Nie, to u mnie aż tak nie jest. Raczej jest coś w stylu chęci... "pozbycia się" mnie, "wyrzucenia" w dorosłe życie, ale na jej warunkach, a nie moich (wybór szkół, zmuszenie do studiów, ale wyśmiewanie ich też). Ciągłe pytania - a kto napisał SMS-a, a kto dzwoni, z kim gadasz, a dokąd idziesz, a o której wrócisz... Mimo że jestem prawie 300 km od niej. Jak jeszcze rozumiem "zadzwoń jak dojedziesz do domu", gdy wracam z domu-domu do mieszkania wmieście, w którym studiuję i mieszkam przez większość casu, tak telefony każdego dnia doprowadzają mnie do szału. Czasem złośliwie nie odbieram, ignoruję. SMS-y też. Na SMS-y z reguły odpisuję "ok" i nic więcej i wtedy też mały foch, że gadać z nią nie chcę. Nie mam ochoty się jej zwierzać.
Kiedyś, w początkowym okresie studiów, chciałam jakąś pracę podjąć. Byle jaką, żeby jakieś swoje grosze mieć. Ale że się nie orientowałam w kwestiach technicznych, prawnych, podatkowych, to chciałam zapytać oczywiście mamę. To mnie zbyła, to nieważne, masz się uczyć, pomyślimy, jak przyjdzie na to czas. Nie wpłynęło to dobrze na mnie.
Poszłam kiedyś do doradcy zawodowego. Przypadkiem wygadałam się rodzicom. Wyśmiali tę wizytę, ze to głupota, że to guzik daje, że w ogóle po co. Od dłuższego czasu filtruję mocno informacje, które im przekazuję. Nie mówię o wizytach u lekarzy, o zwykłych badaniach i ich wynikach - chyba że to dentysta
(choć wiem, że jakby działo się coś złego, to by na rzęsach stanęli i się mną zajęli), nie mówię o znajomych (ewentualnie czasem wspomnę), nie mówiłam, gdzie robiłam ostatnio praktyki.
Nie chcę też stawiać mamy tak totalnie w złym świetle, bo i swoje pozytywne strony i zachowania ma. Zdarza nam się pójść do kina, do teatru, połazić po sklepach - tak normalnie, jak matka z córką. Pożartować, przytulić się.
Ale często jest tak, jak pisałam wcześniej. Ostatnio byłyśmy właśnie w mieście, chciałam kupić sobie kurtkę. Przymierzałam kilka, w którejś tam podobałam się mamie, ale sobie nie, bo nie cierpię takiego rodzaju ubrań. Kupiłam w końcu tę, którą chciałam ja. Ale nie będąc razem z nią, a już w moim studenckim mieście - sama. Mocno kręciła nosem i wyraziła dezaprobatę, że nie kupiłam tamtej, "ale to twoja sprawa".
Zawsze powtarza, ze to moje decyzje, ale widać, że jej się nie podobają. To naprawdę widać. "Jesteś dorosła, wiesz lepiej, twoja sprawa, rób jak chcesz". Ton głosu ewidentnie wskazuje na "ale". Ale powinnam zrobić tak, jak ona by tego chciała.
Was też porównywała do innych? Może nie zawsze wprost, ale po sprawdzianach/egzaminach było: "a co dostała X? a co dostał Y?".
A twoja siostra to i tamto. A córka znajomych to była gdzieś tam za granicą, a kuzynka twoja na wakacjach w ciepłych krajach.
A ja już sobie wyobrażam co by było, gdybym powiedziała, że chcę gdzieś wyjechać.
Mam plany na wakacje, o których nic nie mówię, bo jestem pewna, że mnie od tego odwiodą. Zwłaszcza że to są plany na wakacje samotne. No chyba że nagle sobie znajdę dobrą duszę, która będzie miała ochotę na wakacje ze mną.
Moja siostra w moim wieku miała już swoje mieszkanie. Tzn. rodzice jej kupili. Chciałabym też (kto by nie chciał swojego mieszkania?), choć nie wymagam tego od rodziców, mam nawet ku temu spore opory. Ale chodzi mi tu o to, że gdy ja sobie czasem rzucę, że już mam dość współlokatorów (choć obecna jest fajna, to jestem już za stara na to), to mówią - to sobie zarób i kup mieszkanie, a siostra dostała ot, tak. Nie chcę go od nich, ale po prostu wkurza mnie to gadanie bardziej niż to, że tego mieszkania nie mam. Ma to sens?
Rozgadałam się znowu. Muszę przestać tyle gadać.
positivethinking? - trzymam za Ciebie kciuki
Zazdroszczę wsparcia w chłopaku i odwagi w rozmowach z psychologiem. Ja wszystko duszę w sobie, bo nie mam komu się zwierzyć. A pamiętnik nie zawsze pomaga, bo nie odpowie. Pewnie dlatego tutaj się roztrajkotałam.