Moja historia jest zapewne podobna do wielu innych. Nie potrafię dać sobie z tym rady sad
Poznałam mężczyznę swojego życia, zaufałam mu bezgranicznie! Choć na początku broniłam się przed tym uczuciem, gdyż bałam się zaufać i nie wiedziałam czy go pokocham. Moja niepewność wynikała z tego, że rok temu miałam niezwykłego przyjaciela, z mojej strony przerodziło się to w coś więcej, z jego jak myślę też, ale nie było żadnych obietnic, zobowiązań, po prostu spotykaliśmy się i mogliśmy rozmawiać godzinami. Niestety po kilkumiesięcznej znajomości Arek umarł. Zginął w wypadku samochodowym. Nie mogłam sie z tego otrząsnąć, ciągle myślałam co by było gdyby żył i jakby to wszystko się potoczyło. Poznawałam wielu mężczyzn ale nie umiałam się z nimi związać. Wreszcie minęło trochę czasu i postanowiłam żyć dalej. Wtedy pojawił się Piotr. Był niesamowity, nikt NIGDY nie starał się tak o moje względy, mówił takie rzeczy, że nie umiałam się nie zakochać. Byliśmy tacy szczęśliwi, każdy to widział. Ja ciągle dziękowałam Bogu, że spotkało mnie tak wielkie uczucie, byłam pewna, że kocha bo potrafił mi to udowodnić, był (i dla mnie jest dalej) doskonały. Kocham go nad życie! I nagle.... stało się, prysło.... nie wiem jak to nazwać. Przyjechał jak zwykle po pracy, zabrał mnie na zakupy( zawsze mówił, że dla mnie zrobi wszystko, że daje mu energię itp...) i po powrocie do domu, powiedział te słowa: "Czy moglibyśmy rozstać się w pokoju?" Roześmiałam się, gdyż miał wielkie poczucie humoru i myślałam, że to żart, ale mówił serio...
Miałam nadzieje, że wróci( i nadal mam) bo nie podał konkretnego powodu, nie ma innej, na moje wszystkie pytania odpowiada" nie wiem" Mieliśmy się spotkać i porozmawiać, byłam pewna, że być może ja robiłam coś źle, a on nie potrafił mi tego powiedzieć. Ale skończyło się na dobre...powiedział, że mnie kochał, ale "wygasło" a to przecież nie możliwe! Nie można przestać kochać z dnia na dzień, wiem że o miłość trzeba walczyć, że są chwile zwątpienia ale nie należy się poddawać, ja to wiem ale on nie. Jestem załamana nie potrafię się z tym pogodzić. Nigdy nie byłam tak kogoś pewna, wiedziałam, że to miłość na całe życie, mieliśmy wiele planów na przyszłość i nagle koniec sad
Proszę powiedzcie co o tym myślicie, jakie jest wasze zdanie, dodam że byliśmy razem no niestety krótko bo 4 miesiące ale to były najpiękniejsze miesiące w moim życiu. Moj dawny związek trwał 4 lata i to nie było to samo co teraz.
Podobne tematy
ewelka: założyłaś już wczoraj taki wątek. daj ludziom trochę czasu. na pewno się wypowiemy ![]()
nie nie można tak z dnia na dzień przestać kochać.
zawsze gdy jest tak ,że z dnia na dzień ktoś kończy związek ja doszukuje się osób trzecich. Było tak w moim wypadku że pojawiła się inna,
u mojego kolegi w związku, też pojawił sie inny. Wczoraj spotkałam się z koleżanką która zerwała po 6 latach !!!! dlaczego ? bo poznała innego.
Nie mówię że tak jest w każdym przypadku, nie wiem jak jest u Ciebie bo byliście dosyć krótko. piszesz że się starał o Ciebie itd. może Ty mu nie dawałaś tyle ile by chciał, nie wiem. Najlepsza w tym przypadku byłaby rozmowa, niech chociaż spróbuje Ci wytłumaczyć co się stało.
ewelka2388 a czy czasem nie było tak,że bezwiednie nawet porównywałaś te związki-poprzedni -obecny?
Może całkiem nieświadomie dałaś facetowi odczuc ,że jest ok ,ale....
Może facet stwierdził,że nie będzie walczył z cieniem ....
