netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

6 odpowiedzi6 332 wyświetleniazałożony przez strzala_, 13.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Hej,
chciałabym się Was spytać co okreslacie mianem dorosłość? I kiedy w nią weszliście? Czy uważacie , że np mieszkanie z rodzicami ale zarabianie na siebie to dorosłość? Czy już stanięcie na nogi samemu?

Mam pewne wątpliwość od kilku miesięcy na temat życia, tego co mam w nim robić, jak się zachowywać. Mam wiele przykładów z zwenątrz, z domu, od znajomych.
Miałam w domu wszystko, kochających rodziców, babcie, dziadków. Niewielka to była rodzina, ale edukacja dla mnie i dla rodzeństwa była najważniejsza. Tak sie skupiałam na nauce że chyba wyrosłam na taką grzeczną dziewczynkę.
Nie wiem nawet jak to okreslić, ale od maleńskości brakowało mi towarzystwa kolegów i koleżanek. Nie mówię, że ich nie miałam, bo byłam osobą bardzo towarzyską ale nigdy np nikt z klasy w liceum czy w gimnazjum nie zapraszał mnie na imprezy.
Zawsze chciałam być 'jakaś' jakby należeć do fajnej grupy. Bo tego nie miałam. Np w gimnazjum pierwsze pocałunki czy alkohol- ja tego nie miałam. Jakby BAŁAM się wychodzić z koleżankami bo jeszcze chłopak poprosi mnie do tańca. Tak jakbym bała się świata.
W liceum to się zmieniło, ale byłam dość nieogarnięta życiowo- nie byłam spokojna, chciałam ciągle czegoś więcej. Byłam niecierpliwa, nie potrafiłam się skupić- do tej pory mi to zostało. Problem w tym, że wtedy poznałam dużo ludzi, imprezowałam. Jakby weszłam w takie życie nastolatków. Ale i tak nie piłam i nie paliłam tyle co moi znajomi.
Na studiach zaczęłi się imprezy, ale nie miałam faceta. Zawsze sama, ze znajomymi. Byłam takim wolnym elektronemp- zwykle robiłam to co chciałam i nikt mi nie mógł przeszkodzić. Nie byłam jakaś zaborcza ale miałam swoje zdanie i ludzie je cenili. jednak byłam wewnątrz nieśmiała i jakoś bałam się nawiązywać kontakty międzyludzkie- najbardziej damsko męskie. Ciągle isę bałam ze ktoś mnie wykorzysta, że ktoś mnie oleje. Wtedy bardzo dużó chłopaków mnie olewało, ale pewnie dlatego że dużó imprezowałam i nie byłam kandydatką na dziewczynę.
Problem jest taki, że mieszkam nadal z rodzicami, w domu czuję się bardzo bezpiecznie , dobrze.
Widzę, że moi rodzice tworzą harmonijny ( powiedzmy) związek, są kłótnie, ale zwykle isę dogadują.
Jednak to mama jest głową rodziny, tata jest troche  mniej ambitny itp. I taki schemat związku ja wyniosłam z domu. Mama musi sama się ogarniać, ogarnia tacie pracę, tata jest maminsynkiem ( odrobinę) często się ulatnia do babci, aby nie być odpowiedzialnym za sprawy domowe itp.

I tak wydawało mi się, że jest. Nie chciałam tego, dlatego grałam osobę niedostepną, nie pragnącą faceta. W ogóle kiedy ktoś chciał mi pomóc czy kolega czy koleżanka ja uważałam to za obrazę mojego ego. Ja i tak sama sobie poradzę i utrę tej osobie nos.
Do tej pory nie mam faceta i nie wiem czy związany jest z tym schemat, obraz z domu czy wlasnie nie.

