Bardzo dludo tu nie zaglądalam ale poniewaz nie mama z pogadac ani komu sie zwierzyc , postanowilam tu napisac do nie daje sobie sama z tym rady.
Od 10 lat jestem w seperacji sadowej z mezem i mieszkam sama z dziecmi, od jakiegos czasu samotnosc zaczela mi dokuczac ale nie bylo mowy o zadnym flircie czy romansie , bo moj swiat to dzieci.
w te wakacje moja mama zabrala dzieci na wies ja zostalam sama, praca dom samotne wieczory. Zaczol przychodzic wieloletni znajomy kilka dnii to pogaduszki, jak bliscy znajomi , ale potem stopniowo przytulanie , pieszczoty i tak mialo zostac, bo nigdy nie przekroczylam granicy nie z mezem. Az pewnego wieczoru cos mnie otumanilo czulam sie jak bym nie byla sabą chwila zapomienia i ...
Wydawalo mi sie ze jestem znow zakochana i rowniez kochana , bo tez mam do tego prawo, ale to byly tylko zludzenia.
Ten wekend mielismy spedzic razem, bo jutro wracają moje dzieci a potem spotykac sie jak czas pozwoli, ale wczoraj stac go bylo tylko na telefon ze wyjezdza.
Nie moge zrozumiec jak moglam byc tak naiwna i zakochac sie jak nastolatka ( mama 44 lata), mam nie przespaną noc podkowy pod oczami nie radze sobie sama z sobą. Boje sie powrotu depresji bo jestem kilka miesiecy po odstawieniu lekow.
nie wiem jak bede funkcjoniowac , jak wrocic do rzeczywistosci, nie potrafie tego ogarnąc.
mam nadzieje ze nie ocenicie mnie jak naiwnej idiotki . moze jak wyzucilam to z siebie to bedzie mo lzej.