netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

15 odpowiedzi5 968 wyświetleńzałożony przez maydayovsky, 07.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Witajcie.
Opiszę trochę moją sytuacje ponieważ potrzebuję opini osób trzecich.
Już zwyczajnie nie wiem czy to ze mną coś nie tak, czy to ja potrzebuję psychologa czy nie umiem rozumieć innych.

Zacznę od tego, że na poważnie staram się stworzyć "coś więcej" z dziewczyną, która ma 23 lata.
Znamy się już dłuższy czas lecz na poważnie próbujemy od maja.
Ogólnie nie jest to zbyt piękne, podchodzi to nawet pod jakąś patologie powoli.
Żyjemy według takiego schematu. Jest dobrze, mijają 2 dni i już jest dramat.
Nie ma kłótni, są tylko negatywne emocje głównie z jej strony, cały czas próby odrzucenia mojej osoby. Zawsze jako argumenty podaje brak sił do tego, brak motywacji, brak wsparcia ze strony rodziny..
Widzi wiele przeszkód, główna to  odległość. Dzieli nas "aż" 90 km. Dla niej wydaje sie to być problem nie do przejścia. No i jeszcze uważa, że potrzebuje troche czasu ponieważ  nie aż tak dawno zakończyła dosyć długi związek. Akurat tego nie kwestionuję, ma w tym aspekcie moje zrozumienie.

Takie sytuacje powtarzały się jak już pisałem średnio co 2 dni. Jednak zawsze udawało mi się załagodzić jakoś te sytuacje.
2 tygodnie temu poinformowałem ją, że jadę na weekend na wieś do znajomych. Proponowałem jej by pojechała ze mną. Nie zgodziła się, tłumacząc, że jej rodzice się nie zgodzą, i nawet nie próbuje z nimi rozmawiać na ten temat.
Przystałem na to i powiedziałem, że zaczynam urlop i tak czy inaczej jadę, bo nie mam zamiaru siedzieć w bloku.
Bardzo mocno się wtedy wściekła, w sumie nawet nie wiem o co. Wystrzeliła kilkoma wiadomościami i urwała kontakt.
Następnego dnia z samego rana pojechałem do niej. Czekałem w okolicy jej domu jakieś 2 godziny.
Prosiłem by wyszła i wyjaśniła o co chodzi, prosiłem by odebrała chociaż telefon.
Zaparła się, że nie i koniec, że ma to wszystko gdzieś.

To dało mi do myślenia. Napisałem jej tylko, że dziękuje i odjechałem.

Następnego dnia pisała, że przeprasza, za wybuch ale w sumie to zasłużyłem itp.
Jakoś nie ruszyło mnie to. Nawet znajomi powiedzieli, że złość złością, ale tak się nie traktuje kogoś bliższego.
W niedziele napisała mi maila. Pisała, że żałuje tego co się stało, że ma nadzieje, że jej wybacze, że jak tylko poukłada sobie wszystkie sprawy to chciałaby zacząć żyć od nowa, ale bezemnie nie zacznie. Pisała, że myślała, że będzie łatwo zerwać kontakt, zapomnieć, ale że tak się nie stało, że ma spory dramat emocjonalny i chyba mnie kocha.
Wymiękłem, w poniedziałek odezwałem się i poprosiłem o spotkanie.
W środe się spotkaliśmy, spędziliśmy bardzo fajny dzien, wszystko sobie wyjaśniliśmy i postanowiliśmy, że postaramy się zawalczyć o nas.
Mówiła, że tym razem to ona będzie się starała z całych sił, ale mówiąc to wciąż miała w głowie dręczące ją blokady i myśli bo mi mówiła.
Znów ma blokady, ba żal do siebie o to co się stało, bo to bo tamto....
I jak się też spodziewałem było dobrze.. Przez 2 dni.
Później znów się zaczęło. Złe myśli itp..
Ogólnie powiedziała, że musi odpocząć, i wyjeżdża z rodzicami w góry.
Zatkało mnie kiedy powiedziała, że jej rodzice zaproponowali abym pojechał z nimi.
Wcześniej podobno byli przeciwni temu wszystkiemu, ale widząc co się z nią dzieje w weekend zmienili podjeście i to bardzo.

