobinę młodszych.
Mieszkamy za granicą. Dlaczego, że nie mamy tutaj zbyt wielu znajomych, Zosia nie ma nawet okazji nawiązać przyjazni.
Szukam pomocy terapeuty, ale na kase chorych musze czekac okolo 3 miesięcy, a prywatnie, no coz... Koszmarnie drogo.
Dzis Zosia powiedziala, ze czasem pyta dzieci w szole, czy sie z nia pobawia. Jedne mowia tak, ale czesto odmawiaja i bawia sie w grupie.
No i ja znow to przezywam ![]()
Chociaz ona wydaje sie tym nie przejmowac, nie widzę, żeby w ciągu dnia sie smuciła.