netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Wszystko i nic

1 odpowiedź1 510 wyświetleńzałożony przez Szczesliwszaodjutra, 12.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1

Temat: Wszystko i nic

Mam teraz w życiu ciężki okres, kiedy jestem zdana tylko na siebie.. Kiedy sama muszę podejmować ważne decyzje, które będą miały wpływ nie tylko na moje życie, lecz również na życie moich dzieci. Przede wszystkim na nie. Ale od początku..
Jestem młodą mamą. Mam zaledwie 27 lat, a już stoję nad przepaścią, właściwie to już skoczyłam w dół i lecę, a gdzie wyląduję, okaże się, w mam nadzieję, niedługim czasie. Wyszłam za mąż w 2010 roku, po półtorarocznej znajomości i niedługo potem gorzko tego pożałowałam. Dlatego mam nadzieję, że ktoś z Was, kto natknie się na mojego bloga przemyśli swoje decyzje nim będzie za późno. Dziś wiem, że z miłością nie ma się co spieszyć.. Wszystko powinno rozwijać się powoli, a decyzja o zalożeniu swojego własnego małego świata wraz z ukochaną osobą przy boku powinna być poprzedzona wieloma latami wspólnego poznawania siebie nawzajem. Kiedyś tego niestety nie wiedziałam i teraz mam za swoje. Jestem 5 lat po ślubie i 6 dni temu wysłałam do Sądu papiery rozwodowe. Bardzo ciężko było mi podjąć tą nieodwracalną decyzję, ale zdarzyło się w moim życiu COŚ co sprawiło, że zobaczyłam szansę na szczęśliwsze jutro. Nie poukładało mi się w małżeństwie. Owszem mam dwie śliczne i kochane córeczki, których istnienia nigdy nie będę żałować, ale nie dam dłużej robić z siebie kogoś mniej wartościowego. Moje dzieci nie muszą chodzić nerwowe a ja nie muszę więcej być poniżana. Ktoś może pomyśleć 'dzieci są głupie - o niczym nie mają pojęcia', ale nie wie jal bardzo się myli. Dzieci są jak psy - być może nie do końca wiedzą co tak naprawdę dzieje sie w ich domu, ale czują nerwowość, widzą siniaki i słyszą krzyki i wyzwiska. Widzą smutek i łzy i pewnie zastanawiają się czy tak wygląda życie każdej rodziny? Po starszej córce widzę jak jest to przez nią odbierane.. Woli spędzać czas u babci, u koleżanki, byle tylko nie tam gdzie jest razem mama i tata. Wiem, że ją skrzywdziłam, że tak długo musiała oglądać 'modelową rodzinę z problemem alkoholowym' i mam do siebie o to ogromny żal. Tak. Mój mąż jest alkoholikiem. Nie, nie pije codziennie, ale ja codziennie zastanawiam się czy przyjdzie do domu trzeźwy i jak będzie się zachowywał. Pójdzie spać czy znowu będzie awantura? Bo było również i tak. Moje życie było podporządkowane jego życiu. Gdy wracał pijany lub wypił w domu starałam się schodzić mu z drogi. Ale niestety nie zawsze się udawało. Były przypadki, gdy chodziłam z podbitym okiem (i jeszcze głupia kryłam go mówiąc wszystkim, że to dziecko mnie uderzyło zabawką), że miałam posiniaczone od ściskania ręce, nogi od kopnięć. Te rany jednak się goją. Najgorsze są te niewidoczne, które zadawał prosto w serce. Moja miłość umierała powoli. Ale ciągle. Gasła z każdą 'żmiją, szmatą, dziwką'.. Z każdym podniesionym głosem, z każdym zakazem, bo niejednokrotnie musiałam wysłuchać jak to jestem nic nie warta i wszystko w tym domu jest jego. Mam nie ruszać komputera/telewizora, mam mu oddać kluczyki i dokumenty od samochodu bo ja na to nie dałam ani złotówki. Jestem nierobem i leniem. Nie wiem ile jeszcze potrafiłabym znieść.. Oczywiście nie było tak zawsze, bo kiedyś byliśmy szczęśliwi.. Byliśmy. Ale życie jest pokręcone i nie można przewidzieć jak się potoczy. Dlatego znalazłam w sobie siłę by powiedzieć dość. Nie chcę takiego życia. Chcę