Witam wszystkich
Pomyślałam że napiszę o moim problemie na forum i poradzę się osób, które mogą się z nim utożsamić lub cokolwiek wiedzą o lęku. Otóż, tak jak w temacie, ostatnio zaczęłam się bać miejsc publicznych. Gdy już się w nich znajduję, czuję się tak spięta, że nie ma mowy o swobodnym zachowaniu, z trudem powstrzymuję atak paniki. Jak narazie nie mogę się przemóc by iść do psychologa. Chciałam się was zapytać jak wy sobie radzicie z irracjonalnym lękiem.
Podobne tematy
Podobno najlepiej świadomie narażać się na takie sytuację i przełamywać,
Ja próbowałam różnych metod,również tej, o której pisze sluu. Jednak było to już tak zaawansowane, że nie byłam w stanie powstrzymać ataków paniki, dlatego w końcu zaczęłam brać antydepresanty. Zwróć się o poradę do specjalisty, nie obawiaj się tego. A doraźnie pomagaj sobie głębokim oddychaniem przeponą - brzuchem, nie klatką piersiową, pomaga chociaż oddalić atak paniki.
A czego konkretnie sie boisz ?
W sensie myslisz ze cos sie stanie ale co ?
Witam wszystkich
Pomyślałam że napiszę o moim problemie na forum i poradzę się osób, które mogą się z nim utożsamić lub cokolwiek wiedzą o lęku. Otóż, tak jak w temacie, ostatnio zaczęłam się bać miejsc publicznych. Gdy już się w nich znajduję, czuję się tak spięta, że nie ma mowy o swobodnym zachowaniu, z trudem powstrzymuję atak paniki. Jak narazie nie mogę się przemóc by iść do psychologa. Chciałam się was zapytać jak wy sobie radzicie z irracjonalnym lękiem.
To co masz nazywa sie agrofobia:"... lęk przed otwartymi przestrzeniami lub przebywania w zatłoczonych, miejscach publicznych, takich jak rynki. Lęk przed opuszczeniem bezpiecznego miejsca. Lęk przed przebywaniem na otwartej przestrzeni, wyjściem z domu, wejściem do sklepu, tłumem, miejscami publicznymi, samotnym podróżowaniem, połączony często z antycypacją ataku lęku w unikanej sytuacji. Częstą cechą zarówno obecnego, jak i poprzednich epizodów jest występowanie lęku napadowego..."
Mozna probowac tez droga analityczna by przekonac podswiadomosc,ze to nie jest realne niebezpieczenstwo a "tylko moja glowa". Mnie samo powtarzanie tych slow w roznych sytuacjach lekowych pomagalo. Na czym polega taka analiza: czego sie boje? co mi moze sie stac? o co sie boje? itp...tak jak napisala Zbytdelikatna, w chwili ataku oddychaj przepona, rozluznij miesnie, ramiona przede wszystkim i barki. Czy znasz te metode oddychania? Dlaczego nie mozesz przemoc sie z wizyta u specjalisty? co Cie powstrzymuje?
Podobno najlepiej świadomie narażać się na takie sytuację i przełamywać,
Tak, jednak nie wszyscy to potrafia i nie u wszystkich to poskutkuje. Kiedy mialam ataki paniki i wszelkie fobie doszlo do tego,ze nie bylam w stanie spokojnie wytrzymac w kabinie pod prysznicem, musialam co chwila ja otwierac by zaczerpnac powietrza. Wtedy bylam na etapie poznawania tej dolegliwosci na spotkaniach grupowych. Gdzies po osmiu zaczelam stawiac czola lekowi wlasnie w taki sposob: ok, chodz, dawaj, co mi sie stanie? no jak to co? przyjdzie ten potwor w postaci paniki; i co? no i bedzie mi duszno i slabo; ok, i co potem? moge zemdlec; no dobrze, zemdleje odpoczne sobie, wylacze sie wreszcie, super. Ok, chodz, z calym swoim impetem, czekam! I rzeczywiscie nie pojawial sie. Ale mysle, ze to mozna zrobic na pewnym etapie gotowosci by stawic czola panice. Inna forma narazania sie, jak to nazwalas, bylo wyprzedzanie TIR-ow. Ten problem mialo pol grupy. Byl to strach klaustrofobiczny. Ja uwielbiam kierowac od bardzo wczesnej mlodosci a wtedy mialam problem z jazda. Bardzo ciezko bylo stawic czola temu zadaniu i kazde wyprzedzanie odbywalo sie z takikardia ale stosowalam tez od razu oddychanie przeponowe. Czasem musialam zatrzymywac sie by dojsc do siebie lecz nie poddawalam sie w zadnej sytuacji bo nie chcialam by cos warunkowalo moje zycie.Trwalo to dlugo i byo ciezko ale wraz z roznymi technikami terapeutycznymi i paroxetyna pomoglo.