No i pojechaliśmy, my w poniedziałek, jej rodzice już tam byli.
Ogólnie dzień był bardzo udany, dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko pięknie i ładnie.
W końcu nastał wieczór. Mieliśmy osobny pokój.
Kiedy kładliśmy się zaproponowałem aby przyszła do mojego łóżka, zgodziła się.
Przytuliła się, buziak i do spania.
Międzyczasie zainicjowałem gorętszą sytuację ale nie było w tym żadnej przesady i szybko się uspokoiłem.
Ponownie, przytulenie i zamiar snu.
Po chwili ona zaczęła mnie delikatnie dotykać w różne miejsca. Co pobudziło mnie. Sam też powoli i delikatnie zacząłem to robić.
Między nami doszło tylko do pocałunków i pieszczot związanych z dotykiem. Nic więcej, żadnego seksu.
W końcu sam przerwałem tą sytuacje i położyliśmy się spać.
Rano był dramat. Smutek i masa złych myśli z jej strony.
Ogólnie wcześniej już dochodziło między nami do bardziej lub mniej namiętnych zbliżeń. Często bywały później takie "dziwne" załamania z jej strony, ale zawsze przez to przechodziliśmy.
Jeśli chodzi o seks to do niego nie doszło. Prosiła o zrozumienie bo nie jest jeszcze gotowa. Dostała je, nigdy na to nie naciskałem ani nawet nie wspominałem. Tzn. dużo rozmawialiśmy zawsze o seksie i o rzeczach z nim związanych, nie było dla nas tematu "tabu".

Po tym "incydencie"  prosiła o troche dystansu i czasu. Przystałem na to.
Spędziłem z nią jeszcze 2 dni. Myślałem, że później będzie lepiej jednak myliłem się, nie było. Było tylko gorzej.
Znów teksty związane z odrzucaniem, z brakiem motywacji itp..
Wczoraj wieczorem było wiele wyrzutów, że to bez sensu, że jak wcześniej twierdziła, że to co się stało to niczyja wina, a już wczoraj, że moja.
Że wątpi w te uczucia, że jak wcześniej byłem dla niej ideałem, tak teraz już nie.
Zawsze powtarzała, że kocha się kogoś za wszystko, łącznie z wadami itp. A teraz sama sobie przeczy.
Zakwestionowała moją dojrzałość. Zrobiła to po tym, że nie mam pośpiechu w zakładaniu rodziny.
Tłumaczyłem jej, że najpierw musimy stworzyć "nas" a później myśleć o rodzinie, to ona uważa, że podchodze do tego zbyt na luzie, ale kiedy ja chcę tworzyć "nas" to ona mówi, ze nie może otworzyć się na to uczucie w 100%  bo nie jest gotowa.
Wcześniej mówiła, że jeśli będzie uczucie, to będzie inaczej, ale na razie wzbrania się przed nim bo nie jest gotowa.
Teraz kiedy jest uczucie twierdzi, że nie jest gotowa aby isć dalej, lub jak wczoraj, że wątpi w to uczucie i nie wie czy ono jest.
Zdołowało ją to, ż jej kuzyn się oświadczył ostatnio, że jej koleżanki są pozaręczane, mają dzieci. Bo ona już jest taka "stara''.


Mówiłem jej wielokrotnie, że tak na szybko się nie da, to ona twierdzi, że nie rozumiem jej i nie jestem wystarczająco dorosły/dojrzały.
Że nie myśle o zakładaniu rodziny itp.. Wielokrotnie jej powtarzałem, że myślę o tym i mógłbym to robić, ale najpierw musimy stworzyć nas.
To wtedy też  coś ze mną nie tak.

Ogólnie ma problem z jakimiś "blokadami". Ciągle słyszę od niej, że znów "sama" zrobiła jej się w głowie blokada, na uczucie, na dotyk, na rozmowe na kontakt, na.. kurde.. na wszystko jak leci.

Bardzo proszę o pomoc bo już nie wiem co robie źle, już nie mam pojęcia jak postępować, już głupieje..
Nie wiem już nic, zwyczajnie nie wiem.

2

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Dla mnie ona niestety jest osobą z zaburzeniami i potrzebuje pomocy specjalisty. Ja sie umeczylam tylko czytajac Twojego posta z opisem jej " faz" ....co dopiero zyc z kims takim? Nie czujesz ze to jest nienormalne? A moze ona sie leczy na cos a Ty o tym nie wiesz skoro to zwiazek na odleglosc.

3

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Dla mnie ona niestety jest osobą z zaburzeniami i potrzebuje pomocy specjalisty. Ja sie umęczyłam tylko czytając Twojego posta z opisem jej " faz" ....co dopiero żyć z kimś takim? Nie czujesz ze to jest nienormalne? A może ona się leczy na coś a Ty o tym nie wiesz skoro to związek na odległość. Nie dziwne ze dziewczyna 23 letnia nie może jechać gdzieś z Tobą bo rodzice nie pozwalają? Za to w góry Cię zaprosili.... może chcą mieć córkę na oku z pewnych względów.