z radością patrzeć w przyszłość. Chcę, by moje dzieci miały przy sobie szczęśliwą, radosną i uśmiechniętą mamę. Chcę by dorastały w kochającej się i spokojnej rodzinie, nawet jeśli miałaby to być niepełna rodzina. Bo nie mam pojęcia co szykuje mi życie. Nie wiem czy pojawi się ktoś, kto zaakceptuje mnie i moje skarby takimi jakimi jesteśmy. Poobijane i bez wiary w siebie. Dzieci jak dzieci, bo ich mąż tak nie zniszczył, ale ja w tej chwili na ustach mam uśmiech, natomiast moje serce to jedna wielka krwawiąca rana. Założyłam tego bloga, bo muszę to z siebie wyrzucić. Nie chcę tym ciągle zadręczać znajomych i rodziny. Muszę przez to przebrnąć sama. Muszę się podbudować by mieć siłę na dalsze życie.. Szczęśliwe czy mniej, ale bez kata. Nigdy już nie pozwolę by ktoś mnie jeszcze skrzywdził. Nikogo nie będę już kryć. Dziękuję losowi i przede wszystkim Bogu, że postawił na mojej drodze człowieka, który dał mi nadzieję na lepsze życie. Nie chcę o tym pisać, bo na razie gdy o nim myślę moje serce krwawi, ale zawsze będę mu wdzięczna za siłę, którą we mnie wlał. Za to, że mogłam poczuć się znowu piękną, pożądaną i być może pozornie i na krótką chwilę, ale szczęśliwą. Tacy ludzie sprawiają, że chce się rano wstać z łóżka z uśmiechem na ustach i chce się dobrze wyglądać. Ale dość o tym. Wróćmy do tematu mniej przyjemnego - do mojego męża. Mam nadzieję już niedługo. Opowiem po kolei jak było. Poznaliśmy się na necie, ale od razu się spotkaliśmy. Ja byłam krótko po rozstaniu z poprzednim chłopakiem i kiedy odezwał się do mnie przystojny brunet, pomyślałam sobie czemu nie? Może warto spróbować.. W koncu zawsze możemy się zaprzyjaźnić. Przyjechał po mnie do pracy i pojechaliśmy do zatłoczonego aczkolwiek dość cichego klubu, w którym przegadaliśmy kilka godzin. Potem samo się potoczyło najpierw coraz częstsze spotkania, niewinne pocałunki i w końcu poszliśmy na całość. Nie czekaliśmy z tym długo - najwyżej kilka tygodni. Dalej samo się potoczyło, najpierw wspólne wakacje, nieśmiałe rozmowy o ślubie. Gdy wróciliśmy zaczęliśmy się rozglądać za salą i znaleźliśmy.. 8 miesięcy czekania. Wprowadziłam się do niego i niedługo później również ze względu na chorobę teściowej podjęliśmy decyzję o dziecku. Wtedy byłam pewna, że to ten jeden jedyny na całe życie. Szybko zaszłam w ciążę i do ślubu szłam z pokaźnym 6-cio miesięcznym brzuszkiem. Ale była to nasza wspólna decyzja dlatego cieszyłam się z tego. Przed ślubem wróciłam do domu i podjęliśmy decyzję, że mąż wprowadzi się do domu moich rodziców. Teściowie prosili, ale ja pozostałam nieugięta i dobrze, bo nie wiem jakby się to skończyło, gdybym tam została. Zaraz po ślubie zaczęły się problemy. Przychodziły listy o niezapłaconych zobowiązaniach, mąż coraz więcej czasu potrzebował na powrót z pracy a ja się martwiłam, bo nie rozmawiał ze mną o swoich problemach. Może myślał, że o niczym nie wiem. Ale ja nigdy nie byłam ani ślepa ani głucha. Wkrótce urodziła się córcia i moje życie zaczęło kręcić się wokół niej. Nie wiem nawet kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mąż nigdy mnie nie adorował, nie przynosił kwiatów, nie prawił komplementów, prawie nie zajmował się dzieckiem. Ja byłam sfrustrowana i przemęczona a on jeszcze miał pretensje, że siedzę w domu noe zarabiam i jeszcze mi źle. Zaczął wracać pijany samochodem z pracy i ani prośby ani groźby tego nie zmieniły. Pierwszy raz zaczął się nade mną znęcać kiedy mała miała 3 miesiące. Wystraszyłam się wtedy ale on zaczął przepraszać i jakoś było. Życie