Problem taki jest, że moi rodzice są troche outsaiderami. Są spokojni, mają mało znajomych, uważają że prywatność nie jest na pokaz i bardzo jej pilnują. Śmieją się ze swoich znajomych z liceum i studiów, którym na starośc odbiło, którzy mają jakieś problemy emocjonalne, na facebooku wszystko wypisują, chwalą się swoim zyciem itp. Jednak np tworzą jakies grupy, są zapraszani. A moi rodzice nie, moi rodzice tylko czasami.
I mam ten dylemat.
Bo zawsze żyłam w takim przekonaniu, że warto jest mieć MAŁO znajomych, tylko najbliższą rodzinę mieć za najważniejsze osoby- jednak z wiekiem i z biegiem czasu ogarnęłam, że wielu moich znajomych życje zupełnie inaczej.
Że są jakies wielkie grupy znajomych, którzy znają się z osiedli, z gimnazjów, z liceów, którzy do tej pory się spotykają, wymianiają doświadczeniami, imprezują. Że do takich grup przychodzą nowi, ze studiów, przez koleżanki, kolegów zapraszani i ludzie tak migrują towarzysko, ale zwykle są w swoim gronie.

I ja do tej pory się tego boję.
Bo wiem, ze w takich grupach zwykle jest duzo alkoholu, że dziewczyny powinny na siebie uważać, że moze czasem nawet jakies narkotyki. Ja się do tej pory ( mam 25 lat) tego boję.
Z jednej strony chciałabym a z drugiej strony się boję. I problem jest taki, że nie mogę do tej pory zrozumieć co jest dla mnie ważne. Jaka chciałabym być.
Boję się iść np na imprezę do nowych ludzi jeśli znam tam tylko 1 osobę.

Mam znajome które są bardzo takie 'otwarte' i one same nie boją się iść do innych na imprezę- i tak poznają innych ludzi, zawierają znajomości na imprezach, przez alkohol. A ja wlasnie - tak nie mam. Zwykle nawiązywałam znajomości normalnie- w szkolem na studiach, w kołach zainteresowań.

Im jestem starsza tym więcej znajomych mnie zna i zapraszają mnie na imprezy. Boję się tego drugiego dna życia, boję się tego kiedy np widzę jak moi znajomi zachowują się na imprezach a jak się zachowują normalnie w życiu, w szkole.
Nie wiem dlaczego , ale przez ostatnie dwa miesiące tak strasznie zaczęłam się zastanawiać nad życiem.
Nad tym czy to ja przypadkiem nie mam problemu natury socjologicznej, psychologicznej. Może jestem introwertykiem.
Wiem, że ludzie, znajomi szybko wchodzą w związki, chcą ogarniać zycie, przyszłośc, studia- a ja bedac w domu jestem w takiej strefie bezpieczeństwa. Dlatego z niej wychodzę bardzo często , jezdzac po Polsce na różne sympozja, warsztaty itp. Boję sie, że moje zycie będzie wyglądało tak że wracam do bezpiecznego domu z warsztatów z innego miasta i zostaję w nim bo mi dobrze.
A keidy jestem na warsztatahc boję się integrować z ludźmi bo zawsze są jakieś aluzje seksualne i zabawy.
Tego się zawsze bałam.
Rodzice mnie cały czas straszyli, że mam na siebie uważać, że mam nie robić tego czy tego.
Jestem dorosła rocznikowo od 7 lat. Ale dopiero od kilku jakiś 2-3 stwierdziłam, że całowanie na imprezach czy przytulanie z facetem to nic złego.

Moje koleżanki mówią także że one mają chłopaków do seksu, bez związku, że ja też powinnam bo się wyluzuję. A ja nie mogę. Jakoś mam blokadę wumysle. Ze ktoś by pomysla soboe o mnie jak o dziwce. Że np gdyby rodzina się dowiedziała to by mnie ukamieniowała.
Za kogo się uważam itp.
Wiem, ze jest to problem wylacznie z moim poczuciem wlasnej wartości.
Do tej pory mam tak, że jesli facet da mi kosza ja nie ulatniam się nie olewam ale chcę wyjaśniać- jak dziewczynka z liceum...
Nie wiem, może ja mam jakieś problemy albo trafiam na dupków.