4

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Jestem podobnego zdania. Wiej. Ludzie się nie zmieniają po ślubie, jeśli już to na gorsze. Wyobrażasz sobie jak mogłoby wyglądać Wasze wspólne życie za 10 lat?

5

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Nieźle pokręcona. Ile jesteście razem? Czy spotkała ją jakaś trauma w poprzednim związku? Pogadaj z jej rodzicami, zapytaj co się z nią dzieje bo już sam się pogubiłeś. Obawiam się, że bez pomocy osoby z zewnątrz ona sobie tego nie poukłada nawet z Twoją pomocą.

6

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.
feniks35 napisał/a:

. Nie dziwne ze dziewczyna 23 letnia nie może jechać gdzieś z Tobą bo rodzice nie pozwalają? Za to w góry Cię zaprosili.... może chcą mieć córkę na oku z pewnych względów.

Z tego co wiem to się nie leczy.
Jako tako nie tworzymy póki co żadnego związku bo jak pisze "nie jest gotowa".
Owszem, jest to dziwne, tak trzeźwo patrząc to ona ma 24 lata (za 2 miesiące). Jest to bardzo dziwne zwłaszcza, że przez 5 lat studiowała w innym mieście, teraz wciąż trzyma się tak bardzo rodziców. W góry zaprosili w celu poznania, ale miałem być nie dłużej jak 2-3 dni.
Ona odkąd pamiętam bardzo zżyta jest z rodzicami, ale czasem sam byłem zaszokowany tym jaki wpływ na nią mają.
Tego nie może, tamtego nie może, o byle pierdołe awantura. Tu też zastanawiałem się czy to może ja tego nie rozumiem, bo nigdy nie miałem takiej prawdziwej rodziny jak ona. Czasami też mogła sugerować coś w tym stylu.
No nie wiem, ale wydaje mi się, że w tym wieku to powinna już sama decydować o swoim życiu..

ivy71 napisał/a:

Wyobrażasz sobie jak mogłoby wyglądać Wasze wspólne życie za 10 lat?

Po przeczytaniu tego wyobraziłem to sobie. Jest możliwość nie poradze sobie. Mam sporo sił, ale już jestem delikatnie zmęczony tym
wszystkim..



lilianna90 napisał/a:

Nieźle pokręcona. Ile jesteście razem? Czy spotkała ją jakaś trauma w poprzednim związku? Pogadaj z jej rodzicami, zapytaj co się z nią dzieje bo już sam się pogubiłeś. Obawiam się, że bez pomocy osoby z zewnątrz ona sobie tego nie poukłada nawet z Twoją pomocą.

Hmm. Zacznę od tego, że nie jesteśmy razem bo "nie jest gotowa bo....." Schemacik  opisałem w pierwszym poście.
Bo nie ma uczucia, ale nie dopuści go do siebie, ale jakk jest uczucie, to blokuje sie przed nim itp itd...........

W poprzednim "związku" była zniszczona, co udało mi się trochę odbudować. Ale zniszczenie dotyczyło jej samooceny i wartości.
No i była zniszczona pod względem "seksualnym". Co wiele razy powtarzała odbudowałem w niej i za co jest mi wdzięczna.
Przy tym zaznaczała wielokrotnie, że CHCE mi sie oddać, że CHCE należeć do mnie, że CHCE być tylko moja, ale nie może bo ma blokade.
To znaczy chce ale jest coś co siedzi w jej głowie i ją blokuje.

Nie wiem czy rozmowa z rodzicami coś pomoże.. Jakoś już trace motywacje by robić cokolwiek.
Spotkanie ze specjalistą już jej sugerowałem, ale jakoś nie przyjęła tego za bardzo.

7

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Byłem na 4 randkach przy miesięcznej znajomości wspieranej masą wiadomości przez komunikatory, od niej wieczny dystans, brak pocałunku, brak przytulasków, ale ciekawie się rozmawia i chce się ze mną spotykać bo jestem przystojny i mądry. Dzisiaj dostaje smsa od jej chłopaka że są razem od 2 lat. Ja 24, ona 18.
Dziecinne, ale ogarnął mnie pusty śmiech.
Może ona nie kocha Cię do końca, ma kogoś w sercu lub na oku?