toczyło się dalej. Nie byłam idealną żoną. Nie zawsze zdążyłam zrobić obiad. Nie gotowałam zup. W kuchni pierwsze kroki stawiałam po ślubie bo mama nigdy nie chciała pomocy w kuchni ani ode mnie ani od sióstr. Nie zawsze zdążyłam posprzątać. Zaczęłam uciekać w gry. Od męża stroniłam a on pogrążał się coraz bardziej w swoich problemach. I byłcoraz bardziej agresywny. Od czasu do czasu spełniałam swój małżenski obowiązek ale było to na zasadzie rób co masz robić i dqj mi spokój. Ja z tego nie miałam nic. Czułam się brudna i śmierdząca. W krótkim czasie po zaprzestaniu karmienia piersią znowu zaszłam w ciążę. I choć nie żałuję drugiej córki byłam załamana. Miałam plany by wrócić do pracy. Pomóc mężowi finansowo. Ale musiałam przełożyć plany. W czasie ciąży zaczęłam kurs na prawo jazdy. Ale egzaminu nie zdawałam bo już zbliżał się poród i postanowiłam odłożyć to na później. Po porodzie mąż pił coraz więcej a ja przy dwójce dzieci i utrzymaniu domu nie dawałam rady ze wszystkim więc czasem mi pomagał. Posprzątał, umył okna, ugotował obiad. I wszystko byłoby ok gdyby mi tego nie wypominał. Krótko po urodzeniu małej zacsęły mi znikać z domu wartościowe rzeczy - złoto moje, dzieci, srebrne sztućce, które dostałam od babci.. Obrączka męża... Jak można okraść własną rodzinę. Jak można sprzedać własną obrączkę?! Do dziś nie mogę zrozumieć. Zaczęli przyjeżdżać windykatorzy z chwilówek, wypłata była często umniejszana o koszty komornicze.. Gdy druga córeczka miała pół roku mężowi zostało odebrane prawo jazdy. Za jazdę pod wpływem.. Ponad 2 promile. Ja się pytam dlaczego? Ma szczęście, że nikogo przy okazji nie zabił, nie okaleczył. To był już czas w którym zastanawiałam się nad rozejściem, ale jeszcze czekałam.. Na co? Nie wiem.. Człowiek głupie stworzenie.. Myślałam, że mu pomogę, że się wyleczy, że zmądrzeje. Rok później podjęłam dobrą decyzję i znalazłam pracę w pobliskim sklepie. Wtedy stałam się śmielsza. Nie pozwoliłam już tak sobą pomiatać. Kiedyś zrzucił mnie z łóżka wezwałam policję. Już wiedziałam, że tego nie da się uratować ale brakowało mi śmiałości by rozpocząć rozwód. Od czasu pracy to głównie na mnie spoczął obowiązek utrzymania rodziny. Nie wiem gdzie mąż utylizował swoją wypłatę, bo niejednokrotnie było tak, że 10. miał wypłatę a 20. już przychodził do mnie bo konto miał puste. Nie dość, że się nie dokładał to jeszcze ode mnie brał. Opłaty i żywienie głównie były na mojej głowie. On się czasem dorzucił. Zrobił większe zakupy. Jednak nie na tylena ile miał możliwości. Już z nim prawie nie sypiałam. Dostawał raz na kilka miesięcy kiedy już pół nocy za mną chodził i nie dawał mi spać. Przy nim sztywniałam automatycznie. Najpierw wyzywał szarpał bił a potem chciał się kochać. Ja nie mogłam. W lipcu stanął na mojej drodze pewien osobnik, który twierdził, że jestem piękna, który potrafił ze mną normalnie porozmawiać i mnie wesprzeć. Bardzo mi to pomogło ruszyć z całą sprawą dlatego teraz jestem na etapie w którym dochodzę do dawnej siebie. Chcę się uwolnić z tego małżeństwa jak najszybciej. Bo mąż ciągle szydzi i drwi ze mnie. Że jestem nikim. Że mnie wykończy, zniszczy. W czwartek miałam kolejną interwencję policji bo już się nie boję nie wstydzę. W piątek poszłam i założyłam mu niebieską kartę. Ja też jestem człowiekiem i zasługuję na normalne traktowanie. Czekam z niecierpliwością na list z sądu. Na rozprawę. Na rozwód. Potrzebuję dużo czasu by znów uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Potrzebuję kogoś, kto mnie przytuli, pocałuje, pocieszy. Jestem człowiekiem i mam swoje potrzeby. Chcę znaleźć kogoś kto mnie pokocha taką jaką jestem. Ze wszystkimi zaletami i wadami. Kto będzie mnie szanować i troszczyć się o mnie a ja o niego. Jestem spragniona miłości. Ale nie wiem czy będę potrafiła komuś jeszcze zaufać na tyle by stworzyć normalny prawdziwy szczęśliwy dom. Na razie jestem nieufna. Lecz patrzęz nadzieją w przyszłość