Ogólnie zauwazyłam, że bardzo boję sie wchodzić w nowe środowiska. Nie chodzi tutaj o studia ( bo zwykle jakoś mi się udaje, jestem w tym dobra, perfekcjonistka, potrafię sama przed kompem siedzieć) ale o pracę- o poznawanie ludzi w pracy- to mnie przeraża, bo im częściej jestem sama w pracy i sama sobie coś załatwiam tym bardziej się boję i jestem zestresowana.
Kiedy nawet w pracy widzę jedną osobę znaną mi np przez bardzo dalekich znajomych, ja zawsze lecę do takiej osoby i uważam już ją za kolegę, przywiazuję się- tak aby a nuż nie być samej w pracy bo wiem że nie dałabym rady.
Tak samo jak w domu- są rodzice, jest towarzystwo. A kiedy np mieszkałam przez rok sama- wiem, ze miałąm inne zycie towarzyskie, wiecej znajomych sie przewijało, czułam sie lepiej jako osoba, bardziej zorganizowana i dorosła, pewna siebie- ale z drugiej strony kiedy wracąłam do mieszkania czułam się samotna bo nie miałam do kogo buzi otworzyć.


Nie wiem po co to napisałam.
Chyb atylko aby sie wyzalić/
Mam po prostu problem z tym jak mam życ hehe. Czy tak bezpiecznie jak w domu czy wlasnie troche bardziej hardkorowo jak znajomi. Boje sie chyba wyfrunac z gniazda i wejsc w dorosłe zycie bo boje sie ze nie ogarne siebie. Że ktoś np namówi mnie na cos a ja sie zgodze. Że np bede sie zadawała z nieodpowiednimi ludxmi- nie wiedzac tego...Ja naprawde nie znam ludzi w miescie tyle ile inni znają. Ja nie znam ludzi z takiego undergroundu- z imprezowej czesci miasta- a mam znajomych, ktorzy obracaja sie w tych kregach i sa 'znani' i jakies ploty o nich latają... A ja nawet nie wiem o co chodzi.

Z jednej strony chciałabym zaznać takiego zycia beztroskiego a z drugiej boje sie strasznie.
Nie wiem jak wyglada zycie mlodej dziewczyny np ze wspolokatorkami.
Moi znajomi prawie codziennie wychodza na miasto i piją. Szczegolnei w wakacje.
A ja potrafie sobie znależć inne rozrywki niz tylko wychodzenie na miasto.
I tu tkwi problem. bo moze ja zadaje sie z nieodpowiednimi ludzmi. Ja np tyle nie piję ile inni- po prostu nie potrafię.
I nie wiem jak mialabym znależć sobie chlopaka jesli wiem, ze wiele naprawde wiele znajomosci odbywa sie na imprezach, na domówkach na ktore ja nie jestem zapraszana neutral
Ludzie mysla ze ja jestem zajeta a ja wcale nie jestem zajeta- ja nie musze wszystkim mowic co robie. CHyba ze trzeba. Zawsze rodzice mi mowili abym pewne sprawy trzymala dla siebie bo ludzie sa dwulicowi i w wiekszosci przypadków moga cos wykorzytsac przeciwko mnie. I oni zostali wiele razy oszukani przez zycie.

Tylko ze nie ufajac ludziom, nie kontaktujac sie z nimi zostaje sama  nie jestem zapraszana, nie wiem co sie dzieje w gronie towarzyskim i wyglada to dziwnie...

Wiele razy slyszalam, ze jestem troche egoistka, ze za bardzo skupiam sie na sobie, ze za duzo robię. I nie wiem czy ludzie mi zazdroszcza czy tak naprawde jest...

