Piszę i sama sobie się dziwię, że to piszę. Mój "problem" jest tak śmieszny i dziecinny, że błogosławieństwem jest moja anonimowość.
Przechodząc do sedna - pracuję i lubię tam pracować, a jeszcze bardziej lubię jak w pobliżu znajduję się wspomniany w temacie kolega z pracy
Sprawa wygląda tak, że spodobał mi się. I teraz czekam jak księżniczka, aż dostanę jakiś znak czy jest droga wolna, czy jednak furtka zamknięta. Czekam już sobie tak miesiąc z hakiem, wodząc za Nim rozanielonym wzrokiem, od czasu do czasu połączonym z uśmiechem i nie wiem jak interpretować Jego zachowania. Zdarza się, że spojrzenie czy uśmiech są odwzajemnione, ale zdarza się również że w ogóle nie patrzy w moim kierunku. Raczej nie mamy możliwości porozmawiania. Żebyśmy mogli być chwilę sami, to w ogóle mogę zapomnieć. Jedyną opcją jest rozmowa w autobusie - i tutaj też już moje wariactwo się ukazało, bo kiedy ma na tę samą zmianę co ja, to jadę 10 minut wcześniej autobusem, żeby zdążyć na następny autobus, którym jedzie On by móc chociażby powiedzieć Mu "cześć". I kilka dni temu spóźniłam się na ten drugi autobus, więc jechałam późniejszym, a On w pracy zapytał jak przyjechałam, bo mnie nie widział i właściwie tylko po to zjawił się w pobliżu. Myślę, że istotne jest to, że ów kolega jest na wózku inwalidzkim, ja jestem osobą zdrową, mam lat 24, On (chyba) 33.
A pytania brzmią: Jak Mu pokazać, że mi się podoba? Ewentualnie: Jak ja mam zrobić jakiś pierwszy krok? Albo po prostu: Jak Go ośmielić, żeby to On zrobił ten pierwszy krok?