Witajcie.
Opiszę trochę moją sytuacje ponieważ potrzebuję opini osób trzecich.
Już zwyczajnie nie wiem czy to ze mną coś nie tak, czy to ja potrzebuję psychologa czy nie umiem rozumieć innych.
Zacznę od tego, że na poważnie staram się stworzyć "coś więcej" z dziewczyną, która ma 23 lata.
Znamy się już dłuższy czas lecz na poważnie próbujemy od maja.
Ogólnie nie jest to zbyt piękne, podchodzi to nawet pod jakąś patologie powoli.
Żyjemy według takiego schematu. Jest dobrze, mijają 2 dni i już jest dramat.
Nie ma kłótni, są tylko negatywne emocje głównie z jej strony, cały czas próby odrzucenia mojej osoby. Zawsze jako argumenty podaje brak sił do tego, brak motywacji, brak wsparcia ze strony rodziny..
Widzi wiele przeszkód, główna to odległość. Dzieli nas "aż" 90 km. Dla niej wydaje sie to być problem nie do przejścia. No i jeszcze uważa, że potrzebuje troche czasu ponieważ nie aż tak dawno zakończyła dosyć długi związek. Akurat tego nie kwestionuję, ma w tym aspekcie moje zrozumienie.
Takie sytuacje powtarzały się jak już pisałem średnio co 2 dni. Jednak zawsze udawało mi się załagodzić jakoś te sytuacje.
2 tygodnie temu poinformowałem ją, że jadę na weekend na wieś do znajomych. Proponowałem jej by pojechała ze mną. Nie zgodziła się, tłumacząc, że jej rodzice się nie zgodzą, i nawet nie próbuje z nimi rozmawiać na ten temat.
Przystałem na to i powiedziałem, że zaczynam urlop i tak czy inaczej jadę, bo nie mam zamiaru siedzieć w bloku.
Bardzo mocno się wtedy wściekła, w sumie nawet nie wiem o co. Wystrzeliła kilkoma wiadomościami i urwała kontakt.
Następnego dnia z samego rana pojechałem do niej. Czekałem w okolicy jej domu jakieś 2 godziny.
Prosiłem by wyszła i wyjaśniła o co chodzi, prosiłem by odebrała chociaż telefon.
Zaparła się, że nie i koniec, że ma to wszystko gdzieś.
To dało mi do myślenia. Napisałem jej tylko, że dziękuje i odjechałem.
Następnego dnia pisała, że przeprasza, za wybuch ale w sumie to zasłużyłem itp.
Jakoś nie ruszyło mnie to. Nawet znajomi powiedzieli, że złość złością, ale tak się nie traktuje kogoś bliższego.
W niedziele napisała mi maila. Pisała, że żałuje tego co się stało, że ma nadzieje, że jej wybacze, że jak tylko poukłada sobie wszystkie sprawy to chciałaby zacząć żyć od nowa, ale bezemnie nie zacznie. Pisała, że myślała, że będzie łatwo zerwać kontakt, zapomnieć, ale że tak się nie stało, że ma spory dramat emocjonalny i chyba mnie kocha.
Wymiękłem, w poniedziałek odezwałem się i poprosiłem o spotkanie.
W środe się spotkaliśmy, spędziliśmy bardzo fajny dzien, wszystko sobie wyjaśniliśmy i postanowiliśmy, że postaramy się zawalczyć o nas.
Mówiła, że tym razem to ona będzie się starała z całych sił, ale mówiąc to wciąż miała w głowie dręczące ją blokady i myśli bo mi mówiła.
Znów ma blokady, ba żal do siebie o to co się stało, bo to bo tamto....
I jak się też spodziewałem było dobrze.. Przez 2 dni.
Później znów się zaczęło. Złe myśli itp..
Ogólnie powiedziała, że musi odpocząć, i wyjeżdża z rodzicami w góry.
Zatkało mnie kiedy powiedziała, że jej rodzice zaproponowali abym pojechał z nimi.
Wcześniej podobno byli przeciwni temu wszystkiemu, ale widząc co się z nią dzieje w weekend zmienili podjeście i to bardzo.