Prosilabym o radę.
Pozdrawiam

2

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Slowo,ktore tu padlo wielokrotnie to "boje sie".Nie masz poczucia bezpieczenstwa poza domem. Tak, zostalas wychowana pod kloszem, rodzice woili Ci by nie ufac innym, by uwazac na siebie i innych stad u Ciebie ta postawa. Ale, z drugiej strony-wcale nie musisz byc jak reszta.Nie ma czegos takiego,ze wszyscy musza tak samo zachowywac sie, to samo robic, tym samym interesowac. Ty masz swoje zajecia jak piszesz wiec nie jestes zamknieta w domu i nie nudzisz sie calymi dniami, masz swoj swiat i nie jest nigdzi enapisane ,ze to jak Ty zyjesz jest bledne. Nie robi sie nic na sile, zyj tak jak czujesz, rob to co sprawia Ci przyjemnosc. Myslisz,ze jesli poszlabys na taka impreze gdzie duzo pija to taki chlopak bylby odpowiedni dla Ciebie? takiego chcesz poznac czy moze kogos kto bedzie odobnie do Ciebie myslal? Niepokojace jest jednak to Twoje "boje sie"-tutaj zatrzymalabym sie i popracowala nad tym bo dobrze  by bylo bys mogla normalnie funkcjonowac w kazdej sytuacji.

3 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-09-13 22:52:34)

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Dawno , dawno temu swiat był inny i ludzie zyli i byli szczesliwi.
Dzielili te same namietności , podobnej rangi problemy i jakos im sie wiodło.

Teraz inne klisze, kolorowe obrazy pokazuja jak powinno wygladać zycie.
Ze powinno być takie siakie czy owakie.
Duzo osób stara sie dostosować do aktualnego obrazu i wielu sie to udaje.

Do tego dochodza takie elementy jak materializm , alkochol, narkotyki ,powiedzmy ze inne rzeczy - dużo , dużo blichtru .
To typowo konsumencka kultura. Jezeli pasujesz do obrazu jesteś dobrym konsumentem - wydajesz pieniądze.

Czasem moze okazać sie ze pojawiaja sie watpliwosci czy ten roztańczony , szalony obraz jest prawdziwy i czy te wszyskie rzeczy sa potrzebne.
Ale chyba trzeba ocenić to samemu . A czasem pewnie wrecz przeciwnie udaje sie komuś swietnie dostosować.
Ogolnie jestem zdania ze swiat czy zycie potrafi być rownie piekne i urzekające dla rozsadnych ludzi jak i niebezpieczny dla bardzo naiwnych.

4

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

dlatego tak dużo robię.
ale wolno mi wychodzi poznanie nowych ludzi. nie jestem otwarta. otwieram się dopiero później.
niby znajomi bliscy mówią że mam adhd ze zachowuję się nienormalnie a nowopoznani mysla, że jestem zetsresowana, introwertyk.

mam problem z komunikacja, bo uwazam ze ludzie mnie nie lubia. z gory zakladam, ze ludzie chca mi cos zrobic, ze chca mi na zlosc cos zrobic . dlatego tak nie ufam ludziom i bardzo trudno mi wychodzi poznanie nowych. nawet znajomych znajomych.

dlatego duzo robie, zglaszam sie, jestem mila, otwarta ale tylko wtedy kiedy ja wybieram nie wtedy kiedy cos zostaje mi narzucone czy kiedy wejde gdzies w jakies towarzystwo przez kogos.
nie wiem czy rozumiecie...

nie chce zycia bezpiecznego, chce miec troche adrenaliny w zyciu.
ale widze ze wiekszosc dziewczyn zyje bezpiecznie. te ktore maja adrenaline w zyciu, robią 'yolo' spedzaja czas tylko z facetami, za uwazane za kumpelki- przynajmniej w moim srodowisku.

nie wiem czy wyprowadzka pomoglaby mi w czyms.
bo mam problem nawet nadal z podejmowaniem decyzji samemu.
jestem dorosla ale wydaje mi sie ze zawsze musze cos sie kogos spytac.

tylko nie wiem na czym ta doroslosc polega.
bo widze ze moi 'dorosli' znajomi oprocz pracy i prawie codziennych balang , pija , pala i cpaja czasem

a ci tacy ktorzy tyle nie pija i nie pala, nie cpaja, sa na drugim koncu kija- sa nudni, sa domatorami, JUZ w wieku 23-25 lat nie chce im sie nigdzie wychodzić....