8

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Wiej. Zauważyłem, że gdy w opisie pojawia się słowo "zmęczony" to najlepsze co można zrobić, to odejść. Dziewczyna sama robi sobie śmietnik w głowie, a Ty płacisz za to tak wysoką cenę. Nie warto bawić się w terapeutę. Masz prawo do szczęśliwego związku.

9 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-07 23:56:52)

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Wygląda na klasyczny przypadek nie zamknięcia poprzedniego etapu -w głowie ma ciągle byłego, więc podświadomie seks z Tobą autorze oznacza dla niej coś a la "zdradę", mimo że z nim nie jest fizycznie.
To NIE JEST normalne co ona odpier...la, bo inaczej się tego określić nie da.

Na pewno nie widzę z jej strony uczucia, może sympatia i wdzięczność za to co robisz, że jesteś..ale tak się nie traktuje kogoś do kogo się coś czuje.

Ona Ci kompletnie nie ufa - to na pewno ma związek z jej poprzednim związkiem. Ale nie ufa przede wszystkim SOBIE, dlatego, że wie, że nie jest w stanie Ci zaoferować pełnowartościowego uczucia, więc boi się Ciebie skrzywdzić - stąd podwójna 'blokada'.

Tylko o ile zaufanie można zbudować, o tyle nie da się nic zrobić gdy ktoś jedną nogą i głową zabarykadował się w przeszłości i ją opłakuje.

Nie gódź się na to, nie bądź terapeutą.. takie zależności nie przechodzą w zdrowy związek. Ty się angażujesz, inwestujesz rozmyślając i analizując, a ona skupiona jest tylko na sobie i historii, którą non-stop sobie odtwarza i analizuje, w której Ciebie nie ma.

10

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.
enlikkufri napisał/a:

Może ona nie kocha Cię do końca, ma kogoś w sercu lub na oku?

Nie mam pojęcia czy kocha czy nie, bo sama nie potrafi się określić..
Czy kogoś ma?Nie wiem.
Najśmieszniejsze jest to, że pomimo zerwania z poprzednim wciąż utrzymuje z nim kontakt.
Zawsze tłumaczy to tym, że on ją nachodzi. Przychodzi pod dom, albo nawet do domu bo jej rodzice go wpuszczają.
On poprosi o spotkanie, to też pójdzie, no bo jak nie pójdzie to będzie ją nachodził i nie da jej spokoju..

Chyba trzeba zerwać kontakt bo to nie jest zdrowe..


Elle88 napisał/a:

Ona Ci kompletnie nie ufa - to na pewno ma związek z jej poprzednim związkiem. Ale nie ufa przede wszystkim SOBIE, dlatego, że wie, że nie jest w stanie Ci zaoferować pełnowartościowego uczucia, więc boi się Ciebie skrzywdzić - stąd podwójna 'blokada'.

Tylko o ile zaufanie można zbudować, o tyle nie da się nic zrobić gdy ktoś jedną nogą i głową zabarykadował się w przeszłości i ją opłakuje.

Nie gódź się na to, nie bądź terapeutą.. takie zależności nie przechodzą w zdrowy związek. Ty się angażujesz, inwestujesz rozmyślając i analizując, a ona skupiona jest tylko na sobie i historii, którą non-stop sobie odtwarza i analizuje, w której Ciebie nie ma.

Elle,
nie wiem jak, ale trafiłaś z tym w 100%.
Od dawna ma problem z zaufaniem. W jej poprzednim związku nie było praktycznie żadnego zaufania. Jej były partner na każdym kroku ją oszukiwał i okłamywał, zwłaszcza kiedy studiował w innym mieście. Z tego co wiem były też kontakty z innymi kobietami (w tym z byłą dziewczyną).

Często powtarzała, że mi ufa, że jestem inny itp.. Tak samo często ja pytałem się jej czy na pewno mi ufa, czy czegoś w sobie nie dusi, że może to powiedzieć. Zawsze mówiła, że ok, a później wychodziły różne fochy itp.
Potrafiła się obrazić, że poszedłem z siostrą do knajpy, że poszedłem w gronie przyjaciół na urodziny..
Poźniej to z niej wychodziło. To, że mi nie ufa, że pewnie spotykam się z jakimiś innymi dziewczynami itp..
No ręce opadają.
Zawsze jej proponowałem żeby przyjechała i poszła gdzieś ze mną, to nie. Ale jak ide gdzieś sam to już nerwy i brak zaufania.
Zawsze tłumaczy to tym, że miała tak w poprzednim związku.

11

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Witajcie wink
Postanowiłem, że dokończę może historię, którą tu opisałem.

