Witam wszystkich,
twardo mówiąc mój problem polega na tym, że jestem większą ci*ą(tutaj mam na myśli, że brak mi jaj i płacze jak baba kiedy tylko pomyśle, że powinienem z nią zerwać) niż moja "ci*a"(mam na myśli mówiąc o niej tak, że jest niezdarą najdelikatniej to opisując) dziewczyna. Może postaram się opowiedzieć w skrócie(co dla niektórych to będzie długość książki) o nas o naszym związku, uczuciach, problemach..
Poznaliśmy się około 3 lat temu, ja kończyłem ostatnią klasę liceum (miałem 19 lat), a ona kończyła 1 klasę technikum (miała 17 lat).
Wcześniej miałem kilka związków, ale były one bardzo prymitywne i tak naprawdę to ciężko nazwać związkami - były krótkie bo trwały od 2 tygodni do max miesiąca, polegały na spotykaniu się przytulaniu i całowaniu, nie mieliśmy wspólnych zajęć i znajomych. To dziewczyny ze mną zrywały. Nie byłem w nich bardzo zakochany nie były spełnieniem moich marzeń, nie byłem z nimi zżyty i nie cierpiałem zbyt bardzo kiedy zrywały.. można tutaj wysnuć różne teorie dlaczego zrywały, moim zdaniem po 1 nie było tego czegoś, do tego ja byłem jeszcze większą ci*ą(tutaj znów inne znaczenie słowa - nie doświadczony, wstydliwy, niepewny prawiczek) niż teraz. Dobra zostawmy je już:)
Wracając do mojej aktualnej dziewczyny, jej sytuacja związkowa była bardzo podobna.
Dziewica, - przytulanie, całowanie z chłopakami z którymi była w krótkich "związkach".
Więc trafił swój na swojego:)
Szukałem dziewczyny:
- która mi się będzie podobała fizycznie(bo to klucz do tego, żeby chcieć ją poznać),
- która nie będzie palić,
- która nie będzie imprezowiczką (bo sam nie jestem),
- która będzie SZCZERA, DOBRA, KOCHAJACA(i tu trafiłem na DIAMENT, BRYLANT, ZŁOTO)
to były moje najgłówniejsze punkty, żeby być z kimś na długo, na zawsze!
Po kilku miesiącach spotkań, głównie spacer/kino/oglądanie seriali/filmów +zabawy w łóżku(to było dla nas nowe), aż w końcu podwójny pierwszy raz - seks!
Przez pierwsze pół roku nasze spotkania wyglądały 95% każde tak samo czyli film(10 min) i seks(wiem ze statystyczny seks trwa 7 min? ale nasz statystyczny seks trwa godzinę!(fajnie) od 40 min do półtorej godziny) później dalszy ciąg filmu i koniec spotkania. Gdzie niegdzie pojawiały się spotkania kiedy jechaliśmy do kogoś z rodziny na urodziny, czy też była chora, lub co miesięczne krwawienia:)(wtedy tylko film + przytulanie)
Miłość/zauroczenie mydliło mi oczy.. kiedy już te uczucia, emocje sie uspokoiły minął rok od kiedy byliśmy razem.. zacząłem wymagać od niej więcej (w mojej głowie pierw), żeby razem uprawiać jakiś sport, żeby mieć wspólne zajęcia, tematy do rozmów(bardzo mało rozmawialiśmy, a rozmowy nie sprawiały - nie sprawiają mi przyjemności wręcz wolę milczenie) ROZMAWIALEM NIE RAZ Z NIA NA TEN TEMAT I NA KAZDY INNY OPISANY PONIZEJ LECZ NIC SIE NIE ZMIENIA.
jeśli chodzi o seks to też już mnie taki nie zaspokaja, chce czegoś więcej.. np. seksu oralnego
nie mam co prawda porównania jak inne kobiety się zachowują w łóżku, ale jestem mimo to pewien, że moja "leży jak kłoda" w porównaniu do co niektórych innych. Rozmowa nie pomaga, a jeśli to nadal nie jest to-to czego bym chciał.. kiedy zmusza się do seksu oralnego to tak naprawdę robi to tak, że zaczynam żałować, że w ogóle znów ją o to po prosiłem bo ona się meczy, robi to tak, że przyjemności mam niewiele, do tego widząc jej minę i zepsuty humor + widoczny brak chęci do dalszego seksu i mi ta chęć odchodzi.