]Jestem młodą mamą. Mam zaledwie 27 lat, a już stoję nad przepaścią, właściwie to już skoczyłam w dół i lecę, a gdzie wyląduję, okaże się, w mam nadzieję, niedługim czasie. Wyszłam za mąż w 2010 roku, po półtorarocznej znajomości i niedługo potem gorzko tego pożałowałam. Dziś wiem, że z miłością nie ma się co spieszyć.. Wszystko powinno rozwijać się powoli, a decyzja o zalożeniu swojego własnego małego świata wraz z ukochaną osobą przy boku powinna być poprzedzona wieloma latami wspólnego poznawania siebie nawzajem. Kiedyś tego niestety nie wiedziałam i teraz mam za swoje. Jestem 5 lat po ślubie i 6 dni temu wysłałam do Sądu papiery rozwodowe. Bardzo ciężko było mi podjąć tą nieodwracalną decyzję, ale zdarzyło się w moim życiu COŚ co sprawiło, że zobaczyłam szansę na szczęśliwsze jutro. Nie poukładało mi się w małżeństwie. Owszem mam dwie śliczne i kochane córeczki, których istnienia nigdy nie będę żałować, ale nie dam dłużej robić z siebie kogoś mniej wartościowego. Moje dzieci nie muszą chodzić nerwowe a ja nie muszę więcej być poniżana. Ktoś może pomyśleć 'dzieci są głupie - o niczym nie mają pojęcia', ale nie wie jal bardzo się myli. Dzieci są jak psy - być może nie do końca wiedzą co tak naprawdę dzieje sie w ich domu, ale czują nerwowość, widzą siniaki i słyszą krzyki i wyzwiska. Widzą smutek i łzy i pewnie zastanawiają się czy tak wygląda życie każdej rodziny? Po starszej córce widzę jak jest to przez nią odbierane.. Woli spędzać czas u babci, u koleżanki, byle tylko nie tam gdzie jest razem mama i tata. Wiem, że ją skrzywdziłam, że tak długo musiała oglądać 'modelową rodzinę z problemem alkoholowym' i mam do siebie o to ogromny żal. Tak. Mój mąż jest alkoholikiem. Nie, nie pije codziennie, ale ja codziennie zastanawiam się czy przyjdzie do domu trzeźwy i jak będzie się zachowywał. Pójdzie spać czy znowu będzie awantura? Bo było również i tak. Moje życie było podporządkowane jego życiu. Gdy wracał pijany lub wypił w domu starałam się schodzić mu z drogi. Ale niestety nie zawsze się udawało. Były przypadki, gdy chodziłam z podbitym okiem (i jeszcze głupia kryłam go mówiąc wszystkim, że to dziecko mnie uderzyło zabawką), że miałam posiniaczone od ściskania ręce, nogi od kopnięć. Te rany jednak się goją. Najgorsze są te niewidoczne, które zadawał prosto w serce. Moja miłość umierała powoli. Ale ciągle. Gasła z każdą 'żmiją, szmatą, dziwką'.. Z każdym podniesionym głosem, z każdym zakazem, bo niejednokrotnie musiałam wysłuchać jak to jestem nic nie warta i wszystko w tym domu jest jego. Mam nie ruszać komputera/telewizora, mam mu oddać kluczyki i dokumenty od samochodu bo ja na to nie dałam ani złotówki. Jestem nierobem i leniem. Nie wiem ile jeszcze potrafiłabym znieść.. Oczywiście nie było tak zawsze, bo kiedyś byliśmy szczęśliwi.. Byliśmy. Ale życie jest pokręcone i nie można przewidzieć jak się potoczy. Dlatego znalazłam w sobie siłę by powiedzieć dość. Nie chcę takiego życia. Chcę z radością patrzeć w przyszłość. Chcę, by moje dzieci miały przy sobie szczęśliwą, radosną i uśmiechniętą mamę. Chcę by dorastały w kochającej się i spokojnej