Witajcie,
Bardzo lubię moją koleżankę i mam nadzieję, że nasza znajomość przekształci się w prawdziwą przyjaźń, a może nawet już teraz trochę nią jest - ciężko mi to stwierdzić.
Problem chyba polega na tym, że ona ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Jest niska i ma problemy z nadwagą, ciągle jest na diecie, ćwiczy i tak dalej. Nic mi do tego, nigdy tego nie komentuję. Sama nie jestem na diecie ani nigdy nie byłam, wzrostu jestem średniego i jestem szczupłą osobą, nie narzekam też na powodzenie u facetów.
Ostatnio wybrałyśmy się na imprezę i spotkałyśmy dwóch kolesi. Nie wiem dlaczego, ale udawała, że nie ma chłopaka (jest z nim w związku od kilku lat), ale i tak jeden z tych chłopaków zainteresował się mną i od razu zaczął flirtować, całowaliśmy się itd. Ten drugi chłopak nie zainteresował się moją koleżanką, potem mi mówiła, że nawet nie kleiła im się rozmowa.
Gdy była pijana przyznała, że mi zazdrości tej swobody. Gdy była już trzeźwa powiedziała mi: "Nie chcę cię zasmucać, ale ten 'twój' to co dzień sobie inną znajduje. Jak nie ta, to inna".
Wiem, że to prawda, ale poczułam się, jakby mnie atakowała. A tamten chłopak też mnie na dłużej nie interesował, nawet z nim nie rozmawiałam tak naprawdę. Ot, trochę przyjemności (przepraszam jeśli kogoś razi to, co mówię, ale jestem szczera), więc nie wiem po co ona to powiedziała.
Inna sytuacja - rzuca niemiłe komentarze co do mojego wyglądu, np. kiedyś powiedziała mi, że "gdybym schudła, to byłaby masakra" (jestem szczupła). Kiedyś mi przyznała, że mi zazdrości, ale to nie upoważnie jej do krytykowania mnie, a tak odebrałam jej słowa.
Odbieram jej zachowanie jako złośliwe i jako takie bronienie jej własnego ego.
Nie wiem czy jej powiedzieć o tym, że nie podoba mi się, jak rzuca złośliwe komentarze. Nie jesteśmy przyjaciółkami. Co o tym sądzicie? Powinnam dać sobie spokój? Przesadzam?