Choć tak naprawdę i jej i mnie nie o to chodziło, to nasz związek opiera się na seksie, który zaczął MNIE nie zadowalać, a ją męczyć kiedy tylko pomyśli że ja chcę loda.. (nie powiedziała tego, ale ja to wiem.. jestem z nią 3 lata)
A więc od 2 lat męczę się poniekąd spotykam coraz rzadziej, coraz bardziej mnie denerwuje każde jej słowa, zachowania, ubieranie się, dotykanie mnie(intymne dotykanie - niczym by się brzydziła 3 palcami bez zdecydowania..)
P.S nie mam małego ku*asa na 3 palce!
Ona jest nie tylko w łóżku takim nieudacznikiem(troszkę) maturę z matematyki nie zdała z hukiem! Teraz poprawiała nie znamy jeszcze wyników,
prawo jazdy 2 razy nie zdała NA ŁUKU! słabo jeździ samochodem po 30 godz nauki jazdy i po 15 godz dodatkowej nauki ze mną dalej SŁABO,
szkołę zdała, ale już zawód technika nie..
kiedyś była historia, że do banku przelew nie chciała iść zrobić bo się bała, że sobie nie poradzi..
od długiego czasu każde jej zachowanie, słowo, wypowiedź, ubieranie się(mało atrakcyjnie się ubiera od zawsze, z wyjątkami raz na miesiąc(bielizna nadal nieatrakcyjna - tak rozmawiałem z nią o tym jak o wszystkim o każdym problemie, który widzę brak poprawy, kłótnia, atak że ja to i tamto..) kiedy jestem z nią(spotkanie) bardziej się nudzę niż sam w ciemnym pokoju bez prądu!
Sumując jestem z nią 3 lata, do 2 lat się coraz bardziej męczę, ona mnie kocha całkowicie na zabój, wiem to i jestem przekonany na śmierć i życie, ona chce być ze mną na zawsze, ciągle mówi, że mnie kocha i pyta czy ja ją też, wyczuwa, że ja sam nie wiem, czy kocham czy jestem przyzwyczajony, zżyty,
jest dobra dla mnie miła, ale nie pasujemy do siebie widzę to na każdym kroku, MIMO TO!
nie potrafię zerwać zakończyć tego, na samą myśl łzy mi lecą z oczu, nie potrafię sobie wyobrazić jak przy niej mówiąc jej to będę płakał (i chwilowo nie będę pewien czy dobrze robię), a jej płacz to już lepiej nie mówić.. jej się świat zawali i straci sens życia to mnie przeraża, że ona tego nie zniesie bo mnie kocha całkowicie całą sobą, a ja podejrzewam jestem zżyty, przyzwyczajony do niej.
na pytanie co powinienem zrobić?
- wiem musze zerwać,
próbowaliśmy już kilka razy naprawiać, ale to nie działa
dodatkowo jadę niedługo za granice do pracy na kilka miesięcy lub i na dłużej lub i na zawsze(ona zostaje minimum na rok w polsce i będzie chodziła do szkoły policealnej rocznej) i wiem, że ona ma plan czekać na mnie, że pewnie planuje do mnie przyjechać jeśli ja nie wrócę, a ja wiem, że jeśli tylko kogoś poznam lub nadarzy się okazja na seks to skorzystam.. i mimo, że nie potrafię zerwać, też nie potrafię wyobrazić sobie życia z nią.. taki mój nierealny scenariusz to żeby ona kogoś poznała i mnie zostawiła = NIEREALNE nie w tym przypadku!
Aktualnie mam 22 lata ona 20 lat, życie przed nami!
Nie potrafiąc tego zakończyć, staram się spotykać z nią raz w tygodniu(ona oczywiście chciała by nawet codziennie(wymiguje się pracą, treningami piłki nożnej, zmęczeniem, brakiem czasu) wszystko to ma miejsce, ale nie w takim stopniu.. miałbym czas i siłę niemal codziennie lecz z wiadomych powodów nie mam.
Nie potrafiąc tego zakończyć mówię sobie, że jestem z nią spotykam się raz w tygodniu, a resztę dni jestem wolny(singlem) [wiem, jestem tak mówiąc/myśląc świnią] lecz w dni singla nie zdradzam jej.. spotykam się jedynie z przyjaciółmi lub tez siedzę sobie sam po pracy i treningu w domu..
mimo to jeśli nadarzyła by się okazja na zdradę niestety.. myślę, że zdradziłbym..
jakieś złote rady? odpowiedzcie cokolwiek.. bym wiedział, że ktoś mnie "wysłuchał" chociaż..