Hej,
chciałabym się Was spytać co okreslacie mianem dorosłość? I kiedy w nią weszliście? Czy uważacie , że np mieszkanie z rodzicami ale zarabianie na siebie to dorosłość? Czy już stanięcie na nogi samemu?
Mam pewne wątpliwość od kilku miesięcy na temat życia, tego co mam w nim robić, jak się zachowywać. Mam wiele przykładów z zwenątrz, z domu, od znajomych.
Miałam w domu wszystko, kochających rodziców, babcie, dziadków. Niewielka to była rodzina, ale edukacja dla mnie i dla rodzeństwa była najważniejsza. Tak sie skupiałam na nauce że chyba wyrosłam na taką grzeczną dziewczynkę.
Nie wiem nawet jak to okreslić, ale od maleńskości brakowało mi towarzystwa kolegów i koleżanek. Nie mówię, że ich nie miałam, bo byłam osobą bardzo towarzyską ale nigdy np nikt z klasy w liceum czy w gimnazjum nie zapraszał mnie na imprezy.
Zawsze chciałam być 'jakaś' jakby należeć do fajnej grupy. Bo tego nie miałam. Np w gimnazjum pierwsze pocałunki czy alkohol- ja tego nie miałam. Jakby BAŁAM się wychodzić z koleżankami bo jeszcze chłopak poprosi mnie do tańca. Tak jakbym bała się świata.
W liceum to się zmieniło, ale byłam dość nieogarnięta życiowo- nie byłam spokojna, chciałam ciągle czegoś więcej. Byłam niecierpliwa, nie potrafiłam się skupić- do tej pory mi to zostało. Problem w tym, że wtedy poznałam dużo ludzi, imprezowałam. Jakby weszłam w takie życie nastolatków. Ale i tak nie piłam i nie paliłam tyle co moi znajomi.
Na studiach zaczęłi się imprezy, ale nie miałam faceta. Zawsze sama, ze znajomymi. Byłam takim wolnym elektronemp- zwykle robiłam to co chciałam i nikt mi nie mógł przeszkodzić. Nie byłam jakaś zaborcza ale miałam swoje zdanie i ludzie je cenili. jednak byłam wewnątrz nieśmiała i jakoś bałam się nawiązywać kontakty międzyludzkie- najbardziej damsko męskie. Ciągle isę bałam ze ktoś mnie wykorzysta, że ktoś mnie oleje. Wtedy bardzo dużó chłopaków mnie olewało, ale pewnie dlatego że dużó imprezowałam i nie byłam kandydatką na dziewczynę.
Problem jest taki, że mieszkam nadal z rodzicami, w domu czuję się bardzo bezpiecznie , dobrze.
Widzę, że moi rodzice tworzą harmonijny ( powiedzmy) związek, są kłótnie, ale zwykle isę dogadują.
Jednak to mama jest głową rodziny, tata jest troche mniej ambitny itp. I taki schemat związku ja wyniosłam z domu. Mama musi sama się ogarniać, ogarnia tacie pracę, tata jest maminsynkiem ( odrobinę) często się ulatnia do babci, aby nie być odpowiedzialnym za sprawy domowe itp.
I tak wydawało mi się, że jest. Nie chciałam tego, dlatego grałam osobę niedostepną, nie pragnącą faceta. W ogóle kiedy ktoś chciał mi pomóc czy kolega czy koleżanka ja uważałam to za obrazę mojego ego. Ja i tak sama sobie poradzę i utrę tej osobie nos.
Do tej pory nie mam faceta i nie wiem czy związany jest z tym schemat, obraz z domu czy wlasnie nie.
Problem taki jest, że moi rodzice są troche outsaiderami. Są spokojni, mają mało znajomych, uważają że prywatność nie jest na pokaz i bardzo jej pilnują. Śmieją się ze swoich znajomych z liceum i studiów, którym na starośc odbiło, którzy mają jakieś problemy emocjonalne, na facebooku wszystko wypisują, chwalą się swoim zyciem itp. Jednak np tworzą jakies grupy, są zapraszani. A moi rodzice nie, moi rodzice tylko czasami.
I mam ten dylemat.
Bo zawsze żyłam w takim przekonaniu, że warto jest mieć MAŁO znajomych, tylko najbliższą rodzinę mieć za najważniejsze osoby- jednak z wiekiem i z biegiem czasu ogarnęłam, że wielu moich znajomych życje zupełnie inaczej.
Że są jakies wielkie grupy znajomych, którzy znają się z osiedli, z gimnazjów, z liceów, którzy do tej pory się spotykają, wymianiają doświadczeniami, imprezują. Że do takich grup przychodzą nowi, ze studiów, przez koleżanki, kolegów zapraszani i ludzie tak migrują towarzysko, ale zwykle są w swoim gronie.
I ja do tej pory się tego boję.
Bo wiem, ze w takich grupach zwykle jest duzo alkoholu, że dziewczyny powinny na siebie uważać, że moze czasem nawet jakies narkotyki. Ja się do tej pory ( mam 25 lat) tego boję.
Z jednej strony chciałabym a z drugiej strony się boję. I problem jest taki, że nie mogę do tej pory zrozumieć co jest dla mnie ważne. Jaka chciałabym być.
Boję się iść np na imprezę do nowych ludzi jeśli znam tam tylko 1 osobę.
Mam znajome które są bardzo takie 'otwarte' i one same nie boją się iść do innych na imprezę- i tak poznają innych ludzi, zawierają znajomości na imprezach, przez alkohol. A ja wlasnie - tak nie mam. Zwykle nawiązywałam znajomości normalnie- w szkolem na studiach, w kołach zainteresowań.