Wiele osób zawsze mi powtarzało, że jestem "za dobry". Dlaczego? Bo mimo opinii wszystkich wciąż walczyłem.
Z jednej strony czułem, że jest to niezdrowe, że ta cała sytuacja jest chora, z drugiej.. Coś mnie do niej ciągnęło. Przecież było we mnie spore uczucie..

Niestety moje staranie się by było "dobrze" nie przynosiły rezultatu. Było gorzej. Wciąż gorzej.
Mieliśmy codzienny kontakt. Wspierałem ją we wszystkim. Kiedy miała stresy związane ze stażem, kiedy kłóciła się z rodzicami, kiedy coś ją gnębiło. Przyznam, że wtedy było między nami dobrze. Pisała miłe słowa, że tęskni, że chce do mnie itp.. Że dzięki mnie jej życie ma sens.

Zacząłem prosić o spotkanie. Było mi obojętne gdzie. Proponowałem, że mogę do niej przyjechać. Przecież to nieco ponad godzina drogi.
Nie chciała się zgodzić. Proponowałem więc by przyjechała do mnie. Również się nie godziła. Na każdy weekend znajdywała wymówki.
Jeden weekend ugadała się do przyjaciółki, która miesza 100km od niej. Rozumiałem to.
Mieliśmy kontakt w piątek, sobotę do wieczora, kiedy nagle się urwało. Przez całą niedzielę wydzwaniałem, pisałem. Martwiłem się.
Późnym wieczorem dopiero odpisała "to bez sensu".
Stwierdziła, że między nami koniec, że nie ma sensu niczego już ciągnąć, że niby jest w niej ogromne uczucie do mnie ale nie da mi szansy głównie przez tą odległość. Przez te 90km, które jest dla niej dystansem nie do przejścia nawet tymczasowo. Nie bardzo chciałem w to wierzyć.

Przez kilka dni trochę kontakt między nami osłabł. Później znów było jej gorzej, znów było lepiej...
Ponownie poprosiłem o spotkanie. Poprosiłem o ostatnie spotkanie. NIe zgodziła się przy tym robiąc mi awanturę przez telefon. Wykrzykiwała jakieś pokręcone rzeczy, że nie dopuści do "ostatniego" spotkania bo niby czemu ma być "ostatnie"

2 dni później odzyskaliśmy kontakt. Powiedziałem, żebyśmy zadbali chociaż o przyjaźń, znajomość. BY nie robiła tak więcej.
Przeprosiła, stwierdziła ze już nie będzie.
I tak mijał kolejny tydzień. Starałem się zachowywać jak kolega, ograniczać kontakt lecz wtedy ona pisała częściej, wypisywała czułości itp...
Gubiłem się w tym.
Poprosiłem po raz kolejny by na weekend przyjechała do mnie. Byśmy na spokojnie spędzili trochę czasu, porozmawiali o wszystkim, doszli do porozumienia. Lubię mieć pozałatwiane wszystkie sprawy.
I znów to samo. Odmowa. Bo? Bo jest w niej tak spore uczucie, że po spotkaniu sobie z tym nie poradzi.
Powiedziałem "ok" i nie drążyłem tematu - ale nie ona. Ona zaczęła krzyczeć płacząc jednocześnie. Krzyczała, że mam jej natychmiast powiedzieć o czym chce z nią rozmawiać, co takiego chce jej powiedzieć. Powiedziałem, że z szacunku do niej, do siebie i do powagi sytuacji nie będę mówił o tym przez telefon.  Krzyknęła, że zrobiłem z niej kogoś złego, że idzie się powiesić i rzuciła słuchawką. Kilka razy próbowałem zadzwonić lecz wyłączyła telefon.

Po konsultacji z przyjaciółmi i bliskimi zadecydowałem, że rzuciła słuchawką ostatni raz.
Nie byłem jakoś super dumny z siebie. Nigdy nie jestem. Jednak wszyscy nie mogę się mylić, a najbliższe mi osoby mówiły mi, że mam sobie już dać spokój, że ona mnie niszczy.

Przez kilka dni miałem spokój, ale dręczyły mnie pewne rzeczy. Niewyjaśnione.
Postanowiłem odszukać jej przyjaciółkę. Było ciężko, bo wiedziałem tylko jak się nazywa i gdzie mieszka. Jednak udało mi się.
Skontaktowałem się z nią i umówiłem na spotkanie.
NIe bardzo chciała mi coś mówić, w sumie ją rozumiałem, nie będzie oszukiwać swojej przyjaciółki, ale w wielu kwestiach otworzyła mi oczy.
Powiedziała też, że od samego początku kiedy wiedziała o mojej osobie, trzymała moją stronę.
Na pożegnanie poinformowała mnie, że będzie musiała jej powiedzieć, że się ze mną widziała. - miło z jej strony.