dlatego nie moge sie zorientowac jak powinno wygladac zycie.
czy powinnam sie wyprowadzic, sama ogarnac i zyc jak chce- zobaczyc cyz wszyscy zyja tak jak znajomi- tzn imprezy, cpanie, chlanie  czy tez sa inne oblicza doroslosci........

bo ja tego sie boje.
moze powinnam po prostu zmienic towarzystwo hmm

5 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-09-14 10:56:45)

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Strzala-nie ma schematu jak powinno wygladac dorosle zycie. Dobrze kwadrat  napisal na ten temat. Masz problem z komunikacja-poszukaj materialow w internecie i popracuj nad tym, samo sie nie zrobi.
Bardzo dobrze,ze to Ty wybierasz a nie dajesz sobie narzucac, to sa bardzo wazne cechy, ktorych wiele osob musi uczyc sie latami a Ty to juz masz.Adrenalina to nie picie i narkotyki, jest mnostwo innych form spedzania czasu by bylo fajnie. A moze jakies zajecia? ciekawy sport? cos, gdzie poznasz innych ludzi, pasjonatow.Oczywiscie ,ze wyprowadzka pomoglaby Ci wlasnie w ten sposob pokazujesz,ze jestes dorosla. Sama o siebie dbasz a o rady mozesz pytac nawet z konca swiata :)Poza tym zycie nie sklada sie  jedynie z tych dwoch grup ludzi, ktore opisujesz dlatego wazne jest bys wyszla z domu i zaczela zyc, obserwowac, otwierac sie z odpowiednia doza zaufania bo nie chodzi tu  o to bys wszystkim bezgranicznie ufala.
Tak, powtorze: powinnas sie wyprowadzic i obserwowac jak zyja ludzie, jestes w jakims kociolku a poza nim jest jeszcze caly swiat smile

6 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-09-17 17:28:26)

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Strzala, ja podpisuje sie pod tym, co pisze Grinta.
Nie ma zadnych schematow, kazdy musi szukac sam swojej drogi.

Pytasz co to znaczy byc doroslym? To znaczy przede wszystkim przejmowac odpowiedzialnosc za siebie samego i za to, co sie robi, uwzgledniajac przy tym tez i ludzi naokolo i wplyw Twoich decyzji na innych. Rozwazac za i przeciw, nie bac sie wiecznie robienia bledow - one sa po to, zeby sie uczyc tej odpowiedzialnosci i znajdowac swoja droge.
Nie jest sie doroslym z jednego dnia na drugi, to proces.

Bledy robi kazdy, ale mozna robic je madrze wink czyli tak, zeby nie zawazyly na calym zyciu. Ale takie zazwyczaj latwo przewidziec. Az dziw, ze ludzie je robia.
Poczytaj na watkach tutaj tych, ktorzy nie przewidzieli, jest tu ich na peczki.
Uczenie sie na cudzych bledach tez jest oznaka doroslosci.

To bardzo madre i odpowiedzialne nastawienie, nie brac udzialu w alkoholowo-narkotycznych imprezach. Te z pewnoscia nie swiadcza o doroslosci, a czesto bywaja przyczyna wlasnie takich kardynalnych bledow, z ktorych potem ciezko sie wyplatac - wpadanie w zaleznosci, zrobienie sobie w pijanym widzie i przypadkowych romansach dziecka z nieznajomym, lub jakims imprezowiczem, ktory nie przejmie za to odpowiedzialnosci....
Ja tez nie lubilam alkoholowych imprez - te byly juz zawsze, nie tylko dzis i bylam bardzo ostrozna z zawieraniem w takich okolicznosciach blizszych znajomosci. To dobry instynkt samozachowawczy.