Dzięki za rady
Próbuję tego o czym pisze Sluu, ponieważ widzę, że gdy ograniczam wychodzenie z domu jest jeszcze gorzej. Można powiedzieć, że po tym czasie lęk wraca ze zdwojoną siłą. Gdy już wyjdę, boję się tego, że zachowam się jakoś nienormalnie, że będzie widać u mnie ten lęk, że wszyscy będą na mnie patrzeć, można powiedzieć, że boję się zdemaskować czyli właściwie wstydzę się tych psychosomatycznych objawów. To chyba już lęk przed lękiem. Zauważyłam też, że u mnie to zależy od relacji z ludźmi. Dopóki mam jakieś bliższe relacje ze znajomymi, spotykam się z nimi jakoś częściej to jest w miarę okej. Gdy kontakt się ograniczy, zaczynam się bać i wpadać w depresję. Tak jakby o tym kim jestem, mojej wartości decydowali ludzie.Wiem, że każdy potrzebuje ludzi do życia, ale u mnie to przybiera jakąś nienormalną postać. Wizyty u psychologa chyba jak narazie zwyczajnie się wstydzę, ale też wierzę, że może uda mi się to samej przezwyciężyć.
Jednak radze mocno popracowac nad odwaga by pojsc do psychologa. Samej bedzie Ci bardzo ciezko i dlugo. To co mozesz juz teraz robic to poszukac w necie materialow do pracy nad samoocena-to podstawa w tej chwili.Co do psychologa: pierwsza wizyta to "obwachiwanie sie" czy sobie pasujecie i oczywiscie nie chodzi sie do kogos z kim nie czujesz bluesa i nie czujesz sie komfortowo by mowic o sobie. Jestem przekonana,ze uda Ci sie znalezc taka osobe, ktorej otworzysz sie bez obaw bo bedzie wzbudzala Twoje zaufanie-poszukaj takiego specjalisty.
Ej kolezanko _OOna to o czym piszesz,ja to wszystko znam doskonale.Tylko ze ja z tym nic nie robilem 7-8lat,sam probowalem z tym walczyc,bo nie wiedzialem tak naprawde co mi jest.Ale u mnie tzw. "skok na gleboka wode przynosil mizerne zkutki". Studia zaczynalem pare razy, przrywalem,do pracy nie moglem posc.Nerwica i deprecha.Te wszystkie porazki bolaly i praktycznie z domu nie wychodzilem.Czasami gdzies przemknalem jak juz musialem.Nikomu o tym nie mowilem a wybrac sie do psychologa to byl dla mnie wstyd straszny...a co jesli sie znajomi dowiedza....No ale w koncu musialem przyznac sie w domu,bo rodzina nie wiedziala co jest granie...nie uczylem sie,nie pracowalem.
Poszedlem do psychologa i dopiero kiedy ten strach zaczal troche ustepowac moglem zrobic "skok na gleboka wode" zaczalem powoli wychodzic,podjalem prace,znowu spotykalem sie ze znajomymi i juz nie kontrolowalem kazdego swojego ruchu zaczalem sie tym bawic odczuwac jakas radosc i w koncu po roku dwoch praktycznie o tym leku zapomnialem.Oczywiscie ten proces uzdrawiania opisalem w skrocie.
Wiadomo ze kazda osoba ma ten lek w sobie inny.Ale ja przy swoim nie moglem juz wychodzic z domu!!!!A dzisiaj po prostu uwielbiam pojsc na koncert,usiasc sobie na rynku przy kawie,rozmawiac z ludzmi,smiac sie,lubie podrozowac.Sam pojechalem za granice,sam znalazlem tam prace.Od tamtych "zlych czasow" pare razy sie juz zakochalem i tez bylo fajnie(obecnie szukam ale nie mam nic jeszcze na oku:))Nie pamietam juz o tamtym leku.