Jeżeli chodzi o uczucia...a Ty przestałaś kochać swoja miłość?
jeżeli sie kocha ,całym serduchem,szczerze,prawdziwie...nie można z dnia na dzień przestać.
5 2009-10-14 11:24:50 Ostatnio edytowany przez ewelka2388 (2009-10-14 11:26:52)
Mój poprzedni związek skończył się nienawiścią z mojej strony, byłam oszukiwana dzień w dzień, facet miał problem z alkoholem i..... nie tylko
Długo zbierałam się żeby go zakończyć ale wydaje mi się, że byłam dość przywiązana (teraz zastanawiam się do czego, do awantur, krzyków, wyzwisk a nawet raz mnie uderzył) no ale tak nieraz bywa. Ten związek był....inny. Oczywiście doszukuję się swojej winy, może za bardzo kochałam? Nie wiem już nic, wiem tylko, że nadal go kocham. Jeszcze parę dni temu upewnił mnie w tym, gdyż zgodził się świadkować razem ze mną na ślubie moich rodziców. To był cichy ślub(jak w filmach
) no i 3 dni po ślubie oznajmił, że to koniec. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. A innej nie ma, oczywiście na 100% nie mogę być pewna, ale jak rozmawialiśmy to tylko to mi powtarzał, żebym uwierzyła, że nikogo nie ma. Ehh ciężko zrozumieć... ;(
Dodam, że moi rodzice byli przekonani, że będziemy razem i też wierzyli, że skoro zgodził się świadkować to nie chce mnie zostawić.
Zostawił pamiątkę na całe życie, mi i moim rodzicom...
Tak, mozna przestac kochac z dnia na dzien, bez udzialu tej trzeciej osoby. Moj facet wyjechal na tydzien, wrocill i powiedzial mi, ze nie jest pewny czy mnie nadal kocha i zerwal ze mna. Jesli chcesz walczyc o tego mezczyzne, jesli sadziesz, ze jest tego wart, naklon go do rozmowy. Niech ci chociaz powie dlaczego. Moze sie przestraszyl rodzacej sie miedzy wami bliskosci.
noami24 naprawdę nie mówię, że to uczucie było wyjątkowe i jedyne, tylko dlatego, że mi się wydaje czy że tęsknię czy że jestem zdesperowana. Naprawdę czuję w głębi serca, że to jest to. Do rozmowy dojdzie na pewno, bo ma on zdjęcia ze ślubu, obiecał moim rodzicom, że ich nie zawiedzie i że je jakoś ładnie obrobi czy coś, ale ja już tego nie chcę, chcę żeby dał mi je takie jakie są, i wtedy nie powstrzymam się, żeby mi nie wytłumaczył. Tyle, że ma on naprawdę ciężki charakter, nie raz mówił mi, że nie potrafi mówić mi co go boli, i że nie jest taki tylko w stosunku do mnie ale i do innych
więc nie spodziewam się, że cokolwiek mi powie.
Może właśnie ta skrytość sprawiła,że nareszcie wypowiedział głośno- co dojrzewało już przez jakiś czas.??? Nie sądzę- by można było odkochać się z dnia na dzień....... to musiało już trwać - taka niepewność - siebie- bo Ty jak twierdzisz - kochasz Go całą mocą. Tylko rozumiem jak trudno się z tym pogodzić.Do tego też prosiłabym o wyjaśnienia....... przecież robił nadzieję jak wyczytałam z Twojego postu....... przykre......
a przypomnij sobie jego zachownie sprzed kilku dni, na tym ślubie, naprawdę nic nie wyczułaś? może nie przywiązywałaś do tego jakieś większej wagi ale przeanalizuj teraz na spokojnie, może już wcześniej było cos nie tak i on probowąl Ci to uswiadomić , a że zbliżal się termin wesela to chciał to jakoś przetrzymac..