Rozumiem Cie dobrze, tez mialam wiele lekow w tym wieku. Traktuj te leki jako Twoj system ostrzegawczy i chroniacy Cie.
Twoja droga jest prawdopodobnie metoda malych kroczkow, podejmowanie malego ryzyka. Tak jestes akurat skonstruowana.
Rozgladaj sie za takimi sytuacjami, w ktorych widzisz, ze Twoj lek nie jest az tak wielki, zeby nie zrobic malego kroku w kierunku sytuacji, ktorej sie obawiasz i wiesz ze ten krok nie zrujnuje Ci calego zycia, nawet jesli okaze sie bledem ...;))) Czyli ucz sie powoli, wiedzac, ze zawsze masz w zapleczu swoja bezpieczna przystan w domu.
Ochrona osobistego zycia i nieupublicznianie go, jak robia Twoi rodzice, wcale nie jest czyms zlym, tylko wrecz przeciwnie. Jest dzis wazniejsze niz kiedys.

Jedyny punkt, gdzie nie calkiem zgadzam sie z Grinta jest ten, ze uwazam, ze niekoniecznie musisz sie od razu wyprowadzac.
Kiedys na pewno przyjdzie moment, ze poczujesz, ze czas stanac na wlasnych nogach i wyprowadzic sie, ale nie rob tego na sile. To powinno wedlug mnie byc organicznym procesem. W domu nie dzieje Ci sie zadna krzywda, wiec nie jestes do tego zmuszona, a masz w sobie potrzebe usamodzielnienia sie i wyjscia w swiat i tego sie trzymaj.
Ludzie sa rozni i rozny jest moment, kiedy wkraczaja w samodzielne zycie.
Wiele jest takich, ktorzy niby mieszkaja juz samodzielnie, ba - maja rodziny, mimo to sa niedojrzali i nieodpowiedzialni. To tez zadne rozwiazanie. Moze zrobili to za wczesnie, a moze nigdy sie tego nie naucza, kto wie.

Ja sama mam dwojke dzieci, ktore sa pod tym wzgledem skrajnie rozne - jedno potrzebuje wlasnie takiego dlugiego czasu, zeby zrobic nastepny samodzielny krok, ale je robi, tylko znacznie pozniej, niz to drugie, ktore rzuca sie na leb i szyje w nowe przygody, tak ze mi zazwyczaj serce podchodzi do gardla. Jedno wiec samodzielne do bolu, drugie trzeba doslownie popychac, zeby przezwyciezylo swoj strach przed zyciem.
Wyrosly w tych samych warunkach, ale rozne byly od samego urodzenia. Jedno musialam chronic przed zbyt drastycznym przekraczaniem wlasnych granic i przecenianiem swoich mozliwosci, drugie popychac, zeby nauczylo sie te granice choc troche przekraczac i wykorzystywac swoj potencjal.

Powodzenia w szukaniu wlasnej drogi, to jest proces na cale zycie smile

7

Odp: boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

o lękach i strachu już wyżej forumowicze napisali trafne spostrzeżenia.. mnie np. rzuciło się w oczy to, że Ty musisz mieć schemat zachowania, musisz się zachowywać w określony sposób, i oczekujesz żeby ktoś Ci narzucał pewne ramy - czyli zaznaczał granice które dla Ciebie oznaczają bezpieczeństwo. Mama z tatą mówili Ci jak się zachowywać, gdzie jest bezpiecznie, gdzie nie (bezpiecznie jest w domu, a świat zewnętrzny jest pełen zagrożeń). To skomplikowane bardzo.. ale dobrze, że nie zamknęłaś się też na innych ludzi i poznajesz ich na miarę własnych możliwości. Nie wymagaj od siebie bycia ekstrawertykiem tak jak Twoje koleżanki - nie każdy musi się tak samo zachowywać np. na imprezach. Plus dla Ciebie za rozsądek i rozwagę. smile Wejście w dorosłość przeżyłam idąc na studia do obcego miasta i musząc utrzymać się samemu od razu po studiach. I kocham dorosłość mimo że czasami jest przerażająca. Ale pomyśl, że Ty jesteś panią swojego losu. Jest wiele zagrożeń, lęków ale po to żyjemy żeby je pokonywać i poznawać siebie smile Co chcesz zmienić? Co Ci przeszkadza? Konkretnie smile

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » boję się życia samemu- wejścia w dorosłość- długa historia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026