Dlatego bardzo Cie prosze _OONA nie walcz z tym tylko sama,nie wiadomo jaki bedzie to mialo skutek a szkoda zycia.Ja zmarnowalem 7-8lat dlatego Ci nie pozwole na gadke "wstydze sie pojsc do psychologa" Ty masz zrobic wszystko co Ci moze pomoc.A za miesiac,dwa pol roku masz byc bardzo szczesliwa,skakac i wrzeszcec na koncercie,smiac sie na kabarecie,tanczyc z chlopakiem w klubie, nie bac sie ludzi i cieszyc sie zyciem:)
Prosze Cie,poszukaj jutro w necie jakiegos psychologa i zadzwon!!!!!!!!!!!!!!!!!!ale na pewno!!!!!!!
A jak sie boisz to ja Ci moge zadzwonic
Bedzie dobrze trzymam kciuki:)
10 2015-10-02 11:25:57 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-02 11:28:03)
To z czym się zmagasz to agarofobia, albo nerwica lękowa. U mnie zaczynało się podobnie, ja też walczyłam. Udawało mi się wszystko zdawałam egzaminy, nikt nie widział problemu. Wydawało mi się, że sobie z tym radzę. Im bardziej walczyłam ten lęk narastał. W efekcie bałam się wyjść z domu, bo organizm zaczął mnie sabotować.. Miałam ciągłe problemy z żołądkiem itp... Jak masz codziennie ataki paniki, to organizm nie może funkcjonować normlanie. Chudłam w zastraszającym tępię a jadłam normalnie.. Poszłam do psychologa, diagnoza, leki przez 2 lata. Nie powiem, że po nerwicy nie ma śladu, bo czasem się odezwie. Jednak jest to takie ukłucie w żołądku:-p Nie zwalczysz tego sama, będzie się pogorszało. Warto sprawdzić dlaczego mózg traktuje dane sytuacje, jako sytuacje w której czeka Cię jakieś zagrożenie. Jeżeli nawet wiesz, skąd to się wzięło, to musisz "przepracować" problem. Bo lęk nie zniknie dopóki nie dotrzesz do jego sedna. A czasem jest tez podwójne dno:-p Realia w jakich żyjemy nie dają nam poczucia stabilizacji, bezpieczeństwa itp.. Czasy są bardzo sterujące co tez jest wspaniałym gruntem pod różne zaburzenia lękowe. Nerwice, depresja to są zaburzenia a nie choroby psychiczne, nie ma się czego wstydzić. Trzeba poszukać pomocy, tak jak w przypadku przeziębienia lecimy do internisty. Tak jak"dusza" cierpi idziemy do psychiatry, czy psychologa..
11 2015-10-02 14:50:07 Ostatnio edytowany przez _oona (2015-10-02 15:34:56)
Cieszę się, że opisaliście swoje lęki, wreszcie ludzie, którzy mają/mieli podobne problemy co ja
Wydaje się, że naokoło same odporne i bardzo silne osoby i nikt cie nie rozumie. Zawsze to jakiś element wsparcia. Od razu jakoś lżej się robi, noo chociaż trochę ;p Co do psychologa to wydaje mi się, że znalazłam w internecie odpowiednią osobę, ale jeszcze czekam na odwagę, myślę, że w przeciągu tygodnia, dwóch zdecyduję się na dalszy krok.
Cieszę się, że opisaliście swoje lęki, wreszcie ludzie, którzy mają/mieli podobne problemy co ja
Wydaje się, że naokoło same odporne i bardzo silne osoby i nikt cie nie rozumie. Zawsze to jakiś element wsparcia. Od razu jakoś lżej się robi, noo chociaż trochę ;p Co do psychologa to wydaje mi się, że znalazłam w internecie odpowiednią osobę, ale jeszcze czekam na odwagę, myślę, że w przeciągu tygodnia, dwóch zdecyduję się na dalszy krok.
Koniecznie napisz o tym. Pamietaj,ze mozesz pojsc i po prostu wyczuc klimat. Ale badz swiadoma tego co Cie blokuje przed mowieniem, obserwuj sie uwaznie i staraj sie pokonac blokade na ile mozesz jesli psycholog okaze sie ok. Czekamy na wiesci!