10 2009-10-14 14:39:39 Ostatnio edytowany przez ewelka2388 (2009-10-14 14:46:09)
Tak dokładnie w piątek mieliśmy sprzeczkę. w sobotę miałam szkołę i w dodatku ten ślub i nie chciałam wyjść z nim i jego znajomymi do pubu. W końcu on zapytał czy może iść sam, odpowiedziałam jak chcesz a on powiedział ok nie idę. Potem przemyślałam sytuację i wytłumaczyłam mu to. Powiedziałam, że następnym razem nie będę miała nic przeciwko ale teraz chodziło mi o to, że nie chciałam żeby na ślubie był zmęczony czy na kacu. Spytałam czy dalej się gniewa powiedział że nie, spytałam czy jest jeszcze coś nie tak, powiedział, że na pewno ale teraz nie pamięta i powie mi jak będzie taka sytuacja. Zapytałam czy przypadkiem nie mam się spodziewać zerwania, odpowiedział z uśmiechem : "Nie, nie myśl tak, kocham Cię" Ta cała rozmowa miała miejsce zaraz po ślubie,. Na drugi dzień spędziliśmy miło czas, pisał i mówił że kocha. Jeszcze w piątek przed sprzeczką powiedział: "kocham Cie z całego serca, liczysz się tylko Ty i nikt więcej" Jak mam teraz zrozumieć...
Nie raz faktycznie czułam, że coś jest nie tak ale nie miałam pojęcia co, próbowałam rozmawiać ale twierdził, że wszystko w porządku, mówił, że jest zmęczony, itp. nie przywiązywałam do tego większej wagi, bo jak mówił, że kocha, że uwielbia spędzać ze mną czas, itp. to myślałam, że tak jest...
ewelka ja jestem powiedzmy że w podobnej sytuacji..byłam w zwiazku przez 3 lata..i w czerwcu rozmawiając o czymś padło hasło że..nie wyszło nam..czas to zakończyć...załamałam sie...walczyłam jak zwierze złapane w pułapke...chciałam by wrócił..wierzyłam w nas..nadal strasznie go kocham..ale po miesiacu walki wyjechałam...na dwa miesiace do pracy by zapomniec...ale nie zapomniałam...przez cały ten okres czasu się spotykalismy..rozmawialismy to były takie kolezenskie spotkania.Było mi z tym cięzko.Powiedziałam mu że ja tak nie potrafie i niestety choć bardzo go kocham musze zakończyć naszą znajomośc.Przez te 3 lata było pare sytuacji że się rozchodziliśmy i schodziliśmy znowu..myslałam że tak bedzie tym razem...no ale wróćmy do tego że chciałam odejsc..nagle on zaczął mówić że..jemu na mnie zalezy ale nie na tyle by znów się ze mna związac..kocha mnie ale nie tak jak wcześniej(że co???) płakał bym nie odchodziła, że on chce się przyjaźnić...i przez 5 miesęcy jestem zawieszona w próżni..jak ja go gonie ze swoimi uczuciami to ucieka i się broni chociaz widze że strasznie mu na mnie zalezy...kiedy ja mam dośc tego...wyniszcza mnie ta niepewnośc i trace nadzieje to on zaczyna gonić o_O wiec pomyśl co ja przechodzę..wolałabym by powiedział że nie kocha i odszedł niż twierdził że kocha ale boi się do mnie wrócić że znów się nie uda i będziemy cierpieć..a ja mam nadal nadzieje...nie wiem co robić
widziałam się z nim w piatek..znów o tym gadalismy i powiedział.."nie naciskaj narazie..ja musze poradzić sobie ze sobą...odłuż to narazie na półkę." dziewczyny co mam o tym myslec...
Ewelka ja na Twoim miejscu nadalbym walczyła..bo ja walcze juz pół roku..i nadal nie trace nadziei że uda nam się znów byc szczesliwą para...wierze w to całym serduchem i się nie poddaje...
Mi też facet powiedział ze przestał mnie kochać...
nie jestem z nim od tygodnia ale mamy ze sobą kontakt... nadal się o mnie troszczy wyciera łzy dba, rozmawia wszytko, wygląda jak by sie bronił jak by ktoś go nakłonił, no nawet patrzy na mnie jaki kiedyś, nawet na dwóch naszych spotkaniach trzymał mnie z ręce i całował... też nie wiem co myśleć, może to przez brak luzu..
Babcia mi powtarza ze wyszaleje się a jeśli kochał to zrozumie i będzie bardzo tęsknił i wróci, ciągle na to liczę(wprawdzie pocałunki mówił za pierwszym razem ze bez zobowiązań, przytaknęłam)
najgorsze jest to ze teraz się nie odzywa, a ja pierwsza tego przez tydzień, dwa nie zrobię...
trzymajcie się, trzymajmy się razem
Mój tak samo mnie zostawiał trzymając za rękę. (to do Kami90). Nie pozwól mu na to by Cię "pocieszał". To on jest przyczyną łez i to i tak nic nie zmieni, co najwyżej on się wybieli- z resztą chyba już to zrobił.