Im jestem starsza tym więcej znajomych mnie zna i zapraszają mnie na imprezy. Boję się tego drugiego dna życia, boję się tego kiedy np widzę jak moi znajomi zachowują się na imprezach a jak się zachowują normalnie w życiu, w szkole.
Nie wiem dlaczego , ale przez ostatnie dwa miesiące tak strasznie zaczęłam się zastanawiać nad życiem.
Nad tym czy to ja przypadkiem nie mam problemu natury socjologicznej, psychologicznej. Może jestem introwertykiem.
Wiem, że ludzie, znajomi szybko wchodzą w związki, chcą ogarniać zycie, przyszłośc, studia- a ja bedac w domu jestem w takiej strefie bezpieczeństwa. Dlatego z niej wychodzę bardzo często , jezdzac po Polsce na różne sympozja, warsztaty itp. Boję sie, że moje zycie będzie wyglądało tak że wracam do bezpiecznego domu z warsztatów z innego miasta i zostaję w nim bo mi dobrze.
A keidy jestem na warsztatahc boję się integrować z ludźmi bo zawsze są jakieś aluzje seksualne i zabawy.
Tego się zawsze bałam.
Rodzice mnie cały czas straszyli, że mam na siebie uważać, że mam nie robić tego czy tego.
Jestem dorosła rocznikowo od 7 lat. Ale dopiero od kilku jakiś 2-3 stwierdziłam, że całowanie na imprezach czy przytulanie z facetem to nic złego.
Moje koleżanki mówią także że one mają chłopaków do seksu, bez związku, że ja też powinnam bo się wyluzuję. A ja nie mogę. Jakoś mam blokadę wumysle. Ze ktoś by pomysla soboe o mnie jak o dziwce. Że np gdyby rodzina się dowiedziała to by mnie ukamieniowała.
Za kogo się uważam itp.
Wiem, ze jest to problem wylacznie z moim poczuciem wlasnej wartości.
Do tej pory mam tak, że jesli facet da mi kosza ja nie ulatniam się nie olewam ale chcę wyjaśniać- jak dziewczynka z liceum...
Nie wiem, może ja mam jakieś problemy albo trafiam na dupków.
Ogólnie zauwazyłam, że bardzo boję sie wchodzić w nowe środowiska. Nie chodzi tutaj o studia ( bo zwykle jakoś mi się udaje, jestem w tym dobra, perfekcjonistka, potrafię sama przed kompem siedzieć) ale o pracę- o poznawanie ludzi w pracy- to mnie przeraża, bo im częściej jestem sama w pracy i sama sobie coś załatwiam tym bardziej się boję i jestem zestresowana.
Kiedy nawet w pracy widzę jedną osobę znaną mi np przez bardzo dalekich znajomych, ja zawsze lecę do takiej osoby i uważam już ją za kolegę, przywiazuję się- tak aby a nuż nie być samej w pracy bo wiem że nie dałabym rady.
Tak samo jak w domu- są rodzice, jest towarzystwo. A kiedy np mieszkałam przez rok sama- wiem, ze miałąm inne zycie towarzyskie, wiecej znajomych sie przewijało, czułam sie lepiej jako osoba, bardziej zorganizowana i dorosła, pewna siebie- ale z drugiej strony kiedy wracąłam do mieszkania czułam się samotna bo nie miałam do kogo buzi otworzyć.
Nie wiem po co to napisałam.
Chyb atylko aby sie wyzalić/
Mam po prostu problem z tym jak mam życ hehe. Czy tak bezpiecznie jak w domu czy wlasnie troche bardziej hardkorowo jak znajomi. Boje sie chyba wyfrunac z gniazda i wejsc w dorosłe zycie bo boje sie ze nie ogarne siebie. Że ktoś np namówi mnie na cos a ja sie zgodze. Że np bede sie zadawała z nieodpowiednimi ludxmi- nie wiedzac tego...Ja naprawde nie znam ludzi w miescie tyle ile inni znają. Ja nie znam ludzi z takiego undergroundu- z imprezowej czesci miasta- a mam znajomych, ktorzy obracaja sie w tych kregach i sa 'znani' i jakies ploty o nich latają... A ja nawet nie wiem o co chodzi.
Z jednej strony chciałabym zaznać takiego zycia beztroskiego a z drugiej boje sie strasznie.
Nie wiem jak wyglada zycie mlodej dziewczyny np ze wspolokatorkami.
Moi znajomi prawie codziennie wychodza na miasto i piją. Szczegolnei w wakacje.
A ja potrafie sobie znależć inne rozrywki niz tylko wychodzenie na miasto.
I tu tkwi problem. bo moze ja zadaje sie z nieodpowiednimi ludzmi. Ja np tyle nie piję ile inni- po prostu nie potrafię.
I nie wiem jak mialabym znależć sobie chlopaka jesli wiem, ze wiele naprawde wiele znajomosci odbywa sie na imprezach, na domówkach na ktore ja nie jestem zapraszana ![]()
Ludzie mysla ze ja jestem zajeta a ja wcale nie jestem zajeta- ja nie musze wszystkim mowic co robie. CHyba ze trzeba. Zawsze rodzice mi mowili abym pewne sprawy trzymala dla siebie bo ludzie sa dwulicowi i w wiekszosci przypadków moga cos wykorzytsac przeciwko mnie. I oni zostali wiele razy oszukani przez zycie.
Tylko ze nie ufajac ludziom, nie kontaktujac sie z nimi zostaje sama nie jestem zapraszana, nie wiem co sie dzieje w gronie towarzyskim i wyglada to dziwnie...
Wiele razy slyszalam, ze jestem troche egoistka, ze za bardzo skupiam sie na sobie, ze za duzo robię. I nie wiem czy ludzie mi zazdroszcza czy tak naprawde jest...
Prosilabym o radę.
Pozdrawiam