2 tygodnie później dostałem sms od dziewczyny, o którą się starałem. Napisała, że jeśli bardzo mnie interesuje co u niej to żebym sam do niej napisał. później jeszcze jednego, w którym pisała, że niczego nie rozumie, że się pogubiła i żebym ją zwyzywał i znienawidził by było jej łatwiej.
Oczywiście nie odezwałem się.

Po miesiącu od braku kontaktu napisała mi kolejnego sms.
Napisała, że pewnie mam ją już w dupie. Że za mną tęskni, że brakuje jej mojej osoby.
Ale  że ona chociaż coś czuje bo ja już pewnie nic.
Napisała, że chowa dumę i urazę - ale co takiego ja jej zrobiłem?
Że boi się że to wszystko to zbyt wiele. Ale nie określiła o co dokładnie jej chodzi.
Po konsultacji z najbliższymi osobami taka sama odpowiedź "Nie odzywaj się"

Tak też zrobiłem.
Od przyjaciół słyszałem, że przecież mogłaby chociaż zadzwonić, że gdyby jej zależało to przyjechałaby się spotkać, przecież wie gdzie mnie znaleźć. A tak? To o niej świadczy.
Sporo o niej myślę. Czasem jest mi przykro, że tak się to wszystko potoczyło. Mam nadzieję, że w końcu minie, chociaż usłyszałem nawet opinię, że nigdy nie minie.
Słyszałem różne opinie. Że powinienem to zapić, że powinienem znaleźć "klin".
Nie znam dobrego sposobu. Wiem, że z dnia na dzień jest lepiej, i czując się źle dlatego, że nawet nie złożyłem jej życzeń urodzinowych wiem, że dobrze zrobiłem.  Powiedziałem sobie, że więcej nie porozmawiam z nią w żaden inny sposób jak "na żywo" a to dla niej spory problem, spojrzeć mi w oczy. Trudno.

NIe jestem pewny co do słuszności swojego postępowania, ale przecież zasługuję na odrobinę szacunku.

Tu też chciałbym prosić o opinię w tej kwestii.
Dziękuję za przeczytanie wink

12

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.
maydayovsky napisał/a:

Witajcie wink
Postanowiłem, że dokończę może historię, którą tu opisałem.

Wiele osób zawsze mi powtarzało, że jestem "za dobry". Dlaczego? Bo mimo opinii wszystkich wciąż walczyłem.
Z jednej strony czułem, że jest to niezdrowe, że ta cała sytuacja jest chora, z drugiej.. Coś mnie do niej ciągnęło. Przecież było we mnie spore uczucie..

Niestety moje staranie się by było "dobrze" nie przynosiły rezultatu. Było gorzej. Wciąż gorzej.
Mieliśmy codzienny kontakt. Wspierałem ją we wszystkim. Kiedy miała stresy związane ze stażem, kiedy kłóciła się z rodzicami, kiedy coś ją gnębiło. Przyznam, że wtedy było między nami dobrze. Pisała miłe słowa, że tęskni, że chce do mnie itp.. Że dzięki mnie jej życie ma sens.

Zacząłem prosić o spotkanie. Było mi obojętne gdzie. Proponowałem, że mogę do niej przyjechać. Przecież to nieco ponad godzina drogi.
Nie chciała się zgodzić. Proponowałem więc by przyjechała do mnie. Również się nie godziła. Na każdy weekend znajdywała wymówki.
Jeden weekend ugadała się do przyjaciółki, która miesza 100km od niej. Rozumiałem to.
Mieliśmy kontakt w piątek, sobotę do wieczora, kiedy nagle się urwało. Przez całą niedzielę wydzwaniałem, pisałem. Martwiłem się.
Późnym wieczorem dopiero odpisała "to bez sensu".
Stwierdziła, że między nami koniec, że nie ma sensu niczego już ciągnąć, że niby jest w niej ogromne uczucie do mnie ale nie da mi szansy głównie przez tą odległość. Przez te 90km, które jest dla niej dystansem nie do przejścia nawet tymczasowo. Nie bardzo chciałem w to wierzyć.