Ciesze sie strasznie,ze juz w interniecie patrzylas,zawsze jakis pierwszy krok:)Wiem,ze ciezko zdecydowac sie by zadzwonic,bo tez sie balem.Ale moze wlasnie to jest ten rodzaj"skoku na gleboka wode" ktory mozesz wykonac.To beda sekundy...zadzwonisz i mozesz sie tylko zapytac kiedy sa wolne terminy,nie musisz od razu sie zapisywac na wizyte(chociaz fajnie by bylo) i juz na 50% oswoisz sie z ta nowa sytuacja.a za 2-3 dni zadzwonisz i umowisz sie konkretnie.
Kitkaat napisalas "Im bardziej walczyłam ten lęk narastał".U mnie tez podobnie to wygladalo,bo im bardziej chcialem pokonac ten strach,tym bardziej o nim myslalem.Przykladowo...na sile poszedlem na studia ale kazdy dzien byl gorszy,bo balem sie ze po mnie cos widac i ludzie wiedza ze mam jakies problemy(to chyba bylo za wczesnie).Oczywiscie trzeba probowac tych "skokow na gleboka" ale pewnie to jest zalezne od stopnia tego leku i rodzaju nerwicy,jednej osobie pomoze innej niekoniecznie.Ale drobne kroczki,ktore nie paralizuja trzeba na pewno robic.
_OONA jak juz wyszukalas psychologa w necie i nastawiasz sie by zadzwonic to bedzie dobrze.Tylko prosze Cie zadzwon jak najszybciej
Trzymam za Ciebie kciuki:)
Ja się rozchorowałam na studiach, więc już byłam w połowie. To nie był skok na głęboką wodę, tylko akt desperacji:-p Miałam za dużo do stracenia, musiałam skończyć studia. Tak wtedy myślałam. Dużo różnych rzeczy wtedy myślałam :-)
WAZNE ŻEBY ZROBIĆ PIERWSZY KROK POTEM JAKOŚ PÓDZIE I BĘDZIE TYLKO LEPIEJ:-):-):-)3mam kciuki.
Rzeczywiście, oddychanie przeponą bardzo pomaga. Dotychczas stosowałam oddychanie klatką piersiową i nie było to aż tak skuteczne. Autosugestii też próbuję, ale czasem działa a czasem zupełnie nie. Wizytę u psychologa na pewno opiszę, ale to oczywiście za jakiś czas.
Mi pomagalo w zmniejszeniu stresu,sluchanie nagran relaksacyjnych(np.z youtube) Lektor pomagac po koleii rozluznic wszystkie czesci ciala,muzyczka w tle.Czasami potrafilem sie przy tym bardzo gleboko zrelaksowac.
To jakie plany na ten tydzien?...moze dasz rade chociaz zadzwonic i sie zapytac o wolne terminy?
Pozdrawiam Cie:)
Chciałabym się umówić już w tym tygodniu, ale jeszcze się namyślam do kogo. Rodzina mi poleciła (mówiłam im, bo już zauważyli, że coś jest nie tak) jedną dobrą psycholog ale nie pamięta jej nazwiska. A jak ktoś polecony to od razu lepiej, podobno bardzo miła i ciepła osoba. No i jeszcze czekam, może zdobędę jej nazwisko a jak nie to pójdę do kogoś z neta. A jutro zaczyna mi się kolejny rok akademicki i nie wiem jak sobie poradzę. Najchętniej to już bym z kimś porozmawiała.
Pozdrowienia ![]()
Jak chcesz pogadac,czy popisac to mozesz mi wyslac wiadomos na maila i sie zgadamy na gg albo cos w tym stylu.
Oczywiscie tak tylko proponuje,jesli mialoby Ci to w jakikolwiek sposob pomoc.
Pozdrawiam
witajcie jak u was wasze lęki bo ja nie mogę się pozbierac przedtem jakos sobie radziłam teraz jakas masakra panikuje niesamowicie pozdrawiam
20 2015-10-06 11:23:15 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-06 11:24:04)
bozenka,
gdy mózg raz uruchomi tak silne mechanizmy obronne to dość długo jest nadwrażliwy:-p
ale z czasem jest coraz rzadziej, słabiej i pewnie nie długo minie...
Ja na pewno nie jestem taka jak byłam przed chorobą. Z drugiej strony na eskalacje choroby wpłynęły inne czynniki,które mnie zmieniły.