Do ewelki: nie, nie można przestać ot tak kochać, ale nie wnikaj w to co zrobił on. Skoro powiedział, że chce się rozstać to znaczy, że coś ma na myśli. Mogło gasnąć już wcześniej a Ty nie zwróciłaś uwagi. (też tak miałam i z resztą na tym forum także założyłam wątek). Jesteś zagubiona bo nie wiesz o co mu chodzi. On mógł już myśleć o tym wcześniej i z jednej strony dobrze świadczy, że nie przeciągał nic, nie owijał w bawełnę, a tym bardziej nie grał na zwłokę. Z drugiej tak przyjść i sobie ot- powiedzieć "to koniec"... Szczerze czytając to poczułam ukłucie, sprzed kliku miesięcy.
Ale najbardziej mnie dziwi to, że znowu Ci mówi o uczuciach. weź to na przeczekanie.
ale nie wnikaj w to co zrobił on. Skoro powiedział, że chce się rozstać to znaczy, że coś ma na myśli. Mogło gasnąć już wcześniej a Ty nie zwróciłaś uwagi. (też tak miałam i z resztą na tym forum także założyłam wątek). Jesteś zagubiona bo nie wiesz o co mu chodzi. On mógł już myśleć o tym wcześniej i z jednej strony dobrze świadczy, że nie przeciągał nic, nie owijał w bawełnę, a tym bardziej nie grał na zwłokę. Z drugiej tak przyjść i sobie ot- powiedzieć "to koniec"...
>> dokladnie tak mi kolezanka tez tlumaczyla kiedy mnie zostawil chlopak który wlasnie tez bajerowal mi aaaaaaa bajerowal i byla wielka milosc w´miedzy nami. tez nie moglam dosc do siebie, ogladajac tw, programy które ogladalismy razem potrafilam sie tak rozplakac ze wpadalam w takie dólki ze szok...minelo juz dobre poltora miesiaca i nadal mysle o nim i nie moge zrozumiec dlaczego on mi to zrobil , dlaczego zostawil, poniewaz on tez mi nie potrafil powiedziec powodu. nie wnikam na ten temat i po prostu staram sie nie myslec o tym co on robil gdy bylismy razem i dlaczego jednak mnie zostawil, bo wiem ze i tak sie tego nie dowiem i mi nie odpowie na pytania które mam. teraz sie koncentruje tylko na moje dziecko które wlasnie powstalo z naszej milosci choc nie chcielismy teraz i tez nie planowalismy, minie nie dlugo ty miesiac i jak sie zastanawiam nad "naszym" bejbe to o wszystkim innym zapomniam, nawet o ojcu dziecka.
15 2009-10-23 13:06:43 Ostatnio edytowany przez Vanessa (2009-10-25 23:43:14)
Z dnia na dzień nie można kogoś przestać kochać, chyba że on Ciebie nie kochał tylko pożądał.. A ten ślub mu to uświadomił..
Przykre jest to co powiem ale Faceci to zdobywcy i nie można im dawać wszystkiego na tacy!!! bo takie rzeczy stają się oczywiste i szybko się nudzą ![]()
16 2009-10-26 16:44:45 Ostatnio edytowany przez ewelka2388 (2009-10-26 16:45:45)
Dzięki wszystkim za wsparcie ![]()
Dalej ciężko mi w to uwierzyć, hehe co jak mówię, ja w ogóle w to nie wierzę, ale nic na to nie poradzę, będzie co będzie. Zrozumiałam, że jeśli mamy być razem to będziemy. A teraz muszę się jakoś podnieść o dłużej tak się nie da.Ciągle o nim myślę, ciągle mi się śni (dosłownie co noc, aż boję się zasypiać!
) ale w dzień staram się nie myśleć. Chciałabym tylko, żeby i do mnie uśmiechnęło się szczęście, na dłużej, na zawsze a nie na jakiś czas
A jeśli nie jesteśmy cobie przeznaczeni to chciałabym móc i umieć zaufać jeszcze komuś
nie wiem czy to możliwe...