Przez kilka dni trochę kontakt między nami osłabł. Później znów było jej gorzej, znów było lepiej...
Ponownie poprosiłem o spotkanie. Poprosiłem o ostatnie spotkanie. NIe zgodziła się przy tym robiąc mi awanturę przez telefon. Wykrzykiwała jakieś pokręcone rzeczy, że nie dopuści do "ostatniego" spotkania bo niby czemu ma być "ostatnie"

2 dni później odzyskaliśmy kontakt. Powiedziałem, żebyśmy zadbali chociaż o przyjaźń, znajomość. BY nie robiła tak więcej.
Przeprosiła, stwierdziła ze już nie będzie.
I tak mijał kolejny tydzień. Starałem się zachowywać jak kolega, ograniczać kontakt lecz wtedy ona pisała częściej, wypisywała czułości itp...
Gubiłem się w tym.
Poprosiłem po raz kolejny by na weekend przyjechała do mnie. Byśmy na spokojnie spędzili trochę czasu, porozmawiali o wszystkim, doszli do porozumienia. Lubię mieć pozałatwiane wszystkie sprawy.
I znów to samo. Odmowa. Bo? Bo jest w niej tak spore uczucie, że po spotkaniu sobie z tym nie poradzi.
Powiedziałem "ok" i nie drążyłem tematu - ale nie ona. Ona zaczęła krzyczeć płacząc jednocześnie. Krzyczała, że mam jej natychmiast powiedzieć o czym chce z nią rozmawiać, co takiego chce jej powiedzieć. Powiedziałem, że z szacunku do niej, do siebie i do powagi sytuacji nie będę mówił o tym przez telefon.  Krzyknęła, że zrobiłem z niej kogoś złego, że idzie się powiesić i rzuciła słuchawką. Kilka razy próbowałem zadzwonić lecz wyłączyła telefon.

Po konsultacji z przyjaciółmi i bliskimi zadecydowałem, że rzuciła słuchawką ostatni raz.
Nie byłem jakoś super dumny z siebie. Nigdy nie jestem. Jednak wszyscy nie mogę się mylić, a najbliższe mi osoby mówiły mi, że mam sobie już dać spokój, że ona mnie niszczy.

Przez kilka dni miałem spokój, ale dręczyły mnie pewne rzeczy. Niewyjaśnione.
Postanowiłem odszukać jej przyjaciółkę. Było ciężko, bo wiedziałem tylko jak się nazywa i gdzie mieszka. Jednak udało mi się.
Skontaktowałem się z nią i umówiłem na spotkanie.
NIe bardzo chciała mi coś mówić, w sumie ją rozumiałem, nie będzie oszukiwać swojej przyjaciółki, ale w wielu kwestiach otworzyła mi oczy.
Powiedziała też, że od samego początku kiedy wiedziała o mojej osobie, trzymała moją stronę.
Na pożegnanie poinformowała mnie, że będzie musiała jej powiedzieć, że się ze mną widziała. - miło z jej strony.

2 tygodnie później dostałem sms od dziewczyny, o którą się starałem. Napisała, że jeśli bardzo mnie interesuje co u niej to żebym sam do niej napisał. później jeszcze jednego, w którym pisała, że niczego nie rozumie, że się pogubiła i żebym ją zwyzywał i znienawidził by było jej łatwiej.
Oczywiście nie odezwałem się.

Po miesiącu od braku kontaktu napisała mi kolejnego sms.
Napisała, że pewnie mam ją już w dupie. Że za mną tęskni, że brakuje jej mojej osoby.
Ale  że ona chociaż coś czuje bo ja już pewnie nic.
Napisała, że chowa dumę i urazę - ale co takiego ja jej zrobiłem?
Że boi się że to wszystko to zbyt wiele. Ale nie określiła o co dokładnie jej chodzi.
Po konsultacji z najbliższymi osobami taka sama odpowiedź "Nie odzywaj się"

Tak też zrobiłem.
Od przyjaciół słyszałem, że przecież mogłaby chociaż zadzwonić, że gdyby jej zależało to przyjechałaby się spotkać, przecież wie gdzie mnie znaleźć. A tak? To o niej świadczy.
Sporo o niej myślę. Czasem jest mi przykro, że tak się to wszystko potoczyło. Mam nadzieję, że w końcu minie, chociaż usłyszałem nawet opinię, że nigdy nie minie.
Słyszałem różne opinie. Że powinienem to zapić, że powinienem znaleźć "klin".
Nie znam dobrego sposobu. Wiem, że z dnia na dzień jest lepiej, i czując się źle dlatego, że nawet nie złożyłem jej życzeń urodzinowych wiem, że dobrze zrobiłem.  Powiedziałem sobie, że więcej nie porozmawiam z nią w żaden inny sposób jak "na żywo" a to dla niej spory problem, spojrzeć mi w oczy. Trudno.