rodzinie, nawet jeśli miałaby to być niepełna rodzina. Bo nie mam pojęcia co szykuje mi życie. Nie wiem czy pojawi się ktoś, kto zaakceptuje mnie i moje skarby takimi jakimi jesteśmy. Poobijane i bez wiary w siebie. Dzieci jak dzieci, bo ich mąż tak nie zniszczył, ale ja w tej chwili na ustach mam uśmiech, natomiast moje serce to jedna wielka krwawiąca rana.. Muszę się podbudować by mieć siłę na dalsze życie.. Szczęśliwe czy mniej, ale bez kata. Nigdy już nie pozwolę by ktoś mnie jeszcze skrzywdził. Nikogo nie będę już kryć. Dziękuję losowi i przede wszystkim Bogu, że postawił na mojej drodze człowieka, który dał mi nadzieję na lepsze życie. Nie chcę o tym pisać, bo na razie gdy o nim myślę moje serce krwawi, ale zawsze będę mu wdzięczna za siłę, którą we mnie wlał. Za to, że mogłam poczuć się znowu piękną, pożądaną i być może pozornie i na krótką chwilę, ale szczęśliwą. Tacy ludzie sprawiają, że chce się rano wstać z łóżka z uśmiechem na ustach i chce się dobrze wyglądać. Ale dość o tym. Wróćmy do tematu mniej przyjemnego - do mojego męża. Mam nadzieję już niedługo. Opowiem po kolei jak było. Poznaliśmy się na necie, ale od razu się spotkaliśmy. Ja byłam krótko po rozstaniu z poprzednim chłopakiem i kiedy odezwał się do mnie przystojny brunet, pomyślałam sobie czemu nie? Może warto spróbować.. W koncu zawsze możemy się zaprzyjaźnić. Przyjechał po mnie do pracy i pojechaliśmy do zatłoczonego aczkolwiek dość cichego klubu, w którym przegadaliśmy kilka godzin. Potem samo się potoczyło najpierw coraz częstsze spotkania, niewinne pocałunki i w końcu poszliśmy na całość. Nie czekaliśmy z tym długo - najwyżej kilka tygodni. Dalej samo się potoczyło, najpierw wspólne wakacje, nieśmiałe rozmowy o ślubie. Gdy wróciliśmy zaczęliśmy się rozglądać za salą i znaleźliśmy.. 8 miesięcy czekania. Wprowadziłam się do niego i niedługo później również ze względu na chorobę teściowej podjęliśmy decyzję o dziecku. Wtedy byłam pewna, że to ten jeden jedyny na całe życie. Szybko zaszłam w ciążę i do ślubu szłam z pokaźnym 6-cio miesięcznym brzuszkiem. Ale była to nasza wspólna decyzja dlatego cieszyłam się z tego. Przed ślubem wróciłam do domu i podjęliśmy decyzję, że mąż wprowadzi się do domu moich rodziców. Teściowie prosili, ale ja pozostałam nieugięta i dobrze, bo nie wiem jakby się to skończyło, gdybym tam została. Zaraz po ślubie zaczęły się problemy. Przychodziły listy o niezapłaconych zobowiązaniach, mąż coraz więcej czasu potrzebował na powrót z pracy a ja się martwiłam, bo nie rozmawiał ze mną o swoich problemach. Może myślał, że o niczym nie wiem. Ale ja nigdy nie byłam ani ślepa ani głucha. Wkrótce urodziła się córcia i moje życie zaczęło kręcić się wokół niej. Nie wiem nawet kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mąż nigdy mnie nie adorował, nie przynosił kwiatów, nie prawił komplementów, prawie nie zajmował się dzieckiem. Ja byłam sfrustrowana i przemęczona a on jeszcze miał pretensje, że siedzę w domu noe zarabiam i jeszcze mi źle. Zaczął wracać pijany samochodem z pracy i ani prośby ani groźby tego nie zmieniły. Pierwszy raz zaczął się nade mną znęcać kiedy mała miała 3 miesiące. Wystraszyłam się wtedy ale on zaczął przepraszać i jakoś było. Życie toczyło się dalej. Nie byłam idealną żoną. Nie zawsze zdążyłam zrobić obiad. Nie gotowałam zup. W kuchni pierwsze kroki stawiałam po ślubie bo mama nigdy nie chciała pomocy w kuchni ani ode mnie ani od sióstr. Nie zawsze zdążyłam posprzątać. Zaczęłam uciekać w gry. Od męża stroniłam a on