Pytanie jak długo brałaś leki, chodziłaś na psychoterapie itp... bo wiem z własnego doświadczenia, ze same leki nie wystarcza. Sama terapia bez leków tez... No i nie mówimy tu o paru miesiącach:-p
witaj kitkaat- biorę już długo leki paro gen 20 mg i doraznie hydroxyzinum 10 mg na psychoterapie nie chodziłam ale byłam dzis u swojego psychiatry i zwiększył mi dawke paro genu z 1 tabletki na 1/1i2 przepisał hydroxyzinum ale 25 mg 3razy po 1 dziennie i dorażnie w razie silnego lęku afobam0,25 mg więc niewiem zobaczę czy cos to da a miał ktos ten afobam pozdrawiam
22 2015-10-06 18:26:08 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-06 18:27:37)
Afobam znam, ale nie brałam to bardzo silny lek i brany długo uzależnia. Ja brałam tez hydroksyzynę jak cukierki:-p i SSRI już nawet nazwy nie pamiętam. Ale bez terapii leki Ci nie pomogą, musisz nauczyć się dawać radę z lękiem. A tylko terapia przerwie błędne koło. Stany lękowe, to nie choroba psychiczna, leki nie pomogą. Często jedynym wyjściem jest zmiana myślenia. A leki pomagają walczyć z lękiem, ale go nie leczą. Musisz sama go zlokalizować, zrozumieć i potem przewalczyć. Zrozumienie stanów lękowych jest kluczem do wyjścia z choroby. Bo często tkwienie w pewnych "sytuacjach" w których nie chcemy być, powoduje stany lekowe. Bo nie słuchamy naszego organizmu. Czasem trzeba przeorganizować życie. Na przykład wydostać się z toksycznych związków, relacji rodzinnych, czy zmienić pracę. Ale do tego dojdziesz na terapii. Bo to nasze myślenie jest źródłem lęku, a nie zachwianie chemii mózgu.
dziękuje ci kitkaat muszę się przełamac muszę zacząc panowac nad lękiem pozdrawiam
kitkaat-a hydroksyzyna uzależnia jaką dawke brałas mi kazał 3 razy po 1 tabletce dziennie oczywiscie 25 mg czy to nie zadużo dzisiaj też mam ciężki dzien pozdrawiam
co tu tak smutno
Miałam Wam dać znać jak poszło na wizycie u psychologa. Otóż byłam u Pani psycholog, z polecenia, okazała się bardzo miła, przynajmniej takie zrobiła na mnie wrażenie, dobrze mi się z nią rozmawiało. Stwierdziła, że mam fobię społeczną, która się właściwie przeplata z objawami nerwicy lękowej, ale jest to łagodna postać. Powiedziała, że parę spotkań powinno wystarczyć. Nawet wiele rzeczy mi uświadomiła. Na początku trudno mi było o tym mówić, ale później rozmowa sama jakoś się rozwinęła. Zawsze myślałam, że mogę stłumić pewne myśli, ale jednak w którymś momencie one wychodzą bokiem w postaci emocji. Wiedziałam skąd to się wzięło, ale ona patrząc obiektywnie przedstawiła mi sprawę z innej perspektywy. Myślę, że będzie dobrze. Dzięki za rady odnośnie pójścia do psychologa ![]()
Super! bardzo sie ciesze,ze sie odwazylas i jak widzisz nie jest to takie okropne
Zycze Ci powodzenia i szybkiego powrotu do calkowitego zdrowia!!!
Gratuluję wizyty u psychologa.
Moja psycholożka powiedziała, że w tego rodzaju zaburzeniach nie udało się jej pomóc tylko dwóm osobom. Chodziło o to że zaczęły się izolować i większość czynność przejęła ich rodzina (poczta, sklepy, urzędy, lekarze). Gdy mówiła rodzinie by zaprzestali tego nie posłuchali i tym samym utrzymali chorych w zaburzeniach.
Ja też byłam na głębokiej wodzie, musiałam utrzymać pracę.
Ja też tak mam i jak na razie to idę np do sklepu biorę tylko to co muszę i szybko wybiegam. Jak jestem sama to jest wszystko ok ale jak pojawiają się ludzie to zaczyna się od pocenia rąk potem zaczyna kręcić się w głowie potem nie wiem co do mnie mówią i uciekam.