NIe jestem pewny co do słuszności swojego postępowania, ale przecież zasługuję na odrobinę szacunku.

Tu też chciałbym prosić o opinię w tej kwestii.
Dziękuję za przeczytanie wink

Dobrze zrobiles.
Nadal podtrzymuje swoje zdanie ze ona ma problemy psychiczne ...a nie zadne zawiedzione zaufanie po poprzednim zwiazku. Nieufnosc bym zrozumiala ale takie fazy straszenie samobojstwem ...to nie jest  normalne nawet dla zdradzonej i mega zawiedzionej w milosci ale zdrowo myslacej osoby.
Zrobiles w mojej ocenie wszystko by je pomoc. Byles gotow jechac do niej, przyjac u siebie,  sluzyc rada,  pomoca...nie pomoglo. Teraz pomoc moze tylko juz tylko sama sobie, podjac jakies leczenie terapie. Jesli jej prawdziwie zalezalo na Tobie to moze taki szok ze Ciebie stracila naprawde bedzie dla niej impulsem zeby cos w sobie wkoncu zmienic. Ty poki co staraj sie zyc jakby jej mialo juz nie byc w Twym zyciu...z kazdym dniem miesiacem bedzie latwiej.

13

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Dzięki za odpowiedź.
Kolejna taka sama. Taka sama jak opinia innych. Niby pomaga, jest człowiekowi lepiej.
Jednak czasami wciąż czuję ogromną przykrość.
Jak poradzić sobie z tym wszystkim? Niedługo mini 2 miesiąc od utracenia kontaktu. Oduczyłem się żyć bez kontaktu z nią, ale pozostała ogromna tęsknota.
Tęsknię za nią i czuję bardzo wiele, czasem myślę "a co jeśli nie przejdzie?" - taką opinię już raz usłyszałem, a dziś przeczytałem, że "niespełniona miłość nie gaśnie nigdy" - zostaje na zawsze i nie da jej się wyprzeć. "Serducho krwawi" - czy rzeczywiście tak już będzie czy kiedyś przeminie?

14

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Niespełniona miłość w pewnym sensie zostaje w głowie bo to taki znak zapytania co mogło być jakie mogło być gdyby dano temu szanse się rozwinąć. Nie zmienia to jednak faktu że ból przeminie i będziesz jak najbardziej w stanie pokochać kogoś innego z czasem. Bo to nie tyle miłość do byłej pozostanie w Tobie co ta niewiadoma, pytanie bez odpowiedzi a wiadomo że to co niewiadome intryguje. Jeśli jednak spotkasz właściwą osobę z która będziesz szczęśliwy to potrzeba uzyskania tej odpowiedzi stanie się zbędna, pozostanie conajwyżej jakiś sentyment do osoby.

15 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-10-25 22:53:11)

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Mnie mój były prawdopodobnie znienawidził. Boli jak ch...a ale nic nie poradzę. Sama jestem sobie winna, ale nie sądziłam że znienawidzi sad. Widać od miłości do nienawiści jest bardzo cienka granica.

16

Odp: Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.
maydayovsky napisał/a:

Dzięki za odpowiedź.
Kolejna taka sama. Taka sama jak opinia innych. Niby pomaga, jest człowiekowi lepiej.
Jednak czasami wciąż czuję ogromną przykrość.
Jak poradzić sobie z tym wszystkim? Niedługo mini 2 miesiąc od utracenia kontaktu. Oduczyłem się żyć bez kontaktu z nią, ale pozostała ogromna tęsknota.
Tęsknię za nią i czuję bardzo wiele, czasem myślę "a co jeśli nie przejdzie?" - taką opinię już raz usłyszałem, a dziś przeczytałem, że "niespełniona miłość nie gaśnie nigdy" - zostaje na zawsze i nie da jej się wyprzeć. "Serducho krwawi" - czy rzeczywiście tak już będzie czy kiedyś przeminie?

Nawet jesli nie przeminie to nie music tego traktowac tak tragicznie czy zmuszajac sie do czegos. Ot taki bedzie foklor twoich wspomnien. Moze nawet kiedys zaplaczesz. Ale co z tego? Przeciez na logike, swiadomie wiesz co i jak. To tylko "umysl" plata Ci figle. A szacunek ... jest bardzo wazny.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zmiana uczuć z dnia na dzień o 180 stopni.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026