Hej,
Piszę tutaj bo wczoraj po raz kolejny chciało mnie "coś trafić" i zaczęłam się zastanawiać, a moze to ja przesadzam..
Pojechałam na koncert z dwójką znajomych. Telefonicznie umówiliśmy się, że wpadnę do nich na pogaduchy i kawę przed imprezą.
Przyjechałam do nich, wypiłam szybką herbatę i okazało się, że to ja mam jechać moim autem na imprezę. Nie było zapytania się czy nie mam nic przeciwko, tylko było to jakby z góry ustalone bo niby ja nie pije a i tak będę musiala wrocic do domu (no bo przyjechałam do nich) W sumie stwierdziłam..czemu nie. Tym bardziej, ze oni jechali często np. zima w góry, ale to i tak ja przyjezdzalam zawsze pod ich dom i tam zostawiałam auto. Najbardziej mnie uderzylo to, ze oprócz nich okazało się, ze jada z nami jakies 2 inne osoby których kompletnie nie znam.Pomyslalam, ok, "poznam ich". A co lepsze... oni tez przyjechali autem pod dom moich znajomych, wiec teoretycznie moglibyśmy jechać ich autem. Pojechalismy i podczas całej tej imprezy Ci ludzie w ogole ani słowem się do mnie nie odezwali. Nie wiem...dla mnie to jest takie naturalne, ze jak ktoś mnie zabiera, nie jest to moje auto a nie znam tej osoby to nie wiem..zaplace za parking, kupie jej cos do picia itp. To takie naturalne, a tego tutaj w ogole nie było. Przyjechali sobie na gotowe, mieli podwieziony tylek bo akurat trafila im się okazja.
Mam 30 lat, zazwyczaj jestem obrotna w roznych kqwestiach, potrafie cos powiedzieć, a tutaj mnie kompletnie zatkalo..zresztą nie wiem co miałam mowic.
Zaczelam się zastanawiać, ze kilka miesięcy temu była podobna sytuacja..wpadłam w odwiedziny do znajomych mieszkają jakies 16 km ode mnie,oni wpadli na pomysl żeby jechać cos zjeść na obiad, do lokalu który znajdowal się na ich terenie.. calkiem niedaleko. Oczywiście, pojechaliśmy moim autem.
Nie wiem czy przesadzam, ale cos mi tu nie gra... dlatego pisze. Powiedzcie mi, czy to już nie jest jakies takie wykorzystywanie z wygody?
Zaznaczam, ze oni tez kilka razy zima jechali gdzies, dlatego ja nie mam problemu z tym żeby również gdzies pojechać, tyle ze o tym się mowi, jakos ustala wcześniej.Bo rownie dobrze, gdybym wiedziała ze jedziemy moim, to kazałabym im przyjechać pod mój dom i zostawić auto,a nie turlac się do nich 16km po to żeby oni sobie wsiedli i jeszcze potem mieli dowozke pod dom.
Podobne tematy
Asertywność to dobra rzecz ![]()
Nie szukaj dziury w całym,trzeba było się nie zgodzić jak już.A w sumie co Ci zalezało?
Ale w czym jest problem, zebys umowila sie z nimi przez telefon wczesniej, ze tym razem Ty nie jedziesz? I tak sie umawiacie na spotkanie, wiec dlaczego nie dogadacie sie w kwestii dojazdu? Po prostu mowisz, ze tym razem masz ochote wypic piwo lub drinka i juz. Tu nie trzeba sie zastanawiac, czy to wygodnictwo, bo mysle, ze Twoi znajomi uwazaja za naturalne, ze skoro Ty nie pijesz to bedziesz kierowac i Ty ich slusznie w tym utwierdzasz. Tu nalezaloby po prostu wylozyc kawe na lawe.
Jak nie pijesz to się nie dziwię, ze Cię "wyznaczają". Może coś wspomnij czy by się do benzyny nie dołożyli ![]()
Robić problem o 16 km? O ludzie...
Robić problem o 16 km? O ludzie...
oooj... idzie coś strzelić człowieka, jeśli zdarza się to notorycznie...