No i pojechaliśmy, my w poniedziałek, jej rodzice już tam byli.
Ogólnie dzień był bardzo udany, dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko pięknie i ładnie.
W końcu nastał wieczór. Mieliśmy osobny pokój.
Kiedy kładliśmy się zaproponowałem aby przyszła do mojego łóżka, zgodziła się.
Przytuliła się, buziak i do spania.
Międzyczasie zainicjowałem gorętszą sytuację ale nie było w tym żadnej przesady i szybko się uspokoiłem.
Ponownie, przytulenie i zamiar snu.
Po chwili ona zaczęła mnie delikatnie dotykać w różne miejsca. Co pobudziło mnie. Sam też powoli i delikatnie zacząłem to robić.
Między nami doszło tylko do pocałunków i pieszczot związanych z dotykiem. Nic więcej, żadnego seksu.
W końcu sam przerwałem tą sytuacje i położyliśmy się spać.
Rano był dramat. Smutek i masa złych myśli z jej strony.
Ogólnie wcześniej już dochodziło między nami do bardziej lub mniej namiętnych zbliżeń. Często bywały później takie "dziwne" załamania z jej strony, ale zawsze przez to przechodziliśmy.
Jeśli chodzi o seks to do niego nie doszło. Prosiła o zrozumienie bo nie jest jeszcze gotowa. Dostała je, nigdy na to nie naciskałem ani nawet nie wspominałem. Tzn. dużo rozmawialiśmy zawsze o seksie i o rzeczach z nim związanych, nie było dla nas tematu "tabu".
Po tym "incydencie" prosiła o troche dystansu i czasu. Przystałem na to.
Spędziłem z nią jeszcze 2 dni. Myślałem, że później będzie lepiej jednak myliłem się, nie było. Było tylko gorzej.
Znów teksty związane z odrzucaniem, z brakiem motywacji itp..
Wczoraj wieczorem było wiele wyrzutów, że to bez sensu, że jak wcześniej twierdziła, że to co się stało to niczyja wina, a już wczoraj, że moja.
Że wątpi w te uczucia, że jak wcześniej byłem dla niej ideałem, tak teraz już nie.
Zawsze powtarzała, że kocha się kogoś za wszystko, łącznie z wadami itp. A teraz sama sobie przeczy.
Zakwestionowała moją dojrzałość. Zrobiła to po tym, że nie mam pośpiechu w zakładaniu rodziny.
Tłumaczyłem jej, że najpierw musimy stworzyć "nas" a później myśleć o rodzinie, to ona uważa, że podchodze do tego zbyt na luzie, ale kiedy ja chcę tworzyć "nas" to ona mówi, ze nie może otworzyć się na to uczucie w 100% bo nie jest gotowa.
Wcześniej mówiła, że jeśli będzie uczucie, to będzie inaczej, ale na razie wzbrania się przed nim bo nie jest gotowa.
Teraz kiedy jest uczucie twierdzi, że nie jest gotowa aby isć dalej, lub jak wczoraj, że wątpi w to uczucie i nie wie czy ono jest.
Zdołowało ją to, ż jej kuzyn się oświadczył ostatnio, że jej koleżanki są pozaręczane, mają dzieci. Bo ona już jest taka "stara''.
Mówiłem jej wielokrotnie, że tak na szybko się nie da, to ona twierdzi, że nie rozumiem jej i nie jestem wystarczająco dorosły/dojrzały.
Że nie myśle o zakładaniu rodziny itp.. Wielokrotnie jej powtarzałem, że myślę o tym i mógłbym to robić, ale najpierw musimy stworzyć nas.
To wtedy też coś ze mną nie tak.
Ogólnie ma problem z jakimiś "blokadami". Ciągle słyszę od niej, że znów "sama" zrobiła jej się w głowie blokada, na uczucie, na dotyk, na rozmowe na kontakt, na.. kurde.. na wszystko jak leci.
Bardzo proszę o pomoc bo już nie wiem co robie źle, już nie mam pojęcia jak postępować, już głupieje..
Nie wiem już nic, zwyczajnie nie wiem.