pogrążał się coraz bardziej w swoich problemach. I byłcoraz bardziej agresywny. Od czasu do czasu spełniałam swój małżenski obowiązek ale było to na zasadzie rób co masz robić i dqj mi spokój. Ja z tego nie miałam nic. Czułam się brudna i śmierdząca. W krótkim czasie po zaprzestaniu karmienia piersią znowu zaszłam w ciążę. I choć nie żałuję drugiej córki byłam załamana. Miałam plany by wrócić do pracy. Pomóc mężowi finansowo. Ale musiałam przełożyć plany. W czasie ciąży zaczęłam kurs na prawo jazdy. Ale egzaminu nie zdawałam bo już zbliżał się poród i postanowiłam odłożyć to na później. Po porodzie mąż pił coraz więcej a ja przy dwójce dzieci i utrzymaniu domu nie dawałam rady ze wszystkim więc czasem mi pomagał. Posprzątał, umył okna, ugotował obiad. I wszystko byłoby ok gdyby mi tego nie wypominał. Krótko po urodzeniu małej zacsęły mi znikać z domu wartościowe rzeczy - złoto moje, dzieci, srebrne sztućce, które dostałam od babci.. Obrączka męża... Jak można okraść własną rodzinę. Jak można sprzedać własną obrączkę?! Do dziś nie mogę zrozumieć. Zaczęli przyjeżdżać windykatorzy z chwilówek, wypłata była często umniejszana o koszty komornicze.. Gdy druga córeczka miała pół roku mężowi zostało odebrane prawo jazdy. Za jazdę pod wpływem.. Ponad 2 promile. Ja się pytam dlaczego? Ma szczęście, że nikogo przy okazji nie zabił, nie okaleczył. To był już czas w którym zastanawiałam się nad rozejściem, ale jeszcze czekałam.. Na co? Nie wiem.. Człowiek głupie stworzenie.. Myślałam, że mu pomogę, że się wyleczy, że zmądrzeje. Rok później podjęłam dobrą decyzję i znalazłam pracę w pobliskim sklepie. Wtedy stałam się śmielsza. Nie pozwoliłam już tak sobą pomiatać. Kiedyś zrzucił mnie z łóżka wezwałam policję. Już wiedziałam, że tego nie da się uratować ale brakowało mi śmiałości by rozpocząć rozwód. Od czasu pracy to głównie na mnie spoczął obowiązek utrzymania rodziny. Nie wiem gdzie mąż utylizował swoją wypłatę, bo niejednokrotnie było tak, że 10. miał wypłatę a 20. już przychodził do mnie bo konto miał puste. Nie dość, że się nie dokładał to jeszcze ode mnie brał. Opłaty i żywienie głównie były na mojej głowie. On się czasem dorzucił. Zrobił większe zakupy. Jednak nie na tylena ile miał możliwości. Już z nim prawie nie sypiałam. Dostawał raz na kilka miesięcy kiedy już pół nocy za mną chodził i nie dawał mi spać. Przy nim sztywniałam automatycznie. Najpierw wyzywał szarpał bił a potem chciał się kochać. Ja nie mogłam. W lipcu stanął na mojej drodze pewien osobnik, który twierdził, że jestem piękna, który potrafił ze mną normalnie porozmawiać i mnie wesprzeć. Bardzo mi to pomogło ruszyć z całą sprawą dlatego teraz jestem na etapie w którym dochodzę do dawnej siebie. Chcę się uwolnić z tego małżeństwa jak najszybciej. Bo mąż ciągle szydzi i drwi ze mnie. Że jestem nikim. Że mnie wykończy, zniszczy. W czwartek miałam kolejną interwencję policji bo już się nie boję nie wstydzę. W piątek poszłam i założyłam mu niebieską kartę. Ja też jestem człowiekiem i zasługuję na normalne traktowanie. Czekam z niecierpliwością na list z sądu. Na rozprawę. Na rozwód. Jak to przetrwac?

2

Odp: Wszystko i nic

Dobrze, że się ocknęłaś i działasz, żeby odmienić swoje życie na lepsze. Mając wsparcie będzie Ci lżej, ale uważaj na nową znajomość, żeby Ci się wszystko zbytnio nie podkolorowało, bo jesteś spragniona tego, a głód lubi przekłamywać rzeczywistość.
Pisanie również pomaga, oczyszcza. Powodzenia i siły życzę smile

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026