A ja tam doskonale wiem jak się czujesz - a ci ludzie co mówią 'to trzeba się po prostu dogadać' nie zdają sobie sprawy, że dla niektórych jest to niewygodne - takie proszenie się o swoje - ja jestem dokładnie taka sama i irytuje mnie jak inni zaczynają sobie troche 'robić jaja' z osoby tylko dlatego, że zazwyczaj osoba jest miła. Poza tym cięzko mówić o asertywności w takiej sytuacji bo w tym społeczeństwie pełnym ludzi przygotowanych rzucić focha za każda najmniejsza uwagę czy wyobrażacie sobie jak przyjmie się tekst pt. 'hej, a co wy na to by zapytac mnie na przyszłość czy chcę jechać a nie z góry zakładać?' PIEKŁO - stajesz się nagle wrogiem numer jeden. I myślę, że nie chodzi tu o 16 kilometrów tylko o samą zasadę - nikt nie lubi sie czuć wykorzystywany.
A ja tam doskonale wiem jak się czujesz - a ci ludzie co mówią 'to trzeba się po prostu dogadać' nie zdają sobie sprawy, że dla niektórych jest to niewygodne - takie proszenie się o swoje - ja jestem dokładnie taka sama i irytuje mnie jak inni zaczynają sobie troche 'robić jaja' z osoby tylko dlatego, że zazwyczaj osoba jest miła. Poza tym cięzko mówić o asertywności w takiej sytuacji bo w tym społeczeństwie pełnym ludzi przygotowanych rzucić focha za każda najmniejsza uwagę czy wyobrażacie sobie jak przyjmie się tekst pt. 'hej, a co wy na to by zapytac mnie na przyszłość czy chcę jechać a nie z góry zakładać?' PIEKŁO - stajesz się nagle wrogiem numer jeden. I myślę, że nie chodzi tu o 16 kilometrów tylko o samą zasadę - nikt nie lubi sie czuć wykorzystywany.
może ktoś odnajdzie jakieś wskazówki w książce Jacqui Marson "Bycie miłym to przekleństwo", można sięgnąć w wolnym czasie, może akurat...
wiesz, niektórzy lubią jeździć i nie sprawia im to kłopotu, że kogoś podwożą, zawożą bo chcą sobie wtedy porozmawiać, wymienić pare słów ze znajomymi, omówić jakieś tematy na które nie mieli wcześniej czasu. to nic dziwnego
jeśli nie chcesz spełniać takiej funkcji nie musisz się na nic takiego zgadzać i to zależy tylko od ciebie
wiem że to wymaga wiele samodyscypliny, zaparcia się, rozwagi, cierpliwości, i zgody na to ze ktoś przy tym może się obrazić ale WIEDZ ŻE TO TY MASZ PRAWO MIEĆ SWOJE ZDANIE I MASZ PRAWO O NIM POWIEDZIEĆ NA GŁOS OTWARCIE PRZY WSZYSTKICH, NIKT NIE MOŻE TWOJEGO ZDANIA ZMIENIĆ (TYLKO TY MASZ TAKIE PRAWO JEŚLI UZNASZ JAKIEŚ ARGUMENTY ZA DOBRE I WŁAŚCIWE). NIE MOŻESZ DAĆ SOBĄ MANIPULOWAĆ. BĄDŹ W STOSUNKU DO SIEBIE UCZCIWA!
BĄDŹ W KAŻDYM WYPADKU STANOWCZA, NIE WDAWAJ SIĘ W JAKIEKOLWIEK DYSKUSJE, BY KTOŚ MÓGŁ WPŁYNĄĆ NA TWOJĄ DECYZJĘ.
UMIEJ POWIEDZIEĆ NIE GDY TEGO WYMAGA SYTUACJA!
TYLKO Z MĘŻEM I DZIECKIEM MOŻNA DIALOGOWAĆ W SPRAWACH ZMIANY TWOJEGO STANOWISKA, A NIE Z LUDŹMI NA KTÓRYCH CI NIE ZALEŻY TAK BARDZO JAK NA WŁASNEJ RĘCE CZY NODZE!!!!